Chapter Text
Rozdział 1.
- I co teraz? – zapytał niepewnie Kokichi Oma.
Na sali rozpraw klasowych panowała głucha cisza, przerywana nerwowymi oddechami. Na Tsumigi Shirogane, ostatecznej cosplayerce oraz mistrzyni gry została właśnie dokonana egzekucja za zabójstwo Rantaro Amami. Uczniowie nie poznali nawet prawdziwego talentu Rantaro, którego sam nie był świadomy. Rozprawa klasowa była ciężka i zawiła, przez większość czasu główną podejrzaną była Kaede Akamatsu, ostateczna pianistka. Był moment, kiedy dziewczyna była sama pewna, iż to ona zabiła Amami’ego. Ślepa zawziętość do odkrycia kto zgotował im to piekło, skłoniła Kaede do popełnienia morderstwa, byle tylko poznać tożsamość mistrza gry. Jednak Schuichi Saihara podczas śledztwa, znalazł jedną małą wskazówkę, która uratowała jego sympatii życie – długi, niebieski włos. Banalne, ale skuteczne. Tsumigi była zrozpaczona, że została pokonana we własnej grze już na samym początku, ze zwykłego niedbalstwa. Opanowała ją kompletna rozpacz, którą tak uwielbiała jako wyznawczyni Junko Enoshimy.
Po okrutnej egzekucji, polegającej na tym, iż wszystkie postacie, które cosplayowała zarzuciły ją toną ubrań, akcesori i wszelkiego rodzaju przedmiotów, których używała podczas występów i zdjęć, dosłownie… utonęła w nich. Uczniowie przerażeni wpatrywali jak Monokuma wraz Monokubs’ami próbowali wyciągać mistrzynie z niekończącego się morza rzeczy, ale wraz z nią przepadli. Kiedy egzekucja dobiegła końca, nad stosem ubrań otworzył się właz, w który wszystkie przedmioty wraz z ciałem Tsumigi, Monokumy i Monokubs wpadły w przepaść.
- T-to to koniec? – wyjąkała przerażona Tenko Chabaschira.
- Na to wygląda – skwitował Kaito Momota, zaskakujący spokojnym tonem.
- Meh – wzruszył ramionami Kokichi, po czym spojrzał na swoje paznokcie – mogli się bardziej postarać. W końcu pokonaliśmy Mistrza Gry.
- Czy ty siebie słyszysz?! – wydarł się K1-B0 – właśnie na naszych oczach zginęła nasza koleżanka! Jeszcze przed chwilą Tsumigi była tak samo zagubiona, jak my! I co?! Utonęła! Dosłownie podtopiły ją ubrania! Nie robi to na Tobie żadnego wrażenia?!
- Szczerze? – powiedział Kokichi, po czym złowrogo się uśmiechnął, wyszczerzający w upiorny sposób zęby – ani trochę.
Himiko Yumeno dalej wstrząśnięta po wydarzeniach sprzed paru minut, na słowa Kokichiego dostała gęsiej skórki. Wiedziała, że Kokichi Oma jako Ostateczny Lider Złowrogiej Grupy widział śmierć już nie raz, ale jego ton i zero wzruszenia przerażały ją.
- Nyeh – jęknęła przestraszona nieświadomie, po czym szybko zakryła usta. Kokichi odwrócił się w jej stronę i założył ręce na piersiach. Fioletowowłosy przeszył wzrokiem od stóp do głów ostateczną czarodziejkę.
- Chcesz coś dodać, ruda wiedźmo?
- J-ja? Ni-nie…
- HEJ! – krzyknęła Tenko, idąc szybkim krokiem w stronę Kokichiego – NIE MASZ PRAWA TAK MÓWIĆ DO HIMIKO, TY DEGENARACIE! – Tenko próbowała złapać dyktatora, ale w ostatniej chwili za kołnierz złapała ją Maki Harukawa.
- Uspokójcie się – wyszeptała złowrogo, a ostateczna mistrzyni akido stanęła jak wryta. Głos Harukawy był ostry jak brzytwa i momentalnie Tenko spanikowała.
- Oh man – westchnął Kokichi, po czym zachichotał – a już było ciekawie przez chwilę nyehehehe.
- Maki Roll ma racje! – krzyknął Kaito, a Harukawa zmrużyła gniewnie oczy na astronautę – Tsumigi nie żyje, trudno. Ważne, że my żyjemy!
- Naprawdę? To była najmądrzejsza rzecz jaką mogłeś powiedzieć? – parsknął śmiechem Kokichi, a Kaito zmierzył go wzrokiem.
- Zamknij się Kokichi.
- Szkoda, że o Rantaro tego nie możemy powiedzieć – powiedziała smutno Kaede, a Schuichi niepewnie ją objął, próbując pocieszyć – moż-może mogłam temu jakoś zapobiec? Może gdyby nie mój głupi plan odkrycia tożsamości mistrza gry Rantaro byłby tu z nami?
- Przestań biadolić idiotko! – wrzasnęła zdenerwowana Miu Iruma, która i tak wyjątkowo długo milczała – mamy teraz gorsze problemy, niż twoje rozterki moralne. Skoro pozbyliśmy się mistrza gry, to dlaczego dalej jesteśmy w tej pierdolonej sali rozpraw?! Dlaczego nic się nie dzieje?! – krzyczała wściekła ostateczna wynalazczyni, machając rękami na wszystkie strony.
- Nigdy bym nie pomyślał, że się zgodzę z Miu, ale to prawda – wtrącił się Korekiyo Shinguji – powinniśmy sprawdzić, czy coś się zmieniło na zewnątrz.
Cała grupa zaczęła szukać wyjścia z sali rozpraw, aż w końcu znaleźli dziwaczne drzwi „ewakuacyjne”. Licealiście pobiegli schodami w górę, wracając na dziedziniec akademii. Sytuacja była taka sama, mury jak stały, tak stały. Nie było widać żadnego draśnięcia.
- Cholera! – krzyknął Kaito, po czym z całej siły walnął pięścią w kopułę, która ich odgradzała od prawdziwego świata – AUA! – zaczął machać dłonią z bólu, a wokół niego zebrała się reszta uczniów.
- Idiota – skwitowała Maki, ale na jej twarzy pojawił się nieśmiały i dość uroczy uśmiech.
- HEJ MAKI ROLL NIE NAZYWAJ MNIE TAK!
- Nhehehe wyjątkowo się zgodzę z Maki Roll! – wtrącił się wesoło Kokichi, zakładając dłonie na głowę.
- A ty się zamknij i nie masz prawa tak do mnie mówić – odparła Harukawa. Jeśli jej ton mógłby zabijać, już dawno by uśmiercił fioletowowłosego lidera.
- Buuuuu – jęknął z udawanym smutkiem Oma – Maki jest dla mnie niemiła! Himiko, szybko, zmień ją w jakąś żabę albo innego gada.
- Nyeh? Cz-czemu znowu ja? – wyjąkała nieśmiało Yumeno. Zainteresowanie jej osobą Kokichiego zaczynało ją niepokoić.
- Nie widzę tu żadnego innego magika moja droga – odparł z uśmiechem do czarodziejki – chyba, że te twoje zaklęcia i czary to zwykłe kłamstwa i tak naprawdę nic nie umiesz – dodał z satysfakcją.
- Co?! T-to nie-nieprawda! Naprawdę jestem magikiem!
- Udowodnij! – krzyknął Kokichi, wyraźnie w coraz lepszym humorze. Dokuczanie Himiko było dla niego świetną zabawą – Jak jesteś prawdziwą czarodziejką, to ZNISZCZ TE PIERDOLONE MURY I UWOLNIJ NAS STĄD! – wrzasnął, a jego fioletowe oczy zapłonęły. Himiko patrzyła przerażona na chłopaka, aż łzy napłynęły jej do oczu. Tenko próbowała zareagować, ale wybuch Kokichiego również ją wystraszył.
„C-co się dzieje? Cz-czemu on taki dla mnie jest?” pomyślała Himiko, ale z jej ust nie wydobył się żaden dźwięk.
- Kokichi przestań atakować Himiko – przerwał pewnie i chłodno Shuichi. Jedno było pewne, z nieznaego powodu, Kokichi jako jedną z nielicznych osób darzył szacunkiem ostatecznego detektywa i brał jego słowa na poważnie.
- Boże na żartach się nie znacie – w sekundę Kokichi zobojętniał, przewracając oczami – przecież nie skrzywdziłby mojej ulubionej czarodziejki – dodał i mrugnął okiem do Himiko. Yumeno jednak nie zareagowała w żaden sposób, wybuch lidera sprzed chwili był dla niej traumatyczny.
- Hej! Przestań mieszać jej w głowie, ty degenaracie! – odparła Tenko, stając w obronie małego magika.
- W- w porządku Ten-Tenko, nie musisz…
- Czy możemy zająć się w końcu czymś ważnym? – przerwała ponownie Maki i spojrzała na Kaede i Schuchi’ego, stojących obok siebie – wy dwoje, macie jakiś pomysł jak możemy rozwiązać tą sytuację?
Schuichi spojrzał na Kaede, po czym na wszystkich wokół i odchrząknął.
- Na obecny moment nie – powiedział cicho, a reszta licealistów popatrzyła niepewnie i ze strachem na siebie.
- Ale hej! – uśmiechnęła się nerwowo Kaede – żyjemy i przynajmniej na ten moment – jesteśmy bezpieczni. Spójrzcie! – krzyknęła i pokazała palcem na stojąca niedaleko maszynę, którą sterowały Monokubsy – nawet Exisale nie działają! To znaczy, że możemy na spokojnie zacząć drogi ucieczki. Akademia jest wielka, ale jestem pewna, że wspólnymi siłami uda nam się znaleźć wyjście.
- Masz rację Kaede – przytaknął Schuichi z rumieńcami na policzkach. Obecność pianistki zawsze go onieśmielała, ale i dodawała otuchy. Kokichi przewrócił oczami na zachowanie zawstydzonego detektywa – mo-może nie dziś, bo za dużo się działo, ale od jutra zaczniemy poszukiwania, kto jest za?
- A mamy inne wyjście, prawiczku? – warknęła Miu, odtrącając kosmyk blond włosów z ramienia.
- N-no w sumie to-to nie – wyjąkał zgaszony Schuichi – myślę, że powinniśmy dziś wszyscy odpocząć. Najważniejsze, że jesteśmy żywi i razem, poradzimy sobie.
- To świetny pomysł Schuichi – wsparł detektywa Kaito – mój pomocnik zawsze wie co powiedzieć! Spotykamy się jutro po śniadaniu i obmyślimy plan jak wydostać się z tego przeklętego miejsca! – dodał, podnosząc pięść w triumfalnym geście.
- Atua nam na pewno pomoże – dodała Angie Yonaga, układając dłonie w rytualnym geście.
- Ja pójdę przygotować nam kolację, spotkajmy się wszyscy za trzy godziny w jadalni – dodała Kirumi Tojo, a uczniowie przytaknęli i rozdzielili się po całej akademii.
Rozdział 2.
Po dłuższym czasie ćwiczeń różnych sztuczek magicznych w pokoju ostatecznej czarodziejki, Himiko Yumeno zaczynała coraz bardziej myśleć o egzekucji Tsumigi i o tym, jak uczniowie przeszli do niej na porządek dzienny. Dlaczego śmierć dwójki licealistów została potraktowana zupełnie obojętnie? Może tak naprawdę są przerażeni jak ona, ale nie chcą wywoływać niepotrzebnej paniki? Ostateczna czarodziejka czuła, ze przytłacza ją obecna sytuacja.
„Tsumigi jeszcze była tu chwilę temu, jeszcze wczoraj z nią rozmawiałam o jej ulubionej mandze. Jak ona mogła mnie tak oszukać? Nie tylko ją, ale i innych uczniów. Jeszcze… kazała się nam nawzajem zabijać… Co by było, gdybyśmy nie odkryli, że to-to ona za tym wszystkim stoi? Czy by zginęło więcej osób? Czy ja też bym zginęła…” pomyślała Himiko, po czym zrobiło jej się słabo. Przecierając oczy ze zmęczenia, spojrzała na zegarek i uświadomiła sobie, że niedługo będzie musiała się zbierać na kolację.
„Muszę po prostu odpocząć, jutro znajdziemy wyjście, na pewno! I wydostanę się z tej piekła!”
Liczyła, że jeśli spędzi trochę czasu sama to się uspokoi, ale nic na to nie wskazywało. Tenko zaproponowała jej, aby spędziły ten czas razem, ale Himiko jej podziękowała. Ceniła sobie obecność i przyjaźń ostatecznej mistrzyni aikido, ale czasem… po prostu było jej za dużo. Himiko doskonale zdawała sobie sprawę, że Chabashira obdarza ją większą sympatią, niż wskazywałoby na to zwykłe koleżeństwo. Pomimo, że nie rozmawiały o tym, Tenko zdawała sobie sprawę, że Himiko nie zainteresuje się w nią w żaden romantyczny sposób. Himiko… po prostu wolała chłopców, a Tenko niechętnie, ale akceptowała to. Obiecała sobie, że będzie bronić małą czarodziejkę, nawet jeśli nigdy nie będą razem.
Himiko niechętnie pokierowała się w stronę wyjścia, aby spotkać się ostatecznymi w jadalni. Kiedy otworzyła drzwi, usłyszała nagłe mocne uderzenie od wewnętrznej strony korytarza i okrzyk bólu.
„O matko, czy ja właśnie uderzyłam kogośa?!” pomyślała przestraszona, po czym szybko wyszła na korytarz i spojrzała kto oberwał.
- Aua kurwa! Czy nikt w tym przeklętym miejscu nie umie normalnie drzwi otworzyć?! – wydarł się Kokichi, siedząc na podłodze i ocierając dłonią obolałe czoło. Chwilę dotykał głowy opuszkami palców, po czym spojrzał na przestraszoną czarodziejkę, stojąca nad nim – ah, to ty, mogłem się spodziewać – skwitował niechętnie i z rozczarowaniem w głosie.
- Prze-przepraszam Kokichi, to by-był wypadek – wyjąkała.
- Jasne, niech ci będzie – mruknął pod nosem, odwracając od niej wzrok. Yumeno chciała pomóc wstać liderowi, ale zrobił to bez jej pomocy, przy okazji podnosząc z ziemi przedmiot, którego wcześniej czarodziejka nie zauważyła. To była… lornetka?
- P-po co ci to? – spytała nieśmiało, pokazując kościstym palcem na przedmiot.
- Nie twój interes – powiedział cicho Kokichi, po czym minął ją idąc w głąb korytarza. Himiko została sama, pocierając dłonią niepewnie materiał jej marynarki. Nie mogła zrozumieć intencji Kokichiego. Jednego dnia był dla niej miły i uśmiechnięty, aby chwilę po tym mógł ją zgnoić o byle co. Czy sprawiało mu to przyjemność? Zadawanie przykrości czarodziejce?
„Dlaczego właściwie o nim myślę?”
- HEJ! – usłyszała nagle zza pleców i odwróciła się do lidera – właściwie.,. właściwie możesz mi pomóc – powiedział i pokierował się z powrotem do niej – przydałaby mi się partnerka – dodał, kiedy stanął do niej twarzą w twarz. Mimo, że oboje byli niscy, to jednak chociaż na Himiko Kokichi mógł spojrzeć z góry.
- Partnerka? – wyjąkała Himiko, czując, że się czerwieni – ale dlaczego ja?
- Hm… - zamyślił się Kokichi, po czym spojrzał na lornetkę, którą trzymał w dłoni – Miu, Keebo, Tenko, Kaito, Angie i Gonta to idioci, chociaż Miu mogłaby być z nich najbardziej przydatna… Maki, Ryoma, Korekyio i Kirumi mnie trochę przerażają – Kokichi szybko wyliczał po kolei kolejnych uczniów – a Schuichi zostawił mnie dla tej swojej cycatej pianistki – dodał z udawanym żalem – więc no niestety, zostałaś mi tylko Ty… ale spokojnie, obiecuję, że ze mną nie będzie nudno – dokończył myśl, zagryzając wargę i przyglądając się Himiko. Jego głębokie fioletowe oczy przytłaczały dziewczynę.
- Dl-dlaczego uważasz, że będę chciała ci pomóc?
- A masz coś lepszego do roboty? – spytał, wzruszając ramionami – możesz zawsze spędzać czas, ze swoją stukniętą dziewczyną, ale zauważyłem… - podrapał się po podbródku – że nie chcesz tego robić.
- To-to nieprawda! – oburzyła się Himiko, pomimo że zdawała sobie sprawę, że Kokichi miał trochę racji – Tenko jest moją przyjaciółką i lubię z nią spędzać czas.
- Jasne, jasne – przytaknął, patrząc się po ścianach korytarza akademii – a jednak stoisz tu i ze mną gadasz, a nie z nią.
- To-to nie tak! Sam mnie zaczepiłeś Kokichi! – krzyknęła, zaciskając dłonie w pięści.
- Już nie oburzaj się tak – odparł ze śmiechem – jeśli nie chcesz być moim pomocnikiem, to zobaczymy się na kolacji, na razie – odwrócił się na pięcie i zaczął iść w głąb korytarza.
- Cz-czekaj! – krzyknęła i podbiegła za nim. Mimo że tego nie widziała, Kokichi uśmiechnął się z satysfakcją.
„Co ja robię?! Dlaczego chcę iść za Kokichim, czy ja już postradałam zmysły?!”
Ostateczny lider poczekał na dziewczynę, która stanęła obok niego. Spojrzał na nią od góry do dołu i się ponownie uśmiechnął.
- Wiedziałem, że będziesz chciała iść.
- Tylko gdzie? I co zamierzasz robić z tą lornetką?
- Powiem ci… ale musisz mi obiecać, że to co zrobimy, pozostanie między nami tylko – dokończył zalotnie, patrząc na usta Himiko, po czym zagryzł swoją wargę. Himiko nie wiedziała, czy Kokichi robi to intencjonalnie czy nie, ale czuła, że zadziałało to na nią w sposób, który by sobie nie życzyła.
- O-o czym ty mówisz? – wyjąkała Himiko, czując, że zrobiła się kompletnie czerwona.
„On chyba nie myśli, że mielibyśmy…”
- HAHAHAHA! – Kokichi nagle wybuchnął gardłowym śmiechem, przez który jedną ręką złapał się ściany, a drugą za brzuch – O Boże… Himiko przestań, nie myślałaś chyba… że ja ci to sugeruje?! Że my we dwoje… Hahahaha – chłopak zaczął ocierać fałszywe łzy z kącików oczu.
- Ni-e, nie! – wykrzyczała Himiko, a odcień jej twarzy stał się wręcz fioletowy ze wstydu – ni-nic takiego nie miałam na myśli – próbowała się tłumaczyć, ale Kokichi w dalszym ciągu się śmiał.
- Nhe-nhe-nhe! Nie wiedziałem, że taka perwersyjna jesteś Himiko, a jednak pozory mylą. – Oma świetnie się bawił, widząc zakłopotanie małego magika.
- Przestań Kokichi, to nie tak – czarodziejka zsunęła kapelusz, aby zakryć swoją twarz, ale Kokichi tylko go podciągnął z powrotem na jej głowę.
- Zostawmy ten temat na kiedy indziej – powiedział już z opanowaniem w głowie, patrząc na nią z góry – teraz mamy inną misję do wykonania i zależy mi żebyś była cicho, żadnej Tenko, Angie czy komukolwiek innemu o tym, co ci pokaże – powiedział, wskazując palcem na jej twarz – obiecujesz?
- Obi-obiecuję – wyjąkała, uciekając wzrokiem od przeszywającego wzroku Kokichiego.
- Świetnie – klasnął w dłonie, po czym złapał czarodziejkę za ramię – TO IDZIEMY! – krzyknął, ciągnąć dziewczynę, a czarodziejka próbowała złapać równowagę.
***********************
- P-po co tu jesteśmy? – wyszeptała zestresowana Himiko, rozglądając się po piątym piętrze akademii, który był dość ponury i mroczny w porównaniu do poprzednich pięter.
„Im wyżej, tym straszniej” pomyślała, pocierając zestresowana ramiona „czemu właściwie ja tu jestem?”
- Cicho Himi – wysyczał Kokichi, po czym złapał ją za dłoń i przyciągnął do prostopadłej ściany.
„Hi-Himi? Czy on właśnie dał mi przezwisko?”
Kokichi podszedł do wykończenia ściany i zza rogu zaczął przyglądać się przez lornetkę. Chwilę milczał, obserwując korytarz.
- Znów tu jesteś, hmmm… - skwitował cicho, a Himiko patrzyła na niego zagadkowo. Lider podał jej lornetkę i gestem wskazał, aby zrobiła to samo. Yumeno niepewnie przyjęła sprzęt i przybliżyła do twarzy. Na początku ukazał się jej pusty, ciemny korytarz, nic nadzwyczajnego, ale kiedy przybliżyła zobaczyła kontury osoby…
- Maki? – wyszeptała bardziej do siebie, niż do Kokichiego, po czym wyostrzyła ostrość soczewek.
Maki Harukawa stała przy jednym pokoju, opierając się o drzwi i bacznie obserwując korytarz. Miała założone ręce na piersi i opierała się jedną nogą o drzwi. Musiała tu stać wyjątkowo długo, bo wyglądała na znudzoną i zniecierpliwioną. W pewnym momencie Maki spojrzała na nadgarstek, sprawdzając godzinę, a następnie zaczęła się kierować w stronę ostatecznego lidera i ostatecznej czarodziejki.
- I-idzie w naszą stronę! – szepnęła przestraszona, oddając Kokichiemu lornetkę.
- Uciekamy stąd – odparł stanowczo i złapał dziewczynę za dłoń, ciągnąc ją w stronę schodów. Himiko walczyła ze sobą ze wszystkich sił, aby nie ominąć żadnego schodka i nie spowodować ich wspólnego upadku. Jednak Kokichi jak na wyjątkowo drobną posturę, był silny i zwinny, cały czas kierował Himiko, aż do jej pokoju ostatecznego magika. Lider wrzucił czerwonowłosą, po czym szybko zamknął drzwi, nasłuchując czy Harukawa nie idzie za nimi. Przez parę minut słuchać było tylko ich nerwowe i urwane oddechy.
- Chy-chyba poszła – powiedział Kokichi i otarł dłonią pot czoła.
- Kokichi… o co chodzi? Czem-czemu śledzimy Maki?
Dyktator przez moment przypatrywał się czarodziejce, po czym westchnął, zdmuchując kosmyki włosów z twarzy.
- Wydaje mi się, że Maki coś ukrywa – skwitował, po czym spojrzał jeszcze raz na drzwi.
- Ukrywa? Ale co?
- Ukrywa swoją tożsamość.
„Co takiego?”
- C-co o czym ty mówisz?
- Nie zastanawiałaś się nad tym? – podniósł palec do policzka, po czym machnął dłonią – eh, oczywiście że się nad tym nie zastanawiałaś, tobie tylko ta twoja głupia magia w głowie.
- He-hej nie mów tak o mojej magii! – wtrąciła się Himiko i chciała uderzyć Kokichiego w ramię, ale szybko złapał jej chudy nadgarstek.
- Nawet nie próbuj moja droga – odparł chłodno, po czym puścił jej dłoń, a Himiko opuściła ręce.
- Uważasz, że Maki kłamie?
- Oczywiście, że tak, swój pozna swego – powiedział, wyszczerzając zęby – niemożliwe, żeby ta czerwonooka zimna suka była ostateczną opiekunką dzieci. Zauważyłem już od początku, że Maki zachowuje się… co najmniej dziwnie. Znika niepostrzeżenie, nie chce z nikim rozmawiać o swoim talencie, jest wyjątkowo szybka, zwinna i chłodna jak na to, że miałaby się zajmować bachorami. Nie pamiętasz, jak szybko ustawiła Tenko? Nie zapominajmy, że Tenko jest pieprzoną ostateczną mistrzyni aikido! Zwykła niańka tak łatwo by sobie nie poradziła z nią – wzruszył ramionami.
- Może po prostu nie lubi rozmawiać o sobie?
- Nawet jeśli, to po cholerę stała parę godzin pod swoim pokojem ostatecznym, nie zastanawia cie to?
- Hmmm… no nie wiem Kokichi – powiedziała, po czym zakryła twarz dłońmi – ale-ale nie chce podejrzewać Maki…
Himiko realnie się zmartwiła, po czym ostateczny lider delikatnie złapał ją za nadgarstki i odciągnął jej dłonie z twarzy, aby na niego spojrzała. Patrzyli sobie przez moment głęboko w oczy, a wydawało się, że Kokichi dłużej trzymał jej dłonie, niż powinien.
- Himi, a jeśli to przez Maki nie możemy się wydostać z tego miejsca? Pozbyliśmy się mistrza gry, a dalej jesteśmy tu zamknięci. Nie tęsknisz za swoją rodziną, przyjaciółmi? Chcesz tu tkwić do końca życia? Musimy się dowiedzieć co się znajduje w jej pokoju. Może to jest jedyne wyjście, aby uciec z tego przeklętego miejsca? – mówił cicho i spokojnie, po czym puścił dłonie czarodziejki, a swoje położył na biodrach.
Himiko wiedziała, że Kokichi nią manipuluje, ale wiedziała, że w tym co mówi jest odrobina racji. Talent Maki Harukawy zupełnie nie pasował do jej osobowości i stylu życia. Ponadto, jeśli byłaby niewinna, nie musiałaby stać na czatach przed swoim pokojem ostatecznym.
- To- to co robimy Kokichi?
- Hmmmm… mam pewien plan, ale będziemy musieli go zrealizować w nocy, tak będzie najbezpieczniej i najmniejsza szansa, że napotkamy Harukawę. Przemyślę jeszcze to wszystko i spotkamy się po nocnym komunikacie w magazynie. Pamiętaj, nikt ma cie nie przyłapać i nikomu masz o tym nie mówić – dodał chłodno, wskazując na jej twarz palcem, a Himiko niepewnie przytaknęła głową – jesteś w końcu moją partnerką w zbrodni, nie możesz mnie zawieść – dokończył, po czym zgarnął kosmyk włosów, który opadł jej na twarz. Jego gest był… nad wyraz delikatny jak na Kokichiego. Czarodziejka znieruchomiała pod dotykiem opuszków jego palców, a Kokichi sam się zaskoczył, że zdobył się na taki krok.
- Do-dobra, bo się zaczyna robić dziwnie – odchrząknął zawstydzony i szybko wsadził dłoń do kieszeni – nieważne, musimy iść na tę kolację, bo i tak już jesteśmy spóźnieni, a nie chcemy wzbudzać podejrzeń – powiedział szybko i otworzył drzwi – pamiętaj, po nocnym komunikacie.
- Pa-pamiętam – odezwała się, a chłopak szybkim krokiem ruszył w stronę schodów, kierujących na niższe piętra.
„W-w co ja się wpakowałam? I dlaczego ze wszystkich… zdecydowałam się zgodzić na bycie partnerem Kokichiego?”
