Actions

Work Header

Rating:
Archive Warning:
Fandom:
Characters:
Additional Tags:
Language:
Polski
Stats:
Published:
2025-08-13
Words:
1,246
Chapters:
1/1
Comments:
4
Kudos:
5
Bookmarks:
2
Hits:
24

Pamięć

Summary:

Miniaturka

Eugeo bardzo nie chciał zapomnieć. Gdyby o nim zapomniał pozostałby całkowicie sam

Notes:

(See the end of the work for notes.)

Work Text:

Solus dopiero zaczynała swoją podróż, otulając wioskę Ruidl swym łagodnym, pomarańczowym blaskiem, ale dla Eugeo było już bardzo późno. Powinien być już w drodze do Gigas Cedar, aby rozpocząć kolejny dzień pracy, ale wciąż czekał jeszcze na Kirito. A czekał już bardzo długo.

Ile czasu mogło minąć? Kiedy słyszał melodię na godzinę siódmą, ustalił, że pójdzie go szukać, kiedy dzwony kościelne wybiją o wpół do, więc na pewno nie minęło jeszcze pół godziny, ale i tak było to zadziwiająco długo.

Jasne, nie pierwszy raz zdarzało się, żeby Kirito zaspał i Eugeo nie czułby nic poza lekką irytacją, gdyby nie to, że wczoraj koszmarnie się pokłócili. Dlatego widok jego zziajanej twarzy naprawdę sprawiłby, że martwiłby się o wiele mniej...

Wspomnienia wczorajszego dnia sprawiały, że nie potrafił myśleć o nich bez łez w oczach i ucisku serca, zupełnie jakby w jego klatce piersiowej rozrastał się kłujący cierń. Ponieważ wczorajszego dnia stracił Alice... Stracił swoją najlepszą przyjaciółkę, a kiedy próbował ją ocalić, mógł tylko stać i bezradnie patrzeć jak Rycerz Integralności zabiera ją setki kilorów stąd, gdzieś, gdzie nigdy nie dotrze.

Pamiętał jeszcze jaki Kirito był wściekły, kiedy zostali na chwilę sami, po tym jak dorośli zamknęli ich w jednym z pokoi kościoła, żeby ochłonęli. Pamiętał jak przyjaciel oskarżał go o to, że nic nie zrobił, jak mówił o tym, że jeśli będzie trzeba, sam wyruszy w podróż i odszuka Alice. Że nie obchodzi go Kodeks Tabu...

Co prawda później go przepraszał, ale Eugeo znał go już tyle lat, że wiedział, że jeśli Kirito coś sobie postanowi nie da sobie tak łatwo wybić tego z głowy.

Proszę, bądź w pokoju. Składając tą krótką modlitwę, lnianowłosy chłopiec ruszył czym prędzej w stronę kościoła, w którym mieszkał jego najlepszy przyjaciel, ponieważ właśnie wybiła godzina siódma trzydzieści.

Z drugiej strony - pocieszał się - odkąd tylko się poznali, on, Kirito i Alice byli praktycznie nierozłączni. Wszystko robili razem i dlatego Eugeo nie wierzył, żeby Kirito mógł tak po prostu złamać zasady, niczego mu nie mówiąc.

Minął bramę wejściową do kościoła i skierował się wzdłuż wschodniej ściany, obok niewielkiego zielonego terenu i przeszedł na tyły budynku, by zapukać kilkakrotnie w drzwi. Nie musiał długo czekać, żeby otworzyła mu siostra Azariya, najwidoczniej zaskoczona jego widokiem o tak wczesnej porze.

— Dzień dobry — rzucił pospiesznie. — Czy Kirito już może wstał?

Zakonnica zmarszczyła nieco brwi, zapewne zastanawiając się nad niesubordynacją swojego wychowanka. A przynajmniej tak Eugeo uważał, dopóki nie otworzyła ust.

— Kirito? A któż to taki?

Eugeo w tym momencie po prostu zgłupiał. Jak w ogóle mogła zadać to pytanie? On i Kirito byli przecież znani w wiosce jaka para największych łobuzów, a siostra Azariya była przecież ich nauczycielką, kiedy jeszcze chodzili do przykościelnej szkoły. W dodatku Kirito mieszkał z nią pod jednym dachem odkąd tylko znalazła go jako niemowlę, porzucone gdzieś po środku lasu. Eugeo słyszał tą historię za każdym razem, kiedy siostra strofowała za coś swojego wychowanka.

Gdyby nie to, że siostra Azariya nie miała poczucia humoru, pomyślałby, że sobie z niego żartuje.

Nie, po prostu musiał się przesłyszeć.

— Kirito. Mój przyjaciel. — A widząc, że siostra Azariya nadal wygląda na z lekka zdezorientowaną, dodał: -— Poszukam go. Jak go znam, to pewnie zaspał.

Z tymi słowy wyminął ją i ruszył na piętro, w stronę korytarza, prowadzącego do pokojów sypialnianych. Zignorował nawoływanie siostry za swoimi plecami i otworzył drzwi po lewej stronie, ale widok, który tam zastał, sprawił, że zastygło mu serce.

Wszystkie sypialnie w kościele wyglądały w zasadzie tak samo minimalistycznie. Dostawało się tu niewiele światła Solus, wszystko więc skąpane było w półmroku, a za całe wyposażenie służyło niewielkie łóżko, przestronna szafa, stolik nocny i krzesło na którym Kirito zwykle składował ubrania.

Teraz jednak wnętrze było bardziej surowe niż zwykle. Krzesło było puste i stało schludnie pod ścianą, a łóżko pozbawiono pościeli. Nie było kija, którego Kirito używał jako miecza, kiedy w dzień wolny urządzali sobie walki z innymi chłopcami z wioski, brakowało rysunków, którymi obwieszał ściany. Zniknęły nawet zastępy drewnianych figurek, które kiedyś wystrugał dla nich dziadek Garitta, a które powinny stać na parapecie.

Czyżby Eugeo pomylił pokoje? Cofnął się na korytarz, ale wyglądało na to, że jednak nie. Gdzie się podziały więc wszystkie rzeczy jego przyjaciela?

Z dudniącym sercem zaczął przeszukiwać pokój w poszukiwaniu jakichkolwiek śladów. Szafa była pusta, w dodatku jej wnętrze pokrywała cienka warstwa kurzu, jakby od dawna nikogo tutaj nie było. Nie znalazł także nic pod i za łóżkiem, ani w szufladach nocnej szafki.

Czy to możliwe, że Kirito tak po prostu postanowił opuścić Ruidl? Zabrać wszystkie swoje rzeczy i wyruszyć do stolicy, niczego mu nie mówiąc? Nie zostawiając choćby skrawka listu?

— Eugeo, nie wiem kogo szukasz, ale poza mną i tobą nikogo tutaj nie ma.

Chłopiec podskoczył w miejscu na dźwięk głosu siostry Azariyi. Chyba próbowała nadać mu jakichkolwiek łagodniejszych tonów, ale nadal brzmiało to jak zgrzyt noża po szkle.

Eugeo wstał z podłogi, ocierając z oczu łzy - kiedy zaczął płakać? - i odwrócił się do zakonnicy. Siostra Azariya podeszła do niego i pogłaskała go delikatnie po głowie.

— Przecież wiesz, że nie ma tu Alice. Zabrał ją Rycerz Integralności. Już tutaj nie wróci.

— N-nie szukam Alice. — Po policzkach Eugeo poleciały kolejne krople łez. — Szukam... szukam... — Otworzył szerzej oczy. Kogo szukał...? Dlaczego nie mógł przypomnieć sobie jego imienia? — Ki... Kurat... - Wiedział, że brzmiało to jakoś tak, ale jakkolwiek układał dźwięki, nie mógł znaleźć poprawnej odpowiedzi. A to sprawiło, że całkowicie się rozkleił i przez dłuższą chwilę nie potrafił wydusić z siebie ani jednego słowa.

***

Chłopiec z Czarnymi Włosami. Tak Eugeo nazywał go w myślach, kiedy okrutny bóg postanowił odebrać mu wspomnienia o imieniu jego najlepszego przyjaciela.

Nazywał go tak przede wszystkim dlatego, że w wiosce Ruidl nie było nikogo innego, kto miałby tak ciemne włosy. Eugeo nie pamiętał dlaczego tak było, ale wiedział wystarczająco dużo, by serce rozdzierała mu tęsknota.

Z dnia na dzień został całkowicie sam. Alice zabrano do stolicy, a Chłopiec z Czarnymi Włosami zniknął bezpowrotnie, zabierając ze sobą całe swoje istnienie.

Żaden z mieszkańców wioski nie pamiętał kim był Chłopiec z Czarnymi Włosami. Kiedy pytał o to dorosłych, robili dziwne miny i mówili, że w Ruidl nigdy nie było żadnej takiej osoby, a potem szybko ucinali temat. Ponieważ Jink zrobił się w stosunku do niego bardziej złośliwy niż zwykle, wkrótce przylgnęła do niego łatka dziwaka, więc przestał pytać.

Ale pamiętał, choć szczegóły szybko zacierały się w jego umyśle i każdego dnia uciekało coraz więcej wspomnień. Chwytał się ich resztek najmocniej jak tylko potrafił i nie pozwalał sobie na rozproszenie myśli choćby na sekundę. Nie mógł go przecież zapomnieć. Gdyby to zrobił, czy mógłby mu potem spojrzeć w twarz?

Ale zapominał. Któregoś dnia, jakiś tydzień po jego zniknięciu przypomniał sobie jego imię, które powtarzał bez przerwy pod nosem, kiedy uderzał siekierą z całej siły w wątłych dziecięcych ramionach w korę niezniszczalnego drzewa. Zapisał to imię na kartce i przykleił do belki w suficie, tuż nad swoim łóżkiem, żeby przypominać je sobie każdego ranka kiedy wstanie, ale kiedy obudził się następnego dnia, kartka zniknęła, a on znowu nie pamiętał.

Dwa tygodnie po zniknięciu, nie był w stanie sobie przypomnieć, kim był dla niego Chłopiec z Czarnymi Włosami. Przyjacielem? Bohaterem jednej z opowieści jego dziadka? Miał wrażenie, że jest to ktoś ważny, bliski jego sercu niemal w takim samym stopniu jak Alice.

Miesiąc później doszedł do wniosku, że być może to nie Vector jest tym, który odbiera mu wspomnienia. Być może była to jedna z dobrych bogiń, która chce mu w ten sposób ulżyć w jego cierpieniu. Ale w takim razie dlaczego wciąż pamiętał o Alice?

I dlaczego Chłopiec z Czarnymi Włosami musiał odejść?

Notes:

Mam nadzieję, że płaczecie xd Nie, ale tak serio, byłabym zadowolona z jakiegoś małego odzewu, ciepłego słowa lub kilku słów konstruktywnej krytyki.

Będąc szczera, myślę nad przetłumaczeniem tej i innych miniaturek na angielski, ale przede wszystkim chciałabym publikować po polsku, bo mam wrażenie, że mało rzeczy istnieje w przestrzeni publicznej z moich ulubionych uniwersów, a polski fandom zasługuje na wszystko co najlepsze