Work Text:
Do Słodkiego Amorisa zawitał przedwalentynkowy piątek, a razem z tym walentynkowa poczta. Chwilę przed dzwonkiem do klasy wtargnęli Alexy z Rozalią, którzy już dawno temu zgłosili się do dostarczania listów pełnych miłosnych wyznań.
Nataniel, dostając jeden z nich, nie był ani trochę zdziwiony. Melania już od dłuższego czasu siedziała zarumieniona, czekając na ten moment. Dostawał od niej list co roku i co roku starał się wybrnąć z tego najgrzeczniej jak potrafił.
Zdziwił się za to kiedy chwilę później Rozalia wręczyła mu drugi list.
— Uuu, Nataniel — śmiał się z niego Armin, siedzący obok — nie widziałem, że jesteś taki popularny.
— Daj spokój — uciszył go, zawstydzony. Rozejrzał się po klasie i spojrzał na Melanię, która wyglądała na równie zaskoczoną co on. Kto oprócz niej mógł mu wysłać walentynkę?
— Na co czekasz? — Armin poganiał go, zaciekawiony.
— Przeczytam, jak wyjdziemy z klasy — odpowiedział, udając, że wcale się tym nie przejmował.
Gdy wszyscy zebrali się już po lekcji, Nataniel znalazł spokojnie miejsce na korytarzu. Zbierał się do sprawdzenia pierwszego z listów, ale ku jego irytacji, Armin ostentacyjnie zaglądał mu przez ramię.
Nataniel odsunął się od niego bez słowa, ale spojrzenie, które posłał Arminowi, jasno dało mu do zrozumienia, żeby zaczekał.
Wyjął walentynkę z koperty. Pięknie napisany list, perfekcyjnym pismem… Wszystko to czego się spodziewał, jak co roku.
— Od Melanii?
— Skąd wiesz? — zapytał Nataniel, choć wiedział, że nie była to raczej zagadka roku.
— Domyśliłem się po twojej minie. — stwierdził Armin.
Nataniel nie powiedział nic więcej. Potem zastanowi się, co ma powiedzieć Melanii. Naprawdę nie miał ochoty teraz o tym myśleć.
Westchnął ciężko. Jeśli pierwsza była od niej, to czego mógł się spodziewać po drugiej walentynce?
— Stresujesz się? — zapytał Armin, wbijając w niego swój wzrok, co ani trochę nie było pomocne.
— Czym niby? To tylko walentynka — stwierdził Nataniel, logicznie. Mimo wszystko jednak, jego serce zabiło mocniej.
— Masz jakieś teorie? Od kogo może być? — dopytywał, ale Nat tylko wzruszył ramionami. — Może to od Kastiela? — zaśmiał się.
Nataniel bardzo chciał móc się teraz śmiać z żartów swojego przyjaciela, ale ciekawość zżerała go od środka.
— Zaraz się okaże — odpowiedział, szykując się do otwarcia listu.
No nic, pomyślał, czas się przekonać.
Jednak, gdy tylko spojrzał na jego treść, całe napięcie z niego uleciało, a Nataniel prawie że wybuchł śmiechem.
“Zostaniesz supportem dla mojego ADC?”
— Serio? To był tylko twój durny żart? — Nie dowierzał, chowając twarz w dłoni. No co za…
— Kto powiedział, że to żart? — zapytał Armin.
Nataniel spojrzał na niego przez chwilę, zdziwiony, ale widząc głupkowaty uśmiech na twarzy Armina znowu się zaśmiał.
— Przestań, od początku się ze mnie nabijasz.
— Dobra, może trochę się nabijałem — przyznał Armin — bo wyglądałeś, jakbyś miał mi tu zaraz zejść. Ale tak serio, pomyślałem, że moglibyśmy jutro gdzieś razem wyjść, jeśli nie masz planów.
Nataniel gapił się na niego, ogłupiony. Chwila, to on w końcu mówi poważnie czy…?
Widząc jego zmieszanie, Armin kontynuował, coraz bardziej speszony:
— Wiesz, nie musisz odpowiadać teraz, jak nie chcesz. Zastanów się i daj mi znać później, co?
Następnie zostawił osłupiałego Nataniela.
Dopiero po kilku dłuższych momentach i paru spojrzeniach przeniesionych z listu na nicość, w miejscu gdzie wcześniej stał Armin i z powrotem na list, dotarło do niego.
Armin właśnie zaprosił go na randkę.
Co gorsze, zrobił to kiepskim podrywem na Ligę Legend.
A co w tym wszystkim było absolutnie najgorsze, Nataniel totalnie na to poleciał.
