Chapter Text
Po korytarzu. Niosło się ECHO kroków. Pewny siebie a mimo to lekki chłód był charakterystyczny tylko dla jednego mężczyzny w budynku. CEO Wielkiej firmy transportowej. Z zewnątrz wydawało się, że jest to chłodny, opanowany człowiek. Nikt nie wiedział jednak, że kilka miesięcy temu coś się w nim zmieniło. On sam nie rozumiał, co to było. A może wiedział, ale nie chciał się przed samym sobą przyznać.
Witamy, Panie Arkadiuszu. - odezwała się sekretarka w recepcji.
Była to młoda dziewczyna, ledwo po zrobieniu magisterki. Nie była pewna, jakim cudem w tej ekonomii tak łatwo znalazła pracę, ale darowanemu koniowi nie patrzy się w zęby. Szczególnie, że płaca nie była podła, a szef nie jest Januszem.
Dzień dobry. - odpowiedział jej prezes. W jego głosie dało się wychwycić pewien rodzaj zamyślenia.
Dziś czekało go spotkanie z pewnym naukowcem. I czystym przypadkiem jego nazwisko brzmiało bardzo znajomo. Podobnie do tego, które od pół roku go prześladowało. Spędzało mu sen z powiek. Nękało go.
Ale to przecież nie mógł być on. To nie mógł być ten sam człowiek, który złamał serce jednemu z bogatszych ludzi w kraju.
Lekko poirytowany mężczyzna usiadł przy swoim biurku. Spojrzał na zegarek. Do spotkania zostało jeszcze kilka godzin, także miał czas usiąść do pracy. Szkoda tylko, że napięcie rozrywało go od środka do tego stopnia, że nie mógł usiedzieć spokojnie.
“Ogarnij się. To na pewno nie jest on.” - starał się racjonalizować, wiercąc się w fotelu. - “przecież nie żyje.”
Ta druga myśl spowodowała pewien ścisk w jego sercu. Pamiętał, jakby to było wczoraj, jak dowiedział się, że mężczyzna, którego potajemnie obdarował swoimi uczuciami, zniknął z powierzchni ziemi. Wtedy przeżywał to okropnie. Nadal to przeżywał. Nigdy wcześniej nie czuł takiego komfortu przy drugiej osobie. Nigdy wcześniej nie było mu z nikim tak dobrze. Nigdy wcześniej i nigdy później nie był tak podekscytowany, żeby po prostu z kimś porozmawiać. Przez miesiąc, od kiedy się dowiedział o zaginięciu, nie pojawił się ani razu w biurze. Kolejnych kilka tygodni nie mógł się skupić na tym, co robi. A później przeszedł na autopilota. Wchodził do biura, wypełniał dokumenty, podpisywał papiery, podejmował jakieś decyzje. Robił to ze swoją naturalną skrupulatnością, a jednak nie wydawał się podczas tego przytomny. Jakby tylko widok jego miejsca pracy powodował pewien stopień dysocjacji.
Dziś jednak było inaczej.
Bo to dziś, nagle i czystym przypadkiem, pojawił się człowiek o tym samym nazwisku i tej samej profesji, co jego utracony sekretny kochanek. Arek pokręcił głową. To wszystko strasznie go męczyło. Gdy ponownie spojrzał na zegarek, przeszedł go zimny dreszcz. Przez chwilę przejechał rollercoaster emocji, a wychodzi na to, że minęło tylko kilka minut? Westchnął ciężko i spróbował usiąść wygodniej w fotelu. Spojrzał na monitor komputera. Powinien się, mimo wszystko, skupić na pracy.
Ale nie był w stanie.
Jego głowa była zajęta myślami o długich, brązowych włosach spiętych w kok. Myślami o wesołych, piwnych oczach. O delikatnym zaroście. O Pawle.
To nie miało sensu, z racjonalnego punktu widzenia. I on to wiedział. A mimo to, nie potrafił odrzucić od siebie tych wyraźnych wspomnień. Tego głosu, tego śmiechu i tego ciepła. To wszystko niemal tańczyło w pewien, kpiący, sposób. Ta fantazja spowodowała, że aż sam się uśmiechnął do siebie. Jego serce wypełniło się nadzieją, że może jednak, że może jakimś cudem to będzie ta sama osoba. Że w jego drzwiach pojawi się mężczyzna, którego usta tak bardzo chciałby poczuć na swoich.
Ta myśl go zdziwiła. Z jakiegoś powodu poczuł się zawstydzony tym, że w ogóle pozwolił sobie na tak nieprzyzwoite fantazje. Skarcił się w swojej głowie za myślenie o takich rzeczach. Szczególnie będąc w pracy. Pokręcił gwałtownie głową, jakby chcąc wyrzucić z niej te wszystkie przemyślenia. Był w pracy. Powinien się skupić na niej.
*****
W końcu jakoś zmusił się do wykonywania obowiązków. Co jakiś czas i tak rozpraszały go wspomnienia o badaczu. Chwytała go nostalgia, tęsknota. Wypełniając dokumenty przypominały mu się chwilę, kiedy razem organizowali wyjazd. Kiedy wstukiwał kwoty w program, wspominał sobie planowanie wydatków na ekspedycję. Wszystko co robił i tak w jego głowie sprowadzało się do dawno utraconej miłości. W pewnym momencie już poddał się z pracą. Jego zadania i tak nie miały bliskiego dedlajnu. Westchnął głośno i opadł na fotel.
Lekko się w nim bujając zaczął sobie dokładniej przywoływać wydarzenia sprzed roku. Może to z jego winy to się stało? I to nie dlatego, że pomógł w ogóle im wyjechać, a dlatego, że zrobił za mało. Może zabrakło im pieniędzy? Może źle zabezpieczyli leki albo nie było ich stać na utracone jedzenie? Albo skończyło się paliwo i musieli podróżować przez podejrzane miejsca pieszo?
Znał Pawła. Wiedział bardzo dobrze, że odjąłby sobie od ust dla większego dobra.
W tym krótkim momencie Arek pozwolił sobie na egoistyczną myśl, że to on powinien być tym większym dobrem.
*****
Zegar nadal tykał. Nadal był jeszcze czas do spotkania. Przynajmniej, co jakiś czas wracając do swoich obowiązków, mijał trochę szybciej. Teraz, będąc na bieżąco ze swoimi zadaniami, nie miał już co robić. W pewien sposób praca mu się skończyła. Więc tylko siedział to stukając rytmicznie w stół palcami, to lekko kręcąc się w swoim fotelu, regularnie zerkając i przewiercając wtedy oczami zegarek.
To wszystko było ekstremalnie męczące. Ale twardo siedział i czekał. Dawno nie czuł stresu ogólnie. A teraz? Jakby znowu miał bronić magisterki. Lekko trzęsły mu się dłonie, miał też wrażenie, że serce mu wypełźnie gardłem. Ewidentnie był poddenerwowany. Teraz jeszcze musiał czekać na wyjaśnienie tej sprawy. Potwierdzenie, że to inny człowiek. A do tego zostały jeszcze niecałe dwie godziny. Biznesmen lubił eksperymentować, ale edging to nie była jego para kaloszy. Na szczęście było już bliżej niż dalej do tego przeklętego spotkania. Chociaż po krótkim zastanowieniu – to było chyba gorsze niż sam początek dnia. Był w końcu coraz bliżej punktu kulminacyjnego.
Na skołatane nerwy, jak powszechnie wiadomo, pomaga kofeina. Zadzwonił więc do swojej sekretarki, by załatwiła mu kawę. Gdy przyszła, aż sama się zmartwiła wyglądem swojego szefa. Nigdy nie widziała go w takim stanie. Nie odezwała się słowem odstawiając kubek z kawą na biurku, jednak jej twarz zdradzała więcej niż by chciała.
- Ula? - odezwał się mężczyzna.
- Tak? - odpowiedziała pytaniem, wyrwana z lekkiego zamyślenia. Już miała się kierować do drzwi, a tu tak nagle została zatrzymana.
- Czy coś się stało?
- Nie, nic. - zapewniła energicznie. Szybko się uspokoiła i powtórzyła. - Nic się nie stało...Po prostu wygląda Pan... jakby trochę gorsze samopoczucie Pana dopadło. Jeśli potrzebuje Pan odpoczynku, to możemy odwołać spotk-
- Nie! - niemal podniósł na nią głos. Dziewczyna aż się przestraszyła. To było do niego niepodobne. - Ekhm. Nie. To po prostu wina pogody. Zmienne ciśnienie, wiesz jak jest. - powiedział, poprawiając golf.- Nie masz się czym martwić.
-Dobrze. - odpowiedziała na to Ula. Pochyliła głowę i szybko zawinęła się z biura.
Po zamknięciu drzwi wzięła do ręki telefon. Pisała ostatnio z koleżankami, żartując sobie. Ale może te żarty miały jakieś ziarno prawdy w sobie?
Arkadiusz westchnął ciężko po raz kolejny. Wkurzył się trochę na samego siebie. “Zobacz, co ty ze mną robisz, nawet z zaświatów!” przeklął Pawła w myślach. Że też dał się tak głupio ponieść emocjom. Spojrzał na kubek kawy, który stał zaraz obok zegarka. Może jak będzie brał łyk na minutę to szybciej mu czas minie? Prychnął pod nosem na tak infantylny pomysł, a potem wziął ogromny łyk. Słodki smak tego latte rozpłynął się na jego języku. Jak to dobrze, że miał kawiarnię na parterze swojego budynku. Kawa pomogła wypełnić jego umysł przyjemnymi myślami o siedzeniu przy stoliku w przytulnie udekorowanej kafejce. Dawno tam nie był osobiście, a pamiętał jak przyjemnie było siedzieć otoczonym roślinnością i zapachem świeżo mielonych ziaren. Co byłoby lepsze to tylko picie jej w jego domku w górach, patrząc na zamglone pejzaże. A to świeże powietrze i komfort, to to, czego mu tak cholernie brakowało.
Z jego rozmarzań wyrwał go brutalnie telefon służbowy.
- Tak, słucham?
- Panie Arkadiuszu, Pan Skoczek odwołał przed chwilą spotkanie.
