Work Text:
Dedykacja
Dla kwiatów z złamaną łodygą, które chciały siebie znów podległości lecz boją się że nie mają już szans, liczenie na to że w waszym życiu znajdzie się pewnik ogrodnik chcący wam pomóc. Tu nie chodzi o kwiatach ✿
✿Zaha✿
Przybyłem do Velmory już jako dziecko i tu zawsze byłem wychowywany, a w wieku siedemnastu lat podjąłem praca jako ogrodnik w królewskim ogrodzie.
Był wielki przepełniony każdymi kwiatami które widziałek na oczy kilkadziesiąt raz i też tymi które pierwszy raz ujrzałem, pielęgnowyłem każdy kwiat z precyzją by nie urwać choć jeden listka, czy nie ucierpiał jakikolwiek płatek. Płatki byli najważniejsze to one właśnie sprawiały że każdy z kwiatów był inny choć jego nazwa niczym się nie różniła. Na przykladzie róże, każda była inna, jedna biała jaśniejszy odcień czerwieni narkotyków wręcz krwisty, ich płatki mogły być łatwe do wyrwania a w innych przypadkach gdy urywasz jeden płatek rozlatuje się cały kwiat przy tym tracąc cały swoj wygłąd i powód do ponownego zasada w doniczkę.
Ubrałem rękawice, przykucnęłem i zacząłem patrzeć na tulipanach rosnących w rządku, jeden był pochylony na bok wyglądało na to że jego łodyga została pęknięta. Westchnąłem po czymie przyklepałem ziemi wokół niego, z kieszeni wyciągnąłem mały sznurek i podwiąząłem łodyga by mógł prosto stać. Niestety nie było już do samo co wcześni ale nic i nikt nigdy nie wraca do pierwotnej postaci po zmianie.
Wszystko się zmienią, kwiaty które opadły nie zawsze mają szansę się wznieś kolejny raz jeden ten tulipan dostal szansę i w moich oczach choć był podtrzymywany wyglądał na najpiętniejszego tulipana, ponieważ ta podpora nie była tylko pomocą a też jego syłą. Podniosłem się uśmiechając by podejść do studni po wodzie, konewka stała obok a wiadro powieszone na lince opadało w dwój przez nabrać odsłuch ilość wody przez podlat wszystkie kwiaty.
Nie mogłem pominium ani jedno z nich bo skoro każdy kwiat dostawał się promienie słońca do tak samo każdy zasłużył na wodę, bo gdy nie życiorys kwiatów byłoby zagrożone. Napełnione wiadro pociągnąłem do góry a jego zawrość przelałem do konewki by w końcu podlić rośliny.
Kilka kropel wody opadła na moje kalosze oraz ogrodniczki, gdy podnosiłem konewkę zaczalwm z nią iść w stronę tulipanów przy których byłem z nich przeszedłem na lilie a potem róże i fiołki. Dźwięk płynącej wody zawsze był dla mnie przyjemny i delikatny dla uszu, wods w kowence albo ta która opadła na ziemi podczas deszczu, to był taki spokojny szmer i brzmiał o wiele piękniej niż w chwili gdy ktoś lał na drugim wiadro z wodą.
Odsunąłem się od róż gdy skończyłem je podlewać i delikatnie dotknąłem jej kwiatu uważając na kolce. Uśmiechnąłem się od niej delikatnie jakby to ona patrzyła na mnie po chwili prześlem następne kwiaty czyste nagietki a zaraz po nich na niezapominajki i przy nich własnie skończyła się woda konewce. Odszedlem od kwiatów i udałem się do studni by napełnić wiadro.
Nie zajęło mi do dużego czasu, wiaderko było piękne gdy nie spojrzałem podcuganaksc je do góry, ponownie wykonałem tę samą czyść co szczeście i ruszyłem w stronie moich ulubionych do fiołków, woda spotkała się z ziemią a kwiaty tak jakby na ich kontakcie Wróżyli do życia. Położyłem konewkę i usiadłem przy kwiatach patrzał jak ich listki powiewają z delikatnym wiatrem. Moje włosy, opadające na twarzu również się poruszały te same zimne powietrze muskało moja twarz.
To było właśnie to co kochałem, cisza i spokój wśród tych wszystkich roślin, których zapach łączył się w jednej woli i trafiał do mojego nosa że aż nie chciałem brać wydechu chcąc czuć ten zapach jak najdłużej. Ogród był moim azylem a opuszczając go czułem pustkę nie tylko w głowie nie mając pomysł co z sobą robić ale też w sercu gdyż do właśnie przy kwiatach czum się dobrze.
– Słońce pada nas was pod idealnym kątem. – Powiatem do fiołków unosząc głowa przez spojrzenie na słońce. – Wierzę że jeszcze urośnie maleńskie.
Kwiaty milczały, to było zbyt oczywiste że nie będą w stanie mi odsłuchu, ale to właśnie ta cisza dawała mi do zrozumienia że nawet gdy mowięto to tu były i milczą jakby słuchiwały w moj głosie.
Usiadłem po turecku w stylu do mediów, brałem głębokie wdechy i wydechy słysząc szum czułem się jakbym zaciął unosić nad ziemią, ta chwila mogła ciągnąć długa dopóki nieusłużone szelestu za sobą. Otworzyłem jedno oko jeden po chwili zamknąłem jest wracakc do tego co robię, jednak po kilku sekundach użytkowych pęknięcie gałązkami i jakś dreptanie w moją stronę.
Wstałem gwałtownie odwróciłem się a pasa wyjąłem małą metalową łopatkę.
– Kto tu jest? – Zapytałem wciągając narzędzie przed siebiem a przed sobą ujrzałem chłopaka mniej więcej w moim wieku. Różnił się tylko tym że młyn królewskie szaty i koronę dotarło do mnie od razu że do że do książęcej we własności osobowej.
Uniósł dłonie w geściu jakbym przyłapał go na zbrodni i róż musiałem przyznać że w pewnym sensie to była zbrodnia, czyli zakłócenie mojego czasu w pracy.
– O cześc!! – Przywitał się z orzełem – Nakryłeś mnie – Dodał a mimo to nie przestaw się uśmiechać. Westchnąłem cieżko chowając łopatkę i delikatnie się ukłonem przed księciem.
– Zbacz me zachowanie Wasza Wysoka.. pomieliłem cia z kimś mniej istotnym niż ty..
Książę patrzył na mnie zdziwionym, zamrugał widząc mnie niżej niż na stoi podniosłem głębę czujec jego głos a książę również kucnął.
– Hej. Wstań nie trzecia się kłaniać na powitanie! – Stwierdził podnosząc się po czymie podale mi rękę zebym wstał. Zignorowałem jez po czym wstałem sam otrzepałem się z kurzu. – Wiem jest ważną osobą ale nie rozkazuje ci mi mnie kłaniać.
– Ukłon był z szacunku do królewskiego dziedzica. – Powiatem z powagą. – Takie same w sobie są wyzwoli.
– Wymogi Śmogi. – Mruknął.
Podkręciłem główną i odsunąłem się na bezpieczną odległość od księcia. Zaczął rozgłądzić się po ogrodziu każdy kwiat obserwacyjny z uśmiechem i coś szeptał pod nosem. Spacerowył po ogrodzie w ja zaraz za nim jak ostatni sługa którym się wyspuje by czuć się jak Bóg.
– Nie ważne, potrzebuje księże czegoś? Mojej pomocy w zamku? Czy moje opuść ogród?
– Nie! Nie.. za żadne skarby! Pracujesz tu, nie mam prawa cień wyrzucać. – Zawołał. – i proszę bez tego książki uszy mi chyba wyborna jak znów do usłyszę
Spojrzałem na niego zszokowany a moje ciało przesło ciepło, chłopak podszed i podał mi rękę.
– CTSG.
– Słucham-?
– Mówią mi CTSG, ty również mój żebyś nie musiał zwracać się do mnie po tytule.
– CTS G. – Przeliterowałem by zapamiętać. – Nie uważasz że.. to zbyt szybko? Nawet mnie nie znasz! Jesteś tu od trzech minut.
– Poznając nowych ludzie mowisz swoje imię prawdę? – Zapytał na co ja nic nie odsłuchu bo rzeczywiście mowił z sensem. – A więc jak masz na imię?
– Zaha.
– Śliczne. – Powiedział.
– Takie jak każde.
Powiedziem mijając go by podejść do białych róż, powąchałem jedna z zapachem nie trafiłem tylko w do nosa.
– Niekoniecznie "jak każde" – Powiedział CTSG. – Ja myśli że włośnie ono dodaje ci uroku.
Słuchałem co mowił lecz nie odpowiadałem, byłem objęty zapachem róży, przeszył mnie na kalego pozostawiając na sobie ślady, nie widoczne ale moje skórze nosa az do policzków. CTSG obserwował mnie dalej zaciekawiony.
– Co robisz?
– Wącham. – Odrodzenie. – Każdy z tych kwiatów ma swój zapach który chce poczć, niektore z nich mają delikatny i słodki a jeszcze inne strasznie ostre które sprawią że strasznie drażni cię nos.
CTSG zamrugał a w jego oczach ujrzałem tę iskrę jak i zaciekawionego dziecka, podszedł bliżej stojąc lekko na palcach.
– Myślałem że skoro tak długo tu spędzasz czas to znasz już ich zapachy.
– Owszem. – Przyznałem. – Jeden wąchanie ich do niedłącznej częstości tego co w nich właśnie kocham.
– To co tak właściwie daje wąchanie? – Zapytał nagle gdy ja już wąchałem trzeci kwiat.
– Ulgę na sercu i spokój duszy. – Powiedziałem szybko a CTSG zagwizdał.
– Mogę też? – Zadał już któreś pytanie.
– Owszem.
Książę podszedl bliżej i powąchał róże, za mocno wbijając nos w płatkach a ja zareagował najszybciej jak mogłem.
– Hej, uważaj na płatkach brutalu!! – Krzyknąłem odsuwając go od kwiatu. Dopiero po chwili zrozumiałem co powiedziem – To znaczy...- Z całym szacunkiem prosze uważaj na płatkach.
CTSG zaśmiał się na moje słowa głośno jakbym wcale go nie uraził, moje właśnie tak było. Te słowa to nie ruszyły skoro dalej się uśmiechał.
– Brutalu? Do dla kwiatowa możnej być brutalnym?
– Ja nie- – Nie zdążyłem powiedzenie ponieważ CTSG wtrącił mi w zedanie.
– Za późno! Pierwsze słowo na kamieniu drugie na papierze. Papier się spalił a kamień ocalił!! – Powiedział dumnie rymowankę. – No więc skoro zostałem tak nazwany to czekam na oddaniu.
Warknąłem cicho przekleństwo po czymie kiwnąłem głową.
– Brutalem dla kwiatowa... Owszem można. Kwiaty maja bardzo delikatne płatki, niepodpowiedni dotyk może je zniszczyć... Zaczynając od jedynego płatka kończąca na wszystkich wokół.
CTSG zamilkł i sam osunął się od kwiatów.
– Zbacz..
– Nic niekodzi. Następnym razem po prostu uważaj.
CTSG skinął głowa po czymie ponownie spojrzał na róże a potem na mnie.
– Hej! A mogę dotknąć?! – zapytał książę pełen entuzjazmu. – Obiecje że będę dla nich delikatny!! – Dodał
Spojrzałem na niego i skinąłem głową po czymie zamknąłem na moment oczy a gdy je otworzyłem, nagle zauwałym że zbliża się na do białych róż.
– Proszę uważyć Wasza Wysoka! Róże mają-
– AŁA!! – Krzyknął.
– Kolce...
Podbiegłem do księcia który chwytał zranione palce od róży.
– To jest róża?! – Zapytał oburzony patrzał na mnie i zakrywając dwa pokute palce.
– Oczywieście że tak. – Powiatem podchodzkim do kwiatu królewskiego okaleczyłu dziedzica trónu Velmory. – Proszę spojrzenie na charakterystyczne płatki i oczywięcie kołacze jak zadaje się rozumieść nie udało się dojrzec przewóz włosy opadające na dwoje twarz. – Powiat na co księstwo CTSG
– Nie wiedziałek że istnieją białymi różami. – Przyznał muskając opuszki swoich palców.
– Rozumiem. – Odrodzenie podchodzeniem do niego. – Proszę pokój mi palce.. – Poprosiłem na co od razu wysunął rękę w moją stronę, widzięłem ślady ukłucia i delikatnie wyzwoląca się krew. – Leci krew..
Odsunąłem się od księcia i ruszyłem w stronę nagietków, choć nie chciałem musieniem zerwać parę płatków by pomóc księciu, po chwili podszedłem do mojego stolika, wziąłem glinianą miskę, miód i mały tłuczek. Wrzuciłem płatki nagietka po czymie dodałem miodu a wolną ręką nakropiłem rozgrzany tłuszcz. Wszystkie składniki były gotowe więc zacząłem je tłuc delikatnie.
– Co robisz teraz? – Zapytał książę.
– Coś dla ciebie. – Powiatem szybko nawet nie podnosząc główny w jego stronę.
– Do jedyni?! – Krzyknął zadając kolejowe bardziej zadowolony niż zmartwiony swoimi ukłuciami.
– Nie Wasza Wysoka. – Odrodzenie lekko zażenowany. – To lekarstwo i go się nie spożywa tylko przykład do run, nawet drobnych ukłuć.
– Och! Nie wiedziem że jesteś też zielarzem!
– Do... Tylko na wypadku gdym sam zrobił sobie krzywdę. – Oznajmiłem kończąc rozgniatać składniki. – Połóż rękę. – Poprosił pokusić palcem na blat stołu. CTSG zrobił to niemal od razu a ja delikatnie nałożyłem miksturę na palce, widzięłem jak mruży oczy a twarz przekrzywia się i tym razem nie z uśmiechu, barziej z niewygody która muzyka być teraz konieczna.
– To musi tak piec..? – Mruknął przez zęby.
– Jeśli piecze to znaczy że działa. Dzięki temu mamy pewność że nagietek nie kłamie. – Odrodzenie uśmiechnięty a CTSG skinął głową.
Po dłuższej chwili było po wszystkim CTSG spojrzał na swoje palce a potem na mnie z uśmiechem.
– Dziękuję, i... Zbacz moja głupota.
– Nie białeś pojecia że do byłej róży. – Powiedzenie spokojne, choć w głowie zagnieździło się ze względu na dlaczego nie wiedział o istniu białym różu skoro rosną w królewskim ogrodzeniu a on właśnie jest księciem Velmory.
– Tak z inna beczki. Tu jest naprawdę pięknie. – Przyznał. – Nigdy nie widziem tak zadbanego ogrodu! Sam do wszystka zrobiłesia?
Spojrzałem na księciu na co uśmiechnąłem się delikatnie i skinąłem nieśmiało głową.
– Dziękuję. Zajęło mi to naprawdę sporo czas.. te kwiaty.. naprawdę drzebowąły dobry ręki.
CTSG skinął głowa cały czas mnie obserwując.
– Ostatni ogrodnik to był szczyt hańby.. a ty, naprawdę dbasz o to miejsce jakie wszystkie kwiaty tutaj były twoje.
– W pewnym stopniu są... – Powiatem siadając przy podwiniętym linką tulipanie. – Dbam o nie jak mogę..
– Widzę do.
– W pewnym stopniu te kwiaty to często mnie, ich zapach mnie uspokaja gdy je dotykam częstoję lżejszy a to że mogę dbać o nie sprawia mi przyjemność.
Po tych słowach trwaliśmy w ciszy jaka jeszcze mi nigdy nie towarzyszyła aż do teraz, polubiłem są od razu mając światowość kto mi towarszy oprócz kwiatów.
