Work Text:
Połacie fioletowych wrzosów rozpościerały się przed nimi po sam horyzont, za który powolutku chowało się czerwone słońce. Przybierające barwy od pudrowego różu do głębokiej purpury chmury pokrywały ciemniejące niebo. Krajobraz był tak piękny, że Daniel czuł się, jakby pierwszy raz oglądał zachód słońca, choć widział go tak wiele razy. Po chwili oderwał wzrok od tego pięknego widoku, aby spojrzeć na leżącego mu na kolanach chłopaka. Pokręcił głową i uśmiechnął się, widząc że jego partner bynajmniej nie jest zainteresowany tym, co go otacza. Zamiast tego, zdawał się odpłynąć do krainy Morfeusza.
– Johann, śpiąca królewno, wstajemy – mówiąc te słowa delikatnie pogłaskał go po policzku. W odpowiedzi szatyn mruknął i skrzywił się, ale otworzył lekko lewe oko, spoglądając na starszego – No zobacz jak pięknie.
Na te słowa zmarszczył brwi i odwrócił głowę w stronę widoku. Daniel obserwował, jak oczy młodszego otwierają się szerzej, a usta subtelnie rozdziawiają z zaskoczenia. Panorama jakimś cudem była jeszcze bardziej bajkowa, niż kiedy przyjechali tu pół godziny temu.
– Ty, no… Faktycznie… – odrzekł cichym, lekko zachrypniętym głosem i pokiwał głową z uznaniem, dołączając do swojego chłopaka w zachwycie nad rozświetloną wieczorną scenerią.
Przez chwilę siedzieli w ciszy, napawając się malowniczością okolicy. Jedynie blondyn raz na jakiś czas rzucał ukradkowe spojrzenia na pogrążonego w zadumie Johanna.
Spokój Daniela przerwało nagłe poczucie, że o czymś zapomnieli. Zacisnął usta i oglądnął się w lewo i w prawo licząc, że w ten sposób przypomni sobie, czym było to coś. Zawiesił wzrok na leżącej koło nich torbie.
A. Racja. Sushi. No przecież.
– Johann… – przeciągnął ostatnią sylabę, przesuwając stopniowo wzrok na swojego lubego jakby skruszony, że musi go wyrwać z ogarniającego go błogiego stanu.
Skonsternowany, wyrwany z transu chłopak skierował na niego spojrzenie.
– Coś się stało, kotek? – zapytał młodszy, a jego twarz przybrała zmartwiony wyraz. Blondyn zacisnął usta w dziubek i spojrzał w bok.
– Bo zapomnieliśmy o sushi – odparł i wyczekująco zerknął na szatyna.
Zamiast odpowiedzieć, Johann jedynie westchnął ciężko i zaczął się ociężale podnosić. Wtem, Daniel położył dłoń na jego piersi i delikatnie popchnął go w dół, dając sygnał, żeby nie wstawał. Chłopak zmarszczył brwi, ale nie protestował.
– Czekaj, czekaj – zaczął jego ukochany i powoli zgiął kolano, zmuszając młodszego do przybrania pozycji półleżącej – O, i tak zostań.
Starszy z Norwegów wyjął z torby posiłek, który kupili po wyjściu z domu w najbliższym supermarkecie i zajął się odpakowywaniem go. Podczas całego tego procesu, szatyn patrzył na niego z uwagą.
Daniel ujął pomiędzy drewnianymi pałeczkami pierwszy kawałek rolki i podsunął go pod usta swojego chłopaka.
– Powiedz "aaa" – uśmiechnął się wyzywająco, oczekując jego reakcji. Johann ostentacyjnie przewrócił oczami.
– Serio? – zmarszczył brew i spojrzał na starszego.
– No serio, serio. Otwórz buźkę, nie będę tak czekał cały wieczór – pospieszył go Daniel i wygiął usta w udawanym smutku, wwiercając wzrok w młodszego.
Johann pokręcił głową z niedowierzaniem, ale wykonał polecenie blondyna, który uśmiechnął się szeroko i włożył mu jedzenie do ust. Ta chwila powinna trwać wiecznie, myśleli patrząc sobie głęboko w oczy.
Tylko ich dwoje, cud norweskiej natury i tanie sushi z marketu.
I nic więcej im nie było trzeba.
