Work Text:
Nie znałem jego imienia. Wiedziałem tylko, że przychodzi do biblioteki mniej więcej o tej samej porze co ja, z naręczem książek i rudymi lokami, uparcie wpadającymi mu do oczu. Jednakowo uparcie łapał moje spojrzenie, z dnia na dzień siadając coraz bliżej. Wtedy właśnie, zauważyłem to, jak prześlicznie niebieskie oczy miał. Im bardziej się do mnie zbliżał, tym więcej zauważałem. W jaki sposób zgrabne palce przewijały strony Dostojewskiego, jak się ubierał. Wybierał obcisłe ubrania, które podkreślały jego sylwetkę, głównie czarne i białe. Książki też wybierał specyficzne, od romansów po thrillery.
Obecnie stoję w głębi biblioteki, układając książki na półce. Jest gorąco, czuję jak pot spływa mi po karku.
Nagle ktoś dotyka mnie po plecach. Odwracam się powoli, zauważając... Go.
Rudy facet kiwa mi głową. Gdy jest tak blisko, zauważam o ile wyższy ode mnie jest. Z daleka wydawał się wręcz filigranowy.
- Hej. - mówi lekko, odkładając książkę na półkę za mną. - Co tu robisz?
- Czytam? - burczę.
- Sorry, głupie pytanie. Chciałem zagaić jakąś rozmowę, wiesz, żebyśmy nie patrzyli na siebie w ciszy przez kolejny miesiąc.
Płonę rumieńcem, odwracając wzrok na książki za nim. A więc zauważył.
- Donald jestem. - dodaje.
- Jarek. - wyciągam ku niemu dłoń.
Ujmuje ją w dwie ręce, a ja nareszcie mogę poczuć jakie są w dotyku. Pewny chwyt jest silny, lecz jednocześnie niespotykanie delikatny. Potrząsa moją ręką z entuzjazmem.
- Miło poznać.
- Czytałeś Nabokova? - puszczając jego dłoń, zwracam uwagę na książkę którą odłożył na półkę.
- Nie. - odpiera miękko.
- Więc dlaczego...
- Dla szpanu ją trzymam w dom, wiesz, żeby wydawać się mądry.
- Dlaczego akurat Lolita...? - pytam z ciekawością.
Wzrusza ramionami. - Pierwsza wpadła mi w ręce.
Śmieję się cicho, a on do mnie dołącza. Dźwięk ten jest ochrypły, trochę piszczący. Całość składa się w jakże uroczą konfigurację.
Wyciąga z kieszeni małą, żółtą karteczkę i kieruje ją w moją stronę.
Marszcząc brwi, sięgam po nią i odczytuję numer telefonu.
- To twój?
- A kogo innego miałby być?
Peszę się, pocierając mokrą skórę na karku. - Rzeczywiście. Dlaczego mi to dajesz?
- A nie chcesz? - zdaje się być szczerze zdziwiony faktem, że ktoś mógłby odmówić randce z nim.
- Nie! - wołam odrobinę za głośno. - Znaczy... Nie. Po prostu mnie zaskoczyłeś.
Donald żartobliwie trzepocze rzęsami. - Zabawny jesteś. Możesz mówić mi Donek.
- Donek. Jasne. - powtarzam mechanicznie. - Zawsze nosisz przy sobie kartki ze swoim numerem?
Chichocze, jak gdybym powiedział coś zabawnego. - Tylko dla ciebie.
- A... Okej.
I tak rozpoczął się początek końca.
