Work Text:
Dean kochał ich już nie taki nowy dom. Po kilku latach nie bał się do tego przyznać. Najbardziej cieszył się, gdy odkrywał w bunkrze coś nowego. Ukryte przejście, pułapkę czy — co zdarzało się coraz rzadziej — nieznane mu jeszcze pomieszczenie.
Jednak ciekawość nie zawsze popłacała. Przekonał się o tym boleśnie, gdy pewnego dnia otworzył radośnie nieotwarte przedtem drzwi.
Widok jego brata z penisem szatana w tyłku nie był mu potrzebny do życia.
— Sam! — wrzasnął, zasłaniając oczy.
— Wszystko wyjaśnię!
— Daruj. Tylko… Dlaczego do cholery jest ich dwóch?!
— Um… Pamiętasz moje halucynacje?
— Jesteście chorzy — stwierdził, zatrzaskując drzwi i idąc uspokoić się przy piwie.
