Actions

Work Header

Dear Mira...

Summary:

Mistrzyni ją lubiła. Tyle ją nauczyła. Na pewno o niej nie zapomniała.  

Tak samo, jak Gala nie zapomniała o niej. I nigdy tego nie zrobi.  
———
Gala stara się zapisać pierwszą stronę w swoim dzienniku, jako list do Miry.

Notes:

Jakby... Zainspirował mnie ten Easter egg, w którym można zdobyć nakrycie głowy małej Gali. Biedna dziewczynka. Jesteśmy z tobą, Gala!

(See the end of the work for more notes.)

Work Text:

Mistrzyni Mira... 

Nie. Nie tak. Gala ze zniecierpliwieniem przekreśliła kolejną linijkę nieudanego tekstu. Znowu coś jej nie pasowało. Czemu nie potrafiła nawet zacząć prostego listu? Nie, nawet nie listu. Przecież nawet nie mogła go wysłać.  

Bo... To nie taki zwyczajny list. Nie, nie list. Zapiski. A może... Dziennik? Magowie prowadzili dzienniki. Merlin Pierwsza miała swoje dzienniki, w których zapisywała wspomnienia z wypraw w różne zakątki Esperii i swoje przemyślenia. I... I podobno mistrzyni też miała swój! Z wszystkimi przygodami, jakie przeżyła w swoim czasie. 

I... Może nawet napisała tam coś o niej...? To było bardzo dużo do oczekiwania. Ale... Napisałaby coś o niej, Gali, prawda? Gala chciała w to wierzyć. Mistrzyni ją lubiła. Tyle ją nauczyła. Na pewno o niej nie zapomniała.  

Tak samo, jak Gala nie zapomniała o niej. I nigdy tego nie zrobi.  

Wróciła do pokreślonych kartek. I znowu marnowała papier. Westchnęła głośno, opadając głową na ławkę. Nie powinna się poddawać. Ale wciąż nie mogła pozbyć się duszącego uczucia, że nigdy nawet nie zacznie, jak należy.  

Pomysł pisania dziennika przyszedł do niej dość niespodziewanie. Jednego dnia zwróciła na to uwagę, kiedy widziała Merlin piszącą w swoim. Potem przypomniała sobie, jak mistrzyni wspominała o tym kiedyś mimochodem. Nawet Morgan miał swój! O jego badaniach nekromancji i śmierci. Choć jego bazgroły trudno było nazwać pismem, to jednak cały czas się to chyba liczyło.  

Wszyscy magowie, których znała, pisali dzienniki. Więc dlaczego ona nie miałaby? 

Ale... Czy ona w ogóle mogła nazywać siebie maginią?  

Wielka mistrzyni Mira... 

Skrzywiła się. Nie. Zbyt oficjalnie. Zdecydowanym ruchem przekreśliła po raz któryś nową linijkę. Nie potrafiła już zliczyć, ile razy zaczynała kompletnie od nowa.  

Miała ochotę rozpłakać się ze złości, ale to byłoby głupie. Bardzo głupie. Zacisnęła więc powieki i otworzyła je ponownie, omiatając wzrokiem cały pokój.  

Stara komnata mistrzyni Miry z czasów, kiedy jeszcze plemię Dzikonarodzonych uważało ją za Boginię Polowań.  

Lubiła to miejsce. Kiedy pochodnia płonąca przez trzy pełne dni i trzy pełne noce zgasła, Kordan wystąpił z inicjatywą, żeby zlikwidować ten pokój do jego poprzedniego stanu.  

Nie mogła na to pozwolić. Wymagało to wiele godzin ostrych dyskusji, utrzymywania nerwów na wodzy i myślenia nad kolejnymi argumentami, które mogłyby go przekonać, żeby nie ruszać tego pomieszczenia. Osobiście zadeklarowała, że sama będzie dbać o tą przestrzeń. I udało się. Może Kordan miał już dość jej upartości. Albo wpłynęła na to interwencja Modry, która pomimo upadku Bogini Polowań, wciąż cieszyła się powszechnym szacunkiem wśród Dzikonarodzonych.  

Najważniejsze jednak było to, że Gala dopięła swego. Pokój został zostawiony w spokoju. 

Porządkowanie go szybko stało się jej codzienną rutyną. To w nim też najbardziej lubiła się uczyć. Tu czuła, jakby mistrzyni wciąż nad nią czuwała, a jej dobroć oświetlała jej ścieżkę i tłumaczyła trudniejsze zagadnienia. Wspierała w rozterkach. Chociaż w pewien sposób podobało jej się Zacisze Blasku, to wszystkie zakamarki były przepełnione Merlin i Morganem – nie Mirą.  

Więc wracała tutaj codziennie, wciąż czując się tu najlepiej. Z każdym dniem coraz bardziej przekonywała się do siedziby Rady Arkanów... Ale ta komnata cały czas miała specjalne miejsce w jej sercu.  

Wróciła do pobazgranej kartki i w jakimś dziwnym zrywie, jej dłoń prowadzona przez jakąś zastanawiającą siłę, napisała: 

Kochana Mistrzyni Mira... 

Zawstydzający róż rozkwitł jej na policzkach. Gorączkowo zamazała napisane przed chwilą litery i rozejrzała się dookoła, jakby ktoś mógł podsłuchiwać jej myśli. Nie. To było zbyt spoufalające. Tak, jakby... Mistrzyni by tego nie chciała, prawda? Chociaż... Powiedziała, że jest jej przyjaciółką... 

Gala potrząsnęła głową. Nie. To byłoby jak brak szacunku... Prawda? Nie powinna się tak do niej zwracać. A może... A może mistrzyni nie byłaby nic przeciwko...? Nie byłaby zła?... Mistrzyni nigdy nie byłaby na nią zła, nie. Nigdy nie krzyczała. Ale to nie znaczyło, że wolno byłoby się jej tak do niej odnosić. 

Westchnęła ponownie, bezradnie wpatrując się w pustkę przed sobą. Chciała... Chciała tylko opowiedzieć mistrzyni, co się u niej działo. Tak, jakby znowu stały obok siebie. Czy to musiało być takie trudne?  

Nie, nie musiało.  

Wzięła głęboki oddech. 

- Tak, jakbyś tutaj stała. Opowiem ci, co się tu działo, dobrze?  

Chwyciła pióro w dłoń, tym razem znacznie pewniej.  Delikatny uśmiech wpłynął jej na usta, kiedy kreśliła kolejne litery: 

Dzień 1 

Droga Mira, 

Tyle się wydarzyło od naszego pożegnania, choć minęło stosunkowo niewiele czasu... 

 Wpatrywała się przez chwilę w schnące na czarno znaki.  

To było to. 

Poderwała się energicznie z krzesła, kiedy usłyszała jakiś wołający ją głos. Pewnie znowu była potrzebna Merlin i Morganowi. Chociaż bardziej prawdopodobne, że Morganowi. Z jakiegoś powodu ciągle wynajdywał jej coraz to nowsze zadania, zupełnie jakby nie mógł niczego zrobić sam.  

Napisze o tym mistrzyni w kolejnym wpisie. Wiedziała, że podzieliłaby jej zdanie. 

A na razie...  

Ruszyła do drzwi, ale przed przekroczeniem progu zawahała się na moment. Uszy jej drgnęły, a wzrok padł na starannie złożoną, żółtą szmatkę.  

Prezent od mistrzyni Miry. 

Tym razem wahała się tylko przez moment.  

Niczym podmuch wiatru skoczyła do chustki i po kilku oddechach już była z powrotem przy wyjściu.  

Tym razem jednak, na jej szyi zawiązana była mała, żółta chustka.  

Dotknęła jej dłonią, uśmiechając się lekko. A potem pobiegła dowiedzieć się, o co znowu marudził Morgan. 

Notes:

...
Wszelkie przemyślenia mile widziane!