Work Text:
Destiel vs Samifer
Dzień po tym, jak zobaczyli ten szalony musical o swoich życiach, Sam i Dean siedzieli przy stole jedząc obiad.
— Cas zawsze dochodzi, gdy to ty go wołasz — mówi nagle Sam. Od wczoraj rzuca podobnymi komentarzami na temat Destiela.
— Ssij — mówi Dean i wgryza się w swoje jedzenie.
— Och, nie. Jestem pewien, że to ty ssiesz — mówi Sam, uśmiechając się, gdy Dean prawie krztusi się jedzeniem. — I nie wypluwaj!
Dean gapi się na Sama, a potem zabiera jedzenie i odchodzi.
Później tego samego dnia szukają nowej sprawy.
— Hej, Dean, myślę, że coś znalazłem — mówi Sam, przywołując brata do siebie. Dean podchodzi do niego i pochyla się, by spojrzeć w ekran laptopa. Młodszy uśmiecha się głupio, widząc reakcję brata na fanart, na którym nagi Castiel robi równie nagiemu Deanowi loda.
— Czemu to kurwa istnieje?! — krzyczy starszy Winchester, odchodząc, a Sam wybucha śmiechem. Dean ma dosyć i postanawia wyrównać rachunek krzywd.
Następnego dnia Dean podchodzi do Sama i wzdycha. Ten patrzy na niego zaciekawiony.
— Wiesz, Sammy. Ja mam swojego anioła i ty też masz swojego — mówi, a Sam przygląda się mu z zainteresowaniem, a tym samym obawą, czekając na kolejne słowa. — Wiesz, w końcu Lucyfer… Był w tobie.
— Naprawdę, Dean? — mówi Sam, ale Dean go ignoruje i kontynuuje:
— A po tym wszystkim nie mogłeś przestać o nim myśleć — mówi, a Sam przewraca oczami i wychodzi z bunkra. Dean uśmiecha się z satysfakcją.
Kiedy Sam wraca, nie jest sam.
— Gratuluję, Dean! — mówi Charlie, zbiegając po schodach, a potem przytulając Deana. — Okay. Powiedz mi, kto wykonał pierwszy ruch. Nie, powiedz, kiedy pierwszy raz się pocałowaliście. Czekaj! Powiedz mi, kiedy w końcu zrozumiałeś, że jesteś biseksualny, ponieważ powinnam wtedy przy tobie być, by pomóc ci przez to przejść. Czasem własna orientacja stanowi twardy orzech do zgryzienia.
— To nie jedyna rzecz, która może być twarda — mówi Sam.
— Czekaj. Zrobiliście to zanim powiedzieliście mi, że ze sobą jesteście? To nie fair!
— Nie jesteśmy razem. Sam to wymyślił, żeby się na mnie odegrać za żarty o Samiferze. Ale, na moją obronę, to on nie przestawał mówić o Destielu!
Kobieta wyglądała na zawiedzioną, jednak już po chwili to rozczarowanie przerodziło się w gniew.
— Sam! Ty idioto! Nie mówi się komuś, że jego OTP zostało kanonem, jeśli nie zostało! — krzyczy, uderzając go.
— Tak, Sam, niefajnie — mówi Dean, uśmiechając się, gdy Sam rozciera ramię. Charlie się uspokaja.
— Dean zaakceptuje swoje uczucia do Castiela w swoim tradycyjnym trybie prawdziwego samca — mówi.
— Co? — wypala Dean. Ona chyba nie sądzi, że…
— W porządku, Dean. Zrobisz to, gdy będziesz gotowy. Mam tylko jedno pytanie.
— Jakie? — pyta, choć nie jest pewien, czy chce wiedzieć.
— Dlaczego Samifer?
— Właśnie, dlaczego? — pyta Sam z goryczą w głosie.
— Sabriel jest oczywiście lepszy — dodaje Charlie.
— Przepraszam, że co? — mówi Sam.
— Bardziej prawdopodobne jest, że Sam skończy z Gabrielem niż z Lucyferem — mówi, dalej zwracając się do Deana.
— Wezmę to pod uwagę — mówi Dean, a Charlie wraca na schody.
— Cóż, mam randkę, więc trzymajcie się, suczki! — mówi, wychodząc.
Następnego dnia mają robotę.
— Jestem zmęczony, Sammy. Ty poprowadź — mówi Dean, gdy obaj wchodzą do samochodu. Sam siada za kierownica, a godzinę później starszy Winchester wyciąga telefon i zaczyna czytać na głos fanfiction: — To był długi dzień dla Sama. On i Dean właśnie skończyli robotę, a Dean poszedł do baru. — Sam posłał mu dziwne spojrzenie. — Usłyszał szelest za plecami. To był Lucyfer, ubrany jedynie w czerwone, skórzane spodnie, które Gabriel wybrał na ich trójkącik. Więc to miało stać się teraz. Tu i teraz.
— Dean — mówi Sam ostrzegawczo. Dean go ignoruje.
— Nie mógł czekać na przyjście Gabriela, już czuł coś zbierającego się w jego pachwinie. Rozerwał swoją koszulę i rzucił się na Lucyfera. Lucyfer kochał wydobywać z Sama jego diabelską naturę… W łóżku — czyta Dean.
— Dean, jeśli nie przestaniesz czytać — mówi Sam — to rozwalę ten cholerny samochód, przez…
— Erekcję!— mówi Dean.
— Przez potrzebę zamordowania cię! — wrzeszczy Sam. Dean przestaje czytać, ale tylko dlatego, że dojechali do celu. Jakiś cudem powstrzymali się od wspominania Destiela, Samifera czy Sabriela w czasie pracy. To się jednak zmieniło, gdy wracali do bunkra.
— Włóż kasetę — mówi Dean.
— Ok — mówi Sam i włącza zrobioną przez siebie składankę.
— W ramionach anioła odfrunąć stąd…* — zaczyna grać muzyka. Dean zmienia utwór.
— Dobranoc, mój aniele, czas już spać…** — Dean wciska przełącza na następną piosenkę.
— Jestem aniołem ze strzelbą, walczę…*** — Następna.
— Tak właśnie zrobię, zaczekam tu****— Dean wyłącza radio.
— Skąd ją w ogóle masz?! To z tego cholernego musicalu! — mówi. — Nie, posłuchamy czegoś innego.
— Um, Dean? Co zawsze powtarzasz? Och, tak. Kierowca rządzi muzyką, pasażer siedzi cicho — mówi Sam, uśmiechając się.
— To nie fair, nie możesz używać moich słów przeciwko mnie — mówi Dean.
— Och, tak, mogę. Jak w tym fanfiku, w którym powiedziałeś Złaź z mojego tyłka, Cas. Och, poczekaj. Naprawdę to kiedyś powiedziałeś. A ten fanfik, gdzie mówisz do Casa: Cas, nie mogę tego zrobić. Jest zbyt duży. Poczekaj, nie. To też stało się w prawdziwym życiu — Sam uśmiecha się jak idiota.
— Skończyłeś? — pyta Dean.
— Nie, jeszcze nie. Kiedyś powiedziałeś do niego Dwie rzeczy wiem na pewno. Po pierwsze, Bert i Ernie są gejami. Po drugie, nie umrzesz jako prawiczek. Nie, gdy ja mam coś do powiedzenia na ten temat! — mówi Sam, a Dean się gapi. — I jeszcze to, kiedy byłeś na swoich kolanach i błagałeś Casa, mówiąc rzeczy w stylu Potrzebuję cię. Albo kiedy praktycznie obczajałeś go na moich oczach.
— Nie obczajałem go.
— Tak, obczajałeś. Dwukrotnie. Raz przy tym byłem, a o drugim przeczytałem w nieopublikowanych częściach Supernatural. Dzięki, Becky — mówi Sam, uśmiechając się. Dean przewraca oczami.
— A co z tobą? Raz, kiedy Lucyfer był w twojej głowie, czytał książkę „101 sposobów na torturowanie i uwiedzenie niestabilnego człowieka-łosia”. Dosyć perwersyjne, nie sądzisz?
— Raz Cas pojawił się na twoim samochodzie nago, przykryty tylko pszczołami. I ty mnie oskarżasz o perwersję?
Reszta drogi do domu upływa im bardzo podobnie. Przerzucają się wzajemnie najdziwniejszymi wspomnieniami i przytykami.
Następnego dnia próbują znaleźć najgorszy możliwy fanfik o parze z tym drugim.
Kolejnego dnia do bunkru wpadają Charlie z Castielem. Zanim przejdą przez próg, Charlie uprzedza go, czego może się spodziewać. Wchodzą do kuchni, sprawdzić, czy bracia wciąż kontynuują.
Kontynuują. To szaleństwo! Kto czyta tak dużo fanfiction i szuka tak dużo fanartów?!
— Dobra, to musi się skończyć. Spójrzcie na siebie, do czego się doprowadziliście! — mówi Charlie, pijąc do wydrukowanych erotycznych obrazków, które Sam i Dean wzajemnie sobie pokazują. A każdy kolejny obrazek jest gorszy od poprzedniego.
— To tak, jakbyście przestali być łowcami, a zostali fangirlami bez życia. I dlaczego zawsze to ja jestem na dole? — mówi Cas, rozpraszając się obrazkiem w ręce Sama.
— Nie martw się, Cas. Topujesz w jakiejś połowie przypadków — odpowiada zwyczajnym tonem Sam.
— Pomyśl, co właśnie powiedziałeś, Sam — karci go Charlie. Oczy Sama się rozszerzają. Wstaje, zrzucając obrazki na podłogę.
— Spal je! — krzyczy. — Spal je wszystkie! — I na dobitne potwierdzenie swoich słów, wychodzi.
— Cieszę się, że to koniec. Wiesz, jak trudno jest nie zwymiotować, kiedy czytasz to gówno? Zwłaszcza na głos? — zaczyna Dean. — Był jeden, w którym ja i Sam byliśmy wilkołakami, a ty i Gabriel zabawiliście się z nami w zoofilię.
— Dlaczego chciałbym uprawiać z wami seks, gdy jesteście w formie wilka? — pyta Cas.
— Nie wiem, stary. Te teksty są chore! — mówi Dean.
— Czy mówisz o fiku pod tytułem Bestia we mnie? — pyta Charlie.
— Możliwe. Czemu pytasz? — Dean zastanawia się czy chce znać odpowiedź na to pytanie.
— Ja go napisałam — odpowiada mu dumna z siebie kobieta, a Dean posyła jej znaczące spojrzenie.
— Moja postać była całkowicie oderwana od rzeczywistości! — Charlie tylko się uśmiecha na taki komentarz.
— Nie, nie była — odpowiada, wchodząc po schodach na górę. — Do potem, gołąbki. — I Dean tylko się za nią gapi.
— Muszę się upić — mówi w końcu mężczyzna.
— Czy to nie tak zaczyna się większość fanfików? — pyta Cas.
— Nie, jeśli ciebie tu nie ma. Pa.
— Bardzo dobrze. Do widzenia, Dean — żegna się z nim Cas i znika.
— Tak dużo obrazków. Nienawidzę Sama — mamrocze pod nosem Dean, gdy Casa już nie ma.
— Za dużo gejowskiego porno. Nienawidzę Deana — komentuje sobie Sam.
* Sarah McLachlan — In the arms of the Angel
** Billy Joel — Lullabye
*** The Cab — Angel With A Shotgun
**** Supernatural, sezon 10, odcinek 5: The Musical! https://www.youtube.com/watch?v=saMDHHUed34
