Actions

Work Header

Władca Tajemnic Zdobywa Wyznawców

Summary:

Srebrne Miasto nawiązuje kontakt z Władcą Tajemnic

Notes:

Miłego czytania. Mam nadzieję, że jeśli wam się to spodoba, zostawicie komentarze. Bardzo lubię je czytać ^^

Work Text:

Colin Iliad chodził niespokojnie po swoim gabinecie. Właśnie nowy Wykraczający, Derrick Berg, przekazał mu niewiarygodne wieści. Bóg skontaktował się z młodym Bergiem, przekazując mu Jego honorowe imię oraz rytuał ofiarny. Głupiec. Colin Iliad nigdy nie słyszał o takim bóstwie. Możliwe, że to jakiś zły bóg, który chce oszukać naiwnego młodzieńca. Jednak to był pierwszy kontakt od czasu kataklizmu, który odciął ich od reszty świata, przez co boskie odpowiedzi przestały przychodzić.

Przywódca Srebrnego Miasta zamknął oczy i westchnął. Jeśli naprawdę mogliby uzyskać pomoc od tego bóstwa. Jeśli mogliby uratować Miasto Srebra… Nie, nie może mieć zbyt wielkich nadziei. W końcu Głupiec to nadal nieznana istota, potencjalnie zły bóg. Jeśli jednak istnieje cień szansy na ratunek… Colin był gotów podjąć to ryzyko.

Po ukończeniu niezbędnych przygotowań - zapieczętowaniu pomieszczenia ścianą duchowości i jego dwoma mieczami, potężnymi zapieczętowanymi artefaktami - oraz przekazaniu instrukcji w razie wypadku, Colin Iliad stanął przed przygotowanym na jego biurku ołtarzem. Rozlał na ołtarzu olejki eteryczne w płomieniu świecy reprezentującej boga, spalił rzadkie zioła i zaczął inkantować głębokim głosem:

– Głupiec, który nie należy do tej ery. Władca ponad Szarą Mgłą. Król Żółci i Czerni, który włada szczęściem! Modlę się o Twoją odpowiedź! Obdarz Miasto Srebra błogosławieństwem… – nie zdążył nawet dokończyć zdania, gdy jego wzrok zalało intensywne szkarłatne światło.

Mężczyzna zamrugał kilka razy i rozejrzał się. Stał pod ogromną kopułą, jakby przeznaczoną dla olbrzymów, a wszędzie wokół widoczna była szara mgła. Po chwili dostrzegł starożytny długi stół o cętkowanej powierzchni, otoczony wysokimi kamiennymi krzesłami., U szczyty stołu siedziała postać gęsto spowita szarą mgłą.

Colin natychmiast pochylił głowę, pamiętając doskonale zwrot znany mu z młodości: “nie patrz bezpośrednio na boga”.

– Dziękuję za odpowiedź, Panie Głupcze. – Colin odezwał się pierwszy, wyrażając swoją wdzięczność, która była ogromna po bardzo długim czasie wyczekiwania na odpowiedź od ich boga.

– Podnieś głowę. – usłyszał głos i po chwili wahania spojrzał w górę. Postać u szczytu stołu nadal była spowita gęstą szarą mgłą. – Usiądz. – postać wskazała jedno z krzeseł.

Colin posłusznie usiadł i spojrzał na stół przed gospodarzem, nie śmiąc bezpośrednio patrzeć na boga.

– Dziękuję za tak szybką odpowiedź, Panie Głupcze. – Łowca Demonów powiedział z szacunkiem.

– Długo zajęło ci zwrócenie się do mnie. – powiedział Pan Głupiec, na co przywódca Miasta Srebra zaczął się pocić, ale po chwili usłyszał śmiech. – Żartowałem, żartowałem. Dobrze się spisałeś, chroniąc Miasto Srebra, ty, wszyscy pozostali starsi oraz poprzedni przywódcy. – niespodziewanie powiedziało bóstwo przed Colinem. – Mam dla ciebie zadania. Czy jesteś gotów przyjąć je i pomóc swoim mieszkańcom? Możesz podjąć decyzję po wysłuchaniu ich, jednak jest ich wiele. Czy jesteś na to gotów?

Colin Iliad siedział przez chwilę w oszołomieniu. Miał pod opieką całe miasto osób, które mu ufały, nie mógł być lekkomyślny. Jednak jeśli mógłby otrzymać pomoc, by przetrwać w ciemnościach wśród potworów… Nie musiał się nad tym zastanawiać, zrobiłby wszystko, by Miasto Srebra mogło przetrwać.

Zdecydowany, nieco uniósł głowę i odezwał się stabilnym głosem.

– Słucham, Panie Głupcze.

Głupiec skinął zadowolony głową i zaczął wymieniać:

– Po pierwsze, w lochu macie złego ducha. Pozbądź się go szybko, ale nie idź tam od razu gdy wrócisz, odczekaj 4 godziny. Po drugie, jest jeszcze jedno miasto, które przetrwało ciemność i potwory. Jest to Miasto Księżyca daleko na wschodzie od was. Pokieruję ich do was, by zabrać was wszystkich z tej krainy ciemności. Chcę, byście w przyszłości połączyli się w jednym regionie. Po trzecie, uważaj na swoją podwładną, Lovię. Może zachowywać się podejrzanie i wydawać się chcieć wyrządzić szkody. Podczas następnej modlitwy niech ci towarzyszy i upewnij się, że nie awansuje na następną Sekwencję z innej ścieżki, niż jej własna. Po czwarte, gdy wrócisz, przygotuj rytuał ofiarny. Podaruję wam kilka przydatnych przedmiotów. – Pan Głupiec mówił spokojnie, wywołując u Colina wrażenie Jego wszechwiedzy. – Czy masz jakieś pytania?

Colin słuchał oszołomiony i milczał dłuższy czas. Otrzymał dużo ważnych informacji naraz. Jednak najważniejsze teraz było dla niego coś innego:

– Panie Głupcze… Jaka jest cena za to wszystko? Co… Muszę dać w zamian? – Colin Iliad zapytał pozornie spokojnie. Bóstwa nigdy nie dawały nic za darmo. Zawsze trzeba było zapłacić jakąś cenę; zazwyczaj cena ta była wysoka.

Gospodarz tego spotkania siedział spokojnie w przeciągającej się ciszy, po czym wyprostował się, splótł palce dłoni i podparł nimi brodę, wpatrując sięw Colina, co wywołało w przywódcy Miasta Srebra dreszcze.

– Ceną za moją pomoc jest słuchanie moich poleceń, nawet jeśli są dla ciebie niezrozumiałe. Będziesz musiał także słuchać mojego apostoła, którego przyślę do waszego miasta w najbliższym czasie. Czy jesteś gotowy zapłacić taką cenę? – postać zapytała spokojnie, a jej kalkulujące spojrzenie mocno wwierciło się w Colina.

– S-słuchanie Pana poleceń? Oraz słuchanie Pana apostoła? – Colin powtórzył powoli, ważąc każde słowo jak przedmiot, za który musi się wymienić. Nie brzmiało to wcale źle, brzmiało nawet dobrze, co tylko bardziej niepokoiło doświadczonego Wykraczającego. Słuchanie bezpośrednich poleceń boga było zaszczytem. Natomiast posiadanie  apostoła w pobliżu mogło zarówno być zagrożeniem, zważywszy na to, jak wysoką Sekwencję posiadał, jak i błogosławieństwem, ponieważ mogli radzić się istoty bezpośrednio podlegającego pod boga. Mógł to być też potencjalny sojusznik w tej zrujnowanej krainie, chroniąc zarówno mieszkańców, jak i ekspedycje.

Colin rozważał tę propozycję bardzo poważnie przez długi czas, po czym spojrzał ostrożnie na postać na zaszczytnym miejscu.

– Czy zdecydowałeś już?

Colin powoli skinął głową.

– Tak, zdecydowałem, Panie Głupcze. Jestem gotów zapłacić tę cenę. Co muszę teraz zrobić? – zapytał Colin, który widząc uśmiech bóstwa, wyprostował się na kamiennym krześle.

– Teraz wrócisz i odprawisz rytuał ofiarny dla mnie. – Pan Głupiec powiedział i z uwagą oraz cierpliwością wytłumaczył, co Colin ma zrobić. Po tym przywódca wstał z krzesła i skłonił się. Jego wzrok zalało szkarłatne światło, po czym znów był w Mieście Srebra, w iglicy, w swoim gabinecie.

Colin rozejrzał się uważnie wokół. Nic nie wydawało się inne. Ukradkiem spojrzał na zapaloną świecę, którą ustawił dla odmierzenia czasu; spaliła się tylko trochę, co oznaczało, że nie przebywał długo w obecności bóstwa. Colin szybko przestawił świece z układu modlitwy na rytuał ofiarny, po czym odprawił go i czekał w napięciu, nie mogąc odgadnąć intencji wyższego bytu.

Po krótkiej chwili z szarej mgły, która pojawiła się po odprawieniu rytuału, wyłonił się przedmiot. Był metalowy, wysokości dużego świecznika i przypominał latarnie noszone przez uczestników ekspedycji podczas eksploracji w ciemności. Ta latarnia jednak nie miała ścianek wykonanych ze skóry, a z trwałego, twardego materiału, przez który można było zajrzeć do wnętrza przedmiotu. Wyglądało to jak szkło opisane w najstarszych zapiskach Miasta Srebra, gdy jeszcze ich bóg stąpał pośród nich.

Zanim Colin zdążył się lepiej przyjrzeć temu przedmiotowi, kolejny wyłonił się z szarej mgły ołtarza rytualnego. Potem następny i następny, następny i następny. Wkrótce latarnie zapełniły biurko przywódcy i starszy musiał zacząć zestawiać przedmioty na podłogę komnaty. Latarnie pojawiały się nieprzerwanie aż zapełniły każdą możliwą powierzchnię w komnacie. Dopiero wtedy przestały się pojawiać, a Colin naliczył ich kilkaset sztuk.

Jego mądre oczy były szeroko otwarte, gdy patrzył na ten dziwaczny dar, który wyłonił się z ołtarza ofiarnego. Czy to nie wierzący powinni składać ofiary bóstwu? Dlaczego zatem bóstwo podarowało mu coś i to w tak wielkiej ilości? Na dodatek był to bardzo przemyślany dar. Jakie plany miał Pan Głupiec?

Jednak to nie było jeszcze wszystko. Po chwili z szarej mgły wyłoniła się gruba papierowa koperta oraz odręcznie napisany list. Colin wahał się przez chwilę, ale sięgnął po list. Okazała się to być notatka, bardzo szczegółowa, opisująca właściwości pewnych specjalnych grzybów. Im bardziej przywódca zagłębiał się w wyjaśnienia, tym bardziej dziwaczny i nieopisany wydawał się mu Pan Głupiec. Wydawał się wszechwiedzący, a jednocześnie… Niezwykle przyziemny, myśląc o potrzebach Miasta Srebra.

Nie wiedział jeszcze, że przed nim stanie jedna z tożsamości Głupca, którego ledwo co spotkał.