Work Text:
Deszcz padał nieprzerwanie od dwóch dni. Nie była to atmosfera sprzyjająca wychodzeniu na zewnątrz, ale za to idealna na odkładane od wielu dni porządki. Toteż kowal Graf krzątał się w swoim przybytku, segregując swoje towary. Był w trakcie opróżniania jednej ze skrzyń, gdy usłyszał delikatne pukanie do drzwi. Szybko porzucił trzymane w rękach graty, żeby otworzyć niespodziewanemu gościowi. Okazał się nim być król CTSG.
– Witaj, kowalu – zawołał, wchodząc szybko do pomieszczenia, zanim Graf zamknął za nim drzwi. – Nie przeszkodziłem ci w czymś?
– Dzień dobry, królu – odparł Graf, odsuwając kopniakiem skrzynię pod ścianę. – Sprzątam tylko mój sklep. Król mi w niczym nie przeszkadza, tylko proszę uważać, bo na podłodze jest lekki bałagan.
– To nieistotne. – CTSG usiadł na pierwszym skrawku płaskiej powierzchni, jaki zobaczył, na niedużym podnóżku stojącym w rogu. – Przybyłem tu, aby złożyć zamówienie.
Graf uniósł brwi.
– W takim razie musi to być ważna sprawa, skoro król przyszedł tu w taką nieprzystępną pogodę. Czy chodzi tu o dobro królestwa?
– Oj, to coś ważniejszego – westchnął król. – Jednak muszę zaznaczyć, że ma to być między nami tajemnica. Nikomu tego nie zdradzaj! Żaden lord ani wieśniak nie ma się o tym dowiedzieć. Niech to pozostanie między naszą trójką.
– Przepraszam, trójką...?
– No, mną, tobą i Kaopejem, któremu i tak to wygadasz. Nie wstydź się, ja was znam i liczę tylko na waszą dyskrecję. Zresztą sam zrozumiesz.
Graf nie wiedział, jak odpowiedzieć na te, bądź co bądź, fakty. Odchrząknął.
– Dobrze, zatem co mogę dla króla wykonać?
– Chciałbym zamówić pierścionek zaręczynowy.
Nastała długa chwila ciszy. Kowal zastanawiał się, czy wieloletnie pracowanie przy głośnym akompaniamencie uderzeń młotu o kowadło nie zaburzyło mu po części słuchu. Nic nie odpowiedział, toteż CTSG ciągnął dalej:
– Najpiękniejszy pierścionek zaręczynowy, jaki widział ten świat. Wiem, że masz kontakt z bogami, na pewno zaopatrzą cię swoją pomocą i natchnieniem. Jeśli chcesz, mogę ci dostarczyć wszelkie potrzebne materiały, aczkolwiek ja sam nie posiadam zmysłu artystycznego, więc nie mam pojęcia, jak to ma wyglądać. Oddaję to całkowicie w twoje ręce. Jestem gotów naprawdę szczodrze cię wynagrodzić. – Potrząsnął sakiewką, którą trzymał w kieszeni.
Do Grafa w końcu dotarło, że król naprawdę chce się z kimś zaręczyć. Lekko zakłopotany, lecz wciąż zachowując profesjonalizm, odpowiedział:
– Dobrze... tylko muszę wiedzieć, dla jakiej osoby to ma być. Król wie, muszę dopasować styl, rozmiar...
– Z pewnością często przychodzi do ciebie mój zastępca, na pewno orientujesz się w jego stylu. Zrób taki pierścionek, który według ciebie będzie mu pasować.
Znowu Graf musiał odczekać, aż słowa te odpowiednio nabiorą znaczenia w jego mózgu.
– Za... Zahaczai?!
CTSG zmierzył go wzrokiem.
– A znasz jakiegoś innego mojego zastępcę?
Graf pokręcił głową. Z trudem wstrzymywał uśmiech. W końcu nie wytrzymał i mruknął:
– Mam nadzieję, że król wie, że to nic złego? W tym królestwie prawie każdy jest... no, w każdym razie nie musi król się z tym ukrywać.
Gdy CTSG zrozumiał, o co chodziło Grafowi, uśmiechnął się delikatnie.
– Kowalu, ja się z niczym nie ukrywam. Jeżeli ktokolwiek będzie miał problem z taką kwestią, no to będzie miał problem, bo to ja jestem królem, a nie on. Ja tu rządzę i mówię, co wolno, a reszta, nawet lordowie, to może mi skoczyć. Nie, chodzi mi po prostu o to, aby nie zepsuć niespodzianki. Nie chciałbym, by mój najdroższy dowiedział się o tych planach. – Po tych słowach rozmarzył się. CTSG standardowo często się uśmiechał i był pogodnej natury, lecz tym razem rzeczywiście wyglądał, jakby przeszyła go strzała Amora.
Graf wzruszył ramionami w duchu. W zasadzie, pomyślał, oni rzeczywiście spędzają ze sobą dość dużo czasu. W sumie to całkiem do siebie pasują...
CTSG rzucił mu sakiewkę z pieniędzmi. Graf zajrzał do niej i mimo że był jednym z najbogatszych mieszkańców miasta, poczuł zawroty głowy. I lekkie poczucie winy.
– Przepraszam, królu... ale to za dużo! Nie mogę przyjąć od króla tak wielkiej sumy!
– Oczywiście, że możesz, kowalu. Właśnie ci to rozkazuję. Zadbaj o to, aby twoje dzieło było warte tych pieniędzy. – Wstał i zebrał się do wyjścia. Trzymając klamkę na drzwiach, rzucił: – Jeśli będziesz czegoś potrzebował, przyjdź do zamku. Tylko pamiętaj, dyskretnie!
Graf pokiwał głową, pożegnał się z królem i zamknął za nim drzwi. Spojrzał na sakiewkę podarowaną przez CTSG i westchnął.
Wygląda na to, że będzie musiał podejść do tego naprawdę ambitnie.
