Work Text:
"Jak?! Jak on to kurwa wygrał?!" Krzyknął Remek załamany. "Jak całe życie gram u tego Józka to nie wygrałem, a najzwyklejszy młody chłopak wygrywa za pierwszym razem!" Kontynuuował, gdy nagle krzyki przerwało skrzypniecie drzwi.
Stanął w nich lord Multi, wyglądał na zmęczonego... A jego oczy były w tragicznym stanie, w końcu całą jego krew wypełniła fioletowa substancja która już ostro przebijała się przez skóre. Michał rozejrzał się po sali, po chwili zatrzymał wzrok na jednym z chłopaków.
"Potrzebuje pomocy..." Powiedział. Gdy Mati miał zamiar już się zgłosić, ten kontynuował wypowiedź. "Doceniam twoje zaangażowanie Mateusz, ale wybrałem już kogoś kto wykona to zadanie, jak mniemam idealnie...". Na te słowa, członkowie gildii rozejrzeli się po sali patrząc na reszte, poszukując tej wygranej osoby. "Zege pomożesz mi w jednej sprawie, mogę na ciebie liczyć?"dodał w końcu Multi, a młodzieńcowi zaświeciły się oczy.
Nie trudno zauważyć, że Zege nie był jego ulubieńcem, a przynajmniej on sam tak uwarzał. Nie był nigdy pierwszym wyborem rycerza na wojnę czy bitwę, zazwyczaj stał gdzieś z boku. Przy stole, widział raczej daleko, zdała od reszty.
"Naprawdę?" Wydusił z siebie w końcu chłopak, a gdy lord przytaknął, Zege uśmiechnął się szeroko. "To naprawdę najlepszy dzień mojego życia" oznajmił. "Naprawdę lordzie! Wie lord że wygrałem u Józka?! To prawie niemożliwe!" Mówił gdy zatrzasnęły się za nimi drzwi.
Wtedy zapadła ta dziwna cisza, cisza która znaczyła coś dziwnego. Coś co dopiero miało się wydarzyć.
Muzyka odczuł tą ciszę wyjątkowo mocno, nie chciał jej czuć, bał się powodu tego uczucia. 'czy to dziwne, że go wybrał? Uważasz że jest słaby' powtarzał jego umysł za każdym razem gdy to uczucie mocniej uderzało go w klatkę piersiową. 'moze się boisz? Ale czego? Tego że Twój przyjaciel ma misję a ty nie?' ponownie poczuł ukłucie. 'boisz się o siebie, czy o niego?'. Chłopak otrząsnął się, i rozglądnął w upewnieniu że nikt nie zauważył gdy Nagle zamlikł. Jednak wszyscy dookoła już dawno zmienili swój punkt zainteresowania. Nagle zza jego pleców odezwał się znajomy głos. "Wszystko git? Stary marnie wyglądasz" zapytał Mati, na jego twarzy malowało się szczere przejęcie. "Nie wiem, nie ja tak tylko na chwilę się zamyśliłem. Wiesz jak to jest-" mówił gdy nagle jego słowa przebił głośny okrzyk. "My lecimy do środka już. Ciemno się robi a Zwierzak już naprawdę wygląda jakby zaraz miał zejść" krzyknął Łukasz, po chwili zauważając sytuację zamilkł i ostatni raz spoglądając na matiego wyszedł z pokoju.
"Teraz już nie masz żadnej wymówki" zaśmiał się Mati siadając na zimną podłogę. Muzyka usiadł tuż obok.
Pomieszczeniem skontrum siedzieli, była karczma. Z pozoru przyjazna, to właśnie tutaj organizowano większość imprez. Takie jak świętowanie wygrany króla bladiego. Dawnego, króla bladiego...
"Nie chcę gadać, nic sie nawet nie wydarzyło. Napewno nie na tyle żeby robić z siebie ofiarę losu." Mruknął i zgarbił się dotykajac twarzą kolan. "Jak mam być szczery, to nie wiem nawet dlaczego jest mi tak źle. Z jakiegoś powodu czuje ciężar na plecach." Muzyczny wciąż nie patrzył na przyjaciela, wypowiadając się, jego wzrok skierowany był na wprost. "I nawet jeżeli mam jeden problem, to nigdy nie pomyślał bym że to właśnie ten problem sprawia że każdego dnia mam ochotę zapaść się pod ziemię." Mati kiwnął głową na gest zrozumienia. "Powiesz mi... Co to za problem? Zapytał. Zapadła cisza, nie taka niezręczna, po prostu cisza. Światło które dawała zapalona świeczka znacząco zamilkło. "Nie" powiedział cicho zasłaniając twarz rękoma. Mateusz odwrócił głowę do przodu, nie patrząc na przyjaciela. "Wiesz, gdy masz coś za uszami i udajesz że tego nie masz, to problem będzie się ciągnął tak długo jak go nie rozwiążesz" zaczął Mati "i naprawdę możesz myśleć że on zniknie, albo poprostu o nim zapomnisz... Albo że rozwiąże się sam. Jednak w rzeczywistości to ten problem zostanie z tobą na wieki, dając ci takie poczucie ciężkości." Brunet przejechał dłońmi po swoich włosach. "A gdy jesteś przywiązany do ciężarow, nie licz że wzniesiesz się w górę. Najpierw musisz je odwiązać"
"nie chce naciskać... Nie musisz mi niczego mowic jeżeli nie chcesz ale-" Mateusz zastanowil się przez chwilę jakimi słowami ujsc swoją wypowiedź. "Uwierz mi, że ten przysłonięty problem, stale się pogarsza" dodał Mati. Jednak gdy miał zamiar kontynuować, usłyszał ciszy szloch. Natychmiast odwrócił się w stronę przyjaciela. Ten zasłaniał się jak tylko mógł. Jego kolana dotykały brody, a dłonie zasłaniały resztę twarzy. "Muzyczny?" Wyraźnie zmartwiony Mateusz nie mógł udawać że nie widzi płaczu. Nigdy do tąd nie widział aby jego przyjaciel płakał, na pewno nie widział płaczącego MuzykiTV. Słynnego Muzyki.
Chłopak przetarł twarz rękawem koszuli. "Nie dam rady już dłużej" wydusił z siebie. Jego wzrok skierowany był do przodu. "Naprawde. Jestem poprostu zwykłym przegrywem". Mati spojrzał na niego szczerze przejęty. "Nie jesteś. Przestań gadać głupoty chłopie. Jesteś ostatnią osobą która bym tak nazwał!" Zmarszczył brwi. "Przecież ty w ogóle do tego słowa nie pasujesz! Spojrzałeś kiedyś w lustr-"
"Zakochałem się w moim najlepszym przyjacielu Mati." Przerwał mu Muzyczny. Brzmiało to tak, jakby chciał krzyknąć, z poczuciem że nie mógł. Prawda glad taka że Muzyka naprawdę się tego wstydził. Nierzadko myślał sobie jak idealnie by było gdyby ten jego przyjaciel był jednak dziewczyną. U jknał by tyłu problemów... "Nie jestem taki fajny za jakiego mnie uważacie." Dodał ciszej. "Jestem po prostu zwykłym... Jestem zwykłym idiotą. Czuje się jak jakiś oblech."
Brunet patrzył na niego bez słowa, dając mu czas na wypowiedzenie się. "Kurwa jaki ja jestem ochydny naprawdę. Współczuję zege, że akurat ktoś taki jak ja musiał go pokochać." Kontynuował Muzyka coraz bardziej się załamując. Łzy spływały mu po policzkach. "Ja naprawdę już nie wiem co mam robić. Oddałbym kurwa wszystko żeby pozbyć się tego uczucia. M3cze się z tym od tylu lat..."
Zapadła cisza. Drzwi do karczmy lekko uchyliły się, wpuszczając do środka blask księżyca. "Spróbowałeś może kiedyś-" zapytał Mati gdy ten natychmiast mu przerwał. "Mu powiedzieć? Nigdy w zyciu. Nigdy w życiu bym mu tego nie zrobił. Wiem jak mu ciężko, jeszcze tylko tego mu brakuje aby jakiś idiota mu wyznawał uczucia."
Mateusz uśmiechnął się mimo powagi sytuacji. "Wiesz, Zege nie wygląda jakby uważał że jesteś idiotą" zauważył. "Przecież gdyby tak uważał... No znasz zege, przecież on by się nie pierdolił. Już dawno by się zdystansował co do ciebie. Gdyby tak o tobie myślał. A popatrz co się dzieje. Przecież wy wszędzie jesteście razem."
Muzyka zamyślił sie na chwilę po czym spojrzał na matiego. "Jeżeli mnie lubi. To tym bardziej okrutny bym był zabierając mu tę przyjaźń" stwierdził i ponownie spuścił głowę w dół. "A bierzesz w ogóle pod uwagę że on też cię kocha?" Zapytał Mati. "Nie możesz być dla siebie tak surowy- z resztą wiesz co? Nie." Zegar zmienił ton "moim zdaniem go krzywdzisz. Kłamiesz mu w twarz. Co jeżeli on cię lubi a ty 'najwiekszy idiota świata' udajesz że nie odwzajemniasz tych uczuć? Jak w ogóle można się tak zachowywać." Zażartował próbując trafić do Chłopaka. "Pomyślałeś o tym w ogóle?"
Muzyczny uśmiechnął się lekko. "I pomyśl tylko... On cię tak bardzo lubi, a ty tak na siłę próbujesz to zignorować." Kontynuował Mati. "Jak możesz być tak okrutny?!" Na te słowa Muzyka zaśmiał się lekko pod nosem. Rzeczywiście, Mateusz potrafił poprawić humor.
Mati jeszcze przez chwilę wypominał te momenty w których nie trudno było zauważyć ich uczucia. Sam fakt że na każdym balu, oboje uciekali gdzieś kompletnie indziej, oddalając się od reszty.
Po chwili żartobliwa atmosfera nieco opadła. "Ale teraz już tak na poważnie." Powiedział Mati "naprawdę nie powinieneś się tak męczyć. Nie dasz rady tak ze sobą walczyć przez wieczność." Brunet poklepał przyjaciela po plecach. "Mysle że powinieneś mu to wreszcie powiedzieć. Nigdy nie wiesz, kiedy ta okazja minie."
Chłopak zastanowił się przez chwilę. Oczywiście że się bał, każdy by się bał. Jednak z jakiegoś powodu, po tej rozmowie rzeczywiście poczuł jakąś ulgę, nawet strach lekko zanikł.
Muzyka wziął głęboki oddech. "Powiem mu" odpowiedział pewnie. "No i to jest prawdziwy facet!" Krzyknął Mati uderzając go w plecy łapą. Muzyka przymknął oczy udając że nie niczego nie poczuł. "Tylko nie odkładaj tego długo bo tylko się zniechęcisz. Powiesz mu z samego rana. No chodź się teraz wyspać lepiej-" "Nie, powiem mu to jeszcze dzisiaj" stwierdził Muzyczny a Mati przytaknął. "No taki klimat rzeczywiście dużo zdziała." Zaśmiał się "dobra ale ja już lepiej pójdę się położyć." Powiedział i wstał z podłogi. Gdy zbliżył się do drzwi usłyszał jeszcze ostatnie słowa w jego stronę. "Dzięki Mati" Brunet uśmiechnął się ciepło. "Trzymam za ciebie kciuki" odpowiedział "po zege widać z kilometra że cię lubi. Szczególnie na tych outpostach, gdzie zawsze się z Łukaszem śmiejemy jak to wy próbujecie się nawzajem bronić."
"Co kurwa?" Krzyknął Muzyczny a Mati szybko wybiegł zza drzwi śmiejąc się.
Chłopak patrzył jeszcze chwilę na drzwi, w głębi duszy licząc że brunet wróci. Licząc że ich rozmowa będzie trwać wiecznie i że skutecznie uniknie wyznania uczuć. Jednak nic z tego. Uchylone drzwi pozostawiały go samego z księżycem, ktory akurat tego dnia przybrał postać pełni.
Muzyka czekał... I czekał. I mógłby czekać jeszcze długo, ale zege wciąż nie wracał. Nie wracał wraz z lordem którego obowiązkiem było zapewnienie bezpieczeństwa swoim rycerzom. Mimo że Muzyka sam tak nie uważał. Wiedział że Zegar widzi w nim prawdziwego bohatera. Zegar zawsze powtarzał, jak wdzięczny jest swojemu lordowi że przygarnął go gdy nie miał nic. Jak wdzięczny jest za to wszystko, i jak lojalny będzie dla niego aż do śmierci. W wielkim skrócie, Zege ufał swojemu lordowi bezgranicznie, i nie żadko się jego postacią wzrował. Chłopak zmarszczył brwi. Cała ta sytuacja coraz bardziej go niepokoiła. W końcu po długim namyśle i zamartwianiu się, wstał na nogi i wyszedł z karczmy.
Ta noc była wyjątkowa piękna. Księżyc w pełni, pięknie układające się gwiazdy. 'gdyby zege tu był, z pewnością wypatrzylby w tych gwiazdach wszystkie te swoje układy' pomysłał Muzyczny patrząc w niebo. 'napewno by mi je wszystkie pokazał' myślał, nie widząc ani jednego z nich.
Gdy wrócił myślami na ziemię, zdał sobie sprawę jak bardzo zagubiono wygląda stojąc w tym miejscu. Nie wiedział nawet w którą stronę wyruszyli jego bracia z gildii. Nagle, ślady butów podswietliły się fioletowym światłem. Muzyka przestraszył się lekko i cofnął o krok do tyłu. Jednak co by nie myśleć, magia była nieodłączną częścią tej krainy. Muzyczny głęboko wielbił bogów, i wierzył w ich dobro, w ich chęć sprawiania dobra. Tak więc po chwili namysłu ruszył za śladami.
Idąc, zauważał rzeczy które nigdy do tej pory nie wydawały się tak interesujące jak wtedy. Szczególną uwagę zwrócił na fioletowe zarośla. Przynajmniej wyglądały one na zarośla. W każdym razie ten fioletowy kolor wyssał życie z całego lasu. Wszystko dookoła było w czarnym, bladym kolorze. Drzewa które do tej pory odznaczały się piękną zielenią, teraz nie pozostawiły po sobie nawet jednego żywego liścia.
Im dłużej szedł, tym bardziej się zamartwiał.
Zege mógł byc teraz wszędzie. Chłopak nawet nie miał pewności, czy ślady prowadzą go w dobrą stronę. Równie dobrze wyznaczona mu droga mogła kierować go w stronę pułapki... Takiej śmiertelnie niebezpiecznej. "Co innego mi pozostało?.." myślał podążając wyznaczoną drogą.
księżyc zniknąl za drzewami sprawiając że las stał się jeszcze bardziej straszny. Klimat wywoływał w nim coraz to większy strach.
Nagle światło które do tej pory skupiało się na śladach butów, oderwało się od drogi i przemkneło przez trawę. Następnie lecąc między drzewami zaprowadziło chłopaka do dziwnie wyglądającego miejsca. Przypominało to coś w stylu niedokończonego portalu. Fioletowy płomień szybko otoczył dwie kolumny dookoła portalu, tworząc taką świecąca ramkę. Na czubku kolumn światło złączyło swe końce.
Muzyka spojrzał na portal. Nie byłoby w nim nic specjalnego, gdyby nie wyrzezbiony blok złota stojący na środku. Gdy chłopak przyjżał się nieco bardziej zauważył coś... Coś czerwonego.
Powoli zbliżył się do budowli. Ciekawość przezwyciężyła strach który w tamtym momencie głośno krzyczał aby ten wrócił do domu.
Muzyczny postawił pare kroków do przodu, z każdym jednym coraz bardziej otaczał go strach. Jednak ten ostatni krok. Ten ostatni krok sprawił że jego serce się zatrzymało. To coś... To coś czerwonego to nie byle róże, maki lub jakiegokolwiek inne kwiaty. To była krew. Krew zapełniła niemal całą pozostałą część murowanego podestu. Ale to co naprawdę zatrzymało jego serce, to nie była krew. Na samym środku tej wielkiej czerwonej plamy... Leżał jego przyjaciel. "Zege..." Wyszeptał nietypowym dla siebie przerażonym głosem, brzmiał tak jakby jego dusza już dawno opuściła jego ciało. Szybko otrząsnął się i podbiegł do ciała. "Kurwa... Nie. prosze kurwa nie" powiedział gdy stanął na przeciwko martwego przyjaciela. Powolnym ruchem zagarnął kosmyk włosów z twarz chłopaka odsłaniając zakrwawioną twarz. Widok brudnych włosów na głowie tego zawsze zadbanego chłopaka z jakiegoś powodu wywolywał w nim potężne emocje.
Nagle na twarz bladego już zege, spadła łza, a zaraz po niej kolejna. Muzyka podniósł delikatnie ciało przyjaciela i mocno go przytulił. Wiedział że to nic nie zmieni, jednak mimo wszystko wolał wmawiać sobie że gdzieś tam w środku, może jednak jego serce wznowi prace, a chłopak krztusząc się wypluje resztki krwi. Nic z tego.
Muzyka zacisnął mocno zęby, tym razem nie potrafił zatamować płaczu. Łzy leciały jedna za drugą, sprawiając że całe ubranie ciemnowłosego otoczyła rozwodniona krew. "Proszę... Nie zostawiaj mnie" mówił dusząc się przez łzy "proszę. Tylko ty mi zostałeś, bez ciebie jestem nikim" Muzyczny nie mógł oderwać się od uścisku, starał się zapomnieć o tym wszystkim, wmawiał sobie że przytula zege, tylko takiego żywego. Żywego, zabawnego... Prawdziwego zege. Muzyka czuł jak ostatnie ciepłe powietrze opuszcza ciało dawnego przyjaciela.
"Błagam cię..." Powtarzał "proszę nie zostawiaj mnie samego"
