Work Text:
Stiles sądził, że jest świetną swatką. Udało mu się sprawić by związek Scotta i Allison przetrwał, mimo tak wielu zawirowań. Gdyby nie to, że dowiózł Lydię na czas, Jackson nadal byłby kanimą, a trudno kontynuować związek z jaszczurką. Był też pewien, że przyłożył rękę do związku Erici i Boyda. W końcu dbał o nich wszystkich i chyba właśnie to się teraz na nim zemściło.
Patrzył z niedowierzaniem na obrazek przed nim i nie mógł nawet się ruszyć. Jeśli sądził, że jad kanimy był mocny, to brakowało mu słów by opisać co teraz czuł. Pustka w mózgu, zastój mięśni, to cud że był w stanie utrzymać się na nogach. A jednak nadal wpatrywał się w lustro, które dawało mu doskonały widok na to, co działo się w salonie. Jego stateczny, poważny ojciec był przyciskany do kanapy przez kogoś, kogo na co dzień nazywał dupkiem i psychopatą. I jakoś nie wyglądało na to, że chce się wyrwać.
Mógł znieść wiele związków wokół niego, ale na ten się nie pisał. Nie chciał nawet o tym myśleć, a tym bardziej tego widzieć. A jednak odbicie w lustrze nie kłamało, podobnie jak jęk z ust jego ojca, po którym biedny chłopak osunął się na ziemię.
