Chapter Text
Magdalena Biejat z poczuciem rezygnacji weszła do małej sali Parlamentu Europejskiego. Kawa w jej ręku parowała i chlupotała w kubku, grożąc wylaniem na białą bluzkę.
Wspólny raporty dotyczący edukacji obywatelskiej.
Z kim? Oczywiście, że z nią.
Ewa Zajączkowska-Hernik już siedziała przy biurku z notesem w dłoni. Wyglądała jak zawsze, elegancko i trochę sztywno. Kiwnęła na kobietę głową, jej ciemne loki przesunęły się w przód. Magda wymierzyła sobie mentalny policzek za zauważenie tego. Usiadła na krześle obok niej, odsuwając się na nim do tyłu. Na wszelki wypadek.
Konfederatka zdawała się równie zrezygnowana co ona, jeśli nie bardziej.
Blondynka zacisnęła zęby, po czym otworzyła usta. - Dzień dobry. - mimo szczerych chęci, nie udało jej się powiedzieć tego miło, lub chociaż naturalnie.
- Dzień dobry. - ton Ewy był lodowaty. - Widzę, że Lewica przysłała nam swoje ulubione dziecko.
- A Konfederacja wybrała jedyną kobietę w ich szeregach. Co ci się stało, że postanowiłaś walczyć przeciwko płci pięknej?
W ciemnych oczach Zajączkowski rozbłysła wściekłość. - To wy to robicie! Wy, ta zasrana lewica!
- Jak chcesz w to wierzyć... - Biejat poczuła jak kąciki jej ust się podnoszą.
Może ta współpraca nie będzie taka nudna.
...
Rozmawiały już ponad dwadzieścia minut i nawet mimo początkowej, ostrej wymiany zdań, rozmowa szła gładko.
W pewnym momencie Biejat sięgnęła po swój kubek. Kawa w nim była jasna od mleka i słodka od dużej ilości cukru. Tak naprawdę nienawidziła kawy, ale dało się ją znieść po odpowiednim przygotowaniu.
Popiła łyk, a Ewa wydała z siebie ciche, pogardliwie parsknięcie i popatrzyła z politowaniem.
- Co? - Magda podniosła na nią wzrok, wciąż trzymając kubek przy ustach.
- Serio to pijesz?
- Ach... - kobieta odstawiała kawę na blat, przewracając oczami. - Ty pijesz tylko czarną, tak?
Mocna kawa Ewy stała po jej boku, w potwierdzeniu.
Kącik jej ust drgnął. - Jakiś problem? Przynajmniej moja kawa to kawa, nie deser.
Magda uśmiechnęła się lekko. - Myśl jak chcesz. Ja się nie męczę i nie udaje, że mi to smakuje...
Po chwili ciszy znowu się odezwała. - Wiesz, bedziemy siedzieć kilka miesięcy nad tymi papierami. Nie warto przepieprzać tego czasu na kłótnie.
- Ale co jeśli ja lubię się kłócić? - odparła lekko Zajączkowska.
Uśmiech blondynki się poszerzył. - Zobaczymy, czy po tym czasie nadal będziesz to lubiła.
- Sugerujesz coś?
- Ależ nie. Ostrzegam.
Po raz pierwszy tego dnia Ewa szczerze się uśmiechnęła. I - jak Biejat zauważyła - wyglądała wtedy naprawdę pięknie.
