Work Text:
Rozmawiała z mamą przez telefon, gdy usłyszała głęboki głos: — Szukamy właścicielki. Odwróciła się akurat w momencie, kiedy mężczyźni chowali blachy.
— Beat! — wykrzyknął barman.
— Muszę kończyć, zadzwonię później. — Rozłączyła się i podeszła do baru. — Tak, Jake?
— Panowie chcą z tobą rozmawiać — odpowiedział mężczyzna, kiwając głową w stronę przybyszów.
— Oficer Rataj — przestawił się, znów pokazując odznakę, a potem wskazał partnera: — oficer Rey. Chcieliśmy porozmawiać z właścicielem, panią Espinozą.
— To ja — odpowiedziała. — Beatrice Espinoza, ale zwykle używam tylko nazwiska ojczyma.
— Nie jesteś za młoda? — wypalił oficer Rey.
Uniosła w górę brew, tak jak uczyła ją Maze, co najwidoczniej podziałało. Oficer Rey zmieszał się wyraźnie, a Rataj przewrócił oczami.
— Proszę mu wybaczyć. Miał na myśli, że to raczej niespotykane, by tak prężnie działającym klubem zarządzała tak młoda kobieta.
— Chodzi o pieniądze, prawda? Skąd miałoby mnie stać? — Uśmiechnęła się, napełniając szklankę przed sobą. — Napiją się oficerowie czegoś?
— Jesteśmy na służbie.
— Wiem i nie oferuję alkoholu — powiedziała, przewracając oczami. — Kawy, herbaty, soku, wody?
— Nie, dziękujemy — odpowiedział Rataj, powstrzymując swojego partnera karcącym wzrokiem. Trixie musiała powstrzymać parsknięcie śmiechem. — Jesteśmy tu służbowo.
— Oczywiście — westchnęła. — Więc, chodzi o to, skąd mam pieniądze?
— Nie, ale to bardzo interesujące.
— Intuicja, huh? — Tym razem otwarcie się zaśmiała. W odpowiedzi oficer wzruszył ramionami. — Rozumiem, moja mama była detektywem w LAPD. Teraz należy do niej jedna trzecia firmy, do której należy Coelum.
Oficer wydawał się nieprzekonany, więc uśmiechnęła się promiennie i zaczęła mówić:
— Dobra, panowie. Najwidoczniej nie przejdziemy do konkretów, dopóki nie wyjaśnimy podstaw. Witam na zajęciach z wprowadzenia do… Mnie. Nazywam się Beatrice Espinoza… Morningstar. Mówi państwu coś to nazwisko? Mój ojciec to Dan Espinoza, obecnie na utrzymaniu państwa, moja mama to Chloe Decker-Morningstar, obecnie szef wydziału zabójstw w Los Angeles. Jej mąż, a mój wspaniały ojczym, Lucyfer Morningstar jest właścicielem firmy, do której należy ponad połowa najpopularniejszych klubów Kalifornii. W tym ten — powiedziała to wszystko bardzo szybko, a teraz wzięła głęboki oddech i kontynuowała:
— Tata nauczył mnie wszystkiego, co wiem i wprowadził w biznes, a kiedy zdecydowałam się studiować tutaj medycynę, uznał, że Coelum będzie doskonałym miejscem pracy dla mnie.
Uśmiechnęła się na wspomnienie tej pamiętnej rozmowy. Każdy miał coś do powiedzenia, a ona słuchała w spokoju. To mama nalegała, że powinna poznać prawdziwą pracę, a nie polegać tylko na ich przelewach. Ojciec i tata, zdecydowanie tym zdenerwowani, zgodzili się ze sobą. Pierwszy chciał, by skupiła się tylko na nauce, a drugi sugerował imprezowanie. Ale obaj nie chcieli jej myślącej o pieniądzach. Po długich negocjacjach skapitulowali, osiągając kompromis: miała przynajmniej pracować w miejscu należącym do Lucyfera.
— Od dziecka wiedziałam, jak być dobrym barmanem — Maze doskonale o to zadbała — więc praca tutaj była dla mnie stworzona. Potem dostawałam więcej obowiązków, aż w końcu uświadomiono mi, że dostaję Coelum w prezencie urodzinowym. W ten sposób zostałam właścicielem, choć jeszcze nie skończyłam studiów. Na całe szczęście właściciel nie musi przebywać w klubie zbyt wiele, jeśli zatrudnia dobrego managera. A mój manager jest piekielnie dobry. I to tyle. Zaspokoiłam ciekawość panów oficerów? Tak? To dobrze. Więc, jaki był pierwotny powód rozmowy ze mną?
— Um — Oficer Rataj potarł swój kark. — W okolicy włamano się do kilku klubów, skradziono sprzęt, alkohol i pieniądze z kas.
— Przyszliśmy ostrzec i zapytać, czy nie zauważyła pani czegoś podejrzanego.
— Ja? — zdziwiła się. — Dziękuję za ostrzeżenie, nie sądzę, by ktokolwiek o zdrowych zmysłach okradł Morningstarów, ale dziękuję. Jednak co do pytania: moi pracownicy spędzają tutaj więcej czasu, to ich proszę spytać.
— Na pewno to zrobimy — zapewnił oficer Rataj, klepiąc Reya w plecy i wstając od baru. — Rozejrzymy się, dobrze?
Pokiwała głową, kręcąc w szklance lodem. Zaraz po ich wyjściu zadzwoniła do taty, poinformować go, że policja znowu grzebie w jego życiu i firmie.
