Work Text:
W mieszkaniu panowała cisza przerywana tylko spokojnym chlupotaniem wody w umywalce. Karol siedział na brzegu wanny i obserwował. Obserwował jak woda kołysze się przy każdym dotyku, jak na podłodze rośnie sterta mokrych zakrwawionych chusteczek, a przede wszystkim obserwował Rafała.
Jego twarz nie wyrażała żadnych emocji. Usta miał zaciśnięte w wąską kreskę. Odkąd weszli do łazienki, ani razu nie spojrzał Karolowi w oczy.
Nie odezwał się też słowem, odkąd zakrwawiony Karol otworzył mu drzwi do mieszkania. Spojrzał tylko na niego i wprosił się do środka. Karol poszedł za nim i przyglądał się jak Rafał szuka po całym domu apteczki pierwszej pomocy (bezskutecznie, bo prawdziwy mężczyzna nie potrzebuje takich rzeczy jak gaza czy woda utleniona), a kiedy ich nie znalazł, zaprowadził Karola do łazienki, napuścił wody do umywalki i zaczął przemywać rany na jego dłoniach i twarzy. Roztaczał przy tym aurę męczeństwa i wyższości moralnej tak potężnej jakby opatrywał co najmniej mordercę własnej matki.
- Powiesz coś w końcu? – zapytał zaczepnie Karol.
Wpierw Rafał nie dał po sobie poznać, że go w ogóle usłyszał i Karol już miał ponowić pytanie, kiedy ten jednak zdecydował się odpowiedzieć.
- Mówiłem, żebyś tam nie szedł. – Jego głos był spokojny, ale brzmiało w nim rozczarowanie i zrezygnowanie mające świadczyć o tym, że mimo tych próśb, od początku wiedział, że Karol go nie posłucha.
Karol wzruszył ramionami.
- Równie dobrze mógłbym pójść na mecz bokserski.
- Ale nie poszedłeś.
- To to samo! Te same emocje, tylko więcej ludzi.
- To w ogóle nie jest to samo! Sport to sport! A ustawka to tylko sposób, żeby bez konsekwencji pobić kogoś, kto lubi innego teletubisia niż ty.
Karol skrzywił się na takie porównanie. Wiedział, że Rafał nie zrozumie szlachetnej idei bicia się za swój klub. To poczucie wspólnoty płynące z kompletnego oddania dla sprawy, ta duma z tego, że jest się w stanie przelać krew za swoje ideały, ta satysfakcja płynąca z faktu, że rozkwasiło się komuś nos za stanie po przeciwnej stronie barykady.
- Naprawdę nie wiem, czego po tobie oczekiwałem – stwierdził Rafał.
I tu był właśnie pies pogrzebany. Bo Rafał zawsze widział w Karolu tylko chłopaka z szemranej dzielnicy, z dziwnymi przyjaciółmi i niepopularną pierwszą pracą. I nawet wszystkie stanowiska i tytuły naukowe Karola nie były w stanie go przekonać, że są sobie równi.
- Bardzo mi przykro, że jaśniepana rozczarowałem – odparł sarkastycznie. – Czy życzy pan sobie kieliszek Bordeaux i ślimaczka na ukojenie nerwów?
Rafał się wzdrygnął jakby Karol go właśnie uderzył. Spojrzał mu w oczy. Jego zazwyczaj pogodne spojrzenie było teraz lodowate, a pod nim czaiło się źle skrywane zranienie. Karol od razu pożałował swoich słów.
Rafał cisnął w kąt opakowanie chusteczek i już miał wybiec z łazienki, kiedy Karol złapał go za nadgarstek. Próbował się wyrwać, ale żelazny uścisk Karola skutecznie mu to uniemożliwił. Karol przyciągnął go ku sobie, oplótł go ramionami w talii i przycisnął twarz do jego brzucha. Rafał cały się spiął i nie odwzajemnił uścisku, ale też nie próbował go zakończyć, mimo że krew Karola plamiła jego jakże drogą śnieżnobiałą koszulę.
Karol nie wiedział co powiedzieć. Nie chciał przepraszać, bo wcale nie było mu przykro, a nie miał też specjalnej ochoty się dzisiaj płaszczyć. Ale nie chciał też, żeby Rafał widział w nim zwykłego bandziora.
- Za ciebie też bym się bił – wyznał w koszulę Trzaskowskiego.
Rafał mruknął coś powątpiewająco.
- Naprawdę – Karol przysiągł żarliwie i spojrzał do góry, by Rafał mógł wyczytać z jego oczu jak prawdziwa była ta deklaracja.
W jego głowie pojawiła się fantazja o byciu prywatnym ochroniarzem Rafała. O jeżdżeniu wszędzie tam gdzie on i pilnowaniu nie tylko, żeby nikt go nie skrzywdził, ale też nie upokorzył czy nawet nie zignorował. Poczuł dreszcz ekscytacji na myśl o przywaleniu jakiemuś zachodniemu gogusiowi w imię honoru Trzaskowskiego.
Wzrok Rafała stopniowo łagodniał, aż w końcu kiedy Karol wyciągnął szyję do góry, pochylił się nad nim i go pocałował.
Karol wstał, złapał Rafała pod kolana i podniósł go z ziemi. Trzaskowski pisnął z zaskoczenia, po czym zaśmiał się lekko. Serce Karola urosło na ten dźwięk. Zaczął po omacku szukać drogi do sypialni. Każdy w końcu wiedział, że łobuz kocha najbardziej.
