Actions

Work Header

Kocham cię kochanie moje

Summary:

Tak, tytuł odnosi się do piosenki Maanam:)

"Rafał już w tym momencie przestał zwracać uwagę na to co mówi kontrkandydat. Chciał zatkać mu te piękne usta, które wypowiadały głupoty."

Fanfik pisany na kolanie dzięki pomocy alkoholu.

* Od razu zaznaczam, jestem dyslektykiem. Staram się jak mogę by nie popełniać błędów, ale jeśli owe się pojawią proszę o zwrócenie uwagi! Nie jestem profesjonalnym autorem, więc moje zdania mogą brzmieć nieco dziwnie. Jeśli ci to nie przeszkadza to jedyne co mogę napisać to enjoy! :3

Notes:

Kurwa. Co ja napisałem.

Chapter 1: Debata

Chapter Text

Był dwunasty maja, Rafał jak zwykle wstał ze swojego łóżka nieprzejęty. Pomimo nadchodzącej, wieczornej debaty nie mógł się skupić. To nie debata była w jego głowie, to on, Nawrocki. Jego delikatnie ścięte włosy, szczery od ucha do ucha uśmiech, niebieskie jak szafir oczy. Trzaskowski nie mógł wyrzucić tego obrazu z głowy. Codziennie w nocy do snu myślał tylko o tym by zatopić się w jego ustach. Zdawał sobie sprawę z tego, że są wrogami, kontrkandydatami, że nie mają wspólnej przyszłości, ale to nic nie zmieniało. Pożądał go jak nikogo innego, nawet swojej żony.

Mężczyzna delikatnie wzdrygnął na dźwięk otwarcia drzwi. Szybko swoimi tęczówkami podążył, aby jedynie przejść rozczarowanie. To tylko jego żona. Szybko się ogarnął i zszedł na śniadanie. Wraz z dziećmi, które zazwyczaj były głośne, wszyscy jedli w ciszy. Zdawali sobie sprawę, że to jest bardzo ważny dzień dla Rafała. To ostatnia debata przed wyborami. Świeże owoce leżały na puszystych gofrach. Polityk musiał to przyznać, jego ukochana umiała gotować.

Po kilku minutach Rafał jedynie pożegnał swoją rodzine słowami "Au revoir" i wyszedł. Na godzinę trzynastą był umówiony ze swoją panią psycholog. Rozmowa z nią była dziś kluczowa, bał się dzisiejszej debaty. Całą drogę samochodem czuł frustrację, gdy zatrzymywał się na światłach, walił głową o kierownice. Dzisiejszy sen nie dawał mu ulgi, którą w tym momencie potrzebował. Krótko obcięte paznokcie Karola wbijające się w jego ramiona. Morskie oczy, które wpatrywały się w jego ziemskie. Rafała serce zaczęło bić szybciej. Zagryzł wargę, a następnie starał się zmienić swoje myśli na coś bardziej poważniejszego. W końcu kiedyś musiał wymyśleć swoją strategię by przekonać widzów. Chciał podbić ich serca, a bardziej kogoś. Trzaskowski wydał z siebie płytki wdech. W swoim gardle czuł gule. Ostatnie co wyszło z jego poobgryzanych ust było "Karol..".

Kiedy kandydat dojechał na miejsce, wyszedł ze swojego pojazdu . Spojrzał na nowoczesny, warszawski budynek. Czuł dumę, to dzięki niemu on powstał. Bez dalszego zastanawiania się, wszedł przez drzwi i przywitał panią recepcjonistkę szybkim słowem "Bonjour". Nawet nie wiedział czy ta mu odpowiedziała, był już w gabinecie. Te same miętowe ściany, a na nich rysunki przygotowane przed podopiecznych jego terapeutki dodawały mu otuchy. Teraz już nie było czasu na odwrót, wiedział że rozmowa z nią da mu siłę na skontrowanie Nawrockiego w debacie. Pomoże mu zapomnieć o jego niebieskich tęczówkach, o jego lekko pogiętej koszuli oraz marynarce opinającej jego idealne kształty. Trzaskowski potrząsnął głową by wybudzić się z transu. Dalej o nim myślał. Nie mógł przestać. Nawet na rozmowie, która miała mu w tym pomóc.

Po około godzinie rozmowy, Rafał zabrał swoją marynarkę i wrócił do mieszkania. Żona wraz z dziećmi przywitała go uśmiechem od ucha do ucha. Wręczyli mu prince polo i usiedli przed telewizorem by obejrzeć ostatnie jego wypowiedzi. Kandydat na urząd prezydenta bał się, że przypadkiem znowu zmieni swoje poglądy. Zawsze jak tylko włączał na swoim telefonie twitter'a, jedyne posty jakie wyskakiwały to były jego stare i nowe wypowiedzi. Różniły się, aż za bardzo. Nie mógł tego już znieść, więc stąd czynność jaką robił przed debatą z rodzinom.

Na zegarku wybiła godzina dziewiętnasta. Mężczyzna pożegnał się szybkim "Bis später", a chwilę po już był w samochodzie. Był gotowy. "Co będzie to będzie" pomyślał i wyruszył w znaną mu drogę do studia stacji Telewizji Polskiej. Wchodząc do budynku czuł znaną mu już adrenalinę. Przed pierwszą debatą miał podobne odczucia. Chociaż wtedy nie był jeszcze świadomy jak bardzo w pamięci utknie mu kontrkandydat Pisu. Nie spodziewał się też tego jak przystojny jest na żywo. Kamery nie oddawały tego, co on widział. Jego unikalnej urody nie dało się opisać jednym słowem, gdyby chciał, mógłby napisać całą książkę tylko na ten temat.

Zaczęły się przywitania. Krzysztof tak jak zawsze pokazał znak pokoju i do tego rzucił krótkim "Bonjour". Rafał tylko przewrócił oczami, uważał to za niezbyt zabawne. Jak można kpić z jego umiejętności językowych. Następnie kamera przeszła na Joannę Senyszyn, która chciała się przypodobać widzom. Podniosła ręce do góry, aby po chwili powiedzieć "Dzień dobry kochani". Polityk ponownie przewrócił oczami. Uważał tą całą szopkę za nieśmieszny żart. To była polityka, ostatnia debata, ostatnie zobaczenie Nawrockiego przed wyborami, a nie teatr. Kolejni byli Marek Woch, Marek Jakubiak, Artur Bartoszewicz, Magdalena Biejat, ale on nie zbyt był tym przejęty. Z jego myślowego transu wyrwały go radosne słowa "Dobry wieczór". Doskonale zdawał sobie sprawę kto to powiedział. Zagryzł wargę i szybko spojrzał się w stronę Nawrockiego. Był kolejny. Dobrym ruchem ze strony stacji telewizyjnej było ustawienie go obok niego, ale jego serce zaczęło walić coraz szybciej. Rafał nie był przygotowany na bycie następnym, aby nie powiedzieć tego samego, spojrzał w kamerę, kiwnął głową i powiedział "Dobry wieczór Państwu". Po tym jak kamera przeniosła się na marszałka, poczuł ulgę. Ukrywanie emocji nie było jego najsilniejszą stroną. Ludzie już na poprzedniej debacie w telewizji śmiali się z tego jak spoglądał na kontrkandydata. Przypomniały mu się wszystkie tweety, tik toki. Uwielbiał je oglądać, poprawiały mu nastrój. Pomimo, że tworzone były dla żartu, w jego sercu tak nie było. Wiedział dokładnie co czuje.

Pierwsza tura pytań od prowadzących niezbyt interesowała Trzaskowskiego. Jako, że był piąty, odpowiedział cokolwiek co przyszło mu na język, a następnie czekał na pechową trzynastkę. Pod tym numerem krył się on, Nawrocki. Politykowi na samą myśl zrobiło się gorąco. Siedząc na swoim siedzeniu bawił się palcami. Adrenalina płynąca w jego krwi była zbyt wysoka. Jedynie kątem oka obserwował siedzącego obok niego, skupionego na wypowiedziach innych mężczyznę. Mógł przyznać, że Kaczyński się postarał. Wybrał bardzo przystojnego kandydata, z którego nie można było spuścić wzroku. Przez chwile ich oczy spotkały się, ale oni szybko spojrzeli się w inne strony. Nie mogli dopuścić do powtórki ostatniej debaty. "Is it casual now?" leciało w głowie Rafała. Nie mógł wybić sobie z głowy tej piosenki. To tak bardzo opisywało ich relacje, przynajmniej tą w jego snach. Miał ochotę wyjść, krzyczeć jak nastolatka. W głębi duszy zdawał sobie sprawę jakie to jest trudne tutaj być. Z jednej strony chciał wygrać tą debatę, z drugiej strony chciał ją jak najszybciej opuścić, ale z trzeciej.. Mężczyzna miał mętlik. To wszystko wchodziło na jego psychikę zbyt mocno. Nie mógł się tą myślą podzielić z nikim, miał kochającą żonę, dzieci. Zresztą Karol to samo.

Nadeszła pora, numer trzynaście. Karol Nawrocki. Trzaskowski delikatnie się uśmiechnął i zaczął wreszcie słuchać tego co kandydat miał do powiedzenia. "Recydywista politycznego kłamstwa rozpoczął od ocen moralnych" wypowiedział z dumą Nawrocki podnosząc rękę, aby wskazać na Rafała. Serca obu panów gotowały się. Pulsowały, biły w jednym rytmie. Nienawiść polityczna, która w nich tkwiła już dawno zniknęła. Teraz robili teatr. "A ja po prostu odpowiem na państwa pytanie". Słowa za słowami wychodziły z ust Nawrockiego. Ile Rafał by dał by przerwać mu i go pocałować w tym momencie. "Najpierw wbrew sondażom, zostanę prezydentem Polski, bo to nie sondaże decydują kto zostanie prezydentem Polski" Gdyby tylko Karol wiedział jak działa w tym momencie na Rafała. Polityk czuł jak jego policzki przybierają się rumieńcem. "I nie na nie będę się także oglądał jako przyszły prezydent" Z jaką dobrą dykcją wypowiadał te słowa. Rafał już w tym momencie przestał zwracać uwagę na to co mówi kontrkandydat. Chciał zatkać mu te piękne usta, które wypowiadały głupoty.