Actions

Work Header

Następny rytuał musiał lepiej rozplanować

Summary:

Magia Morgana odmawia współpracy i zostawia go na lodzie, z pływającym obrazem i kaszlem starego dziadka. Merlin pomaga mu jak umie. Nawet, jeśli znaczy to pojenie go jej autorską herbatą.
Wolałby już zakopać się w pobliskim rowie.

Notes:

Wszystko dzieje się tuż po historii pobocznej z rytuałem, który Morgan przeprowadził do pochowania zmarłych Halian i Dzikonarodzonych.
Enjoy!

(See the end of the work for more notes.)

Work Text:

Ledwo przekroczyli próg siedziby Rady Arkanów, a on już poczuł, że traci równowagę. Magia Merlina błyskawiczne otoczyła go, nie pozwalając mu upaść. Była taka ciepła, złocista i łagodna... Zupełnie jak sama Merlin. Eh, znowu zebrało mu się na dziwne porównania.

- Morgan, musisz odpocząć - jej głos dotarł do niego jak przez solidną, grubą zasłonę. Miał wrażenie, jakby znajdował się w mlecznobiałej mgle, która pochłaniała każdy dźwięk. Każdy, oprócz tego ciągłego dzwonienia w uszach. Zacisnął zęby, ale zaraz je rozluźnił. Nie miał siły. Chciał się położyć.

Kto by pomyślał, że to będzie tak wyczerpujące? Pomyślał zirytowany, starając się nie przewrócić. Oczywiście, nekromancja wysysała energię jak komary krew. Wiedział to. Spędził przecież lata na jej badaniu. Ale te same lata poświęcił też na udoskonalanie tego zaklęcia - więc dlaczego, na litość boską, nawet z pożyczoną magią Merlin i Miry tak go to wydrenowało?

Ugh, teraz nawet myśli były wyczerpujące. Lepiej przestać myśleć zanim będzie za późno.

Zatoczył się lekko do tyłu i z opóźnieniem wyciągnął rękę, żeby podeprzeć się ściany, cały ciężko oddychając. Wciąż czuł na sobie czujny wzrok Merlin, śledzący każdy jego ruch.

- Nic mi nie jest - wymamrotał, wykorzystując moment, w którym jego mózgowe zaćmienie lekko osłabło. Zaraz jednak wróciło ze zdwojoną siłą, a on mrugnął raz, drugo trzeci... Nie działało. Zawsze działało, dlaczego teraz nie? To było irytujące. Bardzo, bardzo irytujące. Ugh, nawet jego myśli nie brzmiały tak, jak powinny. W życiu nie przeprowadzi już rytuału na taką skalę.

No...

Kogo on właściwie próbował oszukać? Jasne, że zrobi. Jak tylko porządnie się prześpi, to zaraz wraca do badań. Te doświadczenia przyniosły mu wiele cennych spostrzeżeń, już nie mógł się doczekać, żeby wykorzystać je w praktyce...

- ... I nie sądzisz, że powinieneś dać sobie chwilę wytchnienia od nekromancji? - Że co? Wysilił słuch i nie mógł powstrzymać grymasu wypływającego mu na twarz.

- Nie. - stwierdził na tyle dobitnie, na ile pozwalał mu jego obecny stan. Jak na złość, akurat w tym momencie rozkaszlał się jak człowiek właśnie przekręcający się na drugą stronę. Momentami podziwiał Merlin, że cały czas potrafiła zachować przy nim swój absolutny spokój. Wiedział, że momentami było to naprawdę trudne. Sam czasem z sobą nie wytrzymywał, a co dopiero inni? No cóż, raczej nie zaprzątał sobie tym głowy, bo zdecydowana większość ludzi na tym padole łez go nie obchodziła.

Ale była też mniejszość, która pomimo drastycznie małej liczby członków... Wciąż egzystowała.

- Morgan, badanie zaczekają. Dzisiaj naprawdę świetnie się spisałeś, musisz po prostu dać sobie czas... - chwila... Jaki był właściwie kontekst tej rozmowy? Wytężył pamięć, aż w końcu przypomniał sobie wątek tej konwersacji. Zazwyczaj szczerze uwielbiał wszelkiego rodzaju dyskusje z Merlin, ale aktualnie ledwo kontaktował ze swoim ciałem, a co dopiero mógł skupić się na toku rozmowy wymagającej angażowania jakichkolwiek logicznie myślących komórek.

I w swoim niezaprzeczalnym geniuszu zrobił krok do przodu.

Zachwiał się, a nogi się pod nim ugięły, kompletnie nie współpracując. Spadał w otchłań, pochłaniającą wszelkie światło. Wzrok rozmazał mu się, jakby wylądował pod wodą. I dokładnie tak samo zresztą słyszał. Wszystko jak spod powierzchni wody, tylko nieustanny szum i rozsadzający ból głowy...

Tak byłoby najłatwiej, czyż nie? Po prostu upaść tam, gdzie stał i nie przejmować się niczym ani nikim.

Ale nie był sam. A Merlin niezbyt paliła się, żeby go totalnie ignorować.

Złapała go dokładnie w tym samym momencie, w którym w myślach już witał się z podłogą. Tym razem nawet nie użyła magii, po prostu złapała go za ramię i objęła w pasie.

- Merlin... - wychrypiał, starając się zapanować nad kapryśnym głosem - Mam swoją godność.

- Cóż, pomyślałam, że trochę zaszkodziłoby jej, gdybyś bohatersko tutaj zemdlał, nie uważasz? - zapytała życzliwie, cały czas go nie puszczając.

Prychnął na tyle, ile mógł sobie pozwolić bez wywoływania kolejnej dramatycznie brzmiącej fali kaszlu.

- Nie zamierzam tutaj mdleć.

- To zadbaj o siebie.

Podprowadziła go łagodnie do fotela stojące w rogu pokoju i niemal siłą go na nim posadziła, na co jednak z chęcią przystał.

Zresztą, był zbyt zmęczony, żeby protestować.

- Nic mi nie będzie - wymamrotał, czując się w obowiązku jakoś odciągnąć Merlin od czujnego śledzenia każdego jego ruchu, jakby miał wyzionąć ducha w każdej chwili. Nie planował na razie wąchać kwiatków od spodu, w żadnym wypadku.

Merlin nie spuściła z niego wzroku, wyglądając na... Zmartwioną? Na litość boską, przecież to się nie godzi, żeby ona była niespokojna z powodu jego lekkomyślności.

- Magia musi po prostu się odrodzić - dodał, mając nadzieję, że wreszcie się uśmiechnie.

Na bogów, był fatalnym pocieszycielem.

Chociaż, o dziwo, chyba podziałało, bo wzrok jej złagodniał.

- W takim razie, przyniosę ci herbaty - oznajmiła, odwracając się i znikając za ścianą.

W pierwszej chwili nie zarejestrował, o czym mowa. Po prostu gapił się bezmyślnie w ścianę, pozwalając głowie nieznacznie opaść.

Dotarło to do niego dopiero wtedy, kiedy wróciła z dwoma parującymi kubkami.

Umysł nagle się mu wyostrzył, jakby przecięła go szczególnie jasna błyskawica.

Herbata. Nie. Przecież mówił, że nie ma zamiaru się przekręcić, prawda?!

- Merlin. Już i tak widzę cię podwójnie, nie dobijaj mnie - powiedział, starając się zachować spokój. I usiedzieć prosto. I jednocześnie skupić na niej swój nadzwyczaj mętny wzrok. Za dużo do ogarnięcia jak na jeden raz.

Merlin uniosła brwi.

- Przecież to tylko herbata - stwierdziła łagodnie, jakby przemawiała do wyjątkowo ułomnego dziecka. Albo on to tak odbierał. Ledwo widział na oczy, nic dziwnego, że jego interpretacje mogły się znacznie różnić od rzeczywistości.

- TWOJA herbata - zaznaczył, mając dziwne wrażenie, że znajdują się na statku i wszystko dookoła kiwa się w jednym rytmie.

Merlin niemal niezauważalnie zmarszczyła brwi, po czym przez twarz przemknął jej błysk zrozumienia. Natychmiast przybrała ten swój pogodny uśmiech i pokręciła głową.

- Daj spokój, nie jest taka zła.

Spojrzał na nią z powątpieniem.

- Błagam, czy ty kiedykolwiek ją piłaś?

- Oczywiście. - Odparła z godnym pozazdroszczenia stoickim spokojem.

- I?

Podniosła własny kubek do ust i wzięła łyk. Na ułamek sekundy na jej twarzy mignął wyraz delikatnego obrzydzenia, ale szybko wróciła uwagi. Uśmiechnęła się dzielnie, starając się nie krzywić i stwierdziła:

- Nadal uważam, że nie taka zła.

Spojrzał na nią ze zmęczeniem, czując, że wzrok znowu zaczyna mu się rozjeżdżać. Super. Teraz były dwie Merlin, siedzące i patrzące na niego ze współczuciem.

- Morgan... Proszę.

Nie no, takie argumenty były niedozwolone. I co, miałby jej odmówić? Jej, kiedy patrzyła się na niego tak błagalnie, święcie wierząc, że to herbatopodobne coś mu pomoże? Nie było szans. Nie był pewien, czy była tego w ogóle świadoma.

- Okej, okej, niech ci będzie - drżącymi rękami wziął od niej gorący kubek. Zacisnął na nim skostniałe palce i chuchnął, żeby szybciej się wystudził. Udał, że nie widzi tego pełnego ulgi spojrzenia, które mu posłała.

Wziął łyk i postarał się nie krzywić. Było paskudne. Gorzkie jak cholera, parzące w język i cuchnące spalenizną. Ale jakoś nie potrafił narzekać, kiedy patrzyła na niego z taką nadzieją.

Żartować z tego to jedno. Wtedy wiedziała, że nie mówił tego całkowicie na poważnie. A przy najmniej nie na tyle, żeby ją urazić. Ale tak otwarcie krytykować jej umiejętności kulinarne? Jego przecież też nie były zbyt powalające. I nie zamierzał tego tak po prostu psuć. Wbrew temu, co wielu sądziło, miał jakieś szczątkowe instynkty samozachowawcze.

Więc wysilił się na krzywy uśmiech, ignorując pływający obraz jak i zimno w całym ciele i rzucił:

- Wow, jeszcze żyję. Chyba lepsza niż zazwyczaj.

Dumny uśmiech wkradł się jej na usta. Jego krzywy uśmiech z kolei nieco się wyprostował, kiedy na nią patrzył.

No i jak on miał narzekać na te obrzydliwe fusy, kiedy ona była taka szczęśliwa?

Potem wszystko inne pamiętał już jak przez mgłę. Wiedział tylko, że powieki mu opadły, mając gdzieś jego przywoływania ich do porządku. Merlin musiała siedzieć przy nim jeszcze przez jakiś czas, bo cały czas miał wrażenie, że czuł jej obecność. Poza tym, kiedy na moment wróciły mu jakiekolwiek funkcje poznawcze zorientował się, że leżał pod jednym z koców, które zawsze leżały w którymś kącie. Musiała go przynieść, kiedy spał. Ale nie miał siły, żeby się nad tym rozwodzić, więc po prostu ułożył się wygodniej i ponownie zamknął oczy. Było mu miło i wreszcie ciepło, na całe szczęście. To było w tym wszystkim najważniejsze.

...Tak, zdecydowanie. Następny rytuał musiał lepiej rozplanować.

Notes:

Dlaczego moja Merlin robi paskudną herbatę? Nie wiem. Nie mam pojęcia, skąd mi się to wzięło. Morgan musi po prostu z tym żyć. I tyle.
Wszelkie przemyślenia mile widziane!