Chapter Text
Y/N szła przez miasto jak codzień kiedy nagle napotkała spasionego ptaka, nakarmiła go chlebem
Mateusz - elo to ja
Y/N - o kurna to ptak mateusz
Mateusz - tak, zabieram cie do akademii pana Kleka
Y/N - o kurna
*pietnaście minut puzyniej*
y/n sie rozejrzała i zobaczyła że jest w grecji w koloseum
Mateusz - przenosimy się do świata Kleka
Y/N - ok
*som już w świecie Kleka*
Y/N popatrzyła na różowy las ktury ją otaczał i bardzo sie zdziwiła aż troche popuściła w majteczki z falbankami zrobione z jedwabiu, kropka
nagle zobaczyła Kleka w swoim budynku o nazwie AKADEMJA PANA KLEKA
Klek - por fawor?
Y/N - cześc
Klek - elo, i ty mateusz tez
Matuesz - mam pewnom teze kturom ci powiem na osobności
Obydwaj odchodzom od y/n aby porozmawiać w cztery oczy. Y/N rozgląda się po placufce edukacyjnej. Nagle podchodzi do niej bardzo przystojny i młody chłopak, o włosach koloru platynowego gówna. Przedstawia sie jako Albert. Y/N myśli sobie"o kurna ej on chyba jest synem ALberta ajnsztajna. "
Albert - hej... ogólnie to wiem że mam dwa metry sześdzieśiont wzrostu i gigantyczne mięśnie ale tak naprawde to jestem taki nieśmiały a ty wyglondałaś jak miła osoba....
Y/N - nie no spoko! jestem Y/N tak wogule
Podczas tej konwersacji oczy Y/N nie mogą odwrucić się od mięśni Alberta. Albert to zauważył i sie zaczerwienił i uciekł
Y/N - o kurna nawaliłam
Nagle zadzwonił dzwonek i podszedł do Y/N Klek.
Klek - cześć czas na lekcje ale z okazji że jesteś nowa to zrobimy jednom fajnom lekcje żebyś została w tym obozie zniewolenia- znaczy UPS nie pofinienem tego muwić'
Klek nie powinien się martwić ponieważ Y/N i tak nic nie zrozumiała chociaż kiwała głowom aby Klek ją polubił.
Klek - POR FAWOR. dobrze, zacznijmy lekcje
Idom do sali głuwnej gdzie w ławkach siedzą dzieci, Y/N macha do nich na cześć a oni odmachujom. W jednej z ławek siedzi Albert. Albert siedzi sam
Y/N myśli sobie - hmm faktycznie jest nieśmiały skoro siedzi sam w towarzystwie takich miłych ludzi
Y/N przysiada sie do Alberta. Urywa kartkę z zeszytu i pisze na niej "przepraszam za to niemiłe przywitanie, mam syndrom zwodnych oczu" to ostatnie to było kłamstwo ale chciała usprawiedliwić swoje gupie zachowanie. Albert pokiwał głowom i uśmiechnoł sie lekko na znak zgody.
Klek wchodzi do klasy razem z ALbrtem ajnsztinem - Witajcie dzieci!
Wszyscy odpowiadajom dzieńdobry
ALbert ajnsztajn sie kłania o mówi - emce kwadrat
Wszyscy wstają i klaszczą z widocznym zainponowaniem na twarzach. Y/N odwraca się by popatrzeć na Alberta. Platynowo-gówniany chłopak jako jedyny śiedział w ławce ze zmieszaniem na twarzy.
Y/N - jakiś problem? przecież to tfuj tata
Albert - Tak na prawde to nie... ale wstyd mi że muj tata uczy tutaj, mamy w końcu z nim lekcje... ja też
Y/N nigdy o tym nie myślała, jej rodzice nigdy nie mieli dla niej zbyt dużo czasu poniewarz byli bardzo bogaci i zajenci
DZYN DZYN DZYN
ALbert ajnsztajn wychodzi z sali
Klek - Ah! to jusz koniec lekcji, haha! jak ten czas szypko por favor. Pan A.A. musi jusz iść do innej klasy, kochani, ale nie bujcie sie jestem z wami. A teraz do łużek!
Wszystkie dzieci wychodzą z klasy, przebierajom sie w piżamki i idom spać. Każdy już śpi poza Y/N. Y/N rozgląda sie po sypialni, nad każdym łużkiem jest lusterko w kturym wyświetlajom sie sny śpiącego. Wstała i spojżała w pare lósterek, w jednym był bill Cipaer ktury jej zamachał na elo i zniknoł... dziwne. W większości lusterek nic nie było oprucz w jednym, w kturym był mały śmierdzoncy człowiek zrobiony ze skarpetek, ruda wilko dziewczynka rozszarpywała skarpeto gościa. Y/N spojżała na osobe ktura to wyśniła, była to ta sama wilko dziwczynka ktura była w lusterku. Na łużku była mała złota plakietka z napisem "wilcza Dupka, Szczawik". Y/N założyła że to imię dziefczynki w łużku.
Y/N - o kurna... słabo mieć na przezwisko wilcza Dupka... przynajmniej Szczawik to ładne imie
Nagle Y/N ogarneło mocne zmenczenie i poszła do łużka. Śniło jej sie że ona i Szczawik majoł ślup a Albert jest druhną. Bardzo się przestraszyła tego snu i obudziła sie oblana zimnym potem. Sen dodał jej nowych sił i zdecydowała sie poekspoloraci trohe akademie.
Y/N wyszła z sypialni na dułgi korytaż, z wieloma malunkami twarzy Kleka w różnych stylach, realizmie, picasso, elipsa, glitch, drippy.... "niezły ego top" pomyślała Y/N. W korytaszu było też durzo drzwi prowadzących do innych sypialni... ten człofiek przetrzymywał tu dziesiontki jak nie setki małych dzieci.
