Work Text:
───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────
Większość miasta jeszcze spała, gdy słońce leniwie wstawało. Ale w kawiarni pierzasta filiżanka zapach świeżo parzonej kawy nieśmiało roznosił się po całym lokalu
Panna Pauling wzięła długi łyk patrząc na listę w ręce
-Panowie, Panie i Gabriel
Powiedziała, a między pracownikami rozległy się chichoty. A sam Gabriel podniósł jedynie brew i teatralnie przewrócił oczami
-Podsumowując poprzedni tydzień- żaden z gołębi nie uciekł, gratulacje Herbert za dopilnowanie Melona. Ktoś zostawił telefon, jeśli się zgłosi to jest u mnie. Jeden z was powiedział do klienta i to cytując “Wcisnę ci tą kawę prosto między oczy i nawet ta twoja grzywka cię nie uratuję. tępa głupczyco” Błagam, nie róbcie takich rzeczy mam dość papierkowej roboty, nie potrzebuje do tego jeszcze skarg
Wszyscy spojrzeli na Micka, który tylko się zaczął mamrotać coś o tym, że zrobiłby to ponownie. Panna Pauling na niego spojrzała, ale ponownie zwróciła uwagę na listę
-Pajra, podlej kwiaty przy altanie, Jane świetna robota ze sprzątaniem, pomóż Jeremiemu z rozstawianiem krzeseł. Herbert, obudź gołębie. Mick, niedługo przyjdzie dostawca po resztki, przygotuj je proszę. Reszta to co zawsze
Wszyscy zaczęli się powoli rozchodzić
-Chwila… jeszcze jedno do Ciebie Misha. Wiem, że chcesz podrywać ludzi zafascynowanych takimi rzeczami, ale nie rób więcej ciasteczek w kształcie organów. Dzieci płakały
-To były łzy wzruszenia - Burknął
-To były łzy grozy
Zegar tykał
-Ale dobra, pierwsi klienci zjawią się za jakieś 10 minut. Więc uśmiechy na twarz, powodzenia i nie podpuszczajcie karen tylko dlatego, że się nudzicie
-A możemy je chociaż ignorować? - Zapytał Jeremy z nadzieją
-Nie, obsługujcie je normalnie. A jak już to wyproście
-Zbrodnia
Wszyscy wrócili do swoich przydzielonych zadań przygotowując się do rozpoczęcia nowego tygodnia słuchając dźwięków budzących się gołębi i zapachu świeżych ciasteczek
───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────
W części kawiarni przeznaczonej dla dzieci panowała radosna atmosfera. Pajra siedziała na podłodze z gromadką dzieci którą się opiekowała kiedy ich rodzice korzystali z wolnych chwil przy kawie.
Bawili się wysyłając do siebie wzajemnie mechanicznego króliczka, kręcącego uszkami. Kiedy z jakiegoś powodu się zatrzymał
-O nie - Szepnęła mała dziewczynka - Trusia źle się czuję?
-Myślę, że Trusia potrzebuję tylko chwili odpoczynku i odrobiny pomocy - Pajra uśmiechnęła się do dziecka, po czym napisała SMS’a do Della prosząc o asystę
Po chwili uśmiechnięty teksańczyk wszedł do przedszkola z małą skrzynką z narzędziami
-Słyszałem, że wasz przyjaciel potrzebuje małego wsparcia
Dzieci przytaknęły odsuwając się od króliczka. Niektóre trzymały się za ręce, inne przytuliły do Pajry, gdy Dell naprawiał zabawkę
Minęło ledwie kilka minut, a króliczek znów był w ruchu
-Nasz bohater - Zaśmiała się opiekunka, po czym spojrzała na fotel - Trusia musi odpocząć, ale może zostaniesz z nami na bajkę?
-Może jedną - Powiedział z ciepłem w oczach. Nie mógł odmówić ani dzieciom, ani współpracowniczce. Nie z tymi wszystkimi wielkimi oczami
Więc usiedli wszyscy razem, gdy Pajra otworzyła jedną z bajek, w których głównymi postaciami są ptaki i zaczęła czytać, dając Dellowi czytać części mówione niektórych postaci. A dzieci siedziały na poduszkach zasłuchane
A gdy historia się skończyła, dzieci pytały z nadzieją
-Czy możesz przeczytać jeszcze jedną?
Ten zaśmiał się w odpowiedzi
-Zobaczymy jak długo mogę uciekać przed naprawą ekspresu
───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────
Poranek był spokojny dla Micka, pojedyncze zamówienia tu i ówdzie, więc pomagał na innych sekcjach gdzie się da, popijając swoją czarną kawę
Parzył nowy kubek, gdy pojawiło się nowe zamówienie z odbiorem osobistym
Spojrzał na ekran, a jego brew drgnęła, gdy lista ciągnęła się coraz dalej
x2 Gruchające Latte
x2 Gruchające Latte (bez pianek)
x1 Czajniczek
x6 Ciasteczko owsiane z żurawiną
x2 Bąbelkowe ciasto
x3 Chmurka
x4 Czekoladowe piórka (orzechowe)
x2 Czekoladowe piórka (karmelowe)
x1 Baśniowy rogalik (malina)
x3 expresso
x4 gorąca czekolada
x15 muffiny borówkowe
x2 herbata z pokrzywy
[rozwiń]
-Bloody hell
Sięgnął po swój kubek kawy i wypił całą na raz, po czym ruszył do działania.
-Duże zamówienie? - Pyta Misha gdy wchodzi do kuchni
-Bardziej jak jakieś oblężenie - Burknął Mick, pakując kolejne opakowania ciastek
-Potrzebujesz pomocy?
-Nie, ale jak klientowi cokolwiek nie będzie pasowało, osobiście dostarczę mu to wszystko. W twarz
Po zbyt długim czasie pakowania wszystkiego do przepełnionych toreb Jeremy wpadł do kuchni
-Jest już spakowane zamówienie? Ta babka co zawsze zamawia wszystkie muffinki przyszła to odebrać i z góry dziękuję
-Powiedz jej, że z góry to ja mogę na nią rzucić te wszystkie rzeczy - Narzekał podając młodszemu torby
───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────
Późnym popołudniem kawiarnia cieszyła się sporym ruchem, gdy Herbert czyścił skrzydło młodego gołębia znowu posklejanego farbą
-Jeszcze chwila i już po wszystkich
Klienta siedząca przy pobliskim stole spojrzała na nich z obrzydzeniem popijając kawę
-Jak można w ogóle doprowadzić do takiego stanu ptactwa, Pan się chyba nie za dobrze nimi zajmuje? Pewnie dręczył klientów
Herbert nawet nie podniósł wzroku, głaskając ptaka po głowie, po czym odpowiedział
-To jest Puszek, lubi kręcić się blisko farb, ale nikomu nie wadzi i ma lepsze maniery niż niektórzy tutaj
-Co proszę? Też hoduje gołębie i nie powinno się im pozwolić tak latać gdzie chcą! A ten na pańskim ramieniu? Kto to widział!
Herbert podniósł wzrok z uniesioną brwią, jak śmie czepiać się Archimedesa? Wystawił rękę na bok i cicho gwizdnął. W ciągu kilku sekund sześć gołębi z gracją wylądowało mu na ramieniu lekko gruchając
Herbert spojrzał na kobietę z uśmiechem
-Moje gołębie właśnie powiedziały mi, że Pani gołębie wysłały list z prośbą o ratunek
Po czym teatralnie odwrócił się na pięcie wchodząc na zaplecze poinformować Flo, że potencjalne skargi są tylko pomówieniami
───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────
Poranni klienci powoli się kończyli, a Gabriel jak zwykle elegancko stał przy kasie przyjmując zamówienie od całkiem ładnej kobiety w czerwonej sukience
-Cynamonowe latte, croissant malinowy i może pański numer do tego - Powiedziała z figlarnym spojrzeniem
-Madame, pod Pani czarem najpewniej znajdzie się on na kubku - Powiedział w swój typowy czarujący sposób
Zachichotała, gdy lekko się skłonił podając jej paragon
Kilka minut później, gdy Jeremy roznosił wcześniejsze zamówienia, wracał właśnie po kolejne gdy kobieta zwróciła jego uwagę
-Musisz być tym szybkim kelnerem o którym tyle słyszałam od znajomych - Rzuciła, wpatrując się w niego odrobinę za długo
-Paniusu, jestem szybszy niż kolibry latające na naszej rabacie - Dumnie wypiął pierś
-Uważaj, bo w tym tempie zostawię napiwek z numerem
Jeremy zaśmiał się wracając po nowe zamówienia do lady, gdy Gabriel pisał coś na kubku
-Zgadnij co! Ta ładna w czerwonym ze mną flirtowała! Powiedziała, że jestem szybki, myślisz, że coś z tego będzie? - Mówił podekscytowany
Gabriel przestał pisać i podniósł wzrok. Wskazał na kobietę, na co Jeremy skinął głową, a starszy westchnął i włożył twarz w ręce
-Teatr zamiast kawiarni, najwyraźniej flirtuje ze wszystkimi więc nie rób sobie nadziei - Burknął kończąc pisać na kubku i podając synowi pełne zamówienie
Jeremy jedynie jęknął zrezygnowany i wziął tacę
A Panna w czerwonej sukience otrzymała kubek z napisem
̶5̶3̶9̶4̶ Następnym razem się zdecyduj i nie flirtuj z moim synem >:(
───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────
Jane stał przy stoliku z boku sali, z wielkim zaangażowaniem czyszcząc jego powierzchnię, a w jego ruchach była duma i dyscyplina z nutą nostalgii
Drzwi się otworzyły a do środka wszedł Pan Edward- wysoki mężczyzna z wojskową czapką z daszkiem i prostą pomimo wieku postawą
Jane wyprostował się niemal natychmiast
-Majorze Edwardzie!
-Szeregowy Doe!
Oboje jednocześnie zasalutowali do siebie z powagą, a pozostali klienci spojrzeli ze zdziwieniem, a ci którzy już to wcześniej to widzieli, z rozbawieniem
Edward podszedł do stolika i ścisnął rękę Jane z siłą, której można by pozazdrościć
-Jak noga Panie Edwardzie?
-Jeszcze nie odrosła, ale te stare kości są gotowe na ponowną służbę!
-Tak trzymać Majorze!
Zaczęli rozmawiać o swoich jednostkach, a smaku racji żywnościowych, czy o manewrach wykorzystywanych w codziennym życiu. Śmiali się przy tym z serdecznością, aż z zaplecza nie wychylił się do nich Mick
-Powinieneś zrobić odwrót, ale do sprzątania, jesteś w tyle a ktoś rozlał sok przy drzwiach
Jane odwrócił się ponownie do Edwarda, oboje z powagą przybrali postawy
-Majorze
-Szeregowy
Wymienili uścisk dłoni
-Służyć z honorem…
-…Odmaszerować z dumą
Jane z impetem rzucił się do sprzątania, trzymając mop jak broń bojową, a Edward usiadł przy swoim ulubionym stoliku, uśmiechając się do gołębia który właśnie usiadł mu na ramieniu
───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────
Gdy inni pracownicy zaczęli przychodzić, Tavish już był w kawiarni i kombinował coś przy napojach, a na jakiekolwiek pytania odpowiadał jedynie burknięciami. Za barem panowało milczenie, między dźwiękami szkła, syków i cichych komentarzy
-Wódka… ekspresso… syrop… łzy żalu…
-Masz łzy w napoju? - Pyta Gabriel odwracając się od klientki
-To metafora geniuszu
Po chwili na tablicy polecanych pojawia się nowa pozycja
Rozpacz po byłym 18+ Smakuje jak złamane serce z wiśniową nutą
Gabriel prycha, ale zanim zdąży skomentować, do lady podchodzi młoda kobieta wskazując na tablicę
-Poproszę jedno
A po niej inny klient też zamawia, potem grupa przyjaciółek. Potem ktoś przyszedł po poleceniu od znajomego. Po kilku godzinach Tavish nie robi prawie nic innego poza nowym napojem
Pod wieczór kawiarnia tętni cichą energią wspólnoty, kiedy ludzie wzajemnie się pocieszają. Nowe osoby się poznają, może nawet zaczynając rozwijać nowe związki, wszyscy trzymając ten sam wiśniowy napój.
Misha klepie Tavisha po ramieniu, uśmiechając się. Po przygotowaniu jednego dla siebie opiera się o ladę patrząc na ludzi
-Rozpacz smakuję najlepiej gdy ktoś ją rozumie
───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────
Mikhail ostrożnie wyciągnął blachę złocistych ciasteczek z jagodami, a w powietrzu zaczął unosić się ich świeży zapach. Niemal czuł obecność matki dzięki woni rodzinnych przepisów
Z uśmiechem przekłada je na dużą tacę i kieruje się w stronę lady ignorując gwar klientów. Zaczyna przekładać świeże wypieki na półki przy ladzie, gdy jego wzrok przykuwa jedna z kobiet
Popija kawę, a na talerzyku ma nietkniętą babeczkę i spogląda między nią a Pajrą
Sama Pajra siedziała z grupą dzieci, pokazując im jak zrobić ptaszki z origami. Kobieta marszczy nos i przewraca oczami, jakby obecność opiekunki, czy samych dzieci była dla niej osobistą zniewagą
Kontynuuje wykładanie starając się ignorować kobietę, dopóki nic nie robi. Lecz ta nie zostaje spokojnie i podchodzi do kasy
-Chcę porozmawiać z menadżerem
-Jestem menadżerem sali, o co chodzi? - Odpowiada Gabriel
-Ten typ gapił się na mnie jak na kryminalistę, to nieprofesjonalizm w czystej postaci!
Gabriel już ma powiedzieć wyuczone przeprosiny żeby ugłaskać wrednych klientów, ale Misha zdecydował się wybrać chaos
-Po prostu zastanawiałem się, czy jest godna wypieków mojej kochanej mamy
Zapada cisza, gdy Gabriel z całych sił starał się nie parsknąć. Kobieta unosi brwi, a piekarz dodaje
-Pogarda względem młodszych, zabiera ci prawo do jedzenia jej miłości jaką pokazywała poprzez pieczenie
Klientka bez słowa wychodzi z kawiarni, wyglądając jakby zastanawiała się nad sytuacją w jakiej się znalazła. A gołębie już zjadają zostawioną przez nią babeczkę.
Misha zauważa, że Pajra patrzy w ich stronę z uniesioną brwią, więc pokazuje jej kciuk do góry, a ona nawet nie wiedząc co się stało odwzajemniła gest i ponownie zwraca uwagę na dzieci
───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────
Każdego ranka, niemal rytualnie Pajra wchodziła do kawiarni w nowej kokardzie na głowie. Nowe kolory i kształty podkreślające jej wyjątkowość jako osoby. Nikt nie wiedział w ogóle skąd je bierze, ale nikt nie pytał
Ale personel szybko zrobił z tego grę próbując wymyślić w jakiej kokardzie zjawi się danego dnia. Szybko też zaczęli stawiać na to pieniądze
-Stawiam czerwoną
-Zakładam jakąś we wzorki pogodowe
-Myślę, że to będzie brokat
Mówili wpisując się do tabeli dodając tam pieniądze, kupony czy słodycze do wygrania, a kto trafi? Bierze wszystko
Gdy słyszą nadchodzące kroki Pajry, wstrzymują oddech w oczekiwaniu
Kokarda ma paski z jednej strony, ale kropki z drugiej
-Co to ma być?
-Jak mieliśmy się domyślić czegoś takiego?
-Nieprzewidywalność, najpiękniejsze z cech
Dell z uśmiechem wyciąga rękę, gdy inni z oburzeniem sprawdzają tablice i jest- paski i kropki. Niechętnie wręczają mu całą pulę, którą chowa do kieszeni
A wieczorem, gdy kawiarnia pustoszeje, podchodzi do Pajry zbierającej klocki z ziemi i wręcza jej kilka banknotów
-Połowa, jak zwykle
-Przyjemnie się robi z tobą interesy - Odpowiada, przeliczając pieniądze z uznaniem
Po czym przybijają sobie cichą piątkę zastanawiając się kiedy inni się zorientują, że pieniężnie zakłady zaczął Dell i że Pajra z chęcią daje mu informacje o swoich strojach.
───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────
Kawiarnia tętniła ruchem, a Jeremy biegał to z notatnikiem, to z tacami. To z nadmiarem słów, jak i z niedoborem uwagi
Gdy na chwile oparł się o ladę by złapać oddech, Gabriel wyjął batonik energetyczny wciąż przyjmując zamówienie od klientki i rzucił nim do syna
Ten zdziwiony odpakowuje go i szybko zjada. A Gdy klientka odchodzi pyta
-Po co to?
- Jedz zanim padniesz i narobisz mi wstydu
-Chyba dzięki? To miłe
-To praktyczne, karetki o tej godzinie długo jadą
Jeremy tylko się uśmiechnął, kończąc przeżuwać by wrócić do biegania między stolikami z jeszcze większą energią i humorem niż wcześniej
Później na tablicy na zapleczu pojawił się napis
Ocena ojcostwa: +3 za batonik -1 za brak przytulenia saldo: 32
Gabriel zagroził zniszczeniem tablicy
Mick zagroził opublikowaniem jej na stronie kawiarni
───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────
W cichym zakątku kawiarni, za drzwiami gabinetu Herberta znajdowało się specjalnie ocieplone gniazdo. Niepozorne, ukryte przed wzrokiem
Dzień był wyjątkowo ciepły
Herbert przygotowywał mieszankę dla młodych gołębi, gdy usłyszał charakterystyczny dźwięk przebijania się przez skorupkę
Zamarł wpatrując się w gniazdo. Podszedł do niego i sprawdził stan jajek
To mniejsze się poruszyło
-Za wcześnie - Szepnął delikatnie przekładając je do inkubatora, dając przedwczesnemu kluciu jakąkolwiek szansę
Przez jakiś czas próbował wspomóc piskle, szeptając do niego zapewnienia, ale szybko było już po wszystkim. Piske miało niepoprawną posturę, było za słabe i już przestało się poruszać
Herbert wpatrywał się w małe ciałko w ciszy i ze smutkiem w oczach
Po jakimś czasie poszedł poinformować Panne Pauling, że tego dnia wychodzi wcześniej. Nie mógł być dzisiaj z ludźmi, a ona kiwnęła głową nie pytając
W gnieździe zostało tylko jedno jajko
A on wróci jutro by ponownie zająć się gołębiami
───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────
Kamera 1: Gołębie gniazda
Kamera 2: Kolibrza rabata
Transmisja na żywo trwa
Tylko zalogowani użytkownicy mogą pisać w czacie na żywo
Gołębiamama92: Umrę za te ptaki
PurpleShadow: Też to słyszeliście? Czyżby opiekunka nadchodziła?
BirdWitch : Widzieliście to? Pomachała do kamery omg
EngieMan : Pajra kocha podlewać kwiaty ręcznie
BirdWitch : Widzicie ile kolibrów na niej siedzi? Jest księżniczką Disneya!
ZackJack : Jeśli coś się im stanie to zabije wszystkich, a potem siebie
Gołębiamama92: Będzie karmienie gołębi na żywo?
Ludwigwings : Karmienie przed kamerą już dzisiaj było, zapraszam cofnąć transmisję do około godziny 9.15 @Gołębiamama92
Gołębiamama92: Dziękuję za informację <3
Luks : Gruchanie tych gołębi jest moim nowych ASMR
Gam3rK0ala: Czy ja mam halucynacje czy ten koliber z prawej zrobił salto?
CzyToMięta : Ale te dwa przytulające się gołąbki są urocze
Ludwigwings: Ich imiona to Akir i Alex
LoFi_Peace : Ten stream to mój nowy ekran poboczny. NIedługo będę musieć zmienić nazwę
Ser : Grillowany ser
PapaEggplant : Czy tylko ja widzę tego gołębia wpatrującego się prosto w kamerę?
CoolSkout : Ostatnio Dell zamontował automatyczne nawadnianie, ale Pajra to zignorowała
MysteryDog : Lmao
BirdWitch
: Diva
LoFi_Peace:
xD
ZackJack : haha
TheStorm : Przysięgam zrobię taką samą rabatę w mojej książce
FarbaWeWłosach : Ale bym to teraz narysował
PapaEggplant : Czyli ignorujemy tego gołębia?
ZłaSolniczka : Chciałabym, żeby mój chłopak patrzył na mnie tak jak Pyro na kwiaty
RyukwithDN : O BOŻE CZY TAMTEN GOŁĄB WŁAŚNIE SPADŁ Z DOMKU?
RyukwithDN : WSYZSTKO Z NIM DOBRZE
Gołębiamama92: To gołąb
Gołębiamama92: Może latać
Drożdżówka123: Jestem teraz w kawiarni, normalnie podleciał ten gołąb
CoolSkout : Herbert właśnie zwija się ze śmiechu
RyukwithDN : Potrzebuje kawy ;-;
królowa_kwiatów: Postawie ciastko każdemu kto narysuje tą osobę co podlewa kwiaty
CoolSkout : RAZ WIDZIAŁEM JAK DAWAŁA KOLIBRĄ WODĘ Z MAŁYCH FILIŻANEK
CoolSkout : NAJLEPRZY MOMENT W MOIM ŻYCIU
CoolSkout : PRZYSIĘGAM
TajnyTata: CoolSkout został zbanowany na 5 minut [Powód: Wróć do pracy, klienci czekają]
Gam3rK0ala: lmao
Tanuki : Zapominam, że na tym czacie są pracownicy
GołąbWKokardzie: Zamierzam wziąć tam ślub i nikt mnie nie powstrzyma
PapEggplant : No błagam, powiedzcie, że to nie tylko ja to widzę
PInkSunshine : Jak mam opowiedzieć wnukom, że kiedyś internet był miejscem w którym ogląda się kogoś podlewającego kwiaty w kawiarni i to moment w którym byliśmy najbliżej pokojowi na świecie
───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────
Kawiarnia już prawie ucichła. Dzień był niezwykle długi, a rodzice odbierali swoje pociechy jedno po drugim. Pracownicy którzy jeszcze nie wyszli, zaczynali przygotowania do zamknięcia
Tavish przeciągnął się za ladą i spojrzał w stronę przedszkola i uciekającą z niego opiekunkę
-Aye Dell - zwrócił uwagę kolegi - Sprawdź schowek, Pajra tam weszła
Dell nie odpowiedział, jedynie wytarł ręce w ściereczkę wzdychając i ruszył w stronę zamkniętej przestrzeni po czym wsunął się do środka
W ciemności przysunął się do Pajry siedzącej pod ścianą na podłodze. Maska zwykle zasłaniająca jej usta leżała na podłodze obok, a sama kobieta po prostu siedziała tam jakby zamyślona wyglądając na niezwykle zmęczoną
Siedząc już obok niej na podłodze zaczął opowiadać
-Wiesz… jak byłem dzieckiem, też miałem taki schowek. Za szopą i tylko ja wiedziałem jak tam wejść. Uczyłem się tam skręcać swoje pierwsze wynalazki. Mogłem tam siedzieć godzinami w ciszy…
Pajra słuchała jego opowieści, powoli kładąc głowę na ramieniu starszego, który nie potrzebował innego sygnału do kontynuowania rozmowy
-Też miałem dzisiaj lekką ochotę się schować, ale wygląda na to, że znalazłaś ciche miejsce pierwsza
Kiwnęła głową, a on kontynuował mówienie o wszystkim i o niczym
I tak siedzieli razem w tym cichym miejscu, jakby chroniącym ich przed okrutnym światem.
A gdy w końcu wyszli w kawiarni panowała cisza, krzesła odłożone na stoliki, a światła już dawno zgaszone
Z zaplecza wyszedł Herbert w płaszczu gotowy do wyjścia trzymając klucze do zamknięcia budynku
-Wsiądź do mnie, odwiozę cię
Mówi z uśmiechem Dell podając młodszej swoje kluczyki, a sam idzie jeszcze wziąć swoje rzeczy
-Dell, mogę o coś zapytać? - Powiedział po chwili Herbert
Spojrzał na niego i kiwnął głową ciekawy swojego kolegi
-Zauważyłem… jak na nią patrzysz. Jak z nią rozmawiasz. Jak się troszczysz. Zresztą nie tylko ja. Ta troska jaką jej okazujesz wydaje się niezwykła
Herbert powiedział nie patrząc na niego, lecz na gniazda ze śpiącymi gołębiami. Dell milczał przez dłuższą chwile, ważąc swoje słowa
-Miałem córkę - Powiedział w końcu - Lilę. Nie mogliśmy wiele zrobić, by uchronić ją przed odejściem
Herbert nic nie powiedział oferując jedynie swoje wsparcie
-Po tym wszystkim… nie sądziłem, że na kogokolwiek będę jeszcze patrzeć w ten sposób. A potem poznałem Pajrę… tak cichą i nieufną. Tak dziecięcą w pewnych sprawach, lecz tak dorosłą w innych. I tak bardzo przypominała mi moją Lilę. Była jak przypomnienie, że moje serce nie zgniło do końca, że wciąż może kochać w ten sposób
-Ona ci ufa… Przez cokolwiek przeszła, stałeś się jej opoką
Uśmiechnął się lekko
-Czasami boję się, że coś jej się stanie i że nie zniosę straty kolejnego dziecka. Ale potem patrzę na nią i zdaje sobie sprawę, że może warto zaryzykować
Oboje w ciszy skierowali się w stronę parkingu zamykając kawiarnię, wymieniając ostatnie spojrzenia.
-Gute Nacht Dell
-Dobranoc Herbert
I rozeszli się w noc, z sercami odrobinę cieplejszymi niż wcześniej

/\Komisz :P
───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────
Śnieg lekko spadał z nieba pokrywając wszystko w zasięgu oka, a Gabriel stał oparty o ceglaną ścianę kawiarni. Jedną ręką przytrzymując nie zapięty płaszcz, a drugą papierosa
Patrzył przed siebie, ale jakby nie widział nic konkretnego, gdy za nim zaskrzypiały drzwi. Mick wyszedł trzymając parujący kubek kawy.
Stanął obok Gabriela opierając się o tą samą ścianę, a ten jedynie lekko obrócił głowę ku niebu
Jeden upił łyk kawy, drugi wypuścił dym z ust
Milczeli jak ludzie, którzy nie muszą sobie nic udowadniać
Po jakimś czasie skończyła się kawa, jak i skończył się papieros, a oni po prostu cieszyli się chwilą, która trwała
Śnieg padał coraz mocniej, ale oni zostali jeszcze na moment, nie dbając o rzeczy tak trywialne jak wymawianie słów
───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────
Jeremy zdecydowanie obudził się za wcześnie. Nie dość, że prawie w ogóle nie spał, to jeszcze Gabriel obudził go, żeby otworzyć kawiarnię.
Stał z tabletem i ledwo otwartymi oczami, tęskniąc za kawą którą dopiero co skończył pić, a głowa wydawała się dziwnie ciężka
Zauważył nowego klienta przy stoliku więc podszedł do niego odebrać zamówienie, zanim jeszcze zdążył powiedzieć typową regułę powit alną ten już zaczął mówić
-Poproszę podwójne espresso i orzechowe ciastko
-Chce Pan czwórne ‘esso i porzeczkowe miastko? Chyba nie mamy tego w menu
-Co?
-Co co?
Za barem słychać kilka parsknięć, a Tavish przykleja obok kasy karteczkę z pośpiesznie zapisanym Kelner śpi na przemian z mówieniem. Prosimy o cierpliwość, ku rozbawieniu klientów
-Aż tak źle mówię?
-Niech da mi pan chwile, żeby mój mózg się zalogował
Kiedy Jeremy mrugał oczami bez synchronizacji między nimi, Pajra do niego podbiegła, szybko wystukała zamówienie w tablet pokazując klientowi kciuki do góry i pobiegła z powrotem do dzieci.
-To najdziwniejsza kawiarnia w jakiej byłem
-Przyzwyczaj się, tutaj często dzieją się dziwne rzeczy- Krzyknął stały klient do tego nowego
───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────
Tavish wchodzi do kawiarni chwiejnym krokiem przecierając oczy. Podchodzi do swojego stanowiska, opiera się o ladę i jęczy
-Ile napojów mogę spożyć, zanim potrącą mi to z pensji?
-Kater? - Pyta Herbert wychodząc ze schowka z jakąś karmą w rękach
-Jeśli to niemieckie słowo na “Czuje się jak zdechły gołąb” to tak
- Mam coś idealnego by poprawić twoją sytuację!
Mówi głośniej niż powinien, po czym szybko wychodzi, jeszcze szybciej wracając z dziwnie ciepłą cieczą o dziwnym zapachu
-Nie podajesz tego czegoś gołębiom, no nie?
-Oczywiście, że nie. Myślisz, że powinienem? - Uśmiecha się niepokojąco podając mu kubek
Tavish przez chwile milczy i wypija całość jednym duszkiem, krztusząc się po odłożeniu kubka
-Smakuje jak jakaś zupa z ptasich piór i rozczarowania
-Ale działa? - Pyta Herbert bez zaprzeczania
Tavish patrzy na kolegę przez dłuższą chwile po czym wzdycha, akceptując swój los
-Działa
-Wunderbach
───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────
Wśród rabat kwiatów i brzęku kolibrów siedziała Pajra na trawie otoczona trójką małych dzieci. Jedno z nich dmuchało bańki, inne malowało kredą po kamieniach, a trzecie uparcie próbowało założyć na głowę opiekunki swoją malutką czapkę z daszkiem
Kobieta chichocze pochylając głowę jednocześnie pokazując na ziemi kolejne miejsca do rysowania
Obok przechodzi starsza Pani z eleganckimi białymi lokami i kawałkiem ciasta w ręce. Usiadła do jednego ze stolików z ciepłym uśmiechem patrząc na tą scenę.
-Takie urocze… wszystkie są twoje? - Pyra z rozczuleniem
Pajra się prostuję, pokazuję rękami kształt serca i dumnie kiwa głową
-Taka młoda mama… jak sobie z tym radzisz kochanie?
Ale zanim zdąży odpowiedzieć, przechodzi Jeremy z dwoma lemoniadami do stolika obok i mimochodem rzuca
-To dzieci klientów. Pajra po prostu je ogarnia, bo jest w tym świetna
Zatrzymuje się kawałek dalej i odwraca się do opiekunki po czym zamiera. Jej ramiona opadły a oczy posmutniały
Kelner zaczął lekko panikować nie wiedząc co zrobić, a starsza kobieta zachichotała
-To jeszcze lepiej, ponieważ to znaczy, że wszystkie dzieci jakie tu przychodzą są jej, czyż nie?
Pajra ponownie rozpromieniła się, przytakując z zapałem i delikatnie łapiąc malucha za rączkę, zanim ściągnie jej maskę
Jeremy wzdycha z ulgą uśmiechając się do kobiety i szybko opuszcza scenę, żeby nie powiedzieć czegoś złego kolejny raz
Pajra pokazuję kobiecie serduszko, po czym wraca do opieki nad dziećmi
───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────
Tavish sprawdzał dlaczego zamówienia na wynos się opóźniają, gdy stanął jak wryty i nie wiedząc jak inaczej zareagować zaczął chichotać
Na ten dźwięk z kuchni wyszedł Misha sprawdzając źródło zamieszania
-Czy on śpi… na stojąco?
-Legenda
Mick stał przy ladzie z zamkniętymi oczami, ręka lekko wyciągnięta w pakowanym zamówieniu. Niebezpiecznie się chwiał, a jednak dobrze utrzymywał równowagę
Nie mieli serca go budzić
Przynieśli beżowy koc i delikatnie nałożyli mu go na ramiona
-Trzeba było jeszcze kilka dni nie spać bo obserwuje się ptaki - Narzekał Gabriel w tej swojej agresywnej trosce
Wkrótce wokół śpiącego pojawiły się poduszki na wypadek gdyby jednak upadł, a na jego plecach pojawiła się karteczka z napisem Mick offline. Nie hałasować i małym rysunkiem palca przy ustach
-Przejmę jego stanowisko i tak skończyłem robić co miałem - Mówi Dell zaczynając zaczęte zamówienie od początku
Wszyscy zachowują się wyjątkowo cicho tego dnia, jednocześnie robiąc setki zdjęć śpiącemu. A gdy powoli zbliżały się godziny zamknięcia, coraz odważniej zakładali na niego coraz więcej kapeluszy.
A gdy zdjęcie śpiącego Micka z około siedmioma czapkami, śpiącego na stojąco gdy wszyscy pokazują na niego palcami pojawiło się na tablicy pracowniczej, nikt o tym nie wspominał
───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────
Między zapachem kawy, świeżych wypieków, dźwiękiem gołębi, przy wejściu rozlegał się dosyć głośny stuk obcasów gdy nienagannie ubrana kobieta zbliża się do stolika.
Jeszcze zanim usiądzie, przyciąga wzrokiem po tablicy pamięci, na której są zdjęcia zmarłych gołębi i małe opisy
-Ta tablica musi tu być? - Mówi do nikogo w szczególności, ale wystarczająco głośno dla wszystkich obecnych
Herbert odstawił gołębia, którego karmił i odwrócił się w stronę kobiety i z powagą odpowiada
-Każdy z tych ptaków był kochany i nie zasługuje na zapomnienie tylko dlatego, że już nie ćwierka - Podchodzi do tablicy wpatrując się w nią - Ta tablica podtrzymuje pamięć o nich
-A co jeśli dzieci to zobaczą? - Protestuje
-Dzieci uczą się empatii i szacunku. A jeśli tablica Pani przeszkadza, to może nie z nią jest tutaj problem
Nieznośna klientka zauważając na sobie wzrok innych klientów i pracowników, mamrocze coś pod nosem po czym wychodzi z lokalu
A Herbert stoi jeszcze przez chwilę wspominając przyjaciół którym nie było dane żyć do tego dnia
Płomień
Uwielbiał nowych klientów i dźwięk łyżeczek
Starość
Iskra
Kochała ganiać się z ludźmi
Rowerzysta
Maestro
Pupilek Della
Choroba
Asriel
Tulił się do każdego gdy tylko miał okazję
Zatrucie
Evan
Nieśmiały i łatwy do wystraszenia
Zgniecenie
Szron
Uwielbiam zabawy z dziećmi
Starość
Cookie
Lubił drzemki w pobliżu drzwi i głaskanie
Dziki kot
Jinx i Isha
Siostry wiecznie siedziały razem
Wypadek
Mirabel
Ta, której charakteru nie udało nam się poznać
Odeszła przed wykluciem
Pamiętamy i tęsknimy
───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────
Drzwi kawiarni cicho się otworzyły, a do środka wsunęła się Klara, drobna i nieśmiała nastolatka z szalikiem na szyi zasłaniającym rumieńce wywołane chłodem
-To co zawsze mademoiselle? - Pyta Gabriel łagodnie
Dziewczynka kiwa energicznie głową z namacalną radością. Z braku kolejki Gabriel osobiście robi jej gorące kakao z piankami i jak zwykle dorzuca jej dodatkowe
Klara odbiera kubek, kiwając z wdzięcznością. Po zostawieniu na ladzie dokładnie odliczonej kwoty, kieruje się do kącika zabaw
Pajra widząc ją od razu macha i pokazuje miejsce obok siebie na puchatym dywanie, więc ta siada popijając słodycz. Bierze kartkę i tak jak reszta dzieci razem z opiekunką zaczyna rysować gołębie siedzące niedaleko
Reszta pracowników uśmiecha się widząc nastolatkę spokojnie siedzącą przy swojej ulubionej pracowniczce
───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────
Przy jednym ze stolików siedziała grupa turystów, rozmawiając cicho w języku niezrozumiałym przez większość innych klientów. Co jakiś czas śmiali się uprzejmie. Co jakiś czas pokazywali sobie coś na telefonach i wyjadali nawzajem swoje ciasteczka. Na ich stoliku siedział gołąb
Przy sąsiednim stoliku siedziała wyraźnie zirytowana kobieta z młodszą, najpewniej córką wyglądającą na znudzoną towarzystwem starszej
-Powinni albo mówić po naszemu, albo wracać skądkolwiek przybyli
Wcześniej wesoły stolik milknie wpatrując się w kobietę, a młodsza uderzyła czołem w stolik. Większość pracowników wychyla się skądkolwiek obecnie była, ciekawa rozwojem sytuacji, którą najwyraźniej przejął Gabriel wołając zza kasy
-Vache stupide, wrócić to powinna Pani na chodnik przed kawiarnią
Ludzie, w tym córka kobiety chichoczą
-Nie zamierzam wychodzić, bo jakiś żabojad mi każe
Gabriel tylko podnosi jedną brew
-Pani jedzenie zostało zrobione przez Rosjanina, napój przez Szkota, a gołębie wokół należą do Niemca
Mówi, a wymienieni się śmieją, Misha nawet woła na zdrowie zza rogu z tym swoim ciężkim akcentem. A pozytywna atmosfera wraca do kawiarni
Irytująca klientka wstaje i wychodzi, a jej córka szybko wypija napój i podąża za nią dodając
-To właśnie dlatego tata się z Tobą rozwiódł
───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────
Jeremy roznosi zamówienia i gdy już wraca po nowe z pustą tacą jedna z klientek go zatrzymuję pytając
-Przepraszam, czy to ciasto zawiera migdały? Mam uczulenie
-Już sprawdzam Proszę Pani
Odpala tablet i otwiera listę składników wszystkich wypieków. Przez chwilę je przegląda
-Okej, wygląda na to, że ten wypiek ma migdały… skruszone w polewie
-Hm - Mruczy klientka
Wtedy patrzy mu w oczy po czym spokojnie wkłada resztę wypieku do ust i zjada całość jakby nigdy nic. Jeremy mruga z niedowierzaniem
-C-co?
Zapada między nimi kompletna cisza, gdy Jeremy próbuje zrozumieć czy faktycznie to widział, czy ma jakieś halucynację
-Warte konsekwencji. Miłego dnia
Mówi szybko po czym wychodzi zostawiając Jeremiego z mini traumą na kolejny tydzień
───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────
Mick otwiera drzwi łazienki załatwić swoje sprawy i może ogarnąć się trochę w lustrze po kolejnej nieprzespanej nocy.
Wchodzi do środka i zatrzymuje się w pół kroku
Na marmurowym blacie przed lustrem siedzi gołąb Marcel. Nieruchomo wpatrując się w swoje własne odbicie
Obserwuje z takim skupieniem, jakby w odbiciu próbował odkryć inne wymiary istnienia
-No nie…- Szepnął do siebie
Po chwili, nienaturalnie powoli, gołąb przekręca głowę w stronę Micka, ich spojrzenia się spotykają, a Marcel ponownie przestaje się ruszać
Zamiera
Bez słowa się odsuwa, obraca na pięcie i jak najszybciej wychodzi
A Marcel nie reaguje. Nadal tam siedzi wpatrzony w lustro. Może kontempluje śmiertelność, a może po prostu zapomniał dlaczego w ogóle tam usiadł
───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────
Jak zwykle w kawiarni panował ciszy gwar, gdy matka z synem składała zamówienie przy ladzie w spokoju dopóki dziecko nie zapytało z dziecięcą ciekawością
-Mamo, dlaczego ten Pan ma pomalowane paznokcie?
Kobieta spojrzała na Gabriela, szykującego ich zamówienie i jego czarne paznokcie z czerwonym błyskiem, tak eleganckie jak on. Zignorował pytanie, spoglądając na kobietę jedynie kątem oka
-Ponieważ to super człowiek kochanie. A super ludzie malują paznokcie, kiedy tylko chcą - Z uśmiechem odpowiedziała
-Ja też chce być super! Też chcę pomalować!
Pajra przechodząca obok z paczką naklejek zatrzymała się na moment, a oczy się rozświetliły i szybko wróciła do żłóbka
Szybko urządziła małe spa, w którym dzieci siedziały wśród poduszek z wyciągniętymi rączkami i jedno po drugim miło malowane paznokcie w kropeczki, gwiazdki czy cokolwiek sobie wymarzyło
Kobieta spod lady mimo zamówienia na wynos postanowiła zostać w kawiarni obserwując jak jej syn rozświetla się podczas malowania mu paznokci
-Teraz wszyscy jesteśmy super ludźmi! Jak Pan zza kasy!
Gdy spojrzenia najmłodszych przeniosły się na Gabriela, ten ukłonił się teatralnie wydobywając z dzieciaków chichot, sam mając na twarzy wielki uśmiech którego nie mogła zniszczyć żadna karen
W końcu dzieci uważają, że jest super
───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────
Przed kawiarnią po ziemi przesuwały się płatki kwiatów kwitnącej wiśni rosnącej niedaleko. Dell powoli przygotowywał dwa napoje
Do kawiarni weszła elegancka kobieta w ciemnym płaczu, a jej spojrzenie zatrzymało się na nim, a ich spojrzenia spotkały się w ciszy.
Bez słów usiadła przy jednym z bocznych stolików z widokiem na altanę przy której Pajra bawiła się z grupą dzieci
Dell podszedł i postawił przed nią napój, a sam usiadł naprzeciwko z drugim. Nie rozmawiali, po prostu siedzieli razem pijąc i co jakiś czas spoglądając w stronę opiekunki z dzieciakami.
Obserwowali jak poprawia czapkę małemu chłopcu, jak podaje chusteczkę małej dziewczynce, czy pomaga innemu dziecku wejść na ławkę
-Zupełnie jak Lila, prawda? - uśmiechnęła się kobieta
Dell spuścił wzrok na swoją filiżankę. Nie odpowiedział, ale się uśmiechnął. I to w ystarczyło
-Dzisiaj byłyby w tym samym wieku - Powiedział w końcu
I siedzieli jeszcze przez chwilkę dopijając swoje napoje, aż kobieta nie wstała kiwając mu głową i nie skierowała się do wyjścia
Wszystkiego najlepszego Liliano
───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────
Drzwi otworzyły się gwałtownie, gdy do lady podbiegł mężczyzna z rozczochranymi włosami i zaniepokojoną miną. Trzymał przy tym dość duże pudełko w rękach.
-Powiedziano mi, że ktoś tutaj zna się na ptakach, proszę. Mieszkam niedaleko, mój sokół jest ranny, nie wiem co robić. - Wręcz błagał mężczyzna
-Za mną - Powiedział natychmiast Gabriel wprowadzając potrzebującego do pomieszczenia opieki Herberta
Gdy ten zobaczył pudełko natychmiast wskazał na podwyższany stół na środku. zajrzał do środka
Ptak nie wyglądał najlepiej, oddychał płytko i miał oszołomiony oddech. Zmarszczył brwi i z wielką delikatnością wyjął ptaka na stół ignorując plamki krwi. Zaczął badać ptaka, gdy Archimedes przyglądał się wszystkiemu, co jakiś czas przynosząc chusteczki na stół.
Mężczyzna wyglądał jakby miał się rozpłakać, ale Herbert spojrzał na niego z uśmiechem
-Przeżyje. Będzie wymagał sporej opieki, ale nic czego nie naprawię
-Boże, dziękuję Panu bardzo, nie wiedziałem gdzie się udać
Herbert tylko skinął głową i po wyproszeniu mężczyzny do kawiarni na uspokajającą herbatę zaczął leczyć ptaka
Tego dnia jeszcze nikt nie wiedział, że od teraz praktycznie co tydzień ktoś przyjdzie do niego z rannym ptakiem. Czasem ich własnym, czasem jakimś biedakiem który wleciał im w szybę, czy został znaleziony na ulicy
I chociaż Herbert się nie przyzna, kocha swoją małą klinikę prowadząc nawet kartotekę pacjentów
A jeśli wdzięczni właściciele ptaków stawali się stałymi klientami kawiarni, nikt o tym nie wspominał
───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────
Mick w swoim zwykłym zmęczeniu odebrał kolejny telefon z zamówieniem i przywitał się wedle reguły, ale niegrzecznie mu przerwano
-Witam, chciałem zamówić to co ostatnio
-I co by to było? - Odpowiada nawet nie drgnął
-No to, co ostatnio. Jakieś specjalne mieszanki na latte czy coś. Nie pamiętasz?
-Mam ci zgadnąć po nostalgii czy co? - Westchnął Mick
-No to z imbirem... albo lawendą? Nazwa chyba miała coś z zimą?
-Pomocne jak dziury w wiadrze, kiedy było złożone zamówienie?
-Oj wie Pan- wydaje mi się że jakieś pięć lat temu na oko
Chwila ciszy podczas której Mick się wyprostował, a spojrzenie było tak intensywne jakby ten człowiek zabił mu psa, nawet jeśli go nie widział
-Pięć lat?
-No jakoś tak
-Myśmy nawet nie istnieli pięć lat temu geniuszu. Nawet kurwa drzwi nie mieliśmy!
-Mogłem się pomylić…
-No chyba, że się pomyliłeś! Oczekujesz, żę będę wiedzieć… jak można być tak głupim. A teraz złóż normalne zamówienie albo wypieprzaj do czasów w których niby to kupiłeś
Inni pracownicy zaczęli się z niego śmiać, gdy ten kończył przyjmować zamówienie, z wkurzonym wyrazem twarzy. A gdy skończył skomentował tylko
-Następnym razem jak ktoś zamówi “to co zwykle” to przysięgam, że się rozłącze
───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────
Gabriel siedział oparty o ścianę znowu trzymając papierosa między palcami, a dym unosił się nad jego głową
Drzwi cicho zaskrzypiały, a Jeremy ostrożnie wychylił głowę, jakby sprawdzając co lub kto tu jest
W ręce trzymał nie otwartą paczkę papierosów
-Więc… po prostu stoisz i odpoczywasz gdy p-
Gabriel błyskawicznym ruchem wyrywa paczkę z jego ręki
-Nie zaczynasz
-Ale ty palisz - Narzekał Jeremy
Gabriel spojrzał na niego z ukosa mrużąc oczy
-Jeden uzależniony w domu wystarczy - Powiedział wypuszczając dym z ust, jakby w poparciu swojej wypowiedzi
-Nie będziesz taki jak ja Jeremy… i wyjdzie Ci to na dobre
Młodszy milczał przez moment, zanim oparł się o barierkę wzdychając. Spojrzał w tym samym kierunku co Gabriel
-Tęsknie za nią
-Była wspaniałą kobietą - Stwierdził Gabriel kładąc rękę na ramieniu Jeremiego - I stworzyła równie wspaniałego syna, nie zapominaj o tym
I tak stali przez chwile po prostu patrząc w niebo
───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────
Tavish stał za ladą, nucąc jakąś piosenkę pod nosem, rytmicznie czyszcząc szklankę. Kręcił nią trochę zbyt pewnie, może zbyt beztrosko, gdyż w pewnym momencie szkło nagle pękło wbijając mu się w dłoń
-Niech was kulawe demony! - Syknął zwijając pięść cieknącą świeżą krwią
Zanim zdążył cokolwiek zrobić pojawił się za nim Herbert, jakby usłyszał dramat z kilometra
-Znowu? - Już zaczął zakładać rękawiczki - Zaczynam sądzić, że chcesz mi pokazać wszystkie swoje wnętrzności
-Nie moja wina, że szkło jest delikatniejsze niż moja cierpliwość
-Dobra, co my tu mamy, hmm, głębokie ale czyste cięcie, zszyje i będzie prawie jak nowe. Lepiej zaciśnij zęby! - Ostrzegł zanim zaczął zszywać ze sobą skórę
-Nie podoba mi się to “prawie” - Narzeka krzywiąc się przy każdym nowym szwie
Herbert z uśmiechem owija mu rękę bandażem, śmiejąc się sam do siebie. A za nimi Jane już zaczyna ścierać krew i szkło z podłogi
-Ty się za bardzo tym cieszysz
-Po prostu kocham to robić
-Nie mówiłeś, że nienawidzisz leczenia i dlatego rezygnujesz z bycia lekarzem?
-Szczegóły
───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────
Ruch w kawiarni zwolnił, razem z tempem kelnera chodzącego między stolikami, który ponownie nie zjadł śniadania, ponieważ wolał przespać wszystkie budziki
-Masz, ja przejmę stoliki - Mówi Gabriel zabierając mu tacę i podając pudełko z jakimś makaronem
Jeremy uniósł brwi zdziwiony, ale szybko się uśmiechnął
-Dzięki stary!
-Nie wiem co mnie podkusiło - Narzekał
W tym momencie słychać było upuszczenie miotły. Oboje odwrócili głowy w stronę źródła hałasu.
-Wykryto ojcowskie postępowanie! - Krzyknął Jane biegnąc za ladę - Trzeba zaktualizować tablicę!
Gabriel zesztywniał patrząc z niedowierzaniem i zasłonił twarz dłonią
-Dlaczego ja w ogóle próbuje
Jeremy zaśmiał się wpychając jedzenie do ust. Z zaplecza słychać mnóstwo dziwnych dźwięków niewiadomego pochodzenia z pomiędzy których można było wyróżnić głośne tablica nie kłamie- jest ojcem
-Nie istnieje wystarczająco dobry papieros na ten dzień
───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────
Na zapleczu kawiarni, pomiędzy chłodnią a stołem wisiała wielka biała tablica. Nie kierowały nią żadne zasady i dzięki temu działała tak dobrze. Wszystko zaczęło się od prostego:
Nie jestem waszą matką, czyśćcie po sobie
/\ Dlaczego nie :(
Od tamtej pory tablica żyła własnym życiem. Codziennie ktoś coś dopisywał, powstawały żarty, małe uwagi, pytania. Ktoś używał jej do zapisywania ważnych dat, inni po prostu po niej rysowali
Na przestrzeni czasu pojawiło się na tablicy wiele rzeczy, a między nimi chociażby:
Marcel nie uznaje waszego istnienia *dołączony rysunek gołębia*
Kto wziął moją sałatkę z lodówki?
Niech Jeremy przestanie nazywać mnie “tata incognito” przy klientach >:(
/\ Przepraszam PANIE tato inkognito
/\Ty se uważaj, albo będziesz spać na dworze
/\Znowu?
Kto przykleił oczy do czajnika? Dlaczego ona na mnie patrzy?
Herbert, zrób coś z Melonem
/\ Nie
NA LITOŚĆ BOSKĄ, PRZESTAŃCIE SOLIĆ KAWĘ
Możecie nie ukrywać telefonu gdy dzwonią do mnie rodzice?
Mick, jeśli znowu nie zauważysz czegoś oczywistego, zacznę nazywać cię ślepcem
/\ Powiedział typ co wpada na klientów
Nie naprawiajcie nic dopóki tam nie dotrę. Nie chcemy powtórki z ostatniego razu
Gołębie nie mogą już używać alkoholu
/\ Ale tak ładnie proszą :(
Dlaczego wszystkie butelki mają małe szaliki. Nie jestem zły, ale… dlaczego?
/\ Było im zimno :D
Jeszcze raz ktoś zostawi coś w mikrofali na dwa dni to sam się w niej zamknę i nie wyjdę
/\ Obiecujesz?
Rano znalazłem gołębia w lodówce. WYJAŚNIJCIE
/\ Chmurce było gorąco :)
Tablica nie służy do komunikacji z ptakami -Pauling
/\ płatek się nie zgadza
/\jak śmiesz podważać komunikację z Archimedesem
/\ Taktyczne gruchanie
Pajra, znowu przelewasz kwiaty
/\ :(
Jeśli znowu przyjdzie ta cała Jikia to mnie tu nie ma
Widział ktoś mój kubek? -J
/\ Przepraszam
Ten dziwny starszy pan skrytykował moją herbatę, czas umierać
/\ Nie dramatyzuj, raz powiedział, że herbata jego syna smakuje jak sok z liści
/\ Ale dokładnie tym jest herbata
Przy tym ile te dwie autorki tu siedzą, obraże się jeśli nie zostaniemy wspomnieni
───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────
Na długo przed otwarciem Gabriel siedział na zapleczu czytając jakiś artykuł na telefonie. Dzień zapowiadał się wyjątkowo spokojnie
Wtedy wchodzi Pajra z małym torcikiem na talerzyku w truskawki.
Stawia słodycz przed Gabrielem i siada naprzeciw z wielkim uśmiechem
-Dla mnie? Merci - Odpowiada zszokowany
Bierze widelczyk i wkłada pierwszy kawałek do ust i zamiera, a jego oczy się rozszerzają. Przełyka jednocześnie się krztusząc
-Co w tym jest? Papryczka? - Narzeka popijając wodę
Pajra opiera podbródek w dłoniach wyglądając na niezwykle zadowoloną
-To miał być prezent czy zamach na mnie?
Kobieta uśmiecha się słodko zanim odpowiada
-Obydwa
───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────
Spokojnego popołudnia w pracy Pajra wchodzi do toalety nucąc pod nosem jakąś dawno zapomnianą melodię. Lecz w wejściu do pomieszczenie zatrzymała się mróżąc oczy.
Na kafelkach niedaleko kosza na śmieci siedziała trójka gołębi: Dziadek, najstarszy z nich wszystkich, pełna energii Pchełka oraz dostojna królowa dramatu Regina
Wyglądali jakby właśnie przeprowadzali jakąś debatę
Przez chwile się w nich wpatruję, a potem zdecydowanie podnosi Dziadka w dłonie ignorując oburzone gruchanie i rozłożone skrzydła gotowe do ucieczki i stanowczym ruchem wystawia go na zewnątrz
-Damska - mówi do ptaka wskazując na znak na drzwiach
I wraca do środka jakby nigdy nic
───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────
-Nie jestem od przenoszenia, tylko od dostarczania - Mówi zdecydowanie kurier
-Po to masz wózek, dosłownie go stąd widzę - Mówi Dell już zmęczony tym nowym kurierem, który już zdecydował się sprawiać problemy
-Nie zamierzam tego dotykać- Mówi z tonem gotowym do dalszej kłótni
-Co się dzieję? - Z wnętrza kawiarni wyłania się Misha trzymając kubek z herbatą
Dell wzdycha z rezygnacją łapiąc się za nos
-Przyszła karma dla ptaków. 120kg, ale kurier nie wniesie
Misha patrzy na kuriera, potem na dwa wielkie worki. Odstawia kubek na barierkę i bez słowa bierze jeden worek pod pachę, a drugi na ramię i wchodzi do środka jakby niósł jedynie poduszki
Kurier wpatrywał się w szoku, gdy ten znika w środku. Dell jedynie zaczyna się śmieć, podpisuję potwierdzenie odbioru i zabierając herbatę wchodzi do środka już planując zmianę dostawcy
───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────
Podekscytowany Jeremy podbiegł do Tavisha w czasie swojej przerwy trzymając w rękach telefon
-Obczaj to! Znalazłem fajną iluzję optyczną!
-Dobra, dobra, pokaż mi to
Jeremy z podekscytowaniem wpycha mu telefon w twarz, ten bierze go do ręki wpatrując się w ekran
-Widzisz jak się porusza? Ale to obrazek i nie powinien!
-Nic się nie rusza - Mówi mrużąc oczy
-Co? - Spogląda na telefon, sprawdzając czy nic się nie przełączyło - Przecież jest dobrze
-Nie no serio Ci mówię- może cię oszukali?
-Nie no mówię ci, że się rusza! Czekaj znajdę inne i zobaczysz!
W drzwiach kuchni obserwowali ich Dell i Herbert popijając swoje kawy i śmiejąc się do siebie
-Myślisz, że zdadzą sobie sprawę, że do widzenia tych iluzji potrzebne są obydwa oczy?
-Prawdopodobnie nie
Dwójka śmiała się do siebie, gdy tamci próbowali rozgryźć co jest nie tak z telefonem i dlaczego to wciąż nie działa
───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────
Jeremy jak zwykle biegał między stolikami przyjmując i roznosząc zamówienia, w końcu podchodząc do widocznie starszego mężczyzny
-Witam, co mogę dzisiaj Panu podać?
-Szkocką, bez lodu. Młodzi za bardzo to rozwadniają
-To wszystko? - Pyta kelner z uśmiechem wstukując zamówienie w tablet
-Te wasze technologię. Nie można by użyć notatnika jak normalny człowiek? Dzisiejsza młodzież jest zbyt leniwa do pracy
Brew Jeremiego się unosi. czy ten człowiek nie widzi własnej hipokryzji? Przecież dosłownie teraz pracuję serwując mu. Mógłby to zignorować, ale dzisiaj wybrał chaos
-Mogę prosić o dowód osobisty?
-Co proszę?
-Dowód osobisty, żebym mógł potwierdzić pańską pełnoletność - Mówi niewinnie
-Młody człowieku, jestem więcej niż wystarczająco stary!
-Staram się nie oceniać po zmarszczkach, lecz po dokumentach. To ma Pan ten dowód przy sobie?
-Nie noszę tego badziewia przy sobie. Kto to widział, żebym musiał udowadniać, że nie jestem dzieckiem- Narzekał z oburzeniem
-Zasady to zasady się obawiam. Nie mogę sprzedać Panu alkoholu, chce Pan zamówić coś innego?
Mężczyzna ponownie zaczyna się oburzać, ku cichemu rozbawieniu kelnera gdy podchodzi do nich Panna Pauling, ledwo podnosząc wzrok znad jakiejś listy
-Co tu się dzieje?
-Witam Pani menadżer! Pan zamówił alkohol ale nie może okazać dowodu, więc nie mogę mu sprzedać
-To absurd! Mam prawie 70 lat!
Flo spojrzała na Jeremiego. Nie miała pojęcia o co chodzi, ani co zapoczątkowało konflikt, ale zamierzała w całości wspierać swojego pracownika
-Przykro mi proszę pana, ale jeśli kelner ma wątpliwości co do wieku, wedle przepisów ma pełne prawo odmówić sprzedaży
-To niedorzeczne!
Starszy mężczyzna wstaje i wychodzi mamrocząc coś o końcu dobrych czasów, a inni klienci jak i pracownicy wybuchają śmiechem. Kilka osób klaszcze, a Flo i Jeremy przybijają sobie piątkę
───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────
Kawiarnia pogrążona była w ciszy nocy, gdy ostatnie okruchy były ścierane przez ostatniego człowieka w budynku
Jane
NIe dlatego, że musiał. Po prostu nikt nie miał takiego zapału do mycia podłogi co on. Chętnie zostawał po nocach, traktując każdy najmniejszy bałagan jak bitwę której nie zamierzał przegrać.
Szorował posadzkę ze swoją typową determinacją, gdy w gdzieś w tle wszystkie gołębie spokojnie spały w swoich domkach, poza kilkoma które z jakiegoś powodu spały na stolikach, czy w kuchni
Wtedy rozległ się trzask szkła
Jane natychmiast podniósł miotłę w pozycji bojowej. Brak prawdziwej broni był nieistotny, gdy w bitwie wszystko może nią być
Kto często działa z zaskoczenia, często wygrywa
Sun Tzu to powiedział
Włamywacz nie miał szans. Zaskoczony w pół kroku szukając czegoś, został uderzony szczotką prosto w żebra. Przewrócił się na kolano i zamachnął się nożem w ostatniej nadziei na obronę
Ale nie docenił Jane, jego adrenaliny i siły, gdyż zignorował nóż wbity w bok i ponownie uderzył złodzieja, ale tym razem w głowę.
W pieśni obudzonych gołębi związał ręce napastnika i zostawił go na ziemi, po czym przypominając sobie o nożu wziął apteczkę spod lady i delikatnie go zabezpieczył siadając na podłodze obok nieprzytomnego.
Gołębie siadały na mu ramionach w zmartwieniu, gdy wszystko zaczęło robić się ciemne.
Niedługo po tym zjawili się Herbert z Mishą oraz Gabriel którego wzięli po drodze, obudzeni automatycznym alarmem wysłanym na czat pracowniczy
Widząc swojego przyjaciela bladego na ziemi jak najszybciej zaczęli działać. Herbert sprawdził jego stan, a Misha zadzwonił po służby obserwując związanego, obitego włamywacza który najwyraźniej stał się kuwetą dla wkurzonych gołębi.
Następnego poranka kawiarnia otworzyła się jak zwykle, a jednak coś było inaczej.
Za ladą stał Jeremy przyjmując zamówienia. Mick zamiatał podłogę, po wstrzymaniu zamówień telefonicznych. Pajra latała między dziećmi a gołębiami. Panna Pauling przejęła robienie napojów, gdy Tavish kręcił się po kuchni.
Stali klienci byli dosyć zdezorientowani, nie tylko zmianami w stanowiskach ale też widocznym stresem wśród pracowników.
Gdy Ci w końcu wyjawili co się stało, dostali mnóstwo wsparcia, pozdrowień dla hospitalizowanego kolegi. Słowa pełne zdumienia i szacunku
-Kiedyś bronił kraj, teraz bronił swój dom - Powiedział Pan Edward
Kilka godzin później na nowo wymienionej szybie pojawiła się kartka z napisem:
Nie włamuj się do naszej kuchni. Ostatni który próbował, został pokonany miotłą i upokorzony ptakami
───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────
Była późna godzina, kiedy Jeremy w końcu wyszedł z kawiarni. Wszystko się przeciągało, a z chorobowym Jane sprzątanie zamykające trwało w nieskończoność. Tego dnia miał zamykać z Gabrielem. I faktycznie razem zamykali, ale potem zniknął jak zawsze.
Więc Jeremy poszedł do samochodu starszego, ale jego też nie było. Po prostu… odjechał bez żegnania się ani informowania go
Więc musiał iść. Na nogach. W ciemności.
Nogi wydawały się ciężkie, gdy głowa kipiała frustracją. Zimny wiatr dmuchnął mu w twarz.
-Jeden spokojny wieczór… Jaki jest w ogóle jego problem? Mieliśmy razem wracać - Narzekał przesuwając się coraz bliżej domu, nawet gdy droga ciągnęła się w nieskończoność.
W głowie układał sobie wszystkie sposoby w jakie może wygarnąć Gabrielowi. Już otwierał drzwi do domu, gotowy do wszczęcia kłótni. W końcu- jak śmiał go zostawić
I wtedy go zobaczył
Gabriel leżał na podłodze w salonie. Wciąż w ubraniu roboczym i butach na nogach. Głęboko spał lekko chrapiąc Jeremy zamarł
Nie było w tym zwykłej gracji jaką wszędzie ze sobą nosił. Tylko zmęczony mężczyzna, który wrócił z pracy i nawet nie dotarł do łóżka
Złość zaczęła przygasać
Wyjął z szafy stary gruby koc i bez słowa delikatnie go nakrył, a potem ruszył do własnego pokoju ostatni raz spoglądając na śpiącego ojca i się uśmiechnął
Będzie miał co opowiadać innym
───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────
Pajra siedziała w swoim zwyczajnym miejscu w kąciku dla dzieci których nie było. Tego dnia większość rodziców z pociechami była na jakimś festiwalu w mieście, czy coś.
Nogi miała podkulone do siebie, gdy otwierała i zamykała starą metalową zapalniczkę, a znajomy dźwięk pomógł się jej wyciszyć.
W tym momencie podszedł do niej mały chłopiec z misiem, który zwykle nie opuszcza boku matki i spojrzał na nią tymi wielkimi oczami, przechylając głowę
-Po co ci zapalniczka, skoro nie robisz ognia?
Pajra skopiowała jego gest i się zawahała. Wtedy pokazała mu miejsce na dywanie a gdy usiadł pokazała zapalniczkę i cicho powiedziała przytłumionym głosem
-Czasami dobrze jest mieć coś… z czego nie trzeba korzystać
Ale dziecko najwyraźniej nie zrozumiało, patrząc na nią ze zmarszczonymi brwiami. Kobieta westchnęła, ale spojrzała na pluszaka w rękach dziecka
-To jak twój mały przyjaciel. Nie używasz go do niczego, ale lubisz go mieć przy sobie, daje Ci spokój, prawda?
Chłopczyk spojrzał na pluszaka przytulając go mocniej i kiwnął głową
-To właśnie to - Uśmiechnęła się - Niektóre rzeczy są dla serca, nawet jeśli ich nie używasz
Schowała zapalniczkę do kieszeni fartuszka, a chłopiec przytulił się do jej boku. Na jej twarzy pojawił się uśmiech, gdy cieszyła się obecnym życiem w nadziei, że to stare nigdy nie wróci
───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────
W kawiarni panował względny spokój, tak jak zwykle o tej godzinie. Pajra budowała wieże z klocków razem z dzieciakami, Jeremy obsługiwał jakieś trojaczki, a Herbert jak zwykle kręcił się po okolicy.
Do środka weszły znane pracownikom kobiety- matka z jakimś zaburzeniem wpływającym na emocje, oraz córka opiekująca się nią. Było dobrze, uśmiechały się zamawiając i otrzymując swoje produkty
Było cicho i spokojnie
Aż głos kobiety nie rozszedł się po sali
-Ta kawa jest za słodka!
Córka już zaczęła wstawać, by uspokoić kobietę, ale zanim ktokolwiek zdążył zareagować podniosła kubek i nim rzuciła
W stronę przedszkola
A Pajra jakby z pamięci mięśniowej, bez wahania osłoniła dzieci obejmując je ciasno ramionami, dając im ciepło własnego ciała. Kubek przeleciał tuż obok nich i z hukiem rozbił się o ścianę rozbijając się na tysiące kawałków i plamiąc część dywanu
Córka natychmiast złapała matkę za ręce, szepcząc łagodne zapewnienia pozwalając jej usiąść sięgnęła do torebki dając starszej jakieś leki i rzuciła przepraszające spojrzenie personelowi który już zajmował się sytuacją
-Przepraszam, czasami traci kontrole… już wychodzimy - Powiedziała zostawiając pieniądze z hojnym wynagrodzeniem i powoli pomagając matce skierować się do wyjścia nie oglądając się za siebie
Pajra w końcu puściła przerażone dzieci, które pobiegły do swoich rodziców, po czym wstała na drżącyche nogi i poszła na zaplecze.
Nikt nie próbował jej zatrzymywać, pozwolili jej się uspokoić
Tylko niektórzy z nich wiedzieli, że to nie chodziło o kubek
───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────
To miał być zwyczajny poranek, gdy Pajra z dziećmi siedziała w ogrodowej części kawiarni, przy kwiatowej rabacie. O tej godzinie miała do opieki zaledwie dwójkę dzieci w którymi się bawiła układając kamyki z ciekawe wzorki.
Gołębie chodziły po murku, a kolibry brzęczały nad ich głowami.
Jeden z kolibrów usiadł opiekunce na głowie, ale ta nie zareagowała. Była do tego dosyć przyzwyczajona. Ale potem dołączył kolejny koliber, potem trzeci. Gołębie to podłapały, ponieważ też zaczęły podlatywać siadając jej na ramionach.
Zanim się obejrzała na ramionach miała łącznie pięć gołębi, a na głowie około ośmiu kolibrów. Dzieci śmiały się z zachwytu próbując przekonać ptaki, żeby siadały też na nich.
Jedna z kobiet pijących kawę pokochała ten widok. Bez zastanowienia wyjęła telefon i zrobiła zdjęcie sytuacji z uśmiechem.
Wieczorem dodała zdjęcie z podpisem “ Nie wiem kto to jest, ale MA PTAKI NA GŁOWIE. Koniecznie musicie odwiedzić tą kawiarnie ”
Następnego dla Pajra nie była na to gotowa
Już od samego otwarcia co chwile ktoś podchodził do niej z pytaniami- czy to ona jest osobą od ptaków, czy mogą zrobić sobie z nią zdjęcie czy nawet o to czy jest księżniczką
Pomimo zdezorientowania cierpliwie odpowiadała na każde pytanie i choć uznała to za dziwne pozowała z ludźmi do zdjęć.
A wieczorem, gdy wszystkie dzieci już wyszły uciekła do kuchni.
-Długi dzień? - Zapytał Misha, podając jej świeże ciastko, a ta wzięła je z wdzięcznością kiwając głową.
Pierwszy raz dzisiaj była w stanie sprawdzić telefon i zobaczyła dziesiątki postów zachwycających się nią pod którymi jej koledzy zaczęli ją oznaczać
Uśmiechnęła się
Może ta sytuacja nie była taka zła
───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────
Pasowała dosyć gwarna atmosfera, a Jeremy biegał ze swoją typową energią przyjmując i roznosząc zamówienia, żartował z klientami i udawał, że nie potknął się o mopa.
-Dobra, co dzisiaj dla pana? Dzisiaj polecane są ciasteczka z jagodami oraz żurawinowe, mi osobiście te drugie nie smakują ale wszyscy mówią że to hit więc kim jestem, żeby to podważać
Chłopak w wieku Jeremiego patrzył na niego z lekkim niepokojem, wpatrywał się w usta kelnera, próbując nadążyć za zbyt szybkim potokiem słów
-Przepraszam…. możesz powtórzyć? - Zapytał niepewnie
Jeremy zatrzymał się i spojrzał ponad chłopaka w stronę Gabriela, który wskazał na uszy i wykonał rękami znak na powoli
Ponownie spojrzał na klienta, teraz widząc aparaty słuchowe i w końcu zrozumiał
-Pewnie, przepraszam - Uśmiechnął się mówiąc wolniej i wyraźniej - Dzisiaj polecam ciasteczka z jagodami i te z żurawiną. Po podać?
Gdy chłopak zamówił, Jeremy uśmiechnął się i wrócił do kasy
-Zapominam, że nie wszyscy nadążają za moją gadką- Powiedział do Gabriela drapiąc się po karku
-Cud, że ktokolwiek za nią nadąrza
Przewrócił oczami, ale w przyszłości zaczął bardziej zwracać uwagę na potrzeby swoich klientów
───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────
W kąciku zabaw w świetle przebijającym się przez okna, wśród poduszek dzieci siedziały w kółku z zafascynowaniem obserwując opiekunkę pokazującą im gesty które naśladowały.
Pokazała im jak pokazać podstawowe słowa takie jak przywitanie, pożegnanie, dziękuję czy przyjaciel.
Dzieci powtarzały gesty a ona poprawiała ich małe rączki pokazując gesty ponownie zaangażowanej młodzieży.
-A jak pokazać “pies”? - Zapytał mały chłopiec, potem jakaś dziewczynka zapytała o tęczę, dzieci zaczęły podawać jakich słów chcą się nauczyć. Jedno nawet poprosiło i jej imię
Zachichotała przez maskę i zaczęła pokazywać każde słowo po kolei
-Pies - Poklepała się w biodro
-Tęcza- Wykonała kształt tęczy łącząc palce
Zawahała się przy pokazaniu własnego imienia, ale w końcu pokazała dzieciom znak na ratunek płynnie przechodzący w znak ogień , z uśmiechem obserwując powtarzające go dzieci
───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────
Deszcz leniwie uderzał o szyby kawiarni skąpanej w słabym świetle. Atmosfera była spokojna, gdy kilku klientów powoli pili swoje napoje czy zagryzali zakupione ciastka.
Przy jednym ze stolików pod oknem siedziała nastolatka. Nosiła za dużą bluzę a na dłoni miała bandaż ciasto owinięty wokół nadgarstka. Nie podnosząc wzroku piła herbatę owocową w samotności
Wtedy z gniazd zawieszonym wysoko nad głowami zleciała gołębica. Wszystkim znana Taraska. Z gracją i pewnością zamachała skrzydłami przez chwile krążąc zanim osadziła się na ramieniu nastolatki
Dziewczyna znieruchomiała, patrząc w bok. A Taraska gruchała osadzając się wygodnie w nowym miejscu
Nastolatka pomimo zdziwienia uśmiechnęła się lekko, jedną ręką głaszcząc gołębia po główce
Herbert uśmiechnął się to widząc, Tereska zawsze potrafiła dobrze pocieszać tych, którzy tego najbardziej potrzebowali
A nastolatka wciąż siedziała cicho. Nie mówiła, bo nie musiała, gdy jej ramiona były odrobinę lżejsze. Wpijała swój napój dopóki nie musiała wyjść mając kilka małych piórek wepchniętych we włosy
───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────
Drzwi kawiarni się otwierają gdy do środka wchodzi mężczyzna. Trochę podobny do Jeremiego, ale starszy i mniej szczęśliwy. Rozgląda się po sali, szukając czegoś wzrokiem
W końcu zauważa młodego kelnera jedzącego kanapkę podczas gadania ze sprzedawcą zza lady. Natychmiast kieruje się w tamtym kierunku
-Jeremy siema młody!
Rozmowa się zatrzymuje gdy oboje za lady patrzą na niego. Jeremy robi się spięty odkładając jedzenie. Mruży oczy na przybyłego
-Potrzebuje trochę pieniędzy. Słyszałem, że jakiś czas tu pracujesz, więc skoro Ci się tak dobrze powodzi to wspomożesz własnego brata no nie? Rodzinie się pomaga
Twarz Gabriela pozostała bez wyrazu, a Jeremiego zaczęła wyrażać gniew
-Rodzina? A gdzie byliście po śmierci mamy? Kiedy mnie odesłano? Żaden z was nawet nie myślał o przyjęciu mnie!
-Wiesz jak to jest no, kto chciałby zajmować się gówniarzem, po za tym dobrze na tym wyszedłeś nie? Słyszałem, że z kimś mieszkasz więc nie dramatyzuj
-Ten “gówniarz” był waszym bratem - Patrzy starszemu w oczy- Mama byłaby wami rozczarowana
Starszy natychmiast robi krok w stronę lady chcąc coś powiedzieć, może nawet przejść do rękoczynów, ale Gabriel robi krok między nich i chłodno mówi
-Jeśli nic pan nie zamawia, chyba musi pan opuścić lokal
Zatrzymuje się spoglądając na młodszego brata
-No weź Jeremy, możesz chociaż-
-Wyjdź William
Mężczyzna waha się, ale widząc morderczy wzrok starszego, burczy coś pod nosem i wychodzi z kawiarni. A sprzedawca widząc trzęsące się ręce syna zaprowadza go na zaplecze gdy kasę przejmuję Tavish
Gabriel nalewa im herbaty i siadają przy stoliku na zapleczu
-Wyrzuć to z siebie - Mówi spokojnie starszy popijając napój
-To chore wiesz? Całe życie z nimi spędziłem, ale w tamtym momencie? Obcy typ w garniturze którego widziałem pierwszy raz w życiu zrobił dla mnie więcej niż rodzina? A teraz śmie wracać tylko po to, żeby pytać o pieniądze?
Przez moment Gabriel milczy jakby zbierając myśli
-Z rodziną nie zawsze chodzi o krew. Ty swoją masz tutaj i nie zamierzamy cię zostawić, nawet jeśli coś zepsujesz
Jeremy uśmiecha się słabo popijając herbatę
-Stchórzyłem gdy pierwszy raz dowiedziałem się, że mam syna. Ale codziennie jestem wdzięczny, że los dał mi drugą szansę na poznanie cię - Wzdycha, automatycznie sięgając po papierosa ale rozmyślając się ze względu na obecność syna
-Dziękuję - Odpowiada Jeremy mając ślady wilgoci w oczach
-Co powiesz na to, żebyśmy po pracy odwiedzili tą pizzerię o której wspomniałeś?
-Ha! Pewnie, od dawna chciałem tam iść!
Bowiem czasami najtrudniejsze kwestie znajdują ukojenie w najbardziej przyziemnych rzeczach
───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────
Kawiarnia dopiero przygotowywała się do otwarcia, gdy tylne drzwi gwałtownie się otwierają, gdy wchodzi Herbert z niezadowoloną miną i lekko opuchniętym policzkiem
-A temu co? - Pyta Mick gdy tamten go mija
-Cholera wie - Odpowiada mu Tavish
Do kuchni wchodzi Misha i widząc naburmuszonego przyjaciela podnosi pytająco brew. Niemiec wzdycha i mówi
-Byłem u dentysty
-Lekarz stał się pacjentem?
-No dokładnie! Ty mnie rozumiesz. To było upokarzające doświadczenie!
Misha kiwa głową ze zrozumieniem, potem podchodzi do lodówki, wyciągając z niej jakąś mrożonkę i bez słowa wciska ją drugiemu mężczyźnie w dłoń
Ten mruga zaskoczony po czym lekko się uśmiecha. Misha wraca do pieczenia, a Herbert dalej wyglądał na obrażonego na cały świat, ale trochę mniej niż wcześniej
Jednocześnie obok inni obserwowali scenę z zachwytem
-Misha posiada super moc jaką jest ujarzmianie gołębiarza
───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────
Spokojnym wieczorem Gabriel stał z tyłu kawiarni, jak zwykle z papierosem w ręce. Spokojnie zaciąga się dymem z zamkniętymi oczami
Wtedy drzwi kawiarni otwierają się z impetem. Jane wychodzi z wysoko uniesioną głową i cygarem już zapalonym w ustach i zaczyna nucić swój hymn
Gabriel patrzy na niego z boku i powoli mruga próbując stwierdzić czy przypadkiem nie ma halucynacji
Ale gdy drugi kontynuuje śpiew, decyduje się wrócić do spokojnego palenia. Znowu się zaciąga i znowu spogląda na kolegę
Jane stoi wyprostowany, pełen szacunku obserwując mieszające się dymy
Więc w odgłosie śpiewu oboje kończą palone po czym wracają do środka, by wrócić do swojej ukochanej pracy
───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────
Dzień pracy zbliżał się ku końcowi, ale było mu daleko do spokojnego dnia. Wszyscy pracownicy zauważyli, że ich zwykle spokojny i opanowany cukiernik wygląda na niezwykle pobudzonego i niespokojnego.
Co kilka minut sprawdzał telefon, sprawdzając zasięg i wiadomości po czym znowu chowa go do kieszeni tylko po to żeby po chwili znowu go sprawdzić
Kilka razy przypalił wypieki, co było do niego niepodobne. Widząc jego niepokój Herbert zapytał go w którymś momencie co się dzieje i czy wszystko okej
-Siostry nie piszą. Długo - Mruknął nie podnosząc wzroku znad ciasta które wyrabiał niezwykle agresywnie jak na niego
Herbert tylko pokiwał głową i położył dłoń na ramieniu Mishy
-Może to jakieś problemy techniczne. Czasami się zdarzają - Proponuje, ale drugi nie odpowiada, a w jego oczach widać cień niepokoju którego nie potrafi ukryć
Przez cały dzień inni przynosili mu napoje w nadziei na poprawę nastroju. Oczywiście nie pomogło, ale to docenił
Dell poświęcił sporo czasu na łączenie się z różnymi systemami komunikacji i sprawdzał informacje z okolic pochodzenia Mikhaela
-Wygląda na to, że padł cały sygnał. Nie tylko u twojej rodziny. Burza uszkodziła główny słup sygnału więc całej okolicy wszystko padło
Misha odetchnął z ulgą. Wciąż był spięty bez wiadomości od rodziny, ale czuł się lepiej mając jakiekolwiek wyjaśnienie milczenia bliskich.
A tuż przed samym zamknięciem, podczas sprzątania ostatnich rzeczy, Panna Pauling wyszła z zaplecza
-Misha, chyba coś do ciebie, ale szczerze nie jestem pewna. Ktoś mówi po rosyjsku i chyba słyszałam twoje imię, możesz?
Odłożył to co robił i praktycznie rzucił się do telefonu. Przystawił go do ucha po czym z uśmiechem zaczął mówić w swoim rodzimym języku. A inni odetchnęli z ulgą widząc szczęście kolegi.
Dzień nie zaczął się dobrze, ale przynajmniej dobrze się skończył
───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────
Pewnego leniwego popołudnia, gdy światło przedzierało się przez spore okno kawiarni, na parapecie siedziała Chmurka - szaro biała gołębica która w zwyczaju miała przesiadywanie w tym miejscu
Nie było to nic niezwykłego dla niej, a nawet wielu klientów znało ją właśnie z tego zachwyconego niebem spojrzenia
-Mamo, czy z ptaszkiem wszystko dobrze? - Jedna z dziewczyn siedzących z mamą wskazała na gołębicę
-To Chmurka kochanie, lubi patrzeć w niebo i podobno może przewidywać pogodę! - Tłumaczy z uśmiechem kobieta
Jakiś mężczyzna z pobliskiego stolika prycha, na myśl o jakimś gołębiu przepowiadającym pogodę
Jakby usłyszała jego myśli, Chmurka rozprostowała skrzydła i poleciała prosto do swojego domku, chowając się w nim
-Będzie burza- Mówi Herbert ze spokojem i dziwną pewnością siebie
Mężczyzna przewrócił oczami gdy kilku klientów zaczęło się zbierać. Nie było wiatru, niebo było piękne, a oni mieli słuchać się jakiegoś gołębia?
Minęło może z 10 minut, kiedy niebo nagle zaczęło ciemnieć, a o chodnik rozbijały się pojedyncze krople deszczu. Nagle rozległ się grzmot, gdy piorun uderzył nie tak daleko od budynku, a niektórzy klienci odsunęli się od okien.
-Ptaszek naprawdę przewidział pogodę! - Zachwycała się dziewczynka
A mężczyzna już nie wątpił w ten mały ptasi barometr
───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────
Z zaplecza wyszedł Herbert, niosąc w rękach kilka nowo zrobionych domków dla gołębi, kierując się w stronę przedszkola i kładzie je na stoliku, odwracając się do Pajry
-Nadchodzą młode, trzeba je godnie przyjąć
Pajra uśmiechnęła się szeroko i pisnęła z zachwytem, doskonale wiedząc co to oznacza, a dzieci patrzyły zaintrygowane małymi domkami.
-To domki dla ptaszków?
-Tak, dla maluszków które się niedługo pojawią -Wyjaśnia, patrząc na Pajrę już wyciągającą przybory malarskie
-A że chcemy, żeby każdy był wyjątkowy, każde z was zrobi wzór, a potem wybierzemy najciekawsze i wykonamy je na domkach - Mówi opiekunka
Dzieci piszczały z radości, chwytając kartki i rysując wzory które chciały dać na karmniki. Ktoś narysował propozycje przerobienia karmnika na zamek, ktoś zaproponował tęczę, ktoś inny nocne niebo pełne gwiazd
Pajra chodziła pomiędzy rysunkami, zachwycając się każdym jednym i dając sugestie. A całe przedszkole zmieniło w porządną pracownię artystyczną
Kiedy projekty były gotowe, wspólnie głosowali na najlepsze z nich do przeniesienia na odłożone karmniki.
Jeden z nich dostał urocze rysunki ptaków i filiżanek, drugi przypominał łąkę z ilością kwiatów jakie na sobie miał, a ostatni pomalowany był w pomarańcze i czerwienie przypominające małe płomyki, na który Pajra patrzyła z dumą.
A kiedy karmniki stanęły do wyschnięcia, a Herbert wrócił przyglądając się dziełom wykonanym przez dzieci
-Będą zachwycone
Pajra pokazała mu podniesione kciuki do góry, a dzieci już zaczęły wymyślać między sobą jakie imiona powinny mieć gołębie zamieszkujące nowe karmniki
───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────
Mick miał zamykać już kawiarnię na noc, ale przy jednym ze stolików w kącie, zasypane notatkami, dawno posprzątanymi tależykami i wieloma kubkami po kawie, siedziały Emilia i Emma - dwie pisarki z laptopami siedzące tam przez sporo czasu
-Jeszcze jeden rozdział w tym wątku - Mruknęła Emilia
-Mówiłaś to przy poprzednich dwóch- Dodaje Emma, przepisując jakiś dialog
-To dobry wątek
Mick odchrząknął
-Przykro mi, ale jesteśmy już zamknięci
Obie jednocześnie podniosły wzrok jakby wyszły ze swojego małego świata. Obie spojrzały na zegarek i w pośpiechu zaczęły się pakować
-Przepraszamy! - Mówi jedna z lekką paniką zbierając swoje rzeczy
-Ale jeszcze powrócimy! - Zapewniła druga dramatycznie, po czym obie wyszły
Następnego dnia, Dell poszedł otworzyć drzwi ale zamarł. Przed kawiarnią na chodniku, owinięte w koce siedziały pisarki. Rozmawiały szeptem, rozmawiając o jakimś bohaterze
-Jakby tak zdradziła jego zaufanie w tej części? Przecież się załamie - Mówi z zachwytem Emilia
-To byłby dramat! Podoba mi się! - Zapisuje coś w notatniku Emma
Dell po prostu wpatrywał się z niedowierzaniem, aż z zaplecza nie wyszedł Jeremy
-Co one, spały pod kawiarnią?
Za nim inni pracownicy okazywali własne niedowierzanie, aż w końcu ktoś otworzył drzwi wpuszczając kobiety do środka
-Wróciłyśmy! - Zawołała Emma
-Dzisiaj zamierzamy zakończyć ten wątek już na dobre! - Dodaje Emilia
Zanim ktokolwiek zdążył cokolwiek powiedzieć, były już przy swoim ulubionym stoliku rozkładając swój sprzęt
-Nie rozważamy czasem dodanie limitu czasowego? - Pyta Jeremy
-Jakby to miało je powstrzymać - Śmieje się Dell
───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────
Tego poranka Herbert krzątał się po kawiarni bardziej niż zwykle ze względu na niewyspanie. Przeglądał właśnie listę stanu leków dla gołębi i spróbował oprzeć się o stół, ale niestety coś mu nie wyszło
-Scheiße - Krzyknął tracąc grunt pod nogami, gdy jego twarz nieuchronnie zbliżała się do podłogi
Wtedy jakby znikąd wyłoniły się potężne dłonie i złapały go zanim zdążył powitać się z kafelkami. Otworzył szeroko oczy patrząc na swego wybawcę
-Od kiedy tak na mnie lecisz? - Mruknął Misha, z tym głupim uśmiechem, nawet nie próbując go puścić
-Niech cię gołąb Misha - Powiedział Herbert, zasłaniając coraz bardziej czerwoną twarz dłońmi
Cukiernik zaśmiał się cicho, w końcu stawiając drugiego na nogi, po czym bezczelnie poprawia mu okulary, jakby nic się nie stało i odchodzi
A zza rogu wyglądają Pajra z Jeremym chichocząc jakby oglądali swój ulubiony serial romantyczny na żywo
───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────
Gabriel siedział na zapleczu z kubkiem kawy w jednej ręce i rozpiską zmian na następny tydzień, a z każdą sekundą jego brew unosiła się coraz wyżej
W poniedziałek miał calutką zmianę z Jeremym
Wtorek? Z Jeremim
Środa? Jeremy
Czwartek, piątek, sobota i niedziela- Jeremy, Jeremy i jeszcze raz Jeremy
Westchnął ciężko i podniósł wzrok na Della, który akurat przechodził obok. Zamierza wyjaśnić ten grafik z osobą, która go układała
-Możesz mi łaskawie wyjaśnić, dlaczego przez cały tydzień mam dokładnie te same zmiany co hiperaktywny nastolatek?
Dell jedynie się zaśmiał
-No wiesz… ojciec z synem powinni spędzać ze sobą więcej czasu. To podobno buduje więzi
Zapadła między nimi cisza. Gabriel zmrużył oczy i wyglądał jakby próbował coś zrozumieć, aż w końcu powiedział
-To kara za to, że zaśmiałem się z Pajry?
-Powinieneś powiedzieć młodemu o tym grafiku, będzie zachwycony - Zaśmiał się po czym wyszedł
A Gabriel mógł jedynie zakląć po francusku nie mogąc kłócić się ze zbyt ochronnym ojcem jakim jest Dell
───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────
Misha podszedł do Micka, który właśnie odkładał zapakowane zamówienia, wycierając przy tym ręce, ścierając z nich mąkę
-Muszę na chwile wyjść, możesz wyjąć babeczki z piekarnika za jakieś 3 minuty?
-Pewnie
Cukiernik uśmiechnął się kiwając mu głową z szacunkiem po czym wyszedł. A Mick zaczął odmierzać czas kończąc sprzątanie swojej stacji
Rozproszył się i przypomniał sobie o wypiekach w ostatniej sekundzie. Praktycznie pobiegł do kuchni, otworzył piekarnik i złapał blachy
Gołymi rękami
Syknął głośno, a blacha upadła na ziemię, jakimś cudem nie wywalając babeczek na podłogę. Niestety w przeciwieństwie do nich, ręce Micka były w gorszym stanie
Kilka minut później, Herbert stał przed nim z apteczką, smarując i owijając czymś jego dłonie
-Przeklęte babeczki… i piekarnik… - Mamrotał pod nosem obrażony na cały świat
-Przeklęte to jest twoje nie używanie mózgu - Skomentował zmęczony głupotą swoich współpracowników Herbert
Mick opuścił głowę z zażenowaniem
-No już, już. Będziesz żyć - Herbert klepie go po plecach i odchodzi
A po jakimś czasie, gdy dostaje jedną z opuszczonych wcześniej babeczek, uderza głową o biurko z zażenowaniem
───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────
Na jednej ze ścian blisko stolików znajdowała się tablica z serwetkami, ale niech was nie zwiedzie prostota tej ozdoby. Każda z serwetek miała na sobie rysunek, lub wiadomość od klientów której nie odważyli się powiedzieć na głos. Niektóre były piękne, inne raczej śmieszne, ale przede wszystkim wszystkie były na swój sposób wyjątkowe
Jeden z gołębi próbował na mnie uciąść, ale chyba uznał że jestem niestabilny emocjonalnie
[Rysunek kreski z trzema oczami] To Pajra :D
Zgubiłam tu serce i telefon. Po serce jeszcze wrócę
[rysunek gołębia] Jestem obserwowana. One wiedzą
[rysunek gołębia w małych okularach trzymającego długopis ] Archimedes zatwierdza
Dziękuję za miejsce, które mnie widzi
Gołąb zdradził mi tajemnice. Ale nie mogę jej napisać, bo to sekret
Zadzwoń ;) [serwetka bez numeru]
Wszystko smakuje jak w dzieciństwie
Nie wiem który z was ptasich bandytów cały czas kradnie mi ciastka- ale jeśli cię złapie- to pewnie nic nie zrobię bo za bardzo kocham wszystkie gołębie
Ciastko było tak smaczne, że rozważałem oświadczyny
NIECH KTOŚ DA MI NUMERY PRACOWNIKÓW- DLACZEGO WSZYSCY SĄ TACY ŁADNI
Pisze się tu lepiej niż w domu -E&E
Ta kawiarnia jest jak terapia, ale tańsza
[Rysunek gołębia siedzącego na gołębiu, siedzącego na gołębiu, siedzącego na gołębiu]
Nie mogę się zdecydować czy wolę umówić się z kelnerem czy z jego ojcem
───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────
Herbert jak na co dzień zajmował się swoimi pierzastymi podopiecznymi, uzupełniał poidełka i z czułością pomagał im czyścić piórka
Spojrzał na jeden z karmników przy którym siedział brązowy gołąb. Zmrużył oczy wpatrując się w niego i gwizdnął przywołując do siebie Archimedesa który też z podejrzliwością wpatrywał się w gołębia.
-Nie pasujesz tu maluszku - Mruknął, wpatrując się w gołębia, który nie był jednym z jego własnych
Ptak też z zaciekawieniem na nich patrzył, nie wyglądając na dzikiego. Był dobrze zadbany, a na nodze miał obrączke ze znacznikiem różniącą się od pozostałych
-Widzę, że jesteś czyjś, ale dopóki nie znajdę twojego właściciela, bądź tu gościem
Wyjął telefon i zapisał numery z obrączki gołębia w celu zadzwonienia. A na pytania o nowego ptaka odpowiadał z rozczarowaniem, że niestety będzie musiał go oddać prawowitemu właścicielowi
Istna niedogodność
───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────
Pajra siedziała na miękkiej podłodze z grupą dzieci, układając razem całe miasto z klocków, dzieci robiły najróżniejsze budynki- każde wyjątkowe ale razem tworzące jedną całość. Ale nagle jeden z chłopców podszedł do opiekunki
-Zostaniesz moją żoną?
Pajra bez zawahania teatralnie pokazała rękami serce, kłaniając się i kiwając głową. Inne dzieci natychmiast zaczęły się cieszyć, w ciągu kilku minut wszystkie klockowe domki zostały rozłożone, żeby móc zbudować coś na kształt kościoła, a dzieciaki zaczęły odgrywać bardzo dziecinny ślub.
Młodej parze nałożono papierowe korony, najstarsze dzieci stały się księdzem (nikt nie mógł zdecydować który z bliźniaków nim zostanie, więc dzielili się to rolą). Pajra dostała plastikowy pierścionek i mnóstwo rysunków w formie prezentów
Wieczorem, kiedy dzieci już poszły, Pyro zbierała porozrzucane zabawki, kiedy podszedł Mick podając jej herbatę ze słomką
-Słyszałem, że hajtnełaś się z pięciolatkiem - Mówi rozbawiony, a ona tylko kiwa głową, przypinając jeden z rysunków do tablicy
-Przynajmniej jedno małżeństwo wygląda na szczęśliwe - Komentuje Gabriel przechodząc obok, najwyraźniej rozczarowany brakiem umiejętności utrzymania związków, nawet z całą swoją klasą
Pajra tylko popukała palcem w czoło, na co Mick parsknął śmiechem. Kochała tą pracę
───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────
-Przepraszam - Zaczęła jedna z klientek, z głosem już zapowiadającym kłopoty - Macie tu może brownie, ale takie wegańskie, bez glutenu, najlepiej bez cukru? Muszę dbać o linię
Gabriel podniósł brew i z kamienną twarzą odpowiedział
-Oczywiście madame. Serwujemy je pod nazwą woda
Z zaplecza rozległ się atak kaszlu łączonego ze śmiechem. Panna Pauling najwyraźniej wyszła ze swojego biura i teraz próbowała nie śmiać się zbyt głośno co nie za dobrze jej wychodziło
Klientka zmarszczyła nos i z oburzeniem obróciła się na pięcie wychodząc z budynku
-Nie uduś się tam Flo - Mówi odwracając się w stronę zaplecza
-Uwielbiam cię Gabryś - Mówi wciąż chichocząc
Gabriel tylko westchnął przecierając oczy palcami i rozważał czy nie przygotować sobie napoju alkoholowego
───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────
Przy jednym ze stolików dosyć blisko kuchni siedziała młoda kobieta, marudząca do chłopaka o ciastku które właśnie zjadła
-Mówię ci, że moja mama piecze lepiej - Skomentowała dosyć głośno
Gabriel słysząc ją spojrzał w stronę kuchni już wiedząc co nadchodzi. Drzwi się otworzyły, a ze środka wyszedł Misha, wciąż w fartuchu i wielu śladach mąki.
Spojrzał prosto na kobietę podchodząc do jej stolika
-Powiedz swojej mamie, że czekam na pojedynek. Jutro o poranku. I niech przyniesie własne formy
Zamarła z na wpół otwartymi ustami, wodząc wzrokiem między rozbawionym chłopakiem, a poważnym cukiernikiem powoli blednąc
-Ja… nie wiem czy ma czas - Wyjąkała
-Niech znajdzie - Powiedział bez wahania i odwracając się wrócił do kuchni
Pracownicy zaczęli chichotać między sobą gdy dziewczyna gorączkowo próbowała pytać czy to na serio i czy faktycznie musi przyprowadzić tu swoją matkę
───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────
Frisk jak zwykle przyszła z babcią, która prowadziła młodą dziewczynę między stolikami, nawet jeśli młodsza znała niemal każdy kąt na pamięć. Rozkoszowali się mieszaniną ciasta i kawy w zapachu powietrza
Gdy się umiejscowiły, Pajra która akurat porządkowała książki zauważyła ich obecność, więc z uśmiechem podeszła i delikatnie poklepała Frisk po ramieniu w powitaniu, na co dziewczynka się uśmiechnęła
-Cześć Pajra! - Wystawiła rękę do kobiety - Poczytasz mi dzisiaj?
Pajra wzięła dłoń i stuknęła w nią raz potwierdzając i zaczęła prowadzić do innych dzieci i machnęła do babci która z uśmiechem zaczęła zamawiać kawę.
Kiedy Frisk wygodnie usiadła, Pajra wzięła jedną z książek która nie miała jeszcze swojego odpowiednika w Braille'u i zaczęła ją spokojnie czytać
Co jakiś czas gdy kobieta czytała fragmenty o kwiatach lub jedzeniu, dziewczynka pytała o ich wygląd lub teksture. Inne dzieci starały się to opisać, a opiekunka czasami przynosiła coś z kuchni lub ogrodu by mogła powąchać lub dotknąć
Dla Frisk ta kawiarnia była najlepszym miejscem na świecie, gdzie jej niedziałające oczy nigdy nie były przeszkodą do poznawania świata
───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────
Dzień zapowiadał się dosyć spokojnie, a wśród tego wszystkiego na parapecie jak zwykle siedziała Chmurka. Herbert rozkoszował się przerwą wpatrując się w gołębie gdy zwrócił na nią uwagę. Niespokojnie machnęła skrzydłami, więc podszedł ją sprawdzić, lecz ta odleciała w stronę gniazd.
Spojrzał na szare niebo, które z każdą minutą robiło się trochę ciemniejsze, a w niedługim czasie można było poczuć ziemisty zapach petrichoru. W niedługim czasie można było usłyszeć piorun.
Gdy ktoś próbował wyjść w nadziei na szybkie pójście do domu, wiatr przewrócił osobą trzaskając drzwiami w akompaniamencie błysku
Jak w wezwaniu wszystkie niewyciszone telefony klientów zabrzmiały z ostrzeżeniem o pozostaniu w środku i nie przebywaniu na otwartym terenie do odwołania
Wszyscy rozglądali się z niepokojem zaczynając szeptać do siebie wzajemne zapewnienia i pisząc do swoich bliskich
Mimo zbliżania się do godzin zamknięcia, wiedzieli że zostaną tu przez jakiś czas. Zaczęli przestawiać stoliki i krzesła tworząc półokrąg. Na stoliki powędrowały książki i gry planszowe. Po uzgodnieniu tego z Pauling wypieki której i tak by zostałyby oddane zostały dane jako darmowy poczęstunek na nerwy
Pajra pokazywała młodszym jak zrobić różne ptaki z origami, a Herbert pozwalał klientom trzymać odważniejsze ptaki w dłoniach
Sytuacja na zewnątrz wcale nie wyglądała lepiej, ale teraz starali się to ignorować jednocześnie poznając inne osoby zamknięte w budynku ze wszystkimi
Gabriel uczył kogoś zasad gry w szachy, jednocześnie opowiadając anegdoty z paryża, a gdzieś z boku Dell po przyniesieniu z zaplecza gitary zaczął nieśmiało pociągać za struny. Coraz więcej osób zaczęło zwracać na niego uwagę, rozkoszując się muzyką
Już dawno po godzinach zamknięcia, część osób, chociaż głównie dzieci postanowiło uciąć sobie drzemkę po dostaniu kocy i poduszek
Wiele osób rozmawiało szeptem z pracownikami i innymi klientami, grali wspólnie w losowe gry, a niektórzy cieszyli się chwilą dla siebie z książką
A po wielu godzinach, burza zaczęła słabnąć. Ostatnie błyski tańczyły gdzieś daleko za wzgórzami, nie zakłócając spokojnej atmosfery w środku.
W końcu deszcz ustąpił, a między wszystkimi rozeszły się powiadomienia o minięciu zagrożenia, ale nikt nie podniósł się od razu. Wszyscy jeszcze przez moment chcieli zostać w tym małym świecie, w którym wszystko było dobrze między innymi ludźmi i ptakami
Ale w końcu musieli odejść i gdy ostatni z klientów opuścił budynek machając pracownikom na pożegnanie, zapadła przytulna cisza.
Powietrze wciąż pachniało świeżym deszczem, a Chmurka ponownie usadowiła się przy swoim oknie, jakby oznajmiając, że wszystko jest już dobrze
Jane podwinął rękawy i zaczął przesuwać krzesła i stoliki w ich oryginalne miejsca, a pozostali szybko dołączyłą do sprzątania gier i książek, nawet zostawiając w nich zakładki na wypadek gdyby klienci po powrocie chcieli dokończyć czytanie
Niektóre z ptaków pomagały jak mogły przenosząc małe przedmioty, lub wyjadając okruszki ze stolików, a okna zostały otwarte wpuszczając świeży wiatr, ku niezadowoleniu Melona który musiał zostać zamknięty na ten czas
Pomimo zamieszania tej nocy, żaden z klientów nie wyszedł niezadowolony, a to w kawiarni liczyło się najbardziej
Herbert zaczął odprowadzać gołębie do snu, ignorując upartą gołębice na oknie. Już dawno zrezygnował z prób zmuszenia jej do spania w domkach
-Burza powinna znaleźć sobie inne godziny niż te wolne od pracy - Narzekał Gabriel
-Jutro otworzymy później i wyjdzie na to samo - Powiadomiła Flo, ku wiwatom innych pracowników
Mimo siedzenia po nocy w kawiarni, kiedy dawno powinni spokojnie spać we własnych łóżkach, czuli miły spokój, spowodowany miłą atmosferą tej nocy.
Ponieważ nawet podczas burzy, gdzieś daleko za chmurami, słońce wciąż świeci
───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────
W godzinach popołudniowych do kawiarni wszedł chłopak ubrany w zielony kordian z wielkim uśmiechem na twarzy, a mimo kilku blizn pogodna twarz rozglądała się wokoło gdy siadał do stolika
Jeremy podszedł do stolika i przez moment gapił się na chłopaka. Musiał przyznać, że był dosyć przystojny
-Co dzisiaj mogę dla Ciebie podać? Mamy nowe babeczki cytrynowe, są też eksperymentalne kawowe - Powiedział szybko na jednym wdechu, gdy jego twarz zrobiła się lekko czerwona
Klient uniósł brwi wpatrując się w kelnera po czym powiedział
-Nic nie zrozumiałem, ale mam nadzieję, że znowu polecasz te ciasteczka z jagodami, ponieważ ostatnio były wyśmienite
-Cholera znowu to zrobiłem, prawda? Przepraszam rozproszyłem się - Powiedział wolniej gdy rozpoznał klienta z aparatami słuchowymi
-Co cię tak bardzo rozprasza - Spojrzał na plakietkę z imieniem - Jeremy?
-Chciałbyś wiedzieć, co? - Zaśmiał się kelner, na co klient także się roześmiał, a jego głos był niezwykle kojący
-Jestem Christopher, ale wszyscy mówią na mnie Chris, a skoro proponujesz to wezmę obie rzeczy które plecach
-Miło poznać - Odpowiada Jeremy zapisując zamówienie i odchodząc by samemu je przygotować, jednocześnie zerkając przez ramię w stronę chłopaka który zaczął coś bazgrać po serwetkach
A po jakimś czasie, po zjedzeniu rzeczy i opuszczeniu lokalu, gdy Jeremy sprzątał stolik po nowym koledze zobaczył rysunki które zdecydowanie zawiesi na tablicy. Na części z nich były pięknie uchwycone gołębie, na jednej było narysowane jedzenie pod ciekawym kątem, a na jeszcze innej panorama innych klientów
Ale na ostatniej był uchwycony sam Jeremy z podkreślonymi policzkami i podpisem “ Coraz lepiej idzie Ci powolne mówienie ;) “. Chłopak ponownie się zarumienił chowając ten konkretny rysunek do kieszeni
───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────
Panował wczesny poranek, gdy kilku pracowników przygotowywało kawiarnie do otwarcia. Zapach świeżo parzonej kawy i nowo przygotowywanych wypieków dopiero zaczynał się roznosić, a gołębie dopiero zaczynały się budzić
Jane kręcił się przy wejściu kończąc układać krzesła obok stolików gdy nagle rozległ się szelest, gdy ktoś zaczął szarpać za klamkę
Mężczyzna z telefonem przy uchu i niecierpliwą miną ponownie szarpnął za klamkę jakby nie akceptująć, że drzwi mogą być zamknięte
Jane od razu podszedł do drzwi zwracając uwagę klienta i powiedział tylko
-Zamknięte! Otwieramy za dokładnie 23 minuty!
-Chcę moją kawę. Widzę, że jesteście w środku więc możecie mi ją zrobić! - Narzekał mężczyzna
-Nie serwujemy kawy przed oficjalną godziną otwarcia. Takie są zasady
- Odpowiedział z powagą- To nie ma sensu - Denerwuje się mężczyzna pukając w szybę
-Nie zamierzam sprzeciwiać się dowództwu by dogodzić tym, którzy ich nie szanują - Zaczął kłócić się z klientem Jane
Tymczasem reszta pracowników, którym dane było już pracować obserwowało tą absurdalną scenę z rozbawieniem i kilkoma zakładami o reakcjach mężczyzny spod drzwi, czy samego Jane
Nawet gdyby chcieli interweniować, wyglądało na to, że Jane panuje nad sytuacją, nawet gdy klient zaczął grozić jakąś recenzją, skandalem czy podobnymi pierdołami, ale z nieugiętym oporem byłego żołnierza, ten w końcu odszedł
-Kryzys zażegnany, otworzymy punktualnie - Powiedział dumnie odwracając się do reszty po czym poszedł zrobić sobie kawę. Nie jest klientem, on może
───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────
Dell kończył przestawianie ekspresu jednocześnie kątem oka zerkając na tace z ciastkami. Cały czas zwracał uwagę na Gabriela chodzącego wokół nich, gdy w końcu eleganckim ruchem zabrał jedno
Dokładnie to samo co za poprzednim razem, jak i tym wcześniej i jeszcze wcześniej. Zawsze brał z tego samego miejsca, trzecie od lewej z dolnej blachy
Uśmiechnął się szeroko przygotowywując swoją maleńką niespodziankę. W kolejnej serii ciastek zanim trafiło w pobliże Gabriela, to jedno konkretne wysmarował ostrym sosem który zalegał na tyle lodówki pracowniczej od dawna
Gdy już wszystko przygotował udawał, że czyści toster ukradkiem obserwując swoją ofiarę. A Gabriel nawet nie patrząc chwycił odpowiednie ciastko
Gabriel ugryzł kęs słodyczy i nagle się zatrzymał, lekko zakrztusił i wypluł do kosza. Stał tak wpatrując się w śmietnik po czym powoli odwrócił spotykając spojrzenia z Dellem
-Chciałbyś mi wytłumaczyć dlaczego połowa osób tu pracujących próbuje testować moją tolerancję na dziwnie przyprawione jedzenie?
-Nie wiem mon ami- Powiedział przedrzeźniając akcent kolegi
-Dlaczego ja tu wciąż pracuję, mój język was nienawidzi
-Tia, jakbyś nie kochał nas na tyle żeby zostać
Gabriel tylko przewrócił oczami wychodząc
───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────
Na jednym ze stolików siedziała Płatek, jedna ze spokojniejszych gołębic właśnie czyściła swoje piórka obserwując wchodzących i wychodzących klientów, gdy pewna kobieta usiadła do stolika na którym przesiadywała i westchnęła
-Przepraszam bardzo, czy ktoś mógłby zabrać stąd tego ptaka?
Kilku klientów dziwnie się na nią popatrzyło, a stojący niedaleko Herbert do niej podszedł poprawiając okulary
-Płatku, ty mój kwiecie - Powiedział wyciągając rękę, na którą gołębica natychmiast wskoczyła gruchając gdy lekko ją głaskał
Odwrócił się do kobiety a jego mina zmieniła się na niezadowoloną
-Paniusiu, to jest jej dom, a Pani jest w nim tylko gościem
Kobieta otworzyła usta, by zaprotestował, ale Herbert zdążył już odwrócić się na pięcie i ponownie teatralnie pomaszerował w stronę podwórkowej części kawiarni
Odstawił gołębice na rabatę z kwiatami, a ta zaczęła je trącać dziobkiem będąc w swoim żywiole
-Niech nie zapominają, kto tu naprawdę rządzi - Powiedział Herbert z uśmiechem na twarzy
───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────
Gabriel i tak miał wyjść na papierosa, więc po drodze chwycił worek śmieci i ruszył w stronę tylnego wyjścia nie sprawdzając czy pewne beztroskie skupione spojrzenie za nim nie podąża
Melon, cicho za nim podążał nie wydając żadnego dźwięku, a gdy tylko otworzyły się drzwi, nie marnując chwili triumfalnie przez nie przeleciał
-Mon Dieu! - Krzyknął Gabriel po czym zamarł. Herbert go zabije
Cisnął worek obok śmietnika i rzucił się za ptakiem, małym artystą ucieczki w nadziei na szybkie sprowadzenie go z powrotem
Po ponad godzinie główne drzwi kawiarni się otwierają, a w progu stoi Gabriel. Przechodzi przez kawiarnie ignorując klientów, jego rękaw jest rozgarty, włosy w nieładzie, jest brudny jakby przetoczył się przez śmietnik
W rękach trzyma dosyć zadowolonego z siebie Melona
Podchodzi do Herberta i wciska mu ptaka w ręce
-Witaj z powrotem, czy Gabryś sprawia ci kłopoty? - Zapytał gołębia
Oko Gabriela drgnęło, ale jest zbyt zmęczony żeby coś powiedzieć, prostuje plecy które strzelają na ten ruch i kieruje się w stronę zaplecza
-Następnym razem upewnij się że nie masz ogona mein Freund
-Nigdy więcej- Narzeka sam do siebie kierując się na zaplecze by się umyć i może przespać
───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────
Do kawiarni wchodzi Chris pochłaniając jak zwykle świeży zapach kawy i widok wszędobylskich gołębi
Jeremy dostrzegł znajomą twarz i podszedł do niego tym razem pamiętając o mówieniu wolniej i wyraźniej
-Cześć Chris! Nie było cię chwile i mam nowe rzeczy do polecenia i przysięgam jeśli tego nie zamówisz to ci to wcisne do torby-
Ale przestał mówić, gdy Chris podniósł ręce, po czym wyciągnął mały notes w którym coś szybko napisał i pokazał mu
Padły mi aparaty słuchowe, będę pisać
Gdy Jeremy oddał mu kartkę, już był gotowy zacząć mozolne pisanie na papierze ale podniósł wzrok gdy kelner poklepał go po ręce, po czym powoli zaczął używać języka migowego, którego wszyscy uczyli się od Pajry. Gabriel, Herbert i sam Jeremy najbardziej ze względu na ich częste interakcje z klientami
Cześć C-H-R-I-S miło cię widzieć, co mogę Ci dzisiaj podać?
Chłopak zaczął migać, a na jego twarzy pojawił się wielki uśmiech i też zaczął migać. Nieczęsto spotyka osoby które znały znaki, szczególnie w takich miejscach
Pajra patrzyła z boku kątem oka, kiwając głową z dumą. Znaki Jeremiego były troszeczkę sztywne, ale w pełni zrozumiałe
Chris składa swoje zamówienie z uśmiechem nie schodzącym z twarzy, a na koniec jeszcze podpisał
Dzięki J-E-R-E-M-Y jesteś najleprzy
Odwzajemnił uśmiech, głupio się śmieją po czym pokazał jeszcze
Wiem
───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────
Gdy dosyć spokojnego dnia drzwi się otworzyły, Jeremy podniósł głowę i zobaczył jednego z ich stałych klientów, który zawsze pojawiał się w towarzystwie swojego partnera. Zwykle przychodzili dwa razy w tygodniu, dzielili się wszystkimi zamówionymi rzeczami
Kiedy się usadowił, Jeremy podszedł do niego z uśmiechem
-Witam, kawa na start jak zwykle? Mateo jeszcze dojdzie?
Ale zamiast odpowiedzieć, przez jakiś czas wpatrywał się pusto w menu i lekko uśmiechnął się bezradnym uśmiechem kręcąc przy tym głową
-Nie jesteśmy już razem - Mówi wpatrując się w kelnera zmęczonymi oczami
-O kurde, przykro mi
Klient skinął tylko głową, składając swoje zamówienie i zaczął wpatrywać się w inne miejsca w kawiarni w oczekiwaniu
A gdy jego kawa przyszła, przed nim pojawił się mały talerzyk z malinową babeczką, z waniliowym kremem
-Na leprze dni. Na nasz koszt
-Dziękuję
Jego dzień stał się choć trochę lepszy, a przyszłość trochę jaśniejsza
───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────
W kuchni panował typowy chaos, gdy wszyscy pracownicy przewijali się przez nią w czasie przerw na oddech. Misha przygotowywał wypieka do sprzedania a ktoś inny, już nie pamiętał dokładnie kto, może Jeremy, a może Gabriel w chwili ambicji, próbował zrobić bagietkę
Bagietka nie wyglądała źle, nawet pachniała tak jak powinna, problem pojawił się gdy nie została wyciągnięta z gorącego piekarnika. Przez godzinę, potem dwie
W końcu MIsha próbował skorzystać z tego piekarnika i zobaczył znajdujące się w środku pieczywo
Zdziwiony otworzył piekarnik omijając fale gorąca. Bagietka zmieniła kolor na zdecydowanie za ciemny, przy wyjmowaniu robiła stukający dźwięk o kraniec blachy, a jej twardość zaczęła intrygować innych pracowników
Oczywiście nikt nie chciał się przyznać do wykonania pieczywa
-Wyważona, twarda i aerodynamiczna, idealna na pole bitwy! - Tavish podniósł ją podziwiając, jej przypominającą tradycyjny miecz kształt
Pomimo dziwnych spojrzeń reszty przymierzył się jakby do rzutu i ze swoim typowym entuzjazmem cisnął bagietkę przez kuchnię. Została ona złapana przez Micka, który z gracją rzucił ją prosto w ręce Della, jego rzut jednak nie wyszedł tak dobrze jak te poprzednie i przeleciała daleko poza pomieszczenie
Śmiechy zostały przerwane przez trzask szkła
-Czy to chleb?
Wszyscy patrzyli na siebie w panice
Po chwili ze swojego gabinetu wyszła Panna Pauling omijając szkło na podłodze, trzymając w ręku nieszczęsną bagietkę i zmrużyła oczy patrząc na grupę
-Nie obchodzi mnie kto to zrobił, ale wychodzę na przerwę, a kiedy wrócę chce zobaczyć nowiutką szybę, rozumiemy się? - Powiedziała z powagą ignorując przerażona spojrzenia reszty i bez słowa wyszła z kawiarni
───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────
Pajra tego dnia postanowiła nie przychodzić do pracy, nie czuła się na siłach, chciała przez cały dzień wylegiwać się pod kołdrą i nie wychodzić z pokoju. Zresztą nikt nie zmuszaj jej do przychodzenia, a nawet zachęcali do zostania.
Dell nawet zadeklarował się pomagać jej w tym dniu i być przy niej
Problem był taki, że dzieciaki szybko zauważyły nieobecność swojej opiekunki, a rodzice byli dosyć rozczarowania brakiem przerwy od maluchów
Inni zaoferowali przejęcie jej obowiązków na zmianę, a jako pierwszy został wyznaczony Mick
Wszedł od kącika dla dzieci z miną człowieka skazanego, oparł się o framugę i z westchnieniem powiedział
-Nie ma karmy, ale przynajmniej jestem ja
Kilka par młodych oczu na niego spojrzało… i natychmiast zaczęło płakać. Jedno z dzieci nawet pobiegło do mamy, a inne krzyknęło że chce powrotu Pajry
-Też nie mam ochoty z wami siedzieć
Rodzice w pobliżu parsknęli śmiechem, a dzieci? uznały to za zaproszenie do ataku rzucając się na biednego Micka, zabierając mu czapkę i okulary, których nie był w stanie szybko odzyskać
-Nigdy więcej - stwierdził, gdy tylko jego kolej się skończyła
A gdzieś w mieszkaniu Pajry, Dell pokazywał jej zdjęcia ze zmagań innych pracowników z dziećmi, wydobywając z niej szczery śmiech
───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────
Herbert był dzisiaj niezwykle wzruszony, niedawno wyklute gołębie właśnie zaczęły otwierać oczy ku uciesze wszystkich pracowników
-Czas na chrzest - Oznajmił wpatrując się w bezimienne jeszcze maluszki
Niedługo przy tablicy pojawia się pudełko z kartką ogłaszającą konkurs imion dla młodych. Klienci przez całe popołudnie tłoczyli się wrzucając karteczki ze swoimi propozycjami, a Gabriel udawał, że nie widział ile karteczek wrzucił Jeremy
A wieczorem pracownicy zebrali się wokół skrzynki wyciągając po kolei każdą karteczkę czytając je ku uciesze innych
-“Papierek”, “strzałka”, “Rubin/Szafir”
-Człowiek kultury musiał to zaproponować - Powiedział głośno Tavish przypominając sobie kreskówkę która kupiła jego serce
-“Jeremy Jr.” - Wszyscy spojrzeli na chłopaka który zaśmiał się z zażenowaniem
-“Toriel”
-To propozycja od Frisk - Powiedziała dumnie Pajra, która pomagała pisać dziewczynce
-“Kaczor Donald” - Herbert parsknął śmiechem, nie będzie nadawać gołębiom kaczych imion
-“Ten który przyniesie światu swą mądrość” - Większość parsknęła
-“Gołąb Norris”
-Biorę - Powiedział Herbert bez chwili zastanowienia, a Dell odłożył kartkę na część tych z potencjałem
W końcu wybrali wszystkie imiona, a zwyciężcy- kilka dzieci i pewna starsza kobieta, dostaną bon na darmowe babeczki
Następnego dnia pracownicy już stworzyli tabliczki z imionami dzieląc się nimi z każdym klientem który chciał słuchać
───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────
Kawiarnia przygotowywała się do otwarcia, gdy drzwi otworzyły się z impetem, a do środka weszły cztery osoby
-Przyprowadziłem siostry - Mówi głośno Misha, pokazując trzy uśmiechnięte kobiety - To Bronislava, Zhanna i Yana, zostaną tu dzisiaj - Przedstawia je po kolei
-Cześć, Jeremy jestem - Przedstawił się chłopak, ale pisnął w bólu gdy jedna z kobiet wzięła jego rękę w powitaniu
Kiedy Bronislava zaczęła zachwycać się ptakami, a Yana miażdzyć rękę młodego, Zhanna zaczęła rozglądać się z ciekawością i od razu zauważyła zamiatającego ścianę mężczyznę
-кто это - Pyta brata
-Жанна нет, я тебя умоляю - Błaga spoglądając na swojego współpracownika, ale w odpowiedzi Zhanna tylko się uśmiechnęła
Tymczasem Herbert chcąc zaimponować rodzinie Mishy, pokazywał Bronislavie jak przywołać do siebie gołębie, oraz pozwolił jej nakarmić te najmłodsze. Kobieta chichotała jak małe dziecko kiedy jeden z ptaków wspinał jej się po ramieniu
Yana w tym czasie towarzyszyła Dellowi przy naprawie wentylatora gdy oboje wymieniali się możliwymi rozwiązaniami naprawy. Oboje mieli mniej lub bardziej surowe umiejętności składania rzeczy z niczego
Zhanna natomiast ku rozpaczy Mikhaela podeszła do Jane wpatrując się w niego
-Jesteś człowiekiem wojska?
-Oczywiście! Urodziłem się do walki! Zawsze gotowy! - Odpowiada z przekonaniem
-Właśnie widzę, lubię ludzi gotowych do walki - Mówi zaczynając pasjonującą rozmowę między nimi
Gdzieś niedaleko Misha nie mógł na to patrzeć, więc poszedł do kuchni przygotowywać wypieki, dosyć agresywnie przestawiając blachy
Bronisława wkrótce dołączyła do Pajry razem z nią czytając książki dzieciom które uwielbiały jej donośny głos
Yana natomiast kręciła się w pobliżu kasy rozmawiając z Tavishem o wyrobie własnego alkoholu, obserwując przy tym pracę Gabriela. Musiała przyznać, że wyglądał niezwykle dobrze
A gdy wieczorem, gdy wszyscy Rosjanie zbierali się do mieszkania Mishy, spojrzał błagalnie na Zhannę która wyciągnęła od Jane numer telefonu, a ona widząc jego wzrok powiedziała tylko
-Jest idealnie w moim typie
───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────
Jedynym dźwiękiem na tyłach kawiarni był oddech Gabriela i stukanie jego palców o barierkę, podczas gdy wkłada papierosa do ust
Za sobą usłyszał skrzypienie drzwi, ale nie obejrzał się. Palił codziennie, nie było niczym dziwnym, że inni współpracownicy do niego czasami dołączają. Czasami to Herbert, Tavish czy Jane, zdarza się że przyjdzie Misha, Mick czy nawet Flo
W jego polu widzenia, ręka chwyciła jego paczke z barierki, bez słowa wyciągając jednego z papierosów
Wtedy spojrzał w prawo i zamarł
Pajra już zaczęła podpalać papierosa swoją zapalniczką, opuściła maskę i zaciągnęła się nim
Przyglądał się jej dokładnie, oczy miała zmęczone a dłonie drżały mimo ciepłego wieczoru. Patrzyła w górę powoli, jakby z ulgą wypuszczając z ust dym
-Ciebie się tutaj nie spodziewałem - Mówi spokojnie puszczając dym
Ale nie odpowiedziała. Ponownie się zaciągnęła, po czym usiadła po turecku przy barierce trochę minimalizując trzęsienie się
Gabriel chciał coś powiedzieć, może o zdrowiu, może chciał zażartować, lub zapewnić ją, że wszyscy są tu dla niej
Zamiast tego po prostu naśladował jej ruch, także siadając. Tak po prostu. MIędzy nimi, a ciszą był tylko dym
Nie miał prawa jej oceniać
Każdy czasem potrzebował zniknąć, nawet jeśli tylko na papierosa
Nawet jeśli tylko na chwilę
───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────
Poranek był zbyt jasny i zdecydowanie zbyt głośny, a Gabriel stał przy ladzie z kubkiem kawy, który odłożył widząc nadchodzącą klientkę z wielkim uśmiechem i energią na którą nie był gotowy
-Witam - Zawołała radośnie - Cudowny dzień czyż nie?
-Zachwycający dzień - Mruknął starał się brzmieć miło
-Aż chyba wezmę coś na wynos dla dzieci, a Pan ma dzieci? - Pyta kobieta, ale ten bez zastanowienia odpowiada
-Biologicznie? Tak, a praktycznie? Jeszcze nad tym pracuję
Za nim rozlega się donośny śmiech Tavisha, który aż kuca, żeby niczego nie przewrócić, a Gabriel rzuca mu zawistne spojrzenie
Nawet klientka zaśmiała się cicho, choć nie była do końca pewna, czy to był żart, czy nie do końca
-W takim razie życzę powodzenia - Mówi, zanim skończy swoje zamówienie
───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────
Popołudnie w kawiarni tętniło życiem, gdy Chris podszedł do kasy i zamiast cokolwiek zamówić, zostawił niewielką schludną kopertę i informacją iż biorcą ma być Jeremy
Lecz zanim chłopiec o którym mowa zdążył w ogóle zauważyć przybycie tamtego, już go dawno nie było, a Gabriel zawołał syna podając mu wiadomość, który poszedł na przerwę by spokojnie zobaczyć co jest w środku
W środku znajdowało się eleganckie zaproszenie na wystawę prac Chrisa. Wpatrywał się w kartkę po czym się uśmiechnął
-Wybierasz się? - Zapytał nagle Gabriel, na którego głos Jeremy podskoczył
-No oczywiście! Widziałeś co robi na chusteczkach? Chce zobaczyć, na co go stać na faktycznym papierze - Uśmiechnął się serdecznie
Pod koniec dnia na tablicy pracowniczej pojawił się wielki napis “Klieremy <3”, ale ile raz próbował o to zapytać inni tylko chichotali i wymieniali między sobą spojrzenia
Pewnie są zazdrośni, że nie zostali zaproszeni na wystawę tak jak Jeremy
───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────
Tego dnia w kawiarni panowała między klientami spora ekscytacja, gdyż na jednej z tablic była zapowiedź pokazu sztuczek gołębi w części ogrodowej
Klienci z podekscytowaniem czekali na start, a Mick i Pajra czekali z aparatami, by uwiecznić ten moment
A gdy Herbert w końcu wyszedł, bez Archimedesa na ramieniu, cała uwaga skupiła się na nim
-Drodzy goście, dzisiaj przedstawiam wam elitę ptasiego świata. Małych mistrzów sztuki lotu i choreografii - Powiedział, po czym zagwizdnął a wszystkie gołębie podleciały siadając na daszku altany
A gdy ponownie gwizdnął, pokazując koło dłonią, część gołębi zerwała się do lotu i zaczęło krążyć nad głowami zachwyconych gości w idealnych okręgach. Dzieci piszczały z radości
Herbert używał coraz więcej znanych tylko sobie i gołębią gwizdnięcie, co powodowało dołączenie do lotu coraz większej ilości ptaków, które zaczęły formować więcej mniejszych kół i niczym taniec co jakiś czas łączyły koła lub przelatywały przez siebie, jakimś cudem nigdy się nie dotykając
A na koniec wszystkie złączyły się w jedno wielkie koło by z gracją rozlecieć się na boki siadając na dachu
-A teraz, kto zgadza się na gołębia na głowie niech podniesie rękę - A gdy kilkanaście osób to zrobiło, wskazał je gołębiom które podleciały i delikatnie usiadły na głowach tych osów, ku ich zadowoleniu
A potem wziął paczkę ziaren które zaczął podrzucać w niebo, a pojedyncze gołębie zaczęły podlatywać, łapiąc je w powietrzu i wracając na dach
A gdy w końcu się ukłonił, a jak najwięcej gołębi siadało mu na rękach i głowie, publiczność zaczęła klaskać
-Można je wynająć na wesele? - Krzyknęła jakaś kobieta z tyłu
───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────
Pajra siedziała z wyjątkowo spokojnymi dziećmi, które rysowaly i wycinały rzeczy z kolorowych kartek papieru
Jedna z dziewczynek, może siedmioletnia ze skupieniem coś składała, podcinając lekko boki
-Gotowe! - Oznajmiła z dumą, podnosząc czerwoną kokardę z papieru i taśmy. Podeszła do Pajry i pociągnęła ją za rękaw
-To dla Ciebie! Bo jesteś super miła i podoba mi się twoja maska! - Uśmiechnęła się, a kobieta się wzruszyła. Teatralnie złapała się za serce i delikatnie wzięła prezent. Mimo, że był nierówny to wydawał się najpiękniejszym prezentem świata
Zdjęła żółtą kokardkę którą nosiła tego dnia i nałożyła na głowę tą otrzymaną od dziewczynki ku radości dzieci
Przez resztę dnia nie zdejmowała nowego dodatku, pokazując go z dumą. A wieczorem, gdy już odkładała swój fartuch do szafki, kokarda została delikatnie zdjęta i odłożona na wieszak, by mogła ją widzieć każdego dnia
───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────
-Pamiętacie te dwie autorki? - Zapytał Dell wchodząc do kawiarni przed otwarciem nie powitaniem z innymi
-Te co tu siedzą do zamknięcia? - Mruknął Gabriel
-Dokładnie! W końcu wydały tą książkę, podobno to jakaś seria ze smokami, magią, dramatami i tak dalej
-Czekaj, to one napisały tą cegłę którą nosi połowa klientów? - Wtrąca się Jeremy
-A wspomniały chociaż coś o nas? - Pyta z zainteresowaniem Mick
-Najpierw ktoś musiałby przeczytać te sześćset stron - Prycha Dell - Zresztą co miałyby napisać? “Specjalne podziękowania dla kawiarni, w której przywłaszczyły śmy sobie stolik?
Pajra słuchała rozmowy, podczas przebierania się w ubrania robocze. Nikt nie zauważył, jak zamarła gdy zaczęli o tym rozmawiać. Nikt nie zauważył jak się uśmiechnęła i nikt nie zauważył, że w jej szafce już były dwa pierwsze tomy tej serii, pełne zakładek i jej własnych uwag na marginesach
Nikt nie zauważył, że regularnie podrzucała autorką dodatkowe ciastka, czy świeżą kawę, nikt nie wiedział, że czytała każdą książkę obu autorek, czy to napisaną przez jedną z nich, czy te wspólne
Nie domyślali się, że często patrzyła na pracujące kobiety siedzące przy najbliższym przedszkola stoliku
Ale przede wszystkim nikt nie wiedział, że na końcu książki znajdowała się mała krótka linijka
Dla pani w masce, która dała nam siłę do złamania blokady twórczej
Nikt nie wiedział, ponieważ była to tylko jej sprawa
Tak samo jak podpisana kopia książki na stoliku w jej salonie
───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────
Właśnie odbywało się podsumowanie tygodnia między pracownikami, kiedy padła między nimi pewna propozycja
-Tak sobie myślałem, że moglibyśmy zrobić coś z tym murem przy wejściu. Jest na tyle pusty, że aż prosi o zrobienie czegoś
-Coś przyciągającego wzrok mogłoby sprawić, że więcej klientów wejdzie do środka - Rozumuje Pauling
-Może scenę z ptakami, niech pokazuje czego mogą się spodziewać - Rozumuje Herbert
-Dobra, możemy kogoś zatrudnić i…
-Mam pomysł - Mówi entuzjastycznie Jeremy - Chris mógłby to wykonać, jest świetny w te artystyczne rzeczy
-Ten co Ci zaproszenie wysłał kiedyś? - Zapytał Mick wymieniając spojrzenia z resztą
-Tak, ale jest serio dobry
-Masz coś, żeby pokazać?
Jeremy z lekkim uśmiechem wyciąga telefon i pokazuje reszcie. Na ekranie pokazują się dobrze wykonane murale, szkice i projekty. Intensywne kolory i delikatne linie. Wszystkie były pełne ciepła i wyobraźni
-Ło kurde - Komentuje Tavish - To jest serio dobre
-Ma rację, mogę go zatrudnić - Mówi Flo po przejrzeniu obrazów
-Napisze do niego czy chce się podjąć - Odpowiada Jeremy
-Jeśli będzie chciał to podaj mi jego numer, żeby omówić szczegóły
I tak właśnie zaczął się początek pięknej współpracy niosącej ze sobą wiele dobrych wspomnień, żartów i przede wszystkim rozbudowania pewnych relacji
───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────
Początkowo nikt nie zauważył nic dziwnego. Zwykły poranek, jak każdy inny. Para unosiła się z filiżanek, dzieci rysowały kolorowymi kredkami, gdy nagle można było usłyszeć podniesiony głos jednej z klientek
-Dlaczego Cień jest fioletowa?
Jeremy, który właśnie odebrał nowe zamówienie, zamarł w połowie kroku spoglądając na gołębia. Cień wyglądała, jakby wpadła do wiadra z farbą, gdy jej pióra lśniły fioletem
-To może być moja wina - Przyznał się Herbert, a Archimedes na jego ramieniu był dziwnie zielony i nie wyglądał na zbyt zadowolonego z tego powodu
-Ty to zrobiłeś? - Krzyknął Jane biorąc w rękę gołębia wyglądającego jakby miał na sobie mundur
Wtedy ludzie słysząc tą rozmowę zaczęli bardziej zwracać uwagę na gołębie wokół siebie zachwycając się ich kolorami
Sam był różowo-czerwonny, a Zosi niebieska. Gołębie gruchały do siebie z rozbawieniem własnym wyglądem, najwyraźniej czując się fantastycznie
-Wyglądają tak uroczo - Powiedziała jakaś kobieta wyciągając telefon- Muszę to wysłać wszystkim
Herbert rozglądnął się po tęczowo kolorowych ptakach lekko się śmiejąc. Używał nowych szamponów, by zrobić kąpiel ptakom, ale najwyraźniej producent nie uwzględnił, że środek farbuje białe piórka większości jego gołębi. Teraz musi poczekać, aż do ich naturalnego wypierzenia
Perełka w nowym różowawym kolorze zaczęła latać blisko lady, a Gabriel aż złapał się za głowę, nie chcąc by ptak wyrwał mu więcej włosów niż poprzednio. Gołębica widząc tą akcje odleciała, ale obserwowała go czekając na chwile nieuwagi
Akir w żółtych kolorach i Alex w niebieskich razem latali między stolikami, najwyraźniej bardzo dobrze się bawiąc
A Jeremy stał mając na ramionach większość zielonkawych gołębi i śmiał się do siebie gdy na głowie wylądował mu Zizu dla odmiany pomalowany na niebiesko
A przy stoliku autorek które bawiąc się z pomarańczową Emi i żółtą Aqua obserwowały całą akcję rozegrała się mała, pozornie nieznacząca dyskusja
-Jak ten ziomek w kordianie przyjdzie i zobaczy tego kelnera to przysięgam, że staną się kanonem tu i teraz
-A jeśli nie, to już nie wierzę w miłość
───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────
Panował późny poranek w kawiarni gdy na zewnątrz padało niesamowicie mocno jak na tą porę roku
Nagle drzwi otworzyły się z impetem, a do środka wpada przemoczony Jeremy, próbując lekko otrzepać wodę, zanim wejdzie w głąb kawiarni i bardziej pobrudzi podłogę
Gabriel podnosi wzrok znad lady wpatrując się w syna
-Wyglądasz jak reklama porażki - Komentuję
-Jaki ojciec taki syn - Odpowiada tylko Jeremy z uśmiechem
Kilku klientów cicho się śmieje, a Gabriel tylko przewraca oczami nie pozwalając uśmiechowi wyjść na twarz
───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────
Na tablicy pracowniczej pojawia się
Toster ma nowe oprogramowanie. Toster ma opinie. Toster mnie nienawidzi.
───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────
Mały chłopiec wszedł do kawiarni razem z mamą, a w swojej małej rączce trzymał balon wypełniony helem. Był żółty z narysowaną uśmiechniętą buźką, ciągnąć się za dzieckiem
Ale wystarczył malutki brak skupienia, może zapatrzenie się na innego klienta, tak niewielka rzecz by sznurek wymknął się z jego dłoni
-Mój balon! - Zawołał, na marne próbując go jeszcze złapać
Oczy klientów zwróciły uwagę na chłopca po czym uniosły się w górę, obserwując balon który zbliżał się do niezwykle wysokiego sufitu kawiarni
Oczy chłopca się zaszkliły
Ale wtedy coś się wydarzyło
Jeden z gołębi podleciał i delikatnie usiadł na balonie, spowalniając jego unoszenie się. Zaraz po nim kolejny podleciał usadawiając się obok, a inny niepewnie robił kółka wokół, aż w końcu też znalazł na nim miejsce, a zabawka zatrzymała się w powietrzu
-Czy one próbują go obniżyć? - Zapytał ktoś z zachwytem
Następnie kolejny gołąb wylądował na plecach pierwszego z dumą, ku niezadowoleniu niższego, a balon zaczął się powoli obniżać
A gdy balon był wystarczająco nisko, rodzic dziecka chwyta sznurek, delikatnie przywiązując końcówkę do rączki dziecka, by syn znowu go nie zgubił
-Dziękuję - Powiedział zachwycony chłopiec do ptaków, a kilka osób ukończyło nagrywać wzruszającą scenę
───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────
Panowała lekka i swobodna atmosfera, gdy Pajra zbierała kredki których dzieci już nie używały przygotowując się do czasu czytania. Była dosyć podekscytowana, gdyż dzisiaj miała zacząć nową książkę której sama nie znała
Nie zauważyła siedzącej niedaleko kobiety w okularach przeciwsłonecznych wpatrujących się w pogardą w opiekunkę. Syn klientki siedział obok z telefonem, smutny ponieważ nie pozwolono mu dołączyć do innych dzieci
-Przepraszam bardzo - Powiedziała głośno, ale do nikogo konkretnego - Ale chyba nie wypada, żeby zamaskowana osoba była z dziećmi. Jest chora, czy to to jakiś gang?
Część klientów spojrzało z obrzydzeniem na kobiete, która najwyraźniej wcześniej tu nie była. Pracownicy słysząc komentarz zatrzymywali się w tym co robili mrużąc oczy. A sama Pajra zignorowała komentarz, nie zamierzała reagować skoro ma dzieci pod swoją opieką. Teraz skupiała się tylko i wyłącznie na nich
-Jeszcze mnie ignoruje - Cmoknęła kobieta z dezaprobatą
Podniosła się z miejsca i ruszyła w stronę przedszkola stając przed Pajrą, zwracając na siebie uwagę innych klientów, którzy stawali się powoli zaniepokojeni sytuacją
-Mówię do Ciebie - Powiedziała kobieta trochę zbyt głośno, trochę zbyt blisko
Pajra spojrzała na nią przez ułamek sekundy i wróciła do tego co robiła odkładając kredki. Nie odezwała się i nie miała takiego zamiaru. Nie będzie wchodzić w konwersacje z jakąś walniętą babą
Ale najwyraźniej to wystarczyło by kobieta straciłą cierpliwość. Złapała ramię Pajry, zmuszając ją do obrotu, a w momencie w którym jej palce dotknęły opiekunki niektórzy klienci wstali, a pracownicy oceniające scenę już zaczęli iść w stronę przedszkola
Jej ręka powędrowała ku masce Pajry, która widziała to kątem oka. Widziała rękę idącą w stronę jej twarzy. Rękę zamierzającą obedrzeć ją z tej odrobiny prywatności jaką jeszcze miała
Nie zamierzała dać jej wygrać
Z niesamowitą prędkością podniosła własną rękę, łącząc ją z twarzą agresorki z niesamowitą celnością
Kobieta cofnęła się w szoku, przewracając się i chwytając za twarz z krótkim urywanym okrzykiem
Wszystko jakby się zatrzymało
A Pajra nie panikowała. NIe czuła niepokoju. W milczeniu podniosła rękę i wskazała nią na drzwi
-Ja to zgłoszę, przemoc wobec klienta to
-Proszę natychmiast opuścić lokal - Zażądał Gabriel stanąć przed kobietą
Kobieta zobaczyła wtedy nagrywające ją telefony, zobaczyła twarze przesiąknięte nienawiścią i ludzi gotowych przejść do rękoczynów. Wzięła swoje rzeczy, złapałą dziecko za rękę i wyszła z lokalu
Zdecydowanie zamierzali wypełnić raport zaatakowania pracownika
Klienci spojrzeli na opiekunkę w zaniepokojeniu, a ona pokazała im kciuki w górę, żeby się nie martwili. Gabriel podszedł zapytać czy na pewno jest cała i czy nie potrzebuje przerwy
Ale ku własnemu zaskoczeniu nie czuła, że to konieczne. Więc podpisała
Jest dobrze, ale muszę zmienić aktywność, bo nie dam rady czytać
Kiwnął głową zapewniając, że w każdym momencie może iść na zaplecze i wrócił za ladę, gdy Pajra wyciągnęła klocki dla dzieci
Gdy pracownicy wrócili do pracy, klienci wrócili do rozmów, dzieci znowu zaczęły się śmiać, a kawiarnia powoli wróciła do swojego typowego rytmu
───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────
Tego dnia słońce nie miało litości. Nawet cienie zdawały się nazbyt gorące, a ich klimatyzacja? Uznała, że się poddaje ku ich rozpaczy
Przyniesione z domów pracowników wentylatory były rozstawione po całej kawiarni chłodząc klientów. Zwykle energiczne gołębie siedziały w ich pobliżu w nadziei na ochłodzenie
-To miejsce zmienia się w saunę - Narzeka Mick, przykładając do karku jakąś mrożonkę - Jeszcze trochę i będę robić herbatę z własnego potu
-Niektóre myśli nie powinny wychodzić z ust - Krzywi się Jeremy
-Dell, błagam, napraw to w końcu - Narzeka Misha wychylając się z nagrzanej kuchni
-Nie da rady bez wymiany części, już zamówiłem ale dostawa chwile zajmie - Odpowiada robotnik nie wychylając się z zepsutego urządzenia w którym grzebał
-To co robimy- Pyta Panna Pauling wachlując się jakimiś dokumentami
Między nimi panowała ciężka cisza
-Chłodnia - Przerwał ciszę Tavish
I tak się zaczęło, a chłodnia stała się strefą ratunkową
Pracownicy na zmianę wchodzą do środka na około 10 minut chłodnego nieba, a gdy czas się kończył zamieniali się miejscami z następną osobą
Oczywiście połowa z nich zaczęła błagać o wcześniejsze wejście, ale wtedy byli na łasce osoby której kolej była
W pewnym momencie siedziała tam Pajra, Jeremy i Mick jednocześnie, gdy do środka zagląda Misha
-Jeszcze jakieś 2 minuty - Odpowiada kobieta, jeszcze zanim zdąży zadać pytanie
Na drzwiach chłodni ktoś napisał “Rotacje chłodni: Edycja przetrwanie”
Nikt nie narzekał, przynajmniej było zimno
───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────
Herbert siedział w swoim gabinecie, przeglądając jakieś dokumenty, powoli obracając się na krześle
Archimedes spokojnie siedzący na biurku nagle się napuszył, a mała główka podniosła się w stronę uchylonych drzwi
-Co się dzieje kolego? - Zapytał mężczyzna już wstając by ruszyć za swoim podopiecznym, gdy gołąb wydał zaniepokojone gruchnięcie i podleciał gdzieś
Gołąb zaprowadził go obok altanki, gdzie na ziemi siedział Murphy. Albo raczej leżał, wyglądając jakby upadł. Jego noga była wyraźnie ranna. Archimedes usiadł obok
-Oczywiście, że znowu ty - Uklęknął obok
Murphy pisnął cicho jakby w proteście, a Herbert delikatnie sprawdził stan wiecznie rannego gołębia. Wyglądało to na coś z rodzaju skręcenia, które od razu zaczął opatrywać bandażem wyciągniętym z kieszeni fartucha
-Kiedyś mnie wpędzisz do grobu, ale jeszcze nie dzisiaj - Mówi głaszcząc delikatnie małą główkę
W odpowiedzi otrzymał tylko gruchnięcie
───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────
Chris stał oparty o ścianę, bawiąc się swoją torbą. Od kilku minut czekał na Jeremiego, który musiał coś szybko dokończyć,a potem mieli wybrać się razem do skateparku
Trochę obawiał się, że ktoś uzna go za podejrzanego i zadzwoni na policję, ale zanim kontynuował tą myśl to drzwi się uchyliły
Chłopak się wyprostował, uśmiechając się, ale szybko przestał
To nie był Jeremy
To był jego ojciec
Gabriel zamknął za sobą drzwi i zgrabnym ruchem zapalił papierosa, a jego wzrok padł na chłopaka. To nie było spotkanie jakie chłopak chciał odbyć w bocznej uliczce
-Czekasz na kogoś? - Zapytał oceniającym głosem
-Na Jeremiego - Przełknął ślinę
-Hm - Mężczyzna palił dalej. To było dobre “hm”, czy złe “hm”?
-Zaraz skończy i wyjdzie - Powiedział chłopak do nikogo w szczególności, nie mogąc znieść niezręczności ciszy sytuacji
-Wiesz - Zaczyna starszy zaciągając się papierosem - Sporo o Tobie mówi. Za dużo jak na mój gust
Chris zamarł. Nie był pewien, czy to był wyrzut, komplement czy jakieś ostrzeżenie
-Ale nie mówi o rzeczach które nie mają dla niego znaczenia
Zanim Chris mógł zastanowić się nad znaczeniem tych słów, drzwi ponownie się otworzyły, a ze środka wybiegł Jeremy
-Dzięki, że poczekałeś! - Zawołał do chłopaka i kiwając głową do ojca, złapał Chrisa za rękę i wyciągnął na główną ulicę, jakby to była najnormalniejsza rzecz na świecie
Gabriel przez chwile patrzył na miejsce w którym zniknęli, westchnął gasząc papierosa i wrócił do środka
-Myślisz, że mnie lubi? - Zapytał Chris Jeremiego
-Gabriel? - Prychnął - On nikogo nie lubi, nie musisz się nim przejmować. Ale skoro cię nie przegonił to przynajmniej cię nie nienawidzi
Zaśmiali się i ruszyli w drogę, nawet nie zauważając, że wciąż trzymają się za ręce
───── ⋆⋅☆⋅⋆ ─────
Poranek był cichy, nie było deszczu mimo, że go zapowiadali, nie było nawet wiatru. Światło słońca leniwie wpadało przez szyby, zwiastując początek nowego dnia
Choć za oknami na liściach wciąż widniała rosa, a miasto dopiero przecierało oczy z resztek snu, w powietrzu było czuć pewien znajomy spokój wymuszając lekki uśmiech na wszystkich twarzach wokoło
Gołębie powoli się rozbudzały, wylatując ze swoich gniazd, by rozprostować skrzydła
Pchełka wyjątkowo aktywnie latała pomiędzy ramionami różnych pracowników wydobywając z nich śmiech na wygłupy ptaka
Całe miejsce ponownie zaczęło wchodzić w swój mały rytm, przekładania i uzupełniania rzeczy, mały rytm pomagający się wszystkim skupić
Wtedy zaczęli przychodzić klienci, zarówno stali, jak i nowi. Tacy pełni energii jak i dopiero chcący się obudzić
Przyszła starsza kobieta, od razu wychodząca na część ogrodową, by porozmawiać z Pajrą podlewającą właśnie kwiaty. Kochała zajmować się ogrodem, zanim przyjdą pierwsze dzieci, a staruszka uwielbiała udzielać jej rad względem roślin, lub przynosić nowe nasiona do sadzenia
Mick już zaczął szykować zamówienia na wynos dla tych, którzy zamierzają tylko wpaść po nie w drodze do pracy i mimo własnego zaspania z radością robił te zamówienia, które znał na pamięć od stałych zalatanych klientów, a nawet zostawiał im małe wiadomości życząc miłego dnia na kubkach, czy pojemnikach
Tavish porządkował magazyn razem z Jane, opowiadając mu historię o tym, jak pomylił coś robiąc jakieś wystawne alkohole w konsekwencji czego doprowadził do wybuchu. Jane natomiast podzielił się swoim dość szybkim rozwojem relacji z pewną rosjanką
Gabriel jak co rano odbierał zamówienia przy ladzie, obserwując jednocześnie jak Jeremy chodzi między stolikami robiąc to samo. Musiał przyznać, że był z niego dumny, tak szybko nauczył się co i jak tutaj robić, tak szybko nauczył się wyłapywać kontakt z klientem jednocześnie potrafiąc dostosowywać się do energii odwiedzających. Musiał jedynie przestać flirtować z tym całym Chrisem
Dell siedział na zapleczu z Panną Pauling dyskutując o podwyżce dla innych pracowników. W końcu ostatnio był taki przypływ klientów, który wciąż się utrzymywał, że naprawdę wypłata wszystkich mogłaby dosyć wzrosnąć. Musieli tylko odpowiednio przygotować dokumenty i skontaktować się z tą starą babą z góry. Ellen czy jak jej tam było
Misha już od jakiegoś czasu siedział w kuchni, a świeże zapachy zaczynały przejmować powietrze. Nucił jedną z piosenek pamiętanych jeszcze z dzieciństwa podczas mieszania lukru. Choćby nie wiadomo jak długo to robił, pieczenie zawsze przynosiło mu ukojenie, przypominając spokojne dni robienia tego z matką
Herbert sprawdzał stan swoich gołębi, który zaczynały powoli zmieniać piórka tracąc przy tym nietypowy kolor, który stał się pewną atrakcją. Może kiedyś to powtórzy, jeśli upewni się, że barwnik jest całkowicie bezpieczny i nie spowoduje przedwczesnej śmierci jego podopiecznych. Archimedes zagruchał do niego, a mężczyzna uśmiechnął się i pogłaskał swojego najwierniejszego towarzysza
I w ten sposób dzień toczył się dalej, tworząc miejsce do którego się wraca. Klienci zaczęli już wychodzić, gdy pomarańczowe promienie zachodzącego słońca zaczęły wpadać przez okna
Dźwięki rozmów zaczęły przejmować odgłosy sprzątania przez końcem tygodnia i ustawiania wszystkiego w gotowości na kolejny. Misha wyciągnął z piekarnika ostatnią porcję babeczek, które miały trafić do domu każdego z pracowników
W końcu nastała noc, a drzwi kawiarni zostały zamknięte
Większość gołębi już dawno śpi, jedynie Puszek jeszcze wlatuję za ladę i siada pod zdjęciem stojącym w wewnętrznej stronie kasy, widocznym przez pracowników, ale nie przez klientów. Usadawia się i powoli zasypia
A w prostej ramce, jest zdjęcie zrobione bez specjalnej okazji
Widnieją na nim wszyscy pracownicy stojący obok siebie, śmieją się, niektórzy robią miny, ktoś inny się przytula, a ptaki z kawiarni, te jeszcze żyjące jak i te które już odeszły są wszędzie
A na dole ramki jest napisane tylko małe i niepozorne
Za miejsce, które stało się domem
Wśród śmiechu, kawy i stukotu szkła
Każda chwila swój urok ma
Stykają się tutaj życia dwa krańce
Gdy ląduje gołąb w filiżance

/\Obraz Chrisa i Jeremiego wykonany przez Emi <3
