Actions

Work Header

Fourth

Summary:

Dzień jak co dzień. Morderstwa i pocałunki.

Notes:

Oryginalnie opublikowane dnia 19.04.2017.

Work Text:

Mieli dotrzeć na miejsce pod wieczór. Ale w drodze zostali zaatakowani i walka była długa i nużąca. Hidan, który był już cholernie zirytowany, że nie mógł złożyć ofiary dla Jashina, oczywiście zdenerwował się i jego przeciwnicy to wykorzystali.
Dlatego srebrnowłosy stał teraz blisko swojego partnera, by ten mógł prawidłowo przyszyć jego głowę na miejsce. Wokół nich na ziemi walało się kilkanaście trupów.
- Który to już raz? - zapytał Kakuzu tym swoim kpiącym tonem.
Hidan wciągnął mniej lub bardziej dyskretnie zapach, który go ogarnął, gdy tylko zamaskowany się zbliżył. Jego oczy błysnęły dziko.
Prychnął w odpowiedzi na jego słowa. Ten stary, obleśny sknerus nie mógł go nie wyśmiać.
- Nie ruszaj się - skarcił go i unieruchomił głowę jashinisty, przytrzymując dwoma palcami jego brodę, na co Hidan oblizał wargę.
Stary, obleśny sknerus, który tak kurewsko go podniecał.
- Jesteś niemożliwie bezwstydny - warknął Kakuzu, patrząc na to i doskonale odczytując myśli partnera.
A potem włożył mu palec do ust. Jashinista lubieżnie się uśmiechnął, owijając wokół palca język i spoglądając mu prowokująco w oczy. Kakuzu zmarszczył brwi na ten gest i po chwili prychnął, puściwszy Hidana.
- Idziemy - zarządził i wyminął go z zamiarem wznowienia wędrówki z powrotem do bazy.
- Och, Kakuzu! - burknął przez zęby jashinista, niezaspokojony. Chwycił za ramię partnera i odwrócił go ku sobie, na co ten o dziwo pozwolił, bo przecież był silniejszy i bez problemu mógł się temu oprzeć. Hidan skorzystał z tego przyzwolenia i bez ceregieli ściągnął maskę Kakuzu, po czym chwycił za kark, przybliżając się do niego.
Pocałunek był agresywny, chaotyczny, pełen pasji i wyrażał całe to zniecierpliwienie Hidana, które rosło od ich ostatniego zbliżenia.
Jashinista początkowo kąsał wargi partnera, choćby chciał je poszarpać na strzępy, jednak Kakuzu niezadowolony tym poczynaniem srebrnowłosego odsunął twarz, by mu przerwać "zabawę", po czym sam ugryzł jego dolną wargę z całą mocą. Hidan jęknął głośno, gardłowo, prowokująco, co, nie wiedzieć czemu, bardziej Kakuzu zirytowało. Kąsał więc rozeźlony policzki, brodę, czasami szyję srebrnowłosego, sprawnie uciekając przed jego "atakami". Potem wpił się w opuchnięte usta partnera, na moment zwalniając tempo. Języki otarły się o siebie, Kakuzu złapał podstawę czaszki Hidana i docisnął ich wargi mocniej. Poczuł gorący oddech niższego mężczyzny na swoim policzku wydychany przez nos. Sam również westchnął i zamarł, próbując zapamiętać smak spękanych, opuchniętych ust tego szaleńca.
Ugryzł władczo po raz ostatni dolną wargę Hidana i puścił go.
- Idziemy - powtórzył swoją wcześniejszą kwestię.
Tym razem partner go nie zatrzymał.
- Dobra, dobra... - mruknął tylko, zadowolony, a Kakuzu uśmiechnął się pod nosem, zakładając z powrotem maskę.
Do wieczora zostało tylko parę godzin.