Work Text:
K: I'm Kylo Ren, I fuck who I want, bijacz!
H: I'm General Fux. Resztę sobie dopowiedz.
K: ...chyba Sux.
H: Powiedział Crylo Ren.
K: Powiedział Armitydż.
H: Masz jakiś problem, Benjaminie?
K: Słyszysz głosy? Tu nie ma żadnego Benjamina.
H: Słyszę. Jeden wybitnie wkurwiający, starający się uciec od przeszłości...
K: ...bękart, który myśli, że jak jest generałem, to może sobie pozwalać.
H: Odzywa się niestabilne emocjonalnie dziecko dostające wszystko tylko dlatego, bo ma moc.
K: Aż dlatego. Zazdrościsz.
H: Nie ma czego. Zerknij w lustro, a się upewnisz.
K: Nie chcę cię rozczarować, ale nawet patrząc w twoje odbicie nie zmienię zdania.
H: To było tak słabe jak ty.
K: A i tak lepsze od ciebie, chuju.
H: Dziękuję za komplement. Mnie przynajmniej nie ściąga w dół jasna strona.
K: Bo już niżej się ciebie ściągnąć nie da. Przecież stanowisko to masz od tatusia.
H: Lepsze stanowisko niż chujowe rebelianckie geny. I obaj wiemy, że ze stanowiskiem nie trafiłeś.
K: Ja ci, kurwa, dam rebelianckie, mam geny prawej ręki Imperatora!
H: Tak, tak, Ren. Wszyscy wiemy, że daddy issues to poważna sprawa.
K: Mommy issues też.
H: Moja przynajmniej nie jest rebelianckim ścierwem.
K: A wiesz w ogóle, kim jest?
H: Rebelianckim ścierwem. Reszta i pozycja mnie nie interesuje.
K: Pytałem, czy wiesz, kim jest twoja, skurwysynie.
H: Wiem. Wybacz, ale nie mam w zwyczaju dzielić się z takimi rzeczami z ludźmi twojego pokroju.
K: Masz rację, elita jak ja zazwyczaj nie zadaje się z takimi jak ty.
H: Elita? Wysokie mniemanie masz o sobie, chłopczyku.
K: Skoro Supreme Leader Snoke postawił mnie na równi z tobą jeszcze przed zakończeniem mojego treningu... Wiesz, że mógłbym cię teraz zmiażdżyć, nie wyciągając miecza? Gdzie teraz jest twoja armia, Army?
H: Postawił, ponieważ jesteś jego najnowszą zabaweczką. I nie potrzebuje armii, by drżały przede mną miliony. To jest dopiero potęga, Ren.
K: Ciężko mi uwierzyć w te miliony, kiedy ja nie czuję nawet gęsiej skórki.
H: Bo jesteś głupi. A głupcy nie wiedzą, co to strach.
K: Więc tak usprawiedliwiasz swoje własne tchórzostwo?
H: To, że odczuwam strach nie znaczy, że jestem tchórzem. Ja potrafię panować nad emocjami.
K: Chciałeś powiedzieć "zamieniam się w robota".
H: Perfekcja to perfekcja, Ren.
K: Dobrze, Perfekcyjny Panie Domu.
H: Wolałbym galaktyki.
K: Woleć to sobie możesz.
H: Tak samo jak ty gadać.
K: A owszem, mogę, kto mi zabroni? Na pewno nie ty.
H: Zabronić nikt. Tak samo jak i słuchać.
K: Jakoś wciąż tu stoisz i mi odpowiadasz
H: Na tej samej zasadzie, co ty. Bo kto mi zabroni?
K: Ja ci na pewno nie zabronię słuchać, jak cię poniżam. Ja nie oceniam źle masochistów.
H: Chciałeś powiedzieć, że próbujesz poniżać. Tak tylko sprostuję.
K: No tak. Nie da się jeszcze bardziej poniżyć tego, kto puka w dno od spodu.
H: Może i pukam, ale stojąc na tobie.
K: To tylko moje odbicie, wiesz, czasem lubię się nachylić ze szczytu i zerknąć.
H: Ten tekst był słabszy od Rebelii, Ren. I uważaj. Ze szczytu bardzo łatwo spaść.
K: Taka słaba, a i tak dała w dupę First Order. Wiem, spokojnie, potrafię się uczyć na cudzych błędach, na przykład twoich... oh wait, ty nigdy na szczycie nie byłeś.
H: Bo moja chwila jeszcze nie przeminęła, tak jak przemija twoja. Jeszcze będziesz mi lizał buty.
K: Bo co, sam już będziesz takim kaleką, że nie dasz rady się schylić ze szmatką?
H: Powiedział o kalectwie ten z blizną na pół twarzy...
K: Rana odniesiona w boju, podczas gdy ty spieprzałeś na oczach swoich ludzi
H: Spieprzałem po rozkazy, a potem ratować twoją dupę.
K: Nie musiałeś. Nie prosiłem o to.
H: Nie mam w zwyczaju zostawiać swoich ludzi, nawet jeżeli jestem do nich uprzedzony. Rozkaz jest święty.
K: Jeśli namówię Snoke'a, by wydał ci rozkaz, byś popełnił samobójstwo, też to zrobisz?
H: Jeżeli będzie to dla dobra First Order, to tak.
K: To dla dobra First Order, bądź tak miły i zrób to, bo mam cię dość.
H: Bądź jaki? Nie mam takiego słowa w swoim słowniku.
K: Jeśli czteroliterowe słowa są za trudne dla ciebie do spamiętania, to nie wiem, jak mogę ci pomóc...
H: Miałem na myśli, że go nie stosuję, kretynie. I jakbyś zapomniał, jestem mówcą.
K: Powtarzać słowa to i droidy potrafią. Myślisz, że ja mówić nie umiem?
H: Mówić może i umiesz, ale czy przekonać kilkadziesiąt tysięcy ludzi do swoich słów tylko za pomocą mowy, tez?
K: Nigdy nie próbowałem. Nie wiem, jakie ograniczenia ma moja moc i Jedi Mind Trick. Ale na takich szturmowcach z wypranymi mózgami z pewnością zadziałałaby skutecznie. No chyba że to zdrajcy.
H: A umiałbyś cokolwiek zrobić bez mocy?
K: Tak, na przykład odciąć ci głowę mieczem. Do tego mi moc niepotrzebna.
H: Wszystko załatwiasz siłą, nie? Prymitywne.
K: Ale, w odróżnieniu od twojej gadaniny, skuteczne.
H: Wmawiaj sobie.
K: Kończą się argumenty? Smuteczek.
H: Nah, po prostu nie lubię sobie strzępić języka na rzeczach oczywistych.
K: A jednak często lubisz paplać o końcu Republiki i takich podobnych...
H: To są rzeczy godne uwagi. Nie tak jak ty.
K: Zabawne, że jak na rzecz niegodną uwagi, zajmuję ci już tyle czasu.
H: Każdy czasem potrzebuje rozrywki. Nawet tak prymitywnej.
K: Fakt, bawiłem się świetnie, ale zaczynasz mnie nudzić... W sumie aż dziw, że tyle z tobą wytrzymałem...
H: Fakt. Inteligentna rozmowa to jednak za dużo dla człowieka twojego pokroju.
