Work Text:
— Tony… — Rhodey patrzył w przerażeniu na samochód, nie mogąc uwierzyć, że pod tą ciemnoniebieską karoserią kompaktowego autka skrywa się pieprzony potwór — Tony, kurwa, to jest tak bardzo nielegalne, że sam się teraz powinienem zapuszkować.
— Oh… czyli, że nie lubisz Perełki — mechanik przestąpił z nogi na nogę, bawiąc się nerwowo trzymanymi kluczykami. Wyglądał na autentycznie zasmuconego i Jim po prostu nie mógł na to patrzeć.
— Tones, nie lubię jej — Jim w dwóch długich krokach podszedł do drugiego mężczyzny i chwycił jego twarz w dłonie, zmuszając go do spojrzenia mu w oczy. — Nie lubię jej — powtórzył z mocą i prześledził palcami rosnący na policzkach Tony'ego rumieniec — ja ją kurwa kocham, dlatego silnik opatentujemy i zalegalizujemy a kluczyki do tego maleństwa będą musieli wyrywać z moich martwych, zimnych dłoni, bo nie ma nawet mowy, że z niej zrezygnuję.
Nie ma mowy, że zrezygnuję z ciebie zawisło między nimi niewypowiedziane.
— Mówisz najsłodsze rzeczy, dziubasku.
