Work Text:
Jeszcze przed wejściem do domu Rowan wie, że coś się dzieje. Niekoniecznie w sposób krzyczący „zagrożenie” czy „coś jest nie tak”. Bardziej unosi się to w powietrzu. Zupełnie jakby wkraczał na pole elektromagnetyczne. Potem dotarł do niego zapach.
W mieszkaniu oczywiście pachnie nimi. Belladonna Tate’a pięknie łączy się z gałką muszkatołową Arzhela i bergamotką Rowana. Ich zapachy mieszały się idealnie w sposób, który niemal krzyczał, że do siebie należą. Gdzie nie gdzie może wyczuć pozostałości cynamonu Willa, mięty Achlys czy ambry Chase’a. Te zapachy najbardziej skupiały się w małym salonie, gdzie jeszcze kilka dni temu urządzili sobie noc watahy, podczas której grali w planszówki i oglądali stare filmy.
Teraz jednak wszystko to znikało pod przytłaczającym zapachem podniecenia i seksu dochodzącego zza uchylonych drzwi ich wspólnej sypialni. Tak naprawdę początkowo była to sypialnia Rowana, bo choć się kochali wszyscy czuli czasem potrzebę bycia samemu i mieli osobne pokoje, z czasem stała się sypialnią ich wszystkich. Choć nie była największa wszyscy zgodzili się, ze to jego łóżko było najwygodniejsze, a co najważniejsze, na tyle duże że bez trudu mieściło całą ich trójkę. Dlatego też ani trochę nie dziwiło go, gdy po powrocie do domu zastawał ich zwiniętych w swoim łóżku śpiących lub po prostu zajmujących się czymkolwiek. Nie spodziewał się jednak, że po powrocie ze spotkania z Kiernanem natrafi na coś takiego.
Uważa by cicho zamknąć drzwi i ściągnąć buty nim zdejmie kurtkę i ostrożnie odłoży swój kask na blat. Przekręca zamek w drzwiach nie chcąc żadnych niespodzianek i rusza w stronę sypialni. Dopiero teraz docierają do niego głośne jęki i skomlenia o więcej. Przełyka ślinę czując nieprzyjemny nacisk dżinsów na budzącego się do życia penisa. Słyszy chrapliwe oddechy swoich partnerów i musi zagryźć wargę by nie jęknąć. Delikatnie uchyla drzwi, które wydają z siebie cichy dźwięk, który jakimś cudem nie zostaje zauważony przez dwie leżące na łóżku istoty nadprzyrodzone.
Rowan gwałtownie nabiera powietrza na widok, który go wita. Opiera się o framugę drzwi niemal zafascynowany i tylko siłą woli powstrzymuje się przed rozpięciem spodni i masturbowania się.
Prześcieradła są pomięte, poduszki zostały niedbale rzucone na ciemną podłogę. Ale to nie ma znaczenia. Uważnie skanuje wzrokiem splecione ciała swoich kochanków. Arzhel zdaje się niemożliwie rozluźniony leżąc na plecach z dłońmi zaciśniętymi na bladych pośladkach Tate’a podczas gdy twarz ma zanurzoną między nimi. Jego biodra unoszą się w górę, jakby chciał wejść głębiej do gardła Tate’a, który znajduje się nad nim. Jego twarz jest zaróżowiona, jednak z miejsca w którym stoi, Rowan nie może zobaczyć więcej. Szczerze mówiąc, nawet nie musi. Wie, że jego jadeitowo-zielone oczy są przykryte mgiełką podniecenia i przyjemności i lekko przymknięte. Jego biodra zataczają powolne kółka na twarzy Arzhela gdy opuszcza się bardziej w dół, niemal do końca biorąc penisa kojotołaka do ust. Arzhel wydaje z siebie przytłumiony jęk, głęboko w dziurkę Tate’a co z kolei sprawia, że i on jęczy.
Rowan nie może się powstrzymać i rozpina spodnie. Odpycha się od framugi i powolnie podchodzi do łóżka. Dopiero wtedy choć jeden z jego partnerów go zauważa. Tate szerzej otwiera oczy, w których błyszczy lekki szok i z lekkim pyknięciem odrywa się od ssanego penisa, co wywołuje jęk skargi od znajdującego się pod nim szatyna. Tate wydaje się niemal zawstydzony uwagą, jaką otrzymuje. Trochę się wierci pod wpływem jego spojrzenia, ale to tylko wywołuje u niego jęk i kołysanie bioder.
-Nie słyszałem, ach, jak wchodziłeś.- dyszy. Pod wpływem jego słów Arzhel lekko sztywnieje i przerywa swoje zajęcie nim ponownie się rozluźnia. Uśmiecha się czarująco kiedy lekko wysuwa się spod wilkołaka i oblizuje wargi patrząc mu prosto w oczy, jakby prowokując. Przenosi dłonie z pośladków na biodra Tate’a.
-Z pewnością byliście zbyt zajęci, by mnie usłyszeć.- mówi z lekkim rozbawieniem. Uśmiecha się szerzej na widok ciemniejącego rumieńca młodszego wilkołaka i pochyla się by go pocałować. Niemal natychmiast zostaje odwzajemniony i pod wpływem delikatnego nacisku języka na wargi zostaje zaproszony do środka. Mruczy pod wpływem piżmowego, lekko słonawego posmaku preejakulatu kojotołaka i typowej dla Tate’a wiśni. Na krótką chwilę zatraca się w pocałunku, gdy jedną ręką głaszcze policzek chłopaka nim przesuwa ją w dół, zahaczając o zaczerwienione sutki, którymi, sądząc po krótkim spojrzeniu na kojotołaka, Arzhel bardzo dobrze się zajął. W momencie, gdy zaciska dwa palce na jednym pąku Tate głośno jęczy w jego usta. Przerywa pocałunek z małą niechęcią i niemal ulega gdy ponownie pochyla się w jego stronę goniąc za kolejnym pocałunkiem. Zamiast tego patrzy na Arzhela, który najpewniej po to, aby ściągnąć na siebie uwagę, lekko ssał czubek penisa wilkołaka.
Gdy Rowan przewraca oczami z uśmiechem, Arzhel wyłania się w końcu całkowicie spod Tate’a, delikatnie klepiąc go po biodrze by się przesunął. Niemal od razu po tym, jak się uwolni wpełza na kolana drugiego kochanka i namiętnie wpija się w jego usta.
Obaj głośno jęczą. Połączenie smaku Tate’a, zarówno jego dziurki jak i preejakulatu, ze smakiem Arzhela jest niesamowite. Sprawia, że mocniej całuje kojotołaka wpychając język do jego gardła i zaciska pazurzaste palce na jego biodrach podczas gdy on wbija dłonie w jego włosy i mocno ciągnie. Jest tak skupiony na pożeraniu go, że niemal podskakuje, gdy czuje inną dłoń wślizgującą się w swoje rozpięte spodnie. Choć powinien się tego spodziewać jest lekko nieprzygotowany na nagły ucisk chłodnych palców Tate’a wokół siebie. Cicho syczy na ten kontakt, ale zaraz potem zamienia się to w jęk, gdy wyciąga go ze spodni. Spycha je w dół wraz z bokserkami a Arzhel przenosi się na jego szyję gdzie ssie i gryzie, jakby był pustym płótnem, które należy zapełnić.
Choć on wcale nie jest lepszy. Wszyscy w jakimś stopniu mają obsesję na punkcie tworzenia śladów, które i tak znikną szybciej, niż by tego chcieli. Dlatego gryzienie i umyślne spowolnienie gojenia stało się dla nich normą. Czasem, zamiast kilku godzin, mogły utrzymywać się parę dni. Ale nie zawsze.
Mając wolne usta wydaje z siebie ciche dźwięki przyjemności, które zdają się pobudzać pozostałą dwójkę do działania. Tate lekko popycha go by usiadł a następnie do końca ściąga z niego spodnie i bieliznę. Rzuca je za siebie, jakby osobiście go uraziły i oblizuje usta patrząc na penisa Rowana. Patrzą na siebie z Arzhelem i wydają się w jakiś sposób dochodzić do porozumienia, bo w następnej chwili powolnie się całują. Nim zdąży się nacieszyć widokiem, mężczyźni rozstają się zbyt szybko i opadają po obu stronach Rowana. Z błyskiem w oczach pochylają się i gdy dociera do niego, co zaraz zrobią, robi się niemożliwie twardszy.
Tate najpierw ssie czubek nim pozwoli zrobić to samo Arzhelowi a następnie obaj w jakiś sposób zaczynają kręcić językami na spuchniętej, mocno zaczerwienionej główce. Wydobywają z niego tak głośny jęk, że jest pewien, ze rano dostanie skargę od sąsiadów, ale w tej chwili nie mogło to go bardziej nie obchodzić. Zaciska dłonie na prześcieradle nie czując żalu, gdy robi w nich dziury swoimi pazurami. Zamiast tego skupia się na przyjemności i próbach nie dojścia zbyt szybko. Stara się nie oddychać przez nos wiedząc, że zapach podniecenia i po prostu ich, doprowadziłby go do przedwczesnego końca.
Ma plany, które prześladują go od momentu, gdy stanął w tych cholernych drzwiach. Nie ma mowy, że z nich teraz zrezygnuje. Dlatego jedną dłoń wplątuje we włosy Tate’a a drugą w Arzhela i przerywa ich niemal całowanie się na swoim penisie, gdy lekko szarpie, by ich od siebie oderwać. Obaj jęczą niezadowoleni, a Rowan nie potrafi się powstrzymać od czułego uśmiechu na ich wybryki.
-Wiem, że bardzo podobała wam się wasza sesja całowania się na moim kutasie, ale mam o wiele lepsze plany na resztę wieczoru.- niemal mruczy. Zauważa jak obaj oblewają się rumieńcem i jak ich serca przyspieszają na jego słowa. Nawet bez zapachu wie, że są ciekawi i bardzo podekscytowani. Mimo to nie spieszy się, przesuwając dłoń z włosów wilkołaka na jego szyję, którą delikatnie ściska. Wpatruje się w niego uważnie, gotów przerwać na choćby małe oznaki strachu czy niepokoju, ale ich nie znajduje. Zamiast tego spotyka go ciche, zadowolone mruczenie i pełne ulgi westchnienie drugiego mężczyzny.
Arzhel również zdaje się uważnie obserwować Tate’a i Rowan czuje jak jego serce puchnie. Choć wie, że obaj są teraz bardzo pogrążeni w podnieceniu, widok lekko otrzeźwiałego kojotołaka gotowego by przerwać całą tę sytuację, gdyby coś poszło źle napawa go dumą i miłością tak głęboką, że ma wrażenie iż się nią udławi. Mimo to nic nie mówi. Arzhel w pewnym momencie na niego patrzy i posyła mu uśmiech, który mówi „wiem”. Na razie nie potrzebują więcej.
Obaj wiedzą o strachu Tate’a przed niechcianym dotykiem. Albo tak naprawdę jakimkolwiek dotykiem nim nie zostanie ostrzeżony lub sam go nie zauważy. Wiedzą, że małe, niby niepozorne dotknięcia, mogą go spłoszyć i cofnąć do wspomnień, które wciąż stara się głęboko zakopać. Sam fakt, że udało im się go przekonać do dania im szansy głęboko ich zaskoczył. Szczerze mówiąc? Choć obaj byli pełni nadziei i tak myśleli, że wybiegnie z domu Rowana bez słowa a w połowie przybierze swoją wilczą postać byleby jak najszybciej od nich uciec. Wzdrygał się, gdy ktoś klepał go po ramieniu lub przypadkiem trącał ramieniem. Ale z czasem i dużą dozą cierpliwości do samego siebie nauczył się akceptować, że dotyk nie zawsze oznacza przemoc.
Źródło jego myśli zdaje się wyczuwać zmianę atmosfery bo przechyla lekko głowę w ten swój charakterystyczny sposób mówiący, że jest zdezorientowany. Rowan niemal nieświadomie delikatnie głaszcze punkt pulsu na jego szyi i pozwala, by bicie jego serce zsynchronizowało się z sercem pozostałej dwójki.
-Coś nie tak?- pyta cicho. Jego oczy są ledwie otwarte gdy patrzy na niego spod rzęs. Nie w sposób, który krzyczy „uwodzenie” ale bardziej w geście nieśmiałości. Słyszy cichy śmiech Arzhela obok siebie, gdy wyciąga dłoń by odgarnąć długie włosy z twarzy wilkołaka.
-Wszystko w porządku, kochanie. Po prostu podziwiamy naszego chłopaka, masz z tym jakiś problem?- zaczepia wywołując śmiech.
-Nie śmiałbym.- Tate przewraca oczami. Sięga do ich dłoni i splata ich palce.
-Cieszymy się tym, jak daleko zaszedłeś.- przyznaje cicho Rowan wciąż głaszcząc jego szyję. Czuje jak palce chłopaka delikatnie zaciskają się na jego dłoni, ale nie widzi na jego twarzy śladów dyskomfortu więc nie przestaje.- Po prostu jesteśmy tacy dumni.
-Przestań.- jęczy zawstydzony.- Właściwie obaj przestańcie. Mieliśmy się kochać a wy psujecie atmosferę swoimi sentymentami.
-Ja ci pokażę psucie atmosfery.- mruczy z błyskiem w oczach Arzhel i wygląda na gotowego, by się na niego rzucić. Po spojrzeniu Tate’a wie, że nie miałby nic przeciwko.
-Właściwie, to ja wam pokażę psucie atmosfery. Mam pewne plany, które z pewnością wam się spodobają.
Widzi, czuje, jak drżą na jego słowa. Nigdy ich nie zawiódł swoimi pomysłami i wie, że już nawet w niego nie wątpią. Dlatego najpierw ich puszcza by zdjąć koszulkę, która dołącza do sterty ubrań na podłodze a następnie sięga ponownie po ich dłonie. Całuje kostki obydwu.
-Arzhel, połóż się na plecach i oprzyj stopy na łóżku, aby twoje kolana były wyprostowane. Pamiętaj, żeby je szeroko rozłożyć.- czeka aż podekscytowany szatyn wykona polecenie po czym całuje go krótko w nagrodę.- Tate, usiądź na nim okrakiem. Chcę aby wasze penisy się o siebie ocierały przy waszym najmniejszym ruchu.- chłopak kiwa krótko głową, gdy rusza by wykonać polecenie. Arzhel chwyta go za biodra gdy na niego opada i obaj cicho nucą, gdy ich erekcje się o siebie ocierają.
To widok, którego chciał. Kolana Arzhela są rozchylone tak szeroko, że widzi jego mrugającą, wymagającą uwagi dziurkę. Widzi, że lekko błyszczy, najprawdopodobniej od śliny Tate’a i nie może się doczekać aż jej spróbuje. Siedzący na nim Tate w jakiś sposób musiał wyczuć o co mu chodzi, bo wypiął lekko pośladki w jego stronę. Dwie mrugające do niego dziurki sprawiły, że niemal stracił nad sobą panowanie.
Nim jednak zabrał się do pracy uklęknął między nimi i głęboko pocałował. Upewnił się, że gryzł wargi Arzhela tak, aby wydobyć z niego te cudne małe skomlenia oraz, że lizał szew ust Tate’a w ten szczególny sposób, który wywoływał u niego dreszcze. Widział, jak obaj lekko się poruszają widocznie nie mogąc się powstrzymać od ocierania się o siebie. Gdy uznał, że ma już dość z lekką niechęcią oderwał się od Arzhela, który tym razem gonił po następny pocałunek. Zamiast mu na to pozwolić, jakby w przypływie śmiałości, Tate lekko złapał go za szczękę i mocno pociągnął do namiętnego pocałunku. Zaskoczony skrzek, który wydobył z kojotołaka niemal sprawił, że się roześmiał.
Czując lekko ból w pachwinie od zbyt długiego ignorowania własnej erekcji owinął ją dłonią gdy już ułożył się wygodnie na materacu między szeroko rozstawionymi nogami swoich partnerów. Pozwolił sobie na kilka suchych pociągnięć nim opadł biodrami na prześcieradło, które zapewne zaraz zapewni mu odpowiednią ilość tarcia. Akurat na tyle, by nie mógł dojść, ale na tyle, by skutecznie złagodzić lekki dyskomfort. Najpierw obniżył się tak, by znaleźć się na wysokości pośladków Arzhela i lekko podmuchał.
Kojotołak, czując nagły powiew na swojej dziurce wydobył z siebie zaskoczony dźwięk, który zaraz potem przerodził się w głośny jęk, który stłumiły usta Tate’a. Jakimś cudem jego palce znalazły drogę do przekłutych sutków szatyna i między przekręcaniem pąków między palcami czy ciągnięciem za sztangi, poruszał mocno biodrami upewniając się, że tarcie jest silne. Arzhel czuł się całkowicie oszołomiony uwagą, jaką otrzymywał. Przyjemnością, jaką go obdarowywano. To wydawało się niemal za dużo. Sposób, w jaki młodszy wilkołak maltretował jego sutki i ocierał się o jego penisa, to jak Rowan lizał go w jego najbardziej wrażliwym miejscu. Czuł, jak powiększający się w jego żołądku węzeł zaczyna się rozrastać i gdy już czuł, że dłużej nie wytrzyma, język Rowana zniknął. Wydając z siebie cichy jęk niezadowolenia, niemal się poskarżył, gdy biodra Tate’a gwałtownie podskoczyły a on sam musiał przerwać ich pocałunek by odchylić głowę i jęknąć.
I nagle niezadowolenie przerodziło się w psotę. Zacisnął dłonie na biodrach partnera a następnie przeniósł je na jego pośladki. Zacisnął palce na obu i rozchylił dając Rowanowi szersze pole do popisu. Słyszał ciche odgłosy poruszającego się prześcieradła i nie mógł się doczekać, aż zostanie przez niego wypełniony. Decydując się na potraktowanie wilkołaka tak, jak on traktował jego, Arzhel przyssał się do wrażliwego pączka i lekko ugryzł skórę wokół niego. Jęki i ciche okrzyki sprawiały, że stawał się coraz twardszy i bardziej zaangażowany. Ssał i gryzł naprzemiennie oba sutki jednocześnie pilnując by szaleńczo poruszające się biodra wilkołaka pozostały w miarę na miejscu. Pociągnął go lekko w dół, tak aby ich penisy znów się o siebie ocierały i cicho pojękiwał z zajętymi ustami.
Tate z kolei miał wrażenie, jakby wszystkiego było za dużo. Jego nos wychwycał najmniejszą zmianę w zapachach partnerów lub otoczenia i to doprowadzało go do szału. Ale nie tak dobrego jak zabiegi Arzhela na jego klatce piersiowej, ucisk dłoni na pośladkach czy Rowan na zmianę ich wylizujący. Nie miał bladego pojęcia na czym się skupić, aby nie zwariować, bo wszystkiego było po prostu tak dużo.
-Nie myśl, kochanie. Daj się nam porwać.- wymruczał przy jego uchu Arzhel. Tate próbował skupić na nim swoje oszołomione spojrzenie, ale nie był w stanie. Przez krótką chwilę dostrzegł zmartwienie w jego zielono-niebieskich oczach i stwierdził, że nie pójdą w tę stronę. Więc wplótł palce we włosy kojota, mocno zacisnął zaskarbiając sobie głośne westchnienie, i przyciągnął bliżej siebie. Zamiast od razu go pocałować zdecydował się na mocne ugryzienie, które uwolniło kilka kropel krwi. Zlizał je wspomagany aprobującym mruczeniem swojego partnera i wpił się w jego usta z takim głodem, jakby nie całował go od tygodni.
Był tak pochłonięty smakowaniem Arzhela, że całkowicie się wyłączył. Nie wychwycił szelestu pościeli, nagłej utraty ciepłego ciała z pomiędzy nóg ani dźwięku otwieranej szuflady. Byli zbyt zaabsorbowani sobą, by usłyszeć ciche prychnięcie Rowana, który pochylał się nad nimi.
-Czy powinienem czuć się pominięty?- zapytał chrapliwie. Nie mógł powstrzymać skomlenia wydobywającego się z jego gardła na ten dźwięk. Rowan po prostu brzmiał zbyt dobrze. Oderwali się od siebie by zaczerpnąć tak potrzebnego oddechu.
-Nigdy.- uśmiechnął się lekko i mimowolnie pochylił w jego stronę. Wciąż czuł lekkie zawroty głowy po pocałunku z Arzhelem, więc zadowolił się lekkim skubaniem i całowaniem jego szyi. Ignorował narastającą potrzebę dojścia wiedząc, że może zaufać Rowanowi, że w końcu doprowadzi ich wszystkich do końca. Z cichym zadowoleniem przyjął aprobujący pomruk wilkołaka i spojrzał na niego spod przymkniętych powiek akurat wtedy, gdy Arzhel pochylił się i powolnie go pocałował.
Był zbyt rozproszony widokiem swoich oszałamiających partnerów aby usłyszeć dźwięk otwieranej tubki. Wszystko zdawało się być przyjemnie zamglone i w dobry sposób uniemożliwiało mu nadmierne myślenie. Dopiero delikatny masaż głowy przywrócił go do świata żywych. Z cichym mruknięciem oderwał się od szyi wilkołaka, gdzie obecnie znajdował się duży ślad po zębach. Spojrzał na niego z lekkim zaskoczeniem niepewny, kiedy w ogóle go ugryzł.
-Hej, kochanie, jesteś z nami?- delikatny głos Arzhela zwrócił jego uwagę. Skinął głową czując, że jego głowa jest pełna waty.- Och, jesteś już w swojej podprzestrzeni? A nawet jeszcze nie doszedłeś.- niemal zagruchał. Tate czuł, że nie miał na celu kpiny więc tylko oparł głowę o ramię Rowana i pozwolił mu się głaskać.
-Po prostu czujesz się tak dobrze, co?- dołączył do niego łagodny ton Rowana. Skinął lekko głową.- Czy to za dużo, kochanie? Czujesz, że potrzebujesz przerwy?- tak naprawdę nie był pewien czy jej potrzebował. Czuł się dobrze, nie bał się. Wszystko było dobrze. Więc po prostu pokręcił głową.
-Chcesz iść dalej?- na pytanie kojota pokiwał głową. Chciał dalej czuć się dobrze. Usłyszał ciche westchnienia ulgi. Następnie poczuł lekkie szturchnięcie i już patrzył w szare oczy Rowana. Choć na co dzień przypominały burzę, teraz były łagodne, sprowadzając je do czystej szarości.
-Mam pomysł, kochanie. Postaraj się na chwilę skupić i powiedz mi, czy ci się podoba, dobrze?- pokiwał głową. Postara się, chce być dla nich dobry.- Okej, w porządku. Czy chciałbyś, żeby Arzhel cię rozciągnął na swojego penisa? Ja w tym czasie rozciągnę jego.- słyszał zdławione „kurwa” kojota ale nie zwrócił na nie większej uwagi. Skupił się na słowach Rowana i podjął decyzję.
-Chciałbym.- zostaje nagrodzony lekkim jak piórko pocałunkiem w usta.
-Jesteś pewien? Nie musimy.- pyta szatyn. Tate patrzy na niego i tylko się uśmiecha.
-Tak. Chcę cię w sobie. Chcę, żeby Rowan cię pieprzył. Nie chcesz?- pyta, choć zna odpowiedź. Przyspieszony oddech partnera i słodki zapach unoszący się w powietrzu mówią mu wszystko, co musi wiedzieć. Kątem oka dostrzega uśmiech Rowana i nie może się powstrzymać przed nachyleniem w jego stronę. Zostaje ponownie pocałowany i nagle uświadamia sobie, że jego usta będą opuchnięte od pocałunków jutro rano.
-Na bogów, Tate. Ty i ten twój język.- mamrocze słabo Arzhel. Rowan tylko chichocze, nim oplata wilkołaka w talii i kieruje w stronę materaca nakazując mu się położyć. Tate podąża chętnie za jego wskazówkami układając się ostatniej poduszce, która jakimś cudem utrzymała się na łóżku i podciąga do siebie kolana szeroko rozstawiając nogi. Zdławiony dźwięk ponownie opuszcza gardło Arzhela, który w pewnym momencie stracił ochotę do psot. Zaraz potem on wślizguje się między kolana Tate’a ustawiając się w najbardziej komfortowej pozycji o jakiej może teraz pomyśleć.
Wie, że spędzi w niej trochę czasu.
Wyciąga dłoń w stronę Rowana, który wyciska na nią hojną porcję lubrykantu i daje się pocałować w czoło nim zniknie za nim. Czuje delikatny dotyk jednej z jego dłoni na swoim biodrze i nacisk palca na swoim wejściu i wydaje z siebie cichy dźwięk. Lubrykant nie jest zimny, bo oczywiście, że najpierw rozgrzał go palcami. Ten troskliwy głupek, myśli i zabiera się do pracy.
Pociera lubrykant palcami nim stuka palcem w mrugające wejście Tate’a, który podobnie jak on cicho mruczy. Początkowo po prostu krąży wokół jego wejścia odwzorowując to, co robi mu Rowan, ale w końcu ostrożnie wpycha palec do środka. Uważnie obserwuje mimikę chłopaka, gdy wchodzi dalej. Jego usta lekko się uchylają w małym westchnieniu a oczy przymykają. Kątem oka dostrzega małe drgania jego penisa i odpręża się, gdy nie widzi dyskomfortu.
Ignoruje ciche mruczenie „wreszcie” pochodzące od Rowana i niemal jęczy na uczucie wchodzącego w niego palca. W przeciwieństwie do młodszego ukochanego nie przywykł jeszcze tak bardzo do palców w sobie i odczuwa mały dyskomfort, który szybko znika za sprawą Rowana. Wie, że już powinien się przyzwyczaić, ale z jakiegoś nieznanego powodu wciąż wydaje mu się to nowe. Ale za każdym razem czuje się dobrze, więc tego nie kwestionuje. Zamiast tego delikatnie głaszcze wystające biodro Tate’a aby zapewnić mu komfort i powoli porusza biodrami.
Z czasem ciche westchnienia, delikatne dotknięcia zmieniają się w nieco głębsze i głośniejsze jęki, jeden palec zamienia się dwa a następnie w trzy.
Dyskomfort znika tak, jakby nigdy go nie było a na jego miejscu pojawia się zniecierpliwienie. Penis Arzhela drga jak szalony a z jego główki wypływa niemal nieprzerwanie preejakulat. Po krótkim spojrzeniu na Tate’a dostrzega, że on wcale nie ma się lepiej. Zdaje się jednak całkowicie rozluźniony, po prostu obserwując ich nad sobą i cicho jęcząc pod wpływem rozciągania. Jego oczy są pełne miłości i podniecenia, choć są zamglone i wie, że jest w podprzestrzeni. Wyciągnięcie go z niej będzie wymagało ogromnej ilości przytulania ale nie ma nic przeciwko. Żadno z nich nie ma.
Rowan powoli wyjmuje palce z Arzhela uśmiechając się czule na marudnym jęku, jaki z siebie wydaje gdy nagle staje się pusty. Wyciska jeszcze trochę lubrykantu na dłoń i zamiast rozprowadzić go po sobie, sięga wokół kojota i owija jego penisa. Całuje jego kark jakby w nagrodę za jęk i delikatne pchnięcie bioder i powoli pompuje, aż jest cały dobrze pokryty. Arzhel odwraca się w jego stronę wyciągając dłoń po buteleczkę i robi to samo. Obaj cicho jęczą na kontakt nim całują się krótko nim rozstają się, aby się ustawić.
Tate czuje coś grubszego niż palce ocierające się o jego dziurkę i cicho miauczy. Odruchowo porusza biodrami aby zachęcić Arzhela do wsunięcia się. Jest zbyt pusty i niemal warczy, gdy ten nic nie robi.
A potem następne co wie, to to, że gdy Rowan wpycha się w Arzhela, ten mimowolnie wpycha się w niego. Wszyscy głośno jęczą na nagły kontakt i przez chwilę nikt nic nie robi, więc Tate bierze sprawy w swoje ręce. Dosłownie. Unosi się lekko by dosięgnąć Rowana ponad ramieniem Arzhela co sprawia, że trochę bardziej zsuwa się na jego penisa i w chwili, gdy wilkołak myśli, że go pocałuje, szarpie go za ramię. Nieprzygotowany na to Rowan traci równowagę wbijając się w kojota przed sobą, co sprawia, że ten z kolei dosłownie cały zatapia się w ciele Tate’a. TO wywołuje szereg jęków i przekleństw a Tate nigdy nie czuł się bardziej zadowolony.
-Tate, kurwa mać.- słyszy słabe przekleństwo Arzhela przy swoim uchu. Przez chwile boi się, że popełnił błąd, ale potem zęby kojota wbijają się w jego szyję a biodra zaczynają się szybko poruszać. Tate obejmuje jedną dłonią jego ramię, mocniej w siebie wpychając a drugą zaciska na dłoni Rowana, który wydaje się tak samo poruszony jak oni. Jedną dłonią owija biodro Arzhela pilnując lecz nie kontrolując jego rytmu a drugą ściska dłoń należącą do Tate’a.
Siła pchnięć Rowana w większości nadaje tempo tym Arzhela. Wpycha się w niego jakby jutra miało nie być co wywołuje u niego tak głośne jęki, że gdyby nie był kojotem, to jutro z pewnością nie mógłby mówić. On sam nie jest jednak lepszy. Czując się odpowiednio przytłoczony dobiegającą z obu stron przyjemnością, nabity na penisa jednego kochanka i zatopiony w ciele drugiego, dba o to, by Tate też czuł się dobrze. Upewnia się, że uderza w ten specjalny punkt w jego wnętrzu, który sprawia, że krzyczy i gryzie jego szyję, szczękę i obojczyki aż nie ma ani jednego pustego miejsca.
Czuje jak Rowan robi to samo z jego karkiem, gdy pchnięcia stają się coraz szybsze i bardziej nieregularne. To mówi mu, że jest blisko i zmusza do podwojenia swoich działań.
-Taki dobry dla mnie.- szepcze zdyszany do ucha młodszego, co wywołuje u niego jęk.- Taki dobry chłopiec dla nas, kochanie. Dojdziesz dla nas? Właśnie tak? Całkowicie nietknięty? Chodź, kochanie, wiem że dasz radę.- i rzeczywiście, gdy tylko skończy mówić, Tate dochodzi. Sperma rozpryskuje się na jego udach, trochę na brzuchu jego i Arzhela, ale żaden z nich się tym nie przejmuje. Nagła ciasnota sprawia, że mocniej pulsuje i szybciej się w niego wbija. Rowan za nim musi czuć, że zaraz dojdzie, bo przyspiesza wbijając zęby w jego kark w tym samym czasie gdy Tate słabo zaciska zęby na jego ramieniu. Dochodzi tak nagle i mocno, że na chwilę robi mu się czarno przed oczami.
Wraca do siebie, gdy czuje ciepłą spermę w swoim odbycie i słyszy ciche mamrotanie Rowana.
-Tak dobrze sobie poradziliście.- mówi na tyle głośno, by obaj mogli go usłyszeć.- Tacy grzeczni dla mnie. Dobrze wam poszło.- Tate i Arzhel odruchowo mruczą z zadowoleniem na jego słowa, co tylko poszerza uśmiech na jego twarzy. Gdy próbuje się wysunąć z kojota, ten zaciska palce na jego nadgarstku i kręci głową.
-Jeszcze nie.- mamrocze słabo. Rowan kiwa głową ze zrozumieniem i chowa twarz w zagłębieniu jego szyi. Zerka na Tate’a, który wygląda niezwykle komfortowo, wciąż pełen penisa Arzhela i jego spermy. Jego spojrzenie zdaje się odległe, ale marzycielskie więc uznaje, że wszystko jest dobrze. Arzhel lekko opada na jego klatkę piersiową co powoduje tylko przyjemne mruczenie, które bawi ich oboje, a Rowan pilnuje aby nie przenieść na niego całej swojej wagi.
Jest dobrze tak, jak jest. Zostaną tu jeszcze przez chwilę, a potem przeniosą się pod prysznic, gdzie dokładnie się oczyszczą, Arzhel umyje Tate’owi włosy, gdy Rowan będzie zmieniał pościel a potem nawzajem pomogą się sobie ubrać. Zatopią się w miękkim materacu i będą cicho rozmawiać, gdy ich młodszy kochanek będzie powoli opuszczał swoją podprzestrzeń. Ale to za chwilę. Jeszcze nie czas.
