Actions

Work Header

Rating:
Archive Warning:
Category:
Fandom:
Characters:
Additional Tags:
Language:
Polski
Series:
Part 1 of Tf2 Kawiarnia AU PL
Stats:
Published:
2025-07-07
Words:
18,093
Chapters:
1/1
Comments:
6
Kudos:
5
Hits:
129

Gołąb w filiżance

Summary:

Witaj w kawiarni pełnej ptaków, ciast i bardzo specyficznych pracowników
Czasami jest tutaj chaos
Czasami serce się tu rozgrzewa
Ale przede wszystkim zawsze są ptaki <3

LUB Ptasia kawiarnia AU
[Zawiera ilustrację]

Notes:

Chciałam podziękować i pozdrowić osoby pomagające mi przejść przez pisanie tego
Szczególnie Emi, Chmurce, Kwiatuszkowi i Taraskowej <3

(See the end of the work for more notes.)

Work Text:

───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────

 

Większość miasta jeszcze spała, gdy słońce leniwie wstawało. Ale w kawiarni pierzasta filiżanka zapach świeżo parzonej kawy nieśmiało roznosił się po całym lokalu

 

Panna Pauling wzięła długi łyk patrząc na listę w ręce

 

-Panowie, Panie i Gabriel

 

Powiedziała, a między pracownikami rozległy się chichoty. A sam Gabriel podniósł jedynie brew i teatralnie przewrócił oczami

 

-Podsumowując poprzedni tydzień- żaden z gołębi nie uciekł, gratulacje Herbert za dopilnowanie Melona. Ktoś zostawił telefon, jeśli się zgłosi to jest u mnie. Jeden z was powiedział do klienta i to cytując “Wcisnę ci tą kawę prosto między oczy i nawet ta twoja grzywka cię nie uratuję. tępa głupczyco” Błagam, nie róbcie takich rzeczy mam dość papierkowej roboty, nie potrzebuje do tego jeszcze skarg

 

Wszyscy spojrzeli na Micka, który tylko się zaczął mamrotać coś o tym, że zrobiłby to ponownie. Panna Pauling na niego spojrzała, ale ponownie zwróciła uwagę na listę

 

-Pajra, podlej kwiaty przy altanie, Jane świetna robota ze sprzątaniem, pomóż Jeremiemu z rozstawianiem krzeseł. Herbert, obudź gołębie. Mick, niedługo przyjdzie dostawca po resztki, przygotuj je proszę. Reszta to co zawsze

 

Wszyscy zaczęli się powoli rozchodzić

 

-Chwila… jeszcze jedno do Ciebie Misha. Wiem, że chcesz podrywać ludzi zafascynowanych takimi rzeczami, ale nie rób więcej ciasteczek w kształcie organów. Dzieci płakały

-To były łzy wzruszenia - Burknął

-To były łzy grozy 

 

Zegar tykał

 

-Ale dobra, pierwsi klienci zjawią się za jakieś 10 minut. Więc uśmiechy na twarz, powodzenia i nie podpuszczajcie karen tylko dlatego, że się nudzicie

-A możemy je chociaż ignorować? - Zapytał Jeremy z nadzieją

-Nie, obsługujcie je normalnie. A jak już to wyproście

-Zbrodnia 

 

Wszyscy wrócili do swoich przydzielonych zadań przygotowując się do rozpoczęcia nowego tygodnia słuchając dźwięków budzących się gołębi i zapachu świeżych ciasteczek

 

───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────

 

W części kawiarni przeznaczonej dla dzieci panowała radosna atmosfera. Pajra siedziała na podłodze z gromadką dzieci którą się opiekowała kiedy ich rodzice korzystali z wolnych chwil przy kawie.

 

Bawili się  wysyłając do siebie wzajemnie mechanicznego króliczka, kręcącego uszkami. Kiedy z jakiegoś powodu się zatrzymał

 

-O nie - Szepnęła mała dziewczynka - Trusia źle się czuję?

-Myślę, że Trusia potrzebuję tylko chwili odpoczynku i odrobiny pomocy - Pajra uśmiechnęła się do dziecka, po czym napisała SMS’a do Della prosząc o asystę

 

Po chwili uśmiechnięty teksańczyk wszedł do przedszkola z małą skrzynką z narzędziami

 

-Słyszałem, że wasz przyjaciel potrzebuje małego wsparcia

 

Dzieci przytaknęły odsuwając się od króliczka. Niektóre trzymały się za ręce, inne przytuliły do Pajry, gdy Dell naprawiał zabawkę

 

Minęło ledwie kilka minut, a króliczek znów był w ruchu

 

-Nasz bohater - Zaśmiała się opiekunka, po czym spojrzała na fotel - Trusia musi odpocząć, ale może zostaniesz z nami na bajkę?

-Może jedną - Powiedział z ciepłem w oczach. Nie mógł odmówić ani dzieciom, ani współpracowniczce. Nie z tymi wszystkimi wielkimi oczami

 

Więc usiedli wszyscy razem, gdy Pajra otworzyła jedną z bajek, w których głównymi postaciami są ptaki i zaczęła czytać, dając Dellowi czytać części mówione niektórych postaci. A dzieci siedziały na poduszkach zasłuchane

 

A gdy historia się skończyła, dzieci pytały z nadzieją

 

-Czy możesz przeczytać jeszcze jedną?

 

Ten zaśmiał się w odpowiedzi

 

-Zobaczymy jak długo mogę uciekać przed naprawą ekspresu

───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────

 

Poranek był spokojny dla Micka, pojedyncze zamówienia tu i ówdzie, więc pomagał na innych sekcjach gdzie się da, popijając swoją czarną kawę

 

Parzył nowy kubek, gdy pojawiło się nowe zamówienie z odbiorem osobistym

 

Spojrzał na ekran, a jego brew drgnęła, gdy lista ciągnęła się coraz dalej

 

x2 Gruchające Latte 

x2 Gruchające Latte (bez pianek)

x1 Czajniczek

x6 Ciasteczko owsiane z żurawiną

x2 Bąbelkowe ciasto

x3 Chmurka

x4 Czekoladowe piórka (orzechowe)

x2 Czekoladowe piórka (karmelowe)

x1 Baśniowy rogalik (malina)

x3 expresso

x4 gorąca czekolada

x15 muffiny borówkowe

x2 herbata z pokrzywy

[rozwiń]

 

-Bloody hell

 

Sięgnął po swój kubek kawy i wypił całą na raz, po czym ruszył do działania.

 

-Duże zamówienie? - Pyta Misha gdy wchodzi do kuchni

-Bardziej jak jakieś oblężenie - Burknął Mick, pakując kolejne opakowania ciastek

-Potrzebujesz pomocy?

-Nie, ale jak klientowi cokolwiek nie będzie pasowało, osobiście dostarczę mu to wszystko. W twarz

 

Po zbyt długim czasie pakowania wszystkiego do przepełnionych toreb Jeremy wpadł do kuchni

 

-Jest już spakowane zamówienie? Ta babka co zawsze zamawia wszystkie muffinki przyszła to odebrać i z góry dziękuję

-Powiedz jej, że z góry to ja mogę na nią rzucić te wszystkie rzeczy - Narzekał podając młodszemu torby

 

───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────

 

Późnym popołudniem kawiarnia cieszyła się sporym ruchem, gdy Herbert czyścił skrzydło młodego gołębia znowu posklejanego farbą

 

-Jeszcze chwila i już po wszystkich

 

Klienta siedząca przy pobliskim stole spojrzała na nich z obrzydzeniem popijając kawę

 

-Jak można w ogóle doprowadzić do takiego stanu ptactwa, Pan się chyba nie za dobrze nimi zajmuje? Pewnie dręczył klientów

 

Herbert nawet nie podniósł wzroku, głaskając ptaka po głowie, po czym odpowiedział

 

-To jest Puszek, lubi kręcić się blisko farb, ale nikomu nie wadzi i ma lepsze maniery niż niektórzy tutaj

-Co proszę? Też hoduje gołębie i nie powinno się im pozwolić tak latać gdzie chcą! A ten na pańskim ramieniu? Kto to widział!

 

Herbert podniósł wzrok z uniesioną brwią, jak śmie czepiać się Archimedesa? Wystawił rękę na bok i cicho gwizdnął. W ciągu kilku sekund sześć gołębi z gracją wylądowało mu na ramieniu lekko gruchając

 

Herbert spojrzał na kobietę z uśmiechem

 

-Moje gołębie właśnie powiedziały mi, że Pani gołębie wysłały list z prośbą o ratunek

 

Po czym teatralnie odwrócił się na pięcie wchodząc na zaplecze poinformować Flo, że potencjalne skargi są tylko pomówieniami

 

───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────

 

Poranni klienci powoli się kończyli, a Gabriel jak zwykle elegancko stał przy kasie przyjmując zamówienie od całkiem ładnej kobiety w czerwonej sukience

 

-Cynamonowe latte, croissant malinowy i może pański numer do tego - Powiedziała z figlarnym spojrzeniem

-Madame, pod Pani czarem najpewniej znajdzie się on na kubku - Powiedział w swój typowy czarujący sposób

 

Zachichotała, gdy lekko się skłonił podając jej paragon

 

Kilka minut później, gdy Jeremy roznosił wcześniejsze zamówienia, wracał właśnie po kolejne gdy kobieta zwróciła jego uwagę

 

-Musisz być tym szybkim kelnerem o którym tyle słyszałam od znajomych - Rzuciła, wpatrując się w niego odrobinę za długo

-Paniusu, jestem szybszy niż kolibry latające na naszej rabacie - Dumnie wypiął pierś

-Uważaj, bo w tym tempie zostawię napiwek z numerem

 

Jeremy zaśmiał się wracając po nowe zamówienia do lady, gdy Gabriel pisał coś na kubku

 

-Zgadnij co! Ta ładna w czerwonym ze mną flirtowała! Powiedziała, że jestem szybki, myślisz, że coś z tego będzie? - Mówił podekscytowany

 

Gabriel przestał pisać i podniósł wzrok. Wskazał na kobietę, na co Jeremy skinął głową, a starszy westchnął i włożył twarz w ręce

 

-Teatr zamiast kawiarni, najwyraźniej flirtuje ze wszystkimi więc nie rób sobie nadziei - Burknął kończąc pisać na kubku i podając synowi pełne zamówienie

 

Jeremy jedynie jęknął zrezygnowany i wziął tacę

 

A Panna w czerwonej sukience otrzymała kubek z napisem 

 

 ̶5̶3̶9̶4̶  Następnym razem się zdecyduj i nie flirtuj z moim synem >:(

 

───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────

 

Jane stał przy stoliku z boku sali, z wielkim zaangażowaniem czyszcząc jego powierzchnię, a w jego ruchach była duma i dyscyplina z nutą nostalgii

 

Drzwi się otworzyły a do środka wszedł Pan Edward- wysoki mężczyzna z wojskową czapką z daszkiem i prostą pomimo wieku postawą

 

Jane wyprostował się niemal natychmiast

 

-Majorze Edwardzie!

-Szeregowy Doe!

 

Oboje jednocześnie zasalutowali do siebie z powagą, a pozostali klienci spojrzeli ze zdziwieniem, a ci którzy już to wcześniej to widzieli, z rozbawieniem

 

Edward podszedł do stolika i ścisnął rękę Jane z siłą, której można by pozazdrościć

 

-Jak noga Panie Edwardzie?

-Jeszcze nie odrosła, ale te stare kości są gotowe na ponowną służbę!

-Tak trzymać Majorze!

 

Zaczęli rozmawiać o swoich jednostkach, a smaku racji żywnościowych, czy o manewrach wykorzystywanych w codziennym życiu. Śmiali się przy tym z serdecznością, aż z zaplecza nie wychylił się do nich Mick

 

-Powinieneś zrobić odwrót, ale do sprzątania, jesteś w tyle a ktoś rozlał sok przy drzwiach

 

Jane odwrócił się ponownie do Edwarda, oboje z powagą przybrali postawy

 

-Majorze

-Szeregowy

 

Wymienili uścisk dłoni

 

-Służyć z honorem…

-…Odmaszerować z dumą

 

Jane z impetem rzucił się do sprzątania, trzymając mop jak broń bojową, a Edward usiadł przy swoim ulubionym stoliku, uśmiechając się do gołębia który właśnie usiadł mu na ramieniu

 

───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────

 

Gdy inni pracownicy zaczęli przychodzić, Tavish już był w kawiarni i kombinował coś przy napojach, a na jakiekolwiek pytania odpowiadał jedynie burknięciami. Za barem panowało milczenie, między dźwiękami szkła, syków i cichych komentarzy

 

-Wódka… ekspresso… syrop… łzy żalu…

-Masz łzy w napoju? - Pyta Gabriel odwracając się od klientki

-To metafora geniuszu

 

Po chwili na tablicy polecanych pojawia się nowa pozycja

 

Rozpacz po byłym  18+ Smakuje jak złamane serce z wiśniową nutą

 

Gabriel prycha, ale zanim zdąży skomentować, do lady podchodzi młoda kobieta wskazując na tablicę

 

-Poproszę jedno

 

A po niej inny klient też zamawia, potem grupa przyjaciółek. Potem ktoś przyszedł po poleceniu od znajomego. Po kilku godzinach Tavish nie robi prawie nic innego poza nowym napojem

 

Pod wieczór kawiarnia tętni cichą energią wspólnoty, kiedy ludzie wzajemnie się pocieszają. Nowe osoby się poznają, może nawet zaczynając rozwijać nowe związki, wszyscy trzymając ten sam wiśniowy napój.

 

Misha klepie Tavisha po ramieniu, uśmiechając się. Po przygotowaniu jednego dla siebie opiera się o ladę patrząc na ludzi

 

-Rozpacz smakuję najlepiej gdy ktoś ją rozumie

 

───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────

 

Mikhail ostrożnie wyciągnął blachę złocistych ciasteczek z jagodami, a w powietrzu zaczął unosić się ich świeży zapach. Niemal czuł obecność matki dzięki woni rodzinnych przepisów

 

Z uśmiechem przekłada je na dużą tacę i kieruje się w stronę lady ignorując gwar klientów. Zaczyna przekładać świeże wypieki na półki przy ladzie, gdy jego wzrok przykuwa jedna z kobiet

 

Popija kawę, a na talerzyku ma nietkniętą babeczkę i spogląda między nią a Pajrą

 

Sama Pajra siedziała z grupą dzieci, pokazując im jak zrobić ptaszki z origami. Kobieta marszczy nos i przewraca oczami, jakby obecność opiekunki, czy samych dzieci była dla niej osobistą zniewagą

 

Kontynuuje wykładanie starając się ignorować kobietę, dopóki nic nie robi. Lecz ta nie zostaje spokojnie i podchodzi do kasy

 

-Chcę porozmawiać z menadżerem

-Jestem menadżerem sali, o co chodzi? - Odpowiada Gabriel

-Ten typ gapił się na mnie jak na kryminalistę, to nieprofesjonalizm w czystej postaci!

 

Gabriel już ma powiedzieć wyuczone przeprosiny żeby ugłaskać wrednych klientów, ale Misha zdecydował się wybrać chaos

 

-Po prostu zastanawiałem się, czy jest godna wypieków mojej kochanej mamy

 

Zapada cisza, gdy Gabriel z całych sił starał się nie parsknąć. Kobieta unosi brwi, a piekarz dodaje

 

-Pogarda względem młodszych, zabiera ci prawo do jedzenia jej miłości jaką pokazywała poprzez pieczenie

 

Klientka bez słowa wychodzi z kawiarni, wyglądając jakby zastanawiała się nad sytuacją w jakiej się znalazła. A gołębie już zjadają zostawioną przez nią babeczkę.

 

Misha zauważa, że Pajra patrzy w ich stronę z uniesioną brwią, więc pokazuje jej kciuk do góry, a ona nawet nie wiedząc co się stało odwzajemniła gest i ponownie zwraca uwagę na dzieci

 

───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────

 

Każdego ranka, niemal rytualnie Pajra wchodziła do kawiarni w nowej kokardzie na głowie. Nowe kolory i kształty podkreślające jej wyjątkowość jako osoby. Nikt nie wiedział w ogóle skąd je bierze, ale nikt nie pytał

 

Ale personel szybko zrobił z tego grę próbując wymyślić w jakiej kokardzie zjawi się danego dnia. Szybko też zaczęli stawiać na to pieniądze

 

-Stawiam czerwoną

-Zakładam jakąś we wzorki pogodowe

-Myślę, że to będzie brokat

 

Mówili wpisując się do tabeli dodając tam pieniądze, kupony czy słodycze do wygrania, a kto trafi? Bierze wszystko

 

Gdy słyszą nadchodzące kroki Pajry, wstrzymują oddech w oczekiwaniu

 

Kokarda ma paski z jednej strony, ale kropki z drugiej

 

-Co to ma być? 

-Jak mieliśmy się domyślić czegoś takiego?

-Nieprzewidywalność, najpiękniejsze z cech

 

Dell z uśmiechem wyciąga rękę, gdy inni z oburzeniem sprawdzają tablice i jest- paski i kropki. Niechętnie wręczają mu całą pulę, którą chowa do kieszeni

 

A wieczorem, gdy kawiarnia pustoszeje, podchodzi do Pajry zbierającej klocki z ziemi i wręcza jej kilka banknotów

 

-Połowa, jak zwykle

-Przyjemnie się robi z tobą interesy - Odpowiada, przeliczając pieniądze z uznaniem

 

Po czym przybijają sobie cichą piątkę zastanawiając się kiedy inni się zorientują, że pieniężnie zakłady zaczął Dell i że Pajra z chęcią daje mu informacje o swoich strojach.

 

───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────

 

Kawiarnia tętniła ruchem, a Jeremy biegał to z notatnikiem, to z tacami. To z nadmiarem słów, jak i z niedoborem uwagi

 

Gdy na chwile oparł się o ladę by złapać oddech, Gabriel wyjął batonik energetyczny wciąż przyjmując zamówienie od klientki i rzucił nim do syna

 

Ten zdziwiony odpakowuje go i szybko zjada.  A Gdy klientka odchodzi pyta

 

-Po co to?

- Jedz zanim padniesz i narobisz mi wstydu

-Chyba dzięki? To miłe

-To praktyczne, karetki o tej godzinie długo jadą

 

Jeremy tylko się uśmiechnął, kończąc przeżuwać by wrócić do biegania między stolikami z jeszcze większą energią i humorem niż wcześniej

 

Później na tablicy na zapleczu pojawił się napis

 

Ocena ojcostwa: +3 za batonik  -1 za brak przytulenia   saldo: 32

 

Gabriel zagroził zniszczeniem tablicy

 

Mick zagroził opublikowaniem jej na stronie kawiarni

───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────

W cichym zakątku kawiarni, za drzwiami gabinetu Herberta znajdowało się specjalnie ocieplone gniazdo. Niepozorne, ukryte przed wzrokiem

 

Dzień był wyjątkowo ciepły

 

Herbert przygotowywał mieszankę dla młodych gołębi, gdy usłyszał charakterystyczny dźwięk przebijania się przez skorupkę

 

Zamarł wpatrując się w gniazdo. Podszedł do niego i sprawdził stan jajek

 

To mniejsze się poruszyło

 

-Za wcześnie - Szepnął delikatnie przekładając je do inkubatora, dając przedwczesnemu kluciu jakąkolwiek szansę

 

Przez jakiś czas próbował wspomóc piskle, szeptając do niego zapewnienia, ale szybko było już po wszystkim. Piske miało niepoprawną posturę, było za słabe i już przestało się poruszać

 

Herbert wpatrywał się w małe ciałko w ciszy i ze smutkiem w oczach

 

Po jakimś czasie poszedł poinformować Panne Pauling, że tego dnia wychodzi wcześniej. Nie mógł być dzisiaj z ludźmi, a ona kiwnęła głową nie pytając

 

W gnieździe zostało tylko jedno jajko

 

A on wróci jutro by ponownie zająć się gołębiami

 

───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────

 

Kamera 1: Gołębie gniazda 

Kamera 2: Kolibrza rabata 

 

Transmisja na żywo trwa

Tylko zalogowani użytkownicy mogą pisać w czacie na żywo

 

Gołębiamama92: Umrę za te ptaki

PurpleShadow: Też to słyszeliście? Czyżby opiekunka nadchodziła?

BirdWitch : Widzieliście to? Pomachała do kamery omg

EngieMan : Pajra kocha podlewać kwiaty ręcznie

BirdWitch : Widzicie ile kolibrów na niej siedzi? Jest księżniczką Disneya!

ZackJack : Jeśli coś się im stanie to zabije wszystkich, a potem siebie

Gołębiamama92: Będzie karmienie gołębi na żywo?

Ludwigwings : Karmienie przed kamerą już dzisiaj było, zapraszam cofnąć transmisję do około godziny 9.15 @Gołębiamama92

Gołębiamama92: Dziękuję za informację <3

Luks : Gruchanie tych gołębi jest moim nowych ASMR

Gam3rK0ala: Czy ja mam halucynacje czy ten koliber z prawej zrobił salto?

CzyToMięta : Ale te dwa przytulające się gołąbki są urocze

Ludwigwings: Ich imiona to Akir i Alex

LoFi_Peace : Ten stream to mój nowy ekran poboczny. NIedługo będę musieć zmienić nazwę

Ser : Grillowany ser

PapaEggplant : Czy tylko ja widzę tego gołębia wpatrującego się prosto w kamerę?

CoolSkout : Ostatnio Dell zamontował automatyczne nawadnianie, ale Pajra to zignorowała

MysteryDog : Lmao

BirdWitch : Diva
LoFi_Peace: xD

ZackJack : haha

TheStorm : Przysięgam zrobię taką samą rabatę w mojej książce

FarbaWeWłosach : Ale bym to teraz narysował

PapaEggplant : Czyli ignorujemy tego gołębia?

ZłaSolniczka : Chciałabym, żeby mój chłopak patrzył na mnie tak jak Pyro na kwiaty

RyukwithDN : O BOŻE CZY TAMTEN GOŁĄB WŁAŚNIE SPADŁ Z DOMKU? 

RyukwithDN : WSYZSTKO Z NIM DOBRZE

Gołębiamama92: To gołąb

Gołębiamama92: Może latać

Drożdżówka123: Jestem teraz w kawiarni, normalnie podleciał ten gołąb

CoolSkout : Herbert właśnie zwija się ze śmiechu

RyukwithDN : Potrzebuje kawy ;-;

królowa_kwiatów: Postawie ciastko każdemu kto narysuje tą osobę co podlewa kwiaty

CoolSkout : RAZ WIDZIAŁEM JAK DAWAŁA KOLIBRĄ WODĘ Z MAŁYCH FILIŻANEK

CoolSkout : NAJLEPRZY MOMENT W MOIM ŻYCIU

CoolSkout : PRZYSIĘGAM

TajnyTata: CoolSkout został zbanowany na 5 minut [Powód: Wróć do pracy, klienci czekają]

Gam3rK0ala: lmao 

Tanuki : Zapominam, że na tym czacie są pracownicy

GołąbWKokardzie: Zamierzam wziąć tam ślub i nikt mnie nie powstrzyma

PapEggplant : No błagam, powiedzcie, że to nie tylko ja to widzę

PInkSunshine : Jak mam opowiedzieć wnukom, że kiedyś internet był miejscem w którym ogląda się kogoś podlewającego kwiaty w kawiarni i to moment w którym byliśmy najbliżej pokojowi na świecie

 

───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────

 

Kawiarnia już prawie ucichła. Dzień był niezwykle długi, a rodzice odbierali swoje pociechy jedno po drugim. Pracownicy którzy jeszcze nie wyszli, zaczynali przygotowania do zamknięcia

 

Tavish przeciągnął się za ladą i spojrzał w stronę przedszkola i uciekającą z niego opiekunkę

 

-Aye Dell - zwrócił uwagę kolegi - Sprawdź schowek, Pajra tam weszła

 

Dell nie odpowiedział, jedynie wytarł ręce w ściereczkę wzdychając i ruszył w stronę zamkniętej przestrzeni po czym wsunął się do środka

 

W ciemności przysunął się do Pajry siedzącej pod ścianą na podłodze. Maska zwykle zasłaniająca jej usta leżała na podłodze obok, a sama kobieta po prostu siedziała tam jakby zamyślona wyglądając na niezwykle zmęczoną

 

Siedząc już obok niej na podłodze zaczął opowiadać

 

-Wiesz… jak byłem dzieckiem, też miałem taki schowek. Za szopą i tylko ja wiedziałem jak tam wejść. Uczyłem się tam skręcać swoje pierwsze wynalazki. Mogłem tam siedzieć godzinami w ciszy…

 

Pajra słuchała jego opowieści, powoli kładąc głowę na ramieniu starszego, który nie potrzebował innego sygnału do kontynuowania rozmowy

 

-Też miałem dzisiaj lekką ochotę się schować, ale wygląda na to, że znalazłaś ciche miejsce pierwsza

 

Kiwnęła głową, a on kontynuował mówienie o wszystkim i o niczym

 

I tak siedzieli razem w tym cichym miejscu, jakby chroniącym ich przed okrutnym światem.

 

A gdy w końcu wyszli w kawiarni panowała cisza, krzesła odłożone na stoliki, a światła już dawno zgaszone

 

Z zaplecza wyszedł Herbert w płaszczu gotowy do wyjścia trzymając klucze do zamknięcia budynku 

 

-Wsiądź do mnie, odwiozę cię

 

Mówi z uśmiechem Dell podając młodszej swoje kluczyki, a sam idzie jeszcze wziąć swoje rzeczy

 

-Dell, mogę o coś zapytać? - Powiedział po chwili Herbert 

 

Spojrzał na niego i kiwnął głową ciekawy swojego kolegi

 

-Zauważyłem… jak na nią patrzysz. Jak z nią rozmawiasz. Jak się troszczysz. Zresztą nie tylko ja. Ta troska jaką jej okazujesz wydaje się niezwykła

 

Herbert powiedział nie patrząc na niego, lecz na gniazda ze śpiącymi gołębiami. Dell milczał przez dłuższą chwile, ważąc swoje słowa

 

-Miałem córkę - Powiedział w końcu - Lilę. Nie mogliśmy wiele zrobić, by uchronić ją przed odejściem

 

Herbert nic nie powiedział oferując jedynie swoje wsparcie

 

-Po tym wszystkim… nie sądziłem, że na kogokolwiek będę jeszcze patrzeć w ten sposób.  A potem poznałem Pajrę… tak cichą i nieufną. Tak dziecięcą w pewnych sprawach, lecz tak dorosłą w innych. I tak bardzo przypominała mi moją Lilę. Była jak przypomnienie, że moje serce nie zgniło do końca, że wciąż może kochać w ten sposób

-Ona ci ufa… Przez cokolwiek przeszła, stałeś się jej opoką

 

Uśmiechnął się lekko

 

-Czasami boję się, że coś jej się stanie i że nie zniosę straty kolejnego dziecka. Ale potem patrzę na nią i zdaje sobie sprawę, że może warto zaryzykować

 

Oboje w ciszy skierowali się w stronę parkingu zamykając kawiarnię, wymieniając ostatnie spojrzenia.

 

-Gute Nacht Dell

-Dobranoc Herbert 

 

I rozeszli się w noc, z sercami odrobinę cieplejszymi niż wcześniej


/\Komisz :P

 

───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────

 

Śnieg lekko spadał z nieba pokrywając wszystko w zasięgu oka, a Gabriel stał oparty o ceglaną ścianę kawiarni. Jedną ręką przytrzymując nie zapięty płaszcz, a drugą papierosa

 

Patrzył przed siebie, ale jakby nie widział nic konkretnego, gdy za nim zaskrzypiały drzwi. Mick wyszedł trzymając parujący kubek kawy.

 

Stanął obok Gabriela opierając się o tą samą ścianę, a ten jedynie lekko obrócił głowę ku niebu

 

Jeden upił łyk kawy, drugi wypuścił dym z ust

 

Milczeli jak ludzie, którzy nie muszą sobie nic udowadniać

 

Po jakimś czasie skończyła się kawa, jak i skończył się papieros, a oni po prostu cieszyli się chwilą, która trwała

 

Śnieg padał coraz mocniej, ale oni zostali jeszcze na moment, nie dbając o rzeczy tak trywialne jak wymawianie słów

 

───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────

 

Jeremy zdecydowanie obudził się za wcześnie. Nie dość, że prawie w ogóle nie spał, to jeszcze Gabriel obudził go, żeby otworzyć kawiarnię.

 

Stał z tabletem i ledwo otwartymi oczami, tęskniąc za kawą którą dopiero co skończył pić, a głowa wydawała się dziwnie ciężka

 

Zauważył nowego klienta przy stoliku więc podszedł do niego odebrać zamówienie, zanim jeszcze zdążył powiedzieć typową regułę powit alną ten już zaczął mówić

 

-Poproszę podwójne espresso i orzechowe ciastko

-Chce Pan czwórne ‘esso i porzeczkowe miastko? Chyba nie mamy tego w menu

-Co?

-Co co?

 

Za barem słychać kilka parsknięć, a Tavish przykleja obok kasy karteczkę z pośpiesznie zapisanym Kelner śpi na przemian z mówieniem. Prosimy o cierpliwość, ku rozbawieniu klientów

 

-Aż tak źle mówię?

-Niech da mi pan chwile, żeby mój mózg się zalogował

 

Kiedy Jeremy mrugał oczami bez synchronizacji między nimi, Pajra do niego podbiegła, szybko wystukała zamówienie w tablet pokazując klientowi kciuki do góry i pobiegła z powrotem do dzieci.

 

-To najdziwniejsza kawiarnia w jakiej byłem

-Przyzwyczaj się, tutaj często dzieją się dziwne rzeczy- Krzyknął stały klient do tego nowego

───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────

 

Tavish wchodzi do kawiarni chwiejnym krokiem przecierając oczy. Podchodzi do swojego stanowiska, opiera się o ladę i jęczy

 

-Ile napojów mogę spożyć, zanim potrącą mi to z pensji?

-Kater? - Pyta Herbert wychodząc ze schowka z jakąś karmą w rękach

-Jeśli to niemieckie słowo na “Czuje się jak zdechły gołąb” to tak

- Mam coś idealnego by poprawić twoją sytuację!

 

Mówi głośniej niż powinien, po czym szybko wychodzi, jeszcze szybciej wracając z dziwnie ciepłą cieczą o dziwnym zapachu

 

-Nie podajesz tego czegoś gołębiom, no nie?

-Oczywiście, że nie. Myślisz, że powinienem? - Uśmiecha się niepokojąco podając mu kubek

 

Tavish przez chwile milczy i wypija całość jednym duszkiem, krztusząc się po odłożeniu kubka

 

-Smakuje jak jakaś zupa z ptasich piór i rozczarowania

-Ale działa? - Pyta Herbert bez zaprzeczania

 

Tavish patrzy na kolegę przez dłuższą chwile po czym wzdycha, akceptując swój los

 

-Działa

-Wunderbach 

 

───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────

 

Wśród rabat kwiatów i brzęku kolibrów siedziała Pajra na trawie otoczona trójką małych dzieci. Jedno z nich dmuchało bańki, inne malowało kredą po kamieniach, a trzecie uparcie próbowało założyć na głowę opiekunki swoją malutką czapkę z daszkiem

 

Kobieta chichocze pochylając głowę jednocześnie pokazując na ziemi kolejne miejsca do rysowania

 

Obok przechodzi starsza Pani z eleganckimi białymi lokami i kawałkiem ciasta w ręce. Usiadła do jednego ze stolików z ciepłym uśmiechem patrząc na tą scenę.

 

-Takie urocze… wszystkie są twoje? - Pyra z rozczuleniem

 

Pajra się prostuję, pokazuję rękami kształt serca i dumnie kiwa głową

 

-Taka młoda mama… jak sobie z tym radzisz kochanie?

 

Ale zanim zdąży odpowiedzieć, przechodzi Jeremy z dwoma lemoniadami do stolika obok i mimochodem rzuca

 

-To dzieci klientów. Pajra po prostu je ogarnia, bo jest w tym świetna

 

Zatrzymuje się kawałek dalej i odwraca się do opiekunki po czym zamiera. Jej ramiona opadły a oczy posmutniały

 

Kelner zaczął lekko panikować nie wiedząc co zrobić, a starsza kobieta zachichotała

 

-To jeszcze lepiej, ponieważ to znaczy, że wszystkie dzieci jakie tu przychodzą są jej, czyż nie?

 

Pajra ponownie rozpromieniła się, przytakując z zapałem i delikatnie łapiąc malucha za rączkę, zanim ściągnie jej maskę

 

Jeremy wzdycha z ulgą uśmiechając się do kobiety i szybko opuszcza scenę, żeby nie powiedzieć czegoś złego kolejny raz

 

Pajra pokazuję kobiecie serduszko, po czym wraca do opieki nad dziećmi

 

───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────

 

Tavish sprawdzał dlaczego zamówienia na wynos się opóźniają, gdy stanął jak wryty i nie wiedząc jak inaczej zareagować zaczął chichotać

 

Na ten dźwięk z kuchni wyszedł Misha sprawdzając źródło zamieszania

 

-Czy on śpi… na stojąco?

-Legenda

 

Mick stał przy ladzie z zamkniętymi oczami, ręka lekko wyciągnięta w pakowanym zamówieniu. Niebezpiecznie się chwiał, a jednak dobrze utrzymywał równowagę

 

Nie mieli serca go budzić

 

Przynieśli beżowy koc i delikatnie nałożyli mu go na ramiona

 

-Trzeba było jeszcze kilka dni nie spać bo obserwuje się ptaki - Narzekał Gabriel w tej swojej agresywnej trosce

 

Wkrótce wokół śpiącego pojawiły się poduszki na wypadek gdyby jednak upadł, a na jego plecach pojawiła się karteczka z napisem Mick offline. Nie hałasować i małym rysunkiem palca przy ustach

 

-Przejmę jego stanowisko i tak skończyłem robić co miałem - Mówi Dell zaczynając zaczęte zamówienie od początku

 

Wszyscy zachowują się wyjątkowo cicho tego dnia, jednocześnie robiąc setki zdjęć śpiącemu. A gdy powoli zbliżały się godziny zamknięcia, coraz odważniej zakładali na niego coraz więcej kapeluszy.

 

A gdy zdjęcie śpiącego Micka z około siedmioma czapkami, śpiącego na stojąco gdy wszyscy pokazują na niego palcami pojawiło się na tablicy pracowniczej, nikt o tym nie wspominał

 

───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────

 

Między zapachem kawy, świeżych wypieków, dźwiękiem gołębi, przy wejściu rozlegał się dosyć głośny stuk obcasów gdy nienagannie ubrana kobieta zbliża się do stolika. 

 

Jeszcze zanim usiądzie, przyciąga wzrokiem po tablicy pamięci, na której są zdjęcia zmarłych gołębi i małe opisy

 

-Ta tablica musi tu być? - Mówi do nikogo w szczególności, ale wystarczająco głośno dla wszystkich obecnych

 

Herbert odstawił gołębia, którego karmił i odwrócił się w stronę kobiety i z powagą odpowiada

 

-Każdy z tych ptaków był kochany i nie zasługuje na zapomnienie tylko dlatego, że już nie ćwierka - Podchodzi do tablicy wpatrując się w nią - Ta tablica podtrzymuje pamięć o nich

-A co jeśli dzieci to zobaczą? - Protestuje

-Dzieci uczą się empatii i szacunku. A jeśli tablica Pani przeszkadza, to może nie z nią jest tutaj problem

 

Nieznośna klientka zauważając na sobie wzrok innych klientów i pracowników, mamrocze coś pod nosem po czym wychodzi z lokalu

 

A Herbert stoi jeszcze przez chwilę wspominając przyjaciół którym nie było dane żyć do tego dnia



Płomień

Uwielbiał nowych klientów i dźwięk łyżeczek

Starość

 

Iskra

Kochała ganiać się z ludźmi

Rowerzysta

 

Maestro

Pupilek Della

Choroba

 

Asriel

Tulił się do każdego gdy tylko miał okazję

Zatrucie

 

Evan

Nieśmiały i łatwy do wystraszenia

Zgniecenie

 

Szron

Uwielbiam zabawy z dziećmi

Starość

 

Cookie

Lubił drzemki w pobliżu drzwi i głaskanie

Dziki kot

 

Jinx i Isha

Siostry wiecznie siedziały razem

Wypadek

 

Mirabel

Ta, której charakteru nie udało nam się poznać

Odeszła przed wykluciem



Pamiętamy i tęsknimy

 

 

───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────

 

Drzwi kawiarni cicho się otworzyły, a do środka wsunęła się Klara, drobna i nieśmiała nastolatka z szalikiem na szyi zasłaniającym rumieńce wywołane chłodem

 

-To co zawsze mademoiselle? - Pyta Gabriel łagodnie

 

Dziewczynka kiwa energicznie głową z namacalną radością. Z braku kolejki Gabriel osobiście robi jej gorące kakao z piankami i jak zwykle dorzuca jej dodatkowe

 

Klara odbiera kubek, kiwając z wdzięcznością. Po zostawieniu na ladzie dokładnie odliczonej kwoty, kieruje się do kącika zabaw

 

Pajra widząc ją od razu macha i pokazuje miejsce obok siebie na puchatym dywanie, więc ta siada popijając słodycz. Bierze kartkę i tak jak reszta dzieci razem z opiekunką zaczyna rysować gołębie siedzące niedaleko

 

Reszta pracowników uśmiecha się widząc nastolatkę spokojnie siedzącą przy swojej ulubionej pracowniczce

 

───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────

 

Przy jednym ze stolików siedziała grupa turystów, rozmawiając cicho w języku niezrozumiałym przez większość innych klientów. Co jakiś czas śmiali się uprzejmie. Co jakiś czas pokazywali sobie coś na telefonach i wyjadali nawzajem swoje ciasteczka. Na ich stoliku siedział gołąb

 

Przy sąsiednim stoliku siedziała wyraźnie zirytowana kobieta z młodszą, najpewniej córką wyglądającą na znudzoną towarzystwem starszej

 

-Powinni albo mówić po naszemu, albo wracać skądkolwiek przybyli

 

Wcześniej wesoły stolik milknie wpatrując się w kobietę, a młodsza uderzyła czołem w stolik. Większość pracowników wychyla się skądkolwiek obecnie była, ciekawa rozwojem sytuacji, którą najwyraźniej przejął Gabriel wołając zza kasy

 

-Vache stupide, wrócić to powinna Pani na chodnik przed kawiarnią

 

Ludzie, w tym córka kobiety chichoczą

 

-Nie zamierzam wychodzić, bo jakiś żabojad mi każe

 

Gabriel tylko podnosi jedną brew

 

-Pani jedzenie zostało zrobione przez Rosjanina, napój przez Szkota, a gołębie wokół należą do Niemca

 

Mówi, a wymienieni się śmieją, Misha nawet woła na zdrowie zza rogu z tym swoim ciężkim akcentem. A pozytywna atmosfera wraca do kawiarni

 

Irytująca klientka wstaje i wychodzi, a jej córka szybko wypija napój i podąża za nią dodając

 

-To właśnie dlatego tata się z Tobą rozwiódł



───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────

 

Jeremy roznosi zamówienia i gdy już wraca po nowe z pustą tacą jedna z klientek go zatrzymuję pytając

 

-Przepraszam, czy to ciasto zawiera migdały? Mam uczulenie

-Już sprawdzam Proszę Pani

 

Odpala tablet i otwiera listę składników wszystkich wypieków. Przez chwilę je przegląda

 

-Okej, wygląda na to, że ten wypiek ma migdały… skruszone w polewie

-Hm - Mruczy klientka

 

Wtedy patrzy mu w oczy po czym spokojnie wkłada resztę wypieku do ust i zjada całość jakby nigdy nic. Jeremy mruga z niedowierzaniem

 

-C-co?

 

Zapada między nimi kompletna cisza, gdy Jeremy próbuje zrozumieć czy faktycznie to widział, czy ma jakieś halucynację

 

-Warte konsekwencji. Miłego dnia

 

Mówi szybko po czym wychodzi zostawiając Jeremiego z mini traumą na kolejny tydzień

 

───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────

 

Mick otwiera drzwi łazienki załatwić swoje sprawy i może ogarnąć się trochę w lustrze po kolejnej nieprzespanej nocy.

 

Wchodzi do środka i zatrzymuje się w pół kroku

 

Na marmurowym blacie przed lustrem siedzi gołąb Marcel. Nieruchomo wpatrując się w swoje własne odbicie

 

Obserwuje z takim skupieniem, jakby w odbiciu próbował odkryć inne wymiary istnienia

 

-No nie…- Szepnął do siebie

 

Po chwili, nienaturalnie powoli, gołąb przekręca głowę w stronę Micka, ich spojrzenia się spotykają, a Marcel ponownie przestaje się ruszać

 

Zamiera

 

Bez słowa się odsuwa, obraca na pięcie i jak najszybciej wychodzi

 

A Marcel nie reaguje. Nadal tam siedzi wpatrzony w lustro. Może kontempluje śmiertelność, a może po prostu zapomniał dlaczego w ogóle tam usiadł

 

───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────

 

Jak zwykle w kawiarni panował ciszy gwar, gdy matka z synem składała zamówienie przy ladzie w spokoju dopóki dziecko nie zapytało z dziecięcą ciekawością

 

-Mamo, dlaczego ten Pan ma pomalowane paznokcie?

 

Kobieta spojrzała na Gabriela, szykującego ich zamówienie i jego czarne paznokcie z czerwonym błyskiem, tak eleganckie jak on. Zignorował pytanie, spoglądając na kobietę jedynie kątem oka

 

-Ponieważ to super człowiek kochanie. A super ludzie malują paznokcie, kiedy tylko chcą - Z uśmiechem odpowiedziała

 

-Ja też chce być super! Też chcę pomalować!

 

Pajra przechodząca obok z paczką naklejek zatrzymała się na moment, a oczy się rozświetliły i szybko wróciła do żłóbka

 

Szybko urządziła małe spa, w którym dzieci siedziały wśród poduszek z wyciągniętymi rączkami i jedno po drugim miło malowane paznokcie w kropeczki, gwiazdki czy cokolwiek sobie wymarzyło

 

Kobieta spod lady mimo zamówienia na wynos postanowiła zostać w kawiarni obserwując jak jej syn rozświetla się podczas malowania mu paznokci

 

-Teraz wszyscy jesteśmy super ludźmi! Jak Pan zza kasy!

 

Gdy spojrzenia najmłodszych przeniosły się na Gabriela, ten ukłonił się teatralnie wydobywając z dzieciaków chichot, sam mając na twarzy wielki uśmiech którego nie mogła zniszczyć żadna karen

 

W końcu dzieci uważają, że jest super

 

───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────

 

Przed kawiarnią po ziemi przesuwały się płatki kwiatów kwitnącej wiśni rosnącej niedaleko. Dell powoli przygotowywał dwa napoje

 

Do kawiarni weszła elegancka kobieta w ciemnym płaczu, a jej spojrzenie zatrzymało się na nim, a ich spojrzenia spotkały się w ciszy.

 

Bez słów usiadła przy jednym z bocznych stolików z widokiem na altanę przy której Pajra bawiła się z grupą dzieci

 

Dell podszedł i postawił przed nią napój, a sam usiadł naprzeciwko z drugim. Nie rozmawiali, po prostu siedzieli razem pijąc i co jakiś czas spoglądając w stronę opiekunki z dzieciakami.

 

Obserwowali jak poprawia czapkę małemu chłopcu, jak podaje chusteczkę małej dziewczynce, czy pomaga innemu dziecku wejść na ławkę

 

-Zupełnie jak Lila, prawda? - uśmiechnęła się kobieta

 

Dell spuścił wzrok na swoją filiżankę. Nie odpowiedział, ale się uśmiechnął. I to w ystarczyło

 

-Dzisiaj byłyby w tym samym wieku - Powiedział w końcu

 

I siedzieli jeszcze przez chwilkę dopijając swoje napoje, aż kobieta nie wstała kiwając mu głową i nie skierowała się do wyjścia

 

Wszystkiego najlepszego Liliano

 

───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────

 

Drzwi otworzyły się gwałtownie, gdy do lady podbiegł mężczyzna z rozczochranymi włosami i zaniepokojoną miną. Trzymał przy tym dość duże pudełko w rękach.

 

-Powiedziano mi, że ktoś tutaj zna się na ptakach, proszę. Mieszkam niedaleko, mój sokół jest ranny, nie wiem co robić. - Wręcz błagał mężczyzna

-Za mną - Powiedział natychmiast Gabriel wprowadzając potrzebującego do pomieszczenia opieki Herberta 

 

Gdy ten zobaczył pudełko natychmiast wskazał na podwyższany stół na środku. zajrzał do środka

 

Ptak nie wyglądał najlepiej, oddychał płytko i miał oszołomiony oddech. Zmarszczył brwi i z wielką delikatnością wyjął ptaka na stół ignorując plamki krwi. Zaczął badać ptaka, gdy Archimedes przyglądał się wszystkiemu, co jakiś czas przynosząc chusteczki na stół.

 

Mężczyzna wyglądał jakby miał się rozpłakać, ale Herbert spojrzał na niego z uśmiechem

 

-Przeżyje. Będzie wymagał sporej opieki, ale nic czego nie naprawię

-Boże, dziękuję Panu bardzo, nie wiedziałem gdzie się udać

 

Herbert tylko skinął głową i po wyproszeniu mężczyzny do kawiarni na uspokajającą herbatę zaczął leczyć ptaka

 

Tego dnia jeszcze nikt nie wiedział, że od teraz praktycznie co tydzień ktoś przyjdzie do niego z rannym ptakiem. Czasem ich własnym, czasem jakimś biedakiem który wleciał im w szybę, czy został znaleziony na ulicy

 

I chociaż Herbert się nie przyzna, kocha swoją małą klinikę prowadząc nawet kartotekę pacjentów

 

A jeśli wdzięczni właściciele ptaków stawali się stałymi klientami kawiarni, nikt o tym nie wspominał

 

───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────

 

Mick w swoim zwykłym zmęczeniu odebrał kolejny telefon z zamówieniem i przywitał się wedle reguły, ale niegrzecznie mu przerwano

 

-Witam, chciałem zamówić to co ostatnio

-I co by to było? - Odpowiada nawet nie drgnął

-No to, co ostatnio. Jakieś specjalne mieszanki na latte czy coś. Nie pamiętasz?

-Mam ci zgadnąć po nostalgii czy co? - Westchnął Mick

-No to z imbirem... albo lawendą? Nazwa chyba miała coś z zimą?

-Pomocne jak dziury w wiadrze, kiedy było złożone zamówienie?

-Oj wie Pan- wydaje mi się że jakieś pięć lat temu na oko

 

Chwila ciszy podczas której Mick się wyprostował, a spojrzenie było tak intensywne jakby ten człowiek zabił mu psa, nawet jeśli go nie widział

 

-Pięć lat?

-No jakoś tak

-Myśmy nawet nie istnieli pięć lat temu geniuszu. Nawet kurwa drzwi nie mieliśmy!

-Mogłem się pomylić…

-No chyba, że się pomyliłeś! Oczekujesz, żę będę wiedzieć… jak można być tak głupim. A teraz złóż normalne zamówienie albo wypieprzaj do czasów w których niby to kupiłeś

 

Inni pracownicy zaczęli się z niego śmiać, gdy ten kończył przyjmować zamówienie, z wkurzonym wyrazem twarzy. A gdy skończył skomentował tylko

 

-Następnym razem jak ktoś zamówi “to co zwykle” to przysięgam, że się rozłącze

 

───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────

 

Gabriel siedział oparty o ścianę znowu trzymając papierosa między palcami, a dym unosił się nad jego głową

 

Drzwi cicho zaskrzypiały, a Jeremy ostrożnie wychylił głowę, jakby sprawdzając co lub kto tu jest

 

W ręce trzymał nie otwartą paczkę papierosów

 

-Więc… po prostu stoisz i odpoczywasz gdy p-

 

Gabriel błyskawicznym ruchem wyrywa paczkę z jego ręki

 

-Nie zaczynasz

-Ale ty palisz - Narzekał Jeremy

 

Gabriel spojrzał na niego z ukosa mrużąc oczy

 

-Jeden uzależniony w domu wystarczy - Powiedział wypuszczając dym z ust, jakby w poparciu swojej wypowiedzi

-Nie będziesz taki jak ja Jeremy… i wyjdzie Ci to na dobre

 

Młodszy milczał przez moment, zanim oparł się o barierkę wzdychając. Spojrzał w tym samym kierunku co Gabriel

 

-Tęsknie za nią

-Była wspaniałą kobietą - Stwierdził Gabriel kładąc rękę na ramieniu Jeremiego - I stworzyła równie wspaniałego syna, nie zapominaj o tym

 

I tak stali przez chwile po prostu patrząc w niebo



───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────

 

Tavish stał za ladą, nucąc jakąś piosenkę pod nosem, rytmicznie czyszcząc szklankę. Kręcił nią trochę zbyt pewnie, może zbyt beztrosko, gdyż w pewnym momencie szkło nagle pękło wbijając mu się w dłoń

 

-Niech was kulawe demony! - Syknął zwijając pięść cieknącą świeżą krwią

 

Zanim zdążył cokolwiek zrobić pojawił się za nim Herbert, jakby usłyszał dramat z kilometra

 

-Znowu? - Już zaczął zakładać rękawiczki - Zaczynam sądzić, że chcesz mi pokazać wszystkie swoje wnętrzności

-Nie moja wina, że szkło jest delikatniejsze niż moja cierpliwość

-Dobra, co my tu mamy, hmm, głębokie ale czyste cięcie, zszyje i będzie prawie jak nowe. Lepiej zaciśnij zęby! - Ostrzegł zanim zaczął zszywać ze sobą skórę

-Nie podoba mi się to “prawie” - Narzeka krzywiąc się przy każdym nowym szwie

 

Herbert z uśmiechem owija mu rękę bandażem, śmiejąc się sam do siebie. A za nimi Jane już zaczyna ścierać krew i szkło z podłogi

 

-Ty się za bardzo tym cieszysz

-Po prostu kocham to robić

-Nie mówiłeś, że nienawidzisz leczenia i dlatego rezygnujesz z bycia lekarzem?

-Szczegóły

 

───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────

 

Ruch w kawiarni zwolnił, razem z tempem kelnera chodzącego między stolikami, który ponownie nie zjadł śniadania, ponieważ wolał przespać wszystkie budziki

 

-Masz, ja przejmę stoliki - Mówi Gabriel zabierając mu tacę i podając pudełko z jakimś makaronem

 

Jeremy uniósł brwi zdziwiony, ale szybko się uśmiechnął

 

-Dzięki stary!

-Nie wiem co mnie podkusiło - Narzekał

 

W tym momencie słychać było upuszczenie miotły. Oboje odwrócili głowy w stronę źródła hałasu.

 

-Wykryto ojcowskie postępowanie! - Krzyknął Jane biegnąc za ladę - Trzeba zaktualizować tablicę!

 

Gabriel zesztywniał patrząc z niedowierzaniem i zasłonił twarz dłonią

 

-Dlaczego ja w ogóle próbuje

Jeremy zaśmiał się wpychając jedzenie do ust. Z zaplecza słychać mnóstwo dziwnych dźwięków niewiadomego pochodzenia z pomiędzy których można było wyróżnić głośne tablica nie kłamie- jest ojcem

 

-Nie istnieje wystarczająco dobry papieros na ten dzień

 

───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────

 

Na zapleczu kawiarni, pomiędzy chłodnią a stołem wisiała wielka biała tablica. Nie kierowały nią żadne zasady i dzięki temu działała tak dobrze. Wszystko zaczęło się od prostego:

 

Nie jestem waszą matką, czyśćcie po sobie

/\ Dlaczego nie :(

 

Od tamtej pory tablica żyła własnym życiem. Codziennie ktoś coś dopisywał, powstawały żarty, małe uwagi, pytania. Ktoś używał jej do zapisywania ważnych dat, inni po prostu po niej rysowali

 

Na przestrzeni czasu pojawiło się na tablicy wiele rzeczy, a między nimi chociażby:

 

Marcel nie uznaje waszego istnienia *dołączony rysunek gołębia*

 

Kto wziął moją sałatkę z lodówki?

 

Niech Jeremy przestanie nazywać mnie “tata incognito” przy klientach >:(

/\ Przepraszam PANIE tato inkognito

/\Ty se uważaj, albo będziesz spać na dworze

/\Znowu?

 

Kto przykleił oczy do czajnika? Dlaczego ona na mnie patrzy?

 

Herbert, zrób coś z Melonem

/\ Nie

 

NA LITOŚĆ BOSKĄ, PRZESTAŃCIE SOLIĆ KAWĘ

 

Możecie nie ukrywać telefonu gdy dzwonią do mnie rodzice?

 

Mick, jeśli znowu nie zauważysz czegoś oczywistego, zacznę nazywać cię ślepcem

/\ Powiedział typ co wpada na klientów

 

Nie naprawiajcie nic dopóki tam nie dotrę. Nie chcemy powtórki z ostatniego razu

 

Gołębie nie mogą już używać alkoholu

/\ Ale tak ładnie proszą :(

 

Dlaczego wszystkie butelki mają małe szaliki. Nie jestem zły, ale… dlaczego?

/\ Było im zimno :D

 

Jeszcze raz ktoś zostawi coś w mikrofali na dwa dni to sam się w niej zamknę i nie wyjdę

/\ Obiecujesz?

 

Rano znalazłem gołębia w lodówce. WYJAŚNIJCIE

/\ Chmurce było gorąco :)

 

Tablica nie służy do komunikacji z ptakami -Pauling

/\ płatek się nie zgadza

/\jak śmiesz podważać komunikację z Archimedesem

/\ Taktyczne gruchanie

 

Pajra, znowu przelewasz kwiaty

/\ :(

 

Jeśli znowu przyjdzie ta cała Jikia to mnie tu nie ma

 

Widział ktoś mój kubek? -J

/\ Przepraszam 

 

Ten dziwny starszy pan skrytykował moją herbatę, czas umierać

/\  Nie dramatyzuj, raz powiedział, że herbata jego syna smakuje jak sok z liści

/\ Ale dokładnie tym jest herbata

 

Przy tym ile te dwie autorki tu siedzą, obraże się jeśli nie zostaniemy wspomnieni




───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────

 

Na długo przed otwarciem Gabriel siedział na zapleczu czytając jakiś artykuł na telefonie. Dzień zapowiadał się wyjątkowo spokojnie

 

Wtedy wchodzi Pajra z małym torcikiem na talerzyku w truskawki.

 

Stawia słodycz przed Gabrielem i siada naprzeciw z wielkim uśmiechem

 

-Dla mnie? Merci - Odpowiada zszokowany

 

Bierze widelczyk i wkłada pierwszy kawałek do ust i zamiera, a jego oczy się rozszerzają. Przełyka jednocześnie się krztusząc

 

-Co w tym jest? Papryczka? - Narzeka popijając wodę

 

Pajra opiera podbródek w dłoniach wyglądając na niezwykle zadowoloną

 

-To miał być prezent czy zamach na mnie?

 

Kobieta uśmiecha się słodko zanim odpowiada

 

-Obydwa

 

───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────

 

Spokojnego popołudnia w pracy Pajra wchodzi do toalety nucąc pod nosem jakąś dawno zapomnianą melodię. Lecz w wejściu do pomieszczenie zatrzymała się mróżąc oczy.

 

Na kafelkach niedaleko kosza na śmieci siedziała trójka gołębi: Dziadek, najstarszy z nich wszystkich, pełna energii Pchełka oraz dostojna królowa dramatu Regina

 

Wyglądali jakby właśnie przeprowadzali jakąś debatę

 

Przez chwile się w nich wpatruję, a potem zdecydowanie podnosi Dziadka w dłonie ignorując oburzone gruchanie i rozłożone skrzydła gotowe do ucieczki i stanowczym ruchem wystawia go na zewnątrz

 

-Damska - mówi do ptaka wskazując na znak na drzwiach

 

I wraca do środka jakby nigdy nic



───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────

 

-Nie jestem od przenoszenia, tylko od dostarczania - Mówi zdecydowanie kurier

-Po to masz wózek, dosłownie go stąd widzę - Mówi Dell już zmęczony tym nowym kurierem, który już zdecydował się sprawiać problemy

-Nie zamierzam tego dotykać- Mówi z tonem gotowym do dalszej kłótni

-Co się dzieję? - Z wnętrza kawiarni wyłania się Misha trzymając kubek z herbatą

 

Dell wzdycha z rezygnacją łapiąc się za nos

 

-Przyszła karma dla ptaków. 120kg, ale kurier nie wniesie

 

Misha patrzy na kuriera, potem na dwa wielkie worki. Odstawia kubek na barierkę i bez słowa bierze jeden worek pod pachę, a drugi na ramię i wchodzi do środka jakby niósł jedynie poduszki

 

Kurier wpatrywał się w szoku, gdy ten znika w środku. Dell jedynie zaczyna się śmieć, podpisuję potwierdzenie odbioru i zabierając herbatę wchodzi do środka już planując zmianę dostawcy

 

───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────

 

Podekscytowany Jeremy podbiegł do Tavisha w czasie swojej przerwy trzymając w rękach telefon

 

-Obczaj to! Znalazłem fajną iluzję optyczną!

-Dobra, dobra, pokaż mi to

 

Jeremy z podekscytowaniem wpycha mu telefon w twarz, ten bierze go do ręki wpatrując się w ekran

 

-Widzisz jak się porusza? Ale to obrazek i nie powinien!

-Nic się nie rusza - Mówi mrużąc oczy

-Co? - Spogląda na telefon, sprawdzając czy nic się nie przełączyło - Przecież jest dobrze

-Nie no serio Ci mówię- może cię oszukali?

-Nie no mówię ci, że się rusza! Czekaj znajdę inne i zobaczysz!

 

W drzwiach kuchni obserwowali ich Dell i Herbert popijając swoje kawy i śmiejąc się do siebie

 

-Myślisz, że zdadzą sobie sprawę, że do widzenia tych iluzji potrzebne są obydwa oczy?

-Prawdopodobnie nie

 

Dwójka śmiała się do siebie, gdy tamci próbowali rozgryźć co jest nie tak z telefonem i dlaczego to wciąż nie działa

 

───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────

 

Jeremy jak zwykle biegał między stolikami przyjmując i roznosząc zamówienia, w  końcu podchodząc do widocznie starszego mężczyzny

 

-Witam, co mogę dzisiaj Panu podać?

-Szkocką, bez lodu. Młodzi za bardzo to rozwadniają

-To wszystko? - Pyta kelner z uśmiechem wstukując zamówienie w tablet

-Te wasze technologię. Nie można by użyć notatnika jak normalny człowiek? Dzisiejsza młodzież jest zbyt leniwa do pracy

 

Brew Jeremiego się unosi. czy ten człowiek nie widzi własnej hipokryzji? Przecież dosłownie teraz pracuję serwując mu. Mógłby to zignorować, ale dzisiaj wybrał chaos

 

-Mogę prosić o dowód osobisty?

-Co proszę?

-Dowód osobisty, żebym mógł potwierdzić pańską pełnoletność - Mówi niewinnie

-Młody człowieku, jestem więcej niż wystarczająco stary!

-Staram się nie oceniać po zmarszczkach, lecz po dokumentach. To ma Pan ten dowód przy sobie?

-Nie noszę tego badziewia przy sobie. Kto to widział, żebym musiał udowadniać, że nie jestem dzieckiem- Narzekał z oburzeniem

-Zasady to zasady się obawiam. Nie mogę sprzedać Panu alkoholu, chce Pan zamówić coś innego?

 

Mężczyzna ponownie zaczyna się oburzać, ku cichemu rozbawieniu kelnera gdy podchodzi do nich Panna Pauling, ledwo podnosząc wzrok znad jakiejś listy

 

-Co tu się dzieje?

-Witam Pani menadżer! Pan zamówił alkohol ale nie może okazać dowodu, więc nie mogę mu sprzedać

-To absurd! Mam prawie 70 lat!

 

Flo spojrzała na Jeremiego. Nie miała pojęcia o co chodzi, ani co zapoczątkowało konflikt, ale zamierzała w całości wspierać swojego pracownika

 

-Przykro mi proszę pana, ale jeśli kelner ma wątpliwości co do wieku, wedle przepisów ma pełne prawo odmówić sprzedaży

-To niedorzeczne!

 

Starszy mężczyzna wstaje i wychodzi mamrocząc coś o końcu dobrych czasów, a inni klienci jak i pracownicy wybuchają śmiechem. Kilka osób klaszcze, a Flo i Jeremy przybijają sobie piątkę

 

───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────

 

Kawiarnia pogrążona była w ciszy nocy, gdy ostatnie okruchy były ścierane przez ostatniego człowieka w budynku

 

Jane

 

NIe dlatego, że musiał. Po prostu nikt nie miał takiego zapału do mycia podłogi co on. Chętnie zostawał po nocach, traktując każdy najmniejszy bałagan jak bitwę której nie zamierzał przegrać.

 

Szorował posadzkę ze swoją typową determinacją, gdy w gdzieś w tle wszystkie gołębie spokojnie spały w swoich domkach, poza kilkoma które z jakiegoś powodu spały na stolikach, czy w kuchni

 

Wtedy rozległ się trzask szkła

 

Jane natychmiast podniósł miotłę w pozycji bojowej. Brak prawdziwej broni był nieistotny, gdy w bitwie wszystko może nią być

 

Kto często działa z zaskoczenia, często wygrywa

 

Sun Tzu to powiedział

 

Włamywacz nie miał szans. Zaskoczony w pół kroku szukając czegoś, został uderzony szczotką prosto w żebra. Przewrócił się na kolano i zamachnął się nożem w ostatniej nadziei na obronę

 

Ale nie docenił Jane, jego adrenaliny i siły, gdyż zignorował nóż wbity w bok i ponownie uderzył złodzieja, ale tym razem w głowę.

 

W pieśni obudzonych gołębi związał ręce napastnika i zostawił go na ziemi, po czym przypominając sobie o nożu wziął apteczkę spod lady i delikatnie go zabezpieczył siadając na podłodze obok nieprzytomnego.

 

Gołębie siadały na mu ramionach w zmartwieniu, gdy wszystko zaczęło robić się ciemne.

 

Niedługo po tym zjawili się Herbert z Mishą oraz Gabriel którego wzięli po drodze, obudzeni automatycznym alarmem wysłanym na czat pracowniczy

 

Widząc swojego przyjaciela bladego na ziemi jak najszybciej zaczęli działać. Herbert sprawdził jego stan, a Misha zadzwonił po służby obserwując związanego, obitego włamywacza który najwyraźniej stał się kuwetą dla wkurzonych gołębi.

 

Następnego poranka kawiarnia otworzyła się jak zwykle, a jednak coś było inaczej.

 

Za ladą stał Jeremy przyjmując zamówienia. Mick zamiatał podłogę, po wstrzymaniu zamówień telefonicznych. Pajra latała między dziećmi a gołębiami. Panna Pauling przejęła robienie napojów, gdy Tavish kręcił się po kuchni.

 

Stali klienci byli dosyć zdezorientowani, nie tylko zmianami w stanowiskach ale też widocznym stresem wśród pracowników.

 

Gdy Ci w końcu wyjawili co się stało, dostali mnóstwo wsparcia, pozdrowień dla hospitalizowanego kolegi. Słowa pełne zdumienia i szacunku

 

-Kiedyś bronił kraj, teraz bronił swój dom - Powiedział Pan Edward

 

Kilka godzin później na nowo wymienionej szybie pojawiła się kartka z napisem:

 

Nie włamuj się do naszej kuchni. Ostatni który próbował, został pokonany miotłą i upokorzony ptakami

 

───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────

 

Była późna godzina, kiedy Jeremy w końcu wyszedł z kawiarni. Wszystko się przeciągało, a z chorobowym Jane sprzątanie zamykające trwało w nieskończoność. Tego dnia miał zamykać z Gabrielem. I faktycznie razem zamykali, ale potem zniknął jak zawsze.

 

Więc Jeremy poszedł do samochodu starszego, ale jego też nie było. Po prostu… odjechał bez żegnania się ani informowania go

 

Więc musiał iść. Na nogach. W ciemności.

 

Nogi wydawały się ciężkie, gdy głowa kipiała frustracją. Zimny wiatr dmuchnął mu w twarz.

 

-Jeden spokojny wieczór… Jaki jest w ogóle jego problem? Mieliśmy razem wracać - Narzekał przesuwając się coraz bliżej domu, nawet gdy droga ciągnęła się w nieskończoność.

 

W głowie układał sobie wszystkie sposoby w jakie może wygarnąć Gabrielowi. Już otwierał drzwi do domu, gotowy do wszczęcia kłótni. W końcu- jak śmiał go zostawić

 

I wtedy go zobaczył

 

Gabriel leżał na podłodze w salonie. Wciąż w ubraniu roboczym i butach na nogach. Głęboko spał lekko chrapiąc Jeremy zamarł

 

Nie było w tym zwykłej gracji jaką wszędzie ze sobą nosił. Tylko zmęczony mężczyzna, który wrócił z pracy i nawet nie dotarł do łóżka

 

Złość zaczęła przygasać

 

Wyjął z szafy stary gruby koc i bez słowa delikatnie go nakrył, a potem ruszył do własnego pokoju ostatni raz spoglądając na śpiącego ojca i się uśmiechnął

 

Będzie miał co opowiadać innym

 

───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────

 

Pajra siedziała w swoim zwyczajnym miejscu w kąciku dla dzieci których nie było. Tego dnia większość rodziców z pociechami była na jakimś festiwalu w mieście, czy coś. 

 

Nogi miała podkulone do siebie, gdy otwierała i zamykała starą metalową zapalniczkę, a znajomy dźwięk pomógł się jej wyciszyć.

 

W tym momencie podszedł do niej mały chłopiec z misiem, który zwykle nie opuszcza boku matki i spojrzał na nią tymi wielkimi oczami, przechylając głowę

 

-Po co ci zapalniczka, skoro nie robisz ognia?

 

Pajra skopiowała jego gest i się zawahała. Wtedy pokazała mu miejsce na dywanie a gdy usiadł pokazała zapalniczkę i cicho powiedziała przytłumionym głosem

 

-Czasami dobrze jest mieć coś… z czego nie trzeba korzystać

 

Ale dziecko najwyraźniej nie zrozumiało, patrząc na nią ze zmarszczonymi brwiami. Kobieta westchnęła, ale spojrzała na pluszaka w rękach dziecka

 

-To jak twój mały przyjaciel. Nie używasz go do niczego, ale lubisz go mieć przy sobie, daje Ci spokój, prawda?

 

Chłopczyk spojrzał na pluszaka przytulając go mocniej i kiwnął głową

 

-To właśnie to - Uśmiechnęła się - Niektóre rzeczy są dla serca, nawet jeśli ich nie używasz

 

Schowała zapalniczkę do kieszeni fartuszka, a chłopiec przytulił się do jej boku. Na jej twarzy pojawił się uśmiech, gdy cieszyła się obecnym życiem w nadziei, że to stare nigdy nie wróci

 

───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────

 

W kawiarni panował względny spokój, tak jak zwykle o tej godzinie. Pajra budowała wieże z klocków razem z dzieciakami, Jeremy obsługiwał jakieś trojaczki, a Herbert jak zwykle kręcił się po okolicy.

 

Do środka weszły znane pracownikom kobiety- matka z jakimś zaburzeniem wpływającym na emocje, oraz córka opiekująca się nią. Było dobrze, uśmiechały się zamawiając i otrzymując swoje produkty

 

Było cicho i spokojnie

 

Aż głos kobiety nie rozszedł się po sali

 

-Ta kawa jest za słodka!

 

Córka już zaczęła wstawać, by uspokoić kobietę, ale zanim ktokolwiek zdążył zareagować podniosła kubek i nim rzuciła

 

W stronę przedszkola

 

A Pajra jakby z pamięci mięśniowej, bez wahania osłoniła dzieci obejmując je ciasno ramionami, dając im ciepło własnego ciała. Kubek przeleciał tuż obok nich i z hukiem rozbił się o ścianę rozbijając się na tysiące kawałków i plamiąc część dywanu

 

Córka natychmiast złapała matkę za ręce, szepcząc łagodne zapewnienia pozwalając jej usiąść sięgnęła do torebki dając starszej jakieś leki i rzuciła przepraszające spojrzenie personelowi który już zajmował się sytuacją

 

-Przepraszam, czasami traci kontrole… już wychodzimy - Powiedziała zostawiając pieniądze z hojnym wynagrodzeniem i powoli pomagając matce skierować się do wyjścia nie oglądając się za siebie

 

Pajra w końcu puściła przerażone dzieci, które pobiegły do swoich rodziców, po czym wstała na drżącyche nogi i poszła na zaplecze. 

 

Nikt nie próbował jej zatrzymywać, pozwolili jej się uspokoić 

 

Tylko niektórzy z nich wiedzieli, że to nie chodziło o kubek

 

───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────

 

To miał być zwyczajny poranek, gdy Pajra z dziećmi siedziała w ogrodowej części kawiarni, przy kwiatowej rabacie. O tej godzinie miała do opieki zaledwie dwójkę dzieci w którymi się bawiła układając kamyki z ciekawe wzorki.

 

Gołębie chodziły po murku, a kolibry brzęczały nad ich głowami.

 

Jeden z kolibrów usiadł opiekunce na głowie, ale ta nie zareagowała. Była do tego dosyć przyzwyczajona. Ale potem dołączył kolejny koliber, potem trzeci. Gołębie to podłapały, ponieważ też zaczęły podlatywać siadając jej na ramionach.

 

Zanim się obejrzała na ramionach miała łącznie pięć gołębi, a na głowie około ośmiu kolibrów. Dzieci śmiały się z zachwytu próbując przekonać ptaki, żeby siadały też na nich.

 

Jedna z kobiet pijących kawę pokochała ten widok. Bez zastanowienia wyjęła telefon i zrobiła zdjęcie sytuacji z uśmiechem.

 

Wieczorem dodała zdjęcie z podpisem “ Nie wiem kto to jest, ale MA PTAKI NA GŁOWIE. Koniecznie musicie odwiedzić tą kawiarnie

 

Następnego dla Pajra nie była na to gotowa

 

Już od samego otwarcia co chwile ktoś podchodził do niej z pytaniami- czy to ona jest osobą od ptaków, czy mogą zrobić sobie z nią zdjęcie czy nawet o to czy jest księżniczką 

 

Pomimo zdezorientowania cierpliwie odpowiadała na każde pytanie i choć uznała to za dziwne pozowała z ludźmi do zdjęć.

 

A wieczorem, gdy wszystkie dzieci już wyszły uciekła do kuchni.

 

-Długi dzień? -  Zapytał Misha, podając jej świeże ciastko, a ta wzięła je z wdzięcznością kiwając głową.

 

Pierwszy raz dzisiaj była w stanie sprawdzić telefon i zobaczyła dziesiątki postów zachwycających się nią pod którymi jej koledzy zaczęli ją oznaczać

 

Uśmiechnęła się

 

Może ta sytuacja nie była taka zła

 

───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────

 

Pasowała dosyć gwarna atmosfera, a Jeremy biegał ze swoją typową energią przyjmując i roznosząc zamówienia, żartował z klientami i udawał, że nie potknął się o mopa.

 

-Dobra, co dzisiaj dla pana? Dzisiaj polecane są ciasteczka z jagodami oraz żurawinowe, mi osobiście te drugie nie smakują ale wszyscy mówią że to hit więc kim jestem, żeby to podważać

 

Chłopak w wieku Jeremiego patrzył na niego z lekkim niepokojem, wpatrywał się w usta kelnera, próbując nadążyć za zbyt szybkim potokiem słów

 

-Przepraszam…. możesz powtórzyć? - Zapytał niepewnie

 

Jeremy zatrzymał się i spojrzał ponad chłopaka w stronę Gabriela, który wskazał na uszy i wykonał rękami znak na powoli

 

Ponownie spojrzał na klienta, teraz widząc aparaty słuchowe i w końcu zrozumiał

 

-Pewnie, przepraszam - Uśmiechnął się mówiąc wolniej i wyraźniej - Dzisiaj polecam ciasteczka z jagodami i te z żurawiną. Po podać?

 

Gdy chłopak zamówił, Jeremy uśmiechnął się i wrócił do kasy

 

-Zapominam, że nie wszyscy nadążają za moją gadką- Powiedział do Gabriela drapiąc się po karku

-Cud, że ktokolwiek za nią nadąrza

 

Przewrócił oczami, ale w przyszłości zaczął bardziej zwracać uwagę na potrzeby swoich klientów

 

───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────

 

W kąciku zabaw w świetle przebijającym się przez okna, wśród poduszek dzieci siedziały w kółku z zafascynowaniem obserwując opiekunkę pokazującą im gesty które naśladowały.

 

Pokazała im jak pokazać podstawowe słowa takie jak przywitanie, pożegnanie, dziękuję czy przyjaciel.

 

Dzieci powtarzały gesty a ona poprawiała ich małe rączki pokazując gesty ponownie zaangażowanej młodzieży.

 

-A jak pokazać “pies”? - Zapytał mały chłopiec, potem jakaś dziewczynka zapytała o tęczę, dzieci zaczęły podawać jakich słów chcą się nauczyć. Jedno nawet poprosiło i jej imię

 

Zachichotała przez maskę i zaczęła pokazywać każde słowo po kolei

 

-Pies - Poklepała się w biodro

-Tęcza- Wykonała kształt tęczy łącząc palce

 

Zawahała się przy pokazaniu własnego imienia, ale w końcu pokazała dzieciom znak na ratunek płynnie przechodzący w znak ogień , z uśmiechem obserwując powtarzające go dzieci

 

───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────

 

Deszcz leniwie uderzał o szyby kawiarni skąpanej w słabym świetle. Atmosfera była spokojna, gdy kilku klientów powoli pili swoje napoje czy zagryzali zakupione ciastka. 

 

Przy jednym ze stolików pod oknem siedziała nastolatka. Nosiła za dużą bluzę a na dłoni miała bandaż ciasto owinięty wokół nadgarstka. Nie podnosząc wzroku piła herbatę owocową w samotności

 

Wtedy z gniazd zawieszonym wysoko nad głowami zleciała gołębica. Wszystkim znana Taraska. Z gracją i pewnością zamachała skrzydłami przez chwile krążąc zanim osadziła się na ramieniu nastolatki

 

Dziewczyna znieruchomiała, patrząc w bok. A Taraska gruchała osadzając się wygodnie w nowym miejscu

 

Nastolatka pomimo zdziwienia uśmiechnęła się lekko, jedną ręką głaszcząc gołębia po główce

 

Herbert uśmiechnął się to widząc, Tereska zawsze potrafiła dobrze pocieszać tych, którzy tego najbardziej potrzebowali

 

A nastolatka wciąż siedziała cicho. Nie mówiła, bo nie musiała, gdy jej ramiona były odrobinę lżejsze. Wpijała swój napój dopóki nie musiała wyjść mając kilka małych piórek wepchniętych we włosy

 

───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────

 

Drzwi kawiarni się otwierają gdy do środka wchodzi mężczyzna. Trochę podobny do Jeremiego, ale starszy i mniej szczęśliwy. Rozgląda się po sali, szukając czegoś wzrokiem

 

W końcu zauważa młodego kelnera jedzącego kanapkę podczas gadania ze sprzedawcą zza lady. Natychmiast kieruje się w tamtym kierunku

 

-Jeremy siema młody!

 

Rozmowa się zatrzymuje gdy oboje za lady patrzą na niego. Jeremy robi się spięty odkładając jedzenie. Mruży oczy na przybyłego

 

-Potrzebuje trochę pieniędzy. Słyszałem, że jakiś czas tu pracujesz, więc skoro Ci się tak dobrze powodzi to wspomożesz własnego brata no nie? Rodzinie się pomaga

 

Twarz Gabriela pozostała bez wyrazu, a Jeremiego zaczęła wyrażać gniew

 

-Rodzina? A gdzie byliście po śmierci mamy? Kiedy mnie odesłano? Żaden z was nawet nie myślał o przyjęciu mnie!

-Wiesz jak to jest no, kto chciałby zajmować się gówniarzem, po za tym dobrze na tym wyszedłeś nie? Słyszałem, że z kimś mieszkasz więc nie dramatyzuj

-Ten “gówniarz” był waszym bratem - Patrzy starszemu w oczy- Mama byłaby wami rozczarowana

 

Starszy natychmiast robi krok w stronę lady chcąc coś powiedzieć, może nawet przejść do rękoczynów, ale Gabriel robi krok między nich i chłodno mówi

 

-Jeśli nic pan nie zamawia, chyba musi pan opuścić lokal

 

Zatrzymuje się spoglądając na młodszego brata

 

-No weź Jeremy, możesz chociaż-

-Wyjdź William

 

Mężczyzna waha się, ale widząc morderczy wzrok starszego, burczy coś pod nosem i wychodzi z kawiarni. A sprzedawca widząc trzęsące się ręce syna zaprowadza go na zaplecze gdy kasę przejmuję Tavish

 

Gabriel nalewa im herbaty i siadają przy stoliku na zapleczu

 

-Wyrzuć to z siebie - Mówi spokojnie starszy popijając napój

-To chore wiesz? Całe życie  z nimi spędziłem, ale w tamtym momencie? Obcy typ w garniturze którego widziałem pierwszy raz w życiu zrobił dla mnie więcej niż rodzina? A teraz śmie wracać tylko po to, żeby pytać o pieniądze?

 

Przez moment Gabriel milczy jakby zbierając myśli

 

-Z rodziną nie zawsze chodzi o krew. Ty swoją masz tutaj i nie zamierzamy cię zostawić, nawet jeśli coś zepsujesz

 

Jeremy uśmiecha się słabo popijając herbatę

 

-Stchórzyłem gdy pierwszy raz dowiedziałem się, że mam syna. Ale codziennie jestem wdzięczny, że los dał mi drugą szansę na poznanie cię - Wzdycha, automatycznie sięgając po papierosa ale rozmyślając się ze względu na obecność syna

-Dziękuję - Odpowiada Jeremy mając ślady wilgoci w oczach

-Co powiesz na to, żebyśmy po pracy odwiedzili tą pizzerię o której wspomniałeś?

-Ha! Pewnie, od dawna chciałem tam iść!

 

Bowiem czasami najtrudniejsze kwestie znajdują ukojenie w najbardziej przyziemnych rzeczach

 

───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────

 

Kawiarnia dopiero przygotowywała się do otwarcia, gdy tylne drzwi gwałtownie się otwierają, gdy wchodzi Herbert z niezadowoloną miną i lekko opuchniętym policzkiem

 

-A temu co? - Pyta Mick gdy tamten go mija

-Cholera wie - Odpowiada mu Tavish

 

Do kuchni wchodzi Misha i widząc naburmuszonego przyjaciela podnosi pytająco brew. Niemiec wzdycha i mówi

 

-Byłem u dentysty

-Lekarz stał się pacjentem?

-No dokładnie! Ty mnie rozumiesz. To było upokarzające doświadczenie!

 

Misha kiwa głową ze zrozumieniem, potem podchodzi do lodówki, wyciągając z niej jakąś mrożonkę i bez słowa wciska ją drugiemu mężczyźnie w dłoń

 

Ten mruga zaskoczony po czym lekko się uśmiecha. Misha wraca do pieczenia, a Herbert dalej wyglądał na obrażonego na cały świat, ale trochę mniej niż wcześniej

 

Jednocześnie obok inni obserwowali scenę z zachwytem

 

-Misha posiada super moc jaką jest ujarzmianie gołębiarza

 

───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────

 

Spokojnym wieczorem Gabriel stał z tyłu kawiarni, jak zwykle z papierosem w ręce. Spokojnie zaciąga się dymem z zamkniętymi oczami

 

Wtedy drzwi kawiarni otwierają się z impetem. Jane wychodzi z wysoko uniesioną głową i cygarem już zapalonym w ustach i zaczyna nucić swój hymn

 

Gabriel patrzy na niego z boku i powoli mruga próbując stwierdzić czy przypadkiem nie ma halucynacji

 

Ale gdy drugi kontynuuje śpiew, decyduje się wrócić do spokojnego palenia. Znowu się zaciąga i znowu spogląda na kolegę

 

Jane stoi wyprostowany, pełen szacunku obserwując mieszające się dymy

 

Więc w odgłosie śpiewu oboje kończą palone po czym wracają do środka, by wrócić do swojej ukochanej pracy

 

───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────

 

Dzień pracy zbliżał się ku końcowi, ale było mu daleko do spokojnego dnia. Wszyscy pracownicy zauważyli, że ich zwykle spokojny i opanowany cukiernik wygląda na niezwykle pobudzonego i niespokojnego. 

 

Co kilka minut sprawdzał telefon, sprawdzając zasięg i wiadomości po czym znowu chowa go do kieszeni tylko po to żeby po chwili znowu go sprawdzić

 

Kilka razy przypalił wypieki, co było do niego niepodobne. Widząc jego niepokój Herbert zapytał go w którymś momencie co się dzieje i czy wszystko okej

 

-Siostry nie piszą. Długo - Mruknął nie podnosząc wzroku znad ciasta które wyrabiał niezwykle agresywnie jak na niego

 

Herbert tylko pokiwał głową i położył dłoń na ramieniu Mishy

 

-Może to jakieś problemy techniczne. Czasami się zdarzają - Proponuje, ale drugi nie odpowiada, a w jego oczach widać cień niepokoju którego nie potrafi ukryć

 

Przez cały dzień inni przynosili mu napoje w nadziei na poprawę nastroju. Oczywiście nie pomogło, ale to docenił

 

Dell poświęcił sporo czasu na łączenie się z różnymi systemami komunikacji i sprawdzał informacje z okolic pochodzenia Mikhaela

 

-Wygląda na to, że padł cały sygnał. Nie tylko u twojej rodziny. Burza uszkodziła główny słup sygnału więc całej okolicy wszystko padło

 

Misha odetchnął z ulgą. Wciąż był spięty bez wiadomości od rodziny, ale czuł się lepiej mając jakiekolwiek wyjaśnienie milczenia bliskich.

 

A tuż przed samym zamknięciem, podczas sprzątania ostatnich rzeczy, Panna Pauling wyszła z zaplecza

 

-Misha, chyba coś do ciebie, ale szczerze nie jestem pewna. Ktoś mówi po rosyjsku i chyba słyszałam twoje imię, możesz?

 

Odłożył to co robił i praktycznie rzucił się do telefonu. Przystawił go do ucha po czym z uśmiechem zaczął mówić w swoim rodzimym języku. A inni odetchnęli z ulgą widząc szczęście kolegi.

 

Dzień nie zaczął się dobrze, ale przynajmniej dobrze się skończył

 

───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────

 

Pewnego leniwego popołudnia, gdy światło przedzierało się przez spore okno kawiarni, na parapecie siedziała Chmurka - szaro biała gołębica która w zwyczaju miała przesiadywanie w tym miejscu

 

Nie było to nic niezwykłego dla niej, a nawet wielu klientów znało ją właśnie z tego zachwyconego niebem spojrzenia

 

-Mamo, czy z ptaszkiem wszystko dobrze? - Jedna z dziewczyn siedzących z mamą wskazała na gołębicę

-To Chmurka kochanie, lubi patrzeć w niebo i podobno może przewidywać pogodę! - Tłumaczy z uśmiechem kobieta

 

Jakiś mężczyzna z pobliskiego stolika prycha, na myśl o jakimś gołębiu przepowiadającym pogodę

 

Jakby usłyszała jego myśli, Chmurka rozprostowała skrzydła i poleciała prosto do swojego domku, chowając się w nim

 

-Będzie burza- Mówi Herbert ze spokojem i dziwną pewnością siebie

 

Mężczyzna przewrócił oczami gdy kilku klientów zaczęło się zbierać. Nie było wiatru, niebo było piękne, a oni mieli słuchać się jakiegoś gołębia?

 

Minęło może z 10 minut, kiedy niebo nagle zaczęło ciemnieć, a o chodnik rozbijały się pojedyncze krople deszczu. Nagle rozległ się grzmot, gdy piorun uderzył nie tak daleko od budynku, a niektórzy klienci odsunęli się od okien.

 

-Ptaszek naprawdę przewidział pogodę! - Zachwycała się dziewczynka 

 

A mężczyzna już nie wątpił w ten mały ptasi barometr

 

───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────

 

Z zaplecza wyszedł Herbert, niosąc w rękach kilka nowo zrobionych domków dla gołębi, kierując się w stronę przedszkola i kładzie je na stoliku, odwracając się do Pajry

 

-Nadchodzą młode, trzeba je godnie przyjąć

 

Pajra uśmiechnęła się szeroko i pisnęła z zachwytem, doskonale wiedząc co to oznacza, a dzieci patrzyły zaintrygowane małymi domkami.

 

-To domki dla ptaszków?

-Tak, dla maluszków które się niedługo pojawią -Wyjaśnia, patrząc na Pajrę już wyciągającą przybory malarskie

-A że chcemy, żeby każdy był wyjątkowy, każde z was zrobi wzór, a potem wybierzemy najciekawsze i wykonamy je na domkach - Mówi opiekunka

 

Dzieci piszczały z radości, chwytając kartki i rysując wzory które chciały dać na karmniki. Ktoś narysował propozycje przerobienia karmnika na zamek, ktoś zaproponował tęczę, ktoś inny nocne niebo pełne gwiazd

 

Pajra chodziła pomiędzy rysunkami, zachwycając się każdym jednym i dając sugestie. A całe przedszkole zmieniło w porządną pracownię artystyczną

 

Kiedy projekty były gotowe, wspólnie głosowali na najlepsze z nich do przeniesienia na odłożone karmniki.

 

Jeden z nich dostał urocze rysunki ptaków i filiżanek, drugi przypominał łąkę z ilością kwiatów jakie na sobie miał, a ostatni pomalowany był w pomarańcze i czerwienie przypominające małe płomyki, na który Pajra patrzyła z dumą.

 

A kiedy karmniki stanęły do wyschnięcia, a Herbert wrócił przyglądając się dziełom wykonanym przez dzieci

 

-Będą zachwycone

 

Pajra pokazała mu podniesione kciuki do góry, a dzieci już zaczęły wymyślać między sobą jakie imiona powinny mieć gołębie zamieszkujące nowe karmniki

 

───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────

 

Mick miał zamykać już kawiarnię na noc, ale przy jednym ze stolików w kącie, zasypane notatkami, dawno posprzątanymi tależykami i wieloma kubkami po kawie, siedziały Emilia i Emma - dwie pisarki z laptopami siedzące tam przez sporo czasu

 

-Jeszcze jeden rozdział w tym wątku - Mruknęła Emilia

-Mówiłaś to przy poprzednich dwóch- Dodaje Emma, przepisując jakiś dialog 

-To dobry wątek

 

Mick odchrząknął

 

-Przykro mi, ale jesteśmy już zamknięci

 

Obie jednocześnie podniosły wzrok jakby wyszły ze swojego małego świata. Obie spojrzały na zegarek i w pośpiechu zaczęły się pakować

 

-Przepraszamy! - Mówi jedna z lekką paniką zbierając swoje rzeczy

-Ale jeszcze powrócimy! - Zapewniła druga dramatycznie, po czym obie wyszły

 

Następnego dnia, Dell poszedł otworzyć drzwi ale zamarł. Przed kawiarnią na chodniku, owinięte w koce siedziały pisarki. Rozmawiały szeptem, rozmawiając o jakimś bohaterze

 

-Jakby tak zdradziła jego zaufanie w tej części? Przecież się załamie - Mówi z zachwytem Emilia

-To byłby dramat! Podoba mi się! - Zapisuje coś w notatniku Emma

 

Dell po prostu wpatrywał się z niedowierzaniem, aż z zaplecza nie wyszedł Jeremy

 

-Co one, spały pod kawiarnią?

 

Za nim inni pracownicy okazywali własne niedowierzanie, aż w końcu ktoś otworzył drzwi wpuszczając kobiety do środka

 

-Wróciłyśmy! - Zawołała Emma

-Dzisiaj zamierzamy zakończyć ten wątek już na dobre! - Dodaje Emilia

 

Zanim ktokolwiek zdążył cokolwiek powiedzieć, były już przy swoim ulubionym stoliku rozkładając swój sprzęt

 

-Nie rozważamy czasem dodanie limitu czasowego? - Pyta Jeremy

-Jakby to miało je powstrzymać - Śmieje się Dell

 

───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────

 

Tego poranka Herbert krzątał się po kawiarni bardziej niż zwykle ze względu na niewyspanie. Przeglądał właśnie listę stanu leków dla gołębi i spróbował oprzeć się o stół, ale niestety coś mu nie wyszło

 

-Scheiße - Krzyknął tracąc grunt pod nogami, gdy jego twarz nieuchronnie zbliżała się do podłogi

 

Wtedy jakby znikąd wyłoniły się potężne dłonie i złapały go zanim zdążył powitać się z kafelkami. Otworzył szeroko oczy patrząc na swego wybawcę

 

-Od kiedy tak na mnie lecisz? - Mruknął Misha, z tym głupim uśmiechem, nawet nie próbując go puścić

-Niech cię gołąb Misha - Powiedział Herbert, zasłaniając coraz bardziej czerwoną twarz dłońmi

 

Cukiernik zaśmiał się cicho, w końcu stawiając drugiego na nogi, po czym bezczelnie poprawia mu okulary, jakby nic się nie stało i odchodzi

 

A zza rogu wyglądają Pajra z Jeremym chichocząc jakby oglądali swój ulubiony serial romantyczny na żywo

 

───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────

 

Gabriel siedział na zapleczu z kubkiem kawy w jednej ręce i rozpiską zmian na następny tydzień, a z każdą sekundą jego brew unosiła się coraz wyżej

 

W poniedziałek miał calutką zmianę z Jeremym

Wtorek? Z Jeremim

Środa? Jeremy

Czwartek, piątek, sobota i niedziela- Jeremy, Jeremy i jeszcze raz Jeremy

 

Westchnął ciężko i podniósł wzrok na Della, który akurat przechodził obok. Zamierza wyjaśnić ten grafik z osobą, która go układała

 

-Możesz mi łaskawie wyjaśnić, dlaczego przez cały tydzień mam dokładnie te same zmiany co hiperaktywny nastolatek?

 

Dell jedynie się zaśmiał

 

-No wiesz… ojciec z synem powinni spędzać ze sobą więcej czasu. To podobno buduje więzi

 

Zapadła między nimi cisza. Gabriel zmrużył oczy i wyglądał jakby próbował coś zrozumieć, aż w końcu powiedział

 

-To kara za to, że zaśmiałem się z Pajry?

-Powinieneś powiedzieć młodemu o tym grafiku, będzie zachwycony - Zaśmiał się po czym wyszedł

 

A Gabriel mógł jedynie zakląć po francusku nie mogąc kłócić się ze zbyt ochronnym ojcem jakim jest Dell

 

───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────

 

Misha podszedł do Micka, który właśnie odkładał zapakowane zamówienia, wycierając przy tym ręce, ścierając z nich mąkę

 

-Muszę na chwile wyjść, możesz wyjąć babeczki z piekarnika za jakieś 3 minuty?

-Pewnie

 

Cukiernik uśmiechnął się kiwając mu głową z szacunkiem  po czym wyszedł. A Mick zaczął odmierzać czas kończąc sprzątanie swojej stacji

 

Rozproszył się i przypomniał sobie o wypiekach w ostatniej sekundzie. Praktycznie pobiegł do kuchni, otworzył piekarnik i złapał blachy

 

Gołymi rękami

 

Syknął głośno, a blacha upadła na ziemię, jakimś cudem nie wywalając babeczek na podłogę. Niestety w przeciwieństwie do nich, ręce Micka były w gorszym stanie

 

Kilka minut później, Herbert stał przed nim z apteczką, smarując i owijając czymś jego dłonie

 

-Przeklęte babeczki… i piekarnik… - Mamrotał pod nosem obrażony na cały świat

-Przeklęte to jest twoje nie używanie mózgu - Skomentował zmęczony głupotą swoich współpracowników Herbert

 

Mick opuścił głowę z zażenowaniem

 

-No już, już. Będziesz żyć - Herbert klepie go po plecach i odchodzi 

 

A po jakimś czasie, gdy dostaje jedną z opuszczonych wcześniej babeczek, uderza głową o biurko z zażenowaniem

 

───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────

 

Na jednej ze ścian blisko stolików znajdowała się tablica z serwetkami, ale niech was nie zwiedzie prostota tej ozdoby. Każda z serwetek miała na sobie rysunek, lub wiadomość od klientów której nie odważyli się powiedzieć na głos. Niektóre były piękne, inne raczej śmieszne, ale przede wszystkim wszystkie były na swój sposób wyjątkowe

 

Jeden z gołębi próbował na mnie uciąść, ale chyba uznał że jestem niestabilny emocjonalnie

 

[Rysunek kreski z trzema oczami] To Pajra :D 

 

Zgubiłam tu serce i telefon. Po serce jeszcze wrócę

 

[rysunek gołębia] Jestem obserwowana. One wiedzą

 

[rysunek gołębia w małych okularach trzymającego długopis ] Archimedes zatwierdza

 

Dziękuję za miejsce, które mnie widzi

 

Gołąb zdradził mi tajemnice. Ale nie mogę jej napisać, bo to sekret

 

Zadzwoń ;) [serwetka bez numeru]

 

Wszystko smakuje jak w dzieciństwie

 

Nie wiem który z was ptasich bandytów cały czas kradnie mi ciastka- ale jeśli cię złapie- to pewnie nic nie zrobię bo za bardzo kocham wszystkie gołębie

 

Ciastko było tak smaczne, że rozważałem oświadczyny

 

NIECH KTOŚ DA MI NUMERY PRACOWNIKÓW- DLACZEGO WSZYSCY SĄ TACY ŁADNI

 

Pisze się tu lepiej niż w domu -E&E

 

Ta kawiarnia jest jak terapia, ale tańsza

 

[Rysunek gołębia siedzącego na gołębiu, siedzącego na gołębiu, siedzącego na gołębiu]

 

Nie mogę się zdecydować czy wolę umówić się z kelnerem czy z jego ojcem 

 

───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────

 

Herbert jak na co dzień zajmował się swoimi pierzastymi podopiecznymi, uzupełniał poidełka i z czułością pomagał im czyścić piórka

 

Spojrzał na jeden z karmników przy którym siedział brązowy gołąb. Zmrużył oczy wpatrując się w niego i gwizdnął przywołując do siebie Archimedesa który też z podejrzliwością wpatrywał się w gołębia.

 

-Nie pasujesz tu maluszku - Mruknął, wpatrując się w gołębia, który nie był jednym z jego własnych

 

Ptak też z zaciekawieniem na nich patrzył, nie wyglądając na dzikiego. Był dobrze zadbany, a na nodze miał obrączke ze znacznikiem różniącą się od pozostałych

 

-Widzę, że jesteś czyjś, ale dopóki nie znajdę twojego właściciela, bądź tu gościem

 

Wyjął telefon i zapisał numery z obrączki gołębia w celu zadzwonienia. A na pytania o nowego ptaka odpowiadał z rozczarowaniem, że niestety będzie musiał go oddać prawowitemu właścicielowi

 

Istna niedogodność

 

───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────

 

Pajra siedziała na miękkiej podłodze z grupą dzieci, układając razem całe miasto z klocków, dzieci robiły najróżniejsze budynki- każde wyjątkowe ale razem tworzące jedną całość. Ale nagle jeden z chłopców podszedł do opiekunki

 

-Zostaniesz moją żoną?

 

Pajra bez zawahania teatralnie pokazała rękami serce, kłaniając się i kiwając głową. Inne dzieci natychmiast zaczęły się cieszyć, w ciągu kilku minut wszystkie klockowe domki zostały rozłożone, żeby móc zbudować coś na kształt kościoła, a dzieciaki zaczęły odgrywać bardzo dziecinny ślub.

 

Młodej parze nałożono papierowe korony, najstarsze dzieci stały się księdzem (nikt nie mógł zdecydować który z bliźniaków nim zostanie, więc dzielili się to rolą). Pajra dostała plastikowy pierścionek i mnóstwo rysunków w formie prezentów

 

Wieczorem, kiedy dzieci już poszły, Pyro zbierała porozrzucane zabawki, kiedy podszedł Mick podając jej herbatę ze słomką

 

-Słyszałem, że hajtnełaś się z pięciolatkiem - Mówi rozbawiony, a ona tylko kiwa głową, przypinając jeden z rysunków do tablicy

 

-Przynajmniej jedno małżeństwo wygląda na szczęśliwe - Komentuje Gabriel przechodząc obok, najwyraźniej rozczarowany brakiem umiejętności utrzymania związków, nawet z całą swoją klasą

 

Pajra tylko popukała palcem w czoło, na co Mick parsknął śmiechem. Kochała tą pracę

───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────

 

-Przepraszam - Zaczęła jedna z klientek, z głosem już zapowiadającym kłopoty - Macie tu może brownie, ale takie wegańskie, bez glutenu, najlepiej bez cukru? Muszę dbać o linię

 

Gabriel podniósł brew i z kamienną twarzą odpowiedział

 

-Oczywiście madame. Serwujemy je pod nazwą woda

 

Z zaplecza rozległ się atak kaszlu łączonego ze śmiechem. Panna Pauling najwyraźniej wyszła ze swojego biura i teraz próbowała nie śmiać się zbyt głośno co nie za dobrze jej wychodziło

 

Klientka zmarszczyła nos i z oburzeniem obróciła się na pięcie wychodząc z budynku

 

-Nie uduś się tam Flo - Mówi odwracając się w stronę zaplecza

-Uwielbiam cię Gabryś - Mówi wciąż chichocząc

 

Gabriel tylko westchnął przecierając oczy palcami i rozważał czy nie przygotować sobie napoju alkoholowego

 

───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────

 

Przy jednym ze stolików dosyć blisko kuchni siedziała młoda kobieta, marudząca do chłopaka o ciastku które właśnie zjadła

 

-Mówię ci, że moja mama piecze lepiej - Skomentowała dosyć głośno

 

Gabriel słysząc ją spojrzał w stronę kuchni już wiedząc co nadchodzi. Drzwi się otworzyły, a ze środka wyszedł Misha, wciąż w fartuchu i wielu śladach mąki. 

 

Spojrzał prosto na kobietę podchodząc do jej stolika

 

-Powiedz swojej mamie, że czekam na pojedynek. Jutro o poranku. I niech przyniesie własne formy

 

Zamarła z na wpół otwartymi ustami, wodząc wzrokiem między rozbawionym chłopakiem, a poważnym cukiernikiem powoli blednąc

 

-Ja… nie wiem czy ma czas - Wyjąkała

-Niech znajdzie - Powiedział bez wahania i odwracając się wrócił do kuchni 

 

Pracownicy zaczęli chichotać między sobą gdy dziewczyna gorączkowo próbowała pytać czy to na serio i czy faktycznie musi przyprowadzić tu swoją matkę

 

───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────

 

Frisk jak zwykle przyszła z babcią, która prowadziła młodą dziewczynę między stolikami, nawet jeśli młodsza znała niemal każdy kąt na pamięć. Rozkoszowali się mieszaniną ciasta i kawy w zapachu powietrza

 

Gdy się umiejscowiły, Pajra która akurat porządkowała książki zauważyła ich obecność, więc z uśmiechem podeszła i delikatnie poklepała Frisk po ramieniu w powitaniu, na co dziewczynka się uśmiechnęła

 

-Cześć Pajra! - Wystawiła rękę do kobiety - Poczytasz mi dzisiaj?

 

Pajra wzięła dłoń i stuknęła w nią raz potwierdzając i zaczęła prowadzić do innych dzieci i machnęła do babci która z uśmiechem zaczęła zamawiać kawę.

 

Kiedy Frisk wygodnie usiadła, Pajra wzięła jedną z książek która nie miała jeszcze swojego odpowiednika w Braille'u i zaczęła ją spokojnie czytać 

 

Co jakiś czas gdy kobieta czytała fragmenty o kwiatach lub jedzeniu, dziewczynka pytała o ich wygląd lub teksture. Inne dzieci starały się to opisać, a opiekunka czasami przynosiła coś z kuchni lub ogrodu by mogła powąchać lub dotknąć

 

Dla Frisk ta kawiarnia była najlepszym miejscem na świecie, gdzie jej niedziałające oczy nigdy nie były przeszkodą do poznawania świata

 

───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────

 

Dzień zapowiadał się dosyć spokojnie, a wśród tego wszystkiego na parapecie jak zwykle siedziała Chmurka. Herbert rozkoszował się przerwą wpatrując się w gołębie gdy zwrócił na nią uwagę. Niespokojnie machnęła skrzydłami, więc podszedł ją sprawdzić, lecz ta odleciała w stronę gniazd.

 

Spojrzał na szare niebo, które z każdą minutą robiło się trochę ciemniejsze, a w niedługim czasie można było poczuć ziemisty zapach petrichoru. W niedługim czasie można było usłyszeć piorun.

 

Gdy ktoś próbował wyjść w nadziei na szybkie pójście do domu, wiatr przewrócił osobą trzaskając drzwiami w akompaniamencie błysku

 

Jak w wezwaniu wszystkie niewyciszone telefony klientów zabrzmiały z ostrzeżeniem o pozostaniu w środku i nie przebywaniu na otwartym terenie do odwołania

 

Wszyscy rozglądali się z niepokojem zaczynając szeptać do siebie wzajemne zapewnienia i pisząc do swoich bliskich

 

Mimo zbliżania się do godzin zamknięcia, wiedzieli że zostaną tu przez jakiś czas. Zaczęli przestawiać stoliki i krzesła tworząc półokrąg. Na stoliki powędrowały książki i gry planszowe. Po uzgodnieniu tego z Pauling wypieki której i tak by zostałyby oddane zostały dane jako darmowy poczęstunek na nerwy

 

Pajra pokazywała młodszym jak zrobić różne ptaki z origami, a Herbert pozwalał klientom trzymać odważniejsze ptaki w dłoniach

 

Sytuacja na zewnątrz wcale nie wyglądała lepiej, ale teraz starali się to ignorować jednocześnie poznając inne osoby zamknięte w budynku ze wszystkimi

 

Gabriel uczył kogoś zasad gry w szachy, jednocześnie opowiadając anegdoty z paryża, a gdzieś z boku Dell po przyniesieniu z zaplecza gitary zaczął nieśmiało pociągać za struny. Coraz więcej osób zaczęło zwracać na niego uwagę, rozkoszując się muzyką

 

Już dawno po godzinach zamknięcia, część osób, chociaż głównie dzieci postanowiło uciąć sobie drzemkę po dostaniu kocy i poduszek

 

Wiele osób rozmawiało szeptem z pracownikami i innymi klientami, grali wspólnie w losowe gry, a niektórzy cieszyli się chwilą dla siebie z książką

 

A po wielu godzinach, burza zaczęła słabnąć. Ostatnie błyski tańczyły gdzieś daleko za wzgórzami, nie zakłócając spokojnej atmosfery w środku.

 

W końcu deszcz ustąpił, a między wszystkimi rozeszły się powiadomienia o minięciu zagrożenia, ale nikt nie podniósł się od razu. Wszyscy jeszcze przez moment chcieli zostać w tym małym świecie, w którym wszystko było dobrze między innymi ludźmi i ptakami

 

Ale w końcu musieli odejść i gdy ostatni z klientów opuścił budynek machając pracownikom na pożegnanie, zapadła przytulna cisza.

 

Powietrze wciąż pachniało świeżym deszczem, a Chmurka ponownie usadowiła się przy swoim oknie, jakby oznajmiając, że wszystko jest już dobrze

 

Jane podwinął rękawy i zaczął przesuwać krzesła i stoliki w ich oryginalne miejsca, a pozostali szybko dołączyłą do sprzątania gier i książek, nawet zostawiając w nich zakładki na wypadek gdyby klienci po powrocie chcieli dokończyć czytanie

 

Niektóre z ptaków pomagały jak mogły przenosząc małe przedmioty, lub wyjadając okruszki ze stolików, a okna zostały otwarte wpuszczając świeży wiatr, ku niezadowoleniu Melona który musiał zostać zamknięty na ten czas

 

Pomimo zamieszania tej nocy, żaden z klientów nie wyszedł niezadowolony, a to w kawiarni liczyło się najbardziej

 

Herbert zaczął odprowadzać gołębie do snu, ignorując upartą gołębice na oknie. Już dawno zrezygnował z prób zmuszenia jej do spania w domkach

 

-Burza powinna znaleźć sobie inne godziny niż te wolne od pracy - Narzekał Gabriel

-Jutro otworzymy później i wyjdzie na to samo - Powiadomiła Flo, ku wiwatom innych pracowników

 

Mimo siedzenia po nocy w kawiarni, kiedy dawno powinni spokojnie spać we własnych łóżkach, czuli miły spokój, spowodowany miłą atmosferą tej nocy. 

 

Ponieważ nawet podczas burzy, gdzieś daleko za chmurami, słońce wciąż świeci

 

───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────

 

W godzinach popołudniowych do kawiarni wszedł chłopak ubrany w zielony kordian z wielkim uśmiechem na twarzy, a mimo kilku blizn pogodna twarz rozglądała się wokoło gdy siadał do stolika

 

Jeremy podszedł do stolika i przez moment gapił się na chłopaka. Musiał przyznać, że był dosyć przystojny

 

-Co dzisiaj mogę dla Ciebie podać? Mamy nowe babeczki cytrynowe, są też eksperymentalne  kawowe - Powiedział szybko na jednym wdechu, gdy jego twarz zrobiła się lekko czerwona

 

Klient uniósł brwi wpatrując się w kelnera po czym powiedział

 

-Nic nie zrozumiałem, ale mam nadzieję, że znowu polecasz te ciasteczka z jagodami, ponieważ ostatnio były wyśmienite

-Cholera znowu to zrobiłem, prawda? Przepraszam rozproszyłem się - Powiedział wolniej gdy rozpoznał klienta z aparatami słuchowymi

-Co cię tak bardzo rozprasza - Spojrzał na plakietkę z imieniem - Jeremy?

-Chciałbyś wiedzieć, co? - Zaśmiał się kelner, na co klient także się roześmiał, a jego głos był niezwykle kojący

-Jestem Christopher, ale wszyscy mówią na mnie Chris, a skoro proponujesz to wezmę obie rzeczy które plecach

-Miło poznać - Odpowiada Jeremy zapisując zamówienie i odchodząc by samemu je przygotować, jednocześnie zerkając przez ramię w stronę chłopaka który zaczął coś bazgrać po serwetkach

 

A po jakimś czasie, po zjedzeniu rzeczy i opuszczeniu lokalu, gdy Jeremy sprzątał stolik po nowym koledze zobaczył rysunki które zdecydowanie zawiesi na tablicy. Na części z nich były pięknie uchwycone gołębie, na jednej było narysowane jedzenie pod ciekawym kątem, a na jeszcze innej panorama innych klientów

 

Ale na ostatniej był uchwycony sam Jeremy z podkreślonymi policzkami i podpisem “ Coraz lepiej idzie Ci powolne mówienie ;) “. Chłopak ponownie się zarumienił chowając ten konkretny rysunek do kieszeni

 

───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────

 

Panował wczesny poranek, gdy kilku pracowników przygotowywało kawiarnie do otwarcia. Zapach świeżo parzonej kawy i nowo przygotowywanych wypieków dopiero zaczynał się roznosić, a gołębie dopiero zaczynały się budzić

 

Jane kręcił się przy wejściu kończąc układać krzesła obok stolików gdy nagle rozległ się szelest, gdy ktoś zaczął szarpać za klamkę

 

Mężczyzna z telefonem przy uchu i niecierpliwą miną ponownie szarpnął za klamkę jakby nie akceptująć, że drzwi mogą być zamknięte

 

Jane od razu podszedł do drzwi zwracając uwagę klienta i powiedział tylko

 

-Zamknięte! Otwieramy za dokładnie 23 minuty!

-Chcę moją kawę. Widzę, że jesteście w środku więc możecie mi ją zrobić! - Narzekał mężczyzna

-Nie serwujemy kawy przed oficjalną godziną otwarcia. Takie są zasady

- Odpowiedział z powagą- To nie ma sensu - Denerwuje się mężczyzna pukając w szybę

-Nie zamierzam sprzeciwiać się dowództwu by dogodzić tym, którzy ich nie szanują - Zaczął kłócić się z klientem Jane

 

Tymczasem reszta pracowników, którym dane było już pracować obserwowało tą absurdalną scenę z rozbawieniem i kilkoma zakładami o reakcjach mężczyzny spod drzwi, czy samego Jane

 

Nawet gdyby chcieli interweniować, wyglądało na to, że Jane panuje nad sytuacją, nawet gdy klient zaczął grozić jakąś recenzją, skandalem czy podobnymi pierdołami, ale z nieugiętym oporem byłego żołnierza, ten  w końcu odszedł

 

-Kryzys zażegnany, otworzymy punktualnie - Powiedział dumnie odwracając się do reszty po czym poszedł zrobić sobie kawę. Nie jest klientem, on może

 

───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────

 

Dell kończył przestawianie ekspresu jednocześnie kątem oka zerkając na tace z ciastkami. Cały czas zwracał uwagę na Gabriela chodzącego wokół nich, gdy w końcu eleganckim ruchem zabrał jedno

 

Dokładnie to samo co za poprzednim razem, jak i tym wcześniej i jeszcze wcześniej. Zawsze brał z tego samego miejsca, trzecie od lewej z dolnej blachy

 

Uśmiechnął się szeroko przygotowywując swoją maleńką niespodziankę. W kolejnej serii ciastek zanim trafiło w pobliże Gabriela, to jedno konkretne wysmarował ostrym sosem który zalegał na tyle lodówki pracowniczej od dawna

 

Gdy już wszystko przygotował udawał, że czyści toster ukradkiem obserwując swoją ofiarę. A Gabriel nawet nie patrząc chwycił odpowiednie ciastko

 

Gabriel ugryzł kęs słodyczy i nagle się zatrzymał, lekko zakrztusił i wypluł do kosza. Stał tak wpatrując się w śmietnik po czym powoli odwrócił spotykając spojrzenia z Dellem

 

-Chciałbyś mi wytłumaczyć dlaczego połowa osób tu pracujących próbuje testować moją tolerancję na dziwnie przyprawione jedzenie?

-Nie wiem mon ami- Powiedział przedrzeźniając akcent kolegi

-Dlaczego ja tu wciąż pracuję, mój język was nienawidzi

-Tia, jakbyś nie kochał nas na tyle żeby zostać

 

Gabriel tylko przewrócił oczami wychodząc

 

───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────

 

Na jednym ze stolików siedziała Płatek, jedna ze spokojniejszych gołębic właśnie czyściła swoje piórka obserwując wchodzących i wychodzących klientów, gdy pewna kobieta usiadła do stolika na którym przesiadywała i westchnęła

 

-Przepraszam bardzo, czy ktoś mógłby zabrać stąd tego ptaka?

 

Kilku klientów dziwnie się na nią popatrzyło, a stojący niedaleko Herbert do niej podszedł poprawiając okulary

 

-Płatku, ty mój kwiecie - Powiedział wyciągając rękę, na którą gołębica natychmiast wskoczyła gruchając gdy lekko ją głaskał

 

Odwrócił się do kobiety a jego mina zmieniła się na niezadowoloną

 

-Paniusiu, to jest jej dom, a Pani jest w nim tylko gościem

 

Kobieta otworzyła usta, by zaprotestował, ale Herbert zdążył już odwrócić się na pięcie i ponownie teatralnie pomaszerował w stronę podwórkowej części kawiarni

 

Odstawił gołębice na rabatę z kwiatami, a ta zaczęła je trącać dziobkiem będąc w swoim żywiole

 

-Niech nie zapominają, kto tu naprawdę rządzi - Powiedział Herbert z uśmiechem na twarzy

 

───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────

 

Gabriel i tak miał wyjść na papierosa, więc po drodze chwycił worek śmieci i ruszył w stronę tylnego wyjścia nie sprawdzając czy pewne beztroskie skupione spojrzenie za nim nie podąża

 

Melon, cicho za nim podążał nie wydając żadnego dźwięku, a gdy tylko otworzyły się drzwi, nie marnując chwili triumfalnie przez nie przeleciał

 

-Mon Dieu! - Krzyknął Gabriel po czym zamarł. Herbert go zabije

 

Cisnął worek obok śmietnika i rzucił się za ptakiem, małym artystą ucieczki w nadziei na szybkie sprowadzenie go z powrotem

 

Po ponad godzinie główne drzwi kawiarni się otwierają, a w progu stoi Gabriel. Przechodzi przez kawiarnie ignorując klientów, jego rękaw jest rozgarty, włosy w nieładzie, jest brudny jakby przetoczył się przez śmietnik

 

W rękach trzyma dosyć zadowolonego z siebie Melona

 

Podchodzi do Herberta i wciska mu ptaka w ręce

 

-Witaj z powrotem, czy Gabryś sprawia ci kłopoty? - Zapytał gołębia

 

Oko Gabriela drgnęło, ale jest zbyt zmęczony żeby coś powiedzieć, prostuje plecy które strzelają na ten ruch i kieruje się w stronę zaplecza

 

-Następnym razem upewnij się że nie masz ogona mein Freund

-Nigdy więcej- Narzeka sam do siebie kierując się na zaplecze by się umyć i może przespać

 

───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────

 

Do kawiarni wchodzi Chris pochłaniając jak zwykle świeży zapach kawy i widok wszędobylskich gołębi

 

Jeremy dostrzegł znajomą twarz i podszedł do niego tym razem pamiętając o mówieniu wolniej i wyraźniej 

 

-Cześć Chris! Nie było cię chwile i mam nowe rzeczy do polecenia i przysięgam jeśli tego nie zamówisz to ci to wcisne do torby-

 

Ale przestał mówić, gdy Chris podniósł ręce, po czym wyciągnął mały notes w którym coś szybko napisał i pokazał mu

 

Padły mi aparaty słuchowe, będę pisać

 

 Gdy Jeremy oddał mu kartkę, już był gotowy zacząć mozolne pisanie na papierze ale podniósł wzrok gdy kelner poklepał go po ręce, po czym powoli zaczął używać języka migowego, którego wszyscy uczyli się od Pajry. Gabriel, Herbert i sam Jeremy najbardziej ze względu na ich częste interakcje z klientami

 

Cześć C-H-R-I-S miło cię widzieć, co mogę Ci dzisiaj podać? 

 

Chłopak zaczął migać, a na jego twarzy pojawił się wielki uśmiech i też zaczął migać. Nieczęsto spotyka osoby które znały znaki, szczególnie w takich miejscach

 

Pajra patrzyła z boku kątem oka, kiwając głową z dumą. Znaki Jeremiego były troszeczkę sztywne, ale w pełni zrozumiałe

 

Chris składa swoje zamówienie z uśmiechem nie schodzącym z twarzy, a na koniec jeszcze podpisał

 

Dzięki J-E-R-E-M-Y jesteś najleprzy

 

Odwzajemnił uśmiech, głupio się śmieją po czym pokazał jeszcze

 

Wiem

 

───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────

 

Gdy dosyć spokojnego dnia drzwi się otworzyły, Jeremy podniósł głowę i zobaczył jednego z ich stałych klientów, który zawsze pojawiał się w towarzystwie swojego partnera. Zwykle przychodzili dwa razy w tygodniu, dzielili się wszystkimi zamówionymi rzeczami

 

Kiedy się usadowił, Jeremy podszedł do niego z uśmiechem

 

-Witam, kawa na start jak zwykle? Mateo jeszcze dojdzie?

 

Ale zamiast odpowiedzieć, przez jakiś czas wpatrywał się pusto w menu i lekko uśmiechnął się bezradnym uśmiechem kręcąc przy tym głową

 

-Nie jesteśmy już razem - Mówi wpatrując się w kelnera zmęczonymi oczami

-O kurde, przykro mi

 

Klient skinął tylko głową, składając swoje zamówienie i zaczął wpatrywać się w inne miejsca w kawiarni w oczekiwaniu

 

A gdy jego kawa przyszła, przed nim pojawił się mały talerzyk z malinową babeczką, z waniliowym kremem

 

-Na leprze dni. Na nasz koszt

-Dziękuję

 

Jego dzień stał się choć trochę lepszy, a przyszłość trochę jaśniejsza

 

───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────

 

W kuchni panował typowy chaos, gdy wszyscy pracownicy przewijali się przez nią w czasie przerw na oddech. Misha przygotowywał wypieka do sprzedania a ktoś inny, już nie pamiętał dokładnie kto, może Jeremy, a może Gabriel w chwili ambicji, próbował zrobić bagietkę

 

Bagietka nie wyglądała źle, nawet pachniała tak jak powinna, problem pojawił się gdy nie została wyciągnięta z gorącego piekarnika. Przez godzinę, potem dwie

 

W końcu MIsha próbował skorzystać z tego piekarnika i zobaczył znajdujące się w środku pieczywo

 

Zdziwiony otworzył piekarnik omijając fale gorąca. Bagietka zmieniła kolor na zdecydowanie za ciemny, przy wyjmowaniu robiła stukający dźwięk o kraniec blachy, a jej twardość zaczęła intrygować innych pracowników

 

Oczywiście nikt nie chciał się przyznać do wykonania pieczywa

 

-Wyważona, twarda i aerodynamiczna, idealna na pole bitwy! - Tavish podniósł ją podziwiając, jej przypominającą tradycyjny miecz kształt

 

Pomimo dziwnych spojrzeń reszty przymierzył się jakby do rzutu i ze swoim typowym entuzjazmem cisnął bagietkę przez kuchnię. Została ona złapana przez Micka, który z gracją rzucił ją prosto w ręce Della, jego rzut jednak nie wyszedł tak dobrze jak te poprzednie i przeleciała daleko poza pomieszczenie

 

Śmiechy zostały przerwane przez trzask szkła

 

-Czy to chleb?

 

Wszyscy patrzyli na siebie w panice

 

Po chwili ze swojego gabinetu wyszła Panna Pauling omijając szkło na podłodze, trzymając w ręku nieszczęsną bagietkę i zmrużyła oczy patrząc na grupę

 

-Nie obchodzi mnie kto to zrobił, ale wychodzę na przerwę, a kiedy wrócę chce zobaczyć nowiutką szybę, rozumiemy się? - Powiedziała z powagą ignorując przerażona spojrzenia reszty i bez słowa wyszła z kawiarni

 

───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────

 

Pajra tego dnia postanowiła nie przychodzić do pracy, nie czuła się na siłach, chciała przez cały dzień wylegiwać się pod kołdrą i nie wychodzić z pokoju. Zresztą nikt nie zmuszaj jej do przychodzenia, a nawet zachęcali do zostania.

 

Dell nawet zadeklarował się pomagać jej w tym dniu i być przy niej

 

Problem był taki, że dzieciaki szybko zauważyły nieobecność swojej opiekunki, a rodzice byli dosyć rozczarowania brakiem przerwy od maluchów 

 

Inni zaoferowali przejęcie jej obowiązków na zmianę, a jako pierwszy został wyznaczony Mick

 

Wszedł od kącika dla dzieci z miną człowieka skazanego, oparł się o framugę i z westchnieniem powiedział

 

-Nie ma karmy, ale przynajmniej jestem ja

 

Kilka par młodych oczu na niego spojrzało… i natychmiast zaczęło płakać. Jedno z dzieci nawet pobiegło do mamy, a inne krzyknęło że chce powrotu Pajry

 

-Też nie mam ochoty z wami siedzieć

 

Rodzice w pobliżu parsknęli śmiechem, a dzieci? uznały to za zaproszenie do ataku rzucając się na biednego Micka, zabierając mu czapkę i okulary, których nie był w stanie szybko odzyskać

 

-Nigdy więcej - stwierdził, gdy tylko jego kolej się skończyła

 

A gdzieś w mieszkaniu Pajry, Dell pokazywał jej zdjęcia ze zmagań innych pracowników z dziećmi, wydobywając z niej szczery śmiech

 

───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────

 

Herbert był dzisiaj niezwykle wzruszony, niedawno wyklute gołębie właśnie zaczęły otwierać oczy ku uciesze wszystkich pracowników

 

-Czas na chrzest - Oznajmił wpatrując się w bezimienne jeszcze maluszki

 

Niedługo przy tablicy pojawia się pudełko z kartką ogłaszającą konkurs imion dla młodych. Klienci przez całe popołudnie tłoczyli się wrzucając karteczki ze swoimi propozycjami, a Gabriel udawał, że nie widział ile karteczek wrzucił Jeremy

 

A wieczorem pracownicy zebrali się wokół skrzynki wyciągając po kolei każdą karteczkę czytając je ku uciesze innych

 

-“Papierek”, “strzałka”, “Rubin/Szafir”

-Człowiek kultury musiał to zaproponować - Powiedział głośno Tavish przypominając sobie kreskówkę która kupiła jego serce

-“Jeremy Jr.” - Wszyscy spojrzeli na chłopaka który zaśmiał się z zażenowaniem

-“Toriel” 

-To propozycja od Frisk - Powiedziała dumnie Pajra, która pomagała pisać dziewczynce

-“Kaczor Donald” - Herbert parsknął śmiechem, nie będzie nadawać gołębiom kaczych imion

-“Ten który przyniesie światu swą mądrość” - Większość parsknęła

-“Gołąb Norris”

-Biorę - Powiedział Herbert bez chwili zastanowienia, a Dell odłożył kartkę na część tych z potencjałem

 

W końcu wybrali wszystkie imiona, a zwyciężcy- kilka dzieci i pewna starsza kobieta, dostaną bon na darmowe babeczki

 

Następnego dnia pracownicy już stworzyli tabliczki z imionami dzieląc się nimi z każdym klientem który chciał słuchać

 

───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────

 

Kawiarnia przygotowywała się do otwarcia, gdy drzwi otworzyły się z impetem, a do środka weszły cztery osoby

 

-Przyprowadziłem siostry - Mówi głośno Misha, pokazując trzy uśmiechnięte kobiety - To Bronislava, Zhanna i Yana, zostaną tu dzisiaj - Przedstawia je po kolei

-Cześć, Jeremy jestem - Przedstawił się chłopak, ale pisnął w bólu gdy jedna z kobiet wzięła jego rękę w powitaniu

 

Kiedy Bronislava zaczęła zachwycać się ptakami, a Yana miażdzyć rękę młodego, Zhanna zaczęła rozglądać się z ciekawością i od razu zauważyła zamiatającego ścianę mężczyznę

 

-кто это - Pyta brata

-Жанна нет, я тебя умоляю - Błaga spoglądając na swojego współpracownika, ale w odpowiedzi Zhanna tylko się uśmiechnęła

 

Tymczasem Herbert chcąc zaimponować rodzinie Mishy, pokazywał Bronislavie jak przywołać do siebie gołębie, oraz pozwolił jej nakarmić te najmłodsze. Kobieta chichotała jak małe dziecko kiedy jeden z ptaków wspinał jej się po ramieniu

 

Yana w tym czasie towarzyszyła Dellowi przy naprawie wentylatora gdy oboje wymieniali się możliwymi rozwiązaniami naprawy. Oboje mieli mniej lub bardziej surowe umiejętności składania rzeczy z niczego

 

Zhanna natomiast ku rozpaczy Mikhaela podeszła do Jane wpatrując się w niego

 

-Jesteś człowiekiem wojska?

-Oczywiście! Urodziłem się do walki! Zawsze gotowy! - Odpowiada z przekonaniem

-Właśnie widzę, lubię ludzi gotowych do walki - Mówi zaczynając pasjonującą rozmowę między nimi

 

Gdzieś niedaleko Misha nie mógł na to patrzeć, więc poszedł do kuchni przygotowywać wypieki, dosyć agresywnie przestawiając blachy

 

Bronisława wkrótce dołączyła do Pajry razem z nią czytając książki dzieciom które uwielbiały jej donośny głos

 

Yana natomiast kręciła się w pobliżu kasy rozmawiając z Tavishem o wyrobie własnego alkoholu, obserwując przy tym pracę Gabriela. Musiała przyznać, że wyglądał niezwykle dobrze

 

A gdy wieczorem, gdy wszyscy Rosjanie zbierali się do mieszkania Mishy, spojrzał błagalnie na Zhannę która wyciągnęła od Jane numer telefonu, a ona widząc jego wzrok powiedziała tylko

 

-Jest idealnie w moim typie

 

───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────

 

Jedynym dźwiękiem na tyłach kawiarni był oddech Gabriela i stukanie jego palców o barierkę, podczas gdy wkłada papierosa do ust

 

Za sobą usłyszał skrzypienie drzwi, ale nie obejrzał się. Palił codziennie, nie było niczym dziwnym, że inni współpracownicy do niego czasami dołączają. Czasami to Herbert, Tavish czy Jane, zdarza się że przyjdzie Misha, Mick czy nawet Flo

 

W jego polu widzenia, ręka chwyciła jego paczke z barierki, bez słowa wyciągając jednego z papierosów

 

Wtedy spojrzał w prawo i zamarł

 

Pajra już zaczęła podpalać papierosa swoją zapalniczką, opuściła maskę i zaciągnęła się nim

 

Przyglądał się jej dokładnie, oczy miała zmęczone a dłonie drżały mimo ciepłego wieczoru. Patrzyła w górę powoli, jakby z ulgą wypuszczając z ust dym

 

-Ciebie się tutaj nie spodziewałem - Mówi spokojnie puszczając dym

 

Ale nie odpowiedziała. Ponownie się zaciągnęła, po czym usiadła po turecku przy barierce trochę minimalizując trzęsienie się

 

Gabriel chciał coś powiedzieć, może o zdrowiu, może chciał zażartować, lub zapewnić ją, że wszyscy są tu dla niej

 

Zamiast tego po prostu naśladował jej ruch, także siadając. Tak po prostu. MIędzy nimi, a ciszą był tylko dym

 

Nie miał prawa jej oceniać

 

Każdy czasem potrzebował zniknąć, nawet jeśli tylko na papierosa

 

Nawet jeśli tylko na chwilę

 

───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────

 

Poranek był zbyt jasny i zdecydowanie zbyt głośny, a Gabriel stał przy ladzie z kubkiem kawy, który odłożył widząc nadchodzącą klientkę z wielkim uśmiechem i energią na którą nie był gotowy

 

-Witam - Zawołała radośnie - Cudowny dzień czyż nie?

-Zachwycający dzień - Mruknął starał się brzmieć miło

-Aż chyba wezmę coś na wynos dla dzieci, a Pan ma dzieci? - Pyta kobieta, ale ten bez zastanowienia odpowiada

-Biologicznie? Tak, a praktycznie? Jeszcze nad tym pracuję

 

Za nim rozlega się donośny śmiech Tavisha, który aż kuca, żeby niczego nie przewrócić, a Gabriel rzuca mu zawistne spojrzenie

 

Nawet klientka zaśmiała się cicho, choć nie była do końca pewna, czy to był żart, czy nie do końca

 

-W takim razie życzę powodzenia - Mówi, zanim skończy swoje zamówienie

 

───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────

 

Popołudnie w kawiarni tętniło życiem, gdy Chris podszedł do kasy i zamiast cokolwiek zamówić, zostawił niewielką schludną kopertę i informacją iż biorcą ma być Jeremy

 

Lecz zanim chłopiec o którym mowa zdążył w ogóle zauważyć przybycie tamtego, już go dawno nie było, a Gabriel zawołał syna podając mu wiadomość, który poszedł na przerwę by spokojnie zobaczyć co jest w środku

 

W środku znajdowało się eleganckie zaproszenie na wystawę prac Chrisa. Wpatrywał się w kartkę po czym się uśmiechnął

 

-Wybierasz się? - Zapytał nagle Gabriel, na którego głos Jeremy podskoczył

-No oczywiście! Widziałeś co robi na chusteczkach? Chce zobaczyć, na co go stać na faktycznym papierze - Uśmiechnął się serdecznie

 

Pod koniec dnia na tablicy pracowniczej pojawił się wielki napis “Klieremy <3”, ale ile raz próbował o to zapytać inni tylko chichotali i wymieniali między sobą spojrzenia

 

Pewnie są zazdrośni, że nie zostali zaproszeni na wystawę tak jak Jeremy

 

───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────

 

Tego dnia w kawiarni panowała między klientami spora ekscytacja, gdyż na jednej z tablic była zapowiedź pokazu sztuczek gołębi w części ogrodowej

 

Klienci z podekscytowaniem czekali na start, a Mick i Pajra czekali z aparatami, by uwiecznić ten moment

 

A gdy Herbert w końcu wyszedł, bez Archimedesa na ramieniu, cała uwaga skupiła się na nim

 

-Drodzy goście, dzisiaj przedstawiam wam elitę ptasiego świata. Małych mistrzów sztuki lotu i choreografii - Powiedział, po czym zagwizdnął a wszystkie gołębie podleciały siadając na daszku altany

 

A gdy ponownie gwizdnął, pokazując koło dłonią, część gołębi zerwała się do lotu i zaczęło krążyć nad głowami zachwyconych gości w idealnych okręgach. Dzieci piszczały z radości

 

Herbert używał coraz więcej znanych tylko sobie i gołębią gwizdnięcie, co powodowało dołączenie do lotu coraz większej ilości ptaków, które zaczęły formować więcej mniejszych kół i niczym taniec co jakiś czas łączyły koła lub przelatywały przez siebie, jakimś cudem nigdy się nie dotykając

 

A na koniec wszystkie złączyły się w jedno wielkie koło by z gracją rozlecieć się na boki siadając na dachu

 

-A teraz, kto zgadza się na gołębia na głowie niech podniesie rękę - A gdy kilkanaście osób to zrobiło, wskazał je gołębiom które podleciały i delikatnie usiadły na głowach tych osów, ku ich zadowoleniu

 

A potem wziął paczkę ziaren które zaczął podrzucać w niebo, a pojedyncze gołębie zaczęły podlatywać, łapiąc je w powietrzu i wracając na dach

 

A gdy w końcu się ukłonił, a jak najwięcej gołębi siadało mu na rękach i głowie, publiczność zaczęła klaskać

 

-Można je wynająć na wesele? - Krzyknęła jakaś kobieta z tyłu

 

───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────

 

Pajra siedziała z wyjątkowo spokojnymi dziećmi, które rysowaly i wycinały rzeczy z kolorowych kartek papieru

 

Jedna z dziewczynek, może siedmioletnia ze skupieniem coś składała, podcinając lekko boki

 

-Gotowe! - Oznajmiła z dumą, podnosząc czerwoną kokardę z papieru i taśmy. Podeszła do Pajry i pociągnęła ją za rękaw

-To dla Ciebie! Bo jesteś super miła i podoba mi się twoja maska! - Uśmiechnęła się, a kobieta się wzruszyła. Teatralnie złapała się za serce i delikatnie wzięła prezent. Mimo, że był nierówny to wydawał się najpiękniejszym prezentem świata

 

Zdjęła żółtą kokardkę którą nosiła tego dnia i nałożyła na głowę tą otrzymaną od dziewczynki ku radości dzieci

 

Przez resztę dnia nie zdejmowała nowego dodatku, pokazując go z dumą. A wieczorem, gdy już odkładała swój fartuch do szafki, kokarda została delikatnie zdjęta i odłożona na wieszak, by mogła ją widzieć każdego dnia

 

───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────

 

-Pamiętacie te dwie autorki? - Zapytał Dell wchodząc do kawiarni przed otwarciem nie powitaniem z innymi

-Te co tu siedzą do zamknięcia? - Mruknął Gabriel

-Dokładnie! W końcu wydały tą książkę, podobno to jakaś seria ze smokami, magią, dramatami i tak dalej

-Czekaj, to one napisały tą cegłę którą nosi połowa klientów? - Wtrąca się Jeremy

-A wspomniały chociaż coś o nas? - Pyta z zainteresowaniem Mick

-Najpierw ktoś musiałby przeczytać te sześćset stron - Prycha Dell - Zresztą co miałyby napisać? “Specjalne podziękowania dla kawiarni, w której przywłaszczyły śmy sobie stolik?

 

Pajra słuchała rozmowy, podczas przebierania się w ubrania robocze. Nikt nie zauważył, jak zamarła gdy zaczęli o tym rozmawiać. Nikt nie zauważył jak się uśmiechnęła i nikt nie zauważył, że w jej szafce już były dwa pierwsze tomy tej serii, pełne zakładek i jej własnych uwag na marginesach

 

Nikt nie zauważył, że regularnie podrzucała autorką dodatkowe ciastka, czy świeżą kawę, nikt nie wiedział, że czytała każdą książkę obu autorek, czy to napisaną przez jedną z nich, czy te wspólne

 

Nie domyślali się, że często patrzyła na pracujące kobiety siedzące przy najbliższym przedszkola stoliku

 

Ale przede wszystkim nikt nie wiedział, że na końcu książki znajdowała się mała krótka linijka

 

Dla pani w masce, która dała nam siłę do złamania blokady twórczej

 

Nikt nie wiedział, ponieważ była to tylko jej sprawa

 

Tak samo jak podpisana kopia książki na stoliku w jej salonie

 

───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────

 

Właśnie odbywało się podsumowanie tygodnia między pracownikami, kiedy padła między nimi pewna propozycja

 

-Tak sobie myślałem, że moglibyśmy zrobić coś z tym murem przy wejściu. Jest na tyle pusty, że aż prosi o zrobienie czegoś

-Coś przyciągającego wzrok mogłoby sprawić, że więcej klientów wejdzie do środka - Rozumuje Pauling

-Może scenę z ptakami, niech pokazuje czego mogą się spodziewać - Rozumuje Herbert

-Dobra, możemy kogoś zatrudnić i…

-Mam pomysł - Mówi entuzjastycznie Jeremy - Chris mógłby to wykonać, jest świetny w te artystyczne rzeczy

-Ten co Ci zaproszenie wysłał kiedyś? - Zapytał Mick wymieniając spojrzenia z resztą

-Tak, ale jest serio dobry

-Masz coś, żeby pokazać? 

 

Jeremy z lekkim uśmiechem wyciąga telefon i pokazuje reszcie. Na ekranie pokazują się dobrze wykonane murale, szkice i projekty. Intensywne kolory i delikatne linie. Wszystkie były pełne ciepła i wyobraźni

 

-Ło kurde - Komentuje Tavish - To jest serio dobre

-Ma rację, mogę go zatrudnić - Mówi Flo po przejrzeniu obrazów

-Napisze do niego czy chce się podjąć - Odpowiada Jeremy

-Jeśli będzie chciał to podaj mi jego numer, żeby omówić szczegóły

 

I tak właśnie zaczął się początek pięknej współpracy niosącej ze sobą wiele dobrych wspomnień, żartów i przede wszystkim rozbudowania pewnych relacji

 

───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────

 

Początkowo nikt nie zauważył nic dziwnego. Zwykły poranek, jak każdy inny. Para unosiła się z filiżanek, dzieci rysowały kolorowymi kredkami, gdy nagle można było usłyszeć podniesiony głos jednej z klientek

 

-Dlaczego Cień jest fioletowa?

 

Jeremy, który właśnie odebrał nowe zamówienie, zamarł w połowie kroku spoglądając na gołębia. Cień wyglądała, jakby wpadła do wiadra z farbą, gdy jej pióra lśniły fioletem

 

-To może być moja wina - Przyznał się Herbert, a Archimedes na jego ramieniu był dziwnie zielony i nie wyglądał na zbyt zadowolonego z tego powodu

-Ty to zrobiłeś? - Krzyknął Jane biorąc w rękę gołębia wyglądającego jakby miał na sobie mundur

 

Wtedy ludzie słysząc tą rozmowę zaczęli bardziej zwracać uwagę na gołębie wokół siebie zachwycając się ich kolorami

 

Sam był różowo-czerwonny, a Zosi niebieska. Gołębie gruchały do siebie z rozbawieniem własnym wyglądem, najwyraźniej czując się fantastycznie

 

-Wyglądają tak uroczo - Powiedziała jakaś kobieta wyciągając telefon- Muszę to wysłać wszystkim

 

Herbert rozglądnął się po tęczowo kolorowych ptakach lekko się śmiejąc. Używał nowych szamponów, by zrobić kąpiel ptakom, ale najwyraźniej producent nie uwzględnił, że środek farbuje białe piórka większości jego gołębi. Teraz musi poczekać, aż do ich naturalnego wypierzenia

 

Perełka w nowym różowawym kolorze zaczęła latać blisko lady, a Gabriel aż złapał się za głowę, nie chcąc by ptak wyrwał mu więcej włosów niż poprzednio. Gołębica widząc tą akcje odleciała, ale obserwowała go czekając na chwile nieuwagi

 

Akir w żółtych kolorach i Alex w niebieskich razem latali między stolikami, najwyraźniej bardzo dobrze się bawiąc

 

A Jeremy stał mając na ramionach większość zielonkawych gołębi i śmiał się do siebie gdy na głowie wylądował mu Zizu dla odmiany pomalowany na niebiesko

 

A przy stoliku autorek które bawiąc się z pomarańczową Emi i żółtą Aqua obserwowały całą akcję rozegrała się mała, pozornie nieznacząca dyskusja

 

-Jak ten ziomek w kordianie przyjdzie i zobaczy tego kelnera to przysięgam, że staną się kanonem tu i teraz

-A jeśli nie, to już nie wierzę w miłość

 

───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────

 

Panował późny poranek w kawiarni gdy na zewnątrz padało niesamowicie mocno jak na tą porę roku

 

Nagle drzwi otworzyły się z impetem, a do środka wpada przemoczony Jeremy, próbując lekko otrzepać wodę, zanim wejdzie w głąb kawiarni i bardziej pobrudzi podłogę

 

Gabriel podnosi wzrok znad lady wpatrując się w syna

 

-Wyglądasz jak reklama porażki - Komentuję

-Jaki ojciec taki syn - Odpowiada tylko Jeremy z uśmiechem

 

Kilku klientów cicho się śmieje, a Gabriel tylko przewraca oczami nie pozwalając uśmiechowi wyjść na twarz

 

───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────

 

Na tablicy pracowniczej pojawia się 

 

Toster ma nowe oprogramowanie. Toster ma opinie. Toster mnie nienawidzi.

 

───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────

 

Mały chłopiec wszedł do kawiarni razem z mamą, a w swojej małej rączce trzymał balon wypełniony helem. Był żółty z narysowaną uśmiechniętą buźką, ciągnąć się za dzieckiem 

 

Ale wystarczył malutki brak skupienia, może zapatrzenie się na innego klienta, tak niewielka rzecz by sznurek wymknął się z jego dłoni

 

-Mój balon! - Zawołał, na marne próbując go jeszcze złapać 

 

Oczy klientów zwróciły uwagę na chłopca po czym uniosły się w górę, obserwując balon który zbliżał się do niezwykle wysokiego sufitu kawiarni

 

Oczy chłopca się zaszkliły

 

Ale wtedy coś się wydarzyło

 

Jeden z gołębi podleciał i delikatnie usiadł na balonie, spowalniając jego unoszenie się. Zaraz po nim kolejny podleciał usadawiając się obok, a inny niepewnie robił kółka wokół, aż w końcu też znalazł na nim miejsce, a zabawka zatrzymała się w powietrzu

 

-Czy one próbują go obniżyć? - Zapytał ktoś z zachwytem

 

Następnie kolejny gołąb wylądował na plecach pierwszego z dumą, ku niezadowoleniu niższego, a balon zaczął się powoli obniżać

 

A gdy balon był wystarczająco nisko, rodzic dziecka chwyta sznurek, delikatnie przywiązując końcówkę do rączki dziecka, by syn znowu go nie zgubił

 

-Dziękuję - Powiedział zachwycony chłopiec do ptaków, a kilka osób ukończyło nagrywać wzruszającą scenę

 

───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────

 

Panowała lekka i swobodna atmosfera, gdy Pajra zbierała kredki których dzieci już nie używały przygotowując się do czasu czytania. Była dosyć podekscytowana, gdyż dzisiaj miała zacząć nową książkę której sama nie znała

 

Nie zauważyła siedzącej niedaleko kobiety w okularach przeciwsłonecznych wpatrujących się w pogardą w opiekunkę. Syn klientki siedział obok z telefonem, smutny ponieważ nie pozwolono mu dołączyć do innych dzieci

 

-Przepraszam bardzo - Powiedziała głośno, ale do nikogo konkretnego - Ale chyba nie wypada, żeby zamaskowana osoba była z dziećmi. Jest chora, czy to to jakiś gang?

 

Część klientów spojrzało z obrzydzeniem na kobiete, która najwyraźniej wcześniej tu nie była. Pracownicy słysząc komentarz zatrzymywali się w tym co robili mrużąc oczy. A sama Pajra zignorowała komentarz, nie zamierzała reagować skoro ma dzieci pod swoją opieką. Teraz skupiała się tylko i wyłącznie na nich

 

-Jeszcze mnie ignoruje - Cmoknęła kobieta z dezaprobatą

 

Podniosła się z miejsca i ruszyła w stronę przedszkola stając przed Pajrą, zwracając na siebie uwagę innych klientów, którzy stawali się powoli zaniepokojeni sytuacją

 

-Mówię do Ciebie - Powiedziała kobieta trochę zbyt głośno, trochę zbyt blisko

 

Pajra spojrzała na nią przez ułamek sekundy i wróciła do tego co robiła odkładając kredki. Nie odezwała się i nie miała takiego zamiaru. Nie będzie wchodzić w konwersacje z jakąś walniętą babą

 

Ale najwyraźniej to wystarczyło by kobieta straciłą cierpliwość. Złapała ramię Pajry, zmuszając ją do obrotu, a w momencie w którym jej palce dotknęły opiekunki niektórzy klienci wstali, a pracownicy oceniające scenę już zaczęli iść w stronę przedszkola

 

Jej ręka powędrowała ku masce Pajry, która widziała to kątem oka. Widziała rękę idącą w stronę jej twarzy. Rękę zamierzającą obedrzeć ją z tej odrobiny prywatności jaką jeszcze miała

 

Nie zamierzała dać jej wygrać

 

Z niesamowitą prędkością podniosła własną rękę, łącząc ją z twarzą agresorki z niesamowitą celnością

 

Kobieta cofnęła się w szoku, przewracając się i chwytając za twarz z krótkim urywanym okrzykiem

 

Wszystko jakby się zatrzymało

 

A Pajra nie panikowała. NIe czuła niepokoju. W milczeniu podniosła rękę i wskazała nią na drzwi

 

-Ja to zgłoszę, przemoc wobec klienta to

-Proszę natychmiast opuścić lokal - Zażądał Gabriel stanąć przed kobietą

 

Kobieta zobaczyła wtedy nagrywające ją telefony, zobaczyła twarze przesiąknięte nienawiścią i ludzi gotowych przejść do rękoczynów. Wzięła swoje rzeczy, złapałą dziecko za rękę i wyszła z lokalu

 

Zdecydowanie zamierzali wypełnić raport zaatakowania pracownika

 

Klienci spojrzeli na opiekunkę w zaniepokojeniu, a ona pokazała im kciuki w górę, żeby się nie martwili. Gabriel podszedł zapytać czy na pewno jest cała i czy nie potrzebuje przerwy

 

Ale ku własnemu zaskoczeniu nie czuła, że to konieczne. Więc podpisała

 

Jest dobrze, ale muszę zmienić aktywność, bo nie dam rady czytać

 

Kiwnął głową zapewniając, że w każdym momencie może iść na zaplecze i wrócił za ladę, gdy Pajra wyciągnęła klocki dla dzieci

 

Gdy pracownicy wrócili do pracy, klienci wrócili do rozmów, dzieci znowu zaczęły się śmiać, a kawiarnia powoli wróciła do swojego typowego rytmu

 

───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────

 

Tego dnia słońce nie miało litości. Nawet cienie zdawały się nazbyt gorące, a ich klimatyzacja? Uznała, że się poddaje ku ich rozpaczy

 

Przyniesione z domów pracowników wentylatory były rozstawione po całej kawiarni chłodząc klientów. Zwykle energiczne gołębie siedziały w ich pobliżu w nadziei na ochłodzenie

 

-To miejsce zmienia się w saunę - Narzeka Mick, przykładając do karku jakąś mrożonkę - Jeszcze trochę i będę robić herbatę z własnego potu

-Niektóre myśli nie powinny wychodzić z ust - Krzywi się Jeremy

-Dell, błagam, napraw to w końcu - Narzeka Misha wychylając się z nagrzanej kuchni

-Nie da rady bez wymiany części, już zamówiłem ale dostawa chwile zajmie - Odpowiada robotnik nie wychylając się z zepsutego urządzenia w którym grzebał

-To co robimy- Pyta Panna Pauling wachlując się jakimiś dokumentami

 

Między nimi panowała ciężka cisza

 

-Chłodnia - Przerwał ciszę Tavish 

 

I tak się zaczęło, a chłodnia stała się strefą ratunkową

 

Pracownicy na zmianę wchodzą do środka na około 10 minut chłodnego nieba, a gdy czas się kończył zamieniali się miejscami z następną osobą

 

Oczywiście połowa z nich zaczęła błagać o wcześniejsze wejście, ale wtedy byli na łasce osoby której kolej była

 

W pewnym momencie siedziała tam Pajra, Jeremy i Mick jednocześnie, gdy do środka zagląda Misha

 

-Jeszcze jakieś 2 minuty - Odpowiada kobieta, jeszcze zanim zdąży zadać pytanie

 

Na drzwiach chłodni ktoś napisał “Rotacje chłodni: Edycja przetrwanie” 

 

Nikt nie narzekał, przynajmniej było zimno



───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────

 

Herbert siedział w swoim gabinecie, przeglądając jakieś dokumenty, powoli obracając się na krześle

 

Archimedes spokojnie siedzący na biurku nagle się napuszył, a mała główka podniosła się w stronę uchylonych drzwi

 

-Co się dzieje kolego? - Zapytał mężczyzna już wstając by ruszyć za swoim podopiecznym, gdy gołąb wydał zaniepokojone gruchnięcie i podleciał gdzieś

 

Gołąb zaprowadził go obok altanki, gdzie na ziemi siedział Murphy. Albo raczej leżał, wyglądając jakby upadł. Jego noga była wyraźnie ranna. Archimedes usiadł obok

 

-Oczywiście, że znowu ty - Uklęknął obok 

 

Murphy pisnął cicho jakby w proteście, a Herbert delikatnie sprawdził stan wiecznie rannego gołębia. Wyglądało to na coś z rodzaju skręcenia, które od razu zaczął opatrywać bandażem wyciągniętym z kieszeni fartucha

 

-Kiedyś mnie wpędzisz do grobu, ale jeszcze nie dzisiaj - Mówi głaszcząc delikatnie małą główkę

 

W odpowiedzi otrzymał tylko gruchnięcie

 

───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────

 

Chris stał oparty o ścianę, bawiąc się swoją torbą. Od kilku minut czekał na Jeremiego, który musiał coś szybko dokończyć,a potem mieli wybrać się razem do skateparku

 

Trochę obawiał się, że ktoś uzna go za podejrzanego i zadzwoni na policję, ale zanim kontynuował tą myśl to drzwi się uchyliły

 

Chłopak się wyprostował, uśmiechając się, ale szybko przestał

 

To nie był Jeremy

 

To był jego ojciec

 

Gabriel zamknął za sobą drzwi i zgrabnym ruchem zapalił papierosa, a jego wzrok padł na chłopaka. To nie było spotkanie jakie chłopak chciał odbyć w bocznej uliczce

 

-Czekasz na kogoś? - Zapytał oceniającym głosem

-Na Jeremiego - Przełknął ślinę

-Hm - Mężczyzna palił dalej. To było dobre “hm”, czy złe “hm”?

-Zaraz skończy i wyjdzie - Powiedział chłopak do nikogo w szczególności, nie mogąc znieść niezręczności ciszy sytuacji

-Wiesz - Zaczyna starszy zaciągając się papierosem - Sporo o Tobie mówi. Za dużo jak na mój gust

 

Chris zamarł. Nie był pewien, czy to był wyrzut, komplement czy jakieś ostrzeżenie

 

-Ale nie mówi o rzeczach które nie mają dla niego znaczenia

 

Zanim Chris mógł zastanowić się nad znaczeniem tych słów, drzwi ponownie się otworzyły, a ze środka wybiegł Jeremy

 

-Dzięki, że poczekałeś! - Zawołał do chłopaka i kiwając głową do ojca, złapał Chrisa za rękę i wyciągnął na główną ulicę, jakby to była najnormalniejsza rzecz na świecie

 

Gabriel przez chwile patrzył na miejsce w którym zniknęli, westchnął gasząc papierosa i wrócił do środka

 

-Myślisz, że mnie lubi? - Zapytał Chris Jeremiego

-Gabriel? - Prychnął - On nikogo nie lubi, nie musisz się nim przejmować. Ale skoro cię nie przegonił to przynajmniej cię nie nienawidzi

 

Zaśmiali się i ruszyli w drogę, nawet nie zauważając, że wciąż trzymają się za ręce

 

───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────



Poranek był cichy, nie było deszczu mimo, że go zapowiadali, nie było nawet wiatru. Światło słońca leniwie wpadało przez szyby, zwiastując początek nowego dnia

 

Choć za oknami na liściach wciąż widniała rosa, a miasto dopiero przecierało oczy z resztek snu, w powietrzu było czuć pewien znajomy spokój wymuszając lekki uśmiech na wszystkich twarzach wokoło

 

Gołębie powoli się rozbudzały, wylatując ze swoich gniazd, by rozprostować skrzydła

 

Pchełka wyjątkowo aktywnie latała pomiędzy ramionami różnych pracowników wydobywając z nich śmiech na wygłupy ptaka

 

Całe miejsce ponownie zaczęło wchodzić w swój mały rytm, przekładania i uzupełniania rzeczy, mały rytm pomagający się wszystkim skupić

 

Wtedy zaczęli przychodzić klienci, zarówno stali, jak i nowi. Tacy pełni energii jak i dopiero chcący się obudzić

 

Przyszła starsza kobieta, od razu wychodząca na część ogrodową, by porozmawiać z Pajrą podlewającą właśnie kwiaty. Kochała zajmować się ogrodem, zanim przyjdą pierwsze dzieci, a staruszka uwielbiała udzielać jej rad względem roślin, lub przynosić nowe nasiona do sadzenia

 

Mick już zaczął szykować zamówienia na wynos dla tych, którzy zamierzają tylko wpaść po nie w drodze do pracy i mimo własnego zaspania z radością robił te zamówienia, które znał na pamięć od stałych zalatanych klientów, a nawet zostawiał im małe wiadomości życząc miłego dnia na kubkach, czy pojemnikach

 

Tavish porządkował magazyn razem z Jane, opowiadając mu historię o tym, jak pomylił coś robiąc jakieś wystawne alkohole w konsekwencji czego doprowadził do wybuchu. Jane natomiast podzielił się swoim dość szybkim rozwojem relacji z pewną rosjanką

 

Gabriel jak co rano odbierał zamówienia przy ladzie, obserwując jednocześnie jak Jeremy chodzi między stolikami robiąc to samo. Musiał przyznać, że był z niego dumny, tak szybko nauczył się co i jak tutaj robić, tak szybko nauczył się wyłapywać kontakt z klientem jednocześnie potrafiąc dostosowywać się do energii odwiedzających. Musiał jedynie przestać flirtować z tym całym Chrisem 

 

Dell siedział na zapleczu z Panną Pauling dyskutując o podwyżce dla innych pracowników. W końcu ostatnio był taki przypływ klientów, który wciąż się utrzymywał, że naprawdę wypłata wszystkich mogłaby dosyć wzrosnąć. Musieli tylko odpowiednio przygotować dokumenty i skontaktować się z tą starą babą z góry. Ellen czy jak jej tam było

 

Misha już od jakiegoś czasu siedział w kuchni, a świeże zapachy zaczynały przejmować powietrze. Nucił jedną z piosenek pamiętanych jeszcze z dzieciństwa podczas mieszania lukru. Choćby nie wiadomo jak długo to robił, pieczenie zawsze przynosiło mu ukojenie, przypominając spokojne dni robienia tego z matką

 

Herbert sprawdzał stan swoich gołębi, który zaczynały powoli zmieniać piórka tracąc przy tym nietypowy kolor, który stał się pewną atrakcją. Może kiedyś to powtórzy, jeśli upewni się, że barwnik jest całkowicie bezpieczny i nie spowoduje przedwczesnej śmierci jego podopiecznych. Archimedes zagruchał do niego, a mężczyzna uśmiechnął się i pogłaskał swojego najwierniejszego towarzysza

 

I w ten sposób dzień toczył się dalej, tworząc miejsce do którego się wraca. Klienci zaczęli już wychodzić, gdy pomarańczowe promienie zachodzącego słońca zaczęły wpadać przez okna

 

Dźwięki rozmów zaczęły przejmować odgłosy sprzątania przez końcem tygodnia i ustawiania wszystkiego w gotowości na kolejny. Misha wyciągnął z piekarnika ostatnią porcję babeczek, które miały trafić do domu każdego z pracowników

 

W końcu nastała noc, a drzwi kawiarni zostały zamknięte

 

Większość gołębi już dawno śpi, jedynie Puszek jeszcze wlatuję za ladę i siada pod zdjęciem stojącym w wewnętrznej stronie kasy, widocznym przez pracowników, ale nie przez klientów. Usadawia się i powoli zasypia

 

A w prostej ramce, jest zdjęcie zrobione bez specjalnej okazji

 

Widnieją na nim wszyscy pracownicy stojący obok siebie, śmieją się, niektórzy robią miny, ktoś inny się przytula, a ptaki z kawiarni, te jeszcze żyjące jak i te które już odeszły są wszędzie

 

A na dole ramki jest napisane tylko małe i niepozorne

 

Za miejsce, które stało się domem







Wśród śmiechu, kawy i stukotu szkła

Każda chwila swój urok ma

Stykają się tutaj życia dwa krańce

Gdy ląduje gołąb w filiżance








/\Obraz Chrisa i Jeremiego wykonany przez Emi <3

Notes:

Ludzie z mojego discorda robili memy z tej książki, część z nich znajdziecie pod tym linkiem:

https://photos.app.goo.gl/qDVjNNTwPkYbVnkaA

Series this work belongs to: