Work Text:
Pięcioletni Mista nienawidził poranków. Niespodziewane zdjęcie ciepłego koca przez jego mamę, wmuszanie w siebie śniadania (na szczęście wtedy do jego obowiązków nie należało karmienie Sex Pistoli, Mista uzmysłowił sobie z ulgą i nutą zazdrości) oraz zbyt długi, jak na taką godzinę, bieg do przedszkola za każdym razem sprawiały, że chłopak nie mógł pozbyć się wrażenia, że rozpoczynający się dzień będzie zdecydowanie nieudany. Może to właśnie przez tę rutynę w Miście narodziły się tak silne uczucia do liczby cztery – w końcu był to numer widniejący nad głównymi drzwiami jego przedszkola.
Pomimo tych istnie nieprzyjemnych części dnia, Mista potrafił wydobyć te przyjemniejsze momenty i cieszyć się nimi, może tylko ciut nieproporcjonalnie. Jego matka, wesoła kobieta, po której Mista miał odziedziczyć znaczny procent charakteru, jak mówiły mu dalekie ciotki, zawsze rano brała udział w niezrozumiałym przez Mistę rytuale.
Do lewej ręki brała mały flakonik z wodą i, z jakichś tajemnych przyczyn, psikała się nim po obu stronach szyi. Mista kochał obserwować, jak jego mama oddaje się tym przyjemnościom. Jej twarz przybierała wtedy wyraz głębokiego zadowolenia i trwała tak przez kilkanaście sekund. Jej nos słodko się marszczył, gdy zdawała się wąchać otaczające ją powietrze. Mista widział wtedy w swojej mamie, zamiast zwykłej sprzedawczyni z okolicznego targu, światowej sławy aktorkę, która mogłaby grać w filmach takich jak „La Pacifista” czy „Immacolata e Concetta”. To chyba w tym fakcie kryła się różnica pomiędzy nią a Mistą – on nie miał tyle cierpliwości, ani też nie widział nic ciekawego w psikaniu się mgiełką wody.
Jednak im dłużej Mista był na świecie, tym bardziej się zmieniał. Znalazł w sobie ziarno cierpliwości i, dzięki odpowiedniej pielęgnacji, wykiełkowało z niego sześć stworków. Tym samym, Mista stał się jednym z najlepszych strzelców w całych Włoszech. Jednak zmiany nie ograniczały się jedynie do wnętrza. Ubrania, które podobały się Miście, stały się kolorowsze i odważniejsze (choć, należy zaznaczyć, zamiłowanie do wszelakich nakryć głowy pozostało).
Mamę zastąpiła samotność, a później specyficzna – ale jakże dla Misty ważna – grupa gangowców. Jeden z nich siedział właśnie naprzeciwko Misty i, choć tego nieświadomy, przywołał z odmętów pamięci rewolwerowca wspomnienia sprzed ponad dziesięciu lat, obrazy kobiety bawiącej się zapachami.
Nie był to pierwszy raz, kiedy Mista dokładnie przyglądał się delikatnym ruchom Giorna. Nie był to też pierwszy raz, kiedy robił to potajemnie. Historyczność tej chwili polegała na tym, że Mista nigdy wcześniej nie był świadkiem, jak blondyn przygotowuje się rano do wyjścia.
Ze swojej pozycji, z głową opartą na poduszce i nogami wciąż przykrytymi lekką kołdrą, Mista w spokoju (bo Narancia dzielił pokój z Fugonem) mógł skupić się na akcie powolnego nakładania kremu przez drugiego chłopaka. Giorno usadowił się na krześle przy oknie, dzięki czemu wpadające do ich małego pokoju promienie słońca stwarzały coś na kształt aureoli wokół jego i tak już idealnej twarzy. Mista w duszy dziękował Bogu za nietypowe dla niego wcześniejsze przebudzenie się.
Giorno zanurzył dwa palce w okrągłym pojemniku, którego Mista dobrze znał z pamiętnej wyprawy po kosmetyki dla Bruna z Narancią. Pewnie korzystają z tej samej marki, wpadło do głowy Misty. Ma sens, w końcu obaj bardzo dbają o swój wygląd. Następnie Giorno podniósł dłoń na wysokość twarzy i zaczął nakładać na nią krem, opuszkami palców ledwo dotykając skóry. Policzki, czoło, nos po chwili wypełniły się niewielkimi ilościami balsamu, rozmiarami przypominającymi biedronki.
Gdy Giorno zaczął rozsmarowywać krem, światło tak pięknie odbijało się od jego buzi, że Mista mógłby przysiąc, że widzi anioła bądź jeszcze się nie obudził. Kolejnym krokiem w rutynie młodszego chłopaka (która, zdaniem Misty, mogłaby trwać w nieskończoność) okazało się być nałożenie pomadki na usta. Fortuna naprawdę sprzyjała Miście.
Nie było to nic niezwykłego, jedynie ochronny błyszczyk, a Mista i tak bacznie obserwował każdy ruch Giorna. Jak powoli odkręca i wyciąga pomadkę, jak ostrożnie smaruje nią lekko uchylone usta. Pomimo, że dzieliło go od Misty kilka metrów, ten drugi i tak był w stanie dostrzec, jak końcówka języka Giorno delikatnie przejeżdża po dolnej wardze chłopaka. W takich momentach Mista był szczególnie wdzięczny za swój wzrok rewolwerowca. Ceremonia nakładania pomadki zakończyła się zetknięciem ze sobą obu warg. Czynność ta zostawiła po sobie dźwięk przypominający cmoknięcie, słyszalny tylko przez wprawione ucho.
Kolejnym etapem były perfumy. Osiemnastoletni Mista wiedział już, że ludzie, w tym jego mama, nie psikają się wodą, a specjalnie przygotowanym do tego roztworem. Oh, jak ciekawy był tego, jak pachną perfumy Giorna z bliska, świeżo po rozpyleniu na tę kuszącą skórę, ale przecież nie mógł wyjawić, że nie śpi już od dobrych kilku minut. Zamiast tego postanowił cieszyć się widokiem, jak drobinki cieczy opatulają szyję i klatkę piersiową Giorna. Na szczęście i tak będzie dane mu poczuć tę piękną woń – a jeśli dobrze to rozegra, to nawet z bliska.
Cicho podśpiewując piosenkę, którą Mista rozpoznał jako „Tre Parole”, Giorno wziął do ręki lusterko i zaczął oglądać efekt swojej pracy. Gdy zobaczył nierozsmarowaną do końca grudkę kremu, na ułamek sekundy zmarszczył nos, co przypomniało Miście o podobnym odruchu jego mamy. Giorno też wygląda teraz jak aktor, taki serio piękny aktor, w którym każdy się kocha i który ma swój fanklub. Zadowolony z pozbycia się ostatniego ziarna kosmetyku, Giorno uśmiechnął się i przeszedł do układania grzywki. Mimowolnie, a może całkiem świadomie, kąciki ust Misty też się podniosły.
– Buongiorno, Mista – wzrok obu chłopaków spotkał się w lusterku trzymanym przez Giorna. – Długo nie śpisz?
Mista poczuł się przyłapany na gorącym uczynku. Oczywiście, Giorno (raczej) nie wiedział, że był obserwowany od dłuższej chwili. Ale kto uśmiecha się jak głupi, gdy jego kumpel poprawia swoją grzywkę? Na pewno nie Narancia ani Fugo. Z drugiej strony, taki Abbacchio… Tak czy siak, nie było to coś, co Mista uznawał za nic nieznaczący gest. (Co dokładnie ten gest oznaczał, wolał zostawić na poźniejsze rozważania).
Gdy Mista opamiętał się, że przecież musi coś odpowiedzieć, a nie czekać, aż jego uszy przybiorą odcień czapki, która odpoczywała teraz na szafce nocnej, zastanowił się, co powiedzieć. Prawda nie wchodziła w grę, a wymyślenie porządnej wymówki, gdy Giorno patrzył się na niego z tym swoim niby niewinnym, ale z domieszką kokieteryjności uśmieszkiem, było naprawdę niełatwym zadaniem. Nie usprawiedliwia to jednak faktu, że tym, co Mista wypalił, było:
– Mogę zapleść twoje włosy?
Jedynym plusem braku samokontroli Misty (bo zrobienie z siebie błazna nie zaliczało się do jego listy dokonań) było to, że Giorno wyglądał na zbitego z tropu. Teraz obaj byli na równym gruncie.
Mista już otwierał usta, by cofnąć swoje słowa („Mówiłem coś? A nie nie, ja tylko gadam przez sen, nie przejmuj się mną”), ale Giorno okazał się szybszy.
– Tak – twarzy blondyna znów towarzyszył uśmiech, lecz tym razem nie był to ten wszechwiedzący typ, a trochę niepewny, mniejszy uśmiech nastolatka. – Potrafisz robić warkocze?
No i na co ja się pisałem.
Owszem, Mista umiał zaplatać warkocze, ale ostatni raz robił to kilka lat temu. Nie wspominając o tym, że nigdy nie robił tej dziwnej giornowej wersji fryzury. Przynajmniej jego skomplikowane loki były gotowe i, niczym korona ze złota, pięknie ozdabiały czoło Giorna.
– Taa, ale może nie wyjść taki ładny, jakiego zazwyczaj nosisz. No i będziesz musiał mi pomagać – gdy dotarły do niego jego własne słowa, Mista przestraszył się, że brzmi, jakby chciał wycofać się z zadania. Z tego wspaniałego zadania rodem z najskrytszych snów chłopaka, z którego Mista, pomimo stresu, absolutnie nie zamierzał się wypisywać. – To chodź, usiądź na moim łóżku, będzie wygodniej.
Sylwetka Giorna stawała się coraz większa, aż w końcu Mista poczuł, jak materac pod nim się ugina. Giorno siadł po turecku, tyłem do swojego współlokatora. Dostojnym ruchem wziął włosy sprzed klatki piersiowej i zarzucił je do tyłu. Siedzieli tak blisko siebie, że kilka pasemek połaskotało brodę Misty.
To wtedy starszy chłopak zdał sobie sprawę, że rzadko miał okazję oglądać rozpuszczone włosy drugiego – tylko wieczorami, gdy, jak teraz, dzielili pokój podczas misji. Drugim warunkiem było wytrwanie dłużej bez snu niż Giorno, co nie zdarzało się często – w końcu opieka nad Pistolami bywała męcząca.
Mista przysunął się trochę bliżej Giorna, włożył swoje palce w jego włosy i, już po raz drugi tego poranka, przypomniał sobie moment z dzieciństwa.
Pewnego dnia do przedszkola Misty przyjechał geograf, by opowiedzieć dzieciom o Ziemi. Tym, co najbardziej zszokowało chłopca, nie były historie o wielkich lodowcach czy rwących rzekach, a ciekawostka całkiem innego rodzaju. Podobno różnica w wielkości drzewa a domu, była przez Ziemię tak samo odczuwalna, jak różnica pomiędzy włosem a linią papilarną przez człowieka. Małemu Miście wydało się niemożliwe, żeby tak małe rzeczy były jakkolwiek do odróżnienia.
Okazało się jednak, że i do tej wiedzy musiał dorosnąć, bo gdy pojedyncze złote włosy przelatywały pomiędzy jego zrogowaciałymi od pistoletu opuszkami, Mista wchłaniał to doznanie, jakby potrzebował go nie mniej od powietrza i wody (i zastanowił się, czy przypadkiem tajemnica energii życiowej Gold Experience nie swojego źródła właśnie we włosach Giorna).
Włosy były zadbane i pięknie mieniły się w słońcu, które dodatkowo potęgowało ich kolor. Tak, jak księżyc świeci odbitym światłem słońca, tak włosy Giorna zdawały się emanować niebywałym blaskiem. Skuszony przez siedzącego na ramieniu diabełka, chłopak przyłożył jedno pasmo do nosa i głęboko odetchnął, chcąc dojść do wszystkich zapachów, które składają się na szampon Giorna i jego własny aromat. Jak bardzo się ucieszył, gdy wyczuł też jego zagadkowe perfumy. Do kompletu Miście brakowało jedynie sprawdzenia smaku włosów Giorna, ale z tym mógł się pogodzić.
Gdy oddalał swój nos od włosów Giorna, zauważył, że tamten lekko się spiął, co wywnioskował na podstawie mięcia kołdry przez prawą dłoń chłopaka. Może był to zwykły odruch Giorna, ale Mista wrócił do wykonywania oryginalnej czynności, jaką było rozczesywanie włosów. Stwierdził, że wystarczająco nacieszył swój zmysł dotyku i poprosił o szczotkę.
– Wiesz, nauczyłem się robić warkocze dzięki moim młodszym kuzynkom. Upodobały sobie zabawę w salon fryzjerski, więc używały mnie raz jako fryzjera, a raz klienta – Mista zatrzymał się na chwilę, po czym dodał. – Choć nigdy nie miałem okazji zaplatać takich długich włosów… No i w dodatku w takim kolorze. - Na te słowa Giorno cichutko się zaśmiał, jakby znał jakąś tajną informację.
– Nie zawsze miałem taki kolor włosów. Dopiero nie dawno mi się zmieniły – Mista zauważył dziwny dobór słów Giorna, czy on się wstydzi, że je przefarbował, czy co? Każdy to teraz robi.
– W sensie, że je przefarbowałeś? Spoko, Narancia też farbował.
– Może to dziwnie zabrzmieć, ale one same nagle zmieniły kolor – oczywiście, że brzmiało to jak bujda, ale Mista przeżył wystarczająco niecodziennych sytuacji, żeby uwierzyć drugiemu chłopakowi. – Wcześniej były ciemnogranatowe. Może nawet ciemniejsze od twoich – gdy skończył mówić, Giorno nagle się obrócił, jednocześnie przerywając dopiero rozpoczęty proces zaplatania warkocza. Wyciągnął rękę i, sprawiając, że tętno Misty gwałtownie przyspieszyło, położył ją na jego głowie.
Giorno zawiesił wzrok nieco ponad brwiami chłopaka i wpatrywał się w jego loki. Mista czuł, że jego włosy są raz po raz prostowane i puszczane, dzięki czemu wracają do swojego naturalnego kształtu. Wyglądało na to, że Giorno po prostu bawił się włosami Misty (który cieszył się, że Giorno nie wybrał loków bliżej jego policzka. Choć może jednak nie byłoby to tak złe…).
– Tak, moje zdecydowanie były ciemniejsze od twoich – Giorno powiedział z uśmiechem, który jakby powstrzymywał, lecz nie do końca skutecznie, bo w kącikach obu oczu utworzyły się lekkie zmarszczki.
– I żeby to stwierdzić, potrzebowałeś pomacać moje włosy przez jakąś minutę, zamiast na nie zwyczajnie spojrzeć?
– Widzisz, lepiej poznaje mi się rzeczy dotykiem – Giorno przestał hamować swój uśmiech. Teraz jego nastrój dało się wyczytać nie tylko po oczach, ale także po uśmiechu tak szerokim, że było widać kilka jego zębów, aż po kły. – A co, źle się czułeś? Zresztą ty też właśnie dotykałeś moich włosów.
– A właśnie, siadaj tyłem do mnie z powrotem. Teraz muszę zacząć warkocza od nowa – zanim drugi chłopak posłusznie się obrócił, popatrzył Miście prosto w oczy i powoli zamrugał. Czy rzęsy Giorna też były kiedyś ciemne?
– O co z tym chodzi, że miałeś kiedyś inny kolor włosów? Bo chyba nie stałeś się blondynem ze stresu. Od tego się siwieje.
– Sam nie wiem. Mniej więcej wtedy dostałem też Gold Experience, więc pewnie jest pomiędzy tym jakiś związek.
Po wyznaniu zapadła przyjemna cisza. Mista zaplatał warkocza nieco wolniej, niż miał w zwyczaju, by lepiej wchłonąć teksturę włosów Giorna, odnaleźć w nich wszystkie odcienie złotego oraz jak najwięcej razy przypadkowo dotknąć jego pleców…
– Skończyłem, daj gumkę do włosów – w tym samym dało się słyszeć głośne „Ups!” Giorna. – Co?
– Zostawiłem ją przy lustrze – i tak Mista, idąc za Giornem i trzymając jego włosy, poszedł na drugi koniec pokoju. Zaplótł warkocza, uważając, by nie zabolało Giorna. Był całkiem dumny ze swojego dzieła. Ma się w końcu te lata praktyki.
Wrócili na łóżko, lecz tym razem Giorno od razu usiadł przodem do Misty. Oczywiście znów tajemniczo się uśmiechnął. Obie dłonie miał schowane za plecami.
– Lewa czy prawa?
– Hm? Co takiego?
– Wybierz rękę.
– Tego się domyślam, ale co w nich masz?
– Ty zrobiłeś mi warkocza, więc więc teraz ja zrobię coś tobie – niby co, pomyślał Mista, przecież zawsze noszę tę samą fryzurę. I to pod czapką. Jednak szybko zaprzestał tych myśli, dochodząc do wniosku, że jakikolwiek powód, dlaczego Giorno będzie go dotykać, jest dobry. Uśmiechnął się na tę myśl i wybrał lewą rękę.
W dłoni okazały się być małe fioletowe gumki. Mista, powierzając los swojej dzisiejszej fryzury (a co za tym idzie, szacunek Narancii), lekko pochylił głowę, by Giorno mógł wygodnie do niej dosięgnąć.
Giorno zabrał się do roboty. Ponieważ Mista miał całkiem inny typ włosów od Giorna, nie mógł on użyć swojej szczotki, by je rozczesać. I z tego powodu ręce Giorna znalazły się we włosach Misty, lekko je przeczesując.
Mista poczuł delikatne opuszki palców Giorna najpierw na swojej skórze, potem jak wędrują do góry przez jego włosy. Każde kolejne miejsce, którego dotknął Giorno, stawało się osobną wyspą doznań. Mista odczuwał ze zwielokratniającą się siłą nawet te miejsca, które Giorno dotknął tylko przelotnie. Starał się nie myśleć o dolnej części jego głowy, tuż pod prawym uchem, które Giorno przypadkowo lekko drapnął. Ten obszar pulsował z większą częstotliwością i jeszcze mocniej od innych.
Pomimo że Giorno był skupiony na wykonywanym zajęciu i swój wzrok trzymał w lokach Misty, ten co chwilę patrzył w oczy drugiego. Taka bliskość nie była dla Misty normalna, przynajmniej nie ostatnimi czasy, nie wiedział więc, gdzie się patrzeć. Naturalnym obiektem był właśnie drugi chłopak, którego wydychane powietrze Mista czuł na swojej twarzy. (Powietrze to było ciepłe i przyjemnie łaskotało policzki Misty). Wzrok Misty skakał z lampy na okno, stamtąd przez szafkę nocną i na dywan. Ale jak tak skakał, musiał sprawdzić, czy aby na pewno Giorno czuje się komfortowo, czy nie brzydzi się jego włosów, czy jego wzrok też tak skacze ze stresu.
Mista był strzelcem. Jego mocną stroną była duża odległość, nie mała. Analizując świat z daleka, mógł wziąć pod uwagę więcej danych, dzięki czemu był przygotowany na wszystko. Teraz widział tylko rzęsy Giorna, oczy Giorna, brwi Giorna i nie wiedział, co robić.
I nagle spojrzenia jego i Giorna spotkały się. Mista zamrugał kilka razy, Giorno nie spuszczał z niego oczu. Z dłońmi ciągle we włosach Misty, spojrzał w dół na zarumienione policzki Misty, jednak ich nie skomentował. Jego odpowiadający rumieniec mówił sam za siebie, choć Mista nie mógł o tym wiedzieć, bo wciąż wpatrywał się w oczy Giorna.
– Okej, teraz zaplotę ci warkoczyki.
Jakby nadal w transie, Mista przypomniał sobie, jak jego mama zrobiła mu dużo krótkich kucyków. Stwierdziła, że mały Mista powinien poczuć, że chłopcy też mogą nosić wymyślne fryzury. Cóż, może i Mista wiedział to już wtedy, lecz i tak wolał czapki.
Pokusa spojrzenia w oczy Giorna znów go pokonała, jednak tym razem zobaczył w nich coś, czego wcale się nie spodziewał – Giorno miał wystawiony czubek języka i lekko zmarszczone brwi.
– Pomóc ci? Wiesz, mam całkiem spore doświadczenie z robieniem fryzury drugiej osobie – Mista powiedział z (wedlug niego) szarmanckim uśmiechem.
– Nie no, umiem przecież zaplatać warkocze. Wiesz, mam całkiem spore doświadczenie z robieniem tej fryzury, robię ją codziennie.
– Tak, ale zaplatanie swoich, a czyichś włosów to dwie różne bajki. Zwłaszcza, jeśli włosy tej drugiej osoby są znacznie krótsze od twoich. Możesz zrobić mi kucyki. Tak raz zrobiła moja mama. Też miała pomysł warkoczy, ale po chwili się poddała.
Opuszki palców Giorna znów dotknęły Misty i chłopak znów poczuł się jak w niebie. Postanowił sobie, że częściej będzie oferował swoje fryzerskie przysługi Giornie, skoro ten mu się za nie odwdzięcza. Podszlifuje swoje zdolności na Fugonie, aż będzie umiał zrobić też duże loki Giorna. Plan idealny.
Po chwili cała głowa Misty wypełniła się małymi kucykami. Giorno nie miał takiej wprawy w czesaniu drugiej osoby, jaką miał Mista, więc kilka razy pociągnął Mistę za włosy. Mista trochę wyolbrzymiał swoją reakcję, bo za każdym razem, gdy tak się stało, Giorno kładł swoją dłoń na policzku Misty i, patrząc w jego oczy, upewniał się, czy wszystko dobrze. Nawet kilka razy pogłaskał Mistę kciukiem po policzku – więc Mista naprawdę nie narzekał na okazjonalne pociągnięcia.
Gdy Giorno skończył, podał Miście lusterko. Gdy Mista się zobaczył, obaj wybuchli śmiechem – w końcu kilkanaście kucyków na głowie, która nigdy nie nosii nawet jednego, jest czymś zabawnym.
– Ty wyglądasz lepiej. Znaczy się, zawsze wyglądasz lepiej – wykrztusił Mista.
– Z pierwszym zdaniem się zgodzę, ale tylko, jeśli chodzi o fryzurę. Z drugim nie – Mista już miał oponować, gdy z korytarza dobiegł ich głos Abbacchia, oznajmiający, że muszą wychodzić. Przerzucił warkocz Giorna, którym się bawił, za jego plecy.
– Rób mi częściej warkocze – powiedział Giorno i pocałował go w policzek, po czym szybkim tempem wyszedł z pokoju. Mista dotknął policzka, wziął swoją czapkę i zdecydował, że koniecznie musi nauczyć się też tych loków.
