Actions

Work Header

Rating:
Archive Warning:
Category:
Fandom:
Relationship:
Characters:
Additional Tags:
Language:
Polski
Stats:
Published:
2016-09-07
Updated:
2017-03-24
Words:
3,514
Chapters:
4/?
Comments:
2
Kudos:
15
Hits:
379

Mleko i krew

Summary:

Pierwsza rozmowa dwóch czarownic, które rozdziela prawie wszystko, ale łączy chęć do posiadania przyjaciela.

Notes:

To moja pierwsza praca, więc zachęcam wszystkich do komentowania i zostawiania kudos :)

Chapter 1: O krwi w Zakazanym Lesie

Chapter Text

Wylądowała cicho i miękko na runie Zakazanego Lasu. Zsunęła się z grzbietu testrala i pozwoliła mu się prowadzić pomiędzy wysokimi drzewami i rozłożystymi krzakami. Kobieta wyostrzyła słuch i starała się nie wydawać żadnych dźwięków. Normalnie działała z większą brawurą i pewnością siebie, ale gdy jej pan nakazał dyskrecję nie ważyła się nawet otworzyć ust,zachowując się prawie jak suka z niewidzialnym kagańcem.
Bella nagle usłyszała dziwny szelest i trzask łamanych gałązek pod czyimiś stopami i bezmyślnie, odruchowo wypuściła z końca swej różdżki zielony promień. Nie widziała w co lub kogo celuje, ale każdy morderca wyrabia sobie z czasem taki impuls i uczy się żyć z paranoicznymi myślami. Ten samolubny strach o własne życie stawał się towarzyszem nawet najsilniejszego czarnoksiężnika.
Kiedy jej spojrzenie spotkało się z dużymi, jasnymi, ciepłymi oczami, sama nie wiedziała dlaczego, ale pożałowała swojego zaklęcia. Na jej twarzy można było dostrzec mieszankę dziwnych uczuć. Coś jakby wyrzuty sumienia? Nie, to do niej niepodobne. Ale fakt faktem, że Bellatrix zamarła na chwilę w bezruchu.
Na szczęście spłoszone stworzenie, posiadacz tych mlecznych oczu, umknął promieniowi i przetoczył się po miękkim mchu. Kolejny urok rzucony przez już otrzeźwiałą czarownicę był o wiele bardziej pacyficzny. Zamroziła swojego potencjalnego wroga i drugim, krótkim i gwałtownym machnięciem różdżki przywiązała go do pobliskiego drzewa.
Po raz kolejny tego dnia straciła ciąg swych myśli i panowanie nad ciałem gdy spojrzała w białawe oczy swojej ofiary. Omotało ją poczucie komfortu i spokoju, prowizorycznego bezpieczeństwa, tak jakby znajdowała się w ramionach kogoś kogo zna i kocha. A jednak miała pewność, że jeszcze nigdy nie spotkała się z tymi oczami w całym swoim życiu.
Strząsnęła z siebie ten zaskoczony wyraz twarzy, wyostrzając wzrok. Przed nią stała młoda dziewczyna. Szczupła i delikatna, ubrana w ciemne i postrzępione szaty. Była boso a jej stopy wyglądały na poranione przez ciernie. Jasną twarz okalały cienkie i lekkie blond włosy. Całą swoją posturą przypominała małą sarnę, która zgubiła się w lesie.
Zwierzę, na którym przyleciała tu Śmierciożerczyni i reszta jego pobratymców, do których ją prowadził uciekła w popłochu parę metrów dalej i uformowała swego rodzaju formację obronną. Bella nie spuszczając wzroku z dziewczyny ruszyła powoli w ich kierunku i wypuściła ze swojej szarej wygiętej różdżki różową mgiełkę, która zbliżyła się do stada i zaczęła krążyć leniwie pomiędzy i tułowiami i kończynami testralów. Po chwili wszystkie zwierzęta przestały drgać lub kręcić kopytami w niepokoju. Wydawały się pogrążone w słodkim śnie na jawie.
Kobieta znowu podeszła do drzewa, by przyjrzeć się z bliska blondynce. Cofnęła pierwsze z zaklęć, które ją dotknęło, by pozwolić jej na używanie mowy. Dziewczyna nie krzyknęła ani nie zaczęła wierzgać, jak można się było spodziewać. Stała spokojnie z rozluźnioną twarzą i tylko w jej oczach można było dostrzec mieszankę zaciekawienia i obawy. Kiedy Bella zbliżyła się do niej i dotknęła jej ust swoim długim, ostro zakończonym paznokciem, na jej policzki wypłynął róż, który dodawał tajemniczego uroku już i tak zagadkowej postaci.
-Co ty tu wyprawiasz, smarkulo?
-Przyniosłam jedzenie dla zwierząt- odrzekła spokojnie i matowo.
Kobieta uśmiechnęła się, ukazując jasne powykrzywiane zęby i sięgnęła do torby, którą dopiero teraz zobaczyła, leżącą na ziemi. Było tam kilkanaście kawałków surowego mięsa.
-Pozwól, panienko, że to skonfiskuję. -powiedziała z ironicznym uśmiechem i ukłoniła się lekko w stronę małolaty - Wolę sama je nakarmić.
Wyciągnęła mięso i rozdzierając je na kawałki rękami, zaczęła je rzucać w stronę testralów, które powoli i ospale podeszły i chwytały jedzenie swoimi twardymi, umięśnionymi szczękami.
- Lubię patrzeć jak się zajadają smakołykami. Wiesz, skarbie, ja nigdy nie mogłam mieć zwierzątka. Rodzice mi zabronili. Raz złapałam na wsi kociaka i ukradkiem przyprowadziłam go do domu, ale skończył jako wypchana dekoracja pokoju mojej młodszej siostrzyczki. - kontynuowała dalej, używając miłego, sentymentalnego głosu, jakby opowiadała przyjaciółce o starych, dobrych czasach.
Zaświeciły jej się oczy, kiedy dostrzegła, że usta dziewczyny wygięły się, stwarzając wdzięczne dołeczki w policzkach. Jej spojrzenie przedłużyło się trochę. Sama nie mogła stwierdzić dlaczego mówienie do niej sprawiało jej taką przyjemność.
-Nie ma w tym nic miłego, kozo. Musiałam się pocieszyć samymi wnętrznościami. Na szczęście jednak bardzo mi smakowały.
Odsunęła się na chwilę, by obserwować reakcję ofiary. Z satysfakcją patrzała jak wyraz obrzydzenia wkrada się na jej twarz. Od zawsze lubiła szokować.
Prychnęła pogardliwie, po czym wyciągnęła z pomiędzy fałd swojej szaty ostro zakończony nóż o ostrzu w kształcie trójkąta. Stawiała niespieszne kroczki, przeskakując jak mała dziewczynka z jednej nogi na drugą i zbliżając się do testralów, które w ogóle nie zwracały na nią uwagi.
Podeszła do stadka i stanęła przy pierwszym z brzegu zwierzęciu. Przesuwała długimi palcami po jego pięknej skórze, jakby wyznaczając miejsce na mapie.
-Możesz zamknąć oczka, mała - wysyczała, chwyciła nóż i gwałtownym ruchem uderzyła nim w udo zwierzęcia. Omamione czarem nie wykonało żadnego nawet najdrobniejszego ruchu, nie drgnęło, nie mrugnęło. Kiedy Bella wyciągnęła narzędzie, z rany zaczęła lać się krew. Nie wytrysnęła strumieniem pulsującej cieczy, tylko wypłynęła rozlazłą i niemrawą wstęgą ciemnego, wręcz ciemnoszarego płynu. Czarownica zlizała strużki, które plamiły testralowi nogę i przycisnęła na chwilę swe usta do rany, co wyglądało jak jakaś groteskowa parodia pocałunku.
Odsunęła się trochę i odwróciła głowę do dziewczyny szczerząc zęby jak mogła najszerzej. Nabrały teraz koloru krwi, której drobne kropelki skapywały jej na podbródek.
-Jak ty w ogóle się nazywasz, ślicznotko?
-Luna. Luna Lovegood.
Wiedźma zdziwiona uniosła brwi i zachichotała miękko.
-To twój staruszek wydaje Żonglera? Kurde, wiedziałam że coś jest z tobą nie tak.
Odwróciła się i wyczarowawszy sobie w dłoni kilka szklanych fiolek, przycisnęła je do rany na udzie testrala i zaczęła napełniać je jego krwią.
-To teraz skoro się już znamy, myślisz że będę miała szansę na miłą pogawędkę?
Dziewczyna nie odpowiedziała. Obserwowała kobietę wzrokiem pełnym trudnych do nazwania emocji. Bella prychnęła po raz drugi. Zaczęła mruczeć pod nosem jakieś dziwne słowa, brzmiąc jakby była bardzo urażona tym lekceważeniem. W lesie zrobiło się cicho.
-Do czego ci ich krew?
-Nie znasz jej właściwości?
Luna pokręciła głową.
-W szkole dużo o nich nie uczą. Nauczyciele są chyba głupi. O chrapakach, ględatkach i narglach też nic nie wiedzą. - wytłumaczyła się.
-Mój Boziu, to oburzające! - odpowiedziała z ironią Bella, ale dziewczyna widocznie nie wyczuła sarkazmu w jej głosie, bo tylko się uśmiechnęła, przyznając rację. Kobieta widząc to, pokręciła głową w niedowierzaniu i zaczęła opowiadać:
-Krew testralów ma kilka zastosowań. Jest potężnym magicznym składnikiem eliksirów. Jeśli się ją wypije, dodaje dużo siły fizycznej; niektórzy mogli po tym uderzeniem poskromić hipogryfa - rzekła i nagle przybrała bardziej poważną twarz - Jednak jest możliwe użycie jej również w innym celu, o którym mało kto wie? Powiedzieć ci?
Luna energicznie zaczęła kiwać głową, wyraźnie zainteresowana.
-A dasz mi coś w zamian? -targowała się Bellatrix.
-Uhh… W kieszeni torby mam medalion z włosem heliopata; świetnie chroni przed ogniem i oparzeniami i …
-Za mało, ale w tych warunkach mogę to przyjąć, - przerwała jej stanowczo - Więc, tak… Testrale mogą służyć jako Powiernicy. Od dawien dawna nie słyszy się o tym tytule, ale w mojej zakurzonej familii się o nim mówiło. Oznacza to, że jeśli złączysz się z jednym zwierzęciem, za każdym razem kiedy coś cię trapi lub musisz wyrzucić z siebie sekret, by nikt go nie odnalazł w twojej głowie możesz go przesłać do serca testrala. Zostanie on tam po kres jego życia i nie mam możliwości by ktoś mu go wydarł. W średniowieczu zakazani kochankowie, pieprzeni Romeo i Julie, lubili ich używać do przekazywania sobie wiadomości, bo gdy dwie osoby połączą się z jednym sercem, będzie ono działało niczym skrzynka pocztowa. Ja jednak uważam, że to bardzo głupie marnować dobrą krew w taki sposób - prychnęła
-Ale czemu? To dość romantyczne, a te zwierzęta są takie piękne.
-Tobie też tylko różowe gnomy w głowie, dziewucho jedna - rzuciła Bella przekornie - Jeszcze jakieś pytania? - powiedziała, a następnie zasklepiła zaklęciem ranę testrala, zakorkowała fiolkę i przesunęła się w stronę następnego. Uklęknęła przy jego tułowiu i powtórzyła rytuał.
-Tak. Jak się tu dostałaś?
-Przyleciałam tu na jednym. Mają świetny zmysł orientacji.
-Tak, wiem, ale przecież one wyczuwają złe intencje.
-To prawda, ale ten tutaj - poklepała zwierzę, z którego właśnie ściągała krew - jest mój. Był moim powiernikiem od wielu lat i moje sekrety pozwalają mu mi ufać.
-Przed kim musisz ukrywać swoje tajemnice?
-Pilnuj się, smarkulo - warknęła.
Bella rzuciła jej wrogie spojrzenie. Luna ucichła i zwinęła się, jakby chcąc odsunąć się od niej. Gdy zabrakło słów, atmosfera zaczęła narastać niepokojem. Cisza w Zakazanym Lesie jest złowroga.
-Co jest z twoimi stopami? - spytała czarownica.
Blondynka spojrzała w dół na swoje nogi.
-Często znikają mi buty. Głupie żarty…
-Wiem coś o tym. Sama byłam w nich najlepsza, jednak moje były zawsze bardziej przemyślane. Na trzecim roku zaczarowałyśmy sowę jednej siksy, żeby zanosiła jej miłosne listy do jednego z profesorów zamiast jej chłopaka.
Obydwie zaśmiały się, wypełniając ciszę lasu na krótką chwilę.
-Jak można połączyć się z sercem testrala? - spytała Luna, wykorzystując polepszony humor nieufnej czarownicy.
-Musisz zlać jego krew do swojej. Normalnie wykonuje się rozcięcie na nadgarstku i leje się kilkanaście kropel krwi prosto na ranę i czeka aż się połączą. Nie jest to dość milutki proces, ale widziałam gorsze rzeczy.
-Robiłam…
-Co?
-Chciałaś powiedzieć robiłam. “Robiłam gorsze rzeczy.” - poprawiła ją Luna.
Potrząsnęła głową po raz kolejny, otrząsając się z krótkiej zadumy. Zakorkowała ostatnią fiolkę i ruchem różdżki doprowadziła zwierzęta do normalnego stanu. Kiedy odwróciła się w stronę młodej czarodziejki, jej ciemne oczy miały w sobie jakiś złowrogi błysk. Cała postać Śmierciożerczyni była przerażająca, głównie dzięki szerokiemu uśmiechowi na twarzy, który nie mógł zwiastować nic dobrego.
Podeszła do ciągle przywiązanej do drzewa dziewczyny. Powoli położyła swoje obie ręce na jej szyi. Serce Luny biło przestraszone o wiele szybciej, co Bella wyczuła zsuwając jedną z dłoni na jej klatkę piersiowej.
-Co, w końcu przypomniało ci się kim jestem? - wymruczała kobieta.
Wbiła jej swoje poplamione krwią zwierząt paznokcie w policzek, przesuwała nimi po całej twarzy. Położyła dwa z nich na usta Luny, lekko je rozchylając. Zbliżyła się i pocałowała ją krótko, po czym oderwała się od niej gwałtownie, drapiąc jej skórę.
-Bellatrix Black Lestrange. - rzuciła i dziwacznie dygnęła przed swoim niewolnikiem.
Odwróciła się zebrała fiolki z ziemi, spakowała je do skórzanej torby i dosiadła swojego testrala. Wycelowała różdżkę prosto w twarz Luny. Liny, które podtrzymywały jej ciało zniknęły i dziewczyna nagle bezwładnie upadła na ziemię.
Czarownica zachichotała i odleciała z głośnym szumem skrzydeł.
Wiatr wiał, hucząc po lesie i zaczęło już świtać. Luna podniosła lekko wzrok i zobaczyła, że obok jej głowy na trawie leżała szklana fiolka, wypełniona ciemną krwią. Ciemnoszarą, jak kolor oczu Bellatrix.