Actions

Work Header

Naukosick Oneshoty

Summary:

Kolekcja przeróżnych oneshotów z naukosick, pisanych z wielką pasją i pokładami miłości.

(Fanfik pisany o postaciach, nie twórcach)

Notes:

Chapter 1: Nie wiem jak to będzie...

Chapter Text

Multi całe dnie spędzał na pracach przy reaktorze. Od dwóch miesięcy już unikał Quackity'ego po ostatnim... Cóż, incydencie, który wydarzył się między nimi. Gdy nagle usłyszał pukanie do drzwi, jak zwykle zgasił światło i wyłączył wszystkie urządzenia, udając, że go nie ma.

— Multi? Wiem, że tam jesteś, nie jestem idiotą. Musimy porozmawiać, to ważne.

Lecz Multi wciąż uparcie milczał.

— Błagam, ja... Właśnie się dowiedziałem i... — Quackity kontynuował, drżącym głosem, łzy zbierały się w jego oczach. — Nie wiem... Nie wiem, jak to będzie, ziom. Proszę, to dla mnie ważne.

Multi westchnął ciężko, jednak otworzył drzwi. Poczuł, że jednak był Quackity'emu coś winny.

— Wejdź — powiedział, wracając do prac nad reaktorem. — Słucham cię.

— Zdaję sobie sprawę, że pewnie nie chcesz rozmawiać o tamtej nocy. — Multi wzdrygnął się na słowa Quackity'ego. Faktycznie, nie chciał. Obaj za dużo wypili i... To nie był dobry pomysł.

— To czemu o niej wspominasz? — zapytał chłodno.

— Ja... Na początku ja też uważałem, że to był błąd, ale coś się wydarzyło i... Myślę, że razem musimy postanowić, co dalej.

Multi spojrzał na niego, nie rozumiejąc.

— Co niby mogło się wydarzyć? Quackity, sory, ale temat jest skończony. Mieliśmy o wszystkim zapomnieć. — Zirytował się.

— Proszę, daj mi dokończyć...

— Dokończę za ciebie! Między nami nic nie ma i nigdy nie będzie! Czy mógłbyś teraz stąd wyjść? Próbuję się skoncentrować.

— Multi, ty głupi...! Pendejo!!! — wykrzyczał ze łzami w oczach, po czym rzucił czymś na stół, przy którym naukowiec coś majstrował.

Oczy Multiego spoczęły na małym przedmiocie. Początkowo nie wiedział co to jest, aż w końcu...

— O kurwa... — zakrył usta, nie dowierzając. Jego oczy cały czas przeskakiwały z przedmiotu na Quackity'ego i z powrotem. — Boże, ja... Nie wiedziałem...

— Nie mogłeś wiedzieć... — stwierdził, już spokojniejszy, Quackity. Multi świdrował wzrokiem dwie kreski na teście ciążowym, znajdującym się tuż przed nim.

— Ale... Jesteś pewien? Może to jakiś błąd?

Quackity w odpowiedzi rzucił na stół parę kolejnych.

— Zrobiłem chyba z dziesięć — przyznał, pociągając nosem, łza spływająca po jego policzku, po czym wyciągnął małą, zagiętą kartkę z kieszeni. Rozłożył ją i uśmiechnął się smutno, patrząc na nią, następnie dając ją Multiemu. — A rano byłem na USG.

— Niemożliwe...

— To nasze dziecko, Multi. Jestem w ciąży.

Multi schował twarz w dłonie. Co miał teraz zrobić? Zawsze był tym złym naukowcem, nie powinien przejmować się losem Quackity'ego i ich dziecka. Mógł to po prostu olać, kontynuować swoją pracę. Ale jednak... Jakaś jego część czuła, że nie może go tak zostawić.

— Co chcesz teraz zrobić? — zapytał.

— Nie usunę go.

Multi przełknął ślinę.

— Okej, czaję. Chcesz żebyśmy... Wychowali je razem?

Quackity odwrócił wzrok.

— Nie wiem czego chcę. Nie wiem czy chcę, żeby moje dziecko za ojca miało złego naukowca, chcącego zarazić wszystkich jakimś okrutnym wirusem. Nie wiem czy chcę, żeby to dziecko miało za ojca kogoś, kto puścił się ze złym naukowcem na jakieś durnej imprezie. Nie wiem, ja naprawdę nie wiem.

Multi nie mógł oderwać wzroku od Quackity'ego. W tym momencie wszystkie wspomnienia tamtej pijanej nocy wróciły do niego. Jego rozpalona skóra, parzący dotyk, przyćmione oczy. Namiętne pocałunki, nagie ciało. Multi wstał i wziął zaskoczonego Quackity'ego w objęcia.

— Wiem, że nie jestem dobrym człowiekiem i pewnie nigdy nim nie będę, ale chcę być dobrym partnerem i ojcem dla ciebie i przede wszystkim naszego dziecka — oznajmił, patrząc mu głęboko w oczy.

— Oh, Multi... Nie składaj obietnic, których nie możesz spełnić... — Quackity jednak nie dał się ponieść fantazji.

— Spełnię je wszystkie. Zbuduję nam piękny dom. Nasze dziecko będzie miało drogi plecak pełen keszu, wypełniony aż po brzegi, a my? My auto, które pędzi, samo zmienia biegi.

Quackity zaśmiał się.

— Multi... Nie wygłupiaj się już tylko mnie pocałuj.

Ich usta złączyły się w czułym pocałunku, a Multi włożył dłoń pod koszulkę Quackity'ego i ułożył ją delikatnie na jego ciążowym brzuchu. Nie miał pojęcia, co będzie dalej. Ich życie od teraz na pewno nie będzie proste i wszystko będzie musiało się zmienić, ale był w stanie się poświęcić. Dla niego i dziecka, które niedługo miało przyjść na ten kwadratowy świat.