Actions

Work Header

piętro pierwsze

Summary:

gluptale sie wymykaja z domu w srodku nocy by byc pedalscy

Notes:

nie chcialo mi sie sprawdzac tego wiec raczej sa bledy

Work Text:

Czerwcowe lekcje zawsze wydawały się takie beztroskie i upojne. Zamiast trudu zadawanego sobie resztę roku jest się nagradzanym spokojem i luzem, o ile nie planuje się spotkania w sierpniu.

Dzwonek sygnalizujący koniec siódmej lekcyjnej rozległ się po budynku, co dla Chestera oznaczało koniec lekcji w tym dniu. Pozbierał swoje rzeczy do plecaka i opuścił klasę.

Chłopak w ciszy maszerował w stronę drzwi szkoły, aby opuścić ją po skończonym dniu. Mimo tego, że większość czasu rozpierała go energia, to teraz czuł, jakby jej całość została z niego wyssana, co było dość nietypowe dla tej pory roku w szkole.

Denerwowało go zachowanie osób z jego klasy. I żeby nie było - zachowuje się podobnie, ale nie jest to takie męczące, jak oni.

Powiedział szybkie 'do widzenia' nauczycielce pełniącej dyżur nieopodal wyjścia, po czym uchylił drzwi, i wyszedł.

Był zbyt zajęty znajdowaniem idealnej piosenki do posłuchania w międzyczasie - ponieważ jego bardzo elicystyczny gust nie pomagał mu w wyborze między słuchaniem czernobylu zdrój, czy dezertera (myśli, że im bardziej komercha, tym gorzej) - aby zauważyć, kto czeka na niego na skwerze.

- Haloooo!!! - Zaczepił go długowłosy chłopak z lekkim grymasem na twarzy, zauważając jego nieuwagę.

Ta czynność przyczyniła się do tego, że Chester podskoczył lekko, odwracając się w jego stronę z wytrzeszczem, który prędko zamienił się na szczery uśmiech. Zwinnym ruchem strącił słuchawki z uszu, aby słyszeć go lepiej, wiedząc, że to napewno nie ostatnia rzecz, jaką wypowie.

Objął go na krótki moment (bro hug), w międzyczasie przegapiając dwie sekundy, w których odpowiedzenie nara koledze z klasy przechodzącego obok niego byłoby jeszcze akceptowalne, i nie uważane jako opóźnione.

- Co ty tutaj robisz? - Spytał się, grając na słowach, z nadzieją, że chłopak stojący na przeciwko niego zauważy nawiązanie.

- Eh, zrobili nam okno dwugodzinne przed ostatnią lekcją, to spierdoliłem i stwierdziłem, że się gdzieś przejdziemy, nie? - Draco szturchnął go lekko w ramię, napełniając go życiem.

- Dobra, ale nie za długo. Mama chce, żebym gdzieś z nią polazł po szkole. - Zerwał się z powrotem do chodu, w czym towarzyszył mu mężczyzna ku jego boku.

- Halo halo. Ja sobie robię nieobecności, żebyśmy gdzieś wyszli, a ty tak się odwdzięczasz? - Prychnął gitarzysta, pół-żartem, pół-serio.

- Ej, ale nikt cię o to poświęcenie nie prosił. - Wyparł się.

- Dobra, już się nie sraj. To gdzie idziemy, ile masz czasu?

- Biednego 'koleżkę' zabierasz z pod szkoły, odbierasz go przy kolegach, a nawet nie masz zaplanowane, gdzie prowadzisz. Co do czasu, to może z pół godziny, przynajmniej tak mi się wydaje. - Odpowiedział, wyciągając z plecaka butelkę wody.

- To chodź zasponsoruję ci jakiegoś loda, a potem se wrócisz.

- A to może odrazu jakąś 'zgerypałeczkę' hawktuah mi zrobisz??👀👀 - Zażartował, potajemnie jednak z nadzieją, że się zgodzi.

- Się robi, szefie. Te, w ogóle, chcesz się spotkać potem dzisiaj, jak teraz nie masz czasu? - Draco spytał się go z ciekawością, idąc kilka centymetrów przed nim, aby nakierować go na lodziarnię, do której planował wejść.

- Kiedy? Jadę do babci, pewnie wracamy po dwudziestej, a jeszcze się muszę trochę pouczyć, bo mnie z fizyki będzie pytał, żebym jakoś zdał.

- Chłopie, bez przesady. Nie masz 10 lat, chyba umiesz się w środku nocy wymknąć z domu, nie?

- A na co? Przecież możemy się zobaczyć jutro. - W głębi duszy jednak wiedział, że teraz w miejscu publicznym nie będzie w stanie się obnażać z jego okropną homoseksualnością (zabić każdego), a jeśli nie spotka się z nim w nocy, to w ogóle będzie musiał czekać kolejny dzień.

- Jutro, to będzie futro. Chodź, albo ci nie zasponsoruję loda.

- Tatuś cię nakarmi.. Dostaniesz kaszkę tak jak wczoraj..... - Zaczął wymachiwać paluchem, denerwując towarzysza.

- Już sklej, bo pożałuje, że tam nie zostałem.

Draco uchylił mu drzwi do lokalu, po czym podążając za nim również wszedł do budynku. Zbyt głośno ustawiona muzyka przypominająca tą z wesel grała im na nerwach, nie pozwalając wybrać spośród aż pięciu dostępnych smaków.

- Dzień dobry. - Zaczęła kasjerka, gdy przyszła ich tura, aby zostać obsłużonymi.

- Dzień dobry, dwie gałki poproszę. - Zaapelował długowłosy, co zostało popędzone kwestią od jego znajomego.

- Nie!! Mówiłem ci, że ja chcę dwie. - Powiedział cicho zdenerwowany.

- Przepraszam, kolega jest trochę głupi. To niech będą te trzy gałki. - Westchnął, wiedząc, że zamienia się w sponsora swojego chłopaka.

- Dobrze. Kartą? Gotówką? - Na to pytanie metalowiec po prostu pokazał plastikowy element do kasjerki, który sekundę temu wyjął z kieszeni, po czym kobieta przysunęła mu pod nos terminal.

- Ty pieroński szpotloku. Przez ciebie zapłaciłem aż 21 złotych. - Szepnął malinowowłosemu niezadowolony.

- Bracie, ale co ty fanziolisz?? Sponsorujesz mi, to chyba jasne. - Odparł, lekko chichocząc.

Ich konwersacja została przerwana, ponieważ musieli wybrać smaki, które ich interesują. Chester zbliżył się do lady, aby ekspedientka mogła go lepiej słyszeć.

- Ja poproszę te truskawkowe i czekoladowe. - Poinformował ją, wskazując palcem na pudła, w których znajdowały się lody.

Kasjerka tylko skinęła głową i zamoczyła łyżkę do lodów w wodzie, po czym wybrała zwinnie wafelek, i zajęła się nakładaniem lodów do rożka.

- Co będziesz brał? - Spytał się w czasie gdy jego deser był przygotowywany.

- Ten o smaku vicodinu. - Uśmiechnął się.

Chłopak sięgnął po przyrządzony już lód, obserwując jak jego kamrat zamawia swoją porcję.

- Nie prosiła cię o dowód? - Był trochę zdziwiony zaistniałą sytuacją.

- Nah, po co by miała? To nie alkohol przecież. - Wzdrygnął ramionami w trakcie odpowiedzi.

Gdy Draco wziął już wafel do ręki skierowali się w stronę wyjścia, aby opuścić lokal.

- Daj spróbować, albo jesteś pierdolonym pedałem peduchem pederastą. - Metalowiec poprosił swoją kompanię w niezmiernie serdeczny sposób.

- To nie zadziała koleżko. - Potrząsł głową, kierując się powoli w stronę przystanku.

- Dobra, dobra, nie sraj gaci. To daj spróbować, albo jesteś fake hanys.. - Groził.

- Masz. - Odparł z niechęcią, dając mu polizać dwie kulki. - Ej, ja się będę zbierał, bo mam tramwaj za 5 minut.

- Wykorzystałeś mnie, skurwysynie. Lód kupiony, to sobie idziesz?? Ehhh, no niech będzie. Widzimy się dzisiaj, później? - Upewnił się.

- Hell yeah. - Skinął głową, oddalając się powoli od mężczyzny. Poklepał go po ramieniu i odszedł.

pozniej sie okazalo ze stalonogrodzko-katowitzo-katowickie linie tramwajowe sa zjebane bo wszytskie wiadukty sa w remoncie wiec spoznil ise jebane 2 godziny do domu❤️❤️❤️❤️❤️❤️xdddd❤️❤️❤️❤️💭💭💭💭xd❤️❤️❤️❤️💹💹💹brynufcentrumpszesiatkowe❤️💯ok🔥🔥🔥xddd😂😂😂😂😂😂katowi👀👀👀👀👼👼👼👼👼PEDAL😂😂😂😂😂😂😂😂😂😂mon mon mon diel👀👀👀a💭💭💭💭

-

Było już po dwudziestej trzeciej, a Chester dalej nie spał - oczywiście nawet nie próbował, ponieważ miał inne plany.

Zanim jego mama zdążyła mu powiedzieć coś w stylu Dobranoc kochaniutki pierdzisiuniu bubuniu poleciał do łazienki, aby szybko się wymyć, żeby rodzice nie darli mordy, że spać im nie daje.

Był już przebrany w piżamę, i aktualnie siedział przy swoim biurku, które postawione było tuż przy oknie, z którego często lubił wyglądać.

Udawał, że jest zajęty nauką na fizykę, co było dość idiotyczne, ponieważ równie dobrze mógłby się rzeczywiście uczyć w oczekiwaniu na przybycie jego matki. Postukiwał rytmicznie palcami w biurko, przypominając sobie piosenkę, którą wcześniej słuchał.

Zgodnie z tym, co przypuszczał, w przeciągu kilku minut wtargnęła do jego pokoju bez pukania. Słysząc jej kroki w jego stronę obrócił ciało, aby stanąć z nią twarzą w twarz, przybierając lekko znużony wyraz twarzy.

- Jeszcze się uczysz? Biedaku mój. Ja idę spać, ty też nie siedź za długo, dobranoc. - Powiedziała z troską, dając mu buziaka w głowę, i odchodząc.

- Dobranoc. - Odpowiedział, zamykając książkę, odkładając ją do szafki, i udając się do łóżka, aby wydawało jej się, że on też zamierza się kłaść spać.

Jego mama zamknęła drzwi i odeszła z pokoju. Słysząc dźwięk trzaskających o ścianę drzwi wyciągnął telefon z pod kołdry i zaczął pisać z chłopakiem, z którym był umówiony za około pół godziny.

Mimo pory, jaka była, czuł się pobudzony, zarówno przez samo szczęście które płynęło z faktu, że się z nim spotka, jak i adrenaliny, z powodu tego, że się wymyka. Nie był pewien racjonalności swojej decyzji, ale zostało mu tylko kilka lat takiej młodości, więc nie chciał ich marnować.

Przez to, że Draco przestał już być aktywny na czacie wywnioskował, że wyszedł już, aby się tu dostać. Ciekawe, czy o takich godzinach też są kanary w autobusach.

Nie mając więcej do roboty wszedł na tiktoka doomscrolować dopóki nie usłyszy niczego od mężczyzny. W odróżnieniu od tego, jak to zwyczajnie było, czas na aplikacji nie zdawał mu się mijać szybciej.

Po kilkunastu minutach czekania otrzymał połączenie głosowe. Odebrał, ściszając głośność w telefonie do minimum, robiąc to samo ze swym głosem, i zakrywając się kołdrą.

- Siema, ja już jestem, wyłaź. - Usłyszał po drugiej stronie słuchawki.

- Czekaj, ubiorę tylko bluzę. Jak otworzyć drzwi żeby starzy nie słyszeli? - Spytał się, wstając cicho, oświetlając swoją drogę do szafy jakimś thirst trapem na tiktoku.

- Pojebało cię?? Nie wychodź drzwiami, nie jesteś chyba jakiś upośledzony.

- No to jak inaczej, geniuszu?

- No przez okno.

- Przecież mieszkam na pierwszym piętrze, byłeś u mnie. - Położył telefon na ramię i przygniótł go głową, w międzyczasie zakładając trampki, które przygotował sobie wcześniej.

- Kicia chodź, złapię cię.

Chester wmaszerował pod okno, przez które zobaczył czekającego na niego czerwonowłosego. Odłożył na chwilę telefon, i uchylił je, co nie obyło się bez chrupnięcia.

- Kurwa, pojebało cię?! - Spytał, spoglądając w dół na mężczyznę.

- Kiciuś chodź, nic ci nie będzie.

- Ja pierdolę. - Wymamrał pod nosem, wkładając klucze od mieszkania do kieszeni bluzy, po czym powoli wdrapywał się na parapet.

To nie była duża wysokość. Jego a ziemię dzieliło zaledwie kilka, może kilkanaście metrów. Myślał dość irracjonalnie, ale zaczynał być coraz bardziej przekonany do skoku.

Przypomniał sobie jak w amerykańskich filmach zakochane panienki wyskakiwały z okna swojego domu jednorodzinnego, to dlaczego w przypadku wysokiego, komunistycznego bloku zbudowanego w pełni z azbestu miałoby być inaczej?

- Jak się połamię to zrywam. - Stwierdził, siedząc na parapecie z nogami wystającymi już poza mieszkanie. Szczerze, chciał zostać tak przez chociaż paręnaście sekund, ponieważ taka pozycja wydawała mu się komfortowa, a zarazem do zapamiętania.

- Jak się połamiesz to umrzesz i nie masz jak, ho.. ho..ho..

- Dobra, niech ci będzie. A jak zamknę okno, jak skaczę? - Spytał się.

- Nie zamkniesz, chodź już. Chyba musisz być z powrotem w domu przed świtem, nie?

Chester wziął duży oddech powietrza, który orzeźwił go, szczególnie, że znany już materiał budowlany był uszczerbnięty tuż koło okna z jego pokoju, co dostarczało mu ogrom świerzego powietrza, działając pozytywnie na jego zdrowie. 👍👍

Popchnął się lekko rękami, i skoczył. Dystans był na tyle krótki, aby nie powywracało go w te i we wte, ani też aby rozplasnął się na ziemi. Rzeczywiście, nie spadł na ziemię, ale też nie w ręce chłopaka, bo w krzaki.

- Chuju pierdolony kurwa, cały poharatany jestem, kurwo jebana, jeszcze kleszcze są i boreliozy dostanę, skurwysynie jebany, ja pierdolę, ciota jebana, nawet mnie nie umie złapać. Fakju, kurwa, ciulu pierdolony. - Zaczął cicho drzeć na niego mordę.

- Sorki kicia. Od roku skipuję WF, bo mi się nie chcę chodzić, to może dlatego. - Wzruszył ramionami i otulił go rękami.

- Kaj my w ogóle, kurwa, idziemy? I czym? - Szeptał, oczyszczając się po pozostałościach z krzaków.

- Wziąłbym cię do parku, ale o tej porze tam gang menelaków, i może byśmy tam nawet poszli, tylko, że oni są trochę jak cripsy, a ja i mój gang bezdomnych jesteśmy jak bloodsy, więc jak mnie zobaczą, to kaplica.

- Tyle słów i żadnego przekazu. To gdzie w końcu? - Spytał się, wzdychając.

- Do parku Chorzowskiego? - Zaproponował.

- Przecież właśnie powiedziałeś, że mnie tam nie weźmiesz.

- Ale to ja mówiłem o innym. Tak czy siak, chodź, bo ja już mam wszystko zaplanowane.

Chester podążał za chłopakiem, mimo obiecujących temperatur, jakie miały być w nocy, wciąż lekko się trząsł, ponieważ trafiło na chłodniejszy dzień, a on miał na sobie króciutką przewiewną piżamę i jakąś bluzę.

- Czym ty przyjechałeś? Powiesz mi wreszcie? - Spytał się poirytowany, nie wiedząc, gdzie Draco go prowadzi.

- Tym caceńkiem. - Odpowiedział dumnie, wskazując na zielone auto stojące za jego plecami.

- Ty masz 17 lat, nie możesz mieć jeszcze prawa jazdy!! A nawet jakbyś mógł, to chyba trzeba jeździć z osobą z prawkiem w aucie.

- Kicia ćśśśś... Ani mru mru.. - Otworzył mu drzwi niczym prawdziwy dżentelmen, po czym obszedł auto, aby wsiąść od strony kierowcy.

- Mam nadzieję, że twoim planem jest odtworzenie filmików Dona Pollo w samochodzie, albo jakieś spedalone lizanko, a nie kurwa jakaś jazda nim.

- To drugie to nawet spoko. Ale chilluj, chłopie, bez przesady. To autko mojego tatunia, pozwoliłem sobie pożyczyć, a jeździć mnie uczył jak byłem mały gdy jeździliśmy do bielska essssxdddddd - Orzekł, przekonując go.

- Szczególnie fajna dla policji jest taka parka nastolatków jadąca w aucie po północy. Ty jesteś jakiś przyjebany, to się skończy psiarnią.

- Tak jak mówiłem. Mi odpowiada też druga opcja jaką zasugerowałeś, chociaż nie wiem czy był sens w wymykaniu się z domu po szybkie lizanie. - Podniósł obronnie ręce w górę.

- Sklej, bo mi się odechciewa nawet być blisko twojej twarzy.

- Kicia chcesz, to dam buzi na przekonanie. - Zaproponował ironicznie.

Malinowowłosy pochichrał lekko, po czym jednak nieśmiało nadstawił policzek, sygnalizując, że idzie na ugodę.

- Mi guapo novio mua mua - Skomentował Draco, odpalając silnik pojazdu, co nie obyło się bez głośnego charkotania maszyny.

Chester wciąż był pod lekkim wrażeniem, co prawda nigdy nie był jakoś bardzo posłuszny, ale nigdy też nie uchylał się im tak bardzo, aby sprzeciwiać się prawu.

Wyglądał za okno, w czasie gdy szum silnika wygłuszał jego myśli.

- Masz telefon? Jak chcesz to się podłącz pod aux. - Zaproponował długowłosy.

Skinął głową i zwinnym ruchem wyciągnął z kieszeni bluzy swoje urządzenie, po czym włączył aplikacje spotify.

- Jak się nazywa auto? W sensie do czego się mam podłączyć? - Spytał się, przeglądając krótką listę dostępnych urządzeń.

- Chyba my_auto, czy coś takiego. Hasło 9999. - Odpowiedział chłopak, skupiając swoją uwagę na drodze.

Wybrał dostępną opcję i wpisał hasło, po czym na ekranie samochodu pojawił się komunikat 'urządzenie TEST WIEŻA 5G 2000% MOCY zostało podłączone. '

- No i sigma, puść coś fajnego.

- Mogę ska? - Zakwestionował szczęśliwie.

- Dla mnie git, chociaż wiesz co ja bardziej lubię..

- Dobra wypierdalaj nie gram jakis długowłosych pedałów🔥🔥🎅🎅

- Halo.

- Ups, sorki. - Pokazał mu znak ciszy, po czym wpisał immer nur ska w wyszukiwarkę.

Muzyka rozległa z hukiem, przy czym nie pomagał fakt, że wciąż nie wyjechali z osiedla, mieli otwarte okna, i przyciągali uwagę.

- Kurwa chłopie ścisz to bo zaraz serio jakiś pies się przypierdoli. - Malinowłosy skrytykował go głośno, po czym sam pochylił się, aby ściszyć głos.

- Kicia serio wychilluj, nic nie będzie, jesteśmy niskoklawiszowo jak ricky i julian, serio bro.. - Długowłosy zalecił, odwracając głowę w jego stronę, podczas gdy rytmiczne brzmienie trąbek towarzyszyło im w przejażdżce.

- Ej, długo będziemy jechać? Bo nie żeby co, ale ja się kurwa cykam. - Zapytał.

- Kicia, nie denerwuj się. To jakieś paręnaście minut jazdy zresztą.

- Wypierdalaj z tą kicią.

- Nie, nie, nie. Bóg nie pozwolił mi na dziewczynę, więc muszę kogoś innego wkurwiać przezwiskiem kicia.

- Ok, to ja cię zacznę nazywać myszko. Albo robaczek. - Wystawił mu middle finga🖕🖕🔥🔥by asertować dominację.

- Mi pasuje, misiu kolorowy❤️❤️👼👼

- Wypierdalaj, Drangoniczu Jakubie Feuer III.

- Kicia, halo... Nie kochasz mnie już... Dzwonię do twojej matki... Powiadom Agnieszkę, że jej syn wraca do domu za 5 minut... Halo....

- Sorki robaczku mój misiaczku pysiu misiu żartowałem nigdzie nie dzwoń❤️❤️❤️

- Tak myślałem...💭💭🤔🤔🤫

Kolejne kilka minut jazdy spędzili na rozmowie, co pomogło Chesterowi odpędzić myśli od pseudo-paranoicznych zmartwień. Cieszył się jednak, że chłopak umie na tyle dobrze jeździć, że nie wyróżnia się od reszty kierowców.

Zgodnie z przewidywaniami Draco, dotarli na miejsce w kilkanaście minut. Wysiedli z auta, zamykając je.

- No i gdziesz mnie kurwa zabrał.

- Nad jeziorko. I mój stary ma tu działkę z taką małą haupą.

- Chłopie, tu nie ma różnicy między parkiem a tym, tylko, że tu żule sobie na dodatek łowią.

- Pierdolisz, już tu byłem wiele razy o tej porze.

- Ok, ale bronisz mnie jak jakiejś cipeczki.

- Z wielką chęcią kicia. Pokażę kto tu jest królem. Daj łapę, bo cię muszę zaprowadzić, a trza przez krzaki iść.

Chester niechętnie podał mu dłoń, po czym został chwycony za nadgarstek. Nie lubił obnażać się z uczuciami, bo dla niego ta relacja nie różniła się niczym od przyjacielskiej, poza tym, że pchali sobie języki w gardło, i mu się podobał.

Mimo klarownych uczuć chłopak wciąż czuł się trochę źle kiedykolwiek miał okazać uczucia, chyba, że byli sam na sam, w zadaszonym miejscu.

Draco ciągnął go w międzyczasie przez gąszcza i pokrzywy, pojedyncze liście chrupały pod ciężarem ich stóp.

- Kurwa, kaj ty mnie ciągniesz? Bawimy się w architektów i lekarzy i przemykamy się przez granicę? - Spytał się, rozglądając się w ćmoku.

- Znasz jabir_gamer_24? - Długowłosy zadał pytanie zupełnie odrębne od wątku, jaki zaczynał jego rozmówca.

- Ja. - Pokiwał głową, niepewien do czego zmierza.

- Przypomniała mi się piosenka szalalalalalalalalalalalalalalalalalalalalala - Metalowiec zaśmiał się.

- Co gdyby było... frikidiki shalalalala.... hmm?? Hmm draco?? Co uczyniłbyś w takiej sytuacji?? Hmmm??

- To ciężkie pytanie.. muszę się zastanowić koleżko. - Zamyślił się. - Widzisz tą haupę w oddali?

- Ja. - Znów pokiwał głową.

- No. To tam za nią jest taka ścieżka, i się zaczynają działki. Ino my ni mamy tu, tylko tam bliżej brzegu.

- No ale co my tam kurwa będziemy robić. Przecież 99% działek to melina, zaraz zostaniemy zmolestowani przez jakiegoś pijaka z pobliskiej działki.

- Ej tam, przesadzasz. Mój stary porobił znajomości, my tutaj wszyscy jesteśmy kolegami, i ten teges. - Machnął wolną ręką, pociągając malinowowłosego drugą, zmniejszając dystans, jaki ich dzielił, lecz szedł dalej.

- Dracooo.. - Zaczął błagającym głosem jak jakaś cipa cipuleńka cipsko pizda.

- Ja? Co chcesz.

- Masz coś do picia machen?

- Nie. Czemu nie napiłeś się przed wyjściem?

- Bo nie chciałem łazić szczać.

- Chcesz, to potem pójdziemy kupić jakąś wodę w żabce. - Rozejrzał się w lewo i prawo, po czym przyśpieszył tempa. - Chodź, to ta tutaj.

Długowłosy wskazał palcem na ogrodzoną krzakami działkę, która miała mały pseudo-dom (taki typowy, jaki jest na działkach - łożko, stolik, i ewentualnie kibel), a na zewnątrz stały znajome białe, plastikowe krzesła. Mimo, że nie unosił się w powietrzu, aż można było wyczuć zapach piwa.

Chester podążał za nim, małe kamyki odbijały się od jego trampek, nieznacznie je zabrudzając. Rozglądał się po florze otaczającej budynek. Nie była ona zróżnicowana - zwykła, dawno nie koszona trawa, z kilkoma stokrotkami sporadycznie rozsianymi.

- Co my tu w ogóle będziemy robić? I błagam cię kurwa, nie długo, bo mi zimno w chuj. - Spytał się, wchodząc do domku.

- Kicia jak ci zimno to chodź, znam sposób, by cię rozgrzać. - Puścił mu frikidiki oczko, siadając na rozkładanym łóżku często zabieranym na ryby, zaścielany typową pościelą dla dzieci.

- Ho..ho..ho.. - Zachichotał złowrogo w formie żartu, zbliżając się do chłopaka. - Kurwa. - Przerwał mu buczący telefon w jego kieszeni, o mało nie przyprawiając go o zawał.

- Kto dzwoni? - Spytał się Draco.

Chester spojrzał na niego tylko z szeroko otwartymi oczami pełnymi strachu, po czym sięgnął do kieszeni, aby wydobyć komórkę. Zrelaksował się trochę, gdy zobaczył nazwę dzwoniącego.

- Halo, stary, co chcesz? - Spytał się, nieprzemyślenie używając dość ożywionego tonu głosu, sygnalizującego, że nie został wyrwany ze snu. - Kurwa, i to takie ważne, że mi o tej porze dzwonisz? - Czerwonowłosy nie słyszał słów rozmówcy, jedynie odpowiedzi towarzysza.

Po następnej minucie Chester rozłączył się, i schował telefon ponownie do kieszeni, przybierając nikczemny uśmiech na mordzie, chętny do powrotu do poprzednich zdarzeń.

- Kto dzwonił? - Spytał się metalowiec, owijając swoją rękę wokół mężczyzny.

- Ten pedał jebany z klasy. Znalazł double pumpa w Fortnite OG. - Malinowłosy chwycił się za mostek, narzekając.

- Ja pierdolę.. ten cweluch?? Eee, jak on miał, Fang?

- Tsaaaa.. Ale już cichosza, chłopie, mieliśmy lepsze plany, nie? - Podniósł brwi.

- Owszem. - Pokiwał dumnie głową.

- Mój drogi absztyfikancie, dlaczegoż to używasz takiego słownictwa. Czyżbyś stwierdził, że porozumiewamy się zbyt prostacko? - Zapytał ironicznie, chichrając się pod nosem.

- Wolisz słownictwo typu pdw?? - Draco spytał się, lekkie chrząknięcie opuszczające jego usta.

- Jest bardziej zbliżone do tego, czego używamy. A teraz serio, szadafakap kurwa. - Zalecił, pokładając większą część swojej masy na ciele chłopaka.

Poczucie wolności ekspresji jakichkolwiek potrzeb, które chcieli aby zostały uzupełnione powołało ich do skłonienia się do dość bliskich czynów, (ale się nie ruchali, pozdro) które zwykle nie są im w zasięgu.

W późniejszej części ich igraszek, gdy już się bardziej wkręcili, a ich włosy były poczochrane i policzki czerwone, nagle coś im przeszkodziło.

- No i jo ci chopie godom. Ôna fanzioli mi coś, że mi spłaci, ino musza jej doć trocha czasu. I jo jej godom.. - Rozległ się głos z zewnątrz.

- Kurwa. - Szepnął Draco, momentalnie odrywając się od towarzysza.

- Kto to?? - Spytał się chłopak, równie przerażony.

- Mój wujek, ja pierdolę.. Weź się tak rozsiądź, jak jakiś szefuncio, że sobie niby gadamy o życiu, nie. - Poprosił, sam przybierając podobną pozycję.

Długowłosy odpalił latarkę, aby wyglądało na to, że wcześniej nie siedzieli już po ciemku, ale i żeby zarazem tłumaczyło to, dlaczego z zewnątrz nie było widać zapalonego światła.

Starszy mężczyzna omal nie podskoczył wchodząc do pokoju, w którym nie oczekiwał się zastać innego towarzystwa, prócz przyjaciela, z którym przyszedł.

- Kurwa! Synek, żeś mie tera przestroszył. Co wy tu robicie? Niy mo szkoły jutro, niy mo twojego ôjca tutej? - Wujek chłopaka spytał się z piwem w ręku, zaskoczony.

- Ja, sory ujek. Ty wiysz, jak jest ze moim ôjcem, musza się czasami wyrwać. Bym ci o tym pedzioł, ale żech nie myślał, że wy tu przyjdziecie. - Próbował się tłumaczyć, w trakcie gdy Chester milczał.

- Ja, wim, wim. Rozumia wos. Co tyn ôn toki cichy. Byś sie przedstawił chocioż.

- Jo? Chester. Ale my już się chyba bydymy zbierać, ja?

- Ja. Sory ujek jeszcze roz, ino niy godoj ôjcu, ani omie.

- Jo cie lubia, ty je dobry synek, leć już, jo sa musza rozstawić nad jeziorem na jutro. - Powiedział, klepiąc go po ramieniu i powoli wyganiając.

Obydwoje opuścili budynek w przyśpieszonym tempie, nie zamieniając słowa. Oprócz okazjonalnego cykania wydawanego przez świerszcza, jedyny dźwięk, jaki był aktualnie słyszalny, to odgłos uginającej się trawy, szeleszczącej pod ich butami.

- Kurwa, myślałem, że będzie gorzej. - Malinowowłosy powiedział mu z lekką ulgą, poprawiając swoje włosy.

- Tyle szczęścia, że on jest dość luźny. To co, chcesz, żeby cię podwieść pod żabkę? Czy mam już odwozić królewnę do domu? - Spytał się.

- Nie, już wytrzymam do domu. Ale jestem trochę wkurwiony, bo było ciekawie, a ten wparował jak niewiadomo co. - Narzekał, półironicznie.

- Zawsze istnieje tylne siedzenie samochodu, kicia. - Zasugerował i pomachał brwiami.

Chester odpowiedział tylko lekkim śmiechem, po czym kontynuował nasłuchiwanie szeleszczących liści, które znajdowały się pod jego stopami.

- Chuj widać. Tu nie ma zanieczyszczenia światłem. Weź jakiegoś patodewelopera tu załatw, to postawi 7 bloków na tym jeziorze. - Ponownie przerwał ciszę, żartując.

- Jak pójdziesz szybciej to wejdziemy do auta i już będziesz wszystko widzieć.

Pokiwał głową, niemal dwie sekundy po tym potknął się o korzeń drzewa usadowionego na ziemi.

- Kurwa. - Jęknął w bólu, aczkolwiek nie poturbował się tak bardzo.

- No i kicia jak leziesz?? - Metalowiec podał mu dłoń lekko śmiejąc się z niego, podciągnął go w górę, aczkolwiek po tym już jej nie puścił. - Teraz jak się wypierdolisz to się wyjebiemy razem.

Wkrótce doszli do samochodu, po czym wsiedli do niego. Draco włożył kluczyki, i odpalił samochód i włączył światla, po czym zaczął prowadzić.

- Tylko proszę cię kurwa szybko. Dalej się cykam, że psy nas przyłapią.

- Ile razy jechałeś autem z rodzicami, i ile z tych razy zatrzymała ich policja na kontrolę? Nie panikuj kicia. A jak chcesz to sobie pojedziemy do mnie ;;-))))

- Dobra już po prostu mnie zawieź do domu. Która jest w ogólę godzina? - Spytał się, ponieważ wyglądało, jak gdyby niebo miało się rozjaśniać, co było bardzo nienaturalne. - O ja pierdolę, już dochodzi 3, weź zapierdalaj. - Powiedział po sprawdzeniu komórki.

- Jak będę jechał szybko, to te twoje całe gliny serio mnie przyłapią. - Stwierdził, wznosząc ramiona.

- Masz rację, ale nie wlecz się po prostu, nie??

Podróż nie minęła w jakiś szczególnie interesujący sposób, mimo tego Chester wciąż pozostawał pod miksturą wrażenia i strachu na myśl tego, że chłopak prowadził bez fachowej wiedzy, w skradzionym aucie (co prawda od swojego ojca), bez prawa jazdy.

Gdy w końcu zaparkowali pod blokiem malinowowłosy zerwał sie, aby opuścić pojazd został przytrzymany za nadgarstek.

- Kicia, pożegnaj się chociaż ;—)

- Ehhh..

Zbliżył jego twarz do kamrata, po czym dał mu mały buziak w policzek (ponieważ tylko na to był się w stanie zdobyć, sfrustrowany po niedokończonej robocie) po czym objął go na sekundę.

- Odprowadzić cię? - Spytał.

- Nie przesadzaj. Kurwa!! Muszę jeszcze obejrzeć nowy odcinek marcina dubiela i akademii prankuw czitos💯💯(on jest 2019 warrior czy kiedykolwiek to bylo)

- Nah, chodźmy kicia.

Wbrew woli Chestera obydwoje wyszli z auta, i skierowali się w stronę jego bloku. Bezdźwięcznie dreptali po chodniku, który prowadził do drzwi od klatki schodowej.

- Aa, czekaj, bo ja zawsze wbijam kod, ale wtedy im zapipczy, ja otworzę kluczem.. - Powiedział, wyjmując klucze z kieszeni, które wciąż się tam znajdywały, dzięki temu, że średnio co dwie minuty obmacywał swoją kieszeń aby sprawdzić, czy tam dalej są.

- To pa pa, Chester the molester, kicia🎅🎅👼👼 - Draco pożegnał go, dając mu przytulasa, po czym odchodząc, w czasie gdy ten wyrywał swoje klucze z ciasnego zamku.

Drzwi otworzyły się z hukiem, przez co spróbował przymknąć je ostrożnie, aby drugi taki dźwięk się nie rozszedł.

Skierował się w stronę schodów, i stawiając lekkie kroki kierował się ku górze. Wszedł na piętro, po czym pomaszerował w stronę swoich drzwi.

Przyszedł czas na najtrudniejszą część - jeśli to spierdoli, to ma przejebane. Jego buty mogłyby być źródłem hałasu, dlatego pierwsze co, to je zrzucił. Odstawił je na ziemię, po czym przeszedł do zajęcia.

Miał o tyle szczęścia, że w jego bloku nie odnowiono jeszcze korytarzy, przez co lampa reagująca na ruch nie miała szansy tu zaistnieć, co również było niewygodne, ponieważ było to źródłem problemu z wycelowaniem w zamek.

Gdy w końcu trafił, ekstremalnie lekkim ruchem powoli przekręcił klucz, wdzięczny za wizytę ślusarza kilka miesięcy przed. Wyjął klucz, i wolno pociągnął za klamkę.

Byłoby niemal idealnie, gdyby nie jego kot, który zaczął odbywać swój rytuał powitalny, pomiaukując głośno. Zamarzł, po czym momentalnie przycupnął przy nim, aby go pogłaskać, w nadziei na uciszenie go.

Niestety, z jego prawej strony słyszalne były donośne kroki. Podnosząc się zauważył figurę jego matki.

- Dlaczego nie śpisz? - Spytała, cichym, ale zdenerwowanym tonem.

- Bo mi się chciało szczać. - Wzruszył ramionami z nadzieją, że mu odpuści.

- To dlaczego masz bluzę? I drzwi do pokoju są zamknięte?

- Bo mi było zimno, a uchyliłem okno, żeby naleciało trochę świerzego powietrza.

- I z tego okna wleciały ci liście i inne okruchy na tą bluzę, tak?

- Nie, to akurat jak się wywaliłem wracając ze szkoły raz. Przecież widzisz, że jestem w pidżamie.

- Nigdy byś nie spał w takim czymś, a ja bym zauważyła, że masz umorusaną bluzę. Nieźle to sobie wymyśliłeś, ale teraz mów, gdzie byłeś.

- No w kiblu.

- Skończ z tym. Polazłeś na jakąś imprezę?

- W tym ubraniu?

- Mogłeś się przebrać, pewnie się schlałeś, bo trudno do osiemnastki czekać, i wypierdoliłeś idąc. Chuchnij mi.

Mimo nieprzyjemnego oddechu, jaki miał w ustach, ponieważ nie mył zębów od conajmniej trzech dni zrobił tak jak prosiła, wiedząc, że przynajmniej zapach amoniaku nie będzie wyczuwalny w jego oddechu.

- Boże, wymsknąłeś się żeby ćpać, bo tym się nie śmierdzi! I myślałeś, że twoja własna matka nie pozna?!

- A zachowuję się jakbym ćpał? Wyglądam jakbym ćpał?

- To co, koleżanki dymać poszedłeś?

- Nie! Boże.

- To co, gdzie się po nocach wymykasz?

- Nigdzie.

- Gadaj, albo z domu w ogóle nie wychodzisz w wakacje.

- No spotkać się z kolegą.

- I ten kolega taki ważny, że w nocy po niego łazić musisz? Pewnie teraz nie ćpałeś, ale sobie szedłeś zapasy robić.

- Mamo, nie przesadzaj, jest trzecia w nocy. Mogę iść spać? Sama wiesz, że jutro mam szkołę.

- Ale to nie ja się wymykam, proszę pana.

- Ale mówię prawdę. Poszedłem się spotkać z kolegą. Poszliśmy do niego na działkę nad jeziorem.

- Którym? Porozmawiam sobie z jego mamusią o tym, jak jej synuś indoktrynuje mojego.

- No Draco. Ale nie rób scen.

- Kategoryczny zakaz spotykania się z nim. Ma na ciebie zły wpływ. Co takiego możecie robić tam czego wam nie wolno po szkole w ciągu dnia?

- Nie powiem ci bo się wkurw-wkurzysz.

- Czyli jednak ćpasz.

- No mówię, że nie! Chcesz to ci nawet do kubeczka naszczam.

- Takie słownictwo do matki! Kto to widział?

- Odchodzisz od tematu.

- Bez pyskowania do matki!!

- Ale ja ci tylko uświadamiam. A jeśli cię to już nie interesuje, to idę spać.

Chwyciła go za ramię widząc, jak zamierza wrócić do pokoju.

- Co takiego tyś robił z tym chłopakiem, czego robić nie mogliście w ciągu dnia?

- Nic. Poszliśmy se do niego nad jeziorko na działkę, bo w ciągu dnia tam paraduje jego wujek.

- Trudno mi w to uwierzyć.

- To uwierz. - Wzruszył ramionami.

- Cożeś ty robił, że masz tak włosy poczochrane?

- Myślałem, że skończyliśmy. No ale nie przewidziałem, że trochę będzie wiać, i mi włosy rozwaliło. - Pomyślał przez chwilę, po czym zdobył się na czyn, który go uwolni. - Przepraszam, że nadużyłem twojego zachowania, mamo. To się już nie powtórzy.

Kobieta tylko westchnęła i odeszła, pozostawiając go samego. Mimo tego, że był lekko przerażony, wszedł do pokoju i zamknął okno, po czym położył się zmęczony na łóżku.

Jednak, zamiast pragnąć snu, znalazł sobie lepsze zajęcie - popisze sobie jeszcze z chłopakiem, najwyżej obydwoje będą nieprzytomni dnia jutrzejszego (dzisiejszego).