Actions

Work Header

Rating:
Archive Warning:
Categories:
Fandoms:
Relationship:
Characters:
Language:
Polski
Stats:
Published:
2016-03-19
Completed:
2016-03-20
Words:
24,768
Chapters:
14/14
Kudos:
3
Bookmarks:
1
Hits:
184

Sierotka

Summary:

O trudnych decyzjach i dorastaniu w nieprzyjaznym świecie.

Chapter Text

Z nieopisaną radością opuścił mury budynku. Tak długo czekał na kolejne piątkowe popołudnie. Choć nie mógł powiedzieć, że nie lubił swojej pracy, zdecydowanie potrzebował odpoczynku.

- Do widzenia! – usłyszał za plecami. Drobna nastolatka uśmiechała się do niego.
- Do widzenia – odpowiedział równie wesoło. – Przygotuj się na poniedziałek. Nie chcę słyszeć żadnych wymówek!

Dziewczę jedynie przytaknęło i oddaliło się w swoją stronę. „Uda ci się. Dobrze, że chociaż tobie”, pomyślał. Istotnie, niewielu z jego uczniów zdradzało jakąkolwiek szansę na dobre życie. Powiódł wzrokiem za blondynką, by w końcu natrafić na stojącą przy murach sierocińca grupkę.

Najgorsi z najgorszych tutaj. Piątka chłopaków, w których nikt już nie wierzył. Mieli od 15 do 17 lat, przynajmniej jedno wykroczenie na koncie, zerowe postępy w nauce, żadnej poprawy mimo miesięcy wytężonej pracy. Byli przegrani i nawet jego optymizm nie był w stanie tego zmienić.

Dwójka jednych z najstarszych podopiecznych ośrodka patrzyła na niego wilkiem. Bracia, najbardziej rozpoznawalni w całym ośrodku, odebrani rodzicom krótko po urodzeniu. 16 lat, obaj z tej samej daty. Nierozłączni. Z wyglądu byli do siebie niezwykle podobni, niemalże identyczni, ich charakter jednak diametralnie się różnił.

Tom stał lekko w cieniu budynku. Dopiero co wrócił z poprawczaka. Znów palił papierosa. Opiekunowie już dawno zaniechali wszelkich prób, które mogłyby położyć kres jego nałogowi. Spokojny acz stanowczy był postrachem młodszych kolegów.

- No i co się tak gapisz?

To Bill, drugi z braci. Wyszczekany, impulsywny. Często wszczynał bójki bez wyraźnego powodu, lecz gdyby nie Tom, nie wyszedłby cało z ani jednej z nich. Był mocny w gębie, niewiele poza tym. Kradzieże także nie szły mu zbyt dobrze, o czym jego nauczyciel zdążył się już przekonać, kiedy natknął się na chłopaka w sklepie. Uratował go wtedy przed policją, ale nigdy nie usłyszał za to ani słowa wdzięczności. Nie oczekiwał go jednak, nie od tych dzieciaków.

Adam posłał im jeden ze swoich serdecznych uśmiechów. Nic nie działało na tę bandę tak jak lekceważenie. Nie miał zamiaru się ich bać, to on był tutaj autorytetem, nie oni. Szybko wsiadł do swojego auta, by odjechać jak najdalej stąd i wypocząć przez nadchodzący weekend, pomimo całej sterty prac do sprawdzenia.

***

- Rany, Adam! Gdzie ty nas wyprowadziłeś?
- Ej, spokojnie! Idziemy w dobrym kierunku.
- Jesteś pewien?
- Zaufaj mi.

Mijali już kolejne skrzyżowanie, a wciąż nie mogli znaleźć właściwego. Jakby tego było mało, okolica była wyjątkowo nieprzyjemna. Wąskie ulice, wysokie budynki, kręte zaułki.

- Nie zapuszczałbym się tutaj wieczorem – stwierdził krótkoostrzyżony blondyn, niepewnie zerkając w kolejny zakamarek.
- Ja też nie, dlatego uciekam z pracy jak najszybciej – odparł Adam. Sierociniec mieścił się w tej samej dzielnicy, nie tak daleko od miejsca, w którym się znajdowali.
- Że ty masz zdrowie codziennie tu przyjeżdżać…

Strzał, potem kolejne. Zatrzymali się.

- Z której to strony?
- Nie wiem, poczekajmy chwilę.

Tak też zrobili. Pięć minut ciszy wystarczyło, aby znów poczuli się w miarę bezpiecznie.

- Chyba już jest ok. Daleko mamy do tego sklepu?
- Nie, widać stąd to skrzyżowanie.
- To samo mówiłeś kilka minut temu – westchnął. – Jak coś, mam pistolet.
- Sauli! – obruszył się brunet.
- Mam do tego prawo i będę z niego korzystał, czy ci się to podoba, czy nie. Idziemy?

Pokręcił tylko głową i bez słowa sprzeciwu podążył za niższym mężczyzną, który od tej pory jeszcze uważniej obserwował otoczenie. Adam, choć czuł się nieswojo, nie miał Sauliemu za złe jego podejścia do niebezpiecznych sytuacji. Lata służby, mimo iż w tym wypadku dość krótkie, robią swoje.

Mijali kolejny zaułek, gdy nagle Koskinen nerwowo wyciągnął broń. Drugi z dwójki zbladł.

- Tam ktoś leży – rzucił ciche wyjaśnienie. – Zostań tu.
- Nie jesteś już w policji… - powiedział jakby do ciebie, gdyż blondyn był już zbyt daleko od niego. Ostrożnie robił kolejne kroki. Kiedy zniknął za budynkiem serce bruneta stanęło.
- Chodź tu szybko! – usłyszał po chwili. Nie trzeba było długo na niego czekać. – Dzwoń po karetkę. Adam?

Mężczyzna usiadł na ziemi. Nigdy przedtem nie widział nikogo w takim stanie, nie był więc tak odporny psychicznie jak Sauli. Fakt, iż zobaczył tak jednego ze swoich uczniów, nie pomagał. Zakrył usta żeby nie zwymiotować ze stresu.

- Tom… Czy… Czy on… - wydukał tylko.

Leżał w kałuży krwi z otwartymi oczami. Nie ruszał się, nie oddychał. Odpowiedź nasuwała się sama.

- Nie – stwierdził blondyn po przyłożeniu palców do tętnicy szyjnej. – Brak pulsu. Zawołaj karetkę, niech zatwierdzą zgon.

Wciąż z oczami pełnymi łez próbował wystukać właściwy numer. Tom, jego uczeń… Pozbawiony szans na jakąkolwiek poprawę.

Wtedy coś mu zaświtało. „Oni zawsze chodzili we dwójkę…”

- Sauli, Bill! Szukaj go! – krzyknął zdesperowany.
- Hę? – blondyn nie zrozumiał jego wypowiedzi. Rozejrzał się jednak po dziedzińcu, by zaraz stwierdzić – Coś widzę.
- Boże, żeby tylko…

Tym razem obaj podeszli do leżącego nieopodal ciała. Czerwona ciesz zabarwiła ziemię i podarte ubranie. Powieki były jednak zasunięte, a klatka piersiowa unosiła się nieznacznie. Oddech nie był miarowy, ale był. Jest szansa.

- Halo, pogotowie? Potrzebujemy pomocy!