Work Text:
Pierwszy raz ciało Yuji’ego całkowicie się wyłączyło, zarówno psychicznie, jak i fizycznie. Nie wtedy, gdy Junpei umarł, ale podczas powrotu do ukrytego sanktuarium, które zapewnił mu jego sensei, gdy udawał martwego.
Albo mogło to się zdarzyć wcześniej.
Przed ich rozstaniem Nanami zapytał go, jak się trzyma. Yuji był tego pewien. Silnik samochodu walczył z jego głosem, ale świat był wyciszony, nie docierający do nastolatka. Dźwięki stały się odległe. Wzrok miał zamazany. Ostatnim wrażeniem, jakie Yuji zapamiętał, były poduszki kanapy, do której tak bardzo się przyzwyczaił. Powitało go wgłębienie jego kształtu, podobnie jak zwinięty koc spowity jego własnych zapachem, zanim stracił przytomność, wolny od szoku i przerażenia, których był świadkiem z rąk klątwy, która nauczyła go, że jego wstręt może sięgać dalej niż to, co już czuł do pasożyta w swoim ciele.
Nie zastąpiło to całkowicie zapachu kogoś innego. Pomimo przebywania w domu Gojo, piwnica nie miała tego samego słodkiego zapachu, który Yuji kojarzył z ekscentrycznym alfą, a gdyby udało mu się zebrać kilka spójnych myśli, żałowałby, że wcześniej nie złapał czegoś ze swoim zapachem.
Ironicznie, Yuji czuł się teraz bliżej śmierci niż wtedy, gdy faktycznie umarł.
Wszystko było całkowicie i kompletnie odrętwiałe.
Umysł Yuji’ego zrezygnował z myślenia, ponieważ jego myśli stały się zbyt bolesne do zniesienia. Chciał płakać, ryczeć w poduszkę i krzyczeć tak głośno, jak pozwalały mu na to płuca, ale prawdziwe łzy smutku nie były w stanie się uformować, przez co jego oczy pozostały boleśnie suche. Kiedy pierwsza kropla spłynęła po jego twarzy, była to tylko biologiczna potrzeba nawilżenia oczu.
Z ramionami zwiniętymi blisko siebie i dłońmi pozostawionymi otwartymi w oczekiwaniu na czyjąś rękę, która nigdy nie nadejdzie, Yuji wpatrywał się w ciemne cienie swojego tymczasowego pokoju i oddychał.
Nie było nic więcej, co byłby skłonny zrobić - Mógł zrobić. Jego ciało było teraz zbyt ciężkie, by się ruszyć.
A omega nie zdawał sobie, co się działo, dopóki nie poczuł delikatnych palców goszczących jego włosy, zanim nie zatrzymały się na pocieraniu jego ramienia, szukając go i zmuszając go zaakceptowania prezentu, gdy zakrztusił się jękiem - jednym z wielu, które jego omega wydawała w poszukiwaniu pocieszenia, gdy nie był w stanie sam osiągnąć. Chciałby żeby to był alfa, instynkty już dowodziły że taka była prawda, gdy jego ciało po raz pierwszy znieruchomiało na pierwsze nuty kojącego zapachu kadzidła i dymu.
Zapach, który Yuji znał najlepiej. Taki, który sprawiał, że mocno zacisnął powieki. Jego mięśnie napięły się, a serce zaczęło walić, zdeterminowane, by wyskoczyć z piersi, gdy ostrożnie otworzył oczy, by zobaczyć krainę poczerniałej karmazynowaści, w której stał tylko raz. Już nie brodził w wodzie. U jego stóp leżały rozrzucone czaszki. A gdy Yuji wciągnął powietrze, by ustalić, gdzie była klątwa, rzeczywistość ścisnęła mu serce, gdy zdał sobie sprawę, że to nie na poduszkach kanapy spoczywał, ale kolanach Ryomeny Sukuny.
Omega nie wiedział, co robić. Jego umysł spanikował, niezdolny pogodzić się z rozbieżnością między nienawiścią, którą żywił, a pocieszeniem, które klątwa ośmielała się zapewnić. Yuji chciał wykorzystać tę odrobiną energii, jaką miał, by odepchnąć się i stoczyć w dół tronu, nie zważając na to, że jego ciało z pewnością wpadnie do wody, jeśli oznaczałoby to oddalenie się od osoby będącej przyczyną jego cierpienia. Jego wewnętrzna omega nie zgadzała się z tym, błagając i prosząc w nim, by się zbliżył, wykroił dla siebie miejsce w uścisku alfy i ukrył się w tym fałszywym poczuciu bezpieczeństwa, jakie mógł zapewnić Sukuna.
Sprzeczne poglądy przyprawiały Yuji’ego o mdłości. Ponownie zamknął oczy, mrucząc pod nosem niespokojnie, gdy ręka klątwa wróciła do jego głowy.
— Nie mogłem nic zrobić. Umowa o jego życie między nami nie miałaby sensu.
Yuji nie mógł wybaczyć drwin Sukuny. Śmiech klątwy nadal go prześladował - ale słowa alfy wciąż przywoływały jego wewnętrzną omegę. Jego umysł zatrzymał się na racjonalnym uzasadnieniu działań Sukuny. Chciał się kłócić, ale słowa nie mogły się uformować, a jego usta nie chciały się poruszyć.
Zamiast tego Yuji nic nie zrobił, nie poddając się żadnemu impulsowi, pozostał jedynie nieruchomy jak poprzednio.
Takie chwile słabości były na początku nieliczne i rzadkie. Yuji mógł policzyć na obu rękach, ile upadków pamiętał, ale żaden nie trwał dłużej niż kilka sekund. Niewielki nawrót. Zawsze poza zasięgiem wzroku, gdy jego umysł mógł wędrować zamiast ciała, które było zbyt zmęczone, aby to zrobić.
Następnym razem, gdy omega doświadczył całkowitego rozdzielenia od swojego ciała, była to noc po ataku na jego szkołę podczas wydarzenia Dobrej woli. Nazwa musiała być żartem, ponieważ każdy mógł ujrzeć, że żadna ze szkół nie żywiła do drugiej nawet cienia sympatii, gdy zaczął się dzień. A kiedy się skończył…
Yuji powinien być uradowany, że wyszedł z tego żywy.
Groźba ze strony przeklętych duchów dowolnego kalibru nie była szokującym wydarzeniem. Było to coś normalnego w ich życiu, coś na co się godzili zaklinacze. Ale co zamachem na jego życie przed tym?
Choć teraz mogą być przyjaźnie nastawieni, uczniowie z Kioto przywarli go do muru, gdy tylko zaczęła się rywalizacja. Zgodnie z rozkazem dyrektora mieli przyczynić się do śmierci Yuji’ego. Gdyby nie ingerencja Todo, mógłby zostać zabity.
Co takiego zrobił, żeby na to zasłużyć? Uczniowie z Kioto ledwo go znali, a mimo to tak chętnie chwycili za broń przeciwko niemu - Czy naprawdę był dla nich niczym więcej niż naczyniem? Czy jego istnienie była aż tak niewybaczalne?
Yuji leżał sam w akademiku. Jego łóżko - jego gniazdo - nie dawało nic poza przypomnieniem, jak bardzo był samotny, mając tyle miejsca po obu stronach. W porównaniu z kanapą było to błogosławieństwo i przekleństwo. Miękkie, ale puste. Ciepłe, ale puste. Fushiguro wciąż był w izbie chorych. Podobnie jak Inumaki. Panda nie mieszkał w akademiku, a uczniowie z Kioto mieli własne zakwaterowanie.
Nikogo nie było w pobliżu, aby usłyszeć jego krzyki. Ciche, ćwierkające i skomlące dźwięki wydobywały się z niego w poduszkę, którą ściskał tak mocno, jakby od tego zależało jego życie. Potrzebował kogoś - serce pragnęło, by ktoś zabrał mu ten ból. Załamał się jeszcze bardziej na myśl o kimś, kto wpadłby w tę przygnębiającą scenę - biedna omega, czepiająca się widma pocieszenia, podczas gdy on po prostu by się z tym pogodził i szedł dalej, jak zawsze.
W jednej chwili Yuji poczuł, jak świat pod nim się przestawia. Nie upadł, ale poczuł, że jego orientacja zmienia się nieznacznie, by pracować z ciałem, które teraz ściskał w gorączkowo podkurczonych palcach, zamiast poduszki, który miał jeszcze przed chwilą. Szybko wtulił się w nową tkaninę przy twarzy. Nie było powodu, by otwierać oczu, Yuji już wiedział, kto wyrwał go ze świata zewnętrznego, umieszczając omegę na swoim ciele i ponownie się osiadając, gdy Yuji owinął ramiona wokół talii pod nim.
Wokół kotwicy, której tak rozpaczliwie potrzebował.
Nie wymieniono ani jednego słowa. Ani alfa, ani omega nie wydawali ani jednego dźwięku, poza piskiem zaskoczenia, który nie został wywołany przez ręce trzymające plecy Yuji’ego, ale przez brodę spoczywającą teraz na jego głowie.
Yuji nie mógł pojąć, dlaczego czuł się tak bezpiecznie. Dlaczego był w stanie rozpłynąć się w ramionach Sukuny, wiedząc doskonale, że leżał w jaskini lwa i był na jego łasce. Na łasce, która mogła zostać wycofana w każdej chwili. Jego wewnętrzna omega nie przejmowała się takimi myślami, a czasem jego umysł również od nich odpłynął, gdy w końcu odzyskał zdolność do snu.
Potem uformował się pewien schemat.
Cicha rutyna, o której nie mówił ani alfa, ani omega.
Gdy Yuji leżał podczas kolejnych nocy, aby zasnąć, wyczuwał zapach klątwy w pobliżu, gdy widno jego dotyku był wyczuwalny na jego ciele. Takie czyny wydawały się obce, jeśli mówiono o Sukunie, którego znał w ciągu dnia, a paradoksalnie nadal trzymał się tych akcentów bardziej, niż był świadom.
Och, co pomyśleliby o nim inni, gdyby się o tym dowiedzieli?
Jak bardzo złamałby ich zaufanie? Jaki wstyd mógłby sobie przynieść, pozwalając królowi przekleństw tak się zbliżyć?
Yuji znów się zgubił, gdy czwarty palec został zjedzony. Długa podróż powrotna do szkoły dała mu czas na refleksję, gdy jego koledzy z klasy zasnęli na tylnym siedzeniu. Cała ich trójka wyszła z pojazdu i powlekli się do swoich akademików, gdy misja się skończyła, a ich ciała mogły odpocząć.
Tego dnia popełniono dwa morderstwa, które wywołały łzy, których nie można było powstrzymać.
Niezależnie od tego, czy były to przeklęte duchy, czy przeklęci użytkownicy, dołek w żołądku Yuji’ego nie wypełnił się żadną z odpowiedzi. To było życie zaklinacza i chociaż wiedział, że nie mógł uratować każdego, kogo spotkał, myśl o eskalacji, która doprowadziła do tak wielkiego bólu - zżerało go to jak nic innego wcześniej.
Tym razem Yuji był świadomy jego krzyków.
Omega zrobił wszystko, co mógł, żeby je uciszyć. Jego poduszki i koce stłumiły hałas, a drzwi i okna miały zapobiec przedostaniu się cierpienia, które teraz przeplatało się z jego własnym zapachem, do reszty budynku. Jego ręce były zagrzebane w pogniecionej tkaninie rozrzuconej wokół jego gniazda, ponieważ nie mógł już patrzeć na swoje dłonie, jeśli było to niekonieczne. Wszystko, co widział to czerwień tak głęboka, że aż go mdliło.
Poczeka, aż burza minie. Tak sobie powiedział. Ale tak naprawdę potrzebował kogoś innego, by ból ustał. I chociaż zajęło to trochę czasu, alfa którego szukał, pojawił się przy nim, tak jak to robił, kołysząc omegę w ramionach, gdy dzielili tron, na którym był Sukuna za każdym razem, gdy spotykali się w ten sposób.
Ale tym razem będzie inaczej.
Podobnie jak Sukuna, gdy po raz pierwszy dzieli się taką intymnością. Klątwa postanowiła przemówić do omegi po miesiącach ciszy. Jego głos był niski, onieśmielający tylko w odniesieniu, kto przemawiał, a nie ze względu na ton, jakim wyrażał swoje uczucia.
— Nie powinieneś tego robić ze mną — szepnął Sukuna, pocieszając drżącą postać Yuji’ego subtelnymi dotknięciami, których omega dopiero niedawno się dowiedział, że był zdolny. — Powinieneś poszukać swojej paczki. Mogą zapewnić więcej pocieszenia, niż ja kiedykolwiek mógłbym dać.
Yuji nie drgnął. Jego uścisk na kimonie Sukuny stał się mocniejszy, gdy walczył z panicznym oddechem. Został odrzucony. Został odrzucony jako omega.
— Nie. Nie każ mi odchodzić. Nie chcę, żeby wiedzieli… Żeby mnie widzieli w takim stanie. — Yuji był zniesmaczony tym, jak łatwo zaczął błagać. Błagać o to, żeby alfa zmienił postawę, żeby trzymał go tak długo, aż nie będzie mógł już skupiać się na tym, co pierwotnie wprawiło jego umysł w zamęt. — Proszę.
— Ale czy to, że jestem świadkiem twojej słabości, jest dla ciebie w porządku?
— Nie mogę niczego przed tobą ukryć. — Yuji przyciągnął kolana bliżej klatki piersiowej, wpychając się bliżej w ramiona klątwy, aby dać jasno do zrozumienia, że nie chcę się z nimi rozstawać. — Nie mogę cię bardziej rozczarować, niż już to zrobiłem.
Najwyraźniej nie była to odpowiedź, jakiej pragnął Sukuna. To, co kiedyś było delikatnymi dłońmi głaszczącymi jego włosy, zmieniło się w pazury, chwytające jego głowę i odpychając ją, tak że omega była zmuszona zmierzyć się ze spojrzeniem alfy.
— Nie zakładaj, że wiesz, co czuję, bachorze — warknął alfa, wprawiając omegę Yuji’ego w szał. Jego paznokcie wbiły się głębiej w skórę Yuji’ego, a jego kły dały o sobie znać, grożąc omedze, by pozostała w całkowitym bezruchu. — To ty uważasz się za niegodnego.
Zanim można było wyjaśnić, co to oznaczało, Sukuna przyciągnął Yuji’ego do siebie i przycisnął usta do szyi omegi. Ułożenie było celowe, jego kły drażniły gruczoł zapachowy, podczas gdy jego język go muskał. Z ust Yuji’ego wyrwał się zawstydzony jęk, gdy jego głowa opadła do tyłu w ekstazie, a myśli wirowały w zamieszaniu na tak sprzeczne działania.
Zapach alfy był pełen gniewu i wrogości, ale staranność, z jaką delikatnie ssał szyję Yuji’ego, stymulując jego wrażliwy gruczoł, zanim zostawił najmniejszy ślad, podważył strach omegi.
— Król klątw nie posiada niegodnego naczynia.
Głowa Yuji’ego odchyliła się do tyłu, zmuszając Sukunę do zmiany chwytu. Alfa pieścił jego włosy, aby zamian tego podeprzeć głowę, składając ostatni pocałunek na jego szyi, zanim odsunął usta, a Yuji został nakłoniony do oparcia się o ramię Sukuny.
— Śpij.
Zagubiony w środku tego, co się wydarzyło, Yuji wykonał polecenie alfy, nie mogąc powstrzymać się od płaczu i zawodzenia w ramionach Sukuny. Przez cały czas klątwa nadal wzmacniała swój własny zapach, pieściła i uciszała omegę w milczeniu, co nieuchronnie uspokoiło jej serce i umysł.
Koniec
