Work Text:
W moim państwie kobieta bronią.
Co eksploduje na głuchym niebie polu ich emanacji.
W ich państwie kobieta moim wybuchem - jak zagładą i zniszczeniem.
Gdzie rzucam broń, a panienka wyciąga lornetkę.
Wielka maszyna, z której strzela.
Trzy kanistry odebrane nocą.
Z rana został mi tylko jeden.
I miska, w której moja córka obmyła swe włosy.
Wstążka, którą moja matka związała mój modlitewnik.
Teraz ona strzela do mnie jak z krzyża.
Spoglądam na nią, ona na mnie nie chce.
Wzgarda bratu.
Krwawię krwią ludzką.
Jestem człowiekiem, a to manifest mej ludzkości.
Jestem przecie synem Adama, a mężem ich sióstr.
Jestem człowiekiem, ludzkim głosem w ciele ich służb.
I w świetle.
Na szczęśliwym polu, będę godny spocząć.
Polu moich emanacji.
Czego szturm wojsk nie zdoła zburzyć.
To najbardziej empiryczna wizja mego istnienia.
Dla ludzi bez majątku i nakrycia głowy.
Dlatego umieram, gdy upadam.
A gdy upadam, kobieta mnie łapie.
Nie widzę jej płci, nie widzę jej człowieczeństwa.
Brak manifestu pod jej sercem.
Już wiem - kobieta ich bronią...
Dlatego pyta się mnie, czy już nie byłem martwy.
Byłem, mówię, ciebie też już zastrzeliłem.
