Chapter Text
1.
17:07 “NAJLEPSZY. POMYSŁ. EVER!!!”
17:09 nawet nie pytaj jaki!!!
17:10 czemu nie pytasz jaki??? w ogóle nie jesteś ciekawy?
17:14 HA! pewnie po prostu nie musisz pytać, bo wiesz, że najlepszy
17:14 w końcu jest mój
17:23 REMUSIE JOHNIE LUPINIE ODPISZ MI NATYCHMIAST
17:23 *nieodebrane połączenie od: Lily*
17:23 *nieodebrane połączenie od: Lily*
17:24 *nieodebrane połączenie od: Lily*
17:24 usprawiedliwia cię tylko, jeśli wpadłeś pod samochód
17:24 nie wpadaj po samochód
17:26 Re, zaczynam się martwić
17:26 nie mam czasu nie martwić, muszę się pakować
17:28 ty też
18:01 jeśli nie odezwiesz się w ciągu pięciu minut, zadzwonię po twoją matkę
Remus wbiegał po schodach, przeskakując po dwa stopnie. Był zmęczony, głodny i zły. I było mu zimno. W pieprzonym Londynie ciągle było mu kurewsko, nie do zniesienia zimno. Ludzie narzekali na Walię i twierdzili, że tam stale pada, ale prawda była taka, że Remus w całym swoim życiu nie widział tyle deszczu, ile zobaczył w ciągu tych trzech miesięcy, odkąd zamieszkał w Anglii. Nienawidził Anglii. Zamierzał wynieść się stąd natychmiast po zakończeniu stażu. Jeszcze przekręcając klucz w drzwiach wynajmowanego mieszkania wyjął telefon, odblokował go i wybrał numer Lily. Musiał z nią porozmawiać na wczoraj.
- W ogóle, pieprzyć ten staż! - powiedział gniewnie, kiedy Lily odebrała telefon. - Pewnie nawet by nie zauważyli, że mnie tam nie ma, jakbym któregoś dnia nie przyszedł. To miała być praca marzeń, Lills, a jest po prostu okropnie! Ciągle tylko parzę kawę, jakbym chciał parzyć kawę, to bym został, kurwa, baristą!
Przez chwilę panowała cisza. Remus zerknął na telefon, by sprawdzić, czy go nie rozłączyło.
- Lily? - zapytał nieufnie. - Jesteś tam?
- Jestem, jestem - odpowiedziała dziwnie zduszonym głosem. - Eee, Re, nie odczytałeś moich wiadomości na czacie, prawda?
- Nie, bo parzyłem pieprzoną kawę! Poczekaj chwilę, zaraz sprawdzę. - Remus włączył tryb głośnomówiący i dotknął ikonki czatu. Natychmiast rozświetliłą się masą powiadomień. W większości były od Lily - najwyraźniej pisała do niego i dzwoniła na przemian. Brwi Remusa podskoczyły do linii czoła, kiedy odczytywał kolejne wiadomości.
- Proszę, nie mów, że zadzwoniłaś do mojej matki. Skąd ty w ogóle masz do niej numer?
- Nie mam. I nie mam bikini, muszę kupić. - Może był bardziej zmęczony, niż myślał, bo to co mówiła Lily, jakoś nie miało dla niego sensu. Potrząsnął głową.
- Czemu mam się pakować? - zapytał i nagle rozjaśnił się. - Hej, zmieniłaś zdanie? Chcesz się spotkać? Przyjedziesz do mnie? Ja mam przyjechać? Wiem, że boisz się latać, więc sprawdzałem promy i powiem ci, że z Francji są fajne połączenia… hej, właściwie to moglibyśmy przy okazji odwiedzić moją matkę! Nic prostszego, zahaczyć po drodze o Walię…
- Właściwie to myślałam, żeby zahaczyć odrobinkę dalej. - Lily przerwała mu tak entuzjastycznie, że niemal mógł zobaczyć, jak podskakuje w miejscu. - Co powiesz na Madagaskar?
Remus i Lily poznali się pięć lat temu i od tamtej pory rozmawiali niemal codziennie. Mówili sobie o wszystkim. Remus wiedział, że Lily woli mleko owsiane od sojowego, nie ma najlepszego kontaktu z siostrą, oraz że pracuje jako hostessa, chociaż marzy jej się kariera modelki. Remus był pewien, że kiedyś nią zostanie, bo Lily była absolutnie olśniewająca, miała piękną twarz, cudowną figurę i oszałamiające, rude włosy, które gorzały jak płomień. Do tego była też najbardziej zawziętą, zdeterminowaną osobą, jaką znał - nawet, jeśli nigdy w życiu nie poznał jej osobiście.
Nigdy się nie spotkali. Kiedy Lily miała piętnaście lat, jej rodzice przeprowadzili się do Nicei. Mówiła po francusku, włosku, niemiecku i portugalsku. Miała okropny akcent i często mieszała słowa. Na dziesięć jej wiadomości, co najmniej dziewięć miało w sobie błędy.
A Remusowi, który był językowym purystą, w ogóle to nie przeszkadzało.
Lily była dla niego jak siostra i nawet, gdyby istotnie łączyły ich więzy krwi, nie mógłby kochać jej bardziej. Była bystrą, rozsądną osóbką o logicznym, racjonalnym umyśle i w jakiś sposób - Remus nie miał pojęcia, jak to działa i dawno już przestał próbować się nad tym zastanawiać - nadawali na tych samych falach, mimo że Remus był zadeklarowanym humanistą, raczej unikał ludzi i z inną ludzką istotą przyjaźnił się jeszcze w przedszkolu. Potem bliżej było mu już do książek, niż ludzi.
Teraz popatrzył z niedowierzaniem na telefon i po raz pierwszy w życiu zakwestionował swoje emocjonalne wybory. Ta dziewczyna nie była jego przyjaciółką. Ta dziewczyna była, bez wątpienia, wariatką. Roześmiał się, pewien, że żartuje.
- I co mielibyśmy tam niby robić? - zapytał z krzywym uśmieszkiem. - Ty masz piegi, nie możesz się opalać i nienawidzisz słońca, a ja mam jeszcze kilka tygodni tego przeklętego stażu, zanim w ogóle będę mógł znaleźć sobie jakąś pracę, dzięki której mógłbym pojechać na wakacje. Choć zanim na nie zarobię, minie od pięciu lat do siedmiu, zależy, jak szybko uda mi się spłacić kredyt studencki. Madagaskar? Kochanie, mam w kieszeni dwadzieścia dolarów, jak chcesz pooglądać lemury, mogę cię, co najwyżej, zaprosić do zoo! Najwcześniej za pół roku. Akurat zdążę uskładać na bilet.
- Właśnie dlatego pojedziemy na Madagaskar! Wysłuchaj mnie, zanim powiesz “nie”, dobrze?
- Słucham cię - powiedział Remus, wzruszając ramionami. - Ale to niedorzeczne.
Gdyby wiedział, jak niedorzeczne było to naprawdę, użyłby zapewne nieco mniej łagodnego określenia. Lily zapisała się do jakiegoś durnego reality show - i, co gorsza, wysłała też formularz w jego imieniu! Kiedy Remus o tym usłyszał, ze zdumienia usiadł wprost na podłodze.
- Odbiło ci!
- Wcale nie! - argumentowała Lily zaciekle. - Po pierwsze, to wakacje za friko. Sam mówiłeś, że nawet na zoo cię nie stać! A to Madagaskar, Re, nie dość, że za darmo, to jeszcze ci za to płacą!
- Jak wygrasz! - Remus złapał się za głowę. - Lily, przecież nie ma szans, żebym ja dotarł do finału! Nie umiem rozmawiać z dziewczynami i zawsze uważają mnie za dziwaka.
- Jesteś nerdem, kochanie, nerd to może i dziwak, ale w tej epoce seksowny! Poza tym, mam świetny plan, dzięki któremu wygraną mamy w kieszeni.
- Jaki to plan? - zapytał Remus sceptycznie. - Napadniemy na konwój z wygraną, czy porwiemy prowadzącą i zażądamy okupu?
- Zostaniemy parą! Nawiązywania szczerej relacji nie musimy nawet udawać, bez trudu przekonamy wszystkich o wielkiej miłości i powędrujemy prościutko do finału! W międzyczasie ja zdobędę większą rozpoznawalność i może uda mi się podpisać jakiś obiecujący kontrakt, a ty, będą zwyczajnym, uroczym sobą, bąkniesz tylko nieśmiało, że właśnie kończysz pisać pierwszą książkę i wkrótce wydawnictwa same będą biły się o możliwość pracy z tobą. A potem podzielimy się wygraną - to ćwierć miliona dolarów, Re, ĆWIERĆ MILIONA! - i wcale nie będziesz musiał martwić się kredytem studenckim, tylko będziesz mógł poświęcić się pisaniu, a ja wyprowadzę się w końcu od Petunii bo, jeśli tego nie zrobię, to przysięgam, że któregoś razu poderżnę gardło Vernona Dursleya we śnie i będzie to twoja wina! Słyszysz mnie, Lupin? Jak nadal będziesz chciał się ze mną spotkać, to będziesz musiał przyjeżdżać do więzienia, a dobrze wiesz, że przy mojej karnacji i włosach, pomarańczowy to nie jest wybitnie mój kolor! Nie, Remusie, nie ma o czym mówić - jedziemy na Madagaskar, czy tego chcesz, czy nie! Zresztą - dodała przebiegle - właśnie dziś dostałam dwie wiadomości, jedną na swoją skrzynkę pocztową, a drugą na tę, którą założyłam tobie - że obije się zakwalifikowaliśmy. Czy to nie wspaniale?
- To jakiś pieprzony koszmar!
- Och, Re, nie dramatyzuj. Aha, i jak zadzwonią do ciebie z produkcji, potwierdź, że to ty aplikowałeś, dobrze? Jestem prawie pewna, że podszywanie się pod kogoś jest przestępstwem, a ustaliliśmy już, że nie nadaję się do więzienia…
To był głupi plan. Głupi, szalony i niebezpieczny - bo co, jeśli wyszłoby na jaw, że wcześniej się znali? Ale Remus i Lily od lat nie byli nawet w tym samym mieście, a co dopiero mówić o kraju. Poznali się przez internet, na forum, które już nawet nie istniało i rozmawiali ze sobą tylko na czatach, które były praktycznie niemożliwe do wyśledzenia.
Remus zignorował złe przeczucia, kłębiące mu się nad głową i poszedł do sklepu, kupić kąpielówki. Jeśli już miał udać się na pieprzony Madagaskar i zrobić z siebie idiotę w telewizji ogólnoświatowej, zamierzał się tam chociaż raz wykąpać w oceanie. Myśląc o swoich bliznach, dorzucił kilka zwykłych, szarych koszulek i nowe sandały, które były wygodne, nawet, jeśli nie wyglądały wspaniale. Zresztą, nie zamierzał tam nikogo uwodzić. Nawet dziewczynę już miał.
2.
Najbliższe tygodnie minęły jak z bicza strzelił. Remus zakończył staż - nareszcie! - ale zanim choćby zdążył nacieszyć się spokojem, przyszła wiadomość od producentów “Hotelu Paradise” - bo tak się to nieszczęsne reality show nazywało - wraz z biletem lotniczym i kontraktem długim na kilkadziesiąt stron, od czytania którego rozbolała go głowa.
- Właściwie jest to kontrakt, który pozbawia cię podstawowych swobód obywatelskich i czyni niewolnikiem produkcji na czas trwania programu, a także co najmniej miesiąc po jego emisji. - Wezwany na pomoc Frank przyglądał mu się sceptycznie. - Reality show, Remusie, naprawdę? Ty? Jesteś pewien, że dokładnie to przemyślałeś?
Oczywiście, że nie przemyślał tego dokładnie, bo za każdym razem, gdy chociażby tylko próbował, czuł że zaczyna hiperwentylować. Zbył niepokój Franka machnięciem ręki.
- Wiesz, ostatnia przygodna przed przystankiem nazywanym “dorosłość” - zażartował i Frank pokręcił głową. - Poza tym… to może być niezła promocja, nie uważasz?
- Jako twój agent jestem zachwycony, jako twój przyjaciel myślę, że postradałeś zmysły. A jeśli jeszcze tego nie zrobiłeś, stanie się tak niechybnie, gdy spędzisz kilka tygodni zamknięty w tym domu. Wszędzie będą kamery, które śledzą cię dwadzieścia cztery godziny na dobę. No i ludzie, którzy zwykle zgłaszają się do tego typu programów… zawód: influencerka i trener personalny, czasem manikurzystka i aspirujący fotomodel. Doprowadzą cię do obłędu, a ciebie irytują nawet rozmowy o pogodzie!
Frank miał rację - jak zwykle - o czym Remus przekonał się od razu, gdy tylko dotarł na plażę. Dom, w którym mieli zamieszkać, był w istocie ogromną, przestronną willą, której przepych imitowały podrasowane nieco aksamitem i czarną farbą w sprayu meble z IKEA. Już stojąc na progu, słyszał dobiegające z wnętrza domu głośne wybuchy śmiechu, czyjeś krzyki i głośny, piskliwy chichot. Jego żołądek skręcił się boleśnie ze stresu i Remus nerwowo zerknął za siebie. Może nie było jeszcze za późno, żeby po prostu stąd uciec…
- Tchórzysz, co? Masz cykora? - Jakiś facet, mniej więcej w jego wieku, szczerzył do niego oślepiająco białe zęby, uśmiechając się tak, jakby promował akcję “pokaż zębom świat” i był w niej najlepszy. Był wysoki i barczysty, strzaskany na ciemny mahoń, a jego rude włosy, chyba jeszcze bardziej czerwone, niż włosy Lily, były wygolone po bokach i z tyłu głowy, układając się w masę małych, skręconych loczków nad czołem. - Koleś, nie ma się co cykać. Fajne babki i zajebista pogoda, czego tu się obawiać? - błysnął do niego kolejnym uśmiechem, który Remus w końcu nerwowo odwzajemnił.
- Nazywam się Gideon, a ten tam - wskazał głową rudowłosy w bliżej nieokreślonym kierunku - to mój brat, Pawian. Znaczy, Fabian. Jak go poznasz, zrozumiesz, czemu mi się to nieustannie myli.
- Słyszałem to, ty głupi Gibonie! - Pawian - znaczy Fabian, znalazł się tuż przed nimi, patrząc na brata-bliźniaka z mordem w oczach. - Cześć, jestem Fabian, starszy od tego kretyna o osiem cholernych sekund i mądrzejszy o tyle samo lat świetlnych.
- Remus. - Remus potrząsnął jego opaloną dłonią. Poczuł się trochę pewniej. Fabian i Gideon może i byli typowymi sportowcami, ale okazali się zaskakująco sympatyczni.
- Jaki masz typ dziewczyny, Remusie? - Gideon pchnął ciężkie drzwi i weszli do willi, kierując się w stronę narastających wybuchów śmiechu. Kamery istotnie były wszędzie, ale zamontowano je na tyle dyskretnie, że nie rzucały się za bardzo w oczy, dając im tym samym złudne uczucie prywatności. Remus i tak łypnął ponuro w jedną z nich, zanim się zreflektował.
W końcu, to nie tak, że się na to nie zgodził. Cholerna Lily, powyrywa jej wszystkie czerwone włosy z tej narwanej, lekkomyślnej głowy!
- Ja, uhm… - zawahał się, co powiedzieć, by jak najszybciej stało się oczywiste, że to właśnie takiej dziewczyny jak ona szukał od zawsze. - Lubię niskie dziewczyny z długimi włosami. I piegi. Mają taki urok, że nie mogę oderwać od dziewczyny wzroku. Fajnie, jakby była francuzką - dodał i mrugnął do bliźniaków znacząco. - Ten język… sami rozumiecie.
Zgodnie z przewidywaniami wybuchnęli śmiechem, poklepali go po plecach, któryś rzucił jakiś sprośny żart i tak oto, Remus-Nerd-Kujon-Lupin stał się jednych z nich. Został zaakceptowany. Mimikra działała jak marzenie.
Gdy znaleźli się nad brzegiem wielkiego basenu, Remus musiał na chwilę przymknąć oczy. Miał wrażenie, że wszędzie byli ludzie. Roili się przy pobliskim barze, pili drinki, wymieniali uściski i powitania, wskakiwali do wody. Ubrane w skandalicznie skąpe stroje dziewczyny obsiadły ustawione w jednej części leżaki, gadając jedna przez drugą i spoglądając zalotnie w stronę przekrzykującej się gromadki chłopaków. Remus widział z daleka długie, ogniście rude włosy Lily i miał ochotę pogrozić jej pięścią, gdy jakby wyczuła jego wzrok i spojrzała w jego kierunku. Ubrana w dwuczęściowe bikini, zsunęła z nosa ciemne okulary przeciwsłoneczne i zmierzyła go taksującym, przesadnie zainteresowanym wzrokiem. Jej skąpe bikini uwydatniało obfity biust, a zawiązana na biodrach, przezroczysta chusta pareo, odsłaniała długie, zgrabne nogi.
- O kurwa, chłopaki, jakie lalki, spójrzcie tylko na tę rudą! - Fabian, stojący koło niego, niemal zapiał, gapiąc się wprost na Lily. - Czuję, jak moje rude geny po prostu eksplodują, mielibyśmy zajebiście urocze dzieci!
- Blondi koło niej jest boginią. - Gideon klepnął brata w ramię, zostawiając na nim czerwony, piekący ślad. - Zaklepuję!
- Nie możesz jej zaklepać, draniu! Nawet jeszcze dokładnie jej nie widziałem! - Fabian odwrócił się gwałtownie, mierząc wzrokiem szczupłą, długowłosą blondynkę, której niebieskie oczy lśniły jasnym, morskim błękitem. - Jest w czym wybierać.
- Konkurencja idzie! - zawołał na ich widok stojący przy barze chłopak. Był dość niski, miał fioletowe, postawione na żel włosy i uśmiech od ucha do ucha. - Cześć, chłopaki, jestem Tonks! Miło mi was poznać - mówił, potrząsając ich dłońmi z miną serdecznego kolegi i nawet, jeśli kogokolwiek dziwiło, jak dźwięcznie i dziewczęco brzmi jego głos, nikt tego nie skomentował.
Remus, obserwujący pozostałych z napięciem, nieświadomie odetchnął. A więc nikt nie miał z tym problemu. I dobrze. Może ci ludzie nie byli aż tak aroganccy i puści, jak myślał.
- Jestem Remus - przedstawił się, odwzajemniając uśmiech Tonks. - A to są Pawian i Gibon…
- Co? - oczy Tonks zmrużyły się w uśmiechu. - Jaja sobie robisz?
- Fabian i Gideon! - zawył Fabian, przykładając rękę do serca w geście udawanej zdrady. - Remus, ty draniu! Będę cię nazywał Rezusem, zobaczysz! To taki gatunek małpy…
- Istne zoo - skomentował płowowłosy chłopak. Miał na sobie hawajskie szorty i słomkowy kapelusz na głowie. Wydawał się wyluzowany i sympatyczny, mimo dość groźnie wyglądających tatuaży, pokrywających jego grube, umięśnione ramiona. - Peter, ale wszyscy nazywają mnie Pete. Ten tu to Gilderoy, a ten w basenie to Barty…
- Nie traci czasu - zaśmiał się Gideon, patrząc jak Barty flirtuje z siedzącą na brzegu basenu brunetką, przesuwając palcami po jej smukłym udzie. Dziewczyna chyba nie miała nic przeciwko, za to Tonks wydął usta.
- Kurczę, podoba mi się ta Marlene - westchnął. - Cholerny Barty, najpierw podbijał do Narcyzy, ale dała mu kosza - skinął głową w stronę wyniosłej blondynki. - Potem zagaił do tej słodkiej rudej, ale też nie była zainteresowana…
- Barty ma szeroki wachlarz zainteresowań. Nie są zbyt podobne - zauważył Peter, przyglądając się dziewczynom. Tonks wzruszył ramionami.
- Kto się z nikim nie sparuje i nie nawiąże relacji, ten odpada z programu. Jest nas o jednego więcej, niż dziewczyn, więc na początku to one wybierają jako pierwsze. Ten, który zostanie sam, trafi do singlówki.
Z biegiem czasu obie grupy się wymieszały. Remus, starając się wyglądać naturalnie i nadać swoim krokom znamiona przypadku, trafił w końcu w pobliże Lily.
- Cześć. Masz ochotę na drinka?- zagadnął, uśmiechając się do niej nieśmiało, choć tak naprawdę miał ochotę pokazać jej język.
- Merci, chérie! - mrugnęła do niego, gdy podał jej martini. - Mężczyzna z manierami, to lubię.
- Jesteś francuzką? - Remus usiadł koło niej na wolnym leżaku. Naprawdę lubił francuski - ale od okropnego akcentu Lily bolały go zęby.
- Nie, ale od dawna mieszkam we Francji. - Lily nie wypadała z roli przyjaznej, śmiałej nieznajomej, kiedy z zainteresowaniem przesunęła wzrokiem po jego ciele. Na tle bardziej lub mniej rozebranych ludzi dookoła, Remus wydawał się niemal pruderyjny, mając na sobie koszulę z podwiniętymi rękawami i długie do pół łydki dżinsy z obciętymi nogawkami. - Wyróżniasz się, muszę ci to przyznać. Jak masz na imię, nieznajomy?
- Remus.
- Jestem Lily. Ale przyjaciele nazywają mnie Lillian - zaśmiała się i Remus miał ochotę wywrócić oczami. Dosłownie nikt jej tak nie nazywał. Po prostu stwierdziła, że to lepiej brzmi.
- Miło mi cię poznać, Lily.
- Och, Remusie - powiedziała, przygryzając wargę i dotykając lekko jego dłoni. - Ty możesz nazywać mnie Lillian, jeśli chcesz.
Remusowi udało się ostatecznie nie wywrócić oczami i był z tego bardzo, bardzo dumny.
3.
Czas w willi mijał na niekończących się, banalnych rozmowach o niczym, intrygach rodem z podstawówki i absurdalnych zadaniach, w trakcie których uczestnicy regularnie ośmieszali się przed kamerami, demonstrując a to nieumiejętność mnożenia, a to fatalną znajomość geografii i myląc Kanadę z Kolumbią. Pary dookoła nich zmieniały się i rozpadały, a on i Lily wciąż trwali, spędzając godziny na patrzeniu sobie w oczy i szepcząc czułe słówka po kątach. Kilka razy Remus wszedł z Lily pod prysznic - niewątpliwie dodawało to wszystkiemu pikanterii, gdy było widać, jak znikają w kabinie, zrzucając z siebie ubrania.
Prawda była bardziej przyziemna. W łazienkach nie było kamer.
- Mam dość tej szopki. - Remus parskał wodą na wszystkie strony, ze złością wypłukując sobie piasek z włosów. - I mam dość piasku! Jesteś szatanem, Evans i nie myśl, że ci to kiedykolwiek wybaczę!
- Uwielbiam cię, Re, jesteś w realu dokładnie taki sam, jak przez internet. Niczego nie udajesz. - Lily nic nie robiła sobie z jego wzburzenia, namydlając jego ramiona żelem pod prysznic. Nuciła cicho, przesuwając delikatnymi palcami po jego bliznach. - Wiesz? Wcale nie są takie, jak opowiadałeś. Z tego co mówiłeś wynikało, że wyglądasz jak jakiś groteskowy potwór.
- Bo tak wyglądam. - Remus z niechęcią odwrócił wzrok od białych, poszarpanych krawędzi blizn. Nie lubił na nie patrzeć. I nie lubił, gdy patrzyli na nie inni, więc mimo panującego na wyspie upału nie rezygnował ani z dłuższych spodni, ani z zapiętych koszul. Ale przy Lily czuł się naprawdę swobodnie. Nie było między nimi nawet cienia erotycznej fascynacji. Nie drżał z seksualnej frustracji, gdy dotykała jego ciała, za to napięte mięśnie powoli rozluźniały się przy kojącym dotyku. Na chwilę oparł swoje czoło o jej, kołysząc jej szczupłe ciało w delikatnym uścisku.
- Ale, wariatko, cieszę się, że tu przyjechałem. Przynajmniej mogłem w końcu poznać cię osobiście - szepnął i Lily odwzajemniła jego uścisk. - Jak ta szopka się skończy, musimy zrobić coś, by się często widywać. Dobrze mieć siostrę.
- Dobrze cię mieć, braciszku - odszepnęła Lily. Pocałowała go w czoło i parsknęła śmiechem. - Wiesz co? Prawie słyszę komentarze, jakimi tę scenę na wizji zrecenzuje lektor. Założę się, że wszyscy będą gadać tylko o tym, że Remus i Lillian pieprzyli się pod prysznicem.
- Lily, na serio, nikt nie mówi na ciebie Lillian…
- Hej, Barty mówi!
- Barty chce ci się dobrać do majtek, będzie mówił jak ci się żywnie podoba, póki ma nadzieję, że mu pozwolisz.
- Myślę, że na najbliższym Rajskim Rozdaniu sparuje się z Narcyzą. - Lily zakręciła wodę i sięgnęła po ręcznik. - To chyba nasza najsilniejsza konkurencja w drodze do finału. Nie sądzę, by było tam jakieś uczucie, ale oboje są wyrachowani i zrobią wszystko, by wygrać. Jesteśmy już tak blisko, Re! Nie możemy pozwolić, żeby oni, ani ktokolwiek inny, nam stanęli na drodze.
- Nie ma takiej opcji. - Remus wzruszył ramionami. - Nie przyszedłem tu, żeby szukać dziewczyny.
- Ani ja nie szukam tu chłopaka. - Lily cmoknęła go raz jeszcze w nos i otworzyła drzwi kabiny. - Gotowy?
- Gotowy - przytaknął Remus. Ze splecionymi dłońmi, uśmiechając się i przytulając, weszli z powrotem w krąg kamer.
Na Rajskim Rozdaniu istotnie zaszły kolejne przetasowania i utworzyły się nowe pary. Tonks nie posiadał się z radości, kiedy Marlene stanęła za nim i bez wahania położył rękę na jej ramieniu; tym samym z programu odpadła niedawno przybyła Dolores, której nikt nie zdążył dobrze poznać i za którą nikt raczej nie będzie tęsknić. Lily i Remus, bezpieczni w swojej parze, wyrecytowali całkiem przekonującą mówkę o pokrewieństwie dusz i nadziei na dalsze rozwijanie relacji po programie, a nawet zaimprowizowali kilka pocałunków na wieczornej imprezie.
Wszystko szło tak dobrze, że Remus doprawdy powinien wiedzieć lepiej - bo kiedy wszystko idzie tak dobrze, to prędzej czy później wykolei się na pewno.
4.
Leniwie mijało kolejne, gorące popołudnie. Uczestnicy programu, nieco rozleniwieni po wczorajszej imprezie, wylegli na taras, racząc się chłodnymi napojami i jedząc lekki podwieczorek. Kiedy na patio pojawił się jeden z tubylców, niosąc tacę z zapieczętowaną kopertą, wyprostowali się mimowolnie. Nie ten dzień nie spodziewano się już żadnych atrakcji.
- Do mnie? - zdziwiła się Lily. Wymienili z Remusem zdezorientowane spojrzenia, gdy otwierała kopertę. Przebiegła wzrokiem treść i zacisnęła usta; nikt inny nie dostrzegłby jej wzburzenia, ale Remus od razu wyczuł, że coś jest bardzo nie tak. Ku zdziwieniu zgromadzonych, podała list Narcyzie.
- "Drodzy" - czytała Narcyza swoim starannie modulowanym, pozbawionym emocji głosem. - "Tworzycie obecnie najsilniejsze pary naszego programu, ale czy tak jest naprawdę? Czy to na pewno wasze end-game, czy może czeka gdzieś na was ktoś, kto okaże się jeszcze bardziej idealny, niż wasz obecny partner? Lily, Narcyzo, udacie się dziś na randki z dwoma nowymi uczestnikami, którzy wybrali właśnie was, obserwując wczorajszą imprezę przez ukrytą kamerę. Podczas randki stworzycie nowe pary i tak wrócicie do hotelu. Tym samym, Remusie i Barty, obaj zostajecie chwilowo singlami. Uwaga! Podczas najbliższego Rajskiego Rozdania nikomu nie wolno będzie wrócić do dawnych par, więc lepiej upewnijcie się, że nie skupiliście się na swoich partnerach na tyle, by całkiem pominąć interakcje z innymi". - Narcyza skończyła czytać i starannie złożyła list. Z jej obojętnej twarzy trudno było cokolwiek wyczytać. Była piękna, owszem, ale zimna jak lód. Tym silniejszy kontrast tworzyła na jej tle Lily ze swoimi ognistymi włosami i policzkami, na których płonęły rumieńce.
- Cholercia i ja pitolę - wyrwało się jej i grupa zachichotała, bo wszyscy wiedzieli, że Lily obiecała sobie nie kląć na wizji. Napięcie lekko zelżało. - No to masz babo placek!
Remus poszedł za nią, gdy szykowała się na wieczorną randkę. Ubrana w zwiewną, zieloną sukienkę, która wspaniale podkreślała jej oczy, poświstywała z irytacją przez zęby.
- Randka! - warknęła, szarpiąc się z naszyjnikiem, który nie chciał się zapiąć. - Zupełnie, jakbym dała chociaż cień sugestii, że jestem niezadowolona ze swojej pary i można mnie zabrać na randkę!
- Daj spokój, Lills, dobrze wiesz, na czym to wszystko polega. Scenariusz. Wszystko ukartowane. - Remus wzruszył ramionami. - I tak długo udawało się nam unikać przetasowania. Cóż, musimy po prostu przetrwać jakoś najbliższe Rajskie Rozdanie, a potem po prostu wrócimy do siebie. Ta nowa dziewczyna, Alice, nie jest z nikim blisko. Rozmawialiśmy trochę i jest naprawdę miła. Jeśli nie ma nikogo innego na oku, być może stworzę z nią parę.
- Jeszcze nawet nie poszłam na tę randkę, a ty już planujesz, jak mnie rzucić dla innej. - Lily otarła z oczu wyimaginowaną łzę i wygięła usta w podkówkę. - Brutal z ciebie, Remusie.
- To chyba ja mam powody do niepokoju, nie ty. - Remus zaśmiał się cicho. - W końcu idziesz na randkę z kimś, kto został skrojony idealnie pod ciebie, więc kto wie? Może okaże się twoim ideałem i wcale nie będziesz chciała wracać potem do mnie. Spotkasz prawdziwą miłość i wygranie pieniędzy przestanie się liczyć.
- Nie bądź niemądry. - Lily prychnęła, związując włosy na wysoki kok i wypuszczając kilka długich, luźniejszych pasm po bokach. Wyglądała przepięknie i Remusa zaskoczyło, gdy uświadomił sobie, że mimo narzekania chyba naprawdę cieszyła się na tę randkę. Być może nie świadomie, bo Lily była niezwykle racjonalna i wiedziała, że to im psuje plany - ale zapewne mile połechtało jej ego to, że ktoś ze wszystkich dziewcząt wybrał właśnie ją. I że była dla niego pierwszym wyborem na poziomie, na którym dla Remusa być takim nie mogła. Ich platoniczna relacja była czysto przyjacielska.
- Wyglądasz prześlicznie - powiedział szczerze i Lily zarumieniła się z radości. - Do boju, dziewczyno, idź i złam temu nowemu serce, a potem przejdź po nim w swoich wysokich szpilkach i wróć do mnie, żebyśmy mogli wygrać te ćwierć miliona, które nam się tak przyda.
- Ay, ay, sir - zasalutowała żartobliwie i pociągnęła wargi krwistą pomadką. - Tak właśnie zamierzam zrobić i nie ma innej opcji.
Kiedy Lily i Narcyza udały się na randki, ponury Barty przysiadł się do Remusa, który rozmawiał z Alice.
- No dobra, dziewczyno, nie ma co ukrywać, że jesteśmy w kropce - powiedział bez wstępów. - Kogo zamierzasz wybrać, mnie czy jego? Bo wolałbym wiedzieć, czy mam zacząć szukać szczęścia gdzie indziej.
- Wybiorę Remusa. - Alice uśmiechnęła się przepraszająco. Barty westchnął.
- To idę żebrać o ratunek do Marlene - powiedział i skrzywił się, jakby rozbolał go ząb. - Byłoby mniej niezręcznie, gdybym nie rzucił jej wcześniej dla Narcyzy...
- Skoro nie można utrzymać dawnych par, Barty wie co robi. - Alice, mimo że nowa, była nieźle zorientowana kto z kim i dlaczego. - Marlene ma do niego słabość. Co oznacza, że w singlówce po Rajskim spać będzie Tonks.
Remus nic nie powiedział. Pomyślał tylko, że Marlene, mimo że ładna i miła, nie jest chyba zbyt mądra. Ten cały urok "złego chłopca" jaki roztaczał Barty mógł być pociągający na pierwszym etapie znajomości, ale teraz? Z Tonks emanowała zaraźliwa, serdeczna aura, ale dziewczyna zdecydowanie wydawała się tego nie doceniać. Nie miał wątpliwości, że przy pierwszej sposobności Marlene wróci do Barty'ego - czego z kolei sam Barty nie doceniał na pewno.
Remus miał dość tego emocjonalnego bałaganu. Kolejny raz pogratulował sobie, że on sam nigdy nie ulegał tym idiotycznym rozterkom. Jego życie zorientowane było na karierę, a udział w tym programie tylko drogą do celu. Zakochiwanie się na wizji, wyznawanie miłości przy kamerach i plecenie trzy po trzy o miłości od pierwszego wejrzenia tylko dlatego, że ktoś miał ładne oczy? Był zdecydowanie ponad to.
Nie mógł się doczekać, aż Lily wróci z randki, przetrwają kolejne eliminacje i znajdą się na ostatniej prostej w drodze do finału.
