Work Text:
— Żałuję, że tak późno zgodziłem się na operację — powiedział nagle, gdy od dłuższej chwili opierali się o balustradę ze wzrokiem utkwionym w dal, gdzie nad dachami wieżowców ociekało krwią zachodzące słońce. — Gdybym tylko wcześniej zrozumiał, że jej miłość jest dla mnie przekleństwem i jako jej słońce zawsze będę tylko krwawić i ginąć, słabnąc z każdym zmierzchem i świtem, być może wspomnienia naszej relacji nie zatarłyby się w mojej głowie. Być może mógłbym przez te wszystkie lata wpatrywać się w twoją twarz, zamiast stopniowo tracić zdolność dostrzegania na niej szczegółów. Gdybym tylko powiedział prawdę…
Dłoń Jumina raptownie zakryła mu usta, powstrzymując go przed wyrzeczeniem kolejnych słów, jej właściciel westchnął zaś cicho i zmarszczył brwi na widok łez zbierających się w kącikach oczu Jihyuna i powlekających je mleczną mgiełką, po czym otarł jedną z nich kciukiem, mrugając szybko, by odpędzić własne. Nie miał w zwyczaju okazywać swoich emocji w tak wylewny sposób, toteż nie mógł zrozumieć, dlaczego w odpowiedzi na bezgłośny płacz przyjaciela jemu także zachciało się płakać; zatrzymał smukłe palce na jego policzku i rzekł, dobierając ostrożnie każde słowo:
— Gdyby nawet wszystko, o czym mówisz, było twoją winą, zatracanie się w wyobrażeniach lepszej przeszłości jest nieproduktywne. Najważniejsze jest przyjęcie do wiadomości, że gdy już wszystko się ułożyło, nie musisz się więcej martwić o naszą miłość, ponieważ będzie ona twoim drogowskazem przez wszystkie dni, jakie jeszcze nie zaświtały, nie zaś te, których zmierzch już dawno przeminął. Jeśli chodzi o moją twarz — nachylił się, by skłonić Jihyuna do spojrzenia w jego stronę — teraz możesz się w nią wpatrywać, ile tylko zechcesz.
Drugi mężczyzna odwrócił się w końcu, wtulając przy tym w jego dłoń i uśmiechając się przez łzy, po czym sam ujął jego policzek, gładząc palcami przyjemnie chłodną, porcelanową skórę. Przyjrzał się twarzy Jumina, jego wyraźnie nakreślonym, a zarazem pełnym delikatności rysom, oczom barwy szarego kamienia, wyrażającym teraz czułość i troskę, prostym, kruczoczarnym kosmykom opadającym na jego czoło, wąskim ustom przyprószonym odrobiną czerwieni… Na tych ostatnich zatrzymał wzrok na sekundę dłużej, lecz zaraz przeniósł go z powrotem na jego oczy i odparł z nieposkromionym zachwytem:
— W takim razie możesz być pewien, że skorzystam z tej propozycji.
Jumin również się uśmiechnął, przeciągłe spojrzenie Jihyuna przekazało mu bowiem wszystko, czego ten nie miał jeszcze odwagi powiedzieć, a następnie chwycił jego nadgarstek, przyciągając jego dłoń jeszcze bliżej własnego policzka i składając niemal niewyczuwalny pocałunek po jej wewnętrznej stronie. Kojąca cisza spłynęła na nich z bezmiaru ciemniejącego nieba i ogarnęła ich na cząstkę chwili, nim przerwał ją kilkoma naznaczonymi nutą rozbawienia słowami:
— Pozwolisz więc, że sam nie pozostanę ci dłużny i będę się wpatrywać w twoją.
Serdeczny, pełen czułości śmiech Jihyuna poniósł się echem po okolicy i stopił z ostatnimi promieniami zachodzącego słońca, jakie teraz zdawało się rumienić pod okiem czekającego na nie księżyca, nie zaś krwawić z powodu chylącego się ku ziemi kwiatu narcyza. Być może on i Jumin stracili kilka lat, a tragedia przeszłych dni i nocy wypaliła trwałe ślady w ich sercach, lecz mieli całe życia na miłowanie się tak, jak od początku pragnęli.
Jumin miał nadzieję, że Jihyun zda sobie z tego sprawę i raz na zawsze zwróci wzrok ku przyszłości.
