Work Text:
– Cukierka?
Mila uśmiechnęła się do Thomasa szeroko. Jej oczy o barwie morza przewiercały go na wskroś, powodując dziwne ukłucia w sercu już od samego rana.
Zegar jeszcze nie wybił godziny jedenastej, a jego ciało już odmawiało mu posłuszeństwa. Może powinien udać się do kardiologa?
– Chętnie – uśmiechnął się do niej, po czym wziął malutkie zawiniątko w kolorowym papierku z jej delikatnej, wypielęgnowanej łapki. Piegi na jasnej skórze dziewczyny zalśniły w świetle porannego słońca, próbującego dostać się do środka przez okna budynku.
Albo przynajmniej tak mu się wydawało…
Może warto jeszcze zahaczyć o okulistę?
– Wiesz, Tomuś… – zaczęła rudowłosa – Chciałam cię zapytać o coś…
– Nie będę mógł wyrobić ci kolejnej przepustki.
– Nie o to chodzi – zawahała się, widząc jego chłopięcy grymas. – W zasadzie nie będziesz musiał nic dla mnie robić. Jestem jedynie ciekawa. Bo widzisz…
Rudzielec zmarszczył brwi, próbując wyłapać każde, nawet najcichsze, słówko z jej ust.
– Widziałam ostatnio taki filmik z androidem – głos Mili lekko się załamał, odsłaniając niepewność. – AI, wiesz… Tam takie… Filmik był z jakiejś konferencji w Japonii, panowie opowiadali o nowinkach technologicznych i tak dalej… Ja się na tym kompletnie nie znam – zaśmiała się lekko – Ale wiem, że ty już tak. A robot (choć tak naprawdę tylko jego głowa) wyglądał naprawdę realistycznie! Niesamowite, prawda?
– Do przewidzenia – Thomas sapnął, patrząc w oczy koleżanki z małym uśmieszkiem na ustach.
– To znaczy?
– Jesteśmy w takim miejscu w historii świata, że technologia może iść jedynie do przodu. Szybko czy wolno – nie ma znaczenia. Postępu nie da się uniknąć, człowiek jest ciekawski z natury i zawsze musi coś odkryć.
Mila odwzajemniła uśmiech.
– To samo tyczy się kwestii sztucznej inteligencji – Rheault kontynuował bez przerwy na oddech. – Jesteśmy już nieco dalej niż mogłoby się wydawać. Czaty przestają ludziom wystarczać, więc wszystko to leci w stronę pełnej automatyzacji.
– Roboty nas zastąpią?
– Niewykluczone – przytaknął, dalej dzielnie nie spuszczając z niej wzroku. – Mnie i ciebie kiedyś na pewno – dodał obojętnym tonem.
Dziewczyna przygryzła wargę, a kąciki jej ust lekko drgnęły ku górze.
– Sądzisz, że nie jestem niezastąpiona, Tomuś? – jej brwi podniosły się do góry, wyczekując odpowiedzi.
Thomas jedynie mógł się zastanawiać, w co ona próbowała grać. W tej samej chwili jednak poczuł, jak zapiekły go policzki.
Świetnie, do listy rzeczy do zrobienia dochodzi jeszcze wizyta u lekarza internisty. Niech mu ktoś zbada ciśnienie – może coś go rozkłada po całości?
– Nie bierz tego do siebie – odchrząknął, zakrywając rękami suche usta. – Nie chciałem cię urazić.
– Spokojnie, Thomas! – zaśmiała się ciepło. – Mnie ciężko urazić – puściła mu oczko.
Policzki zapiekły go bardziej.
– Wiesz… Chętnie bym z tobą kontynuowała tę rozmowę, ale na razie muszę się zająć jednym zleceniem. W innym przypadku obawiam się, że Devon ukręci mi łeb.
– To byłoby nielegalne – zauważył niebieskooki.
– A że naprawdę miło mi się z tobą rozmawia, Tomuś – Mila kontynuowała, tym razem bez skrępowania – To może umówimy się tak, że dokończymy rozmowę podczas przerwy obiadowej?
– W porządku – rudzielec wzruszył ramionami.
– Super!
***
– Cukierka? – zagadnęła go znowu któregoś dnia, koło jedenastej. Gdy wyciągnęła rękę w stronę rudowłosego, bransoletka na jej nadgarstku lekko zaszeleściła, przypominając dźwiękiem dzwoneczki.
– Chętnie. Thomas sięgnął znowu po zawiniątko, uśmiechając się.
– Trochę myślałam o tym, o czym ostatnio rozmawiamy…
Popatrzył na nią uważnie.
– Nie chcę być zbyt bezpośrednia – Mila podrapała szyję hybrydowymi paznokciami w kolorze karmazynu, uciekając wzrokiem w dal.
– Słucham.
– Dlaczego wybrałeś akurat Devenementiel na swoje miejsce pracy? Mając takie techniczne zainteresowania i smykałkę do technologii, musisz wiedzieć, że świat stoi przed tobą otworem.
– Pytanie tylko, którym? – Rheault uniósł brwi, zachowując dość neutralny wyraz twarzy.
Rozczytanie tego człowieka stanowiło wyzwanie.
I bardzo dobrze, bo Mila lubiła wyzwania. Zawsze to jakaś dawka dopaminy.
– Oj, zabawny jesteś, Tomuś – obdarzyła go skromnym uśmiechem. – Ale teraz na poważnie…
Oczywiście, że Thomas znał odpowiedź na to pytanie. Mało tego, znał ją doskonale, choć gdy cisnęła się na jego usta, potrafił się powstrzymać, by się zanadto nie odsłonić.
W Devenementiel bowiem nikt nie zadawał pytań w myśl zasady, że radykalna akceptacja stanowi fundament pracy zgranego zespołu. Być może Roy lub Devon podpatrzyli to u takiego Rogersa czy innego myśliciela, przekręcili co nie co i dopasowali, by zgadzało się z filozofią firmy - nieważne. Fakt faktem, że rudowłosy miał tutaj dużo swobody i jeszcze więcej zaufania, co w praktyce oznaczało, że nie zbierał punktów karnych za takie błahostki jak chociażby spóźnianie się czy próby włamania się do sieci Goldreamz w celu podpatrzenia projektów tego bufona. Nie, Devon Okere po prostu nie uznawał chyba czegoś takiego jak “rekreacyjny opierdol pracowników”, dając im wszystkim zamiast tego klasyczne “I’m not mad, I’m just disappointed.”.
I może niektórych taka ojcowska postawa bolałaby bardziej, ale Tomek - póki nie zobaczył na swoim biurku wypowiedzenia – miał to szczerze w poważaniu. Nie oznaczało to oczywiście braku szacunku, a bardziej ograniczenie niepotrzebnej gonitwy myśli.
Ale przecież rudowłosa nie musiała tego wiedzieć. Jeszcze nie teraz.
– Lubię patrzeć, jak świat płonie. A z Devenementiel jest dobry widok zarówno na Goldreamz, jak i całą resztę – przyznał.
– Haha… – dziewczyna ewidentnie nie czuła się przekonana, akcentując powoli sylaby, obniżając przy tym ton głosu. –Aż tak nie cierpisz Jasona Mendala?
– Nie lubię popisywania się. Uważam to za zbyteczne.
– Oj Tomuś, żebyś ty wiedział, ilu jest takich facetów, co myśli inaczej…
– Takie zaufanie kojarzy mi się trochę z potrzebą kompensacji sobie czegoś.
– Być może. Ale wiesz… – Mila pochyliła lekko głowę, spoglądając na swoje buty. – Niektórzy potrafią poderwać kogoś tylko na niebieskie oczy.
***
– Cukierka? – zaczepiła go jak zwykle koło jedenastej, oferując słodkości.
– Nie odmówię – sięgnął po łakocie.
– Masz jakieś plany na weekend? Pytam, bo czytałam, że zbliża się jakiś happening w stylu sci – fi. Pomyślałam, że byłbyś zainteresowany.
– Iris przyjeżdża – Thomas potrząsnął głową, przeżuwając cukierka. – Może uda mi się ją wyciągnąć.
W oczach dziewczyny pojawiły się dziwne iskierki. Typowe.
– Oh… Wiesz, myślę, czy się tam nie wybrać – spojrzała na niego przenikliwie. –
Z ciekawości oczywiście – dodała szybko, spuszczając wzrok.
– W takim razie pewnie się zobaczymy – uśmiechnął się do niej.
Zaczerwieniła się w odpowiedzi niczym nastolatka. Zabawne, ten odcień idealnie pasował do jej kombinezonu. Ładnie się komponował.
– Przepraszam cię… Chyba zapomniałam o swoich sajgonkach w mikrofali – rzuciła prędko, po czym pobiegła w stronę firmowej stołówki.
***
– Cukierka?
Aby rutynie stało się zadość, Thomas wziął od koleżanki smakołyk. Po ustach mężczyzny przemknął uśmieszek, jakby kompletnie poza jego kontrolą.
– Iris chyba się podobało, co nie?
– Nie mówiła mi nic, co by mogło wskazywać na to, że było inaczej – odparł sucho.
– W takim towarzystwie to trudno się dobrze nie bawić! – Mila puściła mu oczko.
Coś często to robiła, trzeba przyznać. Może to taki tik nerwowy?
Tylko dlaczego ta jedna czynność sprawiała, że zaczynał się czerwienić jak kretyn?
– Cóż… – zaczął. – To chyba dobrze świadczy o mojej relacji z siostrą.
– No pewnie! – uśmiech rozpromienił jej twarz. –A tak w ogóle, proszę, powiedz mi, Tomuś… Jak to jest mieć siostrę? Musi być super! Ja mam tylko starszego brata, kocham gnojka, ale czasem zachowuje się jak taki uciążliwy wrzód na–
– To nie ma tak, że dobrze albo niedobrze, wiesz Mila… – zaśmiał się, całkiem szczerze w dodatku. –Tym bardziej, że dzieli nas solidnych parę lat. Ale mogę na nią liczyć, nawet jeśli jest daleko stąd, a to całkiem fajne – jego niebieskie oczy zabłysnęły.
Dobrze, dosyć spoufalania się na dzisiaj. Nie tak publicznie, przy ludziach.
Mimo że zrobiło się całkiem miło.
– Jej obecność musi dla ciebie sporo znaczyć.
– Prawda. Iris potrafi wkurzyć, ale bez niej byłoby nudno – Rheault podrapał po podbródku, zamyślony. – Tak myślę.
– Pewnie masz jakieś fajne wspomnienia z nią…
– Jasne, że tak – rudzielec uśmiechnął się jakby do siebie. –Pamiętam na przykład, jak uczyłem ją gry na gitarze.
– O! Grasz na gitarze? – rudowłosa przysunęła się odrobinę do niego, zaciekawiona. Przez subtelnie skrócony dystans między nimi, mógł wyczuć jej słodkie perfumy, dość przyjemne dla jego nozdrzy.
Dziwne, przecież od dziecka wolał delikatniejsze nuty zapachowe. Może to zapowiedź jakichś problemów z hormonami?
– Grałem – przyznał. – W czasie przeszłym co prawda, ale doświadczenie mam.
– Zagrasz mi coś kiedyś, prawda? – dziewczyna zażartowała.
Nie zaprzeczył.
***
Zegar na ścianie nie wskazywał nawet jedenastej, kiedy po raz kolejny zwróciła jego uwagę. Podeszła do niego cicho, uśmiechając się.
Thomas już instynktownie wyciągnął rękę, czując słodki smak na języku.
– Tomuś, co ty robisz? – Mila spytała zaciekawiona.
Zrobił wielkie oczy, przygryzając wargę.
– Ja… Ja myślałem…
Uniosła brwi, rozbawiona.
– Oj cukiereczku…
