Actions

Work Header

Rating:
Archive Warning:
Categories:
Fandom:
Relationships:
Characters:
Additional Tags:
Language:
Polski
Stats:
Published:
2025-01-28
Completed:
2025-02-27
Words:
80,702
Chapters:
10/10
Comments:
1
Kudos:
45
Bookmarks:
4
Hits:
1,659

[T] The Heir of House Black [PL]

Summary:

Kiedy Draco został postawiony przed groźbą wydziedziczenia, szuka wsparcia u swojej jedynej żyjącej krewnej, która w tej sytuacji mogła mu pomóc.

Dzięki swojej ciotce i małemu kuzynowi uczy się, jak uleczyć rany z przeszłości i przezwyciężyć dawne urazy, ale nic nie trwa wiecznie. Kiedy staje przed decyzją: poślubić kobietę, z którą łączy go skomplikowana przeszłość, albo stracić Teddy’ego, już wie, jak daleko jest w stanie się posunąć. Nawet jeśli oznacza to otwarcie serca na kogoś innego.

Po ostatniej bitwie Hermione Granger rzadko widywała Draco Malfoya, ale to, co widziała, wprawiało ją w konsternację. Jego dni pełne złośliwości i chłopięcych wybryków minęły – teraz stał przed nią mężczyzna desperacko walczący o to, by utrzymać rodzinę razem. Poślubienie go nie było tym, co miała na myśli, gdy przysięgała spełnić ostatnie życzenie umierającej kobiety, ale dwóch jasnowłosych chłopców może okazać się dokładnie tym, czego szukała.

Notes:

Chapter 1: Pozdrawiam, Lucjusz Abraxas Malfoy

Chapter Text

Draco stał na deszczu i wpatrywał się w grób, łzy mieszały się z kroplami deszczu spadającymi na jego policzki.

Andromeda Vinda Black Tonks
14 Września 1953 - 17 Sierpnia 2001
Kochająca żona, Matka, Babcia i Ciocia

Jeśli naprawdę chcemy kochać, musimy nauczyć się wybaczać

 

Stał tak przez chwilę, która zdawała się trwać wieczność.

Wpatrując się w nagrobek z szaro-czarnego marmuru, aż zaczął się rozmywać przed jego oczami. Jego płuca paliły z braku powietrza, gdy próbował powstrzymać szloch. Jak to możliwe, że jej już nie ma? Oni wciąż jej potrzebowali. Ona nie mogła zostawić go w taki sposób, nie mogła zostawić Teddy’ego. Ród Blacków stracił kolejnego członka i to jednego z tych dobrych. Jak miał sobie z tym poradzić sam? Co stanie się z Teddym? Nie mógł stracić także jego. To było niedopuszczalne. Życie odebrało mu wszystko a Andromeda i Teddy byli promieniami światła przebijającymi się przez wieczny deszcz. Dali mu cel, dali mu życie i miłość.

Nie pozwoli tak łatwo odebrać sobie rodziny.

 

Czerwiec 1998

Minął miesiąc od bitwy o Hogwart, miesiąc od upadku Voldemorta.

Wojna się skończyła, ale nie dla Draco Malfoya. Wojna się skończyła, ale nie dla Draco Malfoya. Ostatnie dwa lata były piekłem na ziemi, życiem u boku szaleńca, który bardziej przypominał węża niż kiedykolwiek człowieka. Draco nie mógł uwierzyć, że Potter wygrał. Był tak zszokowany, że nawet nie zauważył, kiedy założono mu kajdanki. Nie walczył, nie sprzeciwiał się, gdy zamknęli go w jednej z cel w Ministerstwie.

Próbował odpokutować za swoje grzechy, najpierw jeszcze w Posiadłości Malfoyów, a później rzucając Potterowi swoją różdżkę podczas ostatecznej bitwy, ale wiedział, że to nie wystarczy. Wiedział, że będzie musiał odpowiedzieć za swoje czyny i zamierzał to zrobić z podniesioną głową. Każdego dnia wykonywał mugolskie ćwiczenia, których – o ironio – nauczyła go Bellatrix. Powtarzał składniki eliksirów i ruchy różdżką. Te drobne, powtarzalne czynności były jedynym, co pozwalało mu zachować spokój i nie myśleć o zbliżającym się pobycie w Azkabanie.

Z trudem powstrzymał się od zwymiotowania z nerwów, gdy aurorzy przyszli, by eskortować go na jego proces. Wiedział, że będzie źle. Mógł jedynie mieć nadzieję, że złagodzą wyrok – może dostanie dwadzieścia lat zamiast dożywocia. Gdy wszedł do sali i został umieszczony w absurdalnie dużej klatce, przykutym łańcuchami do krzesła, jego wzrok skupił się na jednej rzeczy: bujnych lokach Hermiony Granger.

Natychmiast dostrzegł jej burzę kręconych włosów w tłumie. Siedziała w pierwszym rzędzie obok Pottera, tuż przed Wizengamotem. Morze purpurowych szat zdawało się go pochłaniać, przypominając o władzy, jaką mieli nad jego przyszłością. Był kompletnie zgubiony, skoro Granger i Potter tu byli. Musieli przygotować przeciwko niemu solidny materiał dowodowy, pewnie po to, by uczynić z niego przykład dla innych czysto krwistych.

Uderzenie młotka uciszyło szepty, Draco poczuł, jakby jego serce miało zaraz wyskoczyć z piersi.

– Jesteśmy tu, by wysłuchać wyroku w sprawie Draco Lucjusza Malfoya. Jest oskarżony o bycie członkiem szeregów Śmierciożerców, próbę morderstwa, użycie niewybaczalnych zaklęć oraz spiskowanie przeciwko Ministerstwu. Najpierw jednak wysłuchamy kilku świadków przed przystąpieniem do wydania wyroku. Panna Granger i pan Potter, które z was chciałoby przemówić jako pierwsze? – głos Naczelnego Maga Wizengamotu rozbrzmiał w całej sali.

Trzymał spuszczony wzrok, starał się opanować krótkie, urywane oddechy. Nie mógł sobie pozwolić na atak paniki przed swoimi katami. Kiedyś mógł być dumny aż do granic arogancji, ale teraz, choć już nie był tamtym chłopcem, wciąż nie pozwoliłby, by widziano go w takiej chwili słabości.

– Ja, sir – powiedział Harry Potter, wstając i podchodząc do podium.

Draco poczuł jednocześnie ogromną wdzięczność i wściekłość wobec Pottera. Wdzięczność za zabicie monstrum bez nosa. Wściekłość, nie z powodu dawnej szkolnej rywalizacji, ale z powodu wolności, którą Potter miał. Draco nigdy w życiu nie czuł się wolny, a teraz Harry Potter był tutaj, by upewnić się, że nigdy tego nie zazna.

Najgorsze było to, że Draco wiedział, że na to zasłużył.

Nie mógł być zły na nikogo poza sobą za swoje czyny. Uratował swoją matkę i nigdy tego nie pożałuje, ale nieustanne szyderstwa i drwiny, które przez lata kierował pod adresem Pottera, były jego własnym wyborem. A teraz Potter brał swój zasłużony odwet.

– Cześć, jestem Harry Potter. Jestem tu, by zeznawać w sprawie Malf... to znaczy Draco – powiedział Potter, biorąc głęboki oddech i zbierając myśli, podczas gdy Draco gwałtownie uniósł głowę. – Uważam, że Draco był napędzany nienawiścią, którą zaszczepili w nim jego rodzice jeszcze w czasach kiedy był dzieckiem, ale on sam nie jest zły. Kiedy miał możliwość podejmowania własnych decyzji wybierał tak aby pomóc nam wygrać wojnę.

Potter odwrócił głowę i spojrzał na Draco, a ich oczy spotkały się po raz pierwszy, odkąd wszedł do sali. Draco nagle poczuł się jeszcze bardziej jak zwierzę w klatce, rozpaczliwie próbujące się wydostać.

– Kiedy zostaliśmy pojmani przez szmalcowników i zaprowadzeni do dworu Malfoyów, Draco został zmuszony do zidentyfikowania nas. Nawet jeśli miałam twarz zdeformowaną zaklęciem żądlącym, on doskonale wiedział, że to ja, Hermiona i Ron. Odmówił jednak identyfikacji, co dało nam dodatkowy czas na ucieczkę. A potem, podczas Bitwy o Hogwart, to właśnie Malfoy rzucił mi swoją różdżkę. Bez niej już bym nie żyła, podobnie jak większość osób w tym pomieszczeniu. Bez Malfoya nie wygralibyśmy. Myślę, że już za te działania zasługuje na drugą szansę. Reforma, nie wyrok więzienia – powiedział Harry, patrząc każdemu członkowi Wizengamotu prosto w oczy, zanim zszedł z mównicy, wyraźnie nie obawiając się użyć wpływów, jakie dawała mu jego pozycja.

Draco nie wierzył własnym uszom. Tortury musiały w końcu dać o sobie znać. Oszalałem jak Bella, pomyślał. Patrzył, z lekko rozchylonymi ustami i wstrzymując oddech. Na trybunach znów rozległy się szepty, które przerwał dźwięk młotka uderzającego o drewno. Naczelny Sędzia wezwał ponownie do porządku.

– Dziękuję, panie Potter – skinął głową w stronę Harry’ego, a następnie zwrócił się do Hermiony. – Panno Granger, proszę teraz o złożenie zeznań.

Granger skinęła głową i ruszyła w stronę mównicy. Draco nie miał pojęcia, co mogła teraz powiedzieć. Co jeszcze można było dodać po tym, co Potter właśnie wygłosił?

Stanęła i spojrzała na niego i był to jeden z nielicznych momentów, gdy nie widział w jej oczach ani odrobiny obrzydzenia. Można by powiedzieć, że on sam patrzył na nią w ten sam sposób. Co mogła powiedzieć ta dziewczyna, którą kiedyś dręczył, ta, którą uważał za gorszą od siebie?

Hermiona odwróciła się od niego i spojrzała na Wizengamot.

– Tak jak Harry opowiedział wam o tym, jak Draco nie wskazał nas w Dworze Malfoyów, tak ja chcę opowiedzieć o innej rzeczy, którą zrobił na swoim dworze. Podczas naszej krótkiej wizyty Bellatrix Lestrange torturowała mnie, próbując dowiedzieć się, w jaki sposób zdobyliśmy Miecz Gryffindora. Uważała, że ukradliśmy go z jej skrytki u Gringotta.

Gdyby nie patrzył na nią z jastrzębią uwagą, nie zauważyłby białych kostek w jej dłoni, zaciśniętych na mównicy, ani tego, jak jej oddech na moment się załamał.

Draco miał wrażenie, że zaraz zemdleje, gdy krople potu zaczęły perlić się na jego czole. Wiedział, co się zbliża. Miał nadzieję, że nikt nigdy tego nie odkryje, ale oczywiście to była Hermiona Granger.

– Użyła na mnie wielu Cruciatusów, a nawet wyryła na moim ramieniu napis zaklętym sztyletem. – W tym momencie uniosła ramię, by pokazać bliznę z napisem Szlama.

Draco tak mocno zamknął swój umysł tamtego dnia, że nawet nie pamiętał, jak to wyglądało, gdy było jeszcze świeże. Nawet widok zagojonej rany sprawiał, że chciał się od niej odwrócić, zapomnieć, że kiedykolwiek był współwinny jej powstania. Tłum jęknął na widok starej blizny.

– Kiedy mnie torturowała, próbowała wielokrotnie użyć legilimencji. Chociaż nie jestem wytrenowana w oklumencji, udało mi się zablokować wszystkie jej próby. Dopiero gdy przestała, poczułam, jak drugi sygnał magiczny opuszcza moją świadomość. – Wzięła kolejny oddech, zanim rzuciła w tłum kolejną rewelację.

 – Wiadomo, że Draco Malfoy jest dobrze wytrenowanym oklumensem i legilimensem. Uważam, że to on chronił mój umysł tamtego dnia. Bez niego byłabym dziś równie szalona jak moja oprawczyni. – Odwróciła się w jego stronę. Szare oczy spotkały się z orzechowymi.

Draco czuł, jakby miał dostać zawału. Przysiągł, że tamtego dnia był ostrożny. To cud, że Bella niczego nie odkryła.

– Tak jak Harry, również wierzę, że Draco był wychowywany w środowisku przypominającym kult. Pranie mózgu od urodzenia, tak jak większość czarodziejów czystej krwi, trudno nazwać to inaczej. Wychowywano go w nienawiści i dyskryminacji, które były dla niego jak druga natura. Czy wiecie, że jeśli umieścicie żabę w garnku z zimną wodą i powoli będziecie ją podgrzewać, to żaba się ugotuje, nawet tego nie zauważając? Wierzę, że to samo można powiedzieć o kulturze czystej krwi. Jeśli od dziecka znasz tylko nienawiść, nawet nie zauważysz, że to wszystko, co cię otacza.

Każde kolejne słowo Granger sprawiało, że Draco czuł, jakby dostał cios w brzuch. Jakim cudem ktoś mógł zrozumieć go lepiej, niż on sam siebie?

– Draco wielokrotnie pokazał, że ma w sobie zdolność, by być lepszym, by być kimś więcej niż to, jak go wychowano. Jeśli jego dwie największe ofiary mogą domagać się dla niego szansy na zmianę, to wy też możecie. Wszyscy byliśmy dziećmi, które walczyły w wojnie dorosłych. Być wciągniętym do tej wojny w wieku szesnastu lat to być dziecięcym żołnierzem. – Na te słowa Draco poczuł, jak jego znak zaczyna płonąć. Upiorny ból przypominał mu o dniu, kiedy potwór wypalił go na jego skórze.

– Myślę, że wszyscy zrobilibyśmy wszystko, by chronić swoich bliskich, on też to robił. Walczył nie tylko o własne życie, ale także o życie swoich rodziców. Czas, by dorośli się nami zajęli. By nam pomogli. By pomogli jemu. – Wskazała chłopaka zakutego w łańcuchy, z ponurym wyrazem twarzy. Potem odwróciła się i szybkim krokiem wyszła z sali.

Co, do cholery, właśnie się tutaj wydarzyło?

Ostatecznie skazano go na dwa lata wyroku w zawieszeniu (zaliczając czas spędzony w szeregach), nałożono na niego wysokie grzywny oraz nakazano obowiązkową terapię raz w miesiącu (aby pomóc mu wyzbyć się uprzedzeń). Wyszedł z Ministerstwa jako wolny człowiek. Gdy tego samego dnia wrócił do swojego domu rodzinnego, dowiedział się, że jego matka została objęta aresztem domowym, ale w większości była wolna. Przytulili się na blisko pięć minut, a Narcyza płakała z wdzięczności za wolność syna.

Jednak świętowanie nie trwało długo. Dwa tygodnie po jego uwolnieniu Lucjusz przeszedł przez kominek za pomocą proszku Fiuu. Wyglądało na to, że i on dostał łagodny wyrok – 25 lat aresztu domowego, utratę różdżki na zawsze oraz oczywiście grzywny. Był tak arogancki jak zwykle, a jego wredne nastawienie wcale się nie zmieniło. To wtedy Draco zrozumiał, że może i jest wolny w oczach Ministerstwa, ale nigdy nie uwolni się od człowieka, którego kiedyś nazywał ojcem.

Przez kolejne trzy miesiące Draco był zmuszany do wykonywania poleceń ojca. Bycie chłopcem na posyłki nie było sposobem, w jaki chciał spędzać swoją nowo odzyskaną wolność. Szybko zdał sobie sprawę, że nie może tak dalej żyć. Zebrał w sobie odwagę, napisał do swojej dawnej nauczycielki transmutacji, obecnej dyrektorki, i uzyskał pozwolenie na podejście do swoich SUM-ów.

Z czasem niechęć, jaką Draco żywił do ojca, przerodziła się w czystą nienawiść.

Ich kłótnie stawały się coraz gorsze. Draco spojrzał kiedyś Voldemortowi w oczy i rzucił swoją różdżkę Potterowi, wiedząc, że jeśli ‘Człowiek z Blizną’ zawiedzie, Draco zginie. Lucjusz nie był już przerażający. Każdy dzień spędzony w tym samym domu co ojciec sprawiał, że Draco czuł się coraz bardziej w potrzasku. To zaczynało być nie do zniesienia.

Ostatnia kropla przelała się we wtorek, na początku października. Draco przeglądał oferty mieszkań, planując wyprowadzkę. Próbował zostać dla dobra swojej matki, ale było jasne, że ojciec nie zmienił swoich poglądów, a Draco nie mógł dłużej tego znosić. W dniu przeprowadzki Lucjusz zbliżył się do niego.

– Chodź, Draco. Mamy do załatwienia pewien interes – rzucił ojciec, odwracając się na pięcie bez czekania na odpowiedź i kierując się do swojego gabinetu. Jego irytująca laska stukała o podłogę z każdym krokiem. Draco przewrócił oczami, ale poszedł za nim, wiedząc, że lepiej i szybciej będzie się zgodzić, niż kłócić. Im szybciej stąd wyjdzie, tym lepiej.

Lucjusz nie spieszył się, powoli nalał sobie ognistą whisky i wygodnie rozsiadając się w fotelu. Jego przeciągłe ruchy miały wywołać dyskomfort u Draco. Powstrzymując kolejne przewrócenie oczami, Draco odwrócił się do ojca.

– O co ci chodzi? Już mówiłem, że nie zamierzam brudzić sobie rąk twoimi sprawami. Ledwo uniknąłem Azkabanu ostatnim razem i nie zamierzam znowu testować swojego szczęścia.

– Och, nie dramatyzuj, Draco. Wygralibyśmy, gdyby nie ty i twoja matka. Nawet nie wiem, dlaczego tak narzekasz, skoro to właśnie wy pomogliście tym, którzy chcieli nas skazać – powiedział Lucjusz z szyderczym uśmiechem na twarzy. Jego ledwo skrywane lekceważenie wobec syna nie umknęło uwadze Draco. Bogowie, coraz trudniej było powstrzymać się od chęci uduszenia Lucjusza.

Draco ścisnął szklankę z whisky tak mocno, że jego knykcie zbielały.

– Może powinieneś pamiętać, że to dzięki moim działaniom nie gnijesz teraz w Azkabanie. Ja i matka uratowaliśmy tę rodzinę, w przeciwieństwie do ciebie. Więc co chcesz ode mnie? Muszę zaraz wyjść.

Lucjusz prychnął, ale postanowił ustąpić, planując poradzić sobie z postawą syna w inny sposób. Otworzył szufladę po prawej stronie biurka, wyjął gruby plik dokumentów i przesunął je w stronę Draco.

– Co to jest? Już ci mówiłem, że nic dla ciebie nie zrobię, więc jeśli to nie dotyczy... – urwał w połowie zdania, spoglądając na pierwszą stronę. Co, do diabła, jego ojciec próbował zakontraktować?

Lucjusz cmoknął z niezadowoleniem i odchylił się jeszcze bardziej na swoim krześle.

– Wojna się skończyła, a my zostaliśmy osądzeni. Nazwisko Malfoyów straciło na znaczeniu w wyższych sferach. Nadszedł czas, byś się ożenił i spłodził dziedzica, aby przywrócić naszą pozycję do dawnej świetności – powiedział, obserwując Draco uważnie.

Nie było możliwości, żeby syn wymigał się od tego kontraktu. Może był uwiązany w domu, ale Lucjusz zamierzał upewnić się, że jego starania nie pójdą na marne.

Draco wstał gwałtownie, coraz bardziej wzburzony, w miarę jak czytał dokumenty. To było absolutne szaleństwo. Po wyjściu z celi obiecał sobie, że nigdy więcej nie pozwoli nikomu, ani ojcu, ani Voldemortowi, kontrolować swojego życia. To nie miało się wydarzyć.

– Po moim trupie ożenię się z Astorią Greengrass! Nie zrobię tego. Znajdź sobie kogoś innego, kto będzie twoją pokazową małpką – warknął, czerwień zalała mu twarz. W końcu stracił panowanie nad sobą.

– Twoim obowiązkiem wobec rodziny jest kontynuowanie linii czystej krwi. Naprawdę, Draco, te twoje napady złości są już męczące. Zacznij zachowywać się jak mężczyzna...

Draco zaśmiał się ponuro, przerywając ojcu.

– Jak mężczyzna? To brzmi to dość dramatycznie, biorąc pod uwagę, że mówisz to ty. Pozwoliłeś, by psychopata cię zdominował, wpuściłeś go do domu, oddałeś mu różdżkę. Torturował całą twoją rodzinę, a swojego syna sprzedałeś w niewolę – rzucił, podciągając lewy rękaw, by pokazać prymitywny znak. – Jesteś największym tchórzem, jakiego kiedykolwiek spotkałem, i wstydzę się, że kiedykolwiek pochodziłem od kogoś takiego jak ty. Weź sobie ten pieprzony kontrakt małżeński. Mam cię dosyć. Mam nadzieję, że nigdy więcej cię nie zobaczę – powiedział, rzucając dokumenty na biurko ojca. Kartki rozsypały się po całym gabinecie. Draco ruszył w stronę drzwi.

– Jeśli nie zastosujesz się do moje woli i nie podpiszesz tego kontraktu, stracisz wszystko. Wydziedziczenie jest gorsze niż jakaś czarownica czystej krwi. Szczerze, nie wiem, gdzie popełniłem błąd w twoim wychowaniu – rzucił za nim Lucjusz, przekonany, że zyskał przewagę nad synem.

Draco odwrócił się do niego jeszcze raz i zaśmiał się. Lucjusz, po wyjściu z Azkabanu, miał ogoloną głowę, jego włosy powoli zaczynały odrastać. Wyglądał po prostu śmiesznie.

– Wciąż wierzysz w tę całą bzdurę o czystej krwi? Na Merlina, jesteś jeszcze głupszy, niż myślałem. Gdyby cała ta propaganda była prawdą, nie byłbyś tutaj, żałosnym cieniem człowieka. Po prostu przyznaj, że boisz się, że inni mogą być od ciebie lepsi – powiedział, kręcąc głową z niedowierzaniem, że jego ojciec mógł być aż tak naiwny. – Miałem nadzieję, że zmądrzejesz, ale widocznie się myliłem – dodał, patrząc na Lucjusza jak na dziecko przyłapane na wyjadaniu ciastek z puszki. – Zatrzymaj sobie to pieprzone dziedzictwo – powtórzył, unosząc podbródek z wyzwaniem. – Wciąż należy do mnie tytuł Lorda Black, nie potrzebuję twojej jałmużny – rzucił z uśmiechem, po czym wyszedł z gabinetu.

Draco wrócił do swojego mieszkania przez sieć Fiuu i natychmiast zablokował je przed wszelkimi odwiedzinami. Nie miało znaczenia, że Lucjusz i Narcyza nie mogli opuszczać dworu. Draco i tak im nie ufał.

***

Minęły dwa tygodnie, odkąd opuścił Dwór Malfoyów. Jego matka codziennie wysyłała listy, błagając go, by wrócił. Prosiła, żeby poślubił Astorię Greengrass i zrobił to, co właściwe dla rodziny. Po wszystkim, co się wydarzyło, Draco czuł się zawiedziony postawą matki, która wciąż próbowała podtrzymywać ideały czystej krwi. Po ojcu można było się tego spodziewać, ale Narcyza? Przecież kłamała prosto w oczy Voldemortowi! Jak mogła nadal wierzyć w te bzdury? Jak mogła oczekiwać, że znowu sprzeda siebie dla niej?

Lucjusz też wysyłał listy, ale jego były o wiele bardziej kąśliwe, przypominając Draco, skąd odziedziczył swój własny jadowity język. Ojciec rzucał groźbami jedna po drugiej, ale Draco zupełnie je ignorował. Po trzech dniach zaczął po prostu palić wszystkie listy, które od niego przychodziły.

Draco nie kłamał, kiedy powiedział, że nie obchodzi go wydziedziczenie. To, że nie stał się marionetką w rękach ojca, było warte każdego galeona, który stracił. Poza tym wciąż miał ogromną fortunę w skarbcu Blacków, do którego dostęp miał tylko on. Jego matka i ojciec nie mieli nad nią żadnej kontroli, odkąd w czasie swojego pobytu w Azkabanie odziedziczył tytuł Lorda rodu Black. Nie, to nie utrata majątku bolała go w związku z wydziedziczeniem. Boleśnie uderzała go łatwość, z jaką jego rodzice powiedzieli mu „żegnaj”. Mogli ustąpić, ale zamiast tego postanowili odciąć się od niego na zawsze.

Wydziedziczenie było postrzegane nie tylko jako hańba, ale i społeczne wykluczenie. Po wydziedziczeniu dosłownie znikało się z drzewa genealogicznego rodziny i prawie nigdy się o kimś takim nie mówiło, poza szeptanymi plotkami. Jeśli miał zostać wydziedziczony, zostałby sam. Bez rodziny, z którą mógłby dzielić życie.

Zrobił dla swojej rodziny wszystko. Knuł nawet morderstwo, by ich chronić, a oni odwrócili się od niego bez wahania. Dano mu miesiąc na podpisanie kontraktu, inaczej miał rozpocząć się proces wydziedziczenia. Kłamałby, twierdząc, że nie rozważał tego. Za każdym jednak razem, gdy myślał o podpisaniu swojego nazwiska na umowie, czuł mdłości. Jego nauka cierpiała z powodu zamętu, który wciąż krążył mu w głowie, a ciężar na jego barkach tylko rósł.

W ostatni dzień przed terminem podpisania kontraktu Draco znalazł się przed drzwiami Andromedy Tonks. Godzinami zastanawiał się, co mógłby jej powiedzieć. Była jego jedyną żyjącą krewną, ona została wydziedziczona wiele lat wcześniej, żadne słowa nie przychodziły mu jednak do głowy. Nie miał jednak dokąd pójść. Jego przyjaciele wspierali go, ale Theo stracił ojca, a matka Blaise’a bardziej przejmowała się pieniędzmi niż statusem krwi. Żaden z nich nie mógł zrozumieć jego sytuacji ani ryzyka wydziedziczenia.

Pot zrosił mu dłonie, serce waliło w piersi. Nigdy wcześniej się nie spotkali, była duża szansa, że każe mu wynosić się ze swojego progu. Sam fakt, że udało mu się ją znaleźć, graniczył z cudem. Spojrzał na wycieraczkę przed wejściem do niewielkiego domu i pomyślał, że jego matka nigdy nie pozwoliłaby na coś takiego na swoich schodach. Wziął głęboki oddech, by się uspokoić, zanim zapuka, ale drzwi otworzyły się, zanim zdążył podnieść rękę.

– Zamierzasz tak stać na moim ganku przez cały dzień? Naprawdę, chłopcze, weź się w garść – powiedziała kobieta, która wyglądała na niewiele więcej niż pięćdziesiąt lat i była zdumiewająco podobna do jego matki, choć jej czarne loki przypominały bardziej Bellatrix. Draco starał się nie zdradzić napięcia, które ogarnęło go na jej widok.

Przełykając ślinę, zebrał się na odwagę.

– Witaj. Wiem, że mnie nie znasz, ale jestem twoim siostrzeńcem, nazywam się Draco Malfoy. Nigdy się nie spotkaliśmy i szczerze mówiąc, pewnie byłbym dupkiem, gdybyśmy się poznali, ale wydaje mi się, że potrzebuję twojej pomocy. Nie mam prawa tutaj być, ale jutro zostanę wydziedziczony, a szczerze mówiąc, nie mam już żadnej innej rodziny. Właściwie to nie wiem, co mogłabyś zrobić… – urwał, a jego głos ucichł. Co on właściwie robił, zawracając głowę tej biednej kobiecie? To był jego problem, a co ona mogła na to poradzić?

– Właściwie to po prostu pójdę. Przepraszam, że ci przeszkadzam. Mam nadzieję, że będziesz mieć miły dzień – powiedział, odwracając się na pięcie i szykując się do odejścia. W duchu ganił się za żenującą sytuację, w którą sam się wpędził.

– Zaczekaj, wiem, kim jesteś. Może wejdziesz na herbatę? Opowiesz mi, co się stało – zawołała z progu, a potem odwróciła się i weszła do domu, nie czekając, aż ją posłucha. Draco westchnął z ulgą i wszedł za nią przez drzwi wejściowe.

Chociaż dom z zewnątrz wydawał się mały, wewnątrz był dość przestronny. Z holu wejściowego widać było schody, a po obu ich stronach znajdowały się otwarte przestrzenie. Po prawej stronie była kuchnia, a po lewej coś, co wyglądało na salon. Wszystkie ściany były białe, z jasnymi akcentami błękitu i zieleni. Dom był bardzo schludny, a w powietrzu unosił się zapach eukaliptusa i drzewa sandałowego. Nie był tak wytworny jak Dwór Malfoyów, ale widać było, że mieszkała tu kochająca rodzina, był ciepły i zadbany.

Draco skręcił do kuchni, gdzie Andromeda krzątała się przy czajniku, ustawiając na stole krakersy i ciasteczka. Zauważyła go w drzwiach i wskazała na mały, okrągły stół.

– Usiądź tam. Herbata będzie gotowa za minutę – powiedziała.

Draco usiadł, a Andromeda przywołała za sobą pełen serwis do herbaty. Gdy już wszystko było gotowe, zaczęła mówić.

– Nie wiem, jak wiele twoja matka ci o mnie opowiadała, ale skrócę to do niezbędnego minimum. Kiedy skończyłam Hogwart, oczekiwano ode mnie, że poślubię jednego z braci Mulciber – powiedziała z wyraźnym obrzydzeniem, marszcząc nos. Draco nie mógł jej za to winić.

– Jednak moje serce już wtedy należało do kogoś innego. Mój Ted był wspaniałym człowiekiem – powiedziała, kładąc dłoń na sercu i uśmiechając się delikatnie. – Ale był mugolakiem. Kilka dni przed wejściem w życie kontraktu uciekłam i w sekrecie poślubiłam Teda. Kiedy wróciłam i powiedziałam im, co zrobiłam, zostałam wydziedziczona i wyrzucona z domu. Oczywiście Ted i ja byliśmy na to przygotowani – powiedziała rzeczowo, a Draco zastanawiał się, czy on sam kiedyś osiągnie taki spokój w odniesieniu do własnej sytuacji.

– Ted chciał pracować w Gringottcie, a ja zapisałam się na kurs uzdrowicielski. Po kilku latach ciężkiej pracy udało nam się kupić ten dom, a potem urodziła się moja córka, Nimfadora – powiedziała, a w jej oczach zaczęły się zbierać niewypłakane łzy. Draco miał wrażenie, że gdzieś już słyszał to imię, ale nie był tego pewien.

– Była aurorką. Przed końcem wojny wyszła za twojego byłego nauczyciela obrony przed czarną magią, Remusa Lupina. Ted zginął, kiedy wprowadzono rejestrację mugolaków. Dora i Remus zginęli w bitwie o Hogwart – powiedziała, teraz cicho pociągając nosem.

Serce Draco pękło na widok tej kobiety. Opuściła wszystkich, których znała, by być z mężczyzną, którego kochała, tylko po to, by jej cała rodzina została jej odebrana.

Draco odchrząknął niespokojnie.

– Andromedo, bardzo mi przykro. Nie wiem, co powiedzieć. Przepraszam, że kiedykolwiek przyczyniłem się do tej nienawiści wobec ludzi takich jak twój mąż. Nie wiem, jak mogłabyś mi to kiedykolwiek wybaczyć – powiedział, czując potrzebę, by wyciągnąć rękę i dotknąć jej dłoni, ale powstrzymał się. Nie chciał sprawić jej żadnego dyskomfortu.

Andromeda tylko pokręciła głową na jego słowa.

– Mój chłopcze, słuchałam twojego procesu. Może byłeś draniem i bigotem jako dziecko, ale nikogo nie zamordowałeś. Wiem, jak wychowywani są czysto krwiści, a z Lucjuszem jako ojcem nie wyobrażam sobie, żeby to było szczególnie łatwe – powiedziała, po czym poklepała jego dłoń. – Jesteś tutaj, co oznacza, że już zerwałeś z tymi ideałami. Więc jest ci wybaczone. A teraz powiedz mi, dlaczego sądzisz, że zostaniesz wydziedziczony – zapytała, podczas gdy Draco nerwowo obracał filiżankę w dłoniach.

– Cóż, dziękuję za twoje przebaczenie i życzliwość, chociaż jestem pewien, że na to wybaczenie nie zasługuję. Ale zamierzam nie podpisać przygotowanego dla mnie kontraktu małżeńskiego. Lucjusz próbuje wydać mnie za najmłodszą córkę Greengrassów. Twierdzi, że to mój „obowiązek, by utrzymać czystość krwi” albo jakieś inne brednie. Jeśli nie podpiszę go do jutra, stracę wszystko, co wiąże się z nazwiskiem Malfoy – rzucił z pogardą. Kiedy wypowiedział to na głos, dotarło do niego, jak absurdalnie to brzmi. Naprawdę? Aranżowane małżeństwa, kiedy prawie zaczynał się nowy wiek?

Andromeda spojrzała na niego badawczo.

– I planujesz go nie podpisywać? Wiesz, co tracisz? Tego rodzaju pieniądze i władzę trudno lekceważyć – zauważyła rzeczowo.

Draco skinął głową i upił łyk herbaty.

– Wiem. Rozumiem, że twój powód, by odejść, był znacznie lepszy niż mój, ale nie mogę tego zrobić. Szczerze mówiąc, przestałem wierzyć w ideały czystości krwi w chwili, gdy zobaczyłem jak Voldemorta karmi ogromnego węża ciałem mojej nauczycielki z Hogwartu – powiedział, krzywiąc się na obraz, który mimowolnie pojawił się w jego umyśle.

Nigdy nie zrozumie, jak jego ojciec mógł popierać to przez dwie wojny.

– Myślałem, że po wojnie oboje porzucą te poglądy. W końcu prawie wszyscy przez nie zginęliśmy. Ale matka nawet nie próbuje się mu sprzeciwić. Skłamała Voldemortowi, ale wciąż zgadza się z Lucjuszem. Jestem naprawdę rozczarowany jej postawą – dodał cicho, a głos mu się załamał na ostatnich słowach. Miał przeczucie, że ten ból będzie z nim jeszcze przez długi czas.

Wyprostował się, odpychając na bok swoje żale wobec matki.

– W każdym razie obiecałem sobie, że nigdy więcej nie pozwolę się kontrolować. Lucjusz chce mnie właściwie sprzedać. Najpierw Voldemort, teraz Greengrassowie. Całe życie pragnąłem wolności i nie oddam jej teraz, gdy w końcu ją mam. Bez względu na koszty – powiedział, unosząc głowę wysoko i patrząc Andromedzie prosto w oczy, starając się, by zrozumiała jego stanowisko.

Skinęła głową, popijając herbatę.

– Cóż, wygląda na to, że masz wszystko przemyślane. Co mogę dla ciebie zrobić? – zapytała.

Draco znowu zaczął nerwowo bawić się filiżanką. Był trochę zawstydzony, że musi poprosić tę kobietę, by została jego rodziną. Wiedział, że jeśli mu odmówi, będzie to dla niego upokarzające.

– Cóż, skoro moi rodzice nie będą chcieli mieć ze mną nic wspólnego, a ty jesteś moją jedyną żyjącą krewną... – wewnętrznie skrzywił się na swoje słowa. – To znaczy, miałem nadzieję, że moglibyśmy być rodziną? Oczywiście, jeśli nie czujesz się z tym komfortowo i nie chcesz mnie więcej widzieć, zrozumiem. Po prostu wydajesz się być naprawdę wspaniała i…

Andromeda uniosła uspokajająco rękę, przerywając jego potok słów.

– Draco, kochanie, gubisz się w słowach. Oczywiście, że możemy się jeszcze spotkać. Jakie masz teraz plany? Czy nadal mieszkasz w domu? – zapytała.

Draco otworzył usta, by odpowiedzieć, ale przerwał mu nagły płacz. Zerwał się z miejsca, natychmiast wyciągając różdżkę.

Andromeda spokojnie podniosła się i położyła rękę na jego uzbrojonym ramieniu.

– Wszystko w porządku, Draco, jest coś jeszcze, co musisz wiedzieć – powiedziała, a on opuścił ramię i skinął głową, dając jej przestrzeń, by kontynuowała. – Zanim odeszła, Nimfadora urodziła syna. Opiekuję się nim. Chciałbyś go poznać? Ma dopiero sześć miesięcy.

Draco spojrzał na nią zdumiony. Kuzyn? Nie byli więc sami. Nigdy nie miał do czynienia z małymi dziećmi, a tym bardziej niemowlętami, ale mimo to na jego ustach pojawił się delikatny uśmiech.

– Tak, poproszę – odpowiedział cicho.

– Wspaniale! Pozwól, że go przyniosę. Mam nadzieję, że nie jest zbyt marudny. Zazwyczaj dostaje butelkę o tej porze – powiedziała, po czym zniknęła na górze. Kilka minut później zeszła powoli, trzymając w ramionach zawiniątko z kocyków.

– Chodź, zobacz – powiedziała, wskazując głową na niemowlę. Draco cicho podszedł do nich. Andromeda odchyliła kocyk, ukazując uśmiechniętego niemowlaka z niebieskimi włosami i niebiesko-szarymi oczami.

– Draco, poznaj swojego kuzyna, Teddy’ego – powiedziała.

Dziecko zachichotało, gdy Draco spojrzał na niego, zauważając, że Teddy miał dwa małe dolne ząbki. Draco nie mógł powstrzymać szerokiego uśmiechu, który pojawił się na jego twarzy. To dziecko było najsłodszym człowiekiem, jakiego kiedykolwiek spotkał.

– Ma niebieskie włosy? – zapytał, machając palcami przed zafascynowanym niemowlakiem.

– Tak, Tonks bo Nimfadora wolała, by ją tak nazywano, była metamorfomagiem. Teddy również nim jest. Od urodzenia zmienia kolor włosów i oczu. Wydaje się, że powoli zaczyna to robić na zawołanie. Zauważyliśmy, że czasem kopiuje cechy osoby, która go trzyma. To zabawne, gdy przybiera mop włosów Harry’ego – wyjaśniła, wskazując, by Draco usiadł, żeby mogła podać mu dziecko.

Draco usiadł przy kuchennym stole i otworzył ramiona w ten sam sposób, w jaki zrobiła to Andromeda. Ta delikatnie umieściła Teddy’ego w jego ramionach i odwróciła się, by przygotować butelkę. Draco spojrzał na swojego kuzyna, a ciepłe uczucie rozlało się po jego wnętrzu. Natychmiast poczuł instynktowną potrzebę chronienia chłopca.

– Czekaj, Potter? – zapytał nagle. – Co Harry Potter ma wspólnego z moim kuzynem?

Andromeda, wciąż odwrócona do niego plecami, wyprostowała się nieznacznie.

– Tak, zanim Nimfadora i Remus odeszli, wyznaczyli Harry’ego na ojca chrzestnego. Odwiedza nas mniej więcej raz w tygodniu – wyjaśniła, kończąc przygotowanie butelki i wracając do Draco i dziecka.

Draco z trudem powstrzymał grymas niezadowolenia przed pojawieniem się na jego twarzy, mimo starań poczuł nutę gniewu w kierunku Pottera. Oczywiście, że ten człowiek musiał znaleźć drogę do jedynej rodziny Draco. I jeszcze na dodatek został ojcem chrzestnym! Harry już miał swoją gromadkę Weasleyów, a teraz dołączył do tego również jedyna rodzina Draco. Jednak wiedział, że nie ma prawa  by cokolwiek na ten temat mówić.

– Cieszę się, że Teddy ma więcej ludzi, którzy go kochają – powiedział Draco, zamiast rzucać uwagi o monopolizowaniu rodzin przez Pottera.

– Proszę, nakarm go – zaproponowała Andromeda, podając mu butelkę i pokazując, jak ją odpowiednio trzymać dla Teddy’ego. Choć Draco nigdy wcześniej nie trzymał tak małego dziecka, poczuł, że to przychodzi mu naturalnie. Teddy był uosobieniem czystości i szczęścia, wszystkim, co dobre na świecie.

Draco zastanawiał się, czy on sam kiedykolwiek był taki niewinny, zanim jego rodzice skazili go nienawiścią. Gdy Teddy pił mleko, spojrzał na Draco. Jego kępka włosów zmieniła kolor z turkusowego na odcień popielatego blondu jak u Draco. Teddy zachichotał, a Draco zaśmiał się głośno z pełnym rozbawieniem. Andromeda miała rację – było zabawnie obserwować, jak dziecko zmienia  cechy swojego wyglądu.

– Jesteś prawdziwym promykiem słońca, co, Teddy? – powiedział Draco z szerokim uśmiechem.

Andromeda patrzyła na dwóch chłopców.

Nigdy nie widziała Draco jako dziecka, ale geny Blacków były w nich obu bardzo silne. Z włosami Teddy’ego prawie wyglądali jak ojciec i syn. Fala smutku przeszła przez nią. Teddy nigdy nie pozna swojego ojca ani matki. Teraz miał tylko ich dwoje. Wiedziała, że Harry kocha Teddy’ego, ale miał swoje życie i Andromeda nie zamierzała go zmuszać do ciągłej opieki nad dzieckiem.

– Draco, dlaczego nie spędzisz jutrzejszego dnia z nami? Jeśli dostaniesz ten list, będziemy tu, by cię wesprzeć – zaproponowała siostrzeńcowi. Doskonale znała uczucie kiedy opuszcza cię rodzina. Gdyby nie Ted, całkowicie by ją to zniszczyło i nie chciała, by Draco przechodził przez to samo.

Draco skinął głową na zgodę, a Teddy powoli zasnął w jego ramionach. Gdy było jasne, że dziecko się nie obudzi, Andromeda wzięła go od Draco i ułożyła w łóżeczku, mając nadzieję, że chłopiec spokojnie prześpi resztę nocy. Draco pożegnał się i obiecał, że wróci następnego dnia.

Tej nocy czuł się spokojniejszy, gdy kładł się spać. Może tracił swoich rodziców, ale zyskiwał dwie inne osoby w rodzinie. Myśl o rodzicach bolała – bolała bardzo. Ale tak jak Andromeda, nie mógł pozwolić im kontrolować swojego życia.

***

Następnego dnia Draco udał się do Andromedy niedługo po śniadaniu. Gdy przybył, Teddy raczkował po macie w salonie.

– Witaj, Draco! Czy dostałeś już jakieś listy? – Andromeda przywitała go z uśmiechem i poklepała po ramieniu.

Draco pokręcił głową, marszcząc brwi.

– Nie, jeszcze nie. Myślę, że zakładają, że będę czekał do ostatniej chwili. Według listów ojca, a teraz także matki, dobrze się bawię i mam napad złości, który muszą przeczekać. Podejrzewam, że potwierdzenie ich decyzji przyjdzie dopiero o północy.

Andromeda skinęła głową na znak zrozumienia.

– No dobrze, wygląda na to, że czeka nas długi wieczór. Może będę musiała pokazać ci telewizor, jeśli mamy tyle czasu do zagospodarowania – powiedziała z uśmiechem.

Oczy Draco rozszerzyły się na jej swobodny ton.

– Och, naprawdę nie musisz, Andromedo. Dopiero wczoraj się poznaliśmy, a Teddy i tak będzie już wtedy spał – odparł, czując się nieco niezręcznie.

Machnęła na to ręką, gdy Teddy podczołgał się do nóg Draco, a ten bez trudu podniósł go i usadził sobie na kolanach.

– Draco, teraz jesteś rodziną. Wspieramy się nawzajem. Poczekamy razem. A teraz opowiedz mi o szkole – powiedziała, pochylając się w fotelu obok kanapy.

Draco zawahał się. Planował podejść do egzaminów NEWT, ale nie miał pojęcia, co zrobi potem. Z roztargnieniem pozwolił Teddy’emu gryźć swój kciuk, myśląc przez chwilę.

– Cóż, w czerwcu podchodzę do SUM-ów. Dyrektor McGonagall była na tyle uprzejma, by mi to umożliwić. Próbuję się uczyć w domu, ale to było dość trudne, odkąd Lucjusz wrócił po swoim procesie, a potem wyniknęła cała ta sprawa związana z małżeństwem. Przeprowadziłem się też do własnego mieszkania w Londynie. Właściwie przeprowadzałem się w dniu, kiedy Lucjusz wspomniał o kontrakcie. Ale co będzie po egzaminach, tego nie wiem – powiedział z lekkim wzruszeniem ramion, pokazując swoją niepewność.

– Myślę, że Ministerstwo nie byłoby zadowolone z zatrudnienia byłego Śmierciożercy. Mój przyjaciel Blaise i ja rozmawialiśmy o rozpoczęciu wspólnego biznesu, ale nie mamy jeszcze konkretnego pomysłu. Myślałem też o zostaniu uzdrowicielem. Wiesz, tyle osób zostało zranionych przez wojnę, byłoby miło zrobić coś dobrego. Ale nie wiem, czy ktokolwiek by mi zaufał – wyjaśnił, a Andromeda co jakiś czas kiwała głową, słuchając go uważnie.

– Wygląda na to, że dobrze zacząłeś, podejmując się SUM-ów. Program dla uzdrowicieli jest bardzo trudny, ale skoro jesteś synem swojej matki, nie wątpię, że byś go przeszedł. Jeśli ty i twój przyjaciel wymyślicie coś nowatorskiego, myślę, że moglibyście zrobić furorę w świecie biznesu – pochwaliła go. Draco zauważył, jak naturalnie jej to przyszło i jak miło było usłyszeć pochwałę zamiast ciągłej krytyki.

– Mamy jeszcze trochę czasu, żeby to wszystko przemyśleć. Jeśli mogę w czymś pomóc, zrobię to. Wiem, że przyjaciółka Harry’ego, Hermiona, myśli o zostaniu uzdrowicielką. Sądzę, że moglibyście razem zrobić wiele dobrego – powiedziała z wyraźnym entuzjazmem wobec podjęcia przez niego pracy jako uzdrowiciel.

Draco spojrzał na Teddy’ego, który wciąż z zapałem gryzł jego palec, a teraz po raz kolejny zmienił kolor włosów, by pasowały do jego popielatego blondu Draco wiedział, że nie mógłby pójść tą drogą. Po tym, co zrobił Hermionie i jak pomogła mu podczas procesu, nie chciał wkraczać w jej przestrzeń.

– To miłe, ale myślę, że zostawię Granger tę drogę – powiedział z poczuciem winy, które przejęło jego myśli.

– Choć się z tym nie zgadzam, rozumiem, że wy dwoje nie macie najlepszej przeszłości. – zamilkła na chwilę – A co powiesz na spacer w parku? Niedaleko stąd jest mugolski park, do którego czasem zabieram Teddy’ego. Trochę świeżego powietrza dobrze nam zrobi – zaproponowała, wstając i zaczynając zbierać wózek oraz pakować torbę z rzeczami dla dziecka.

Teddy zapiszczał z radości na widok wózka, wiedząc, co to oznacza. Andromeda pokazała Draco, jak przypinać i odpinać Teddy’ego w wózku, a potem wyruszyli w drogę, spacerując po okolicy, ponieważ aportacja zdradziłaby ich obecność mugolom, a także mogłaby źle wpłynąć na małego.

Draco z uwagą obserwował wszystko i wszystkich, co wydawało mu się podejrzane. Choć przez ostatnie miesiące przyzwyczaił się do noszenia mugolskich ubrań – które, trzeba przyznać, były znacznie wygodniejsze i bardziej stylowe niż szaty – wciąż niewiele wiedział o mugolach. Wiedział, że nie są odrażający i barbarzyńscy, jak go uczono, ale tak jak czarodzieje, byli wśród nich tacy, którzy mogli go skrzywdzić, a także zagrozić jego rodzinie.

Andromeda zaśmiała się cicho, widząc jego zachowanie.

– Draco, odpręż się. Oboje jesteśmy uzbrojeni na wypadek, gdyby coś się wydarzyło. Mugole są znacznie mniej agresywni niż prawie każdy czarodziej. Po prostu ciesz się słońcem. Nic się nie stanie, choć niektóre mugolki chyba mają na ciebie oko – zażartowała, unosząc brew w stronę dwóch kobiet, które mijali.

Draco rozejrzał się i rzeczywiście zauważył grupkę kobiet przyglądających mu się uważnie. Wiedział, że jest przystojny, ale odkąd wychodził na miasto w świecie czarodziejów, częściej spotykał się z wrogimi spojrzeniami i wyrazami obrzydzenia. Miło było być obserwowanym z zainteresowaniem, nawet jeśli spacerował z ciotką i swoim małym kuzynem.

Teddy zaczął marudzić w połowie drogi wokół parku, machając nóżkami w wózku.

– Czasami robi się niespokojny. Może go poniesiesz, a ja popcham dalej wózek – zaproponowała Andromeda. Draco skinął głową i pochylił się, by podnieść Teddy’ego. Szarpiąc się z klamrami, w końcu się poddał i mruknął cicho Alohomora bez różdżki. Gdy uniósł się z Teddym na biodrze, zauważył, że ciotka przygląda mu się uważnie.

– Co? – zapytał, nieświadomy, co mógł zrobić źle.

Andromeda zaśmiała się ciepłym, melodyjnym śmiechem.

– Nie myśl, że nie zauważyłam tego Alohomora, mój drogi.

Przyłapany, na gorącym uczynku sam wybuchnął śmiechem.

– Gdyby te cholerne klamry nie były zapięte jak skrytki w Gringottcie, nie mielibyśmy problemu – odpowiedział rozbawiony.

Teddy zapiszczał ze śmiechem na dźwięk rozmowy dorosłych. On też chciał być częścią zabawy, dziękuję bardzo!

***

Kiedy wrócili z parku, Andromeda zaproponowała obiad na mieście, ale Draco nie chciał, by ona lub Teddy musieli znosić nieprzyjemne spojrzenia z powodu bycia widzianym w jego towarzystwie.

– Pójdźmy po prostu do mugolskiego Londynu. To dobrze zrobi Teddy’emu, a ty jeszcze tam nie byłeś – powiedziała. I tak Draco znalazł się na patio małej kawiarni, obserwując mugoli przechodzących obok. Obsługa była bardzo podobna do tej w czarodziejskich lokalach, tylko wszystko wykonywano ręcznie. Zamówiona przez niego kanapka z frytkami była taka jak każda inna, a Teddy z zapałem zajadał się wcześniej rozgniecionymi frytkami. Teraz spał w ramionach Draco, zmęczony swoimi ziemniaczanymi podbojami.

– Myślę, że zaczyna się nudzić, będąc tylko ze mną. Przepraszam, że dzisiaj jest tak przyklejony do ciebie – powiedziała Andromeda z uśmiechem, wstając, by zapłacić rachunek w środku.

– To żaden problem. Wcale mi to nie przeszkadza – odpowiedział Draco, przytulając dziecko bliżej, nie przejmując się odrobiną śliny na swoim ramieniu. Kiedy Andromeda zniknęła w środku, Draco usłyszał czyjeś chrząknięcie. Podniósł wzrok i zobaczył kobietę o długich, ciemnych włosach i zielonych oczach, która patrzyła na niego. Wyglądała na osobę w jego wieku, może trochę starszą – raczej około dwudziestu kilku lat.

– Przepraszam, że przeszkadzam, ale musiałam powiedzieć, że twój syn to najsłodsze dziecko, jakie kiedykolwiek widziałam – powiedziała w bardzo pogodnym tonie, z uśmiechem na twarzy. Jego syn? Draco spojrzał na Teddy’ego, którego blond włosy były nadal wyraźnie widoczne na jego małej główce.

Odchrząknął, nie wiedząc, co powiedzieć, ale też nie chcąc być niegrzecznym. Na szczęście drzwi kawiarni otworzyły się i Andromeda ruszyła w ich stronę z uśmiechem, który mógłby być określony tylko jako wyjątkowo złośliwy.

– Ja… tak. Dziękuję – odpowiedział zmieszany.

– Draco, kochanie, kim jest twoja znajoma? – zapytała Andromeda, tonem pełnym wyraźnego rozbawienia. Draco wyglądał teraz jeszcze bardziej nieswojo.

Kobieta albo nie zwróciła na to uwagi, albo w ogóle jej to nie obchodziło. Wstała i zwróciła się do Andromedy.

– Och, przepraszam, nie chciałam zajmować pani miejsca. Musi pani być jego matką. Właśnie mówiłam pani synowi, jaki pani wnuk jest uroczy. Naprawdę, tworzą razem tak przesłodką parę!

Andromeda spojrzała na dwóch blondynów – Draco i Teddy’ego – a na jej twarzy malowało się czyste rozbawienie.

– Och, tak, mój syn i wnuk to moja duma i radość. Pani… przepraszam, nie złapałam pani nazwiska.

Kobieta rozjaśniła się jeszcze bardziej.

– Och, jestem Clara Westman! Nie znam waszych imion – powiedziała, patrząc na Draco z wyczekiwaniem, które sprawiło, że wyglądał na lekko przerażonego. Kobieta przypominała mu dzikiego chihuahua.

– Jestem Andromeda, to mój syn Draco, a to mój wnuk Teddy – powiedziała, a Draco miał wrażenie, że sytuacja nie mogła być gorsza. Przeklęte niech będą jego dobre geny i dopasowany wyglądem kuzyn do pary.

– Tak, a skoro mowa o Teddym, wygląda na to, że jest zmęczony i potrzebuje drzemki. Miło było panią poznać, pani Westman. Życzę miłego popołudnia – powiedział Draco, wstając i zaczynając zbierać ich rzeczy. Był o krok od rzucenia Confundus, gdyby musieli zostać z tą kobietą choć chwilę dłużej. Serio, już teraz czuł, że nadchodzi migrena od samego jej towarzystwa.

Andromeda pomogła mu zebrać rzeczy i przygotować wózek.

– Pani Westman, mam nadzieję, że będzie miała pani cudowne popołudnie. Miło było panią poznać, droga pani. Jeśli kiedyś zobaczy nas pani na mieście, proszę podejść i powiedzieć „dzień dobry” – rzuciła Andromeda z nieco przesadzonym entuzjazmem.

Draco syknął na ciotkę, ale ta go zignorowała, zbyt zajęta zabawą swoimi własnymi żartami.

***

Reszta dnia minęła błyskawicznie.

Zjedli kolację w domu. Andromeda udzieliła Draco podstawowego kursu gotowania, razem przygotowali prosty makaron spaghetti z klopsikami. Teddy zasnął bez problemu – przynajmniej według Andromedy. Teraz pozostało tylko czekać. Andromeda postanowiła pokazać Draco telewizję, która zwykle była wielką atrakcją dla czarodziejów.

Draco przez długie godziny był oczarowany, zadając niezliczone pytania o to urządzenie. Andromeda mu się nie dziwiła – sama reagowała tak samo, gdy Ted po raz pierwszy pokazał jej telewizor. Pokazała Draco animowane filmy, które Nimfadora uwielbiała jako dziecko, zwłaszcza musicale. Jego reakcje przypominały jej dziecięcy zachwyt Dory, gdy wspólnie oglądały te filmy. Było to świetne odwrócenie uwagi, aż do momentu, gdy sowa zaczęła skrobać dziobem o szybę wytrąciło ich to z równowagi.

Draco zbladł, wstając z kanapy, by otworzyć okno dla pięknego ptaka. To była sowa Malfoyów

– No cóż, chyba to już – powiedział, odwiązując zwój od nogi sowy i dając jej przysmak z pojemnika stojącego przy oknie. Usiadł ciężko na kanapie z rosnącym w gardle supłem. Andromeda położyła delikatnie dłoń na jego kolanie.

– Chcesz, żebym przeczytała to za ciebie?

Draco pokręcił głową.

– Nie, muszę to przeczytać sam – powiedział, łamiąc pieczęć i zaczynając czytać. List był krótki, więc szybko przebiegł go wzrokiem, ale potem siedział w milczeniu przez to, co wydawało się godzinami, wciąż na nowo odczytując te same słowa. Słyszał, jak Andromeda woła jego imię, aż w końcu na nią spojrzał.

– Wszystko w porządku? – zapytała.

Draco wziął drżący oddech, próbując pokiwać głową na tak, ale nie mógł się ruszyć. Dopiero wtedy zauważył, że płacze. Drżącą ręką podał jej list, który Andromeda natychmiast zaczęła czytać.

 

Do: Draco Lucjusza Malfoya,

Z powodu naruszenia kontraktu małżeńskiego z Astorią Marjorie Greengrass, niniejszym zostajesz wykluczony z linii dziedziczenia rodziny Malfoy. Zostaniesz usunięty z rodzinnego gobelinu Malfoyów oraz pozbawiony dostępu do wszystkich ochronnych zaklęć na nieruchomościach przodków i jakichkolwiek posiadłości należących do rodziny Malfoy. Gringott dołączył poniżej list potwierdzający usunięcie cię z rodzinnych skarbców.

Nie jesteś już członkiem linii rodziny Malfoy i nie będziesz już związany z tym Dumnym i Szlachetnym Domem. Mógłbym powiedzieć, że jestem tobą rozczarowany, ale zawsze byłem, więc nie jestem zaskoczony. Nie jesteś moim synem i od tego momentu, w świetle prawa, również nim nie będziesz.

 

Pozdrawiam, Lucjusz Abraxas Malfoy
Lord Malfoy na Dworze Malfoyów
Patriarcha Rodziny Malfoyów.

 

Poniżej znajdowały się wspomniane dokumenty z Gringotta, potwierdzające wydziedziczenie. List był nawet bardziej okrutny, niż Andromeda mogła sobie wyobrazić. Jak jej siostra mogła siedzieć bezczynnie i pozwolić, by ten człowiek działał z taką bezwzględnością?

– Och, Draco, tak mi przykro. Zasługujesz na znacznie więcej – powiedziała, przyciągając go do siebie. W jej oczach pojawiły się łzy, gdy Draco zaczął szlochać na jej ramieniu. Nawet po dekadach własne wydziedziczenie nadal ją bolało. Wiedziała, co Draco zrobił, by chronić swoją rodzinę, a mimo to oni go porzucili za to, że nie był ich „idealnym synem czystej krwi”.

Po około trzydziestu minutach Draco uspokoił się. Jego oczy były lekko spuchnięte i zaczerwienione od łez. Oddychał ciężko i nierówno, ale Andromeda cały czas trzymała go w objęciach, zapewniając, że nadal ma rodzinę, która go kocha i wspiera. Nie płakał od końca wojny, ale to wydarzenie przełamało tamę. Starał się – na Merlina, jak on się starał – trzymać wszystko w ryzach, ale to nie wystarczyło. W jego sercu było tyle żalu, który wpychał głęboko w siebie, obiecując sobie, że zajmie się nim później. Ten ból serca był nieunikniony, a tamy w końcu puściły.

Chwilę później zarejestrował, jak ciotka podaje mu eliksir uspokajający i prowadzi go na górę. Opadł na łóżko w pokoju gościnnym i zamknął oczy. Sen przyszedł szybko, gdy zmęczenie wynikające z bólu i żalu wciągnęło go w głęboką otchłań snu.

***

Kiedy obudził się następnego ranka i zorientował, że leży w łóżku, które nie było jego, nawet się nie zdziwił. Był wyczerpany. Powoli zszedł na dół i zobaczył Andromedę przygotowującą śniadanie oraz Teddy’ego siedzącego w wysokim krzesełku.

– Och, dzień dobry, Draco! Nie byłam pewna, kiedy wstaniesz, ale cieszę się, że już się ruszasz. Głodny? – zapytała pogodnie.

Wzruszył ramionami, a ona postawiła przed nim talerz z naleśnikami i jajkami.

– Cóż, zjedz i tak. Mam coś, o czym chciałabym z tobą porozmawiać – powiedziała.

Draco skinął głową i zaczął powoli jeść naleśniki. Kiedy zjadł tyle, by mieć pewność, że ciotka będzie zadowolona, odsunął talerz. Czuł się bardziej przytomny, choć emocjonalnie nadal był wrakiem.

Andromeda podawała Teddy’emu małe kawałki naleśników, ale podniosła wzrok, kiedy zauważyła, że Draco skończył jeść.

– Dobrze, wiem, że znamy się zaledwie kilka dni, ale pomyślałam, że może dobrze by było, gdybyś się tutaj przeprowadził. Oczywiście moglibyśmy złożyć przysięgi, by nie wyrządzać sobie wzajemnie krzywdy, ale wydaje mi się, że Teddy cię polubił – powiedziała, a jakby na zawołanie malec odwrócił się w stronę Draco, zachichotał i znowu zmienił kolor włosów z różowego na blond jak Draco.

Draco poczuł ciepło na widok małego psotnika i jego zabawnych sztuczek.

– A szczerze mówiąc, chciałabym mieć drugiego dorosłego w domu. Dodatkowe ręce do pomocy i kogoś, z kim mogłabym porozmawiać. Poza tym wydaje mi się, że przydałoby ci się teraz trochę wsparcia. Sypialnia, w której spałeś, zawsze była dodatkowym pokojem. Chciałabym, żebyś uczynił ją swoją. Co o tym myślisz? Co więcej, był zauroczony Teddym równie mocno, jak Teddy był zauroczony nim.

Spojrzał na Andromedę i jej małego, jasnowłosego wnuka siedzącego przed nim.

– W porządku. Brzmi dobrze – odpowiedział, widząc, jak ciotka z ulgą wypuszcza powietrze.

– Och, dzięki Bogu, martwiłam się o ciebie wczoraj w nocy. Nie chcę być wredna, ale wyglądałeś jak kompletna ruina – powiedziała z uśmiechem.

Draco roześmiał się. Zwykle byłby bardzo zły, gdyby ktoś inny mu to powiedział, ale miała rację. Wczoraj był, a w pewnym sensie nadal jest, totalnym wrakiem.

***

Listopad i grudzień minęły jak z bicza strzelił. Draco przyzwyczaił się do życia w domu Tonksów równie naturalnie, jak kaczka do wody. W ciągu dnia uczył się w swoim pokoju, kuchni, salonie lub nawet na zewnętrznym patio, a podczas krótkich przerw pomagał Andromedzie. Zamiast Wieczystej Przysięgi przeprowadzili rodzinny rytuał krwi Blacków. Zaklęcie uniemożliwiało im krzywdzenie siebie nawzajem lub Teddy’ego, nawet pod wpływem Imperiusa, a jego moc miała rosnąć wraz z upływem czasu. Była to rzadko spotykana magia, ale niezwykle przydatna.

Andromeda miała teraz więcej czasu dla siebie – mogła załatwiać niektóre sprawy w samotności, relaksować się w wannie albo oglądać telewizję, pozwalając siostrzeńcowi opiekować się Teddym wieczorem bez jej zaangażowania. Chłopak był w  opiece nad dzieckiem zaskakująco dobry, przychodziło mu to naturalnie. Wieczorami spacerowali po parku, jeśli było zimno, siadali przy kominku. Andromeda nadal uczyła Draco praktycznych umiejętności życiowych, z użyciem magii i bez niej. Bywały wieczory, gdy potrafił już samodzielnie przygotować prostą kolację.

Dbała też o to, by Draco miał czas dla siebie. Zaczęła zabierać Teddy’ego na Grimmauld Place w dni, gdy Harry chciał go zobaczyć, albo upewniała się, że Draco bezpiecznie wraca do domu, jeśli spędzał czas z przyjaciółmi (choć co do młodych Notta i Zabiniego wciąż miała mieszane uczucia).

Ich małe domostwo kwitło w najlepsze. W końcu nadeszły święta Bożego Narodzenia, Andromeda i Teddy zostali zaproszeni do Weasleyów, ale odmówili, decydując się spędzić dzień z Draco. Święta wyglądały w tym roku zupełnie inaczej, ale oboje chcieli się postarać z okazji pierwszych świąt Teddy’ego. Postanowili jednak zachować je w skromnym stylu i ograniczyć się do jednego prezentu dla każdego.

Prezent Draco dla Teddy’ego to średniej wielkości miś w miodowym kolorze. Został zaczarowany tak, by dostosowywał się do temperatury ciała Teddy’ego – jeśli było mu zimno, miś się ogrzewał, a jeśli było mu gorąco, chłodził. Pełnił też funkcję elektronicznej niani – wysyłał powiadomienia do różdżek Draco lub Andromedy, gdy Teddy się budził lub coś mu dolegało.

– Miś dla mojego misiaczka – zażartował Draco, a Andromeda zawołała:

– Och, Draco, jest idealny!

Uśmiechnął się, gdy Teddy wspiął się na jego kolana i zaczął z zapałem gryźć ucho misia. Draco roześmiał się, patrząc na chłopca.

– Powinienem jeszcze wspomnieć, że miś nie może zostać uszkodzony ani poplamiony. To wydawało się dość istotne – dodał, a Andromeda roześmiała się i skinęła głową w milczeniu.

Sięgnęła pod choinkę i wyciągnęła małe pudełko, które podała Draco.

– Wiem, że zgodnie z tradycją syn dostaje kieszonkowy zegarek od ojca, gdy osiąga pełnoletność. Wiem też, że Lucjusz nigdy ci go nie dał. Chociaż Ted był mugolakiem, jego ojciec słyszał o tej tradycji i podarował mu ten zegarek. Ted zostawił go, gdy uciekł przed rejestracją mugolaków. Wydaje mi się, że to odpowiedni moment, by ci go przekazać. Jestem pewna, że Ted by się zgodził. Byłabym zaszczycona, gdybyś kiedyś przekazał go Teddy’emu – powiedziała, pod koniec wycierając nos.

Draco musiał przełknąć gulę w gardle, patrząc na zegarek i słuchając jej słów.

Otworzył małe pudełko, w którym znajdował się srebrny kieszonkowy zegarek. Na froncie wyryty był kruk w locie, a na odwrocie cytat: „A Loving Heart Is The Truest Wisdom” (Kochające serce jest najprawdziwszą mądrością) oraz inicjały ET.

Kliknął zamek, otwierając zegarek i odsłaniając jego tarczę. Po przeciwnej stronie znajdowała się czarna płytka z iskrzącymi się diamentami ułożonymi w kształt konstelacji Andromedy. Było to misternie wykonane małe dzieło sztuki, znacznie więcej, niż był przekonany, że kiedykolwiek będzie zasługiwał.

– Andromedo, to jest absolutnie przepiękne, ale nie zasługuję na to – powiedział, czując się okropnie. Ten człowiek zginął z rąk śmierciożerców.

Andromeda ujęła jego dłonie, podczas gdy Teddy wciąż z zapałem gryzł swojego misia.

– Draco, kochanie, znam mojego Teda i on wybaczał jeszcze łatwiej niż ja. W ciągu tych kilku miesięcy, które z nami spędziłeś, stałeś się naprawdę dobrym człowiekiem. Byłby z ciebie dumny, tak jak ja jestem. Proszę, przyjmij ten prezent – powiedziała, zamykając ich dłonie wokół zegarka. Draco skinął głową.

– No cóż, chyba teraz twoja kolej – powiedział, sięgając po małe pudełko na biżuterię i kopertę. – Wiem, że obiecaliśmy sobie po jednym prezencie, ale nie mogłem się powstrzymać. Te dwa przedmioty są ze sobą powiązane, jeśli to pomoże – dodał.

Gdy Andromeda otworzyła pudełko, z jej ust wyrwało się westchnienie. W środku znajdował się złoty wisiorek wielkości galeona, a na nim z czarnych diamentów ułożona była konstelacja Andromedy. Na odwrocie wygrawerowany był herb rodziny Black.

– Jak udało ci się to znaleźć? – zapytała, a łzy zaczęły spływać po jej policzkach.

Draco delikatnie odgarnął włosy Teddy’ego z czoła i wzruszył ramionami.

– Kiedy szukałem sygnetu Blacków, znalazłem to w jednym z zakamarków skarbca. Pamiętałem wisiorek matki i zauważyłem, że ty swojego nie masz. Pomyślałem, że musiał zostać zabrany. Ale to nie wszystko. Spójrz na herb – powiedział, jakby od niechcenia.

Andromeda spojrzała na ukochany naszyjnik, który nosiła od dzieciństwa i którego nie zdejmowała aż do dnia, w którym wyszła za Teda. Nigdy nie myślała, że jeszcze go zobaczy. Przesunęła palcami po herbie, przyglądając się mu. Na dole, w miejscu, gdzie kiedyś widniało „Toujours Pur” (Zawsze Czysty), teraz było wygrawerowane „Amor Vincit Omnia” (Miłość wszystko zwycięża).

– „Miłość wszystko zwycięża” – wyszeptała nowe motto rodzinne. Spojrzała na siostrzeńca z pytającym wzrokiem, a on natychmiast otworzył kopertę.

– Widzisz, nie mogłem mieć starego, czysto krwistego motto w momencie, gdy dodałem ciebie i Teddy’ego z powrotem do drzewa genealogicznego. To by nie pasowało – powiedział tonem, jakby opowiadał o pogodzie z minionego tygodnia.

Andromeda krzyknęła cicho, wpatrując się w dokumenty. Dodał ją i Teddy’ego do rodzinnych skarbców z nieograniczonym dostępem.

– Pomyślałem, że możemy zrobić rytuał krwi w noc sylwestrową. Będzie wtedy pełnia – dodał z uśmiechem.

Lekko uderzyła go w tył głowy, a Draco zmarszczył brwi.

– Na Merlina, za co to było? – zapytał, masując miejsce, które oberwało.

– Za bycie idiotą i myślenie, że nie zasługujesz na ten zegarek, skoro planowałeś coś takiego, głuptasie – odpowiedziała z lekkim uśmiechem, a Draco roześmiał się razem z nią.

***

Miesiące mijały, aż w końcu nadszedł dzień pierwszych urodzin Teddy’ego. Jutro był poniedziałek, 12 kwietnia. Postanowili spędzić ten dzień jako rodzina – tylko we troje – zanim w weekend odbędzie się przyjęcie urodzinowe. Draco był zdenerwowany perspektywą spotkania Pottera, Granger i całego klanu Weasleyów. On i Andromeda postanowili utrzymać jego przeprowadzkę do jej domu w tajemnicy, to miało sens gdy się wprowadził, ale nie mogli tego ukrywać w nieskończoność, zwłaszcza że teraz oficjalnie należeli do jednej rodziny. Jednak siedząc w salonie i obserwując, jak mały chłopiec z niemalże zawsze blond włosami chodzi niepewnie, trzymając się jego rąk, Draco czuł coraz większe nerwy.

Andromeda wysłała sowy do Harry’ego, Rona i Hermiony, zapraszając ich na wczesną kolację z okazji urodzin Teddy’ego. Jego ciocia celowo pominęła informację, że Draco też tam będzie. Słyszał, że Granger wróciła do Hogwartu, więc nie był pewien, jak udało jej się zdobyć pozwolenie na przyjście, ale nie miał czasu się nad tym zastanawiać, bo kominek rozbłysnął zielonym płomieniem. Pierwszy wyszedł Potter, za nim Weasley a Teddy zapiszczał radośnie i zaczął coś bełkotać, widząc swojego ojca chrzestnego.

Wszyscy stanęli w miejscu, wpatrując się w siebie, niepewni, co robić. Na szczęście Andromeda pojawiła się w drzwiach salonu w ciągu kilku sekund.

– Och, dobrze, że jesteście! Kuchnia jest już gotowa. Draco, czy mógłbyś najpierw zabrać Teddy’ego i go przebrać? – powiedziała pogodnie, ledwo powstrzymując się od śmiechu na widok min trzech mężczyzn.

Gdy tylko Draco wyszedł, Harry i Ron odwrócili się w stronę Andromedy, a potem spojrzeli na siebie.

– Dobra, sprawdź ją pod kątem Imperiusa, Confundusa i innych klątw, a ja zajmę się Malfoyem – powiedział Harry, ruszając w stronę łazienki, podczas gdy Ron skinął głową i podszedł do Andromedy.

– Chłopcy, to nie jest konieczne. Jest tu, bo mieszka z nami. Jest z nami od listopada. Odłóżcie różdżki – powiedziała spokojnie.

Obaj spojrzeli na nią z niedowierzaniem, nadal trzymając różdżki. W tym momencie kominek ponownie zapłonął, a Hermiona wyszła, strzepując popiół z płaszcza. Podniosła wzrok i zamarła.

– Harry, Ron, dlaczego, na Merlina, celujecie różdżkami w Andromedę?! – zaczęła spokojnie, ale jej głos pod koniec zdania przeszedł w krzyk.

– Myślimy, że została poddana Imperiusowi – odpowiedział Harry, nie spuszczając oczu z Andromedy.

– A dlaczego, na wszystkie świętości, sądzicie, że coś takiego mogło się stać? – zapytała Hermiona ostro. W tym momencie do pokoju wszedł Draco, niosąc Teddy’ego. Oboje chichotali, gdy Draco próbował zrozumieć dziecięce gaworzenie.

– Przepraszam, że tak długo, Dromedo. Niedźwiadek miał kolejną katastrofę pieluchową. Naprawdę myślę, że powinniśmy ograniczyć jabłkow… – urwał, spoglądając na dwóch wariatów celujących różdżkami w jego ciotkę. – Co, do cholery, myślicie, że robicie?! – wybuchnął.

Teddy, wyczuwając zmianę nastroju, wtulił się w szyję Draco, chowając twarz w jego koszuli.

– Co my myślimy, że robimy? Co ty, do diabła, robisz?! – zaryczał Ron, zapominając o różdżce, gdy ruszył w stronę Draco. Harry poszedł za nim.

– Ma rację, co ty robisz z moim chrześniakiem?!

– Pomagam w opiece nad Teddym od miesięcy. Prawdopodobnie wiem o nim więcej niż ty, więc odsuń się i nigdy więcej nie celuj różdżką w moją ciotkę. Może jestem na warunkowym, ale to nie znaczy, że nie wiem, jak używać pięści – odparł gorąco Draco, jego gniew dochodząc do szczytu.

– Grozisz mi?! – warknął Harry w tym samym momencie, gdy Andromeda zbeształa Draco.

– Draco Mirach Black, zachowuj się! Wiedziałam, że Blaise i Theo mają na ciebie zły wpływ! Wy wszyscy tylko próbujecie się skrzywdzić. To absurdalne!

Draco miał na tyle przyzwoitości, by wyglądać na zawstydzonego, a pozostali trzej także zamilkli. Hermiona postanowiła wtrącić się.

– Przepraszam, jak go właśnie nazwałaś? – zapytała, a Draco, ignorując jej pytanie, wyszedł z pokoju, wciąż trzymając przestraszonego Teddy’ego.

Pozostali zwrócili się do Andromedy.

– Słuchajcie, to długa historia, ale opowiem wam wszystko podczas kolacji. Po prostu idźcie usiąść – powiedziała z westchnieniem. Chociaż lubiła odrobinę dramatyzmu, powinna była przewidzieć, że mogą nadal zachowywać się jak niezdarni idioci.

Weszli do kuchni, gdzie Draco już przypinał Teddy’ego do wysokiego krzesełka i karmił go tłuczonymi ziemniakami.

– No dalej, Teddy Niedźwiadku, jeśli zjesz wszystkie ziemniaki, może uda nam się przemycić trochę bananów – powiedział z uśmiechem, mrugając do dziecka, które znowu zaczęło chichotać.

Andromeda wskazała reszcie, by usiedli, po czym zaczęła nakładać ziemniaki i gulasz na talerze.

– Draco, mówiłam już, że nie będę więcej czyścić bananów z jego włosów! Nie przemycaj mu żadnych, chyba że chcesz przez miesiąc być na służbie kąpielowej – rzuciła z uśmiechem, machając w jego stronę łyżką.

Draco udał wstrząs, kładąc rękę na piersi, jakby był głęboko urażony.

– Co, do cholery, tu się dzieje? Czuję się, jakbym była w strefie mroku – wyszeptała Hermiona do pozostałych. Może nie wiedzieli, o co jej chodzi, ale podzielali jej odczucia.

W końcu wszyscy siedzieli w milczeniu, podczas gdy Draco kontynuował karmienie Teddy’ego, nikt nie tknął swojego jedzenia.

– Dobra, czy ktoś może mi powiedzieć, że nie zwariowałem i nie oszalałem kompletnie? – zaczął Harry, a Ron wtrącił:

– Tak, dlaczego trzymasz tu tego Śmierciożercę? Czy on ci grozi?

– Ronald! – zganiła go Hermiona.

– Co? Przecież to prawda. Spójrz, nawet pokazuje to otwarcie – wskazał na odsłonięte przedramiona Draco.

Draco zareagował na to szyderczym uśmiechem, unosząc lewą rękę i pokazując wszystkim przedramię.

– Tak właściwie, Weaselbee, gdybyś poświęcił choć odrobinę uwagi, zauważyłbyś, że już go tam nie ma – powiedział z drwiną.

Tam, gdzie kiedyś znajdował się ohydny, nienawistny znak, teraz widniał duży smok owinięty wokół całego przedramienia. Na jego rękach można było dostrzec jeszcze kilka innych tatuaży.

Widok tatuażu przypomniał Andromedzie noc, kiedy Draco wrócił do domu zaraz po jego zrobieniu. Był tak pijany, że wysłała sowy z reprymendami do jego przyjaciół za to, że w takim stanie go odesłali. Jednak widok, jak upada tyłkiem wprost do kosza na śmieci, niemal jej to wynagrodził. Płakała też, gdy pokazał jej dokumenty związane ze zmianą nazwiska.

Zaśmiała się, a Draco spojrzał na nią.

– Nawet o tym nie myśl – ostrzegł ją, już wiedząc, że śmieje się z jego upadku.

– O czym? Dlaczego Malfoy tu jest? Co właściwie nam umyka? – Hermiona zapytała ponownie, marszcząc brwi.

Draco spojrzał na nią z ponurym wyrazem twarzy.

– Już nie Malfoy, tylko Black – mruknął, a Andromeda skrzywiła się, słysząc ton jego głosu.

– Draco mieszka z nami od listopada – Andromeda zaczęła – wtedy przyszedł tu, przedstawić się i poznać mnie. I od tamtej pory jest tu z nami. Podczas gdy przygotowuje się do swoich SUM-ów, pomaga mi opiekować się Teddy’m. Zostaliśmy przywróceni do Domu Blacków. Przeprowadziliśmy też rytuały rodzinne, które zapewniają, że żadne z nas nie może skrzywdzić siebie nawzajem ani Teddy’ego. Reszta to już nie moja historia do opowiedzenia. Po prostu pomyśleliśmy, że lepiej powiedzieć wam o tym teraz, niż na przyjęciu Teddy’ego – wyjaśniła, zaczynając jeść swój posiłek.

Kochała Harry’ego i jego przyjaciół, ale szanowała prywatność Draco i nie zdradziłaby niczego bez jego zgody w jego własnym domu.

Zanim ktokolwiek zdążył coś na to odpowiedzieć, Draco się odezwał:

– Ciocia Andy i Teddy to moja rodzina. Możecie obrażać mnie, ile chcecie, ale zostawcie ich w spokoju. Jedyne, co zrobili, to otwarcie ramion dla kolejnego członka rodziny. Potter, Weasley, powinniście wiedzieć, jak to jest – powiedział, kończąc karmienie Teddy’ego i wstając. – Andromeda, kolacja wygląda cudownie, ale myślę, że pozwolę wam się spotkać bez mojej obecności. Sprawdzę, co u Theo i Blaise’a – dodał.

Andromeda wstała i przytuliła go ciepło, co nieco rozluźniło napięcie w jego plecach. Draco pocałował ją w policzek, a potem pochylił się, by pocałować Teddy’ego w główkę.

– Do zobaczenia później, Niedźwiadku Teddy – rzucił i wyszedł z kuchni w stronę kominka.

Kiedy usłyszeli dźwięk kominka, wszyscy zwrócili się z powrotem do stołu. Ron, oczywiście, zaczął jeść razem z Andromedą. Harry i Hermiona wymienili spojrzenia, a potem również zaczęli posiłek.

– Powiem to raz i chcę, żebyście dobrze mnie wysłuchali. Draco nie jest tym samym chłopakiem, o którym słyszeliście kiedyś opowieści. Był niesamowitym siostrzeńcem i wsparciem w naszym domu w ostatnim czasie, pomaga mi opiekować się Teddy’m, na nic się nie skarży. Nigdy nie słyszałam, by powiedział o was coś złego. Mieszkamy w mugolskim Londynie, na litość Morgany. Nie musicie go lubić, ale dopóki mam coś do powiedzenia, nigdzie się stąd nie rusza. Więc ogłoście zawieszenie broni przed urodzinami Teddy’ego. Draco nie chciał na nie przyjść, myśląc, że wszystko zepsuje, a na to nie pozwolę – powiedziała stanowczo, unosząc głowę i patrząc każdemu z młodych dorosłych prosto w oczy.

Kiedy była zadowolona z ich reakcji, odwróciła się z powrotem do swojego gulaszu.

– No, a teraz opowiedzcie mi, jak idzie szkolenie aurorskie i nauka – dodała, zmieniając temat.

***

Przyjęcie Teddy’ego przebiegło pomyślnie.

Draco trzymał się na uboczu albo w kątach salonu, albo na zewnątrz. Był uprzejmy wobec każdego, kto do niego podszedł – co sprowadzało się jedynie do jednego z braci Weasleyów pracującego w Ministerstwie i samego Ministra Magii. Unikał wtrącania się w cudze rozmowy. Ogólnie rzecz biorąc, wydawało się, że między Draco a Złotym Trio Idiotów została zawarta niewielki milczący rozejm. Zupełnie się unikali, co dla Draco było w porządku.

Mimo to trudno było mu powstrzymać się od uwag pod adresem Pottera i Weasleyówny, gdy pokazywali wszystkim jej pierścionek zaręczynowy. Najwyraźniej Potter oświadczył się podczas przerwy wielkanocnej.

Weasley z kolei wpatrywał się bardzo intensywnie w Granger, która robiła wszystko, by unikać patrzenia na swojego chłopaka. Ciekawe.

Pod koniec dnia Draco był zadowolony, że włożył wysiłek dla Teddy’ego, ale sam był wyczerpany na myśl, że każda uroczystość, w której będzie brał udział dla Teddy’ego lub Andromedy, może wyglądać podobnie.

***

Pierwsza rocznica bitwy była trudnym dniem w ich domu. Draco i Andromeda wiedzieli, że ten dzień nadejdzie, oboje byli pogrążeni byli w żalu. Harry zaprosił Andromedę i Teddy’ego do Nory na uroczystość, ale ona zaproponowała, żeby po prostu zabrał Teddy’ego na cały dzień. Zazwyczaj towarzyszyła Teddy’emu podczas wizyt u Harry’ego, ale czuła, że dziś zarówno ona, jak i Draco mogą potrzebować czasu dla siebie.

Leżała w swoim pokoju przy zgaszonych światłach, kiedy usłyszała pukanie do drzwi.

– Wejdź – powiedziała, siadając i przeczesując dłonią włosy, upewniając się, że nie wygląda na kompletny chaos. Draco wszedł, sam wyglądając na dość zaniedbanego.

– Przepraszam, że przeszkadzam, ale od jakiegoś czasu noszę się z pewnym pomysłem i nie mogę go dzisiaj wyrzucić z głowy. Jeśli chcesz, mogę wyjść – powiedział, stojąc przy drzwiach, nie chcąc narzucać się Andromedzie w dniu, który poświęcała na opłakiwanie męża i córki.

– Jeśli coś nie daje ci spokoju na tyle, żeby do mnie przyjść, to musi być ważne. Chodź, siadaj – odparła, wskazując miejsce obok siebie na brzegu łóżka. Zamknął drzwi i podszedł, siadając z westchnieniem.

Spojrzał na nią z powagą.

– Zanim zacznę chcę jedynie powiedzieć, że możesz powiedzieć „nie”, ale chciałbym, żebyś najpierw wysłuchała co mną kieruje – zaczął, czekając na jej zgodę, kiedy skinęła głową kontynuował: – Chcę uczynić Teddy’ego moim dziedzicem w Linii Rodu Black. Byłem częścią fanatycznej grupy, która odebrała mu rodziców i chociaż nie wyrządziłem im bezpośredniej krzywdy, przez lata wierzyłem w ich idee i nigdy nie stanąłem po właściwej stronie. Wiem, że jest już częścią Rodu Blacków i że wy oboje macie dostęp do skarbców, ale chcę, żeby był odpowiednio zabezpieczony na wypadek, gdyby coś mi się stało – powiedział, bawiąc się nerwowo palcami i unikając jej wzroku.

– Och, kochanie, to bardzo słodkie, ale co z twoimi własnymi dziećmi? – zapytała cicho.

Westchnął ciężko.

– Wątpię, żebym kiedykolwiek je miał, a jeśli tak się stanie, to wszystko zostałoby równo podzielone. Kocham Teddy’ego, jakby był moim własnym dzieckiem. Byłbym szczęśliwy, gdyby okazało się, że jest jedynym dzieckiem w moim życiu – odpowiedział, a w jego głosie słychać było szczerość.

Andromeda skinęła głową, a łzy zaczęły płynąć po jej policzkach, podobnie jak tego ranka.

– Tylko jeśli jesteś całkowicie pewien, ale jeśli tak, to będzie to dla mnie zaszczyt – powiedziała, uśmiechając się przez łzy.

Następnego ranka cała trójka udała się do Ministerstwa. W poniedziałek, 3 maja 1999 roku, Edward Remus Lupin został oficjalnie nazwany Edwardem Remusem Lupinem Black, dziedzicem Draco Miracha Black, dziedzica Pradawnego i Szlachetnego Rodu Black.

– Teddy Black brzmi całkiem nieźle, co ty na to, Niedźwiadku Teddy? – zapytał Draco, łaskocząc dziecko w brzuszek, podczas gdy czekali w Biurze Relacji Rodzinnych na przesłanie dokumentów do Gringotta.

Teddy zaśmiał się swoim charakterystycznym chichotem, patrząc na Draco zmienił kolor włosów z głębokiego fioletu na platynowy.

– Dada – powiedział.

– Co ty właśnie powiedziałeś? – Draco zapytał zszokowany, patrząc szeroko otwartymi oczami na Andromedę, żeby upewnić się, że słyszała.

– Dada – powtórzył Teddy, patrząc na niego z powagą.

Draco szybko spojrzał na Andromedę, wyglądając na zakłopotanego.

– Myślę, że po prostu próbuje powiedzieć „Draco” – rzucił z lekkim zakłopotaniem.

– Dada – powtórzył Teddy z uporem.

***

Draco w końcu ukończył swoje egzaminy SUMy. Nie mógł uwierzyć, że naprawdę mu się udało. Nauka w domu wyłącznie z książek była okropna, ale był zdeterminowany. Andromeda pomagała mu w przedmiotach, w których miała wiedzę, a pod koniec nauki Draco stworzył grupę do wspólnej nauki z Theo i Blaise’em, którzy również zdecydowali się wrócić, by podejść do egzaminów. Nie obchodziło go nawet, czy zdał wszystkie – najważniejsze, że były już za nim. Dzięki Merlinowi.

Na samą myśl o powrocie do Hogwartu był przerażony, ale po eliksirze uspokajającym, uścisku od Teddy’ego i przypomnieniu, że to tylko kilka godzin, zdołał przekroczyć próg szkoły. Tak robił każdego dnia przez cztery dni, aportując się tam i z powrotem na różne testy. Większość dawnych kolegów z klasy rzucała mu wrogie spojrzenia, ale był tak skupiony, że nawet tego nie zauważał.

W piątek sowa przyniosła wyniki. Draco zdołał zdobyć pięć „Wybitnych” i dwa „Powyżej Oczekiwań”. Andromeda skakała z radości, kręcąc się w kółko z Teddy’m w ramionach, zanim postawiła go na ziemi i zwróciła się do Draco.

– Gratuluję Draco, co dalej?

Draco podniósł Teddy’ego, który podbiegł do niego chwiejnym krokiem.

– Cóż, pamiętasz, jak rozmawialiśmy o tym, że chcę pomagać osobom poszkodowanym przez wojnę? Leczenie było jedną z opcji, ale kto zaufa byłemu Śmierciożercy? Potem przypomniałem sobie o Remusie i o tym, jak drogi jest eliksir tojadowy. Więc wysłałem sowę do Munga z pytaniem o koszt eliksiru tojadowego i ich zapasy. Odpisali, żebym przyszedł porozmawiać o moich zainteresowaniach – wyjaśniał, a uśmiech Andromedy stawał się coraz szerszy. Rozmawiali o karierze uzdrowiciela wielokrotnie, Andromeda mogła wykorzystać kilka dawnych kontaktów, by dać mu uczciwą szansę.

– Po rozmowie przedstawili mi ofertę, ale nie jako uzdrowiciela. Andromedo, czy wiedziałaś, że Szpital  Świętego Munga ma swój własny zespół badawczo-rozwojowy? Jakim cudem nigdy o tym nie słyszałem? – zapytał, wciąż zaskoczony. – W każdym razie, zaproponowali mi stanowisko młodszego pracownika badawczego, jeśli przejdę ich szkolenie. Powiedzieli, że zwykle wymagają mistrzostwa lub ukończonego szkolenia na uzdrowiciela, ale zrobili wyjątek. Byli pod wrażeniem moich wyników z Owutemów i mojej wiedzy praktycznej. Myślę, że częściowo dlatego, że… brakuje im personelu po wojnie – dodał cicho.

Przygryzł wargę, rozmyślając nad faktem, że jednym z powodów tej szansy były straty w ludziach. Odsunął jednak tę myśl na później.

– Muszę przejść podstawowe szkolenie uzdrowicielskie, tak na wszelki wypadek, gdyby potrzebowali dodatkowej pomocy na miejscu. Muszę też zdać ich egzaminy wstępne. Ale Andromedo, oni nawet nie zwrócili uwagi na to, że praktycznie popełniałem zbrodnie wojenne! Nawet nie mrugnęli, słysząc moje nazwisko!

Był niemal w ekstazie z podekscytowania. Rozmawiał ze Świętym Mungiem dwa tygodnie wcześniej, ale trzymał to w tajemnicy, w razie gdyby oblał SUM-y, a w konsekwencji oni wycofali ofertę. Nie mógł uwierzyć w swoje szczęście – mógł naprawdę robić coś dobrego dla społeczności. A do tego płaca była całkiem przyzwoita, nawet według jego standardów, co pozwoliłoby mu nadal budować skarbiec dla Teddy’ego.

Czuł się, jakby wypił Felix Felicis.

Rok temu bał się, że spędzi resztę życia w Azkabanie. Teraz nie tylko był wolny, ale miał kochającą i wspierającą rodzinę. Mógł pomagać ludziom dzięki swoim badaniom. Draco Malfoy był przestraszonym dzieckiem. Bigotem i tyranem; tchórzem jak jego ojciec. Ale Draco Black sprawiał, że jego rodzina była z niego dumna. Stawał się człowiekiem, o którym nigdy nie sądził, że będzie miał szansę się stać. Kimś dobrym.