Actions

Work Header

~𝔸 𝔹𝕒𝕕 𝕋𝕚𝕞𝕖~ - Balladyna Vs Sans (𝔊𝔬𝔭𝔩𝔬𝔗𝔞𝔩𝔢)

Summary:

~ It's a beautiful day outside. Birds are singing, flowers are blooming... ~

Wiedziona morderczymi aspiracjami Balladyna stacza bój na śmierć i życie z Sansem. Czy uda się jej zwyciężyć i osiągnąć swój cel?

Ni ma resetów bo mi się nie chce.

Work Text:

Balladyna weszła do przypominającej kościół sali. Już tylko trochę dzieliło ją od osiągnięcia jej celu - pokonania króla Asgore'a i przejęcia władzy w Podziemiu. Szata kobiety była pokryta pyłem pozostałym z ciał potworów, które zginęły z jej ręki. W dłoniach trzymała nóż.

Niestety, spełnienie jej ambicji musiało poczekać. Na drodze morderczyni stał Sans - szkielet z permanentnym (choć często fałszywym) uśmiechem noszący niebieską bluzę.

Balladyna nie przepadała za kościotruem; uważała go wręcz za irytującego. "Co ten dureń tu robi?", pomyślała. Zbrodniarka uniosła nóż.

- Witaj z powrotem, Balladyno. Dosyć daleko już zaszłaś... Słuchaj, mam dla ciebie jedno małe pytanko.

Kobieta uniosła brew.

- ... Czy wierzysz, że nawet najgorsza osoba może się zmienić..? Że każdy może stać się dobrym jeżeli po prostu się postara?

"O czym ten facet pitoli?"... Balladyna wiedziała, że to co robi nie zasługuje na pochwałę, lecz było już za późno, by się wycofać.

- Hehe... Dobra, mam lepsze pytanie. Czy jesteś gotowa na najgorszy moment swojego nędznego życia? Jeśli zrobisz jeszcze jeden krok... Zaiste nie spodoba ci się co z tobą zrobię - Sans zaśmiał się.

- Kolejna walka? Przecież wiesz, że nie masz ze mną szans - wyszydziła.

- Piękny dzisiaj dzień. Ptaki śpiewają, kwiaty kwitną... W takie dni morderczynie jak ty powinny smażyć się w piekle - oko szkieleta zapłonęło błękitem. Z ziemi wynurzyło się multum kości, każda zwrócona w stronę kobiety. Chociaż było to trudne, udało się się uniknąć wszystkich ataków. Problem zaczął się, gdy w powietrzu pojawiły się demoniczne czaszki strzelające laserami z paszczy. Balladyna ledwo uszła z życiem próbując im uciec.

W końcu ataki zostały. Morderczyni rzuciła się z nożem na Sansa, lecz zobaczyła w rogu sali widmo wyglądajace jak jej zmarła siostra, Alina. Została wytrącona z równowagi, co wykorzystał Sans by uchylić się przed ostrzem.

- Co, myślałaś że będą tu stał jak słup soli i pozwolę ci pozbawić mnie życia? Chyba w twoich snach, psychopatko.

Z podłogi i sufitu wyrosły rzędy kości, pozostawiając między sobą jedynie wąską szparę. Balladyna domyśliła się, że musi prze nie przeskoczyć. Znów spróbowała zamachnąć się na potwora, jednak ten był szybszy.

- Alina, Grabiec, Kirkor, Kostryn... Nawet twoja własna matka...

Pojawiło się więcej kości, tym razem także niebieskie. Balladyna ponowiła próbę ataku, lecz znów spudłowała.

- Wszyscy zginęli z twoich rąk... Jak czujesz się z tą świadomością? Wiedząc że jesteś nikim innym niż bezdusznym zabójcą?

Kolejna fala kości. Kolejny nieudany atak.

- To wszystko dla dobra ludzkości- Władza wymaga poświęceń-

- Jakiego dobra? Próbujesz oszukać samą siebie?

Kości wypełniły całą posadzkę. W powietrzu pojawiły się lewitujące platformy. Kobieta skakała z jednej nad drugą, aż w końcu dotarła do szkielata i wzięła zamach swoją bronią.

- Spójrz na swoje dłonie pokryte krwią i pyłem. Czy naprawdę tego chciałaś?

Ataki powtarzały się. Balladyna poczuła ciężar swoich grzechów, jednak było już za późno na zmianę. Tyle straconych żyć, przelanej krwi... Z każdą rundą poziom trudności wzrastał. Wróciły demoniczne czaszki... A Sans wciąż wytykał jej wszystkie grzechy. Kobieta słyszała w swojej głowie krzyki ofiar błagające o pomoc... Jej ofiar... Ale było już za późno. Coraz więcej ran, więcej krwi, więcej bólu... Każda próba zakończenia walki kończyła się niepowodzeniem.

- Wierzyliśmy, że pewnego dnia pojawi się człowiek, który wyprowadzi nas na powierznię... Zamiast tego doczekaliśmy się naszej zagłady... Zazwyczaj wypełnione życiem miejsca zmieniłaś w cmentarzysko... Pył, wszędzie pył... To jedyne co z nas zostało. Jak się z tym czujesz, wiedząc, że zniszczyłaś nasze życia? - Sans wyglądał na zmęczonego walką. - Chociaż nie zawsze taka byłaś, prawda? Zanim ogarnęła cię żądza władzy miałaś w sobie czastę dobra... Nie chciałabyś wrócić do tamtych czasów..? Zacząć od nowa? Odłóż ten nóż... Zapomnimy o wszystkim...

Balladyna bez słowa machnęła nożem.

- Eh, przynajmniej spróbowałem. Lubisz utrudniać sobie życie, co?

Z posadzki znów wynurzyły się kości. Kobieta uniknęła wszystkich i podeszła do kolejnego ataku.

- Słuchaj, myślałem, że może da się ciebie jeszcze naprawić... Wyrzucić zło z twojego serca, zostać przyjaciółmi... Nie wiem... Ale ty nie należysz do osób z którymi da się zaprzyjaźnić, prawda?

Więcej kości, więcej czaszek, więcej bólu...

- Musisz w końcu nauczyć się odpuszczać. I myślę, że dzisiaj jest na to idealny dzień. Całe te starcie zaczyna mnie już męczyć... Zakończy to raz na zawsze. Czas na mój specjalny atak.

"Już to gdzieś słyszałam...", pomyślała Balladyna, unikając ofensywy szkieleta.

- Już za chwilę... Ale najpierw musisz przetrwać TO.

Ciało kobiety zostało kilkukrotnie rzucone o ściany, a jej HP spadło do 1.

- Dałaś radę... W takim razie czas na mój atak. Widzisz? Wcale nie ma żadnego ataku. Właśnie tak. Wiem, że nie mam jak cię pokonać... W pewnym momencie i tak mnie zabijesz jak każdego innego na swojej drodze... Dlatego postanowiłam, że nie dopuszczę do twojej tury. Nawet jeśli będziemy tu stać aż do końca świata. Czaisz? W końcu ci się znudzi, poddasz się. Jesteś z typu osób, które zrobią wszystko, aby osiągnąć swój cel, co? Nie powstrzymana, robisz wszystko to tylko dlatego, że możesz... ... To już koniec. Jedyne co ci zostało to porzucić to wszystko...

Sans uwięził duszę Balladyny w taki sposób, by nie mogła już więcej walczyć, jednak z każdą sekundą był coraz bardziej zmęczony. Nie miał już siły walczyć dalej - zamknął oczy i zasnął na stojąco. Morderczyni wykorzystała jego nieuwagę i wykonała celny zamach nożem. Z rozdarcia w koszulce szkieleta wypłynęła krew. (A może był to keczup? W końcu szkielety nie mają krwi...).

- Czyli... To wszystko? ... ... ...

- ... idę do Grillby's... Papyrus, kupić ci coś...? ...

Sans wyszedł z sali. Balladyna została sama. Kobieta padła na kolana jak obłąkana, jednak na odwrót było już za późno.