Work Text:
Dean patrzył z przerażeniem na leżące na podłodze ciało Sama. Jego brat wyglądał, jakby nie żył i starszy Winchester przez chwilę myślał, że to koniec. Mimo to rzucił pierścienie na ścianę i wyrecytował zaklęcie. Dopiero wtedy dopadł do leżącego na podłodze brata.
— Sam! — krzyknął.
Był tam jeszcze, czy wyparł go diabeł?
— Sam, wstawaj — potrząsał nim, aż jego oczy się otworzyły. — Musisz skoczyć — powiedział, wskazując na wielką dziurę w ścianie, prowadzącą wprost do klatki.
— Dean? — jęknął młodszy Winchester, podnosząc się z trudem.
— Tak, Sammy. Musisz skoczyć — powtórzył.
Jego młodszy brat podszedł do dziury, wyglądając, jakby zbierał się na odwagę. Jednak nagle odwrócił się, zakańczając zaklęcie i chowając pierścienie do kieszeni kurtki.
— Sammy’ego dawno nie ma — powiedział Lucyfer i obszedł go dookoła. — Mówiłem ci, że to zawsze musiało się stać w Detroit. Do zobaczenia wkrótce, Dean. A może za pięć lat?
Diabeł pocałował go krótko i zniknął, nim Winchester zdążył go odepchnąć.
