Actions

Work Header

Mała niedogodność

Summary:

Gdy Thorfinn musi przesunąć ich spotkanie o parę godzin, Kanut postanawia wykorzystać ten czas i spędzić trochę czasu z Ragnarem

Notes:

Ten fik jest osadzony w modern au, które w raz z moim przyjacielem od paru lat rozwijamy. Muszę wspomnieć, że w tej wersji świata Ragnar żyje, i co jeszcze jest ważne, Thorfinn i Einar poznali się w liceum (czyli trochę tutaj przyspieszyłam ich spotkanie)
to chyba tyle! mam szczerą nadzieję, że ci się spodoba ♥ Miłego czytania również innym, którzy natrafią na ten fanfik!

Work Text:

Według pogodynki, ten poranek miał być słoneczny i ciepły, jednak okazało się, że wioska Einara ma swoje własne plany pogodowe. Thorfinna nie obudziły bowiem promienie słoneczne, a grzmienie i ulewny deszcz za oknem. Myślał, że go coś trafi. Znając warunki autobusowe tego miejsca, wiedział, że w takiej sytuacji, o powrocie do domu autobusem mógł zapomnieć.
Wszystkie plany legły gruzem i już nie miał jak ich uratować. W końcu dzisiaj miał mieć mały, romantyczny piknik z Kanutem! Wyszedł z pokoju wściekły i od razu skierował się do kuchni, w której już jego przyjaciel jadł kanapki z serem i szynką.

- Coś nie tak? - Spytał Thorfinna, wyczuwając silne niezadowolenie z jego strony
- Wiesz ile planowałem dzisiejszy dzień? I wszystko poszło się pieprzyć, bo musiało się rozlać i teraz na pewno nie wrócę do domu przed 16! - Wyjaśnił, siadając gwałtownie na krześle naprzeciwko. Wziął kanapkę z serem białym i ogórkiem z talerza i zaczął jeść, chcąc jakoś ukoić nerwy
- Nie może Cię odebrać twój ojciec? Przecież i tak siedzi w domu - Einar trochę nie rozumiał reakcji chłopaka. Przecież burza nie jest końcem świata, a poza tym, pewnie za niedługo się skończy. 
Thorfinn tylko spojrzał na niego, jak na ostatniego wariata, po czym spojrzał w telefon, postanowił nie informować przyjaciela, że już do niego napisał, a w odpowiedzi otrzymał

"Nogi masz? To sobie radź, ile ty masz lat, bym Cię odbierał od kolegów"

Odstawił komórkę i odezwał się znowu
Po pierwsze, Askeladd nie jest, nie był i nigdy nie będzie moim ojcem. Po drugie, dobrze wiesz jak on się zbiera do czegokolwiek, kiedy ja go o to proszę. Nie mam zamiaru być zdanym na jego łaskę!
-
To mogę cię podwieźć traktorem, jak chcesz. Tylko najpierw musiałbyś mi pomóc wymienić oponę w traktorze. Na szczęście tylko jedną, więc nie powinno nam to zająć długo Szczerze, gdyby Thorfinn miał wybierać między użeraniem się z Askeladdem i jego wiecznym narzekaniem, a wymianą opony w traktorze i trzy razy dłuższą podróżą do miasta, od razu wybierał opcję drugą. Właśnie dlatego od razu się zgodził na propozycję Einara. Musiał jednak szybko poinformować swojego chłopaka o nagłej zmianie planów

~~~~~~~~~~~~~~~~~~

"Kanut, słuchaj, sytuacja taka - Wioska Einara jest nawiedzona i jak zwykle coś musiało się zjebać. Taki deszcz się rozpadał, że żaden autobus nie przyjedzie (Wiesz, że mają tutaj niezłe kaprysy), a Askeladd jak tylko słyszy o tym, że ma mnie odebrać, to zaczyna mnie ignorować, więc będę dopiero gdzieś o 16, jak naprawimy z Einarem jego traktor i dotrzemy do miasta. Trzymaj się i życz nam powodzenia"  

Dzień dla Kanuta zaczął się tą oto wiadomością. Czy był z tego powodu zadowolony? Nie jakoś szczególnie, ale nie było to coś, do czego nie da się dostosować. Chłopak wstał z łóżka i skierował się powolnym krokiem do łazienki. Poranna rutyna toaletowa była idealnym czasem na zaplanowanie co dalej. W końcu to właśnie tam mógł się w ciszy skupić, bez ludzi dookoła niego. Był w końcu synem Burmistrza miasta, jego dom był zawsze pełen obcych. A to pokojówka weszła, by posprzątać jego pokój, a to lokaj szedł sprawdzić czy na pewno wszystko dobrze, ponieważ już od dłuższego czasu nie widział, ani nie słyszał chłopaka. Jedynym miejscem, które faktycznie mógł nazwać domem i swoim cichym azylem, był dom Ragnara - Jego personalnej niani. Mieszkał on w jednopiętrowym domku na terenie wielkiej posiadłości Burmistrza i posiadał wydzierżawiony, mały sad. Blondyn spędził tam całe prawie całe swoje życie, i szczerze, raczej rzadko kiedy przesiadywał w domu z rodzicami. Od paru dni jednak siedział właśnie tam, ponieważ ojciec miał ważne zebrania, na których, z jakiegoś powodu, oczekiwano obecności Kanuta. Dzisiaj jednak już był wolny, i postanowił z tego skorzystać. Im dłużej tutaj przebywał, tym bardziej był przytłoczony. Zamknął się w łazience, szybko się umył i ubrał, po czym wybiegł pędem przez drzwi wejściowe i skierował się do Ragnara

Nawet nie pukał, nie musiał, to było też jego miejsce. Miał swoje klucze, pokój, ubrania - Wszystko. Starszy mężczyzna siedział właśnie przy stole i pił herbatę, spodziewał się, że nastolatek przyjdzie, więc na stole czekały na niego naleśniki z domowej roboty musem jabłkowym.
- Jak ci mija poranek? - Spytał mężczyzna z delikatnym uśmiechem. Zalał drugi kubek ciepłą, jaśminową herbatą i podsunął go chłopakowi, który właśnie usiadł do stołu
Trochę pozmieniały mi się plany, jednak jest naprawdę przyjemnie. A tobie? - Zapytał, chcąc najpierw trochę wypytać Ragnara o ostatnie dni.                                                                            Rozmawiali o tym, jak spędzili tydzień, jak im życie mija i o wszystkim innym. Ich rozmowa tak naprawdę nie miała jakiegoś konkretnego celu, jednak sam fakt, że rozmawiali, sprawiał, że byli zadowoleni.

- Thorfinn miał dzisiaj o dwunastej przyjść, jednak się nie wyrobi, i pomyślałem, że w takim razie możemy zrobić jakieś ciastka w tym czasie. Może kruche ciastka przekładane kremem? - Oboje kochali piec, więc to pytanie było tylko formalnością. Ragnar skinął głową i razem zaczęli szukać składników po szafkach.
Gdy już wszystko mieli, znaleźli przepis w wielkim zeszycie, w którym spisywali wszystkie ich udane pomysły, zabrali się za przygotowywanie ciasta.

Chociaż oni sami byli bardzo schludni, to w trakcie gotowania i innych czynnościach podobnych, kuchnia nie była oszczędzana. Mąka latała po każdym kącie, ubity krem waniliowy znalazł się na nosach i policzkach, a jajka cudem nie roztrzaskały się o ziemię, gdy Kanut za mocno otworzył lodówkę. Całemu procesowi towarzyszyło mnóstwo śmiechu i ciepłej, wręcz rodzinnej atmosfery.
Najlepszym jednak fragmentem tego wszystkiego było dekorowanie już upieczonych ciasteczek (Które jakimś cudem, wyglądały jak wyciągnięte z konkursu cukierniczego) dżemem truskawkowym. Dlaczego? Ponieważ Kanut uparł się, że każde ciasteczko ma wyglądać dokładnie tak samo, i trzymał się swojego postanowienia, z dokładnym skupieniem starając się nakładać wszystko malusieńką łyżeczką, by na pewno było równo. Ragnar w tym czasie zajmował się sprzątaniem bałaganu, jakiego narobili, przy okazji śmiejąc się pod nosem z upartości młodego chłopaka. Widział jaki zaaferowany tym wszystkim był i jak bardzo mu zależało. Cieszył się, że to właśnie on mógł być przy nim, gdy ten dorastał i doświadczać jego młodości. Wzięło go w tym momencie na wspominki.
Jeszcze niedawno widział małego, zapłakanego aniołka pod jego drzwiami, trzymającego brązowego, pluszowego misia. Niedługo potem ten mały chłopiec stał się starszym dzieckiem, a teraz właśnie widzi jego nastoletnie lata i pierwsze miłostki. Aż zakręciła mu się łza w oku. W życiu nie spodziewał się, że będzie czuł się tak dumny z dziecka, które w teorii nawet nie było jego. Nie, że jakoś się tym przejmował, ale to wszystko nadawało tej sytuacji zupełnie innego znaczenia w jego sercu. Kanut już dawno w jego oczach był jego synem i nie zamierzał tego zmieniać. Kochał go jak własne dziecko i był dumny ze wszystkich jego osiągnięć.

Gdy jedna łza zamieniła się dwie, potem te dwie w cztery, aż w końcu Ragnar płakał, wtedy chłopak się zmartwił
Wszystko w porządku? Dobrze się czujesz? - Zapytał przyszywanego ojca, zmartwiony jego stanem i podszedł bliżej. Właśnie skończył dekorować ciastka. Ragnar nie odpowiedział, po prostu zamknął go w szczelnym uścisku i trzymał tak przez parę dłuższych chwil. Kanut nie protestował, odwzajemnił uścisk i czekał aż mężczyzna się uspokoi
Po prostu jestem z ciebie dumny. Dumny z tego, że mogę nazwać cię synem - Wyjaśnił w końcu, gdy skończyli się przytulać. Obdarzyli siebie nawzajem szerokimi, pełnymi ciepła uśmiechami. Nie potrzebowali więcej słów, to im wystarczyło, by poczuć, co druga strona jeszcze chce im przekazać. Nie musieli być genetycznie spokrewnieni, by traktować siebie jak najbliższą rodzinę.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~

 

W końcu nadeszła obiecana szesnasta, a Thorfinn już stał pod domem Ragnara. Miał ze sobą czekoladę, by jakoś zadośćuczynić to dzisiejsze, wielkie spóźnienie. Na podjeździe, w swoim traktorze, siedział Einar, udając, że ociera łzy. Młody chłopak tylko fuknął coś pod nosem, gdy zobaczył co ten robi. Rękoma przekazał mu, by już sobie jechał, po czym zapukał do drzwi  Otworzył mu nieśmiało Kanut, który nagle poczuł się zawstydzony całą sytuacją. Oboje się trochę stresowali, w końcu to była ich jedna z pierwszych randek w domu, zwłaszcza, że teraz nie byli sami. 
Weszli do środka, po szybkim przywitaniu i skierowali się do pokoju wyższego chłopaka. Chwilę później usłyszeli jednak, że ktoś wychodzi z domu i odetchnęli z ulgą. Ragnar się nad nimi zlitował i zostawił ich samych, przynajmniej na ten moment.
Pff, w końcu mamy spokój, nie? - Thorfinn się trochę rozluźnił. Chociaż na co dzień był nie do zniesienia dla innych, tak przy Kanucie mięknął. Dał mu czekoladę i położył mu się na kolanach
Mam plan na dzisiejszy wieczór, podobno mają być spadające gwiazdy - Dodał od razu potem
- Czyli mam rozumieć, że będziemy oglądać gwiazdy, jak w każdym filmie romantycznym? - Kanut zaśmiał się cicho i zaczął delikatnie przeczesywać dłonią poszarpane włosy chłopaka. Mimo tego, że były przez Thorfinna doprowadzone do tragicznego stanu, były nierówno ścięte (Zapewne w nocy, tępymi nożyczkami nad świeczką) i skołtunione, to były zadziwiająco miękkie. 
- Jak ci to tak przeszkadza, to możemy zostać w domu. Ja się nie będę wysilał, by przypasować szanownej księżniczce - Zaczął się z nim droczyć w odwecie. Za ten komentarz dostał poduszką w twarz. Nie mógł pozwolić, by się to tak skończyło, więc sam również złapał za poduszkę, i w ten oto sposób rozpoczęli bitwę. Nawet można by było powiedzieć, że wojnę. Wszystko latało po pokoju w zawrotnym tempie. Gdy skończyły się poduszki, wzięli się za pluszaki, a nawet kołdrę i koce, aż w końcu opadli na materac, próbując uspokoić oddech i śmiech.
- Jesteś głupi, wiesz o tym? - Rzucił w końcu Kanut, gdy już się częściowo uspokoił
- Ty nie jesteś lepszy. Sam to zacząłeś - Odpowiedział mu z zadziornym uśmiechem, po czym rzucił w niego jedną, ostatnią poduszką i odskoczył na bok, tak szybko jak się dało, by tylko nie oberwać ponownie. To był dobry krok, bo poduszka od razu poleciała w jego stronę. Niestety, nie trafiła.

Po chwili śmiechu i kolejnego bezczynnego leżenia, szybko posprzątali pokój. Doszli do wniosku, że wyjdą oglądać gwiazdy dopiero po 21, więc do tego momentu mieli dużo czasu, by obejrzeć jakiś film i się poprzytulać, jak to każdy nastolatek w ich wieku pragnął. Padło ostatecznie na film "Mordercza Opona". Mieli ochotę na coś głupiego, a to idealnie spełniało ich oczekiwania.
Gdy poszli do kuchni, by zrobić sobie coś do jedzenia w trakcie filmu, zobaczyli, że Ragnar zostawił im kolorowe kanapki, więc wzięli je do pokoju i puścili film. 
Można by powiedzieć, że wciągnęli się w jego fabułę, jednak ten film okazał się mniej kiczowaty, niż się spodziewali, więc korzystając z czasu jaki im został, obejrzeli jeszcze pierwszą część serii "Rekinado".
To okazało się być tak złe, że "Mordercza Opona" wydawała się przy tym dziełem sztuki. Śmiali się w głos z kiepskich efektów specjalnych, czy sporych niedociągnięć. Thorfinn wytykał każdą niespójność, narzekając na "Durnych producentów", ponieważ przecież "Nawet 5 letnie dziecko zrobiłoby to lepiej". Ostatecznie jednak przetrwali ten film, a to oznaczało tylko jedno... Oglądanie gwiazd.

Niższy zebrał się jak poparzony, by tylko ubrać swoje długie glany. Trochę mu to zajmowało, więc musiał się pospieszyć. Kanut w tym czasie pakował im ciastka, które zrobił wcześniej wraz z Ragnarem. W końcu będą mogli ich spróbować!
Oboje zebrali się najszybciej jak mogli i wybiegli w pola. Thorfinn jednak nie zamierzał po prostu położyć się w sadzie czy przy ogródku przed rezydencją burmistrza. On znalazł lepsze miejsce, a było ono na polanie obok, należącej do sąsiadów Kanuta.
Czy to nie jest nielegalne? - Spytał szeptem, gdy rozglądając się, czy nikt nie patrzy, przeszli przez płot. Niższy tylko machnął lekceważąco ręką, po czym zaprowadził go dalej.
Na ziemi faktycznie było jedno miejsce, na którym trawa wydawała się być już trochę ubita. To tam rozłożyli koc. Położyli się i złapali za ręce, patrząc spokojnie w niebo. Właśnie zaczynał się deszcz spadających gwiazd. Byli w takim miejscu, że światła z miasta tutaj nie docierały, więc wszystko było pięknie widać. Światła błyskawicznie sunące po nocnym niebie były wręcz hipnotyzujące dla nich obu. Prawie by tam zasnęli. Delikatnie chłodny wiatr koił ich do snu, a szum drzew tylko dodawał klimatu.
Gdy oboje już pomyśleli swoje życzenia, spojrzeli się na siebie. Sennie się uśmiechnęli, po czym Kanut ujął twarz Thorfinna w swoje dłonie i czule przyciągnął go do drobnego pocałunku, który ten leniwie odwzajemnił.
Leżeli by tak nawet i do rana, ale usłyszeli, że ktoś wchodzi na pole. Szybko się zebrali, i ze śmiechem uciekli z miejsca swojej małej zbrodni.
z tego wszystkiego zapomnieli by w ogóle spróbować ciasteczek.