Chapter Text
Wywar z elfiego korzenia i wrzecionowca
Leciał, a silne skrzydła niosły go w dal. Refleksy słońca tańczyły na twardych, połyskliwych łuskach, kły ociekały jadem, a w piersi czuł nieokiełznaną potęgę ognia. Pod nim przesuwały się krajobrazy malejącego Fereldenu, potem Okaleczonego Wybrzeża i wreszcie Kirkwall. Kierował się w stronę Rozdartego Grzbietu, by majestatycznie na nim wylądować i spoglądać na rozpościerającą się przed nim panoramę. Wszystko było tak maleńkie, tak dalekie i niedosięgnione... Oprócz Andersa. Uzdrowiciel kroczył jako gigant przez góry, za nic mając lasy, miasta i oceany.
— Hawke! Na Andrastę, masz gorączkę! Dlaczego kucasz na łóżku z kołdrą na plecach? Nie! Nawet nie próbuj podpalać tych kotar!
