Actions

Work Header

Rating:
Archive Warning:
Category:
Fandom:
Relationship:
Characters:
Additional Tags:
Language:
Polski
Stats:
Published:
2026-09-11
Words:
350
Chapters:
1/1
Comments:
6
Kudos:
1
Hits:
15

Następne spotkanie

Summary:

Donald przychodzi spóźniony. Jak zawsze.

Notes:

Egh nie, blok mi nie minął

Boli mnie brzuch i źle się czuje w chuj, jest 2 w nocy wiec potraktujcie mnie ulgowo

Nie przychodzą mi żadne pomysły na tagi...

Napisałem tytuł z 3 razy??? I za kazdym jest źle

Work Text:

Z okna widziałem wtedy zachodzące słońce. Był już wieczór, szare chmury zbierały się na niebie. Cała sala pełna ludzi podobnych do mnie i ich asystentów czekała tylko na jedną osobę.
Donald miał zwyczaj pojawiać się dokładnie wtedy, kiedy zaczynałem myśleć, że tego dnia już go nie zobaczę. Tak było i tym razem. Z tym szerokim uśmiechem ukazującym zęby, ignorując fakt, iż był spóźniony o dobre kilkadziesiąt minut.

Wstałem, jak zawsze, gdy postanawiał uraczyć nas swoją wizytą. Wyszczerz Donalda poszerzył się, a jego słaba dłoń objęła moją. Z jakiegoś powodu lubiłem te momenty, ten mały dotyk. Dlaczego? Ależ skąd miałem to widzieć. Nie śmiałem się domyślać.  
- Radosławie.  
Oczywiście, człowiek taki jak on nie bawił się w przywitania. Czy powinienem czuć się wtedy zaszczycony, tym, że zapamiętał moje imię? 
- Witaj, Donaldzie. - odparłem.  
Moje palce ścisnęły mocniej, jednak on się nie skrzywił. Czułem się jak dzieciak, który próbuje zaimponować koledze. Albo dziewczynie.
Usiadł na miejscu. Niefortunnie, krzesło to znajdowało się zaledwie kilka centymetrów od mojego. Zignorowałem to, również siadając.      
Spotkanie zaczęło się na poważnie, Donald coś mówił, inni go słuchali. Może przekrzykiwali. Mało dochodziło do mnie zza ściany mgły która z nagła mnie otoczyła.     

Nadszedł koniec. Za oknem słońce zaszło, a chmury zakryły całe niebo, pozostawiając je bez gwiazd.  
Wyszedłem z pomieszczenia szybko, prawdopodobnie za szybko. Nic dziwnego, że ktoś poszedł za mną. Musiałem wyglądać, jak człowiek niespełna rozumu.    
- Wszystko w porządku?   
Popatrzyłem na niego, z jakiegoś powodu nagle rozwścieczony.

- Tak. - burknąłem. - Wszystko jest w jak najlepszym porządku, dlaczego pytasz, Donaldzie?
Bruzdy na jego czole pogłębiły się, gdy zmarszczył brwi. - Jesteś pewien?
- Czy ty przypadkiem nie przekierowujesz na mnie swoich uczuć?
- ...Słucham?
Odchrząknąłem. - Wiesz, skoro to ty się spóźniłeś... Po raz kolejny. Może jakieś problemy z żoną?
- Nie! Moje małżeństwo jest w idealnym stanie. - prawie wykrzyknął.
Jak na polityka o takim formacie, można było z niego czytać z jak z otwartej książki. Ponownie oczyściłem gardło, dusząc śmiech w ręce.
- Spokojnie, Donaldzie. Nie musisz się tak unosić.
- Ty... ty!
- Do zobaczenia, Donaldzie!
Powoli odchszedłem, krok za krokiem przyspieszając. Chciałem się obrócić, zobaczyć jego minę. Jednak nie mogłem.

Na następne spotkanie Donald się nie spóźnił.