Actions

Work Header

Chyba jesteśmy

Summary:

Sasuke i Naruto zmuszeni są zamieszkać ze sobą na jakiś czas, i tak po nitce do kłębka poznają się nawzajem, odkrywając nieznane, nowe terytoria.

Notes:

Mam ogromny sentyment do tego fika, nawet po tylu latach. Fluff aż trzeszczy, ale nic to :)

Chapter 1: Lubię na ciebie patrzeć

Chapter Text

1. Lubie na ciebie patrzeć.

 

Sasuke był absolutnie piękny gdy walczył i Naruto nie mógł oderwać od niego oczu. Oczywiście nikomu by się do tego nie przyznał, byli w końcu rywalami, nie znosili się i słynęli z wzajemnej niechęci do siebie. Ludzie mówili, że "nienawidzić się jak Naruto z Sasuke" to jeszcze gorsze niż" nienawidzić się jak pies z kotem". I mieli rację. Co wcale nie przeszkadzało Naruto podziwiać pięknego widoku, jaki stanowił walczący Uchiha.

Poruszający się lekko i z gracją, jakby całkiem bez wysiłku, szybujący w powietrzu niczym jakaś surrealistyczna zjawa. Rozwiany, smukły, potrafiący zatrzymać się niemal nad ziemią, jakby całkiem pokonując grawitację. Smukłe ramiona, w których kryła się nieproporcjonalna do ich wyglądu siła, rozpostarte jak u polującego drapieżnika. Naruto nauczył się szybko doceniać siłę tych niby niepozornych ramion, które nieraz sprawiły mu porządne cięgi. Nie żeby się kiedyś otwarcie przyznał do bólu, ale był pewien, że Sasuke wiedział, kiedy trafił zbyt mocno w zbyt słabą część partnera do sparringu. Sasuke zawsze wiedział jak zrobić tak, żeby Naruto bolało, i ciało i duch. I chociaż Uchiha był sierotą tak samo jak on, nie oszczędzał go ani przez chwilę, wytykając najmniejszy błąd, zagapienie i nieuwagę. Szydząc z nieumiejętności bycia samemu w sposób niezależny.

Łatwo mu mówić, Uchiha był genialnym chłopakiem całej osady, takim z którym wszystkie dziewczyny chciałyby chodzić a wszyscy chłopcy chcieliby oglądać mecze i szwędać się po barach. Naruto natomiast był osadzie całkiem niepotrzebny i dawano mu to odczuć przy każdej okazji. Sam Sasuke także w pośredni sposób dawał do zrozumienia, że jest zbędny i tylko przeszkadza. Naruto szczerze go za to nienawidził. Za jego piękno, grację i diabelską skuteczność, za wyższość we wszystkim czego się nie dotknął, za geniusz.
I teraz oto Naruto obserwował Sasuke, jak ten skacze w jego stronę z wdziękiem polującej pantery, piękny i rozluźniony i wbija mu w głowę kant stopy, zostawiając na policzku zygzakowaty ślad sandała.

"Co jest, młotku? Nawet ty powinieneś to umieć odparować!"

Są chwile, gdy Naruto nienawidzi się za swoją słabość, przejawiającą się w skrytym obserwowaniu Uchihy, gdy ten walczy. Szczególnie, gdy walczy z nim.

Naruto zobaczył kątem oka zmrużone w rozbawieniu oko Kakashiego i promienny uśmiech Sakury, dopingującej swojego ukochanego idola. Sasuke spojrzał na niego góry i uśmiechnął się także, kpiąco i lekceważąco. Jeżeli Naruto czegoś w swoim życiu szczerze nienawidził, to właśnie takiego uśmiechu od takiego nadętego, rozpieszczonego prymusa jak Uchiha.

 

* * *

Sasuke lubi skrycie oglądać, jak Naruto walczy.

Oczywiście nie ma na swoje dziwaczne hobby zbyt wiele czasu, bo Naruto z reguły walczy z nim a ktoś taki jak ostatni członek klanu Uchiha nie może sobie pozwolić na przegraną z takim młotkiem, więc musi się nieustannie pilnować. Sasuke poznał, że musi być czujny w sparringach z Naruto już podczas pierwszego starcia, kiedy nieomal wypluł płuco pod potężnym kopniakiem, jakim uraczył go Uzumaki. Oczywiście Sasuke nigdy nie przyznałby się do bólu przed takim rozwrzeszczanym idiotą jak ten blond imbecyl, ale nie zmienia to postaci rzeczy, że Sasuke wie, jak ocenić przeciwnika. I chociaż tego także nie przyzna, Naruto jest bardzo groźnym przeciwnikiem. I chyba dlatego jest tak fascynującym przedmiotem obserwacji, chociaż tego ostatniego Sasuke nie jest pewien.

Naruto pod żadnym względem nie jest piękny. Nie ma w nim ani lekkości ani gracji. Spada z nieba jak grad, jak wielki, rozpędzony kamień, mocno i twardo. I cholernie skutecznie. Skręca się w szaleńczych podskokach jak jakiś zwariowany bąk, opadając na ziemię w ostatniej chwili, na cztery łapy ...jak lis. Może to przez lisiego demona Naruto jest tak silny i rozpędzony, jak huragan, jak grzmot, jak coś naturalnego i absolutnie nie do opanowania, nie do powstrzymania. Sasuke lubi patrzeć na Naruto nie dlatego, że jest jego walka jest wyrafinowana, ale dlatego, że jest taka dynamiczna, pełna nieujarzmionej energii, taka żywa....i ciepła. Sasuke przysiągłby, że czasami widzi jasną, słoneczną smugę ciągnącą się za blondasem, za trajektorią jego skoku lub ciosu. Jaśniejący mocą, wolą walki, energią i życiem, nie do zdarcia, nie do pokonania.

Sasuke od kiedy zabito jego rodzinę czuje gdzieś w środku wielkie, nie dające się przegnać zimno. Wie, że uwidacznia się ono w jego walce, w jego życiu, w jego słowach, we wszystkim, co ostatni Uchiha robi. Naruto jest jego kompletnym przeciwieństwem, zawsze ruchliwy, pełen życia i ciepły. Tak ciepły, że powidok tego ciepła ciągnie się za nim wzorem jego pomarańczowej czakry. Sasuke ma czasem chęć wyciągnąć rękę do tego ciepła i w jakiś irracjonalny sposób pozwolić mu rozlać się po swoim skostniałym ciele. Ale nie może go dotknąć, nie może ukazać słabości przed tym młotkiem, więc tylko patrzy, jak wspaniała, mocna, żywa flara czakry przepływa obok niego, muskając mu policzek śmiesznie żółtymi włosami, i z rozpędem uderza go w żołądek, pozbawiając go oddechu na dobre parę sekund.

Sasuke nienawidzi, jak jego chęć obserwacji nie pięknego ale jakże niesamowicie ruchliwego żywiołu, zostaje bezlitośnie obnażona. Nie można podziwiać przeciwnika, nie wtedy, gdy się z nim walczy. Naruto był zadziwiony, że jego cios trafił celu niemal tak samo jak Sasuke. To było nawet jeszcze gorsze.

Sasuke zgiął się w pół jednym płynnym ruchem i upadł na kolana. Oddech nie wracał. Zbyt długo.

"Co jest, draniu, wymiękasz?! Cha cha cha!!! Wstawaj...o rany, myślałem, że zrobisz unik, albo coś...hej, co z Tobą?..."

Sasuke spróbował zmusić się do odetchnięcia, ale ból z mostku stał się nie do zniesienia i zanim zdołał wykrztusić coś, żeby się przeklęty Uzumaki odczepił, mroczna ciemność połknęła go bez jednego nawet dźwięku. Gdzieś w oddali mocne, pomarańczowe ramiona zacisnęły mu się na plecach.

 

* * *

 

"Jesteście dzisiaj jacyś rozkojarzeni, chłopcy. Sasuke zdołał przestawić szczękę Naruto a Naruto pozbawił przytomności Sasuke jednym ciosem w brzuch, który normalnie Uchiha sparowałby kantem ręki. Czy ktoś może mi powiedzieć, co się z wami dzieje?"

Naruto i Sasuke siedzieli obok siebie na kozetce w izbie przyjęć i milczeli. Pielęgniarka skończyła właśnie bandażować opuchniętą żuchwę Naruto i wyciągnęła dłoń do Sasuke, ale ten odtrącił ją szybko i sam wyciągnął sobie termometr spod pachy. Kakashi odprowadził kobietę wzrokiem za drzwi, po czym zwrócił się ponownie do swoich podopiecznych. Obok niego stała Sakura, którą parę minut wcześniej trzeba było siłą odlepiać od Uchihy, zmartwiona i załzawiona.

"Czy ktoś łaskawie udzieli mi odpowiedzi, panowie?"

Sasuke łypnął czarnym okiem na mistrza. Był przekonany, że Kakashi wie o ich małych obserwacjach i niefortunnych zagapieniach. I wiedział, że nie ominie ich za to ani kara ani jakiś zgryźliwy komentarz. Zdziwił się, gdy mistrz tylko westchnął z rozbawieniem i uśmiechnął się pod swoją maską. Naruto oczywiście nie potrafił opanować zdziwienia i najzwyczajniej w świecie opadła mu zabandażowana szczęka.

"Szczeniaki. Macie mi z tym jak najszybciej dojść do ładu, zrozumiano. Nie mam chęci patrzeć jak zagapiacie się na siebie zamiast walczyć. Oczywiście dobrze jest poznać przeciwnika, jego styl walki i tak dalej, ale też dobrze jest poznać to samo u przyjaciela. Dobrze a może nawet lepiej."

Kakashi puścił do nich piękne perskie oko i już go nie było. Kłąb dymu rozwiał się zostawiając znieruchomiałego Naruto i niezadowolonego widocznie Sasuke. Sakura spojrzała na nich podejrzliwie i mamrocząc coś o dniu wolnym wyszła zostawiając ich samych i trzaskając drzwiami odrobinę za mocno.

Przez chwilę panowała krępująca cisza. W końcu Sasuke wstał sztywno, najwyraźniej wciąż pod wpływem środków podnoszących ciśnienie, takich jak stężona kawa, i skierował się ku wyjściu, ale Naruto złapał go za rękaw, niemal wyrywając go ze szwów.

"Co on...miał na myśli? Poznać przeciwnika przez gapienie się...?" błękitne oczy wbiły się w Sasuke niewygodnie.

Wyszarpnął się z uścisku trochę zbyt mocno i stanął w bezpiecznej odległości od Uzumakiego, żeby ten nie mógł wyrządzić już jego garderobie więcej szkody. Błękitne ślepia nie opuściły go ani na chwilę, deprymujące i uparte.

"Masz się...już na mnie nie gapić, młotku! " dokończył z niejaką trudnością Sasuke, nie mogąc zmusić się do przyznania, że zarzut Kakashiego dotyczył także jego zagapień. Błękitne oczy zwęziły się groźnie.

"Jaaa?! Ja się gapię???!!!! A ty co robiłeś, zamiast zrobić przyzwoity unik, hm? Szykowałeś kolejny atak ?"

Sasuke poczuł, jak jego oczy przechodzą w sharingan a głos staje się nieprzyjemny i kpiący.

"Młotek. Pilnuj lepiej swojego nosa, bo ci go ktoś urwie zamiast celować w żuchwę!"

I tak Sasuke i Naruto zdemolowali pokój przyjęć, doprowadzając do szału bojowego cały oddział szpitala w Konoha, który po dłuższej szarpaninie rękoma krzepkich ośmiu pielęgniarzy, wyniósł ich z budynku i pozbył się raz na zawsze, grożąc, że następnym razem nikt im już pomocy nie udzieli.

 

* * *

 

Następne parę dni Naruto miał wolne. Z powodu przestawionej żuchwy. I dobrze, bo nie miał okazji znowu zapatrzeć się na walczącego Sasuke a jego szczęka nie wytrzymałaby podobnego szoku po raz drugi. Lekarze zabronili mu trenować nawet samemu, bez drużyny siódmej, bo groziłoby to pęknięciem czegoś tak w środku, czego nazwy Naruto nie zapamiętał. Nawet moc lisa miała problem z zagojeniem tego czegoś. Naruto leżał więc sobie na łóżku cały dzień, pochłaniając nieprzyzwoite ilości ramen i ucząc się nowych technik z wykradzionych z biblioteki skryptów.

Generalnie było mu dobrze, siedział sobie w domu, nie musząc słuchać nieustannych wybuchów pochwał Sakury, skierowanych zawsze na Sasuke, nie musiał oglądać aprobaty na twarzy Kakashiego, gdy Sasuke opanował jakąś nową technikę, nie musiał widzieć kpiącego uśmieszku Sasuke, gdy tylko zdarzyło mu się zrobić błąd. Pysznie, już dawno nie miał wakacji. No i Iruka przychodził doglądać go, czy czasem nie trenuje pomimo zaleceń lekarza, i oczywiście przynosił ze sobą nowe smaki ramen. Idylla.

W tym zadowoleniu brakowało mu jednak czegoś. Nie potrafił dokładnie powiedzieć czego. Czegoś. Zepchnął tą myśl na samo dno umysłu, oddając się szczegółowemu studiowaniu skryptu z technikami ninjitsu. Gdzieś w głębi miał przeczucie, że chyba jednak domyśla się, czego mu brakuje.

Brakowało mu widoku walczącego Sasuke, zgrabnie skaczącego na niego z trzema kunai w zębach, rozwianego i pełnego wdzięku jak jakiś cholerny drapieżnik. Zanim zdołał przyjrzeć się bliżej tej myśli już spał, śliniąc starodawny skrypt z technikami shinobi sprzed czterech wieków.

 

* * *

Następne dwa dni były dla Sasuke śmiertelnie nudne i bez uników potrafił wskazać przyczynę tego stanu rzeczy.

Od dwóch dni młotek nie mógł trenować i tylko siedział w domu, pilnowany przez Irukę, żeby nie uciekł i nie zaczął ćwiczyć sam. Iruka, będąc nadopiekuńczą kwoką o miękkim sercu, zdenerwowany i zatroskany biegał wciąż między domem swoim a Naruto, i donosił mu tylko nowe smaki ramen. Sasuke nie lubił zaborczości z jaką Iruka traktował Naruto i w jakiś przedziwny sposób nie pasowało mu też to, że blondas nie miał nic przeciwko takiemu traktowaniu jego osoby, wręcz przeciwnie. Cieszył się atencją trzęsącego się nad nim nauczyciela i pożerał wielkie ilości ramen, które ten nieustannie mu donosił. Sasuke wiedział to, bo wybrał się zobaczyć, jak ma się młotek. W ukryciu oczywiście. Nie miał zamiaru okazywać swojego zainteresowania zdrowiem blond idioty, który oczywiście zamiast wykorzystywać cenny czas, zasypiał na wielowiekowym zwoju i obśliniał go haniebnie.

Tak czy owak bez rozwrzeszczanego głupka dni w drużynie siódmej wlokły się dla Sasuke niemiłosiernie. Sakura wciąż zagadywała go, napraszając się na randkę, Kakashi zniknął, polecając im uczyć się współpracy zespołowej przez chodzenie po wodzie. Sasuke podejrzewał, że Kakashi dużo bardziej zajęty jest Iruką, który przez ten "wypadek" Naruto wziął krótki urlop, niż pracą zespołową. Zresztą niemożliwym było uczenie się używania czakry do chodzenia po wodzie, gdy Sakura kurczowo uczepiała się jego ramienia i nie puszczała, robiąc maślane oczy, póki razem nie wylądowali w wodzie. Po dwóch przymusowych kąpielach zrezygnował z takiego treningu i poszedł głęboko w las, żeby poćwiczyć samemu.

Był zły. Bo najlepiej trenować z kimś w prawdziwym starciu, niż uprawiać tylko suche kata i tańczyć po gałęziach drzew. Młotek oczywiście musiał uszkodzić sobie szczękę, zamiast po prostu uniknąć ciosu, pozbawiając go tym samym partnera do sparringu. Sasuke wygodnie pominął fakt, że Naruto nie uszkodził sobie szczęki sam, a z jego drobną pomocą. Zresztą on także ucierpiał na tym całym "gapieniu się", wielki, purpurowy siniak z pomarańczowymi pręgami widniał mu na brzuchu niczym wyrzut sumienia.

Sasuke obiecał sobie, że już nigdy nie będzie patrzył na walczącego Naruto inaczej niż na atakującego przeciwnika. Uspokojony tą myślą zaczął swój samotny trening w lesie.

 

* * *

Drugiej nocy po całym fiasku z żuchwą i Sasuke, który zamiast zablokować cios, stracił sobie beztrosko przytomność, Naruto dojrzał do tego, żeby odwiedzić swojego rywala. W celach treningowych oczywiście. Chciał wypróbować parę nowych technik, które przyswoił, oraz zobaczyć, czy czuje się już wystarczająco dobrze, żeby wrócić do drużyny. Iruka, kochany i zawsze zaopatrzony w ramen, gdyby mógł nie wypuściłby go z domu do trzydziestki a przecież stanie się Hokage wymagało treningu w walce wręcz a nie tylko opanowania teoretycznego technik.

Tak więc Naruto wymknął się o północy z domu i pomknął prosto do Uchihy. Nie wiedział, co mu powie ale czuł, że potrzebę trenowania nawet taki zadufany w sobie geniusz zrozumie.

Geniusz zrozumiał. Gdy tylko Naruto wylądował na dachu domu Uchihy, okno mansardy otworzyło się z znienacka i wyleciał z niego niebieski sandał, uderzając go prosto w nos. Naruto zaskoczony tym dziwnym zwrotem akcji kwiknął cienko, budząc całą okolicę z błogiego, drobnomieszczańskiego snu, i zaczął z chrzęstem dachówek zsuwać się z dachu. Wtedy okno otworzyło się ponownie, i tym razem nic z niego nie wyleciało, tylko blada, smukła i niesamowicie silna ręka wysunęła się za parapet, złapała Naruto za kołnierz i wciągnęła do środka.

Przez moment patrzyli na siebie bez ruchu. Naruto rozcierał stłuczony nos i próbował zastrzelić Sasuke swoim najlepszym wściekłym spojrzeniem, na które kamienny Uchiha jak zwykle odpowiedział lekceważącym ruchem ramion.

"Czemu rozwaliłeś mi nos, durniu ?!"

Sasuke przewrócił oczyma aż łysnęły białka jego czarnych jak smoła oczu.

"Czemu atakujesz ludzi w środku nocy, młotku? Noc jest do spania i są ludzie, którzy nie życzą sobie, żeby im ten czas odbierać."

Naruto zacisnął usta i wstał, otrzepując ubranie z wyimaginowanego kurzu. Coś w tonie Sasuke powiedziało mu, że nie potrzebnie się fatygował, i to coś było wyjątkowo przykrym doświadczeniem. Nie wiedział dlaczego.

"Dobra. Chciałem cię tylko spytać, czy masz chęć urządzić sobie nocny sparring. Bo przecież obaj żyjemy tylko dla treningów. Nie chciałem ci przeszkadzać we śnie. Sory, jeśli przeszkodziłem. Cześć."

Gdy Naruto już wyskakiwał po raz kolejny przez niefortunne okno, czyjaś mocna, pewna dłoń zacisnęła mu się na kostce, powodując bolesny upadek i bliskie spotkanie face to face z wykładziną Uchihy.

"Młotek. Nie powiedziałem, że przeszkadzasz ani że nie chcę z tobą potrenować." Twarz Sasuke ukryta była w cieniu i Naruto nie mógł dopatrzeć się wyrazu, jaki, czuł to na pewno, się na niej malował.

Wyszli na zewnątrz i w milczeniu doszli do samego środka ogrodu, okalającego dom klanu Uchiha. Naruto obserwował w ciemności blade, smukłe policzki Sasuke, zacienione czarnymi, zmierzwionymi lekko włosami. Coś w tym obrazie było...niezwykłego i pociągającego. Zmarszczył się na myśl, że nie wie co to takiego i że ostatnio będąc przy Sasuke coraz częściej ma uczucie, że czegoś nie wie albo wie, tylko nie chce się przyznać. Zaczynało go to poważnie martwić. Oczywiście Uchiha zaraz zauważył zmianę na jego twarzy i uśmiechnął się. Naruto nie widział wyraźnie jaki był to uśmiech ale czuł, że jest on na pewno szyderczy i prześmiewczy.

"Czego się śmiejesz, draniu !" burknął złowrogo, instynktownie obnażając w złości zęby. "Nie będzie ci do śmiechu jak cię spiorę na kwaśne jabłko!!!"

"Nie mogę się doczekać, młotku." lekki, nienaturalnie swobodny ton. Naruto zacisnął szczęki, które bolały jeszcze od bliskiego spotkania z sandałem najbardziej pożądanego i najbardziej zadufanego w sobie chłopaka w osadzie.

Zaczęli walczyć jak zwykle, nagle i bez ostrzeżenia. Tak było najzabawniej, w każdym razie dla Naruto. Znienacka rzucił się na Sasuke, markując ciosy, żeby pod ich osłoną wyprowadzić swoją nowo nabytą technikę. Nie miał czasu zdziwić się, gdy Sasuke całkowicie przewidział jego ruch, i co gorsza, przewidział także jakiej techniki chciał użyć. Zanim zdążył złożyć ręce w pieczęć, Sasuke już szybował ku niemu razem ze swoją kocią gracją, pięknem i elegancją. Szybko, za szybko. Piękny i niewątpliwie elegancki prawy sierpowy wbił mu się w żołądek.

"Młotek."

Naruto zerwał się wściekle z ziemi, która zaatakowała go z znienacka. Czerwone oczy posiadacza sharingana patrzyły się na niego kpiąco. "Ta technika na mnie nie zadziała."

Naruto zdusił w gardle wściekły pomruk i ruszył z impetem na znienawidzonego rywala. Na szczęście był przewidujący i zaczął zakładać dwie pieczęcie na raz, przeczuwając, że drań może coś takiego wykręcić. Drugiej pieczęci nie opanował jeszcze całkowicie, przeczytał ją dopiero dwa razy, ale to była akurat dobra okazja, żeby ją wypróbować.

 

* * *

 

Sasuke widział jak Naruto uwalnia czakrę, wściekle wirującą i świecącą złowrogim pomarańczowym blaskiem. Nie znał tej techniki, młotek musiał nauczyć się jej niedawno, ale nie mogło to być nic, co byłoby groźne dla sharingana. Uśmiechnięta twarz Naruto mignęła Sasuke przed oczyma a potem wszystko zginęło w oślepiającym świetle.

"Cha cha cha !!! Teraz cię mam, twój sharingan jest na nic po tej małej zabawie światłem !!! Hy hy hy, odparuj teraz moją technikę !!!"

Sasuke zrobił odruchowo unik, zasłaniając oczy w bezsensownym geście obrony, i dobrze, bo tuż nad nim, przeleciało coś z impetem, muskając go po odsłoniętym karku.

Ślimak...Ślimak ?!!! Drgnął niepewny czy się śmiać czy bać, że Naruto zwariował, używając do walki bezkręgowców. A potem podniósł głowę i przez znikającą już jasność zobaczył czterometrowego, ogromnego ślimaka, który spojrzał na niego swoimi oczkami na ruchliwych, wilgotnych słupkach, po czym zwalił się na ostatniego członka klanu Uchiha z okropnym, mięsistym chlupotem.

Chyba na moment stracił przytomność, bo gdy ponownie otworzył oczy leżał w kałuży oślizgłej mazi a Naruto razem z ogromnym ślimakiem patrzyli na niego z niepokojem. Sasuke zadziałał instynktownie. Złapał niczego nie spodziewającego się Naruto za kołnierz i bez jakiejkolwiek gracji czy w ogóle techniki, trzasnął go pięścią w twarz. Naruto z impetem wpadł na drzewo i chyba uderzył się w głowę, bo powoli osunął się z pnia, spływając po nim jak rzucony na ścianę naleśnik.

"Chcesz mnie zabić, idioto?! Ślimakiem?!!! "

Naruto zaburczał coś, co brzmiało jak "nie wiedziałem, sorry" a ślimak spojrzał na Sasuke z wyrzutem. Uchiha zciągnął usta w małą, złowróżbną kreskę i szybko złożył dłonie w pieczęć, posyłając ślimaka tam skąd przyszedł. Potem podczołgał się do siedzącego na ziemi Naruto, trzymającego się za szczękę i mamroczącego niewyraźnie inwektywy, i trącił go lekko, odkrywając, że lewa noga boli go jak przypalana ogniem i nie może jej wyprostować. Dureń chyba złamał mu nogę. Ślimakiem. Sasuke zawrzał.

"To miała być walka wręcz, bez wywoływania potworów, bałwanie !!! Chyba, że masz chęć spotkać się z moim krukiem, hm? Wstawaj, jeszcze żeśmy nie skończyli, młotku..."

Naruto spojrzał się na niego wściekle i wypluł trochę krwi.

"Nie mohę..." wymamrotał pod nosem, obmacując delikatnie szczękę, która już robiła się sina i opuchnięta.

"Czemu? Cholera, to ty jeżeli się nie mylę chciałeś się sparrować! Abstrahuję od tego, że chciałeś mnie także udusić ślimakiem!" Sasuke nie ukrywał swojego gniewu, wywołanego faktem, że dał się zaskoczyć jakiemuś przerośniętemu bezkręgowcowi. Pochylił się nad Naruto i oderwał mu dłonie od szczęki, tylko po to, żeby wywołać przeciągły skowyt bólu, od którego zaczęły szczekać wszystkie okoliczne psy.

"Sostaf mne, draanu!! Zlamalesz mi hkękę, ooouuuu!!!"

Sasuke spojrzał prosto w załzawione z bólu i złości oczy, i westchnął.

"Ty złamałeś mi nogę. Jesteśmy kwita."

Naruto spojrzał na niego z wahaniem, nadal ściskając obronnie swoją z minuty na minutę bardziej granatową szczękę. Sasuke usiadł koło niego, wyciągając ostrożnie kontuzjowaną nogę i otrzepując się ze śluzu ślimaka.

"Chyba musimy iść do lekarza." odezwał się, żeby zagłuszyć ciszę. Naruto siąknął cicho w odpowiedzi.

"Źle z tobą ciole faktycznie, skoro nie możesz mówić." zaśmiał się słabo Sasuke i wrzasnął z bólu, gdy rozeźlony Naruto dźgnął go palcem w kolano złamanej nogi. "Przestań, idioto !!! Dobra już, rozumiem. Idźmy już, bo jeszcze bardziej się pokiereszujemy."

Naruto wstał i bez słowa zaoferował pomocną dłoń Sasuke, który przełknął swoją dumę i przyjął pomoc, lądując na plecach Naruto. Gdy próbował protestować, że nie chce być niesiony jak bezsilna kobieta, blondas dźgnął ponownie w chorą nogę. Tym razem Sasuke nie jęknął nawet, tylko jedna, wielka łza stoczyła mu się po policzku i kapnęła prosto za kołnierz Uzumakiego. Uchiha przeklął się w myślach za słabość okazaną przed największym rywalem ale Naruto zrozumiał to jakoś po swojemu.

"Phepraham, draaniu."

Sasuke nie odpowiedział, tylko położył z wahaniem głowę na ramieniu, odzianym w śmiesznie pomarańczowy uniform i odetchnął drżąco. Wyglądało na to, że obaj będą unieruchomieni na dłuższy czas i nici z treningów, i to przez jego nieuwagę i głupiego ślimaka Uzumakiego.

 

end

 

Homoviator 2005