Actions

Work Header

Ładna panna młoda i darmowe drinki

Summary:

Tony próbuje zarządzać firmą w strachu przed zabójczą asystentką, przygarnia pod swój dach człowieka-tragedię, dochodzi do siebie po wydarzeniach w Afganistanie i stara się cieszyć szczęściem kobiety, którą do niedawna uważał za miłość swego życia, a która teraz szczęśliwie wyszła za tego kolesia z filmu z Sandrą Bullock.

A potem poznaje barmana o pięknych oczach i wszystko szlag trafia.

Chapter 1: #1

Chapter Text

Tony ładnie wyglądał i ładnie się uśmiechał, mocno ściskał dłonie ważnych panów i delikatnie całował dłonie ważnych pań. Zabawiał odpowiednie osoby krótką pogawędką po czym w porę uciekał pod wymyślonym pretekstem, zanim rozmowa zrobiła się nużąca. Zachowywał się ogólnie wzorowo, był przykładem dobrego wychowania i, cholera jasna, z całą pewnością zasłużył na drinka.

-Whisky – powiedział siadając przy barze.

-Jakiej?

Tony machnął ręką.

-Dobrej. Byle szybko.

Zamoczył usta w alkoholu, uśmiechając się do Pepper, która stała w swojej długiej, opływowej, zdobionej kryształami białej sukni (Tony słyszał jakieś kobiety wymawiające nazwisko projektanta z czcią w głosie, ale było ono zbyt orientalne, by mógł je zapamiętać) i przyjmowała gratulacje od kolejnej ważnej osobistości, która nigdy wcześniej jej nie spotkała, ale „słynna Pepper Potts” wychodzi za mąż, więc trzeba tam być.

-Znasz pana czy pannę?

Tony otrząsnął się niemal wylewając na siebie drinka.

-Huh?

-Pytałem, czy jesteś gościem pana czy panny młodej – powtórzył barman głosem zdecydowanie zbyt głębokim jak na jego małą posturę. Był niski i chorobliwie chudy, ale miał miłą twarz, ładne niebieskie oczy i potargane blond włosy. Wyglądał raczej przyjemnie, więc Tony postanowił że no, w sumie czemu nie, chyba może dla odmiany porozmawiać z kimś kto nie jest otyłym senatorem lub jego żoną – bulimiczką.

-Panny.

-Rozmawiałem z nią. Miła. Pracujesz dla niej?

Tony prychnął cicho.

-Powiedzmy.

Barman patrzył wyczekująco. Tony przewrócił oczami.

-Pracowała dla mnie. Byliśmy parą. Potem ona została prezesem tej śmiesznej fundacji i przestała pracować dla mnie. Potem mnie rzuciła, bo „bardzo mnie kocha, ale trzeba mieć do mnie anielską cierpliwość”. Potem zostaliśmy przyjaciółmi, a ona poznała tego gościa, jak mu tam…

-Ryan Reynolds.

-Ta. Cokolwiek.

-Czyli ty jesteś…

-Tony Stark – powiedział, wyciągając rękę – miło poznać.

Blondyn uścisnął ją silniej, niż można by się spodziewać.

-Steve Rogers.

Tony uśmiechnął się zamyślony.

To nie było tak, że Tony nie cieszył się ze ślubu Pep. Albo że był zazdrosny. Od ich rozstania minęło sporo czasu, który był wypełniony szczerymi rozmowami, więc nie było między nimi niedokończonych spraw, starych żali, tęsknych spojrzeń czy drżenia dłoni. Nadal bardzo się kochali i utrzymywali stały kontakt – co działało Ryanowi na nerwy – ale to była miłość, która została wyprana z romantyczności i pożądania, aż została tylko troska i serdeczność. Między nimi było dobrze.

Nie chodziło też o jej męża. Znaczy, oczywiście, Tony’ego trochę bawiło że poważna businesswoman Pepper Potts wychodzi za jakiegoś aktorzynę. Ale ogólnie rzecz biorąc facet był w porządku i Tony wiedział, że bardzo mu na Pepper zależy, więc nie martwił się też ich tragicznym rozstaniem i raczej nie planował czasu na ocieranie łez Pep.

Problem był w tym, że siedział samotnie na ślubie swojej byłej. Powód całkowicie poważny i do przyjęcia. Siedział samotnie, jakby nadal nie ruszył się z punktu, w którym się rozstali, podczas gdy ona właśnie przyrzekła spędzić resztę życia z tym jakmutam. Jeżeli dołożymy do tego ogromny wysiłek, jaki Tony musiał włożyć w to, by zachowywać się godnie i nie zepsuć Pepper wyjątkowego dnia, to kierując się najprostszymi zasadami zdrowego rozsądku dochodzimy do wniosku, że Tony zasłużył nie tylko na drinka. Tony zasłużył na kilka butelek dobrego alkoholu.

-Steve… - zaczął Tony spoglądając na dno pustej szklanki – myślę, że musisz mi nalać. Ale tym razem więcej.


***


Tony obudził się przekonany, że coś wlazło mu do ust i tam zdechło. Oraz, że podczas gdy on spał twardym snem jakiś bezdomny (typ konesera etanolu) włamał się do jego domu i spał w jego łóżku.
Nadal miał na sobie garnitur, który ubrał na wesele Pepper. Zaczął w panice przeszukiwać kieszenie w poszukiwaniu telefonu – musiał zadzwonić i upewnić się, że w stanie błogości (przyjął już do wiadomości fakt, że nigdy nie było żadnego martwego zwierzęcia ani bezdomnego, a jedynie jego stara przyjaciółka whisky) nie zrujnował Pepper Wielkiego Dnia.

Telefonu brak.

Przeszukał wszystko, łącznie z łóżkiem, podłogą i szafami raz jeszcze.

Nie ma telefonu, portfela, dokumentów, nic. Przeszedł bardzo powoli do łazienki, opłukał twarz i starał się uspokoić oddech. Zawsze powstrzymywał tak ataki paniki. Lub wymioty. W tej sytuacji – oba naraz. Jego pierwszą myślą była Pepper – pojedzie do Pepper, ona wszystko naprawi, przecież ona zawsze wszystko naprawia. Ale Pepper leciała właśnie gdzieś w stronę Fidżi czy innego beznadziejnie oklepanego miejsca na podróż poślubną.

Tony rozebrał się i wszedł pod prysznic, stwierdzając, że w takim odorze i tak nie da się myśleć. Stał nieruchomo pod strumieniem wody dopóki nie przestało mu się kręcić w głowie. Wtedy dopiero otworzył oczy i sięgnął po żel.

Sapnął, gdy zauważył na wyciągniętej ręce napis : JEŚLI ZNALAZŁEŚ – ZADZWOŃ i nieznany mu numer telefonu (co prawda Tony znał tylko numer Rhodeya, Pepper i swojej nowej asystentki, ale to inna sprawa).

-Uch. Znalazłem poszlakę.

Do wykonania napisu użyto markera permanentnego, więc nie rozmył się od wody, ale Tony i tak umył się pospiesznie, uważając na rękę. Wyszedł, wytarł się i nie przemęczając się za bardzo ubieraniem, wyruszył na poszukiwanie zapasowego telefonu. W tym cholernym domu muszą być przecież jakieś zapasowe telefony.
Po kilku minutach znalazł telefon wiszący na ścianie.

-Telefon domowy – szepnął do siebie – Nie wiedziałem, że mam telefon domowy. Ciekawe.

Wykręcił numer, czekając na wciśnięcie ostatniej liczby bezsensownie długo, aż zdał sobie sprawę, że nie ma sensu budować napięcia, skoro jest sam.
Po czterech sygnałach odezwał się głos. Męski. Głęboki. Bardzo miły. I naprawdę, kurwa, głęboki.

-Tak, słucham?

Tony zmrużył oczy. Znam ten głos, pomyślał. Skąd ja go, cholera, znam?

-Uh… Kto mówi?

Kilka sekund ciszy.

-Nie wiesz, do kogo dzwonisz?

-Nie.

Znowu krótkie milczenie.

-Tony, prawda?

-Tak! TAK! Świetnie! – Stark niemal podskoczył z radości – Znalazłem cię. Świetnie. Ale kim jesteś?

-Steve.

Tym razem to Tony zamilknął.

-Steve Rogers – powtórzył miły głos.

-Chudzielec z baru!

Nerwowy śmiech po drugiej stronie słuchawki.

-Nno, no tak. Pewnie chcesz odzyskać swoje rzeczy?

-Masz moje rzeczy?

-Nic nie pamiętasz?

-Nie.

Tym razem w śmiechu było więcej wesołości.

-Słuchaj, Steve. Może pójdziemy na kawę, oddasz mi mój telefon i powiesz, co spieprzyłem?
-Yhm. Kiedy?
-Jak najszybciej.

Steve zawahał się.

-Dobra, w porządku. Gdzie?

-Starbucks. Środkowy Manhattan – rzucił najbliższą mu znaną kawiarnię.

-Co prawda darzę wszystkie sieciowe kawiarnie niechęcią, ale w przypadku takiego kryzysu…

-Do zobaczenia? Za godzinę?

-Do zobaczenia, Tony.