Actions

Work Header

Rating:
Archive Warning:
Category:
Fandoms:
Relationship:
Characters:
Additional Tags:
Language:
Polski
Stats:
Published:
2025-12-31
Words:
1,954
Chapters:
1/1
Comments:
5
Kudos:
12
Bookmarks:
1
Hits:
56

O blasku w twoich oczach i pragnieniu w moich

Summary:

Sylwestrowy one-shot, literalnie napisany jednym ciągiem. Ostatnia praca z 2025 :)

Notes:

chcieliście to macie, ja zawsze idę na rękę jesli chodzi o nich

(See the end of the work for more notes.)

Work Text:

Podczas ostatniej nocy tego roku, gdy wszyscy zebrali się w centralnej części miasta, by świętować, w zamku królewskim paliło się jedno światło. Był to pokój zastępcy króla, Zahy.

Siedział przy biurku, opierając się na ramieniu. Wypełniał swoje papiery, podsumowując cały miniony rok w liczbach. Ogólnie królestwo radziło sobie całkiem dobrze; wliczając wszystkie monety zagubione gdzieś hen daleko przez Remsuę oraz te, które zsyłał bóg Janina w ramach wsparcia finansowego, wychodzili mniej więcej na zero. Choć, pomyślał Zaha, w tej krainie działo się tyle dziwnych rzeczy, że lepiej było nie zagłębiać się w te kwestie, tylko uznać, że dali radę w tym roku i tyle. Skończył wszystko, co miał zrobić, i spojrzał tępo przed siebie.

Co roku ta chwila mijała mu tak samo. Niemalże cała populacja zbierała się w mniejszych lub większych grupach, aby imprezować i cieszyć się tym momentem przejścia. Nie chciał tego robić z nimi. Mówił, że to noc jak każda inna, i że poza cyferką w zapisie daty nic się nie zmienia, woli w tym czasie dopełnić wszystkich swoich obowiązków. Prawdziwy powód jego niechęci był jednak inny.

Wszyscy mieli kogoś naprawdę bliskiego, z którym dzielili się radością. Widać było, że to był ważny element świętowania – żeby mieć kogoś u swojego boku. A on nie chciał patrzeć na coś, czego od tak dawna pragnie, lecz nigdy nie będzie miał.

CTSG... przecież i tak było dobrze, prawda? Powinien się cieszyć, że ma przyjaciela w samym królu. Zaha zawsze przy nim był, pomagał, w czym mógł, wspierał w trudnych chwilach, udało mu się zbudować między nimi więź zaufania. Ale czasem się zastanawiał, czy to, jak wobec niego się zachowuje, naprawdę było autentyczne? Może był przede wszystkim zadowolony, że nie musi wszystkiego ogarniać sam, może wcale nie widział w nim przyjaciela, tylko zachowywał się tak z grzeczności, albo po prostu był miły, bo dla każdego był miły? Czegoż by więcej miał od niego oczekiwać? Król był światłem tego królestwa; użyczał blasku jego mieszkańcom, którzy go uwielbiali. On, Zaha, był tylko jego cieniem – zawsze przy nim, ale często zapominano, że istnieje. Dobrze, że był, żeby doradzać królowi, ale to by było na tyle.

Któż chciałby spoufalać się ze swoim cieniem?

CTSG na pewno był oczekiwany przy noworocznym świętowaniu jako postać ważna, a nawet najważniejsza. To byłoby nierozsądne, gdyby Zaha miał przywłaszczyć go tylko dla siebie. A on nie chciał być tam tylko po to, żeby snuć się za nim, gdy zabawia mieszkańców królestwa, nie zdradzając się nigdy ze swoimi uczuciami. Dopuszczał tylko dwie możliwości: albo miał go całego, albo nie miał go wcale.

Dlatego chował się w pałacu ze swoim złamanym sercem.

Rzucił okiem na zegar. Krótsza wskazówka leniwie zbliżała się do dwunastki. Zostało jeszcze pół godziny. Powinien iść spać. Im dłużej siedział, czuwając, tym bardziej jego myśli skupiały się na nierealnej miłości. Nie chciało mu się już nawet kłaść do łóżka, więc położył się na biurku, chowając głowę w ramionach. Próbował wymazać ze swojej głowy obrazy ludzi puszczających razem do nieba lampiony, stojących blisko siebie, śmiejących się, patrzących sobie w oczy. Począł zastanawiać się, co mógłby ugotować następnego dnia na obiad.

Chwilę po tym, jak zamknął oczy, usłyszał delikatne pukanie do drzwi.

– Tak...? – wymamrotał, nie obracając się. Nie było szans, że osoba po drugiej stronie to usłyszała, lecz weszła i tak.

Ułamek sekundy przed tym Zaha zdał sobie sprawę, że jedynym człowiekiem, który mógł tu się dostać, był CTSG.

Obrócił się błyskawicznie, by ujrzeć go opierającego się spokojnie o framugę.

– Co cię tu sprowadza? – zapytał Zaha ze zdziwieniem.

– Chciałem zobaczyć, jak się masz, Zaha.

– Nie powinieneś być na dole razem z mieszkańcami? Z pewnością oczekują twojej obecności.

– A cóż tam po mnie? Trochę już minęło od rozpoczęcia zabawy, procenty zaczęły wchodzić im do głów, niech nie czują się skrępowani tym, że muszą się pilnować przy mnie. Udam, że nie widzę, jak jeden po drugim upijają się jakimś podejrzanym trunkiem. Nie chcę nawet patrzeć, niewiedza jest zbawienna. Nie jest ci tutaj samotnie?

– Nie... Jest dobrze, właśnie skończyłem podsumowanie roku. Nie musisz się mną przejmować...

CTSG podszedł do drzwi, ale zamiast wyjść, podszedł do wieszaka i ściągnął z niego płaszcz oraz szalik Zahy.

– Co robisz, CTSG...?

– Idziemy się przewietrzyć. Chodź, tylko ubierz się, bo trochę wieje.

– Ale... – uciął, bo król już owinął go szalikiem. Uznawszy, że nie ma wyboru, sam włożył płaszcz i dał się wyciągnąć z pokoju.

Ku zdziwieniu Zahy, gdy dotarli do schodów, CTSG nie skierował się w dół, lecz pociągnął go jeszcze wyżej, choć byli już na najwyższym piętrze.

– Gdzie idziemy?

– Na dach. Nie zrzucę cię, nie obawiaj się.

Większa część dachu zamku była nachylona, ale mały kawałek na środku, gdzie wychodziła klatka schodowa, był płaską platformą, na którą można było bezpiecznie wejść. CTSG wygramolił się na nią i usiadł, opierając się o ścianę.

Przyciągnął do siebie Zahę tak, że ten musiał usiąść bardzo blisko niego, żeby się nie przewrócić. Stykali się ramionami, lecz król nie zwracał na to uwagi. Zaha natomiast bardzo zwracał uwagę, i jakby tego było jeszcze mało, CTSG objął go ramieniem w talii. Gdyby patrzył na jego twarz, mógłby zauważyć, że jego okulary lekko zaparowały. Zamiast tego jednak wolną ręką pokazał na panoramę miasta rozciągającą się przed nimi.

– Czyż to nie piękne? Najjaśniejsza noc w roku, nawet mosty widać, a jest noc! Nie sposób uwierzyć, że w tej krainie nie ma odrobiny magii.

– Chyba, że się spojrzy w dół. – mruknął Zaha. – Co oni tam robią?

CTSG rzucił okiem na rynek i od razu odwrócił wzrok z powrotem w stronę Zahy.

– Nie wiem, dlaczego gildia YFL bije się sama ze sobą, i, szczerze mówiąc, nie chcę wiedzieć. Trzeba spojrzeć na szerszy plan – zaśmiał się. – Spójrz na gwiazdy. Bogowie pobłogosławili nas dziś bezchmurną pogodą.

Po tym komentarzu zapadła cisza. Minęło kilka dłuższych chwil. CTSG zbierał się w sobie i obmyślał, jak powiedzieć to, co ma do przekazania, natomiast Zaha po prostu cieszył się, że jest w takim miejscu obok niego.

Zaraz jednak uprzytomnił sobie, że znów marzy na jawie i kazał sobie zejść na ziemię. To, że król chciał jego towarzystwa, nie oznaczało wcale nic takiego. Po prostu ufał mu, że nie zrzuci go z dachu.

Po tych przemyśleniach znów przez chwilę trwał zawieszony pomiędzy smutkiem a radością, dopóki CTSG nie odezwał się po raz kolejny.

– To był owocny rok – powiedział.

Zaha skinął głową. Zgadzał się z nim, toteż CTSG ciągnął:

– Były takie momenty, kiedy myślałem, że nie damy rady. Ciągle kłócące się gildie, ryzyko wojen, klęski żywiołowe... wszystko mogłoby pójść w piach, jeśli za dużo tego się zebrało. – Wziął wdech. – I chciałem powiedzieć, że to by się dawno wydarzyło, gdyby nie było ciebie u mojego boku. Może ci się tak nie wydaje, ale twoja pomoc jest bezcenna. Jesteś dla mnie największym wsparciem.

– Dziękuję – odparł Zaha na te słowa, nieco zdziwiony, ale miło zaskoczony tym wyznaniem. – Zawsze służę pomocą.

Przyjrzał się twarzy CTSG, która wyrażała emocje trudne do określenia, więc dodał:

– Czuję, że kryje się za tym jakieś "ale". – Uśmiechnął się smutno. – Czy za mało pracowałem? Rzeczywiście, to fakt, wciąż się obijam, podczas gdy ty radzisz sobie z najtrudniejszym... Postaram się bardziej...

– Nie, nie! – zaprzeczył CTSG, przestraszony, że jego słowa zostały zrozumiane w taki sposób. – Robisz wystarczająco. Napisałeś więcej listów w moim imieniu do Ewrona niż ja do kogokolwiek w całym moim życiu. Nie o to mi chodzi.

– A więc o co... jeśli mogę spytać?

CTSG wziął głęboki wdech i wydech. Gdy poczuł, że jest gotowy spróbować, zaczął powoli:

– To trzeba przyznać, jesteś najbardziej pomocną osobą, z jaką mam do czynienia. Ufam tobie we wszystkim i uważam, że królestwo spoczywa także na twoich barkach. Przyznawszy to, chciałem powiedzieć, że to nie wszystko. Chodzi mi o coś niezwiązanego ze sprawami rządzenia.

– Tak? – Zaha nie miał pojęcia, dokąd to zmierzało. Tymczasem serce jego towarzysza biło coraz mocniej i coraz energiczniej wypowiadał kolejne słowa.

– Tak, Zaha – odparł – chodzi mi o ciebie jako o osobę.

Delikatnie ujął podbródek bruneta i skierował go ku sobie, co wywołało lekki rumieniec u Zahy. Ich oczy się spotkały i CTSG ciągnął dalej.

– Bo za każdym razem, kiedy na ciebie patrzę, Zaha, znajduję spokój w mojej duszy. Kiedy do mnie mówisz, twój głos błogosławi moje uszy. Jesteś tak cudownym człowiekiem, i choć zgrywasz obojętnego i odległego, to ja wiem, że w środku troszczysz się o dobro wszystkich. Wiesz, że liczą się nie słowa, a czyny, a wszystko, co robisz, robisz najlepiej, jak potrafisz, czyli najlepiej, jak się da... Nawet nie sposób powiedzieć, ile ty rzeczy jesteś w stanie zrobić, a ty za każdym razem mówisz, że to nic takiego... i te słowa pochodzą wprost z twojego serca. Ileż razy bym nie zrobił czegoś głupiego, to nigdy nie jesteś na mnie zły, choć nawet ja jestem. Tak uroczo się peszysz, kiedy powiem coś miłego o tobie, a sam jesteś gotów podnosić mnie do rangi boga w rozmowie z kimkolwiek. Mówisz, że jestem jak słońce dla tego królestwa... Otóż ty, choć dla innych może jesteś jedną z wielu gwiazd na niebie, to dla mnie jesteś tym słońcem, które daje mi ciepło każdego dnia. – Pogładził jego krucze włosy, którymi wiatr bawił się beztrosko, nie zważając na okoliczność, w jakiej znajdowało się obojga mężczyzn. – I do tego jesteś tak cholernie przystojny! Mów sobie, co chcesz, ale twoje włosy są piękne i gładkie jak u kota, a sami bogowie wiedzą, że to zwierzę pochodzące od nich! Cały jesteś idealny. A twoje oczy... Te wielkie, błękitne oczy są katalizatorem tego wszystkiego i powodem, dlaczego to wszystko wyznaję, bo przez nie nie jestem w stanie się powstrzymać! To, jak blask księżyca się w nich odbija, sprawia, że mógłbym z radością oddać ci moją duszę, gdyby nie to, że zrobiłem to już dawno temu, bo ja cię kocham, Zaha, i zawsze będę cię już kochał, i nigdy nikogo innego, tylko ciebie, Zaha!

Umilkł. Od razu zamknął oczy, śmiertelnie bojąc się reakcji Zahy, po czym natychmiast je otworzył, pragnąc niezmiernie ujrzeć reakcję Zahy.

Ten zamarł, ale w środku wszystko w nim się kotłowało. Na początku myślał, że śni, ale kurczowe ściskanie jego dłoni przez CTSG uświadomiło mu, że to wszystko dzieje się naprawdę. Nie wiedział, jak zareagować, bo chciał zrobić wszystko naraz: wyznać to samo, powiedzieć, że nie zasługuje, uciec, a nawet zeskoczyć z dachu, bo wydawało mu się, że z pewnością poleci do góry. Jego ręce drżały, a jedyne, co był w stanie zrobić, to lekko przybliżyć się do twarzy CTSG.

Ten w mig pojął, o co mu chodziło, i zanim Zaha się zorientował, chwycił go mocno, przyciągnął do siebie i złączył ich usta w namiętnym pocałunku.

Wydawało się, że czas stanął, ale jednocześnie dopiero wtedy naprawdę ruszył. Być może to właśnie ta chwila zgrała się z nadejściem północy, ale to nie miało znaczenia. Nic nie miało znaczenia oprócz nich samych. Ich serca wciąż biły w tym samym rytmie nawet po tym, jak w końcu się oderwali od siebie, po długim czasie, ale wciąż za krótkim. Skończyła im się siła na pocałunki, ale wciąż byli wtuleni w siebie. Nikt nie chciał puszczać.

W końcu gdy już świt zaczął ukazywać się na horyzoncie, Zaha uświadomił sobie, że jeszcze w ogóle nic nie powiedział, więc szepnął cicho do ucha zasypiającego CTSG:

– Kocham cię na zawsze, Wasza Wysokość.

Ten, już z przymkniętymi oczami, uśmiechając się delikatnie, odparł:

– Na zawsze, mój drogi zastępco.

***

Kaopej podrapał się po głowie.

– Ej, dobra, ale po co on właściwie tam poszedł? Nadal nie rozumiem.

– Mówiłam ci już, Kao – westchnęła Kasix, podnosząc z ziemii pustą butelkę, omijając wzrokiem etykietę. – Wszyscy uznaliśmy, że dłużej tak nie wytrzymamy, żyjąc w kraju rządzonym przez dwie osoby o takim nieokreślonym stosunku do siebie. Jednogłośnie ustaliliśmy, że musimy coś zrobić, a akurat gildyjni byli na miejscu, by wesprzeć nas brakiem czegokolwiek wewnątrz czaszki.

– Nie o to mi chodzi... Nie wierzę, całe królestwo wie, że się kochają, ale oni nawzajem nie mają o tym pojęcia? Jak to możliwe?

Spojrzała na niego współczująco.

– Bardziej, niż myślisz.

Notes:

Szczęśliwego Nowego Roku!