Work Text:
Maciej miał wiele wad, ale umiejętność szybkiego wychodzenia z opresji tj. kombinowanie, bardziej pasowało mu na zaletę. Można powiedzieć, że, faktycznie, nawet jeśli urodzisz się na Litwie, to przez Rzeczpospolitą Obojga Narodów i tak odziedziczysz typowo polskie cechy. Już przed przyjazdem do Adamczychy był sprytny, jednak życie w nowym środowisku, dość nieprzewidywalnym, zmusiło go do szybszego główkowania.
Dajmy na to jeszcze parę tygodni temu miał mieć wycięty język z rąk Wojciecha, ale dzięki małej ingerencji czystego i bogatego w dodatku Bogdana, wyszedł na tym lepiej niż mógł przypuszczać.
Przemytnik soli.
Cóż, na początku nie chciał wchodzić w ten biznes, sądząc, że wszystko czego potrzebował, już miał. Bo czego chcieć więcej? Miał ciepłą posadkę jako pomocnik kowala, dach nad głową, co prawda czasem kasza była niedogotowana, ale był to szczegół. Poza tym, termin “pragnąć” nie do końca znajdował się w słowniku chłopa pańszczyźnianego.
Mimo to Maciej się na to porwał i, dobry losie, gdyby mógł cofnąć czas do pamiętnego wesela i zmienić tor wydarzeń, za całe złoto świata by tego nie zrobił. Dla Anieli uczyniłby wszystko, nie było w jego życiu osoby cenniejszej i był pewien, że więcej nikogo takiego nie spotka.
Dlatego nie mógł pozwolić jej umknąć mu sprzed nosa.
Nie teraz, kiedy wszystko było jasne, kiedy ona oddawała każdy jego pocałunek z taką samą pasją, kiedy inicjowała ich spotkania w najróżniejszych z miejsc, kiedy jej oczy spotkały się z jego i sam wzrok wyrażał więcej niż tysiąc słów.
Jedną z wad Macieja, które sam za takowe uznawał, była obawa. Oczywiście, dużo się bał, ale nauczył się to przykrywać pod maską cwaniaka-zawadiaki. Jednak nawet jego wyszkolona mimika wymykała się spod kontroli, kiedy zobaczył nie brzydką twarz szlachciury z Warszawy, który niebezpiecznie blisko kręcił się koło jego lubej. Nie mówiąc już o tym, że miał on zostać w Adamczysze na dłużej.
Maciej nie mógł czekać, musiał działać.
Stąd zgoda na wcześniejszą ofertę Wojciecha i przystanie do kontrabandy. Praca jako przemytnik soli nie była taka zła, a fakt że mózgiem całej operacji była Stasia, jakoś tylko bardziej go rozczulił. No, dopóki nie został wysłany na misję do Babic i jakimś cudem został wplątany w rodzinne perypetie Adamczewskich, co poskutkowało zgubieniem całego towaru.
Z racji na dalszy ciąg przyczynowo-skutkowy, zamiast porwać Aniele do tańca przy ognisku, Maciej szedł spotkać się z Reginą. W duchu przeklinał siebie z przeszłości - za głupotę, za spotkanie w lesie, za dołączenie do grupy przestępczej. Teraz musiał przymilić się do chłopki, żeby dała mu klucz do magazynu, gdzie przetrzymywane jest białe złoto. Naważył soli, to musiał ją zjeść.
Umówił się z Reginą pod jej domem, skąd ruszą na “zwiedzanie” Adamczychy. Nie było lepszej okazji, gdyż wszyscy zebrani byli na brzegu jeziora i nikt nie uznałby tego za podejrzane. Nawet jeśli, to byli tak pijani, że nie byliby nawet w stanie takiej błahostki zapamiętać.
Noc kupały, najkrótsza i najgorętsza z nocy, a w tym roku księżyc lśnił nad wyraz mocno, jakby chciał oświetlić wszystkie skrywane sekrety tej wsi. Maciej przewrócił oczami.
Do kompletu brakowało mu jeszcze przyłapania na gorącym uczynku. Hm, może to była myśl, zakręci się wokół ogniska, żeby mieć alibi. Może wciągnie się w jakiś grupowy taniec, tak na zaś. Wcale nie było to związane z chęcią zobaczenia czy pewna szlachcianka dołączyła do imprezy i zobaczeniem jej, choćby kilkusekundowym. Skąd. Maciej nie był z takich, co by samemu sobie kit wciskali.
Im bliżej brzegu był, tym głośniejsza była muzyka, a tańczące sylwetki coraz wyraźniejsze. Białe postacie obracały się dookoła, mało kto siedział.
- Maciuś! - usłyszał skądś swoje imię i zanim się obejrzał, został wciągnięty w wir szalejących ludzi.
Zaskoczenie szybko zostało zastąpione przez radość. Lubił się bawić i nie chwaląc się, uważał się za całkiem przyzwoitego towarzysza do pląsów. Przechodził sprawnie od jednego partnera do drugiego, cały czas podskakując w zwariowanym rytmie.
Dopóki nie zobaczył Anieli. Chociaż pół biedy gdyby ją zobaczył samą, a nie tańczącą sam na sam z tym szlachcicem. W jednym momencie całe jego dobre samopoczucie wyparowało, a w głowie rozpętał się pożar. Obserwował, jak ten obracał jego szlachciankę, a potem złapał w ramiona, aby zaraz na nowo prowadzić w tańcu. Aniela pozostała uśmiechnięta, jakby jej to zupełnie nie przeszkadzało.
Może ona specjalnie tak zagrała? Pozwoliła sobie płynąć, sprawdzając wcześniej, że jego nie było w pobliżu? Nie, to nie mogła być prawda. Te wszystkie spotkania, słowa, gesty, czyny - one musiały coś znaczyć! Aniela nie mogłaby mu tego zrobić, wiedział to. Co nie zmienia faktu, że nie podobało mu się to w jak bliskiej odległości ten cały Marcin przebywał.
Jak za machnięciem czarodziejskiej różdżki, ktoś wyrwał go od Anieli i ta została sama, wodząc za nim wzrokiem, ciesząc się i klaszcząc w dłonie. Po chwili, jakby wyczuła, że ktoś się w nią wpatruje, bo poruszyła głową, co sprawiło, że ich spojrzenia w końcu się spotkały.
Maciej nie wiedział jaką minę miał w tamtym momencie, jednak sądząc po Anieli, nie była ona zbyt przyjazna. Kobieta skinęła w kierunku wioski, a on automatycznie zaczął iść we wskazanym kierunku. Krok miał szybki, chcąc jak najszybciej ulotnić od pozornych gapiów. Gdy obrócił głowę, widział jak Aniela zmierza za nim, w bezpiecznej odległości.
Nie wiedział jak, ale w końcu dotarł do kuźni, która teraz stała opustoszała, jak zresztą całe “centrum”. Poczekał parę chwil, chodząc w tę i wewtę, próbując się uspokoić, ale nie mogąc. Na szczęście nie postradał zmysłów, aby zwrócić publicznie uwagę temu…
- Maciej - zaczęła, gdy zdyszana przybyła na miejsce.
Księżyc oświetlał jej twarz, na której malował się zmartwiony grymas. Z Macieja na raz uszło całe powietrze i przy okazji złość, gdy zauważył jej ściągnięte brwi i czerwone policzki.
Podszedł do przodu, żeby między nimi nie można było wcisnąć nawet kartki papieru, chwycił jej twarz i pocałował z taką namiętnością, której nigdy u siebie nie widział.
Aniela wydała z siebie zaskoczony jęk, ale po chwili objęła go za szyję i pozwoliła na pocałunek. Jego ręce zaczęły wędrować niżej, aż w końcu spoczęły na jej talii. Usta Macieja znaczyły szlak wzdłuż szczęki szlachcianki, aby następnie przenieść się na jej szyję. Aniela wsunęła palce w jego włosy, wydając z siebie ciche dźwięki aprobaty.
Żar z ogniska słabnął przy sile ich pieszczot.
Maciej zrobił parę kroków, ostrożnie prowadząc Anielę ze sobą, aż plecy dziewczyny nie opierały się o ścianę kuźni. Wtedy ze zdwojoną mocą przylgnął do jej ciała, wręcz wpijając się w jej usta.
- Maciej - westchnęła czule pomiędzy pocałunkami.
Każde jej słowo, jęk działały na niego jak najlepsza zachęta na świecie. Dlatego nie przestawał. Ponownie wrócił do jej szyi, starannie dbając o każdy centymetr skóry. Aniela lekko się zaśmiała.
- Chyba powinnam częściej sprawiać, żebyś był o mnie zazdrosny - oznajmiła wesołym głosem, jakby była z siebie dumna.
Nawet gdyby chciał, to nie zezłościłby się na ten komentarz. W końcu Aniela była w jego ramionach, a nie kogoś innego.
To była pierwsza noc kupały Macieja w Adamczysze, ale za to całkiem udana.
