Actions

Work Header

Pocałunek Cyjanku

Summary:

Komendant z Kielc przyjechał odwiedzić rodzinę w Sandomierzu, po czym padł martwy na rynku w biały dzień. Sandomierska policja stoi w miejscu ze śledztwem.
Mateusz jak zawsze wtrąca się w nie swoje sprawy, Orestowi kończy się cierpliwość, a poza tym zmaga się z uczuciami wobec pewnego wkurzającego mężczyzny.

Trochę crackfic? Może?
Pierwszy raz piszę po polsku więc możliwe że niektóre rzeczy nie będą się sklejać.

Notes:

(See the end of the work for notes.)

Chapter Text

W kościele było zimno. Mateusz nigdy się do tego nie przyzwyczaił. Siedział sam, w trzecim rzędzie ławek. Wpatrywał się w krzyż przy ołtarzu.

Sprawa, o pomoc z którą zwrócił się do niego ostatnio Mietek, nie dawała mu spokoju. Sandomierska komenda pracowała nad nią już od ponad tygodnia lecz zdawało się, że utknęli w miejscu. 

Komendant z Kielc przyjechał odwiedzić rodzinę w Sandomierzu, po czym padł martwy na rynku w biały dzień. Sekcja zwłok wykazała, że został otruty cyjankiem. Jego rodzina i znajomi nie mieli pojęcia, jak mogło do tego dojść, a wszyscy przestępcy, którzy mogli chcieć zemsty mieli alibi. 

Wieści o śmierci Kieleckiego komendanta szybko się rozeszły, a Sandomierska policja wyszła na tym fatalnie, nie będąc w stanie rozwiązać sprawy.

Ustalono, że zatrucie nie było przypadkowe. Szukali więc mordercy. Podobne afery były częste w Sandomierzu, lecz nadal należało zachować ostrożność. 

Mateusz wstał powoli, nie odrywając wzroku od krzyża. 

- Proszę księdza, obiad na stole! - rozbrzmiał znajomy głos.

- Już idę, Natalio - odpowiedział Mateusz, po czym wzdychając cicho się obrócił.

Ostatnie, czego teraz potrzebował, to zasmakować gotowania Natalii, ale zdecydował się zostawić ten komentarz dla siebie. 

***

Możejko podniósł słuchawkę telefonu, który stał na jego biurku. Po wybraniu numeru widział zza szyby, jak Nocul odbiera. 

- Aspirant Nocul, słucham - przedstawił się. 

- Mietek, chodź tu - odpowiedział Orest i odłożył słuchawkę. 

Aspirant szybko pojawił się w gabinecie szefa. 

- Słuchaj, Mietek, dostałem telefon z Kielc.

Mina policjanta natychmiastowo zrzedła.

- Nie.

Orest przytaknął. 

- Naczelnik Morus zjawi się dzisiaj w związku ze sprawą śmierci komendanta.

- Kiedy? - Zapytał Mietek. 

Zanim Orest zdążył odpowiedzieć, drzwi gabinetu znowu się otworzyły. 

- Teraz.

Naczelnik Morus był szczególnym człowiekiem, co znaczy, że Możejko go szczególnie nie lubił. Miał nawyk pojawiania się w Sandomierzu w najgorszym momencie, paplania o statystykach i przeszkadzania w śledztwie.

- Dzień dobry, panie naczelniku - powiedział dyplomatycznie Możejko. - Herbatki? Kawki?

- Nocul może zrobić kawę, my musimy porozmawiać, inspektorze - stwierdził Morus.

Mietek natychmiastowo się ulotnił - Orest prawie mu zazdrościł. Tymczasem naczelnik rozsiadł się w fotelu. 

- Zdecydowałem się tutaj przyjechać, bo założyłem, że pańska komenda nie poradzi sobie z tą sprawą ani jej delikatną polityką.

Orest spojrzał za okno, próbując się uspokoić. W takich momentach na myśl przychodził mu inny mężczyzna, który też był niesamowicie irytujący, lecz w kompletnie inny sposób. 

Ojciec Mateusz był dla Oresta jednym z najbliższych przyjaciół. Jednocześnie był gorszy niż nieodcięta metka od koszulki - bez przerwy go uwierał, był natarczywy, wiecznie wtrącał się nie w swoje sprawy, narażał się na niebezpieczeństwo i podsuwał Mietkowi rozwiązania spraw, który potem usiłował przekonać Oresta, że sam na to wpadł. W skrócie był nie do zniesienia.

A jednak… 

Coś w błysku oczu Mateusza, w jego szczerym uśmiechu, po paru latach przekonało do niego Oresta. Chociaż nie przeszli na “ty” i nie widywali się poza miejscami zbrodni, byli sobie bliscy.

- Ja wiem że pan jest podatny na rozproszenia, ale to nowy rekord.

Ostry głos Morusa wyrwał Możejkę z zamyślenia. 

- Ach… tak, panie naczelniku, zapewniam pana, że ze wszystkim sobie radzimy.

- Czyżby? Od śmierci komendanta minął już ponad tydzień, a wy nie macie nawet podejrzanego!

- To przez to, proszę pana, że pięć dni temu pojawiło się kolejne ciało - powiedział Orest.

- Słucham?

- Niezwiązane z komendantem, ale musieliśmy poświęcić parę dni na-

- Oczywiście, bo to tak ważne w porównaniu z komendantem! - Przerwał Morus. - Oczywiście, że kolejny człowiek umarł, czego ja się spodziewałem! Statystyki pańskiej komendy są fatalne. Dlaczego w ogóle dalej tu ludzie mieszkają? Przecież tu co tydzień kolejne morderstwo! - Jego twarz zaczerwieniła się do niepokojącego poziomu.

- Sprawa została rozwiązana, więc możemy się zająć śmiercią komendanta - stwierdził Orest.

- Nie możecie, tylko musicie - powiedział Morus. - Jutro chce usłyszeć, że macie podejrzanego.

Notes:

update schedule nie ma zjadło go moje 13 innych WIP-ów