Actions

Work Header

Trzeszczące radio zagłuszy perfekcję

Summary:

Zamknięci w brudnym hotelu Shilo i Grefgore odkrywają radio. Shilo długo się do tego przygotowywał.

Notes:

Bizly opisywał jak Shilo do wszystkiego praktycznie przygotowywał się sam i pomyślałem, że to bardzo ciekawa sprawa. Patrząc na to, że nie mógł nawet rozmawiania ćwiczyć z innymi, wątpię, aby mama pozwoliła mu ćwiczyć tańce a wszyscy wiemy, że to najważniejsza część życia na dworze.

Nie wiem czemu tag brzmi "Bathroy" bo sprawdzałem specjalnie transkrypt odcinka i nazwisko Shilo brzmi Bathory ale no cóż

(See the end of the work for more notes.)

Work Text:

Shilo Bathory oglądał świat przez szkło. Każdy obraz, scena, aktor i rekwizyt były dobrane dokładnie tak, aby pasowały do wszystkiego dookoła. Skrypt, napisany przez coś potężnego i wiecznego, był znany każdej żywej istocie, przedstawiany w krótkich scenach czekających na każde jego spojrzenie. Przerażająco idealne widowisko traciło na wartości widziane bez krat bezpiecznie je otulających. Bez nich, uprzednio dopracowane dzieło, zadbane i napisane przez jego matkę, okazywało się być niezaplanowane i do sedna wypełnione pasożytnami.

Obrzydliwe. Wszystko było w nieładzie, każdy wydawał się zapomnieć, jaką rolę miał odgrywać. Ignorować nie tylko jego zachcianki, ale też naturę tego świata. Patrzyli na niego beznamiętnym spojrzeniem, jakby nie wiedzieli, jaki powinien być ich następny ruch. Świat po raz pierwszy był nieprzewidywalny.

Było w tym piękno. Jego fascynacja wydawała się tylko rosnąć, nawet jeśli początkowo Los Angeles przytłoczyło go swoją brzydotą. Cały ten nieład, brud, niedbalstwo. Równie przerażające co cudowne. Stąd pierwsze dni wolności spędził pełen sprzecznych emocji, bijąc się z myślami, zamiast cieszyć się wszystkim dookoła.

Miejsce, w którym się zatrzymali, było nad wyraz szpetne. Kolory ścian gryzły się z każdym meblem, których powierzchnia pokryta była plamami nieznanego pochodzenia. Brzydkie cienie tliły się w kątach, bo żyrandol wiszący krzywo nad dwuosobowym łóżkiem miał tylko jedną, ledwo działającą żarówkę. Jedynie widok z okna ratował tą dziurę, obdarowując go niezłym widokiem miasta. Niewiele to jednak dawało. Budynki były zbudowane bez polotu, światła samochodów oślepiały nieprzyjemnie, a gwiazdy przykryte zostały jasnoszarą powłoką i były praktycznie niewidoczne.

Ciszę, oraz jego przemyślenia, przerwało okropne trzeszczenie. Wzdrygnął się odwracając się gwałtownie od okna i wlepiając wzrok w brązowowłosego strażnika, który właśnie z przerażeniem wpatrywał się w niewielkie pudełko. Jego dłoń spoczywała na niewielkim pokrętle, zaraz jednak poruszyła się, a nieprzyjemny dźwięk zastąpiła muzyka. Grefgore, w końcu zauważywszy wzrok księcia na sobie, wyprostował się stając na baczność.

- Proszę wybaczyć mój książe - na jego twarzy poprzez ciekawość próbował przebić się strach. Shilo otworzył usta, aby uspokoić kompana, ale strażnik kontynuował w rosnącej panice.

- Nie oczekiwałem, że magiczne pudełko wyda tak okropny dźwięk, nigdy intencjonalnie nie skrzywdziłbym waszych delikatnych uszu. Jeśli życzycie sobie mojej śmierci, to-

- Nie, nie - blondyn westchnął ciężko, chociaż wcale nie potrzebował powietrza. Nie mógł sobie wyobrazić, że mógłby kiedykolwiek zażyczyć sobie śmierci strażnika. Prawdopodobnie nie powinien się dziwić, że mężczyzna podejrzewał go o taką reakcję, chociaż kłuło go to w serce. Zbyt wielu wysłał na śmierć, aby Grefgore teraz z łatwością uwierzył w jego sympatię do niego. Sam był sobie winny.

- Nie musisz przepraszać Grefgore, po prostu nie spodziewałem się tego - jego towarzysz rozluźnił się widocznie, uśmiechając się do niego teraz delikatnie - Co robiłeś z tym diabelstwem? Czy jest jakiś powód, dla którego postanowiłeś je ożywić?

Pudełko nadal wydawało z siebie muzykę. Jej brzmienie nie było czyste, chociaż szum zelżał. Sama w sobie jednak była całkiem przyjemna. Przypominała mu utwory, do których uczył się tańca. Jako książe dorastał z najlepszymi muzykami wampirzego świata gotowymi zagrać na każde jego zawołanie.

- Czysta ciekawość mój książe. Musiałem upewnić się, że nie jest to coś niebezpiecznego, co mogłoby was skrzywdzić.

Pokiwał głową ze zrozumieniem. Powinien był się domyślić, że wampir starał się po prostu jak najlepiej wykonywać swoją pracę. Mimo tego, iż było to oczywistą częścią jego obowiązków, to zrobiło mu się miło. Doprawdy, zawsze mógł liczyć na swojego kompana. Żadne mury ani kraty nie obronią go z taką werwą, z jaką zrobi to Grefgore.

- Czy powinienem uciszyć magiczne pudełko mój książe? - dłoń strażnika zacisnęła się na rękojeści miecza, który miał u pasa. Shilo ledwie pamiętał, aby zaprzeczyć, wpatrując się w ustrojstwo w zamyśleniu. Niewidzialna orkiestra grała równo, tempo utworu było stałe. Niezmienne. Zaplanowane. Dopracowane do perfekcji. Kompletnie inne, niż ich obecne miejsce zamieszkania. Czyste.

- Potrafisz tańczyć? - wyrwało mu się. Oczami umysłu widział każdy ruch, każdy krok. Spędził godziny, noce ćwicząc. Krążąc po komnacie udając, że kiedyś mu się to przyda. Że kiedyś rzeczywiście będzie miał okazję z kimś zatańczyć. Patrząc na to gdzie był i dlaczego, raczej się na to nie zapowiadało. Jeśli kiedykolwiek trafi z powrotem w środowisko wyższych sfer, to matka przywiąże go za jelita do okiennych krat i nigdy już nie pozwoli mu wyściubić nosa poza pokój. Ścisnęło go w żołądku, szybko więc wyrwał się z myśli. Grefgore patrzył na niego, jakby właśnie stanął na głowie.

- Tańczyć? - przez chwilę strażnik myślał, jakby przywoływał bardzo odległe wspomnienie - Trochę, mój książe, chociaż jestem pewien, że to nic w porównaniu do waszych umiejętności. Ale tak, w wiosce tańczyło się okazyjnie z pannami. Jeśli mogę, skąd to pytanie?

Ciekawiło go, jak to jest. Mieć wspomnienia z życia, które się straciło. Podejrzewał, że nie różni się to za bardzo od tego, jak on obecnie wspominał zamek. Przez chwilę badał wyraz twarzy kompana. Niewiele z niego odczytał oprócz oddania i odrobiny ciekawości.

- Ten utwór - zaczął Shilo i od razu natknął się na problem tego, że nie do końca wiedział, co próbuje osiągnąć - Ma dobre tempo.

Grefgore, rzecz jasna, pokiwał głową zgadzając się z jego opinią. Książe oblizał usta próbując znaleźć odpowiednie słowa. Domyślić się, o co chodziło. Bo szczerze nie wiedział.

- Czy zechciałbyś… - po raz pierwszy czuł się naprawdę, szczerze speszony. Znał dobrze niepokój, nawet niepewność. Ale uczucie zmieszania, pewnego… zawstydzenia, to było nowe. Było też głupie, w końcu był księciem. Każdą jego zachciankę i potrzebę należało od razu zaspokoić i nikt nigdy nie miał prawa odmówić. A jednak, denerwował się. Może dlatego, że chciał, aby Grefgore zgodził się z własnej woli, nie obowiązku. Co również było absurdalną myślą.

- Zatańcz ze mną. Proszę - jakież to powinno być okropne, proszenie, błaganie o coś kogoś, kto jest nieporównywalnie mniej ważny niż on sam. Pomimo zawstydzenia i pewnej dozy strachu, coś podpowiadało mu, że się nie zawiedzie.

Brunet patrzył na niego przez chwilę niepewnie, po czym jego uśmiech poszerzył się. Może tylko mu się wydawało, ale nawet oczy strażnika rozświetliły się radością.

- Oczywiście, mój książe - mężczyzna przeszedł przez pokój, aby stanąć przed nim i wyciągnąć zachęcająco rękę. Pomieszczenie było tak niewielkie, że stał praktycznie na jego środku, tuż obok łóżka.

Shilo powoli ruszył się i dołączył do kompana. Trzeszcząca muzyka przygrywała im, kiedy łapał towarzysza za rękę i stawał naprzeciw niego. Dziwnie było czuć czyjeś ciało tak blisko swojego. Kompletnie nie był do tego przyzwyczajony i ich pierwsze ruchy były przez to dość niezgrabne. Grefgore nie wydawał się tym przejmować, ale Shilo przygryzł wargę i zmarszczył brwi w skupieniu. Powinien był się tego spodziewać, a jednak i tak zdziwiło go, że ciało strażnika nie ruszało się w pełnej synergii z nim. W wyobrażeniach blondyna zawsze jego partner poruszał się tak, jak sobie tego zażyczył, zawsze dopasowując się do młodego księcia. To jednak nie były jego próby, jego kroki nie odbijały się echem od pustych ścian, a taniec nie był nawet bliski perfekcji. Grefgore, chociaż bardzo się starał, zdecydowanie nie ćwiczył tańca od bardzo długiego czasu. Pewnie dlatego, że zaczął pracować na zamku. Jego ruchy były niedokładne, ale pełne werwy. Zachowywał się bardziej, jakby znajdował się na weselu, niż na eleganckim balu, do których Shilo się przygotowywał. Byli nieskoordynowani, żadne z nich nie wiedziało, czy ma prowadzić, czy podążać za drugim.

Ich taniec był zupełnie jak wszystko, co ostatnio poznał. Jak Los Angeles, jak Emizel, jak sytuacja polityczna, którą tu zastał. Chaotyczny. Niepasujący. Piękny. Prawdziwy. Poczuł jak pieką go oczy, chociaż na twarz cisnął mu się uśmiech. Muzyka grała, a on oparł czoło o bark strażnika.

- Mój książe? Czy wszystko w porządku? - czuł, jak Grefgore próbuje się zatrzymać, ale wystarczyła odrobina siły, aby przekonać go do dalszego poruszania się w rytm utworu. Nie odpowiedział na pytanie, bo szczerze nie wiedział, co miałby powiedzieć. Brakło mi słów. Po raz pierwszy z kimś tańczył i szło mu to okropnie. A jednak, było tak cudownie. Przez całe życie dążył do perfekcji i nie był pewien co zrobić, kiedy jej brak go zadowolił. Nie do końca rozumiał czemu. Wielu rzeczy ostatnio nie rozumiał. Krew spływała mu po policzkach.

Piosenka skończyła się, co było dla niego nie lada zaskoczeniem. Nie był pewien, jak działa dziwne urządzenie, ale nagłe kończenie utworu w ten sposób wydało mu się mało przyjemne. Głos, zbyt przykryty szumem, aby go zrozumieć, zaczął o czymś rozprawiać. Zatrzymali się, Grefgore rzucił niespokojne spojrzenie w stronę magicznego pudełka, a potem spojrzał na niego przepraszająco.

- Ja, przepraszam, nie rozumiem, czemu pudełko przestało grać - mruknął speszony strażnik. Shilo odsunął się od niego delikatnie ocierając łzy z policzków.

- Nie przejmuj się tym Grefgore. Sprawiłeś mi wielką radość - mężczyzna wydawał się zaskoczony jego słowami, ale zaraz jego twarz rozpromieniła się.

- Cieszę się, książe - jego ton głosu był wyjątkowo ciepły. Pewny. Shilo nie wątpił, że ulegnie to zmianie. Strażnik przypomni sobie, do czego prowadzi zadawanie się z księciem. Musiał więc cieszyć się tym teraz, ta chwilą pewności siebie. Tą chwilą szczerego uśmiechu.

Przyjdzie czas, kiedy to się zmieni. Kiedy przypomni sobie o tym, jak okropne jest to miejsce. Jak nieład prowadzi jedynie do upadku i śmierci. Ale ten jeden raz, mógł cieszyć się brakiem perfekcji. Tą jedną noc, mógł spędzić tutaj. Nie zamknięty w swoim pokoju, tylko odpoczywając między przygodami z kimś, komu mógł zaufać.

Notes:

Jeśli są jakieś błędy/literówki to umrę

Może kiedyś wezmę się za tłumaczenie tego na angielski, kto wie; póki co próbuje dokończyć po prostu wszystkie zaczęte fanfiki jakie posiadam