Work Text:
Z początku wydawało się to proste. Dwie osoby, chęć do spróbowania czegoś więcej i alkohol. Tak wiele alkoholu, że z pewnością starczyłoby dla całej grupy. A ich było dwóch, zachód słońca, a potem migocące gwiazdy na lanai. Po takiej ilości trunków mało obchodziły ich zasady, czy konwenanse. Byli tylko oni, bez świadków i zrobili w końcu to, o czym od dawna myśleli.
Z nastaniem poranka wszystko jednak wydawało się bardziej skomplikowane. Może przez ból głowy, słońce rażące w oczy, czy może uczucie paniki, gdy w końcu zauważyło się ciało leżące obok. Byli przyjaciółmi, zapewne mogliby być nimi dalej. Jednak jak żyć ze świadomością czułych miejsc na ciele przyjaciela, znając dźwięki jakie wydaje w ekstazie, nawet po tygodniach, nadal czuć te usta tuż przy swoich. To były komplikacje, a cisza jaka panowała w kuchni tego poranka, była aż nazbyt wymowna.
– Musimy o tym porozmawiać – wyrzucił z siebie, w końcu Danny.
– Nie widzę powodu. Zbyt wiele alkoholu zrobiło swoje, powinniśmy o tym zapomnieć – doradził Steve.
– Ale jak to? Ty naprawdę sądzisz...
– Robiłem gorsze głupstwa po pijaku – przerwał mu, a Danny drgnął ledwie zauważalnie. – Naprawdę, powinniśmy żyć z tym dalej. W końcu taka jedna noc, nic nie znaczy.
Williams wpatrywał się w niego, nie do końca będąc pewnym czy to na pewno jego Steve, najlepszy przyjaciel i...
– Seks był dobry. Większość seksu po alkoholu jest dobra, w końcu nie ma się wtedy zahamowań – ciągnął dalej McGarret, beznamiętnie – Jednak mam kogoś i nie chcę tego popsuć przez jedną, głupią noc.
– Ty... masz kogoś? – Danny był w szoku. A, gdzie ta ich legendarna przyjaźń?
– Tak. Billy wrócił na stałe do kraju. Chcemy razem spróbować, nie tylko jako przyjaciele od seksu, tylko coś więcej. A ja mimo wszystko, zawsze jestem wierny jednej osobie – wyjaśnił.
Danny pokiwał głową, przełykając gorzki łyk kawy. To jednak było jeszcze bardziej skomplikowane. W tej sytuacji, już raczej nie widział dla siebie wyjścia. Nie takiego, gdzie byłby zadowolony.
– Nie chwaliłeś się swoim nowym związkiem – zauważył jedynie.
– Billy i ja, to coś świeżego. Jednak to moja szansa, a takich „szans” się nie marnuje przez byle, co – odparł ostatecznie.
Głupstwo... Byle, co... Danny nie traktował tej nocy jako coś błahego. Jednak nie potrafił spojrzeć Steve'owi w oczy i powiedzieć, że przez większość czasu, gdy był jego przyjacielem, liczył na coś więcej. Na to, że w końcu będzie miał swoja szansę i przyjaźń przerodzi się w coś więcej. A jednak, dla niego pozostawała jedynie samotność.
