Actions

Work Header

"Urocze" pary

Summary:

Dean ma dość tego jak ohydnie uroczy oni są...

Czyli padł pomysł i napisałam. Nie bijcie!

Notes:

RCS rzuciła pomysł, a ja napisałam jedyna wersję jaka dam radę. Nie biorę za nią odpowiedzialności!

Work Text:

Dean wiedział że nie ma normalnej rodziny. Nigdy jej nie miał, ale to co działo sie tu od jakiego czasu przerastało nawet jego. Patrząc na scenę w kuchni nie wiedział czy lepiej byłoby znaleźć najbliższą toaletę by zwymiotować czy od razu iść na most i się z niego rzucić.

- Cas, tak bardzo cię przepraszam. Ale wiedziałeś, że dziś miałem spędzić noc z Samem. Nie wiem dlaczego odstawiasz te fochy. - Lucyfer starał się uspokoić wzburzonego anioła, choć nie wychodziło mu to za dobrze.

- Bo ostatniej nocy miałeś być ze mną. A przeszkodziły w tym wampiry. Więc gdzie tu sprawiedliwość?!

- Cas...

Dean wiedział, ze powinien wyjść, gdy tylko Lucyfer zaczął wspinać się na kolana Castiela. Co się zobaczy to się nie od zobaczy. Nawet wybielacz w tym nie pomoże.

- Nie rozumiem dlaczego w końcu nie możemy zamieszkać razem - wtrącił sie stojący obok Sam. - Każdej nocy moglibyśmy byc razem. Nie kłócilibyśmy się w końcu o to!

- Ale ty i Castiel nie...

- My co "nie", Luc? Nigdy razem nie byliśmy? Bo nie dawałeś nam nawet szansy! Nie mamy z tym problemu, tylko ty doszukujesz się czegoś, czego nie ma! - Sam zbliżył się do tej dwójki, patrząc kochankowi w oczy. - Jeśli tylko ciebie nie zje zazdrość, to my nie mamy nic przeciwko.

- To prawda, Lucyferze. Bunkier jest na tyle duży, że moglibyśmy znaleźć tu kąt dla naszej trójki - potwierdził Cas.

Upadły anioł przyglądał się z niedowierzaniem swoim wybrankom. Nie wierzył, że jednak miał takie szczęście.

- Nie chce o niczym wiedzieć! Nie chce niczego widzieć! Pamiętajcie, że ja tez tutaj mieszkam, a to już zaczyna byc chore! - wtrącił się szybko Dean. - Znosiłem wasze romanse, ale to...

- I tak nasz kochasz, Dean - zaśmiał się jego brat. - I jesteśmy rodziną. Coraz większą jak widać, ale to chyba tylko plus. Chcesz bym zawołał Gabriela?

Dean zignorował jego słowa i ruszył w stron biblioteki. Rodzina, też coś. Gdyby choć raz mogł mieć ją normalną. Ale czego on wymaga... Kochał ich, jednak czasem byli obrzydliwie słodcy. A co do Gabriela... Był pewien, że ten czai się gdzieś i obserwuje. Przynajmniej oni z tej hałastry byli choc trochę normalni.

Series this work belongs to: