Chapter Text
13 marca 1940 roku.
Las wciąż nie zdążył wybudzić się z glebokiego snu zimowego. Jak można go winić sam Feliks chciałby położyć się do łóżka i nie wstawać puki to wszystko się nie skończy. Bombardowania, masowe egzekucję, gwałty na niewinnych- obcował z tym na codzień, wciąż przeżywając z bólem każdego poległego, którego minął na swojej drodze.
Nogi powoli zaczęły odmawiać mu posłuszeństwa, mimo to pełen strachu wciąż biegł dalej przed siebie, przedzierając się pomiędzy sosnowymi borami, pomiędzy gęstymi krzakami. Od dobrych paru minut nie słyszał już niemieckich okrzyków i nawoływań. Strzały, które wciąż leciały na oślep w jego stronę ucichły lub rozbrzmiewał zupełnie z drugiej strony lasu.
Nie mieli psów, nie znajdą go jeżeli i tylko jeżeli teraz zignoruje palący ból w okolicy przedziurawionego przez kulę ramienia. Nie oglądał się za siebie, musiał uciekać. Z łatwością omijał przeszkody pochylając się pod niskimi drzewami i zwinnie jak młoda łania przeskakiwał nad wysokimi korzeniami. Do momentu kiedy jego noga zapadła się w leśne runo.
— Kurwa...— Zaklnął pod nosem zaglądając przez ramię za siebie. Bynajmniej tyle, że nie stał za nim żaden Ssman.
Na siłę ciągnął za zaklinowaną kończynę. Jak na złość nie zagojona kontuzja w kolanie zaczęła dawać o sobie znać. Noga nie drgnęła do puki do jej wydobycia nie przyłączyła się siłą jego ramion. But w prawdzie został głęboko w norze, ale polak nie przejmował się tym dobiegając na skraj lasu.
Zachodzące słońce znikało powoli za podziurawionym dachem, samotnie stojącego na wzgórzu domostwa. Czyżby pustostan? Wskazywało na tym zdewastowane ogrodzenie, brak okien czy ogólna cisza w najbliższej okolicy. Nie wiedział gdzie był, może chata była na niemieckich mapach i ścigający go żołnierze już idą w jego stronę, z drugiej strony mógł by sprawdzić na szybko czy w środku nie ma jedzenia, lub jakichś medykamentów.
Chłód uderzył w bosą stopę. Może w środku były jakieś stare buty. Przekonany wizją nowego obowia przyspieszył kroku wdrapując się na wzgórze prosto do małej, wąskiej sieni.
— Jest tu kto?— Spytał wyglądając zza otwartych drzwi.
To miejsce zdecydowanie było opuszczone, prawdopodobnie nikt nie sprzątał tu od jakichś dwodziestu lat. Zachodzące słońce podkreślało unoszący się w pomieszczeniu kurz, w rogach jak i na żyrandolu pojawiła się gruba pajęcza nić. W dodatku przewrócona pusta szafka bez ani jednej szuflady i połamane krzesło wciśnięte pod stół.
Na myśl przychodziła mu jedynie wizja, w której przerażona rodzina biega po mieszkaniu na ślepo pakując swoje skarby nie licząc się ze szkodami, które mogą spowodować w domu do którego wracać już nie planowali.
Chwiejnym krokiem wszedł głębiej odkrywając coraz więcej pokoju. Dziurawe wiadra, pusty wiklinowy koszyk i rozłożona kanapa pod ścianą, a na niej pościel.
Gruba pierzyna wyglądała tak ciepło, nogi same poprowadziły go w jej stronę. Ostatnimi czasy jedynym źródłem ciepła podczas zimowych, mroźnych nocy było rozpalone ognisko.
Może mógłby przenocować dziś tu, zacząć uciekać dopiero rano- zmęczone doszczętnie ciało domagało się odpoczynku jednak wiedział, że nie może sobie na to pozwolić, jeszcze nie teraz. Po wojnie, wyśpi się za wszystkie czasy.
Już miał odejść, ruszyć w stronę drzwi wprost do kolejnego pomieszczenia, ale właśnie wówczas zauważył coś dziwnego. Pościel podniosła się delikatnie i szybko opadła, pomimo że nie zdążył jej dotknąć. Serce podeszło mu do gardła, oczyma wyobraźni widział już jak z pod kołdry wyskakuje na niego Niemiec ze swastyką i schmeiseerem oddając kilka strzałów prosto w jego czaszkę. Teraz i tak nie zdąży już uciec, ostrożnie więc sięgnął po ukryty przy bucie podręczny scyzoryk i zaciskając ostro zęby odliczył do trzech po czym szybko zerwał pościel z kanapy.
To nie niemiecki żołnierz, niestety o wiele gorzej. Na kanapie leżała zapłakana Natalia- Białoruska personifikacja, we własnej osobie. Przerażony wypuścił z dłoni nóż odchodząc kilka kroku do tyłu zanim upadł na chwiejny stolik.
To niemożliwe, Iwan zapewnił że siostra jest w bezpiecznym miejscu. Miała być dobrze ukryta gdzieś w głębi jego rozległych terenów, tak przynajmniej twierdził jeszcze w połowie października dwadzieścia lat temu, kiedy oboje podpisali zawieszenie broni, a bestia nie zgodziła się oddać dziewczyny spowrotem pod jego opiekę.
— Szto ty tut robisz?— Starał się przypomnieć sobie w jaki sposób dziewczyna składała zdania, pewien że nie zna polskiego.
Nie odpowiedziała, podniosła się do siadu i zwijając się w kulkę oddaliła się jak najdalej od Feliksa. Włosy miała brudne posklejane, ale kim on był żeby oceniać sam ostatni raz mył się przed wojną około pół roku temu. Sukienka poplamiona, a stopy pomimo mrozów bose.
— Biała Rusi?— Zaczął od nowa z troską w głosie. Odepchnął się od stołu i chwiejnym krokiem niczym treser dzikich zwierząt podszedł kucając przy kanapie.— Szto ty tut robisz?— Ponowił pytanie wyciągając ku niej dłoń.
Jego dotyk zdawał się dla niej palący, momentalnie odskoczyła przerażona.
— Co ty tu robisz?— Spytała bez żadnego absolutnie akcentu niczym rodowita polka.
Coś skłoniło Feliksa od odwrócenia się by upewnić się, że nie ma za nim żadnego nieprzyjaciela. Nie było, całe szczęście.
— Uciekam przed niemcami, wsadziłem im tory.— Oznajmił wyraźnie rozbawiony zwijając scyzoryk spowrotem do kieszeni.— Twoja kolej, co robisz w środku lasu.
— Ukrywam się przed takimi jak ty.— Pełna pogardy zerkała na uśmiechającego się blondyna, w duchu modląc się żeby nic jej nie zrobił
Polska we własnej osobie, brat opowiadał jej o nim, o tym jak bardzo ją skrzywdził, spolonizował, uczynił nic nieznaczącym podpaństwem. Dopiero Ivan się nią zajął, zapewnił bezpieczeństwo i pozwolił być częścią czegoś większego, prawdziwego imperium.
— Uwierz mi jestem chyba najlepszym na co mogła w tej chwili trafić. Mieszkasz tu sama?— Spytał wstając z podłogi. Tak to wyglądało zwłaszcza, że na kanapie była tylko jedna poduszka. Kobieta skineła głową trochę mniej butnie niż jeszcze przed chwilą.— Przecież to niebezpieczne, mogą tu wejść i...— Przerwał nie chcą wchodzić na tak ciężkie tematy. Po prostu westchnął ciężko i zerknął w stronę okna.
Żołnierze, konkretnie dwóch. Nie dali mu spokoju tak łatwo, jak widać wrócili się tylko po motocykl. Pewnie przejechali główną drogą i w końcu napotkali tą polanę, musiał uciekać i to teraz. Niech to szlak, nogą wciąż bolała jak diabli, bark wciąż krwawił, a na dodatek Białoruś.
Przez głowę przeszły mu same czarne scenariusze: była ładną dziewczyną, w dodatku Białorusinką i narodową personifikacją- naprawdę cenny towar. Miałby ją tak zostawić nigdy w życiu.
— Nikt mnie nigdy tu nie znalazł!— Wykrzyczała wstając na kanapę ponad Feliksa.
— Do teraz...— Jęknął przerażony kręcąc głową w jej stronę. Nie musiał mówić nic więcej. Białoruś zrozumiała co chłopak zobaczył pod lasem. Sama zadrżała.— Ja pierdolę nie wierzę, że to robię.
Momentalnie złapał kobietę za rękę ciągnąc w stronę przeciwnego okna. Rozbite, szybko znaleźli się na drugiej stronie. Przebiegli kawałek kiedy kobieta zatrzymała się ciągnąc za obolały bark.
— Zostaw mnie!— Wrzasnęła wściekła wyrywając się z uścisku.— Wolę ich niż ciebie.
— Nie mamy czasu na te bzdury.— Oznajmił pospiesznie próbować złapać dziewczynę za rękę.
— Powiedziałam zostaw!— Zawyła wracając pospiesznie w stronę chałupy.
Co się właściwie stało?- Zadawał sobie w duchu pytanie. Czy ona naprawdę jest tak głupia? Być może, on też nie należy do najmądrzejszych ale żeby aż tak? To co planował w tej chwili też było mało inteligentne, a jednak rzucił się prosto na dziewczynę łapiąc ją w tali i zakrywając usta.
W ostatniej chwili oboje leżeli tuż pod oknem nasłuchując rozbawionych Niemców, w żadnym razie nie zrozumiały język dla dziewczyn, Feliks natomiast wydawał się nasłuchiwać wszystko jakby rozumiał.
Skądś znalazł w stronę pokłady ukrytej energii, wytrzymał trzymając wyrywającą się dziewczynę we własnym objęciu. Uspokoiła się dopiero po chwili nieśmiało podnosząc wzrok na przerażonego Polaka nie oddalającego się wzrokiem od źródła dźwięku.
Blada twarz, zapadnięte policzki i wielkie sine wody pod oczami. Nie wyglądał najlepiej, zdecydowanie nie tak jak zapamiętała go dziewczyna, a przecież dopiero co odzyskał niepodległość powinien wyglądać zdrowiej.
—Ich schaue draußen nach.— Nie rozumiała, nie musiała po samej reakcji blondyna dowiedziała się, że znaczy to coś złego. Chłopak spiął się zagryzajac wargę aż do krwi.
— Proszę bądź cichutko. Ci ludzie są dużo gorsi niż ja.— Szepnął zanim powoli zabrał dłoń z jej ust. Niechętnie jednak skinęła głową na znak zgody.
Bała się musiała wierzyć mu na słowo. Uśmiechnął się do niej poraz ostatni zanim zakradł w stronę drzwi wejściowych. Zatrzymał się na rogu ostrożniej wystawiając głowę zza murku.
Nazista stał już na dworze, wcale go nie szukał stał po prostu na ganku odpalając sobie papierosa. Dopiero po chwili ruszył się schodząc po schodach w dół, zaciągnął się parę razy nim uradowany ruszył w stronę zachodzącego słońca.
— Ah...wunderschöne Aussicht.— Westchnął z rozmarzonym wzrokiem wpatrując się w ostatnie promyki wydobywające się zza horyzontu. Nawet nie zauważył kiedy czychający na niego polak wstał i zakradając się podszedł do niego od tyłu przykładając mu nóż do krtani.
— Ruhig...— Szepnął mając nadzieję, że Niemiec nie zacznie krzyczeć. — Ich werde dir nicht weh tun. Ich will nur deine Waffe und dein Motorrad.— Zazwyczaj ludzie od którego losu zależało jedno szybkie cięcie zgadzali się na wszystko. Tym razem jednak Feliks się przeliczył.
— Meier! Helfen!— Wspomniany Meier pojawił się na zewnątrz w przeciągu sekundy z pistoletem wycelowanym prosto w między jego oczy.
Gdyby mógł splunął by sobie teraz w brodę za tak śmiały ruch. Mógł postarać się ukryć za budynkiem i jakoś to przeczekać tym czasem trząsł się ze strachu używając zaatakowanego Niemca jako żywej tarczy.
Nadmiar złego żołnierz którego trzymał zdążył zauważyć zapłakaną przerażoną dziewczynę i wysłać znaki gdzie spojrzeć ma Meier. Dlatego między innymi Feliks preferował samotne strzelaniny jeden na jeden. Ciężko przełknął ślinę obserwując jak wróg śmieje się podchodząc do Natali.
Był coraz bliżej, musiał więc działać szybko. Jeden zły ruch, a kobieta skończy z kulką w głowie. Zdecydowanie był na przegranej pozycji. Jeszcze raz przeanalizował sytuację, miał dwa wyjścia poddać się i dać się wsiąść do niewoli, albo spróbować wykonać manewr w najgorszym wypadku pójdą do niewoli, ale przynajmniej jednego nazistę mniej.
— Amen...— Szepnął unosząc głowę go góry, w tym samym czasie pozbawiając łba Niemca. Wydał ostatni krzyk i nim drugi zdążył zarejestrować sytuację i skierować broń ponownie na Feliksa ten szybkim sprawnym ruchem wyciągnął krótką strzelbę z paska poległego i niczym prawdziwy snajper strzelił prosto w skroń.
Ciało zatrzęsło się przerażony Meier złapał się za krwawiące miejsce, nie upadł od razu, trzęsącą się dłoń wyciągnął w stronę swojego oprawcy wydając kilka strzałów na oślep. Natalia nie zauważyła żeby któryś trafił poczuła tylko ciężką sylwetkę mężczyzny opadająca na jej drobne, wychudzone ciało.
Przestała płakać przerażona uciekając na czworaka z miejsca zbrodni. Wciąż jednak trzymała kontakt wzrokowy z śmiertelnie poważnym chłopakiem. Ostatni promień słońca odbił się od jego blond głowy dając mylne złudzenie aureoli, sekundę później zrobiło się całkowicie ciemno. Iwan nie kłamał, Polska jest wcielonym złem, maszyną do mordowania.
— Zabiłeś ich.— Wydusiła z siebie z trudem utrzymując drżące struny głosowe na swoim miejscu.
Feliks nie odpowiedział, pewnym siebie krokiem podszedł w stronę poległego. Przeszukał mu kieszenie, wyrwał z martwej zimnej dłoni broń i co dziwne zaczął ściągać buty. Najpierw ze stup jednego później z drugiego. W tej chwili Natalia była już w ślepej uliczce pomiędzy ścianą domu i wysokim murkiem stodoły trzęsła się nie widząc drogi ucieczki. Zostało więc tylko obserwować poczynania kuzyna.
Ocenił jakość obuwia, sprawdził czy nie jest uszkodzone, oczywiście, że nie Ssmani dbali o to by godnie reprezentować rzeszę. Jedne w rozmiarze 40 drugie 43, te pierwsze były by dla Feliksa idealne, mimo to sam założył te większe, zasznurował je mocno i łapiąc za drugą parę zaczął iść w stronę dziewczyny. Dwa pierwsze razy udało się jej wyrwać nogę, za trzecim polak skarcił ją wzrokiem.
— Muszę cię stąd zabrać, będą ich szukać w końcu ktoś się tu zjawi.
— Nie, odejdź i nie wracaj.— Poleciła obserwując jak trzęsące się dłonie chłopaka próbują zawiązać kokardkę. — Jesteś zły!
Spościł głowę topiąc wzrok w ciemnej ziemi. Szukając odpowiedzi na swoje problemy właśnie tam.
— Nienawidzę cię! Chcemy do Iwana, słyszysz tylko do niego!— Krzyczała policzkując wydaje się nie słuchającego jej chłopaka.
— Dobrze, odwiozę cię do Rosji. Tu zostać nie możesz.— Odpowiedział po namyśle podnosząc się z ziemi. Wrócił się do pierwszej swoje ofiary dzisiejszego dnia, przypominając sobie chwilę przed morderstwem zdał sobie sprawę, że miał coś dużo cenniejszego niż buty i broń, miał papierosy. Z ulgą odpalił bibułkę zaciągając się dymem.
Drugi miał kluczyki, których wcale nie było ciężko nie znaleźć. Raz jeszcze zerknął na przerażoną kobietę i odwrócił ciało zabierając mu górną część munduru. Nożykiem odciął krzyże i swastyki po czym nałożył go na kobietę.
— Możemy już jechać?— Spytał zapinając marynarkę pod samą szyję.
Było zdecydowanie dużo ciepłej w nowych butach i zimowym płaszczu, temperatury wciąż potrafiły spadać nocą do nawet minus dziesięciu, a ona od momentu kiedy Iwan ją tu zostawił miała tylko tą jedną letnią sukienkę.
— A co jeżeli Iwan po mnie jutro wróci? Kazał tu czekać!— Odważyła się nareszcie podnieść z ziemi zarkajac na chłopaka z góry.
— Na pewno nie, jest w tej chwili bardzo zajęty. Mamy wojnę zapomniałaś?
— Wojnę? Skończyła się w 1918!— Chłopak zamarł, powoli zaczął łączyć kropki, czy to znaczy, że Iwan zamknął ją tu ponad dwadzieścia lat temu i kazał na siebie czekać? Byłby zdolny zrobić to własnej siostrze?
— Natalko, który mamy rok?
— Dwudziesty pierwszy... drugi nie wiem każdy dzień wygląda tak samo.
Przełknął głośno ślinę prostując się na jej wysokość. Ostrożniej złapał ją za ręce i nurkując głęboko w jej fioletowe oczy oznajmił.
— Mamy marzec 1940 roku, od połowy roku jesteśmy w stanie wojny światowej, ponownie. — Kobieta zamrugała, najpierw z szoku, później jej brwi zmarszczył się odepchnęła chłopaka od siebie biegnąc w stronę drzwi.
— Kłamiesz Iwan nie zostawił by mnie tu na tyle lat!— Wykrzyknęła trzaskając za sobą. Powoli opadła kuląc się w kłębek jakby dopiero zdała sobie sprawę co by było gdyby żołnierze znaleźli ją pierwsi. Wiedziała jak wygląda wojna, była w niebezpieczeństwie nawet nie zdając sobie z tego sprawy.
Ponownie zaległa głośno płakać rzucając głośnymi bluzgami w pustą przestrzeń małego korytarza.
Polska zgadł, że zastawi wejście plecami uniemożliwiając mu wejście, więc wskoczył tak jak wyszedł, oknem bez szyby.
— Chodź...— Stanął nad nią kiwając głową w stronę dworu. Dziewczyna ucichła.
Spowalniała go już dawno powinien był wsiąść na motocykl i odjechać jak najdalej byle tylko nie zostać złapany. Meier i jego koleżka prawdopodobnie dostali już status zaginionych i tylko kwestią czasu było kiedy do drzwi zapukają ich przyjaciele po fachu. On jednak musiał ją uratować, nie był by sobą gdyby pozwolił aby stała się jej krzywda.
Gdy postanowiła jednak pozostać cicho jeszcze chwilę dłużej nerwy i stres zaczęły brać nad nim górę. Wcale nie delikatnie szarpnął za jej szczupłą rękę podnosząc kobietę z ziemi. Odsunął od drzwi, otworzył je i bez kolejnych protestów wsadził na pojazd jak szmacianą lalkę. Zapiął kask i uśmiechając się ciepło przejechał dłonią po twarzy.
Będzie dobrze - padło bezgłośnie kiedy odwrócił się by zająć miejsce z przodu. Kilka kopnięć w sprzęgło zanim motor ruszył w przeciwnym kierunku.
Gdy tylko prędkość osiągnęła zawrotną liczbę pięćdziesięciu na godzinę dłonie dziewczyny zacisnęły się nieśmiało na tali Feliksa. Czuł jak się trzęsie, wyrwana z pustego samotnego, ale bezpiecznego mini światka.
Rosja bał się jej większość życia, gdy tylko mógł oddawała pod opiekę Ukrainie, a kiedy ta znalazła się w posiadaniu Polski i Litwy za cel postanowił sobie ją odbić. Pies ogrodnika, nie pozwolił zająć się ją po wojnie zamiast tego zamknął na końcu świata zdala od cywilizacji.
14 marca 1940
Ciągła jazda wykańcza, Feliks nie zmrużył oka. Przez całą noc zrobili sobie tylko jeden postu, czując jak uścisk kobiety słabnie przesadził ją do przodu, głowę przełożył przez hej bark obserwując drogę przed nimi. Miał tylko jeden cel pojechać szybciej, dojechać dalej. Zatrzymać się z pustym bakiem, a później... brzuch zaburzał mu poraz kolejny, kula w ramieniu zatamował krwawienie, ale w konsekwencji zostawiła go ze strasznym pulsującym bólem, zwłaszcza kiedy tą właśnie ręką podtrzymywał śpiącą Natalie.
Przydało by znaleźć się w jakimś mieście lub wsi. Gdzieś gdzie mógłby liczyć na dobroć ludzi i kawałek chleba. Jechali już ósmą godzinę wskazówka na baku znacznie opadła odkąd zerkał na nią ostatni raz. Jego podróż powoli się kończyła.
Dotychczas nie widział żadnego znaku, żadnej tabliczki miejscowości, żadnej cywilizacji. Polna droga pomiędzy gęstymi lasami. Gdyby to było lato, mógłby spróbować znaleźć coś na leśnych kaszkach. Niestety.
Nocne niebo powoli ustępowało porannej szarówce. Zwykle o tej porze było słychać ptactwo, teraz wszystko ucichło i częściej niż je słyszał wybuchy dział, twardy dziwięk moździerzu i niemieckie bluzgi.
W końcu motocykl zgasł, zatrzymał się pośrodku niczego kpiąc sobie z losu jeźdźcy. Białoruś zamrugała rozbudzonaz braku dudnienia silnika, kiedy kołysanie drogi się skończyło. Podniosła głowę obserwując załamanie na twarzy kuzyna. Wspomnienia wczorajszego wieczoru uderzyły ją jak młot, wyskoczyła z miejsca jak poparzona powoli zdając sobie sprawę gdzie jest.
— Das radę iść? — Spytał odpalając papierosa. — Ja popchne motor, może uda się go sprzedać gdzieś na mieście.
— Gdzie jesteśmy?
— W tamtą stronę jest miasteczko.— Skłamał pokazując palcem drogę przed sobą.— Chyba...— Dodał już ciszej zaciągając się dymem. Natalia wydawała się już tego nie słyszeć odeszła dwa kroki wychylając się w poszukiwaniu cywilizacji.
— Obiecałeś odwieść mnie do Rosji.— Tupneła nogą zakładając ręce na piersi.— Jak chcesz to zrobić bez pojazdu?
— Obiecałem?— Zażartował rozciągając się na siedzeniu niczym kot.
— Tak!— Wrzasnęła wściekła próbując zabić wspólnika wzrokiem.
— Skoro tak mówisz.— Kontynuował zadowolony schodząc z pojazdu. — Pojedziemy pociągiem, nawet nie mam na paliwo.
Oznajmił prowadząc pojazd do przodu. Poczochrał jej włosy ignorując chęć mordu, którym niewiasta jasno emanowała.
Głupi jednak miał zawsze szczęście, dlatego Feliks i Natalia trzecią godzinę spacerowali sobie po zupełnie pustej leśnej ścieżce nie odzywając się do siebie ani słowem.
— Baby ach te baby czym by bez nich był ten świat!— Podśpiewywał wesoło co jakiś czas sprawdzając czy wściekła dziewczyna wciąż za nim idzie.— Co tu łkać, co tu kryć spróbuj bez baby żyć...
— Jesteś dość wesoły jak na to, że podobno panuje wojna.— Burknął wreszcie zmęczona już Eugeniuszem Bodo.
W rzeczy samej trwała wojna. Chłopak zamilkł na moment, kurtką chwilę, bo nie zdążyli przejść nawet stu metrów kiedy ten postanowił się zatrzymać na kolejnego papierosa.
— Chyba od potopu swoje problemy zacząłem bronić żartem, może robiłem to wcześniej... nie wiem.— Oznajmił wysilając się na chwilę powagi.— No to jak tam dalej było? Gdy ci uda się taka sztuka toś jest chwat!— Kontynuował marsz podśpiewując sobie dalej.
Ku irytacji blondynki po jej złośliwym komentarzu, Feliks wcale nie poczuł się urażony. Zmienił co najwyżej piosenkę i w tej chwili śpiewał o jakiej Adzie.
Wspomniane miasto powinno być już widoczne, idą i idą a po osadzie ani widu ani słychu. Dziewczyna zaczęła powoli rozumieć, że została oszukana. Wściekłość zaczęła się w niej gotować. Miała idealne miejsce i moment żeby go teraz zabić, nawet broń jej dał, zmarszczyła brwi obserwując jak zadowolony polak podśpiewuje sobie rytmicznie kręcąc głową pod słowa piosenki.
Wyciągnęła broń dokładnie się jej przyglądając. Wyglądała inaczej niż te które widziała u swojego brata. Bardziej skomplikowana, a jednak mechanizm był taki sam trzeba pociągnąć i strzelić nic trudnego. Postawiła ostatnio krok widząc jak mężczyzna z przodu powoli się od niej oddala, nieświadomy zagrożenia, tego że zaraz zginie z jej ręki. (Nie zginął by ich dziwne ciała zregenerowały by się nawet gdyby ktoś ich wysadził, Feliks zregenerował się pomimo, że spalili go żywcem. Na pewno po takim strzale w potylice regenerował by się minimum pięć lat.)
Wycelowała zastanawiając się chwilę czy jest do tego zdolna. Namierzyła w sam środek, Feliks z resztą sam jej to ułatwił. Zatrzymał się, zamilkł i przestał kręcić głową.
— Chcesz to strzelaj.— Zachęcił.
Wiedział - przeszło przez jej głowę. Przecież zrobiła to po cichu jak prawdziwy ninja. Z resztą nieważne skoro sam się podkłada, mogła strzelić. Palec zatrzymał się na spoście, przez całe jej ciało przeszedł zimny dreszcz pulsujący aż do czubka głowy. Trzymała broń nie wiedząc co zrobić dalej.
— Ułatwić ci to?— Spytał stawiając pojazd na stopce.
Przerażona obserwowała jak facet powoli zbliża się w jej stronę. Zacisnęła mocno oczy, bała się. Na śmierć bała się zemsty Feliksa, tego że teraz to on podejdzie wyrwie jej z dłoni pistolet i ją odstrzeli. Mógł to zrobić, tak samo jak zabił tych dwóch żołnierzy, z zimną krwią.
Jego szorstkie pełne ran dłonie zacisnęły się na jej miękkich smukłych palcach spust przyciągnął bliżej tak by kula w razie wystrzału trafiła prosto w serce. Nie krzyczał wiedział, że nie wystrzeli. Groziła mu już kiedyś nożem, ale jej groźby nigdy nie doszły do skutku, czego więc miał się bać. Natalia wbrew pozorom była bardzo emocjonalna. Muchy by nie skrzywdziła. Pod tym względem byli do siebie podobni.
Nie strzeliła, kilka pojedynczych łez poleciało po jej policzku.
Cóż nie do końca do tego chciał doprowadzić zawstydzony facet. Nie wiedząc zabardzo jak zareagować pierwszym co zrobił było ponowne zabezpieczenie pistoletu i wsunięcie go w kieszeń munduru dziewczyny. Po wszystkim przytulił do siebie i o dziwo nie został odepchnięty ani zwyzywany.
— Skłamałeś?— Spytała pociągając nosem.— Z tą wojną, z tym że mamy 1940 i skłamałeś z tym, że miasto jest w tamtą stronę, prawda?— Kontynuowała wycierając nos w jego kurtkę.
— Nie, z tym ostatnim to tylko trochę bo jakbyśmy długo szli to pewnie miasto by się jakieś znalazło.— Powiedział zupełnie poważnie czując jak dziewczyna coraz silniej ściska go w pasie.
— Nie umiem strzelać Feliks...— Wyznała cichutko bojąc się spojrzeć mu w oczy.— Nigdy nie musiałam umieć, bo...— Urwała słysząc tupot koni.
— Woźnica.— Oznajmił wychylając się w stronę zakrętu.
W rzeczy samej starszy pan jechał z przyczepą pełną drzewa. W stronę w którą podążali uśmiech na nowo zagościł na jego twarzy. Zadowolony ogarnął włoży z twarzy dziewczyny próbując również pozbyć się łez.
— Będzie dobrze, obiecuje nauczyć cię strzelać tak na wszelki wypadek, a później oddam w dobre ręce.— Obiecał składając szybki pocałunek na czole dziewczyny. Nie czekał na nią kiedy podbiegł do zszokowanego Pana.
Natalia z niedowierzaniem otarła miejsce pocałunku. Nikt nigdy tego nie robił, to znaczy widziała jak rodzice całują swoje małe dzieci w czoło kiedy są z nich dumne, albo kiedy chcą żeby się nie martwiły, widziała jak robią to zakochane pary ale nikt nigdy nie ucałował jej, ani brat który uciekła gdy chciała się chodźby przytulić, ani Ukraina która przecież była tą kochająca do której mogła przyjść z każdym bólem jaki miała. To wydarzenie ewidentnie będzie żyło w jej pamięci długie lata.
Nawet nie zauważyła kiedy woźnica zatrzymał się koło niej, a uradowany Feliks pobiegł w stronę motocyklu.
Kawałek liny oplatał o deskę na podwoziu, a drugi obwiązał sobie do koła kierownicy.
Pan Leszek, okazał się Polakiem. Mieszkał niedaleko w pobliskiej wsi, czyli nikt nikogo nie okłamał, bo jakaś miejscowość faktycznie leżała tam gdzie wskazywał. Z jego opowieści wynikało, że kawałek na północ znajduje się Warszawa, a przed nią mniejsza miejscowość, której nazwy z racji wieku nie pamiętał nazwy. Z radością zgodził się ugościć jak to Feliks określił "dwójkę rodzeństwa walczącą za Polskę".
Szybciutko dojechali do ich skromnej posiadłości. Od stara rozpadająca się chałupa i kawałek stodoły, drugie pół jak zdążyli się już dowiedzieć po drodze, sąsiad Andrzej mu spalił. Z zazdrości o lepsze potomstwo, gdyż jak już zdążył opowiedzieć po drodze miał on aż pięciu synów i trzy tylko córki. Trzech najstarszych poszło do wojska, gdzie też jeden poległ, jeden umarł jeszcze w wieku dziecięcym- utopił się, no a najmłodszy wciąż pomagał mu na gospodarstwie, ale zapowiedział że jak tylko skończy lat czternaście też pójdzie walczyć. Co do córek dwie już zamężne jedna wciąż z głową w chmurach, a już po dwudziestce. To się boji, żeby starą panną nie została.
— A pan ile ma lat?— Dopytywał kończąc powoli historię.
— Dwadzieścia dwa.— Rzucił losowym numerkiem idąc za powozem z tyłu prowadząc motor.
— O i co też bez ożenku?
— A nie spieszę się, trzeba się najpierw wybawić, wojnę wygrać...— Starzec zaśmiał się szturchając Natalię łokciem.
— To ten twój brat to taki bawidamek? Słusznie, ja to się pospieszyłem brałem bo ładna cycata, później babska znieść nie mogłem, chodź teraz gdy mi odeszła trochę tęskno za tym jej ciągłym jazgotem.— Przyznał wypływając myślami gdzieś dalej, pozwalając im na moment odetchnąć. Bardzo gadatliwy facet.— O i jesteśmy!
Podjechał pod same drzwi. Natalia czym prędzej zeskoczyła z powozu biegnąc co sił w stronę blondyna. Stanęła obok rzucając mu wściekłe spojrzenie coś jak "czemu mnie z nim zostawiłeś?".
— O, a to moje dzieci Tadeusz i Alina.— Zaprezentował szczególnie mocno naciskając na zniesmaczoną zachowaniem ojca brunetkę. Tadeusz machnął tylko w ich stronę ręką i bez słowa zabrał konia do spalonej części stodoł.
— Miło mi, ja jestem Staś, a to Nel.— Przedstawił się słodkim głosem i delikatnym uściskiem dłoni. Obie panie momentalnie wywróciły oczami.
— Super to ja idę na wieś.— Oznajmiła twardym krokiem idąc w stronę furtki.
— O nie, musimy ich ugościć to w końcu żołnierze.— Chcąc nie chcąc ten argument wydawał się na nią zadziałać westchnęła ciężko i z niechęcią popatrzyła na zgromadzonych kierując się do kuchni.
— Proszę, proszę trendy! A i uważajcie na trzeci stopień zapada się.— Zażył powiedzieć, jak zwykle Feliks Łukasiewicz najbardziej pechowy człowiek na świecie slesz. państwo. — O właśnie, jesteś cały?
To była ta sama nogą co wczoraj. Skinął jednak głową z uśmiechem po czym usiadł gdyż kontuzja w kolanie.
— Na pewno? Może ci to opatrzeć?— Alina momentalnie przestała grymasić, widząc jak twarz gościa wykrzywia się w bólu.
— Nie trzeba dam radę, no chyba że umiałabyś to...— Jakoś udało mu się podnieść i z nadzieją odpiął górę munduru pokazując gnijącą już ranę i ładnie zbudowany trochę pocharatany tors.
— Pan jest chyba nie poważny, z takim czymś bez żadnego opatrunku?!— Krzyknęła przejęta ponownie markotniejąc.— Spróbuję, ale niczego nie obiecuję.
— Zależy mi w sumie tylko na wyjęciu kuli.— Zaśmiał się, jednak pozostałym nie było do śmiechu, waliło stęchlizną.
— To wy idźcie, a ja może oprowadzę Nel po ogrodzie.— Białoruś odwróciła się w stronę "ogrodu".
Z niesmakiem spoglądała po kupkach upchanego gdzie nie gdzie gnoju. Nie zdążyła jednak zawetować tego planu. Kolejną godzinę spędziła wysłuchując opowieści o Andrzeju, który według jednej teorii był posłańcem samego Lucyfera, według inne to on rozpętał wojnę, według jeszcze innej pomógł doprowadzić Adolfa Hitlera do władzy, a to wszystko będąc bolszewickim komunistą.
Żeby to udowodnić zabrał ją do jego sadu. Gdzie zerwał jabłko prosto z drzewa i z jakimś zabawnym, to znaczy chyba zabawnym bo Natalia ani nie słuchała, ani się nie zaśmiała, rzucił prosto w okno dumy z siebie chowając się za snopek siana.
— Kurwa mać, moje okno!— Zawył łapiąc za widły.
Szedł prosto na nich ale skąd wiedział gdzie się ukrywają?- Leszek poraz kolejny zarzucił mu czarostwo, w ogóle pomijając fakt, że Natalia się nawet nie schyliła.
— W nogi!— Krzyknął ciągnąc zmęczoną tą błazenadą kobietę za sobą.
— Lechu ty złodzieju ty!— Wrzeszczał starając się ich dogonić.
Prawdopodobnie to nie pierwszy raz, bo jak na faceta po siedemdziesiątce dość sprawnie przebierał nogami, ba nawet płot przeskoczył, omijając przy tym lecące w jego stronę widły.
— Taki właśnie jest Andrzej.— Skwitował łapiąc oddech.— Kolacja!— Oznajmił wesoło wskazując na chałupę.
Polacy do naprawdę dziwni nieprzewidywalni ludzie, nie żeby jej byli jakoś bardziej rozgarnięci na pewno bardziej cisi. Przeskoczyła wadliwy stopień i nie czekając na zaproszenie weszła do środka zatrzymując się w progu. Leszek również ustał za nią z rozmarzoną miną wpatrujac się w rozbawioną parę popijając właśnie herbatę.
— O, Nela jak spacer?— Spytał na moment odrywając wzrok od rozmówcy.
Nie odpowiedziała zwierzyła oczy i z przymusem usiadła na przeciwko Aliny.
— Ocho widzę, że się polubiliście.— Na słowa ojca dziewczynie ponownie popsuł się humor.
— Tak, jak przyjaciele.— Zaznaczyła wstając od stołu żeby odcedzić ziemniaki.
Mimo to Leszek wciąż w durny sposób jakimiś migami pokazywał w jej stronę ułożone z dłoni serduszko. Czego kolwiek oczekiwał ostro mógł się na tym przejechać. Natalia szczerze wątpiła w miłość Feliksa do śmiertelników, kochał swoich ludzi jak każda personifikacja ale czysto platonicznie, z resztą znała go tyle lat i nigdy nie widziała, żeby ten lekkoduch z kimś romansował, no w pewnym momencie Ivan i Olena podśmiewali się, że niby rzekomo piepszy się z Litwą. Nikt ich nigdy nie przyłapał na czymś więcej niż przyjacielskie całuski w policzek, ale w tych czasach było to normą i dopiero teraz ludzie zaczynają od tego odchodzić.
— Skoczę jej pomóc!— Oznajmił wstając od stołu.
Nie zauważył błagalnego spójrzenia które wysyłała mu Natalia lub nie chciał zauważyć. Ponownie zostawiając ją sam na sam z tym podstarzałym dziadkiem. Jeżeli jeszcze raz zacznie gadać o Andrzeju przysięgła sobie odstrzelić mu jaja, albo przestrzelić sobie bębenki gdyby przeraziła się jak z Feliksem kilka godzin wcześniej. Miała szczęście, a do salonu przyszedł jego młodszy syn Tadeusz. Nie zdążył ściągnąć gumiakówm, kiedy dostał polecenie przyniesienia wódki z piwnicy. Chłopak napomknął coś o zmęczeniu, ale nie pozwolił ojcu się powtarzać i wybył po trunek.
Oczywiście, że Polsce spodobała się propozycja wypicia kilku kieliszków. Nie pił od Bożego Narodzenia, a to naprawdę długo jak na jego skromną troszkę pijacką osobę. Natalia nie piła z kolei od ponad dwudziestu lat, wierzcie lub nie ale Iwan nie wysyłał jej żadnych zapasów, sama też bała się wyjść za daleko żeby poszukać miasta tak więc żyła na wodzie ze studni i warzywach z ziemi.
Alina i Leszek natomiast wprawieni w boju zawodnicy pierwsi unieśli pełne kielichy, wznosząc Toast za spotkanie. Później kolejny za Polskę, kolejny za niepodległość, kilka szybkich bez intencji i kolejny za miłość.
Bimber lał się w naprawdę zastraszającym tempie, było to widać nie tyle po butelce co po panu Leszku, który z subtelnego podsuwania młodych ku sobie, stał się nachalnym typkiem pragnącym tylko wydać córkę jak najszybciej za mąż.
— Ja ci jej rękę i dupę oddaje, całą bież nawet jak ci ta pyskata buzia potrzebna.— Zażartował szturchając Aline ramieniem.
— Tato, przestań w końcu.— Warknęła wściekle.
— Ale co nie przystojny? Nie wiem nie jestem kobietą, zgaduje że jest.— Kontynuował łapiąc za butelkę rozlewając kolejny kieliszek.
Natalia i Feliks wymienili między sobą porozumiewawcze spojrzenia i grzecznie wstali od stołu, chcąc pożegnać towarzystwo i udać się do starego pokoju dziecięcego, gdzie Tadeusz przygotował im posłanie.
— Siadaj Stefan! Toć to ślub trzeba jeszcze obgadać.
— Jaki ślub? Tato ja wolę dziewczyny!— Zawyła raz na zawsze zamykając mordę nachalnemu ojcu. Ten jakby momentalnie wytrzeźwiał, przerażony wytrzeszczył oczy i zwrócił na stół cały wypity właśnie alkohol.
Nie udało wyjść się wcześniej, Feliks zobowiązany został pomóc ogarnąć ojca dziewczynie. Wyczyścił stół i pomógł położyć mężczyznę do łóżka. Nie było łatwo zwłaszcza, że za każdym razem gdy dotykała go Alina zaczynał bredzić coś o boskiej każe i wiecznym potępieniu.
— Dziękuję Polsko!— Zawyła głośno rzucając się na szyję blondyna gdy tylko drzwi do pokoju ojca się zatrzasnęły.— Czuje się o wiele lepiej gdy to powiedziałam.
— Szkoda, że cię wyklnął.— Westchnął ciężko szczerze zawiedziony obrotem sprawy, to w końcu jego dziecko jak można było w ogóle wypowiadać o nim takie rzeczy.
— To nic, nawet nie chciałam tu mieszkać. Czuje się taka wolna że świadomością, że da mi spokój. Jeszcze raz dzikiej Polsko.— Lamentowała wciskając się w jego pierś.
— Polsko...— Powtórzyła nie do końca pewna czy właśnie tego określenia użyła na Feliksa, który przecież był tu incognito i napisał nawet swojej nowej postaci długie Backstory byle tylko się uwiarygodnić.
— Powiedział mi, wiem też że jesteś Białorusinką. Nie powiem nikomu spokojnie.
— To mój obywatel, chciałem pomóc.— Bronił się widząc z jaką pogardą zerka na niego kuzynka.
— Wszystko jedno idę spać.— Oznajmiła nie czekając na Feliksa, który i tak w końcu dorównał jej kroku.
Przed pójściem spać udało się przygotować misę z wodą w której jedno po drugim mogło się obmyć. Pierwsza oczywiście Białoruś po pierwsze dlatego, że Polska był dżentelmenem po drugie dlatego, że był dużo bardziej ujebany. Tak, tego zwykłym brudem nie można było nazwać. Czuł się jak bezdomny, bo w sumie tak było, wyglądał jak bezdomny, a mimo to i tak facet chciał mu córkę oddać, co za ludzie niemożliwi.
Mini bala stanęła na podłodze pod łóżkiem, w tym jak i w w wielu domach na wsi wciąż nie było łazienki, czegoś co Feliks w swojej Warszawskiej kamienicy miał od odzyskania niepodległości. Odkręcił się więc twarzą do ściany czekając na swoją kolej.
— Chcesz tu zostać dłużej?— Spytała rozpinając przud koszuli. Marynarkę zgubiła już w przedpokoju ładnie spoczęła na wieszaku niepotrzebna w ciepłym domostwie.
— Nie, szczerze jestem na siebie zły, że zgodziłem się zostać.— Westchnął ciężko przejeżdżając dłonią po barierce łóżka.
— Z powodu tej homoseksualistki?— Spytała mocząc dłonie w wodzie.
— Nie, to akurat miłe kiedy można komuś pomóc. Chodzi mi o wojnę i o to że powinienem spieszyć się i wrócić na front, zamiast siedzieć tu popijając bimber z niedoszłym teściem.— Wyjaśnił rechocząc, uderzając głową o ścianę przed sobą.
— No, powinieneś jesteś strasznie chujowy.— Przyznała chlapiąc wodą wyżej wprost na wymęczoną buzię.
— Spierdalaj.— Mruknął zadowolony zaglądając przez ramię.
Nie wie czego się spodziewał, może piersi jak u Oleny, albo chociażby Iwana. Ciało Natali było dużo ładniejsze, bardziej proporcjonalne z delikatnie tylko zarysowanym biustem i drobną talią. Gdyby miał czas poczynił by dokładniejsze obserwacje, w tej chwili jednak dziewczyna odnalazła jego wzrok.
Żadno się jednak nie zaczerwieniło, a Feliks nie odwrócił głowy z powodu jej krzyków czy nieprzyjemnego spojrzenia. Nie, zrobił to z czystej przyzwoitości. Ściana chodź wydawała się pełna ciekawych historii, z napisami wyrytymi tępym nożem i odchodzącymi gdzie nie gdzie pruchniejacymi dechami, nie była tak interesująca jak ciało młodszego narodu.
— Pomożesz mi?— Spytała niechętnie nie radząc sobie z gęstą grzywą nie mieszczącą się w bali.
Wstał z drżącymi dłońmi muskając jej szyję ściągając z niej zabłąkane kosmyki. Milczeli co jakiś czas jedynie zerkając na siebie na przemiennie.
Dziewczyna słynęła ze swoich pięknych zadbanych, niemalże białych włosów. Długie i gęste sięgały jej za miednicę, jak na fakt że nigdy nie były podcinane nie dużo urosły od ich ostatniego spotkania. Uśmiechnął się na myśl o młodszej kobietce biegającej po jego starym folwarku, jego i Litwy.
Dzbankiem oblał nagromadzoną na czubku głowy pianę, już ostatnią. Co mu zostało to nałożenie ręcznika, ciężkiej raczej nie chłonnej szatki na jej głowę.
— Dziękuję.— Mruknęła zawijając na głowie turban. Bez krępacji podniosła się z nad miski zabierając z podłogi pozostawioną tam wcześniej bluzkę.
Nie miała żadnej dodatkowej odzieży poza tym. Wyjścia więc miała dwa, spać w tym, albo nago. Czy wstydziła się kuzyna? Oczywiście, że nie. Niem jednak podjęła decyzję odwróciła się w stronę Feliksa, półnagiego nachylającego się już nad wodą. Włożyła koszulkę, ściągnęła spódnice zostając na pożółkłych ze starości majtkach.
Przysiadła sobie na brzegu łóżka tuż przy głowie przyjaciela, bacznie go obserwując. Ani na moment nie oderwała wzroku od pokaleczonych barków. Z jednej strony nowo nałożony opatrunek już zdążył pokryć się szmaragdowym kolorem, z drugiej strony zagojone już blizny zbiegając w stronę serca.
— To po rozbiorach?— Spytała wąchając się czy aby powinna.
Na początku nie wiedział o co jej chodzi, dopiero po chwili jednak zorientował się, że kobieta nie spyszcza wzroku z jego poszarpanej piersi. Nikt nigdy o to nie pytał, zazwyczaj kiedy inne narody dostały ten zaszczyt, wpatrywania się w jego tors, albo milczały albo się śmiały. Nikt nigdy nie zapytał czy to ślady rozbicia. Nieśmiało przytaknął nabierając wody w ręce i chlapiąc ją sobie po twarzy.
— Boli?— Jej palce przejechały po wypukłych bliznach podczas gdy oczy wciąż utkwione były w tych należących do Feliksa.
— Nie, to w sumie nic takiego.— Odparł pewnym siebie głosem, delikatnie zdejmując jej dotyk z własnego ciała.— To tylko jedna z wielu, sama pewnie też masz kilka.
— Nie...— Szepnęła przerażona.
Kiedy miała się ich nabawić? Na zmianę zamknięta w Rosyjskich i Litewskich domostwach. Bezpieczna ale strasznie znudzona, jej życie było każdego dnia takie samo wcześnie zaczynała poranek, nie raz zastanawiając się dlaczego w ogóle wstaje tak wcześnie, przecież nie miała obowiązków. Dwórka przygotowywała jej wszystkie posiłki, czesała włosy, pomagała się ubrać czy umyć. Nie musiała nic robić wszystko było jej przynoszone na złotej tacy.
— To dobrze.— Natalia się z tym nie zgadzała, postanowiła jednak tego nie okazywać. Milczała obserwując jak polak kończy wieczorną toaletę i ociera twarz w kawałek porwanego ręcznika, który zostawił im na miejscu młodszy gospodarz.
Białoruś nie mogła zrozumieć jak po czymś takim można wciąż chodzić uśmiechniętym. Feliks non stop żartował, śmiał się i podśpiewywał. Wydawał się beztroski i Natalia szczerze wierzyła że właśnie taki jest, do puki nie odsłonił się przed nią świecąc gołym, poprzecinanym torsem.
Położyli się chwilę po północy, przed tym opłukali nogi w misce po kąpieli. Wymienili między sobą krótkie "dobranoc" kiedy oboje ułożyli się plecami do siebie. Żadno z nich jednak nie potrafiło zasnąć, nawet pomimo poprzedniej nieprzespanej nocy, sen omijał blondyna szerokim łukiem przynosząc złość i frustrację.
Musiał jutro wstać z samego rana, przejść kolejne kilometry w poszukiwaniu cywilizacji, może znaleźć trochę paliwa, albo klienta na kradziony motocykl. Udać się do Warszawy zrobić rozeznanie, obiecał odstawić dziewczynę do Iwana- ta myśl ciążyła mu najbardziej na umyśle. Chciał jej bezpieczeństwa, był już kilkukrotnie więźniem czy to w niemieckim obozie czy to u Iwana leżąc długie godziny w kałuż własnej krwi, tak nie zrobił by tego samego w stosunku do rodzinnej siostry, ale Ludwikowi nie ufał, a zostawiając ją w tym miejscu prawdopodobnie to on pierwszy położył by na niej łapy.
Z drugiej strony trzeba było odstawić ją pod sam nos Rosjanina, a to już wiązało się z ryzykiem. Jak miałby później uciec, Iwan otoczył się szerokim murem z własnych ludzi. O wiele bardziej przydał by się polskiej armii, a niżeli w radzieckiej piwnicy
Z potoku myśli wyrwał go cichu pomruk dochodzący zza jego pleców i ciepło drugiego ciała nieśmiało wciskającego się w jego plecy.
— Gdzie jest teraz Olena?— Na to nagle pytanie Feliks wyraźnie się spiął, co nie znaczyło nic dobrego, to że dłuższą chwilę postanowił milczeć zastanawiając się co jej odpowiedzieć, też nie napawało ją optymizmem.
Czy po niej też ślad zaginął? Może również siedziała zamknięta gdzieś głęboko w lesie zdala od cywilizacji i tak jak ona spędzała już drugą dekadę w słodkiej nieśmiałości, że w każdej chwili do jej domu zapukać może żołnierz ze swastyką. W głowie pojawiły się tylko źle scenariusze, tym czasem blondyn nareszcie postanowił się odwrócić, ubrany w typowy uśmieszek wyciągnął ku jej twarzy dłoń odrzucając wciąż wilgotny kosmyk na bok.
— Walczy, ale nie martw się o to z tego co wiem pilnuje linii frontu na południu ZSRR. Puki co jest bezpieczna.— Wyjaśnił.
— Dlatego nikt z nich po mnie nie przyszedł?— Jęknął ściągając trzęsący się głos.— Zapomnieli o mnie?
Zawyła żałośnie, zrywając z jego twarzy udawany uśmiech. Skąd miał wiedzieć, domyślał się o jaki powód może chodzić bywał na białoruskich ulicach w trakcie między wojnia, doskonale pamiętając, że raczej nikt nie używał na tamtejszych ziemiach języka innego niż rosyjski. Iwan dążył do rusyfikacji tak samo Ukrainy jak i Białorusi, a jednak tylko ta druga została wywieziona poza związek radziecki.
— Myślisz, że Iwan mnie jeszcze kocha?
— Oczywiście, że tak.— Odpowiedział natychmiast przyciągając ją bliżej siebie w kojący jej ból uścisk.— Jesteście rodzeństwem, po prostu czasami rządzą nami niewłaściwie osoby, czasami to jego władza będzie okrutna, czasami twoja będzie zła, na pewno jeszcze nie raz okaże się, że to po prostu świat jest zły, ale wy zawsze będziecie rodzeństwem.
Czy zawsze był dla niej taki miły i czuły? Nie potrafiła sobie przypomnieć, jak przez mgłę widziała tylko jego rozmazaną sylwetkę nie rzucającą się szczególnie w oczy. Pamiętała wciąż żywo jednak opowieści Iwana, to jaki Polska był w nich przebiegły, podły i bezwzględny. Ponoć kiedy zdobył Moskwę nie szczędził nikogo ni kobiet i dzieci, bezdusznie odcinał głowy i łamał kręgosłupy. To przez niego Tolys stał się taki butny, szczęście że Rosyjskiej personifikacji udało się go ponownie okiełznać. Dla Feliksa jednak Iwan nie widziała już żadnej nadzieji, powinno się go zabić.
— Nawet on jest zdolny do miłości.— Wybełkotał zamykając powieki.
— Dlaczego więc mnie zostawili?— Nie dawała za wygraną.
— Kazano mu to zrobić.— Dziewczyna uniosła swoją głowę do góry ciekawsko zerkając w stronę rozmówcy. Gdzie jest ten diabeł, którym straszył ją brat?
— A ty?
— Co ja?
— Kochasz mnie?— Spytała licząc najpewniej na coś innego niż salwa śmiechu wydobywająca się z ust blondyna. Wredny miał jeszcze czelność unieść do góry jedną powiekę i tak patrząc jej prosto w twarz odpowiedzieć:
— Nie. Śpij już.— Mruknął sprzecznie składając delikatny pocałunek na czubku głowy.
Dziewczyna zasnęła chwilę później, on natomiast dopiero nad ranem wciąż nie pewny co do swojego słabego planu. Obmyślając strategię jak pomóc jej, a przy tym nie zaszkodzić sobie.
*********
Jak się okazało pan Leszek nie pamiętał wyznania córki. Rano jak zwykle wstał skacowany budząc wszystkich domowników na śniadanie.
Ledwie zdążył zamknąć oczy, kiedy łomot uderzanych o siebie patelni wybił go ze snu na dobre. Jęknął niezadowolony zerkając na wściekłą blondynkę.
Jest wojna, nie czas na sen. Poraz ostatni zacisnął mocniej oczy przekręcając się na plecy szepcząc słowa modlitwy niemal bezgłośnie z wzrokiem wtopionym w pożółkłe kasetony, jeżeli Bóg istniał powinien zrozumieć dlaczego tak ciężko było mu teraz klękać.
Zimny nieprzyjemny dreszcz przeszedł po odkrytej skórze, tak szczelnie ukrytej w męskim ciele dzisiejszej nocy. Nim wstała się ubrać zabrała cały koc owijając się w niego jak w naleśnika. Zeszła z łóżka i metodycznie zaczęła się ubierać tak, żeby nie pozostawiać ciała ani na moment odkrytego.
Był już w środku modlitwy, ściskając przewieszony przez szyję krzyżyk pokornie recytował pacierz w nadzieji, że to wszystko skończy się szybko. Coś jednak uderzyło podrzucając jego ciało kilka centymetrów do góry. Wybuch.
Natalia zapiszczała upuszczając na podłogę okrycie i będąc już niemal w pełni ubraną wskoczyła na Feliksa mając nadzieję, że mężczyzna ją obroni. Tym czasem on sam był przerażony odepchnął od siebie dziewczynę i łapiąc za spodnie podbiegł do okna.
Nad lasem pojawiła się ciemna gruba chmura. Szybko wyłapał wzrokiem bombowiec, był już dawał za miejscem eksplozji i teraz kierował się prosto na nich.
— Uciekajcie, uciekajcie!— Krzyki przerażonego Andrzeja rozniosły się po niemal całej wsi.
Ludzie wybiegli z domów zupełnie nie wiedząc gdzie teraz mają się skryć. Część wybiegła w las, inni poprostu stanęli w miejscu rozkładając ręce, dzieci płakały, a matki nie potrafiły w żaden sposób ich uspokoić. Rozpętało się istne piekło.
— Nie będą marnować bomb na pojedyncze wsie.— Starał się myśleć logicznie i jak kolwiek uspokoić nie tyle ją co samego siebie.
Co kolwiek mogło strzelić teraz im do głowy, przecież zajęli już Polskę. Ludwik wygrał dlaczego więc bombardowania się nie zakończył. Wciąż ginęli niewinni cywile.
Zapiął pasek kurtkę przewiesił na szybko przez ramię i ile miał tylko siły w nogach wybiegł z domu ciągnąc za sobą podopieczną. Po drodze polecił gospodarzą by ci zrobili to samo.
Zgromadzeni na środku drogi mieszkańcy odrazy zainteresowały się facetem w mundurze polskiej armii. Otoczyli go niczym boskiego posłańca w nadzieji, że chłopak zdoła ich uratować. Na początku błagali o ratunek, pytali się co robić, gdzie uciekać; nawet nie zdając sobie sprawy z tego, że żołnierz przed nimi jest ich narodową personifikacją. Może był już zniszczony wojną, nie podobny do siebie, a może oni zbyt przerażeni żeby zwrócić uwagę na jego twarz. Z tłumu rozpoznał go tylko mały chłopiec dotychczas zapłakany siedmiolatek na widok Rzeczpospolitej uspokoił się i zrywając się matce z rąk rzucił się na jego nogi.
Nic nie mówił po prostu tak stał zanim zaglopotany blondyn odważył podnieść się go na ręce kontynuując swój szybki wywiady z miejscową ludnością. Pytania typu "Czy często bombardują okolicę", "Czy odwiedzało ich wrogie wojsko", "Ile kilometrów dalej jest miasto." i w końcu "Czy ktoś z zebranych ma piwnice?" nastała cisza, którą przerwał dopiero Leszek.
—Mam ziemiankę kawałek dalej w lesie.— Wyjaśnił pospiesznie starając się nie panikować.
— Świetnie prowadź!— Rozkazał.
Wszyscy ruszyli biegiem prosto za Gospodarzem. Może nie była to najlepsza alternatywa, ale powinno wystarczyć bomba musiała by upaść centralnie na schron, żeby zabić wszyatkich zgromadzonych, co było mało prawdopodobne z racji obszaru.
Feliks wiedział też jak działają naziści, wolą wybrać sobie najładniejszy, największy obiekt, byle zmniejszyć morale niż pusty leśny obszar.
Miejsca nie było za dużo, a samolot był już niemal nad ich głowami. Pierw wpuszczono dzieci, później starców i na końcu kobiety. Jakimś cudem wszystkich już prawie udało się upchnąć. Sam wskoczył jako ostatni łapiąc za właz.
Ludzie w środku siedzieli jak na szpilkach ze złożonymi do modlitwy rękoma i zaciśniętymi mocno oczyma.
— Wszyscy są bezpieczni?
Nikt nie ośmielił się nawet skinąć głową wszyscy wpatrywali się w jego stronę ze strachem jak gdyby zobaczyli ducha. Zmęczone zapłakane twarze i uginające się ze strachu kolana.
— Feliks Łukasiewicz, Pan Polska...— Szepnęła staruszka. Zamarł, zwykle mieszkańcy wsi go nie rozpoznają i chodź faktycznie było to trochę przykre, nie narzekał. Miał spokój przynajmniej na wsiach.
— To naprawdę Pan...— Zawyła żałośnie inna kobietą padając przed nim na kolana. Co było dość niebezpieczne zważywszy na ilość miejsca i ludzi.— Pan nas uratuje...
— Nie wiedziałem że pan żyje...— Zawył żałośnie Andrzej.— Czyli jest nadzieja.
Nagle jakby ręką odjął, ulga zastąpiła strach i gniew malujący się na ich twarzach. Do jego osoby zaczęła ustawiać się kolejka, każdy chcący chociaż na moment wtulić się w personifikacje, ukoić swój ból w nieumarłym państwie.
Było to dla Natali czymś niespotykanym, Iwan trząsł swoimi poddanymi i chodź ci szczerze wyznawali mu miłość, nigdy nie odważyli się podejść. Był niedostępny, wystawiony ponad ołtarze skąd można było na niego tylko tęskno spoglądać. Z kolei ona sama nigdy w pełni nie czuła się jak państwo, nigdy też nim nie była, zawsze w cieniu funkcjonując tylko jako nic nie warta grupa etniczna. Jej ludzie nie wiedzieli jak wygląda, mimo tego czuli się Białorusinami.
Dla Feliksa zawsze było to dość krępujące, stawianie go na równi z Bogiem, byłby przecież nikim gdyby nie ludzie. Jego ludzie, narodowi bohaterowie, żołnierze, wynalazcy, poeci i artyści- gdyby nie oni w ogóle by go tu teraz nie było, to on powinien kłaniać się przed nimi.
— Proszę, teraz naprawdę potrzebujemy chwili ciszy i modliwtyw.— Zaproponował cudem unikając kolejnego pocałunku starsze kobiety.
— W radiu mówili, że Pan nie żyje. Zginął Pan w Niemieckiej niewoli.— Tym razem odezwała się kobieta w wieku Aliny. Szczupła, wysoka brunetka spoglądała na niego z niedowierzaniem. Jakby co najmniej zobaczyła ducha.
Ludzie zamilkli przypominając sobie słowa radiowej transmisji z przed miesiąca. Faktycznie cała rzesza świętowała jego śmierć, podczas gdy on rzeczywiscie w niewoli był, ale uciekł krótko po pojmaniu.
Gilbert sam mu to umożliwił zostawiając zapasowe klucze w drzwiach jego celi, niby przypadkiem.
Wtedy właśnie coś wybuchło, ziemią się zatrzesła, w uszach im zapiszczało i ogłuszyło na dobre dziesięć minut zanim, ktoś głośno krzyknął przepychając się w stronę wyjścia. Nawet Feliks nie zdołał go powstrzymać.
Tadeusz syn gospodarza wpuścił do mikro ziemianki nieznaczną ilość gęstego dymu i unoszącego się wraz z nim popiołu. Wszystko stało w ogniu.
Paliły się słomiane dachy, i drewniane stodoły. W miejscu upadku pompy pojawił się głęboki dół, Łukasiewicz przegnał się stając nad nim. Boże gdyby ich schron stał bliżej wsi, nikt by teraz nie żył.
